WYKŁADY
PISMA ŚWIĘTEGO

"Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która im dalej tem bardziej świeci aż do dnia doskonałego".
_______________
SERIA VI
_______________
Nowe Stworzenie
_____________________


"Dlatego my od tego czasu nikogo według ciała nie znamy, a chociażeśmy
też znali Chrystusa według ciała, lecz teraz więcej nie znamy.
A tak, jeśli kto jest w Chrystusie, Nowym jest
Stworzeniem; stare rzeczy przeminęły,
oto się wszystkie nowemi stały".
-- 2 Koryntów 5:16,17 --
_____________________

KRÓLOWI KRÓLÓW I PANU PANÓW

dla pożytku

JEMU OFIAROWANYCH ŚWIĘTYCH
wyczekującym przysposobienia synowskiego
-------- i -------
"WSZYSTKIM, KTÓRZY GDZIEKOLWIEK WZYWAJĄ
IMIENIA PAŃSKIEGO"
"DOMOWNIKOM WIARY"
--- a także ---
WZDYCHAJĄCEMU I CIERPIĄCEMU STWORZENIU, OCZE-
KUJĄCEMU OBJAWIENIA SIĘ SYNÓW BOŻYCH

TĘ PRACĘ POŚWIĘCONO
_______________
"Ażeby wszyscy poznali, jaka jest społeczność tajemnicy, która od początku świata była ukryta
w Bogu". "W której hojnie się nam objawił we wszelkiej mądrości i roztropności,
oznajmiwszy nam tajemnicę woli swojej według upodobania swego, jakie
postanowił w samym Sobie, aby w rozrządzeniu pełni czasów
w jedno zgromadził wszystkie rzeczy w Chrystusie".
- Efezów 3:4,5,9; 1:8-10.
__________________

Dzi
eło to zostało napisane przez
KAZNODZIEJĘ C. T. RUSSELL
w 1904r.
___________________

PRZEDMOWA AUTORA

Znaczna część pracy każdego sługi Bożego wykonywana była w ciemności - to znaczy, że na podobieństwo tkacza pięknego dywanu, stoimy w tyle i dostrzegamy tylko nieznaczne wyniki naszej pracy, ufni, że w słusznym u Pana czasie usłyszymy Jego: "Dobrze sługo" i obaczymy więcej owocu. "Gdy się ocucę, nasycony będę obrazem obliczności Twojej".

Mimo to jednak Bóg dostarczył nam łaskawie pewnej zachęty, co do wpływów, jakie tom ten wywarł na serca wiernych Pańskich, w różnych częściach świata. Mieliśmy przyjemność słyszeć od wielu o błogosławieństwach, jakich doznali z lepszego zrozumienia usprawiedliwienia, uświęcenia i wybawienia obiecanego kościołowi w Słowie Bożym. Wielu innych mówiło nam też o błogosławieństwach otrzymanych z biblijnych dorad dla mężów i żon, rodziców i dzieci, pod względem przestrzegania pokoju, sprawiedliwości oraz wzrostu w łasce. Wielu informowało nas także o wielkich błogosławieństwach i pomocy, co do przywilejów i obowiązków Starszych i Diakonów, tudzież co do biblijnego porządku w kościele. Radujemy się z tego i ufamy, że dobra praca będzie postępowała naprzód, pod Boskim kierownictwem, ku Jego chwale i ku pociesze i zbudowaniu Jego ludu.

Zwracamy uwagę na fakt, że od czasu napisania tego tomu, światło, co do wielkich Przymierzy Bożych stało się jaśniejsze. Obecnie widzimy, że Przymierze Zakonu było cieniem, obrazem Nowego Przymierza (zakonu), które ma być niebawem ustanowione, przy wtórem przyjściu Pana, Onego wielkiego Pośrednika, którego Głową jest Jezus a kościół, Jego ciałem - na którego typem był Mojżesz, który napisał: "Proroka wzbudzi wam Pan Bóg wasz z braci waszych, jako mię". Mojżesz był jedynie figurą Tego większego Proroka, a Przymierze Zakonu, w którym Mojżesz pośredniczył, było jedynie figurą, obrazem większego Przymierza Zakonu, w Tysiącleciu.

Bóg wzbudził najpierw Jezusa, Głowę Onego wielkiego Pośrednika, kiedy wzbudził Go od umarłych. Od tego czasu On wzbudzał kościół jako Nowe Stworzenie i gdy wszyscy bracia ciała Chrystusowego zostaną wybrani z świata przez poznanie Prawdy i przez uświęcenie Duchem świętym, gdy okażą się wiernymi aż do śmierci i wszyscy wyniesieni zostaną mocą Bożą ze stanu ziemskiego do niebieskiego, jako ciało Chrystusowe - tedy skompletowany będzie On wielki pozafiguralny Melchizedek, Kapłan na Swoim tronie - On wielki Pośrednik Nowego Przymierza zostanie posadzony na stolicy Boskiej potęgi. W ten czas Nowe Przymierze wejdzie w życie, jak to Bóg przepowiedział Izraelowi: "Oto idą dni, mówi Pan, że uczynię z domem Izraelskim i z domem Judzkim przymierze nowe".

Pozafiguralny Pośrednik, po zapłaceniu Boskiej Sprawiedliwości zupełnego i wiecznego Okupu za Adama i jego rodzaj, obejmie zupełną kontrolę i według Nowego Przymierza w taki sposób zapieczętowanego, rozpocznie dzieło błogosławienia i naprawy wszystkich chętnych i posłusznych z rodzaju Adamowego. Wszyscy dochodzący do społeczności z Panem, wliczeni będą w ziemskie nasienie Abrahamowe, aż ostatecznie, przy końcu Tysiąclecia, wszyscy wierni i posłuszni zostaną uznani przez Boga za nasienie Abrahamowe. Przez stanie się tym nasieniem, wszystkie rodzaje ziemi będą błogosławione.

Nazwa: Nowe Przymierze, którym określone jest Boskie postępowanie z światem w Tysiącleciu, zostało niebacznie zastosowane do Przymierza, które ma swoje działanie obecnie i było w życiu w całym wieku ewangelicznym, z kościołem. Nasze Przymierze jest naturalnie nowym przymierzem w tym znaczeniu, że różni się od żydowskiego przymierza zawartego przy górze Synaj; ale nie jest Onym obiecanym nowym przymierzem. Przymierze kościoła nazwane jest w Biblii "Przymierzem przy ofierze", czyli przymierzem ofiary. Zachowanie w pamięci tych faktów będzie korzystnym dla czytelników niniejszego tomu. Wszystkie te przymierza mają pewną łączność między sobą. Wszystkie one były obrazowo przedstawione w Abrahamie i w przymierzu, które Bóg zawarł z nim. Kościół nazywany jest duchowym nasieniem Abrahamowym i przyrównany jest do gwiazd na niebie. Ludy tego świata, w miarę jak będą dochodzić do społeczności z Bogiem, stawać się będą ziemskim nasieniem Abrahamowym - jako piasek na brzegu morskim. Nasienie duchowe będzie przewodem błogosławieństw dla cielesnego.

Przedmiot usprawiedliwienia nie uległ zmianie, ale poszerzył się i rozjaśnił. Gdyby ten tom pisany był dziś, autor poczyniłby pewne zmiany w doborze słów, ale bez jakichkolwiek zmian pod względem znaczenia i zastosowania słowa Usprawiedliwienie.

Obecnie widzimy, że usprawiedliwienie do żywota jest jedną sprawą, a usprawiedliwienie do mniejszej lub większej przyjaźni z Bogiem, drugą. Na przykład: Abraham i wierni przed zesłaniem Ducha świętego, byli usprawiedliwieni do przyjaźni z Bogiem, aby mogli być, mniej lub więcej, w społeczności z Nim, przez modlitwę itp.; lecz oni nie dostąpili zupełnego usprawiedliwienia, dokąd Krew Pojednania nie była przelana i dokąd nie była przedstawiona i przez Ojca przyjęta na przebłaganie Jego Sprawiedliwości. Tak samo dziś, o grzeszniku zbliżającym się do Boga może być powiedziane, że co się tyczy usprawiedliwienia, on jest w stanie bliższej łaski u Boga, aniżeli gdyby kierował się do grzechu.

Dawniej mówiliśmy o grzeszniku takim jako o usprawiedliwionym, ponieważ uwierzył w Jezusa jako w swego Odkupiciela i zmierzał ku poświęceniu samego siebie. Obecnie rozumiemy, że ta postawa grzesznika, podobnie jak i stanowisko świętobliwych osób w starożytności, możnaby nazwać "usprawiedliwieniem tymczasowym"; jednak ono nie dochodzi do stanu zupełnego usprawiedliwienia z grzechu prędzej, aż dany grzesznik stawia samego siebie w zupełnym poświęceniu naszemu wielkiemu Arcykapłanowi, Jezusowi i zostaje przez Niego przyjętym, w imieniu Ojca. W ten czas, pod osłoną przypisanej jemu zasługi ofiary Chrystusowej, grzesznik taki, jakoby przykryty szatą Chrystusową, zostaje przyjętym przez Ojca i spłodzonym z Ducha świętego.

Jest to korzystnym dla mas takich, którzy usłyszeli o Jezusie i częściowo uwierzyli, że ich stanowisko przed Panem nie jest stanem zupełnego usprawiedliwienia; że On nie usprawiedliwia ich zupełnie prędzej, aż oni, przez przymierze, stają się Jego uczniami i naśladowcami. Dzieje się to, dlatego, że usprawiedliwienia dostępuje człowiek tylko raz, i gdyby ktoś nadużył tego usprawiedliwienia i nie doszedłby do wiecznego żywota, on znalazłby się w stanie gorszym niż gdyby nigdy nie był usprawiedliwionym. Kto nie jest usprawiedliwionym i spłodzony z Ducha w czasie obecnym, ten nie jest w klasie Kościoła i taki będzie miał swój dział w zasłudze ofiary Chrystusowej i w usprawiedliwieniu, które w Jego Królestwie zaofiarowane zostanie każdemu członkowi rodu ludzkiego z wyjątkiem Kościoła, który otrzyma lepsze rzeczy, jakie Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują, czyli chwałę, cześć i nieśmiertelność Boskiej natury.

Dla wielu zdawać się może rzeczą zbyteczną wspominać te nieznaczne różnice w sprawie usprawiedliwienia; gdy jednak otrzymaliśmy to jaśniejsze zrozumienie Boskiego planu, z przyjemnością dzielimy się tym z wszystkimi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości - z wszystkimi, badaczami Pisma Świętego, gdziekolwiek tacy znajdują się.

Oby Pan nadal błogosławił ten tom, dla dobra Swego ludu, jest modlitwą autora.

Wasz sługa w Panu,

- Charles T. Russell.

Brooklyn, N.Y., dnia 1 października 1916r.

 

SPIS TREŚCI :

WYKŁAD I

"NA POCZĄTKU"

RÓŻNE POCZĄTKI - ZIEMIA JUŻ BYŁA - TYDZIEŃ STWORZENIA I JEGO POCZĄTEK - OŚWIADCZENIE PROF. DAN`A O NIEPEWNYCH PRZYPUSZCZENIACH GEOLOGÓW - GOŁĘBIE DARWINA - TEORIA KOSMOGONII - PRAWDZIWE POGLĄDY PROFESORÓW DAN`A I SILLIMAN`A - EPOKA PIERWSZEGO DNIA STWORZENIA - TAKIŻ DRUGI - TAKIŻ TRZECI - TAKIŻ CZWARTY - TAKIŻ PIĄTY - TAKIŻ SZÓSTY - STWORZENIE CZŁOWIEKA KRÓLA ZIEMI W ZARANIU SIÓDMEJ EPOKI - WYCIĄG Z DZIEŁA J.W. DAWSON`A, L.L.D., F.R.S.P.T. "ZEJŚCIE SIĘ GEOLOGII Z HISTORIĄ" - SIÓDMY DZIEŃ EPOKOWY TYGODNIA STWORZENIA - JEGO DŁUGOŚĆ - ODPOCZYNEK - JEGO CEL I WYNIK - ZAKOŃCZENIE SIĘ JEGO BĘDZIE WIELKIM JUBILEUSZEM ZIEMSKIM I NIEBIESKIM.

WYKŁAD II

NOWE STWORZENIE

NOWE STWORZENIE ODŁĄCZONE I WYRÓŻNIONE OD WSZYSTKICH INNYCH - DLACZEGO WYBRANE Z POMIĘDZY ISTOT LUDZKICH RACZEJ NIŻ Z INNYCH - CEL JEGO WYBORU - OBECNA I PRZYSZŁA JEGO MISJA - JAK SPŁODZONE I ZRODZONE DO NOWEJ NATURY - ŚCISŁE POKREWIEŃSTWO WSZYSTKICH JEGO CZŁONKÓW JEDNYCH Z DRUGIMI, A ICH WODZEM, GŁOWĄ I OBLUBIEŃCEM - ROZWÓJ I PRÓBY CZŁONKÓW- SZÓSTY, CZYLI DUCHOWY ZMYSŁ NOWEGO STWORZENIA DLA ROZEZNANIA RZECZY DUCHOWYCH - POD JAKIM INNYM IMIENIEM NOWE STWORZENIE POWINNO BYĆ ZNANE, BY MOGŁO BYĆ WIERNE SWEJ GŁOWIE I NIE ODŁĄCZAŁO SIĘ OD ŻADNEGO Z BRACI.

WYKŁAD III

POWOŁANIE NOWEGO STWORZENIA

NIKT JAK TYLKO "POWOŁANI" SIĘ KWALIFIKUJĄ - ODKĄD TO "WYSOKIE POWOŁANIE" SIĘ ROZPOCZĘŁO - WEZWANIE DO POKUTY NIE JEST WEZWANIEM DO BOSKIEJ NATURY - POWOŁANIE ŻYDÓW - POWOŁANIE EWANGELICZNE - DLACZEGO NIE WIELU JEST POWOŁANYCH "MĄDRYCH", "MOŻNYCH" LUB "WIELKICH" - WYWYŻSZENIE POLEGA NA PRAWDZIWEJ POKORZE - CHARAKTER JEST WARUNKIEM POWOŁANIA - PODCZAS TYSIĄCLECIA ŚWIAT NIE BĘDZIE POWOŁYWANY, LECZ BĘDZIE MU ROZKAZANE - NOWE STWORZENIE JEST POWOŁYWANE, CZYLI PRZYCIĄGANE PRZEZ OJCA - CHRYSTUS JEST NASZĄ MĄDROŚCIĄ - CHRYSTUS NASZYM USPRAWIEDLIWIENIEM - ODRÓŻNIENIE USPRAWIEDLIWIENIA RZECZYWISTEGO OD PRZYPISANEGO - CZY "NOWE STWORZENIE" POTRZEBUJE USPRAWIEDLIWIENIA - PODSTAWA DO USPRAWIEDLIWIENIA - USPRAWIEDLIWIENIE ŚWIĘTYCH STAREGO TESTAMENTU RÓŻNI SIĘ OD NASZEGO - USPRAWIEDLIWIENIE W WIEKU TYSIĄCLECIA - CHRYSTUS ZA NAS OFIAROWANY - POŚWIĘCENIE SIĘ PODCZAS TYSIĄCLECIA - DWA RÓŻNE OFIAROWANIA W FIGURZE LEWITÓW - NIE MIELI DZIAŁU W ZIEMI - "WIELKIE MNÓSTWO" - DWOJAKIE POŚWIĘCENIE - ZE STRONY CZŁOWIEKA - ZE STRONY BOGA - DOŚWIADCZENIE RÓŻNI SIĘ OD TEMPERAMENTU - POŚWIĘCENIE TO NIE DOSKONAŁOŚĆ, ANI UCZUCIE - "KTÓRY UZDRAWIA WSZYSTKIE CHOROBY TWOJE" - POTRZEBA ŁASKI - JAK USPRAWIEDLIWIENIE POGRĄŻONE JEST W POŚWIĘCENIU - OFIAROWANIE OD ZAKOŃCZENIA SIĘ CZASU "WYSOKIEGO POWOŁANIA" - WYZWOLENIE KOŚCIOŁA CZYLI ZBAWIENIE.

WYKŁAD IV

NOWE STWORZENIE Z GÓRY PRZEZNACZONE

OGÓLNY POGLĄD NA WYBRANIE - POPRAWNA MYŚL - NIE MA KRZYWDY DLA NIEWYBRANYCH - RÓŻNICA POMIĘDZY "WYBRANYMI" I "ZWYCIĘZCAMI" - "JEST GRZECH NA ŚMIERĆ" - "STRASZNAĆ RZECZ JEST WPAŚĆ W RĘCE BOGA ŻYWEGO" - WIELKA KOMPANIA - SZATY ICH WYBIELONE KRWIĄ BARANKA - WYBRANA WINNA MACICA I JEJ LATOROŚLE - RÓŻNE WYBRANIA W PRZESZŁOŚCI - ŻADNE Z NICH NIE BYŁO WIECZNE - JAKÓB I EZAW JAKO TYP - "JAKÓBAM UMIŁOWAŁ" - "ALEM EZAWA MIAŁ W NIENAWIŚCI" - FARAON - "NA TOM CIĘ SAMO WZBUDZIŁ" - BÓG NIGDY NIE ZMUSZA WOLI - FARAON NIE STANOWI WYJĄTKU Z TEJ REGUŁY - "BÓG ZATWARDZIŁ SERCE FARAONA" - NARÓD IZRAELA WYBRANY - "CZEMŻE TEDY ZACNIEJSZY ŻYD? WIELKI Z KAŻDEJ MIARY" - "NOWE STWORZENIE" WYBRANE - OZNAKA "ŁASKI" - ILUSTRACJA WŁASNOŚCI KRÓLA - PRZEZNACZENI "ABY BYLI PRZYPODOBANI OBRAZOWI SYNA JEGO" - KTÓRZY WEDŁUG POSTANOWIENIA JEGO POWOŁANI SĄ - KWALIFIKACJE I CHARAKTERYSTYKA POWOŁANIA - "JEŚLI BÓG ZA NAMI" - WOLNE TŁUMACZENIE TWIERDZENIA APOSTOŁA - ZAPEWNIENIE SOBIE NASZEGO POWOŁANIA I WYBRANIA - DROGA UBIEGANIA SIĘ - "BIEŻĘ DO KRESU" - "WIEDZĄC OD BOGA WYBRANIE WASZE".

WYKŁAD V

ORGANIZACJA NOWEGO STWORZENIA

"ŻYWE KAMIENIE" NA DUCHOWĄ ŚWIĄTYNIĘ - NOMINALNE A RZECZYWISTE NOWE STWORZENIE - "TAJEMNICA BOŻA" I TAJEMNICA "NIEPRAWOŚCI". WIELKA ORGANIZACJA ANTYCHRYSTA - WIARYGODNOŚĆ PISMA ŚWIĘTEGO - WOLNOŚĆ DOZWOLONA ŚWIATU I KOŚCIELNICTWU - PORZĄDEK Z ZAMIESZANIA - "W CZASIE SŁUSZNYM" - "KOŃCE WIEKÓW" - WINNA MACICA ZASZCZEPIONA PRZEZ OJCA - "DWUNASTU APOSTOŁÓW BARANKA" - PAWEŁ ZASTĘPCĄ JUDASZA - LICZBA APOSTOŁÓW OGRANICZONA DO DWUNASTU - ZLECENIE APOSTOLSKIE - SILNE CHARAKTERY APOSTOŁÓW - PAWEŁ APOSTOŁ NIE STOI POZA INNYMI APOSTOŁAMI - NATCHNIENIE APOSTOŁÓW - CZUWANIE BOSKIE NAD PISMAMI APOSTOŁÓW - "A NA TEJ OPOCE ZBUDUJĘ KOŚCIÓŁ" - HARMONIA EWANGELII - KLUCZE AUTORYTETU - APOSTOLSKA NIEOMYLNOŚĆ - ROZWAŻANIE SPRZECIWIEŃSTW - "JEDEN JEST MISTRZ WASZ" - PRAWDZIWY KOŚCIÓŁ JEST "STADKIEM BOGA" - APOSTOŁOWIE, PROROCY, EWANGELIŚCI, NAUCZYCIELE - ORGANIZACJA PAŃSKA NOWEGO STWORZENIA JEST ABSOLUTNIE KOMPLETNĄ - ON JEST TAKŻE JEGO ZARZĄDCĄ - DARY DUCHA USTAŁY Z ICH KONIECZNOŚCIĄ - JEDNOLITOŚĆ "WIARY RAZ ŚWIĘTYM PODANEJ" - JEDNOŚĆ SIŁ ANTYCHRYSTA - BISKUPI, STARSI, DIAKONOWIE - PRAWDZIWE ZNACZENIE "PROROKA" - POKORA KONIECZNĄ DLA STARSZEŃSTWA - INNE POTRZEBNE PRZYMIOTY - DIAKONI, MINISTRANCI, SŁUDZY - NAUCZYCIELE W KOŚCIELE - WIELU BĘDZIE ZDOLNYCH DO NAUCZANIA - "NIECHAJ WAS NIE WIELE BĘDZIE NAUCZYCIELAMI, BRACIA MOI" - "A NIE POTRZEBUJECIE, ABY WAS KTO UCZYŁ" - "TEGO, KTÓRY JEST NAUCZANY" I "TEN, KTÓRY NAUCZA" - ZAKRES NIEWIAST W KOŚCIELE - NIEWIASTY JAKO WSPÓŁPRACOWNICZKI - "NIECHŻE SIĘ NAKRYWA".

WYKŁAD VI

PORZĄDEK I KARNOŚĆ NOWEGO STWORZENIA

ZNACZENIE ORDYNOWANIA - TYLKO DWANAŚCIE SŁUG UPEŁNOMOCNIONYCH - "KLER" I "LAICY" - WYBÓR STARSZYCH I DIAKONÓW - NAZNACZANIE STARSZYCH W KAŻDYM ZGROMADZENIU - KTO MOŻE WYBIERAĆ STARSZYCH I JAK? - WIĘKSZOŚĆ NIE DOSTATECZNĄ - RÓŻNE USŁUGI - PŁATNE USŁUGI - KARNOŚĆ W ZGROMADZENIU - MYLNE POWOŁANIE DO KAZNODZIEJSTWA - "NAPOMINANIE NIEPORZĄDNYCH" - PUBLICZNE NAPOMINANIA NIE POWINNY BYĆ CZĘSTE - "PATRZCIE, BYŚCIE NIE ODDAWALI ZŁEM, ZA ZŁE" - POBUDZANIE DO MIŁOŚCI - "SPOŁECZNE ZGROMADZANIE SIĘ" - RÓŻNORODNOŚĆ I CHARAKTER NASZYCH ZEBRAŃ - DOKTRYNA JESZCZE POTRZEBNĄ - SPOSOBNOŚĆ DO DAWANIA PYTAŃ - POKAZANE JAKIE SĄ POŻYTECZNE ZEBRANIA - "NIECH KAŻDY BĘDZIE UPEWNIONY W UMYŚLE SWOIM" - SŁUŻBY POGRZEBOWE - DZIESIĘCINY - SKŁADKI - DOBROCZYNNOŚĆ.

WYKŁAD VII

PRAWO NOWEGO STWORZENIA

NADANIE PRAWA OBEJMUJE W SOBIE MOŻNOŚĆ ZACHOWANIE TEGOŻ PRAWA - PRAWO BOSKIE PIERWOTNE - PRAWO ŻYWOTA NIE MOGŁO BYĆ DANE UPADŁEMU RODZAJOWI LUDZKIEMU - ODKUPIENIE NASTĘPSTWEM NIE PRAWA ALE ŁASKI - PRAWO ZAKONU WYPEŁNIONE A NOWE PRZYMIERZE PRZYPIECZĘTOWANE PRZEZ OFIARĘ - PRAWO Z SYNAJU, OBOWIĄZUJĄCE TYLKO CIELESNEGO IZRAELA - PRAWO NOWEGO PRZYMIERZA - ZLECENIE, PRZY KTÓRYM SIĘ ŚWIĘCI ROZWIJAJĄ - NOWE STWORZENIE ODŁĄCZONE I WYRÓŻNIONE W BOSKIM STOSUNKU I W PRZYMIERZU - WZROST UZNANIA DLA DOSKONAŁEGO PRAWA - BIEGNĄC PO ODZNACZENIE I STOJĄC SILNIE PRZY NIM - ZŁOTA REGUŁA - DOSKONAŁE PRAWO WOLNOŚCI.

WYKŁAD VIII

ODPOCZYNEK, CZYLI SABAT NOWEGO STWORZENIA

ZMIANA BOSKIEGO POSTĘPOWANIA DATUJE SIĘ OD KRZYŻA - ŻE APOSTOŁOWIE WYGŁASZALI KAZANIA W SYNAGOGACH W DZIEŃ SABATU NIE ZNACZY TO, ŻE POPIERALI ŻYDOWSKI SABAT LUB SYSTEM, JAKO WSKAZANE DLA NOWEGO STWORZENIA - BUDYNEK, W KTÓRYM KTOŚ GŁOSI EWANGELIĘ, NIE DOTYCZY JEGO POSŁANNICTWA - RÓWNIEŻ DZIEŃ NIE MA WPŁYWU NA POSŁANNICTWO - SKĄD POCHODZI PIERWSZY DZIEŃ W TYGODNIU, JAKO SABAT CHRZEŚCIJAŃSKI - OBCHODZENIE JEGO ZACZĘŁO SIĘ NA DŁUGO PRZED KONSTANTYNEM - PRAWIE WSZYSTKIE OBJAWIENIA SIĘ ZMARTWYCHWSTAŁEGO PANA MIAŁY MIEJSCE W PIERWSZYM DNIU TYGODNIA - WDZIĘCZNOŚĆ SPOWODOWAŁA OBCHODZENIE PIERWSZEGO DNIA TYGODNIA JAKO SABATU - JEDNAKŻE NIE JEST TO Z BOSKIEGO ROZPORZĄDZENIA - FRANCJA I LICZBA SIEDEM - IZRAELOWY SABAT BYŁ FIGURALNY - KIEDY ZACZĄŁ SIĘ SABAT NOWEGO STWORZENIA I W JAKI SPOSÓB TRWA.

WYKŁAD IX

SĄD NOWEGO STWORZENIA

JEHOWA WIELKI SĘDZIA WSZECHŚWIATA - WSZYSTKIE BŁOGOSŁAWIEŃSTWA, ŁASKI, ITD. SĄ OD JEHOWY, PRZEZ JEGO SYNA - NOWE STWORZENIE MA BYĆ WSPÓŁUCZESTNIKAMI I WSPÓŁDZIEDZICAMI Z CHRYSTUSEM - "WSZYSTKA MOC NA NIEBIE I NA ZIEMI JEST MI DANA" - SĄD OJCA POTĘPIAJĄCY LUDZKOŚĆ JUŻ ZOSTAŁ WYRAŻONY - SĄD W CIĄGU TYSIĄCLECIA BĘDZIE SĄDEM MIŁOSIERDZIA I POMOCY - OSTATECZNY WYKONAWCZY SĄD BĘDZIE SPRAWIEDLIWOŚCIĄ BEZ MIŁOSIERDZIA - SĄD NOWEGO STWORZENIA W CIĄGU WIEKU EWANGELII - NOWE STWORZENIE SĄDZONE DOSKONAŁYM PRAWEM MIŁOŚCI - NADZÓR CHWALEBNEJ GŁOWY NAD CIAŁEM - JAKIM SĄDEM SĄDZICIE, TAKIM BĘDZIECIE SĄDZENI - SĄDŹMY SAMYCH SIEBIE ODPOWIEDNIO - "TEN, KTÓRY MNIE SĄDZI, JEST PAN" - KOŚCIÓŁ POWINIEN SĄDZIĆ PEWNE SPRAWY - "JEŚLI BRAT WYKRACZA PRZECIWKO TOBIE" - PRZEBACZ SIEDEMDZIESIĄT RAZY PO SIEDEM - WYKROCZENIA PRZECIWKO KOŚCIOŁOWI - WSZYSCY MUSIMY STANĄĆ PRZED TRYBUNAŁEM CHRYSTUSA.

WYKŁAD X

CHRZEST NOWEGO STWORZENIA

CHRZEST W DRUGIM STULECIU - OJCOWIE CHRZESTNI PRZY CHRZCIE - CEREMONIA CHRZTU W KOŚCIELE RZYMSKIM - ŚWIADECTWO PISMA ŚWIĘTEGO, CHRZEST NIEMOWLĄT - ŚWIADECTWO PISMA ŚWIĘTEGO ODNOŚNIE CHRZTU - POGLĄD "UCZNIÓW" - POGLĄD "BAPTYSTÓW" - POGLĄD PRAWDZIWY - CHRZEST W ŚMIERĆ CHRYSTUSOWĄ - "PRZEZ JEDNEGO DUCHA MY WSZYSCY W JEDNO CIAŁO JESTEŚMY OCHRZCZENI" - CHRZEST OGNIA - SYMBOLICZNY CHRZEST W WODZIE - CZY SYMBOLICZNY CHRZEST W WODZIE JEST KONIECZNYM? - WŁAŚCIWY SYMBOL - KTO MOŻE DOKONYWAĆ CEREMONII - FORMA SŁÓW - POWTÓRZENIE SYMBOLU - "CI, KTÓRZY CHRZCZĄ SIĘ NAD UMARŁYMI".

WYKŁAD XI

WIELKANOC NOWEGO STWORZENIA

JARZMO EGIPSKIE I WYSWOBODZENIE Z TEGO WE FIGURZE I POZAGIGURZE - "KOŚCIÓŁ PIERWORODNYCH" - "WIELU NAS JEST JEDNYM CHLEBEM" - OBCHODZENIE PAMIĄTKI JEST JESZCZE WŁAŚCIWYM - KTO MOŻE OBCHODZIĆ - KTO MOŻE SPRAWOWAĆ - PORZĄDEK OBCHODZENIA TEJ PAMIĄTKI - WYCIĄG Z ENCYKLOPEDII McKLINTOCK`A I STRONG`A.

WYKŁAD XII

MĘŻOWSKIE I INNE PRZYWILEJE I ZOBOWIĄZANIA

NOWEGO STWORZENIA

RÓŻNE ZOBOWIĄZANIA NOWEGO STWORZENIA - "WSZYSCY WY JEDNYM W CHRYSTUSIE JEZUSIE" - GROMADNA SPOŁECZNOŚĆ NIESTOSOWNA - MĘŻCZYZNA I KOBIETA W BOSKIM PORZĄDKU - PRZEWAGA MĘŻCZYZNY NIE JEST TYRANIĄ - MAŁŻEŃSTWO NOWEGO STWORZENIA - RADA DLA NOWEGO STWORZENIA W ROZMAITYCH WARUNKACH MAŁŻEŃSKIEGO POŻYCIA - W RAZIE OPUSZCZENIA - SUMIENIE OSTATECZNĄ PRÓBĄ - RZEZAŃCY, DZIEWICE, CELIBAT - "TYLKO W PANU" - ODPOWIEDZIALNOŚĆ RODZICIELSKA.

WYKŁAD XIII

RODZICIELSKIE ZOBOWIĄZANIA

NOWEGO STWORZENIA

WIELKIE ZOBOWIĄZANIA PRZYWIĄZANE DO SPEŁNIENIA WŁADZ ROZRODCZYCH - WPŁYWY WYWIERANE PRZED URODZENIEM - "ĆWICZ MŁODEGO, WEDŁUG POTRZEBY DROGI JEGO" - WPŁYW SZKÓŁ NIEDZIELNYCH - ZAUFANIE DZIECI - SIŁA NAMOWY W WYCHOWANIU DZIECKA - DZIECI NASZE W CZASIE UCISKU - GODZIWE I NIEGODZIWE ZABAWY - MAŁŻEŃSTWO DZIECI NOWEGO STWORZENIA.

WYKŁAD XIV

ROZMAITE ZIEMSKIE ZOBOWIĄZANIA

NOWEGO STWORZENIA

"ROZMYŚLIWAJCIE TO, CO JEST UCZCIWEGO PRZED WSZYSTKIMI LUDŹMI" - "NIKOMU NIC WINNI NIE BĄDŹCIE" - "POŻYCZAJCIE, NIC SIĘ STĄD NIE SPODZIEWAJĄC" - CHRZEŚCIJAŃSKA UPRZEJMOŚĆ - "NIE TROSZCZCIE SIĘ O JUTRZEJSZY DZIEŃ" - "MOIM CELEM JEST CHRYSTUS" - "ŁATWIEJ WIELBŁĄDOWI PRZEJŚĆ PRZEZ UCHO IGIELNE, ANIŻELI BOGACZOWI WEJŚĆ DO KRÓLESTWA BOŻEGO" - UBEZPIECZENIE - ORGANIZACJE WZAJEMNEJ POMOCY, ITD. - ŚWIADOME MIESZANIE SIĘ W OBCE SPRAWY - "BŁOGOSŁAWIĄC BOGA, PRZEKLINAJĄC LUDZI" - TOWARZYSKIE OBOWIĄZKI - "SZANUJ WSZYSTKICH LUDZI" - CZY NOWE STWORZENIE MA BRAĆ UDZIAŁ W PUBLICZNYCH WYBORACH? - NOWE STWORZENIE I REFORMY MORALNE - NOSZENIE KOSZTOWNYCH UBIORÓW - CZEKAJMY NA PRZYOZDOBIENIE "CHWAŁY, ZASZCZYTU I NIEŚMIERTELNOŚCI".

WYKŁAD XV

NIEPRZYJACIELE NOWEGO STWORZENIA I ICH ZASADZKI

"STARY CZŁOWIEK" - ŚWIAT JAKO NIEPRZYJACIEL NOWEGO STWORZENIA - WIELKI PRZECIWNIK - BYŁ ON KŁAMCĄ I MORDERCĄ OD POCZĄTKU - TOWARZYSZE SZATANA W ZŁYM - LEGIONY DEMONÓW - W JAKI SPOSÓB UTRWALA SIĘ PIERWSZE KŁAMSTWO SZATANA - WIEDZA CHRZEŚCIJAŃSKA I TEOZOFIA - "NIE MAMY BOJU PRZECIWKO KRWI I CIAŁU" - POSŁANNICTWO ZŁEGO - ZASADZKI PRZECIWNIKA - "MODLITWA WIARY UZDROWI CHOREGO" - "A JEŚLI SZATAN SZATANA WYGANIA, JAKOŻ SIĘ OSTOI KRÓLESTWO JEGO" - MIŁUJCIE SPRAWIEDLIWOŚĆ - NIENAWIDŹCIE NIEGODZIWOŚCI - MAREK 16:9-20 - NOMINALNY KOŚCIÓŁ JAKO PRZECIWNIK NOWEGO STWORZENIA - ZBROJA BOŻA.

WYKŁAD XVI

OBECNE DZIEDZICTWO NOWEGO STWORZENIA

PIERWSZE OWOCE DUCHA - PRAWDZIWE NADZIEJE PRZECIWKO FAŁSZYWYM - NASZA NADZIEJA - ŁOTR W RAJU - POWAŻNE PRAGNIENIE SW. PAWŁA - "NASZE ZIEMSKIE MIESZKANIE" I "NASZE NIEBIAŃSKIE MIESZKANIE" - "SCENA PRZEMIENIENIA" - "BĘDĄC PIERWSZYM Z ZMARTWYCHWSTANIA" - OBECNA RADOŚĆ NOWEGO STWORZENIA - "PROŚCIEŻ, A WEŹMIECIE, ABY RADOŚĆ WASZA BYŁA DOSKONAŁA" - WIARA, OWOC DUCHA I CZĘŚĆ DZIEDZICTWA NOWEGO STWORZENIA.

WYKŁAD XVII

DZIEDZICTWO ZMARTWYCHWSTANIA NOWEGO STWORZENIA

OKO I UCHO WIARY MUSI BYĆ ĆWICZONE W CELU DOKŁADNEGO ZROZUMIENIA DUCHOWYCH RZECZY - "ALBOWIEM JAKO W ADAMIE WSZYSCY UMIERAJĄ, TAK I W CHRYSTUSIE WSZYSCY OŻYWIENI BĘDĄ" - PO WSKRZESZENIU DO ŻYCIA - ANASTASIS - POWSTANIE CZYLI ZMARTWYCHWSTANIE - NIE SĄD ZA PRZESZŁE GRZECHY, LECZ INNY SĄD ŻYCIA - "GODNI POWSTANIA OD UMARŁYCH" - KARA ZA GRZECHY W TYM ŻYCIU - "GRZECHY NIEKTÓRYCH LUDZI UPRZEDZAJĄ NA SĄD" - "TAKCI BĘDZIE I [GŁÓWNE] POWSTANIE [SPECJALNIE] UMARŁYCH" - "JESZCZE SIĘ NIE OBJAWIŁO CZYM BĘDZIEMY" - "PODOBNI MU BĘDZIEMY".

WYKŁAD I

"NA POCZĄTKU"

RÓŻNE POCZĄTKI - ZIEMIA JUŻ BYŁA - TYDZIEŃ STWORZENIA I JEGO POCZĄTEK - OŚWIADCZENIE PROF. DAN`A O NIEPEWNYCH PRZYPUSZCZENIACH GEOLOGÓW - GOŁĘBIE DARWINA - TEORIA KOSMOGONII - PRAWDZIWE POGLĄDY PROFESORÓW DAN`A I SILLIMAN`A - EPOKA PIERWSZEGO DNIA STWORZENIA - TAKIŻ DRUGI - TAKIŻ TRZECI - TAKIŻ CZWARTY - TAKIŻ PIĄTY - TAKIŻ SZÓSTY - STWORZENIE CZŁOWIEKA KRÓLA ZIEMI W ZARANIU SIÓDMEJ EPOKI - WYCIĄG Z DZIEŁA J.W. DAWSON`A, L.L.D., F.R.S.P.T. "ZEJŚCIE SIĘ GEOLOGII Z HISTORIĄ" - SIÓDMY DZIEŃ EPOKOWY TYGODNIA STWORZENIA - JEGO DŁUGOŚĆ - ODPOCZYNEK - JEGO CEL I WYNIK - ZAKOŃCZENIE SIĘ JEGO BĘDZIE WIELKIM JUBILEUSZEM ZIEMSKIM I NIEBIESKIM.

 

WIELKI STWÓRCA JEHOWA posiada niezmierną liczbę czynników, a nawet wielu wyręczycieli, ale wszyscy oni są tylko narzędziem i nie mogą dorównać Jego twórczej mądrości i mocy. Pismo Święte upewnia: "Wszystkie Jego dzieła są doskonałe". Bóg dozwolił aniołom, jak również i ludziom, by użyli na złe Jego doskonałe dzieła, lecz Bóg nas zapewnia, że On nie dopuści, aby ten stan upadku i grzech, w jakim się oni znajdują, zawsze miał kazić i czynić szkodę; że ostatecznie, gdy On zniszczy złe i ludzie wejdą na drogę doskonałości, a w końcu dowiedzą się i zrozumieją, że dozwolenie złego, było jedynie w celu doświadczenia, wypróbowania, oczyszczenia człowieka, aby świętobliwość Boża zajaśniała, i aby przez to ludzie dowiedzieli się o chwalebnym charakterze Boga, o wzniosłym Jego planie, i aby oni w tych Jego zaletach czerpali siły w dążeniu do ideału.

W księdze Rodzaju czytamy: "Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię". Lecz powinniśmy tu zaznaczyć, że to nie odnosi się do początku wszechświata, lecz jedynie do początku naszej planety. Było to wtedy, gdy zakładał grunty ziemi ... gdy położył obłok za szaty jej, a ciemność za pieluchy ... gdy wespół śpiewały gwiazdy zaranne, a weselili się wszyscy synowie Boży - Hiob. 38:4-11.

Lecz Pismo Święte wspomina nam o jeszcze wcześniejszym początku - o początku przed stworzeniem tych anielskich Synów Bożych, jako czytamy: "Na początku było Słowo. To było na początku u Boga. Wszystkie rzeczy przez nie się stały, a bez niego nic się nie stało co się stało" (Jan 1:1-3). Jehowa będąc wiecznym, nie miał początku, zaś "On Jednorodzony" jest wyróżniony z pomiędzy wszystkich, bo Jemu należy się ten zaszczyt, iż jest "Początkiem stworzenia Bożego" - "pierworodny wszystkich rzeczy stworzonych", (Obj. 3:14; Kol. 1:15). Potem inne zapoczątkowania następowały, gdy różne zastępy aniołów były stwarzane jedne po drugich, i dlatego też chóry ich mogły się weselić, przy formowaniu się ziemi, jak nam oznajmia księga Rodzaju.

Rozbierając krytycznie zdania księgi Rodzaju, możemy zauważyć różnicę, jaka zachodzi między stworzeniem nieba i ziemi (wiersz 1), a następnym formowaniem się tychże, jak również roślin i zwierząt. To sformowanie bezkształtnej ziemi, założenie życia na jej powierzchni i stopniowy rozwój jego, jest właśnie tym dziełem Bożym, dokonanym w ciągu sześciu epok, zwanymi dniami. W wierszu drugim jest powiedziane, że na samym początku owego pierwszego dnia tygodnia stworzenia, ziemia już była - chociaż bezforemną, pustą, próżną i ciemną. To powinno się wziąć pod uwagę. Jeżeli to uczynimy, to natychmiast zauważymy, że to się zgadza z wywodami geologów, chociaż jesteśmy zmuszeni zaprzeczyć niektórym z nich, będącym w sprzeczności z Pismem Świętym. Biblia nie mówi nam o przeciągu czasu, jaki upłynął między początkiem, w którym Bóg stworzył niebo i ziemię, a początkiem tygodnia stworzenia, który został zużyty na przygotowanie ziemi dla człowieka. Nawet uczeni nie zgadzają się pomiędzy sobą, co do długości tych okresów; niektórzy z nich przypuszczają, że to stanowi przeciąg całych milionów lat.

Biorąc najpierw okres stworzenia - sporządzenia naszych niebios i ziemi i przygotowania przez Boga Raju na mieszkanie dla człowieka - zauważyć możemy, że te "dni", o których jest mowa, nigdzie nie są wspomniane, by one były czasem o dwudziestu czterech godzinach, przeto nie jesteśmy obowiązani ich za takie uważać. Widzimy w Piśmie Świętym, że wyraz "dzień" jest uważany jako pewien okres czasu lub epoka. To, że wyraz "dzień" najczęściej ma znaczenie czasu 24-godzinnego, nie zmienia stanu rzeczy, ponieważ mamy zaznaczone w Piśmie Świętym o "dniu pokuszenia na puszczy ... czterdzieści lat" (Ps. 95:8,10). Niekiedy zaś "dzień" przedstawiony jest jako "czas", który jest okresem jednego roku (zobacz 4 Moj. 14:33,34; Ezech. 4:1-8); jak również wyrażenie Apostoła Pawła: "Jeden dzień u Pana, jest jako tysiąc lat" (2 Piotra 3:8). Zatem możemy być pewni, że te dni epokowe nie mogły być wielkości doby, ponieważ Pismo Święte mówi, że do czwartego dnia - tj. czwartej epoki słońce nie było jeszcze widoczne.

Mniemamy, że nasi czytelnicy zgodzą się z nami na to, iż chociaż długości dni epokowych nie wykazano, to jednak z powodu ich podobieństwa jako części, czyli dni jednego tygodnia stworzenia, możemy bezpiecznie przypuścić, że te periody były jednakowej długości. Zatem, jeżeli znajdujemy dowody długości jednego z tych dni, to powinniśmy być uwzględnieni, gdy przypuścimy, że i inne z nich są tej samej długości. Mamy dosyć silne dowody, że jeden z tych "dni" stworzenia był okresem siedmiu tysięcy lat, a zatem cały tydzień stworzenia (7,000 lat x 7 dni = 49,000 lat). Chociaż ten okres jest niezmiernie mały w porównaniu z niektórymi przypuszczeniami i zgadywaniami geologów, to jednak sądzimy, iż jest on dostatecznym do wykonania owego dzieła, by przeprowadzić, uporządkować i napełnić ziemię, która chociaż już istniała, była bezkształtną i próżną.

Prof.Dana, komentując fakty, z których uczeni czerpią swoje domysły i metody przez nich stosowane, tak mówi:

"Przy obliczaniu czasu potrzebnego na utworzenie się pokładów ziemnych panuje wielka niepewność, gdyż zależy to od grubości tworzenia się osadów (zwyczajnego osadu ziemi). Jeżeli obliczenia czasu czynione są na podstawie osadów naniesionych wodą i na podstawie tego daną jest liczba lat - przypuśćmy, 2000 - to takie źródło jest niepewnym i wzrusza fundament całego obliczania, czyniąc go prawie, jeśli nie zupełnie bezwartościowym ... Obliczania lat na zasadzie ilości wydzielin potoków, mają więcej wartości, ale i te są bardzo wątpliwe."

Lecz badajmy rzecz z punktu zapatrywania Biblii, wierząc, że ona jest Boskim Objawieniem; a jeśli zachodzą, jakie sprzeczności między nauką Biblii a przypuszczeniami geologów, to możemy być pewni, że błąd jest po stronie tych ostatnich, których filozofia nie dosięgła jeszcze prawdziwego gruntu, ani rozwoju.

Nie ma potrzeby przypuszczać, aby pisarz Księgi Rodzaju wiedział o wszystkich rzeczach, o których opisywał, np. o długości dni i ich właściwym wyniku. My przyjmujemy sprawozdanie Księgi Rodzaju jako część wielkiego Objawienia, którym jest Biblia; i znajdujemy, że jej wzniosłe oświadczenia wyrażone w kilku zdaniach zgadzają się z wywodami badań naukowych. Z drugiej strony żadna z "ksiąg religijnych" pogańskich, nie posiada czegoś podobnego, ponieważ one są zbiorem sprzeczności.

Zauważmy najpierw, jaką wzniosłą prostotę zawiera w sobie wyrażenie Boskiego Objawienia: "Na początku stworzył Bóg". To zaraz odpowiada na pierwsze pytanie rozumu: Skąd się wziąłem? Komu mam zawdzięczać moją egzystencję? Jaka szkoda, że wielu inteligentnych ludzi w tych czasach oświaty, odwróciło swe myśli od Inteligentnego Stwórcy, a uznało bezwiedną siłę, działającą pod prawem rozwoju, w którym silny słabszego przeżywa. Teoria ta, nie tylko znalazła przystęp do najwyższych uczelni, ale nawet dostała się i do podręczników niższych szkół.

Prawda, że mało jest takich, którzyby zaprzeczali egzystencji Stwórcy, ale jeżeli wierzący w Boga twierdzą, że dzieło stworzenia jest panowaniem Praw Natury, to tym samym podkopują wiarę tak swoją jak i innych. Zwolennicy teorii rozwoju nie zapuszczają się daleko wstecz i mniemają, że nasz glob utworzony został ze zgęszczonych gazów, które wydzielało ze siebie nasze słońce, i że z czasem wytworzyła się protoplazma (podstawowa materia życiowa wszystkich tworów organicznych). Ta protoplazma, nie wiadomo jak i dlaczego wydała mikroba (twór nieskończenie mały, ale zdolny, aby rosnąć i rozwijać się). Przyznać oni muszą, że nawet tak mały początek życia wymagał wdania się Boskiej Mocy w tę sprawę. Jednakowoż szukają jeszcze jakiegoś Prawa Natury, któremu by mogli przypisać stworzenie życia, a co by im pozwoliło zostawić Boga Stwórcę zupełnie na stronie. Bardziej zuchwali roszczą pretensje do tego, że już rozwiązali to zagadnienie. Ci "uczeni" zamiast myśleć o Bogu, myślą i rozprawiają o Naturze, o jej właściwościach itd., ale ten ich Bóg zaiste jest głuchy i ślepy!

Dalej twierdzą ci zwolennicy (teorii rozwoju), że według praw Natury z protoplazmy wywiązał się mikrob, który wijąc się i kręcąc, wytworzył swój własny rodzaj, następnie widząc, że ogonek mógłby mu oddać przysługę, uformował go sobie. Z czasem jeden z jego inteligentniejszych potomków uroił sobie używanie oskrzeli, i z tego powodu one urosły mu. Inny znów w kształcie pierwotnej ryby, gdy był goniony przez zgłodniałego braciszka (który go chciał pożreć), wyskoczył z wody, a przyszedłszy do przekonania, że oskrzela gdyby się lepiej rozwinęły, mogłyby mu służyć za skrzydła, postanowił się o nie postarać, pozostając w tym nowym stanie i więcej nie wracać do wody. Unosząc się w powietrzu przyszedł do wniosku, że byłoby pożytecznie i wygodnie mieć nogi i palce u nóg, i oto one wyrosły na jego żądanie. Inni znów z tejże rodziny zaczęli naśladować inne "pomysły", a sądząc po wielkiej rozmaitości zwierząt, które widzimy dokoła nas, możemy sądzić, że mieli niewyczerpany zapas pomysłów. W swoim czasie, jeden z potomków pierwotnego mikroba w procesie rozwoju doszedł do tego, że stał się małpą, a powziąwszy szczytną myśl zostać człowiekiem, tak rzekł do siebie: Pozbędę się mego ogona, przestanę używać rąk jako nogi, oczyszczę skórę z sierści, zamienię płaski nos na wystający, uczynię sobie poczucie moralne, wdzieję na siebie ubranie od pierwszorzędnego krawca, włożę na głowę wysoki kapelusz, nazwę się profesorem Darwinem i napiszę kronikę mojego powstania i rozwoju.

Że Darwin był zdolnym człowiekiem można wnosić z tego, że udało się mu narzucić swą ideę wielu ludziom. Jakkolwiek bądź dziecko Boże, które wierzy i ma zaufanie do swojego Stwórcy, które nie jest pochopnym do zaniechania nauk Pisma Świętego, które je uważa za Boskie Objawienie, będzie zdolne dopatrzeć się w teorii Darwina sofizmatu (tj. fałszu ubranego w pozory prawdy). To, że Darwin w hodowli gołębi mógł rozwinąć odmienne ich cechy, np. pierze na nogach, korony na głowach, wydęte gardła itp., nie jest dostateczne do uwzględnienia jego teorii. To, co Darwin czynił z gołębiami, inni czynią przy hodowli kur, psów, koni itp., jak również ogrodnicy w doświadczeniach na kwiatach, drzewach i krzewach, dochodzą do podobnych rezultatów. Nowością Darwina była teoria, według której wszystkie formy życia powstały ze wspólnego sobie początku.

Lecz doświadczenie Darwina z jego gołębiami, jak i innych hodowców, nie sprzeciwiają się, lecz współdziałają z Pismem Świętym, które mówi, że Bóg stworzył wszelkie stworzenia według swego rodzaju. Jest wielka możliwość w wytworzeniu rozmaitości w każdym rodzaju, lecz rodzaje nie mogą być zmieszane i w ten sposób wytworzyć inne rodzaje. Przykład możemy mieć na mule, który jest wynikiem zmieszania rodzajów, ale wiadomo wszystkim, że powstały nowy z tego krzyżowania szczep nie posiada zdolności dalszego rozwoju. Co więcej, Darwin zauważył na swoich gołębiach, jak o tym przekonali się już inni hodowcy, że jego pielęgnowane okazy, muszą być starannie oddzielane od innych odmian, w przeciwnym razie szybko wracają do swego poprzedniego stanu. Wiemy jednak, że w naturze różne gatunki "każdy według swego rodzaju" zupełnie się oddzielają jeden od drugiego i utrzymują się bez sztucznego odgradzania lub tym podobne - trzymane są prawem swego Stwórcy. Jeszcze jeden fakt mówi na niekorzyść teorii Darwina, mianowicie brak łączności w teorii ewolucji, np. gdyby człowiek pochodził od małpy, to racjonalnie byłoby można przypuścić, że powinny istnieć organizmy przejściowe pomiędzy dwiema skrajnościami, tj. małpą a człowiekiem. Jako wyznawcy istotnego Stwórcy, możemy być pewni, że ludzkie wymysły minęły się z prawdą, ignorując naszego Boga, którego mądrość i moc jest przedstawioną w Księdze Rodzaju.

Wiarę w Boga jako Stwórcy i w opis stworzenia podany w Księdze Rodzaju, chyba nic bardziej nie zaćmiło, lub podkopało wiary jako w Boskie Objawienie, aniżeli błędne wyrozumienia dni epokowych, które uważano za dni 24-godzinne. Różne pokłady skał i glin dowodzą bez najmniejszej wątpliwości, że ich uformowanie się i przemiany wymagały długich okresów czasu. Kiedy zaś dowiadujemy się, że Pismo Święte uczy o dniach epokowych, to możemy się spodziewać i być przygotowanymi, że skały świadczyć będą o zupełnej harmonii i zgodzie z tym, co zawarte jest w Księdze Rodzaju, przez co wiara nasza może być wielce wzmocnioną. Jesteśmy pewni, że nie ufamy naszym, jak i innych ludzi przypuszczeniom, lecz ufamy Słowu naszego Stwórcy, które obfituje w świadectwa dzieł natury.

 

TEORIA KOSMOGONII

Kosmogonia jest to nauka o powstaniu i rozwoju świata. Dla korzyści niektórych czytelników zamierzamy streścić jeden z poglądów o okresie stworzenia, znany pod nazwą "Teoria Valian" albo "Teoria o Sklepieniu", która szczególnie przemawia do przekonania autora. Postaramy się więc wykazać harmonię między tym poglądem, a oświadczeniem Księgi Rodzaju 1:1-3.

Rozpoczynając od tego, co jest wspomniane w Księdze Rodzaju 1:2 - "Ziemia była" pusta, próżna i ciemna, uczony ten nie próbuje zgadywać czego Bóg nie objawił, ani zapytuje w jaki On sposób zgromadził atomy ziemi? Rzeczy skryte należą do Boga, przeto oczekujmy cierpliwie na dalsze objawienia w czasie właściwym.

Wziąwszy do ręki oskard i łopatę, badawczym okiem człowiek zauważył, że kora ziemi składa się z różnych warstw, które spoczywają jedne na drugiej, a wszystkie dają dowody, iż kiedyś były one miękkie i wilgotne - z wyjątkiem pokładów skalnych, na których te warstwy spoczywają. Uformowane mniej lub więcej regularnie, skały te wykazują, że były one kiedyś od wielkiego gorąca w stanie płynnym. Uczeni pospolicie zgadzają się, że w niewielkim oddaleniu pod pokładami skalnymi, ziemia dotąd jeszcze jest gorąca i roztopioną masą. Skały stanowiące podstawę, tj. skorupę ziemi, granit, gnejs, bazalt itp., musiały być swego czasu rozżarzonymi i tak gorącymi, że wydzielały ze siebie żywioły palne, a ponieważ są one skałami podstawowymi, z tego możemy wnioskować, że był czas, w którym cała ziemia była masą rozpaloną do białości. W owym czasie (jak twierdzą) woda i minerały (znajdujące się obecnie w wierzchnich warstwach, czyli pokładach, były w wodzie) musiały się wydzielać w postaci gazów, musiały wskutek tego uformować nieprzeniknioną powłokę, rozległą we wszystkich kierunkach dokoła ziemi, na kilka mil grubości. Przez szybki obrót ziemi na około swej osi, otaczające ją gazy skoncentrowały się szczególnie około równika ziemi. W miarę jak ziemia stygła, gazy te również ostygały i przeistaczały się, zaś swą siłą ciążenia opuszczały się na dno pokładów. Ziemia wówczas podobną była pewnie do Saturna z jego "pierścieniami".

W miarę jak postępowało ostyganie ziemi, oderwane i oddalone pierścienie przyjmowały odmienny ruch od ruchu ziemi, tym sposobem zbliżały się do niej coraz bardziej. Z tego powodu te pierścienie obrywały się jeden po drugim i spadały na powierzchnię ziemi. Po uformowaniu się firmamentu, czyli atmosfery, potopy spowodowane oberwaniem się tych pierścieni, nawiedzały ziemię do strony obydwu biegunów, gdzie było najmniej odporności z powodu większego oddalenia od równika, jako punktu odśrodkowej siły ziemi. Obrywanie tych pierścieni dokonywało się w odstępach długich okresów czasu, które spowodowały tyleż potopów, po czym nastąpiło formowanie się warstwy za warstwą na powierzchni ziemi. Impet i parcie wód od biegunów ku równikowi, naniosły piasku, mułu i różnych minerałów; woda przesycona mocno minerałami pokrywała całą powierzchnię ziemi tak, jak to jest opisane na początku Księgi Rodzaju.

Podczas każdego z tych długich "dni", każdy siedem tysięcy lat długi, odbywało się pewnego rodzaju dzieło, jak to jest opisane w Księdze Rodzaju. Każdy z tych dni epokowych prawdopodobnie kończył się potopem, sprawującym radykalne przemiany, torując zarazem drogę do dalszego rozwoju ziemi, przygotowując ją na mieszkanie dla człowieka. Teoria Valjana twierdzi, że ostatni z tych "pierścieni" był wolnym od wszelkich minerałów i mieszaniny, że był czystą wodą, lecz ten nie był spadł przy stworzeniu Adama, lecz otaczał ziemię powłoką przezroczystą, nad atmosferą. Powłoka ta służyła w tym celu, jak służy obecnie szkło pobielone w cieplarniach dla regulowania temperatury, tak że klimat na biegunach mało, albo wcale się nie różnił od klimatu pod równikiem. W takiej atmosferze umiarkowanej rośliny tropikalne mogły rość wszędzie, a geologia dowodzi, że tak było; burze zaś, powstające z nagłej zmiany temperatur, musiały być wówczas nie znane, i dla tej samej przyczyny nie mogło być deszczu.

Sprawozdanie biblijne zgadza się z tym, bo mówi, że aż do potopu deszcz na ziemię nie padał, a rośliny były odwilżane rosą, wilgocią wychodzącą z ziemi (1 Moj. 2:5,6). Po potopie za dni Noego nastąpiła wielka zmiana, a przy tym życie ludzkie wielce się skróciło. Z upadkiem powłoki wodnej, klimat nagle się zmienił; pod zwrotnikiem stało się gorąco, a pod biegunem straszne zimno - prawie w jednej chwili nastała przemiana z temperatury umiarkowanej do podbiegunowego zimna.

Dowody tej nagłej zmiany temperatury znaleziono w okolicach podbiegunowych. Dwa zupełne mamuty znaleziono zamarznięte w czystym lodzie, który musiał je nader szybko zamrozić. Wiele tysięcy funtów kości słoniowej znaleziono w północnej Syberii, miejscowości niedostępnej dziś dla słoni, mamutów itp. zwierząt. Tamże znaleziono antylopę, podobnież zamarzniętą w lodzie. Że została ona nagle zaskoczoną przez wielki mróz, pokazuje fakt, że miała w żołądku nie strawioną jeszcze trawę, co pokazuje, że to zwierzę chwilę przedtem jadło trawę, gdy nagle zostało zamrożone na śmierć - i w takiej okolicy, gdzie trawa w obecnych warunkach rość nie może.

Gwałtowny opad wody przez nagłe oberwanie się powłoki wodnej, która utrzymywała i regulowała temperaturę całej ziemi, spowodowało utworzenie się lodowców i gór lodowych na biegunach, które rok rocznie odrywają się i płyną ku równikowi. O ile możemy sądzić, odbywa się to już od wielu stuleci, lecz stopniowo się zmniejsza. Tutaj można zauważyć, że ten okres czasu geologowie nazywają okresem Lodowców. Wielkie lodowe góry, pędzone silnym prądem, zaznaczyły swój bieg na górach Północnej Ameryki i Zachodniej Europy. Czegoś podobnego nie da się zauważyć w Południowej Europie, ani w Armenii i okolicy, w kolebce rodu ludzkiego, gdzie Arka Noego ostatecznie się zatrzymała, tj. na górze Ararat. Prof.Wright i Sir T.W.Dawson twierdzą, że w okolicy Arabii miało miejsce wklęśnięcie się ziemi, po czym nastąpiło wyniesienie tejże. Ogólne twierdzenie zdaje się wykazywać, że arka mimo ogólnego naporu wód pływała po spokojnym stosunkowo prądzie, co wskazuje nadzwyczajne nagromadzenie osadów przez wody potopu w tej okolicy. Jest widoczne, że ziemia była zalaną z obydwóch biegunów Północnego i Południowego, podczas gdy kolebka rodu ludzkiego najpierw wklęsła, a następnie we właściwym czasie podniosła się. W tym względzie notujemy słowa znanego geologisty G.Wright, profesora Kolegium w Oberlin, jak były podane w New York Journal, 30 marca 1901 roku.

 

POTWIERDZENIE BYTNOŚCI POTOPU

"Znany geolog Grzegorz Fryderyk Wright, profesor Oberlińskiego Kolegium, powrócił z Europy. Napisał on książkę pt. Lody Ameryki Północnej jak również i wiele innych badań z dziedziny geologii, opisując epokę lodową. Objechał ziemię w celach naukowych. Najwięcej czasu spędził na badaniu znaków i formowań geologicznych w Syberii, chociaż dla tychże obserwacji naukowych udawał się i do innych części Azji i Afryki. Głównym celem badań prof.Wright`a było o ile możności, by odpowiedzieć na pytanie, będące tak długo przedmiotem dyskusji dla geologów, to jest czy Syberia była pokryta lodem podczas ery lodowej, tak jak to miało miejsce na Północy Ameryki i w częściach Europy.

Wielu geologów, a w tej liczbie wielu uczonych rosyjskich, sądzą, że Syberia była pokrytą lodami. Wynikiem obecnych poszukiwań naukowych jest to, że prof.Wright mocno wierzy, że w odległych czasach Ameryka Północna była pokryta lodami, podczas gdy Syberię oblewała woda. Woda zaś i lód były właściwie objawami biblijnego potopu.

Najpierw przeczytajmy opis potopu w skróceniu, jak jest podany w Księdze Rodzaju.

Był tedy potop przez czterdzieści dni na ziemi, i wezbrały wody i podniosły korab i był podniesion od ziemi. Tedy wzmogły się wody bardzo nad ziemią i okryły się wszystkie góry wysokie, które były pod wszystkim niebem. Piętnaście łokci wzwyż wezbrały się wody, gdy były okryte góry. Wszystko, którego tchnący dech żywota był w nozdrzach jego, ze wszystkiego, co na suszy pomarło ... I został tylko Noe i którzy z nim byli w korabiu. I trwały wody nad ziemią sto pięćdziesiąt dni - 1 Moj. 7:17-24.

Posłuchajmy teraz co mówi prof.Wright:

Na południe 56-go stopnia, nie znalazłem fenomenalnych znaków lodowców. Na północ od tego stopnia nie posuwałem się, lecz z wielu powodów jestem przekonany, że kraje te były pokryte lodami tak, jak Ameryka Północna, gdzie znajdujemy ślady tak daleko na południe, jak New York. W całej tam okolicy nie znaleźliśmy nic takiego, co by wskazywało na rozległe osady, które by rzucały nowe światło.

W Trebizondzie, nad brzegiem Czarnego Morza mamy dowody depresji (depresja znaczy: spłaszczenie, wklęsłość; część powierzchni lądu leżąca niżej poziomu morza) siedmiuset stóp. Wskazuje na to pozostały na górach żwir.

W środkowym Turkiestanie wody dochodziły najwyższej wysokości, gdyż znaleźliśmy tam osady na wyżynie 2000 stóp ponad poziomem morza.

Południowa Rosja pokryta jest tą czarną ziemią, tj. takim samym osadem, który znaleźliśmy w Turkiestanie.

Mamy jeszcze wiele innych dowodów, że ta część globu była pokryta wodami. Jednym z tych może być fakt, że w jeziorze Bajkał na Syberii, miejscowości położonej na 1600 stóp ponad poziomem morza, znajdują się foki (morskie psy). Foki w wodach podbiegunowych są tego samego gatunku jak te, które się znajdują w morzu Kaspijskim.

Teorią, jaką można z tego wysnuć jest to, że podczas opadania wód foki tam się zatrzymały. Najważniejsze jednak ze wszystkich odkryć zrobiono w Kijowie, nad rzeką Dnieprem, gdzie były znalezione naczynia kamienne, na pięćdziesiąt trzy stopy pod pokładem czarnej ziemi, co dowodzi, że przed nadejściem wody znajdowali się tam ludzie.

Zatem daje to nam możność określenia czasu tej depresji. Dalej to pokazuje, że potem gdy tam byli już ludzie, nastąpiła depresja; w Trebizondzie na 750 stóp, a w południowym Turkiestanie wody przechodziły głębokość 2000 stóp. Naczynia znalezione były roboty podobnej do naczyń robionych w Północnej Ameryce, przed okresem lodowym, co daje dobry powód do wierzenia, że depresja tam stała się wtedy, gdy obsuwanie lodowców dokonywało się tutaj.

W rzeczywistości był to potop."

Bóg, który wie koniec na początku, wiedział doskonale, kiedy miał stworzyć człowieka na ziemi, aby w swoim czasie oberwanie się ostatniego z pierścieni za dni Noego, posłużyło za narzędzie do wytracenia zwyrodniałej rasy ludzkiej i przez to wprowadzonym był nowy okres, znany w Piśmie Świętym jako "teraźniejszy zły wiek". Oberwanie się okalającej ziemię powłoki, nie tylko spowodowało zmiany pór roku, zimy i lata, ale także utorowały drogę gwałtownym burzom i umożliwiły ukazanie się tęczy, która po raz pierwszy ukazała się po potopie. Przedtem nie mogła być widzianą z powodu, iż bezpośrednie promienie słońca nie mogły przeniknąć okalającej ziemię powłoki, aby tym sposobem kolory tęczy mogły się uwydatnić.

Poniższy artykuł cytujemy z pisma Scientific Americian, pióra prof.Vail`a.

 

"O ZAMROŻONYM MAMUCIE"

"Do redaktora pisma Scientific American.

W piśmie pańskim z dnia 12 kwietnia wyczytałem i zauważyłem z wielkim zainteresowaniem odkrycie mamuta, którego znalazł Dr.Herz, w lodowcach Wschodniej Syberii. Jest to największy dowód w podtrzymaniu twierdzenia, że wszystkie epoki lodowe, jak i wszystkie potopy ziemi, były powodowane przez wzmagające się i następujące po sobie obrywania się pierwotnej pary ziemi, krążącej wokoło naszej planety, podobnej do wodnych chmur, które obecnie krążą dookoła planet Jupitera i Saturna.

Pozwalam sobie nadmienić moim kolegom geologom, że ostatnie pary wodne krążyły dookoła ziemi, podobnie jak powłoki okalające teraz Jupitera, nawet do ostatnich geologicznych czasów. Te pary musiały przeważnie opadać w okolicach podbiegunowych, gdzie ziemia ma najmniejszą siłę odśrodkową, a największą siłę przyciągającą. Taka powłoka, podobna do dachu ponad ziemią, musiała łagodzić klimat podbiegunowy, a tym samym mogła dostarczyć pastwisk dla mamutów i podobnych im zwierząt, zamieszkujących strony północne - która czyniła ziemię jakby cieplarnią pod cieplarnianym dachem. Jeżeli to przyznamy, to trudno określić ogrom skutków, jakie sprawiło oberwanie się powłoki, a które pozbawiło świat bujnej roślinności. Zdaje się, że tak mamut Dr.Herza, jak wiele innych zwierząt znalezionych w lodach, w żołądkach, których znajdował się jeszcze nie strawiony pokarm - dowodzi, że zostały one nagle zaskoczone wielkim zimnem i zasypane śniegiem. Tym się daje tłumaczyć przyczynę, dlaczego te zwierzęta znalazły grób w śniegach, nie mając czasu na strawienie spożytego pokarmu. Jeżeli to przyjmiemy, to możemy powiedzieć, żeśmy dotarli do źródła lodowców i uniknąć niefilozoficznych wywodów, że ziemia stygła, a potem została pokrytą śniegami, ja zaś twierdzę, że na ziemię pierwej spadł śnieg, a potem ziemia ostygła.

W epoce, gdy ziemia była jeszcze rozpaloną masą, oceany unosiły się w górze, przesycone niezmierną ilością minerałów i metalicznych sublimatów; te chmury uformowały się w obrączkowy system i w ciągu wieków obracały się z wielką szybkością, niektóre z nich krążyły nawet do epoki człowieka, tym sposobem możemy wyjaśnić wiele rzeczy, które dziś są niejasnymi i zagadkowymi.

Około roku 1871 opublikowałem niektóre z tych myśli w broszurze, i mam nadzieję, że myślący ludzie tego dwudziestego wieku rozpatrzą się w nich, abym je ponownie nazwał Canopy Theory, Teoria powłoki albo sklepienia. Isaac N.Vail."

Mając na myśli ten ogólny pogląd na stworzenie, powróćmy teraz do opisu w Księdze Rodzaju i starajmy się pogodzić mniemanie uczonych z opisem biblijnym. Przede wszystkim możemy zauważyć, że Tydzień Stworzenia jest podzielony na cztery części:

(1). Dwa dni, czyli epoki (według naszej rachuby: 2 dni x 7000 lat = 14000 lat), były przeznaczone na uporządkowanie i przygotowanie ziemi dla życia organicznego. (2). Następne dwa dni albo epoki (według naszego obliczania dodatkowych: 2 dni x 7000 lat = 14000 lat), były przeznaczone na przyprowadzenie do egzystencji roślinności i niższego rzędu stworzeń, jak skorupiaków itp. - i zakładanie wapienia, węgla i innych minerałów. (3). Podczas następnych z porządku dwóch dni epokowych (podług tej samej naszej rachuby: 2 dni x 7000 lat = 14000 lat), były stworzone istoty żyjące tak w wodzie, jak i na lądzie, rośliny itp., które się rozwijały i przygotowywały na przyjęcie człowieka, stworzonego na obraz swojego Stwórcy "ukoronowanego chwałą i czcią", króla ziemi. (4). Stworzenie człowieka było ostatecznym dziełem, które nastąpiło przy końcu szóstego dnia epokowego, a na początku siódmego jak napisano: "I dokończył Bóg dnia siódmego dzieło swoje, które uczynił, i odpoczął".

 

DWA WIERNE ŚWIADECTWA

Prof.Silliman mówi:

"Każdy wielki i ważny zarys w budowie planet, zupełnie odpowiada porządkowi wypadków zaznaczonych w historii świętej ... Historia ta (Biblia) dostarcza opisów ważnych tak dla filozofii jak i religii; i w samych planetach znajdujemy dowody, że jej (Biblii) dowody są prawdziwe."

Prof.Dina, odwołując się do sprawozdania o stworzeniu, opisanym w Księdze Rodzaju, tak mówi:

"W porządku następujących wydarzeń możemy zauważyć nie tylko rzeczy podobne do zaczerpniętych z nauki, lecz jest tam pewien system w uporządkowaniu i daleko sięgające proroctwo, do którego filozofia, nigdyby dojść nie mogła bez względu jak byłaby sformowaną.

Z ludzi, nikt przy tych wydarzeniach nie uczestniczył ani mógł wiedzieć o początku egzystencji świata, chyba, żeby ktoś obdarzony zdolnościami nadprzyrodzonymi, aby obmyślił sposób, albo umieścił tworzenie słońca, źródło światła dla ziemi, na długo po stworzeniu świata, to jest na czwarty dzień, a co jest również niezwykłym, to stosunek między stworzeniem roślin a zwierząt, co jest nader ważnym dla obydwóch; i nikt nie mógłby doścignąć i wniknąć w głębokość filozofii, jaka się objawia w całym tym planie."

 

EPOKA PIERWSZEGO DNIA STWORZENIA

"Duch Boży unaszał się nad wodami. I rzekł Bóg: Niech będzie światłość ... I stała się światłość."

Przyczyna i natura światła nie jest dotąd zupełnie zrozumianą, ani nie może być zadowalającego rozwiązania zagadnienia i odpowiedzi na pytanie:, Co to jest światło? Wiemy jednak, że jest ono pierwszym najgłówniejszym czynnikiem w naturze; i cóż dziwnego, że spotykamy je najpierwsze z początku Boskiej działalności w przygotowaniu pustej ziemi na mieszkanie dla człowieka. Rodzaj energii Boskiej, wyrażonej wyrazem "unaszał się", zdaje się być siłą ożywiającą, możliwe, iż była to siła elektryczna i światło takie, jakim jest aurora borealis, czyli zorza północna. Albo też jest możebne, iż ruchliwość siły sprowadziła na ziemię ciążące pierścienie, składające się z wody i minerałów, a tym sposobem odznaczyło się światło od ciemności, co nazwano dniem i nocą; wtedy tak gwiazdy, księżyc, jak i słońce nie mogły być widziane przez grubą powłokę pierścieni, które okalały ziemię.

"Wieczór i poranek - Dzień Pierwszy". Jak według hebrajskiego dnia słonecznego, tak i w tym epokowym najpierw nastał wieczór, wypełniając stopniowo Boskie zamiary, a potem następny dzień o Siedmiu Tysiącach lat, naznaczony dla innego dzieła, znów zaczął się ciemnością, postępując ku doskonałości. Okres ten, czyli "dzień" naukowo nazwany jest okresem azoicznym, w którym życie nie istniało.

 

EPOKA WTÓREGO DNIA STWORZENIA

"Potem rzekł Bóg: niech będzie rozpostarcie (firmament, atmosfera) w pośrodku (między) wód, a niech rozdzieli wody od wód. I uczynił Bóg rozpostarcie; uczynił też rozdział między wodami, które są pod rozpostarciem. I nazwał Bóg rozpostarcie (firmament, atmosfera) niebem".

Cały ten dzień epokowy składający się z 7,000 lat, był przeznaczony na utworzenie atmosfery, czyli firmamentu. Może być, iż to się formowało w sposób zupełnie naturalny, tak jak formują się wszystkie cudowne dzieła Boże, chociaż nie bez zakreślonego planu w porządku twórczym. Oberwanie się "pierścienia" złożonego z wody i minerałów, dało możność światłu przedostać się w czasie pierwszego epokowego dnia do ziemi, która była wtedy jeszcze rozpaloną, a wody znajdujące się na jej powierzchni, gotując się i parując, wydzielały różne gazy, które unosząc się okalały ziemię, tworząc tym sposobem atmosferę, czyli firmament, któremu zamierzonem było podtrzymać wody "pierścieni", znajdujących się ponad ziemią. Ten "dzień", czyli okres, według tego jak Pismo Święte pokazuje, zdaje się należeć do okresu, w którym nie było jeszcze życia, lecz geologia twierdzi inaczej dowodząc, że skały odnoszące się do tej epoki wskazują na robaki i niezmierną ilość skorupiaków, których pozostałości stanowią dziś wielkie pokłady kamienia wapiennego. One dają nazwę temu wiekowi (Paleozoiczny), tj. pierwotnej formy życia - twierdzenie to nie stoi bynajmniej w sprzeczności z biblijnym sprawozdaniem, które ignoruje jedynie tę najniższą formę życia.

Wieczór i poranek Dnia Drugiego zakończył się wypełnieniem Boskiego zamiaru odnośnie do tego, co w tym okresie było zamierzone, to jest rozdzieleniem chmur i pary od wód znajdujących się na powierzchni ziemi, utworzeniem atmosfery.

 

EPOKA TRZECIEGO DNIA STWORZENIA

"I rzekł Bóg: Niech się zbiorą wody, które są pod niebem na jedno miejsce, a niech się okaże miejsce suche; i stało się tak. I nazwał Bóg suche miejsce ziemią, a zebranie wód nazwał morzem. I widział Bóg, że to było dobre. Potem rzekł Bóg: Niech zrodzi ziemia trawę, ziele wydające nasienie, i drzewo rodzajne, czyniące owoc, według rodzaju swego, któregoby nasienie było w niem na ziemi; i stało się tak."

Geolodzy zupełnie potwierdzają to sprawozdanie; ono wskazuje nam, że podczas ostygania kory ziemi ciężar wody spowodował wgłębienie - niektóre miejsca, mając większe ciśnienie, uformowały głębiny mórz, inne zaś będąc wypychane otworzyły pasy gór - nie, żeby to miało się stać nagle, lecz stopniowo, jeden pas gór następował po drugim. Nie mamy mniemać, aby te zmiany stały się nawet w okresie tych siedmiu tysięcy lat, czyli trzecim epokowym dniu; lecz raczej, że było to początkiem tego dzieła, potrzebnym do rozpoczęcia wegetacji; geologia w tym względzie ma słuszność twierdząc, że tego rodzaju zmiany należą stosunkowo do niedawnych czasów. Nawet w ciągu minionych stu lat mieliśmy małe przykłady działalności tej siły i wcale by nas nie dziwiło, gdyby w następnych kilku latach pojawiły się ponownie paroksyzmy (wstrząśnienia) natury; ponieważ znajdujemy się w okresie przełomowym - to jest w otwarciu wieku Tysiąclecia, który wymaga przemiany warunków.

W miarę tego jak wody opadały w morza, roślinność zaczęła wyrastać, każda według swego rodzaju, mając w sobie nasienie dla wytworzenia nowego, lecz tylko własnego rodzaju. Ta sprawa tak została utwierdzoną i utrwaloną przez prawa Stwórcy, że chociaż ogrodnicy mogą wytworzyć rozmaitość w doskonałości, lecz nie mogą zmienić rodzaju. Różne rodziny jarzyn, podobnież jak różne rodziny zwierząt nie dają się złączyć i zmieszać. To dowodzi, iż nie tylko egzystuje Stwórca, ale i to, że On jest istotą inteligentną.

Geologowie zgadzają się, że roślinność poprzedziła wyższą formę życia zwierzęcego. Geologia zgadza się także, iż w tym, pierwotnym okresie, roślinność była wielce obfitą - mchy, paprocie i powoje rosły bardzo bujnie, o wiele prędzej i większe niżeli teraz, z powodu, że atmosfera była przesyconą gazami: węglanym i azotowym tak dalece, że zwierzęta nie mogłyby wtedy oddychać. Rośliny, które teraz rosną do wysokości kilku cali, lub kilku stóp nawet pod równikiem, wtedy dochodziły czterdziestu, a nawet osiemdziesięciu stóp i czasami dwie do trzech stóp średnicy, jak się okazuje w pozostałych skamieniałościach. Rośliny w ówczesnych warunkach nie tylko były olbrzymie, lecz musiały także i szybko rosnąć.

Geologowie twierdzą, że pokłady węgla, jakie się poformowały, pochodzą z owych czasów. Rośliny i mchy mając łączność z węglanym gazem zachowały w sobie węgiel, przygotowując tym sposobem zapasy węgla dla obecnego użytku, jednocześnie oczyszczając atmosferę dla życia zwierzęcego, mającego nastąpić w późniejszych dniach epokowych, Te ogromne łożyska mchu i roślin były pokrywane piaskiem, gliną itp., a przez następne podnoszenia i ciśnienia na powierzchnię ziemi przez zalew wody, jak i opadanie następnych "pierścieni" wód znajdujących się ponad firmamentem. Właściwie, taka czynność musiała odbywać się i powtarzać często, bo znajdujemy pokłady węgla jedne nad drugimi, z różnymi pokładami gliny, piasku i wapna itd., znajdującymi się między warstwami.

Wieczór i poranek, 7,000 lat długiego trzeciego dnia epokowego, wykonał swój dział w przygotowaniu świata według zakreślonego planu Bożego. Okres ten w geologii zwie się węglowym dla swych pokładów węgla, oleju itp.

 

EPOKA CZWARTEGO DNIA STWORZENIA

"I rzekł Bóg: Niech będą światła na rozpostarciu niebieskim, ku rozdzieleniu dnia od nocy, a niech będą na znaki, i pewne czasy i dni i lata; i niech będą za światło na rozpostarciu nieba, aby świeciły nad ziemią; i stało się tak. I uczynił Bóg (w oryginale jest użyty inny wyraz niż określający stworzenie, więc można wyrazić się, że Bóg sporządził, aby świeciły) dwa światła wielkie; światło większe, aby rządziło dzień, a światło mniejsze, aby rządziło noc, i gwiazdy ..."

Działalność jednego z tych dni epokowych przechodziła do dnia następnego, i śmiało możemy przypuścić, że światło pierwszej epoki stawało się jaśniejszym w następnych dwóch epokach, w miarę jak pierścienie jeden po drugim, to jest wody znajdujące się pod firmamentem, spadały na ziemię, aż w czwartej epoce słońce i księżyc mogły być widziane - choć nie wyraźnie, to jest podobnie jak to się dzieje teraz podczas mglistego dnia lub nocy, gdy światło przebija wodną powłokę. Słońce, księżyc i gwiazdy mogły być jasno widziane dopiero po potopie za czasów Noego, gdy ostatni z pierścieni spadł na ziemię. One dawno już przedtem świeciły, lecz tylko na zewnętrznej stronie powłoki ziemi, teraz jest czas, aby te światła mogły być widziane na (firmamencie) sklepieniu nieba, aby dni, które przedtem odznaczały się jedynie przez przyćmione szare światło, podobnie jak się to dzieje podczas dżystego poranku, że tak gwiazdy, księżyc i słońce trudno dojrzeć dla gęstości mgły lub chmur, aby ten dzień mógł się odznaczyć i długość jego mogła służyć za znak człowiekowi jak i zwierzętom, gdy zostały stworzone, a w międzyczasie zaczęło przesycać się powietrze tlenem, a tym sposobem przygotowując, aby było możebnym dla zwierząt do oddychania. Następnie w tymże 7,000 letnim dniu okazał się także księżyc i gwiazdy, dla wygody człowieka w oznaczaniu czasu nocy, a także oddziaływując na falowanie mórz.

Nie mamy mniemać, aby rozwój życia roślinnego zakończył się w czwartej epoce, lecz należy przypuszczać, że nadal postępuje. Wzmocniony wpływ słońca i księżyca służy do rozwijania się innych jeszcze odmian traw, krzewów i drzew. Geologia także w tymże okresie wykazuje rozwój robaków, żyjątek, raków itd. Skorupiaki i drzewne robaki znaleziono w węglach, lecz to nie przeszkadza porządkowi; prawdopodobnie łożyska węglowe formowały się jeszcze po trzeciej epoce, wchodząc tym sposobem do okresu płazów. Ten "dzień", czyli okres, bardzo jest zbliżony do tego, który geologowie nazywają drugą połową okresu kamiennego. Wieczór i poranek - dzień czwarty o siedmiu tysiącach lat, czyli lat 28,000 od początku dzieła stworzenia skończyły się wielkim postępem w przygotowaniu ziemi dla człowieka.

 

EPOKA PIĄTEGO DNIA STWORZENIA

"I rzekł Bóg: Niech hojnie wywiodą wody płaz duszy żywiącej; a ptactwo niech lata nad ziemią, pod rozpostarciem niebieskim. I stworzył Bóg wieloryby wielkie, i wszelką duszę żywiącą płazającą się, którą hojnie wywiodły wody, według rodzaju ich; i wszelkie ptactwo skrzydlate, według rodzaju ich; i widział Bóg, że to było dobre."

W jaki sposób ciepłe wody oceanów mogły się zapełnić istotami żyjącymi, począwszy od najmniejszych rybek aż do wielorybów, można sądzić po obfitości, jaka jest teraz w morzach południowych. Płazy, przebywające częścią w wodzie, częścią zaś na lądzie, należą także do tego okresu, w którym teraźniejsze główne lądy i wyspy stopniowo się wznosiły i opadały, swego czasu zalewane większymi lub mniejszymi spadającymi pierścieniami, w innych zaś czasach zalewane falami mórz. Nic, zatem dziwnego, że pozostałości po skorupiakach itp., znajdują się i na najwyższych górach. Nic dziwnego, że ogromne pokłady kamienia wapiennego, znajdującego się we wszystkich częściach świata, są niekiedy nazywane cmentarzyskami skorupiaków, ponieważ przeważnie składają się z nagromadzonych muszli. Jak wielką wydatność musiała być w on czas, gdy nieprzeliczone masy maleńkich stworzeń były zrodzone, a umierając zastawiały tylko swoje skorupki! W Piśmie Świętym czytamy, że Bóg błogosławił im w rozmnażaniu się. Tak niski poziom życia i na krótki tylko czas jednak jest łaską - błogosławieństwem.

Nie upieramy się i nie żądamy więcej, aniżeli żąda Pismo Święte. Biblia nie utrzymuje, jakoby Bóg oddzielnie i pojedynczo stwarzał miliardy ryb i płazów, lecz twierdzi, że Boska moc, czyli Duch unaszał się, a według Boskiego zamiaru spowodował, że morza wydały różne stworzenia według swego rodzaju. Jak to się działo, nie mamy powiedziane. Być może, iż różne gatunki pod odmiennymi warunkami rozwinęły się w inny rodzaj, albo z tegoż pierwiastku mógł powstać inny rodzaj pod odmiennymi warunkami. Nikt z ludzi nie wie jak to było, i dlatego nie byłoby mądrze być w tych rzeczach zanadto stanowczym. Nie należy to do nas, by się sprzeczać o to, czy nawet protoplazma paleozoitycznego mułu nie powstała z czynności chemicznych wód oceanów w wysokim stopniu nasyconych minerałami. Nam chodzi o to, że wszystko się stało jako wynik Boskich zamiarów i postanowień, a przeto były one Boskim stworzeniem bez względu, jakie środki i czynniki były do tego użyte. Twierdzimy też, iż to jest wykazane przez prawo natury nie mniej, jak to jest wyrażone w Księdze Rodzaju, to jest, że jakiekolwiek stworzenia wody wydały, to były one doprowadzone do warunków, iż każde było w swoim rodzaju, i porządek ich gatunków nie może być zniweczony. W każdym razie jest to dzieło Boże, bez względu jak ono zostało doprowadzone do skutku.

Dzień ten, czyli epoka, odpowiada epoce nazwanej przez uczonych epoką płazów. Wieczór i poranek - dzień piąty, czyli 35,000 lat od rozpoczęcia się dzieła przygotowania dla człowieka mieszkania i jego królestwa.

 

EPOKA SZÓSTEGO DNIA STWORZENIA

"Rzekł też Bóg: Niech wyda ziemia duszę żywiącą według rodzaju swego; bydło i płaz, i zwierz ziemski, według rodzaju swego; i stało się tak. Uczynił tedy Bóg zwierz ziemski według rodzaju swego, i bydło według rodzaju swego i wszelki płaz ziemski według rodzaju swego; i widział Bóg, że to było dobre."

Około tego czasu, rzeczy na ziemi zaczęły się utrwalać; kora ziemi stała się grubszą przez nagromadzenie się na kilka set stóp grubości piasku, gliny, muszli, węgla i różnych minerałów nagromadzonych, bądź przez obrywania się skał, spowodowanego trzęsieniem ziemi, bądź przez obrywania się pierścieni okalających ziemię, lub też z pozostałości zwierzęcych i roślinnych oprócz i samej ziemi, która znacznie ostygła w ciągu 35,000 lat. Powierzchnia ziemi ponad poziomem morza składała się z pasm gór i dolin, i była gotowa dla niższego rzędu zwierząt, które dzielą się na trzy rodzaje: (1). Ziemskie płazy, o zimnej krwi, stworzenia oddychające, węże itd., (2). Bestie, czyli dzikie zwierzęta, odróżniające się od zwierząt domowych, wyłącznie przysposobionych, by były pomocą człowiekowi i tu są zaznaczone jako (3). Bydło. Do tego czasu powietrze również zostało oczyszczone z elementów szkodliwych dla oddychania, które zostały wchłonięte przez rośliny poprzedniej epoki, podobnie jak nadmierna ilość węglowodorów w oceanach została wchłonięta przez maleńkie skorupiaki, jako przygotowanie dla istot oddychających, które miały wydać morza i oceany.

Tutaj podobnież nie mamy potrzeby sprzeczać się z ewolucjonistami. My przyznajemy, że jeżeliby Bóg uważał za właściwe, to mógłby przyprowadzić do egzystencji różne rodzaje zwierząt przez rozwój jednego rodzaju w drugi, lub też mógłby rozwinąć każdy rodzaj oddzielnie z pierwotnego zaczątku proteozoicznego mułu. Nie wiemy, której z tych metod użył Stwórca, bo nie objawia nam tego Biblia, ani skały. Jakiegokolwiek sposobu użył Bóg do wykonania Swych zamiarów, to jednak jest objawione, że Bóg ustanowił gatunki zwierząt "każdy według swego rodzaju" w taki sposób, że one się nie zmieniają i w taki sposób, że wszelkie wysiłki ludzi, by pomóc ku temu nie udają się. Tu jest pieczęć, którą Stwórca przyłożył na swoje dzieło; bo gdyby "Natura", czyli "bezwiedna siła" była twórczynią, dotąd brodziłaby w ciemnościach, czasem rozwijając się, a czasem cofając; nie byłoby trwałości gatunków, jak to widzimy w otaczającej nas naturze.

Możemy, więc słusznie przypuścić, że było to przy końcu szóstej epoki, gdy Bóg stworzył człowieka, ponieważ jest wyraźnie zaznaczone, że Bóg ukończył swoje dzieło stworzenia nie w szóstym, lecz "siódmym dniu" - rozdzielenie człowieka na dwie osoby, czyli dwie różne płci było zapewne dziełem ostatecznym.

"Zatem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na wyobrażenie nasze a według podobieństwa naszego niech panuje: nad rybami morskimi, nad ptactwem niebieskim i nad zwierzęty, i nad wszystką ziemią i nad wszelkiem płazem płazającym się po ziemi. Stworzył tedy Bóg człowieka na wyobrażenie swoje; na wyobrażenie Boże stworzył go: mężczyznę i niewiastę stworzył je i błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię; i czyńcie ją sobie poddaną i panujcie nad rybami morskimi, i nad ptactwem niebieskim i nad wszelkiem zwierzem, który się rucha na ziemi."

Ze względu na naszą uwagę, że Pismo Święte nie wyklucza możliwości, by tak rośliny jak stworzenia wodne i ziemskie nie rozwinęły się w ich różnych i rodzajach - byłoby dobrze dla nas zauważyć różnicę w wyrażeniu, które jest użyte przy stworzeniu człowieka. To ostatnie jest wyrażone w szczególniejszy sposób, jako użycie bezpośredniej Boskiej władzy twórczej, podczas gdy przy innych nie jest ona zastosowaną, a raczej oznacza rozwój:

"I zrodziła ziemia trawę ..."

"Niech wywiodą wody płaz duszy żywiącej ..."

"Niech wyda ziemia duszę żywiącą według rodzaju swego; bydło ..."

Mamy przed sobą dwa sprawozdania o stworzeniu; jedno, któreśmy powyżej rozpatrywali, które traktuje rzeczy pokrótce w porządku epokowym, drugie zaś opisane w Księdze Rodzaju (1 Moj. 2:4-25). Podział rozdziałów uczyniono w niewłaściwym miejscu. Te dwa sprawozdania powinny stanowić jeden rozdział. Drugi rozdział jest streszczeniem szczegółów pierwszego. "Teć są zrodzenia", czyli rozwój niebios, ziemi i jej mieszkańców od chwili zanim jeszcze istniały rośliny i trawy. Pierwsze i główne sprawozdanie mówiące o Stwórcy używa wyrazu "Bóg", zaś wtóre, czyli streszczenie pierwszego, wskazuje, iż Bóg Jehowa był Twórcą całego dzieła stworzenia - "Dnia", w którym uczynił niebiosa i ziemię, co obejmuje cały, większy jeszcze dzień epokowy mieszczący w sobie sześć dni poprzednio wyliczonych.

Wyraz "Bóg" w pierwszym rozdziale, przetłumaczony jest z hebrajskiego wyrazu "Elohim" w liczbie mnogiej, który mógłby być przetłumaczony "Bogowie" i oznacza: "możni, władcy". "Jednorodzony u Ojca był zapewne owym głównym czynnikiem w dziele stworzenia, któremu zapewne przy wypełnieniu wszystkich szczegółów towarzyszyły zastępy aniołów, do których wyraz elohim również w innych miejscach Pisma Świętego się odnosi. Zatem jest właściwym, abyśmy zwrócili uwagę, że drugie sprawozdanie, czyli objaśnienie pierwszego, wskazuje nam, że Jehowa jest Ojcem i Stwórcą wszystkiego, bez względu, kto miał zaszczyt być Jego narzędziem i przedstawicielem. Szczegóły dodane przy drugim sprawozdaniu, a odnoszące się do stworzenia człowieka, mogą być właściwie tutaj rozpatrywane:

"Stworzył tedy Jehowa Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrze jego dech żywota, i stał się człowiek duszą żywiącą."

Bóg był uwielbionym we wszystkim dziele Swoim i we wszystkich stworzeniach, nawet małoznaczących, a chociaż żadne z nich nie złożyło Mu dziękczynienia, nie mogło Go ocenić lub poznać, Bóg to wszystko przewidział i przygotował dla człowieka, który miał być arcydziełem ziemskiego stworzenia. O człowieku nie jest powiedziane jak o stworzeniach morskich: "Niech wody wydadzą", ani jak to miało miejsce ze zwierzętami: "Niech wyda ziemia", przeciwnie, jest powiedziane, iż człowiek jest bezpośrednim stworzeniem swojego Stwórcy, które uczynił "na wyobrażenie Swoje". Mniejsza o to, czy to wyobrażenie odnosi się do Elohim, czy też do obrazu Jehowy, bo Elohim "Synowie Boży" są również stworzeni na Jego wyobrażenie, co do inteligencji i władz umysłowych.

Nie mamy rozumieć, aby to "wyobrażenie" odnosiło się do kształtu fizycznego, lecz raczej odnosi się do władz moralnych i intelektualnych wielkiego Ducha, odpowiednio uformowanego do jego natury i warunków ziemskich. Co się zaś tyczy "podobieństwa", to ono się odnosi do władz panowania nad ziemią i jej mieszkańcami, tak jak Bóg jest Królem nad Wszechświatem. Tutaj jest pole do walki między Słowem Bożym a modernizmem; cały świat, szczególnie uczeni, licząc w to pionierów myśli i kierowników wszystkich teologicznych seminariów i profesorów na różnych katedrach, oddają hołd Bogu uczonych, zwanemu "Ewolucją". Te dwie teorie są rozbieżne, zatem jeżeli teoria o prawie Rozwoju jest prawdziwą, wtedy Pismo Święte, od Księgi Rodzaju aż do Księgi Objawienia, jest fałszywym. Jeżeli zaś Biblia jest prawdziwą, wtedy teoria Rozwoju odnośnie człowieka, jest fałszywą we wszystkich jej szczegółach.

Nie tylko sama Księga Rodzaju określa sprawę stworzenia człowieka na wyobrażenie Boże tak dobitnie, ale potwierdza ją całe Pismo Święte; cała teoria Biblii podtrzymuje się przy niej lub wraz z nią upada. Jeżeli bowiem człowiek był stworzony inaczej, niż czysty, doskonały i dostatecznie uposażony umysłowo, nie mógłby on rzeczywiście być nazwany "wyobrażeniem Bożym", i nie mógłby Stwórca umieścić go dla próby w Raju dla doświadczenia jego posłuszeństwa i czy okaże się godnym wiecznego życia; jego nieposłuszeństwo przez spożycie owocu z drzewa zakazanego nie mogłoby być uważane za grzech i zasługujące na karę, którą był wyrok śmierci, ani też nie byłoby koniecznym wyzwalać go od tej kary.

Nadto, "człowiek Jezus Chrystus" jest uznany jako równoważna "cena okupu" i musi, przeto być uważany jako wzór i ilustracja, czym pierwszy człowiek był, zanim zgrzeszył i otrzymał Boski wyrok śmierci.

Wiemy również, że tak dzisiaj, jak i dawniej, było wielu ludzi szlachetnych z natury, o których Bóg oświadcza, iż wszyscy są grzesznikami i jako tacy nie są uznani przez Jehowę, z wyjątkiem, jeżeli z żalem za grzechy przybliżą się do Niego przez zasługę ofiary Chrystusa i otrzymają Jego przebaczenie. Stanowisko wszystkich, którzy tym sposobem przyjdą do Boga polega na tym, iż tylko z łaski Jego są przykryci szatą sprawiedliwości Chrystusowej. I jak jesteśmy nauczeni, musi pierwej nastąpić zmartwychwstanie, albo restytucja, to jest przywrócenie do doskonałości, zanim mógłby, kto osobiście i całkowicie być przyjemnym Stworzycielowi. A jednak był to ten sam Stworzyciel, który przestawał z Adamem przed jego występkiem i nazywał go swym synem i który oświadcza, że Adam i my, jako jego dzieci staliśmy się "dziećmi gniewu" i zostaliśmy potępieni wskutek grzechu, w którym Adam nie był, kiedy został stworzony jako "syn Boży" - Łuk. 3:38.

Jak pewnym jest to, co oświadczyli wszyscy święci prorocy od wieków, że z nadejściem Tysiąclecia rozpocznie się czas naprawienia wszystkich rzeczy, tak pewnym jest, że teoria ewolucji znajduje się w rażącej sprzeczności z wyrażeniem Bożym przez wszystkich świętych proroków. Gdyby nauka o ewolucji miała być prawdziwą, to restytucja żadną miarą nie mogłaby być błogosławieństwem, a przeciwnie straszną karą dla ludzkości. Jeżeliby przez ślepą siłę lub inny proces ewolucji, człowiek wzbijał się przez trudne usiłowania i mozolne zabiegi od protoplazmy do ostrygi, od ostrygi do ryby, od ryby do gada, od gada do małpy, od małpy do człowieka w najniższym jego stanie, od tegoż do takiego, jakim my jesteśmy, wtedy byłoby straszną krzywdą dla ludzkości ze strony Boga uczynić na nowo człowieka takim, jakim był Adam, lub posunąć restytucję dalej - z powrotem do protoplazmy. W sprawie tej wyjścia pośredniego nie ma; im prędzej lud Boży oświadczy się stanowczo zgodnie z Bożym Słowem, tym lepiej będzie dla niego i będzie pewniejszym, iż nie popadnie w nauki przeciwne odkupieniu lub ewolucyjne teorie, dziś na porządku dziennym starające się zwieść o ile możebne i wybranych. Niech raczej Bóg będzie prawdziwym, choćby wszyscy ewolucjoniści mieli okazać się raczej kłamcami - Rzym. 3:4.

Nie możemy tu wchodzić we wszystkie szczegóły stworzenia Adama, rozbierać jego organizm lub ciało, jego ducha lub dech żywota, i w jaki sposób wszystko w połączeniu utworzone stanowiło istotę żyjącą, czyli duszę. To było już przedstawione w innym rozważaniu - tom V Wykładów Pisma Świętego, rozdział 12.

Rozradzanie i liczne potomstwo, widocznie nie miało nic wspólnego z występkiem, lecz było częścią błogosławieństwa Bożego. Jedynie, co ma łączność z występkiem i jego wynikiem, czyli karą, w tym względzie było jak ustalono, wzmożenie się poczęcia matek i boleści; odpowiednio do pracy w pocie czoła mężczyzny. Trudności te stawały się coraz cięższymi, stosownie do tego jak rodzaj ludzki stawał się zwyrodniałym i słabym tak umysłowo, jak fizycznie. Cel rozmnażania będzie osiągnięty, kiedy urodzi się dostateczna liczba ludzi i zapełni ziemię. Prawda, że niezmierna liczba już była zrodzona, możebne pięćdziesiąt tysięcy milionów, a obecnie śpi (spoczywa) w wielkim więzieniu śmierci; lecz nie jest ich za wiele; dla obecnej powierzchni ziemi, jeżeliby cała była zapełniona ludźmi, jak to ostatecznie nastąpi, liczba mogłaby być dwa albo trzy razy większą, nie biorąc pod uwagę możliwości, że inny, jaki ląd stały wychyli się z głębokości morskich, jak to się stało kiedyś z niejednym z obecnie istniejących lądów.

Uczeni o sceptycznym poglądzie umysłu długi czas starali się dowieść, że człowiek był na ziemi na długo przed okresem oznaczonym w Księdze Rodzaju, i każda kość znaleziona w niższej warstwie gliny lub piasku była badana w celu zdobycia wszechświatowej reputacji, jako człowiekowi, który zadawał kłam Słowu Bożemu. Jużeśmy wskazali na niewiarygodność takich dowodów, jak znalezione ostrza skał w żwirze z pierwotnych okresów. (Teoria z przed Adamowym człowiekiem nie jest nam obcą, i o próbie z tego powodu tłumaczenia sobie różnicy ras rodzaju ludzkiego. Lecz my ufamy Biblii, jako Boskiemu objawieniu wyższemu nad ludzkie domysły. Ona oświadcza się za jednolitością całego rodu ludzkiego, w wyrazach wcale nie niepewnych, mówiąc: "I uczynił z jednej krwi cały naród" (Dz.Ap. 17:26). I znów, że Adam był "pierwszym człowiekiem" (1 Kor. 15:45,47). Również historia potopu najwyraźniej urzeczywistnia, że tylko osiem istot ludzkich zostało ocalonych w arce, i wszystko to były dzieci Noego - pochodziły od Adama. Różnorodność typów ludzkich, albo ras należy kłaść na rachunek klimatu, zwyczajów, pożywienia itp., a szczególnie odosobnienia wzajemnego rozmaitych ludów w różnych stronach świata, wskutek którego powstały trwałe odrębne właściwości. Wyjaśnia to fakt, że Europejczycy zamieszkali dłuższy czas wśród narodów Indii lub Chin, nabierając w pewnej mierze podobieństwa do swych sąsiadów, podczas gdy ich dzieci w tych krajach zrodzone, noszą jeszcze silniejsze cechy podobieństwa otoczeniem matki podczas okresu ciężarności. Wyjaśnienia takiego upodobania dostarczyli Chińczycy pewnej miejscowości, którzy utożsamiają samych siebie z Izraelitami rozproszonymi wskutek ucisku, jaki zakończył wiek żydowski - około 73 roku. Ci Żydzi stali się do tego stopnia całkowicie Chińczykami, iż nie można ich rozpoznać jako Żydów - rasy trwalszej.) W niektórych przynajmniej wypadkach udowodniono, że były one dziełem tegorocznych Indian, którzy tworzyli je blisko miejsca, gdzie były krzemienne kamienie.

Na zebraniu Instytutu Filozoficznego, w Victorii, odbytym niedawno temu, ustalono, że były przedsięwzięte staranne badania przez prof. Stokes`a, wiceprezesa Benet`a, prof. Beala`a i innych, i oznajmiono, że jak dotychczas nie spotkano się żadnym naukowym dowodem, aby móc popierać teorię, która wyprowadza ludzi od niższego rzędu zwierząt; i prof. Virchow oświadczył, że w rozwinięciu człowieka nie było zupełnie żadnego kopalnianego typu niższego stopnia; i że każdy rzeczywisty postęp w dziedzinie antropologii przedhistorycznej odsuwał nas od dowodów takiej łączności, mianowicie z resztą świata zwierzęcego. Z tym zgodził się wielki paleontolog, prof. Barraude, oświadczając, że w żadnym z badań nad tym przedmiotem nie znalazł jakiegokolwiek kopalnego gatunku rozwiniętego w drugi gatunek. W rzeczywistości, zdaje się żaden człowiek nauki nie odkrył jeszcze ogniwa między człowiekiem a małpą; dalej nie było żadnych dowodów, aby jaki gatunek utracił swe szczególne właściwości (cechy charakterystyczne) kopalne, czy też nie osiągnął przynależności do innego gatunku; na przykład, chociaż pies podobny do wilka, nie było między nimi żadnego łączącego ogniwa; tak samo rzecz się ma z gatunkami wymarłymi; nie było żadnego stopniowego przejścia od jednego gatunku do drugiego. Nad to, pierwszych zwierząt, które istniały na ziemi, również nie można uważać za niższe, czyli cofnięte wstecz (zdegradowane).

Poniżej podajemy w krótkości wyciąg z dzieła J.W.Dawson`a, pt. "Zejście się Geologii z Historią" o jego nowych odkryciach. Mówi on:

"Nie znaleźliśmy ogniwa pochodzenia człowieka od niższych zwierząt, jakie go poprzedzały. On staje przed nami zupełnie odmiennego pochodzenia, bez pośredniej łączności lub związku z instynktownym życiem niższych zwierząt. Najpierwotniejsi ludzie nie byli gorsi od ich potomków i w miarę ich zdolności byli wynalazcami, wprowadzając ulepszenia nowego sposobu życia, również tak i tamci. Nie byliśmy jeszcze zdolni odnaleźć początku pochodzenia człowieka z czasu złotego wieku, tj. Raju. Znalezione ślady człowieka po jaskiniach i jamach już zastają go tam upadłym w niezgodzie ze swoim otoczeniem, wrogiem podobnych mu istot obmyślających przeciwko niemu przyrządy zniszczenia, więcej straszne w skutkach, niż te, które dostarczone były przez naturę dla mięsożernych dzikich zwierząt ... Człowiek, co do ciała jest bez zaprzeczenia ziemskim, z ziemi. Należy on również do rodzaju kręgowców i rzędu ssących. Lecz w tej klasie stanowi on nie tylko wprost gatunek i rodzaj, lecz nawet oddzielną rodzinę, albo stan. Innymi słowy jest on specjalnym gatunkiem w swoim rodzaju, swojej rodziny i stanu. W ten sposób jest on wyłączony od wszystkich zwierząt, najbliżej niego stojących; i gdybyśmy nawet zgodzili się na doktrynę o powstaniu jednego gatunku z drugiego, nie możemy uzupełnić brakujących ogniw, które są wymagane do łączenia człowieka z jakąkolwiek grupą niższych zwierząt. Żaden fakt nie jest z taką pewnością ustalony jak niedawne pojawienie się człowieka w czasie geologicznym. Nie tylko nie znajdujemy śladów jego szczątków w starszych geologicznych formacjach, lecz nie znajdujemy szczątków najbliższych mu zwierząt; i warunki świata w tym okresie, były zdaje się nieodpowiednie, aby przebywał wśród nich człowiek. Jeżeli trzymając się zwykłego geologicznego systemu, podzielimy całą historię ziemi na cztery wielkie okresy, poczynając od najstarszego skalistego, znanego pod nazwą okresu Azoicznego, aż do dzisiejszego dnia, znajdujemy ślady ludzi lub ich wytworów tylko w ostatnim z czterech okresów, i to w ostatniej części jego. Pod tym względem nie ulega zaprzeczeniu fakt istnienia człowieka, lecz nie wcześniej aż po dojściu do obecnego okresu ... Lecz spotykamy tylko jeden rodzaj człowieka, chociaż jest wiele ras i odmian. Odmiany człowieka same zaznaczyły się w bardzo pierwotnym czasie i wykazały znamienną stałość ich późniejszego odkrycia ... Historia zawarta w Księdze Rodzaju uprzedziła obecnie podawane wiadomości. Ta starożytna Księga jest pod każdym względem wiarygodną i daleką od mitów i baśni starożytnego poganizmu ..."

Prof. Pasteur, znany bakteriolog, oświadczył się przeciw darwinizmowi, i wyraził się jak następuje:

"Potomni będą się śmiać z głupoty dzisiejszych materialistycznych filozofów. Im więcej badam naturę, tym więcej zdumiony jestem dziełem Stwórcy. Modlę się, kiedy jestem zajęty pracą swą w laboratorium."

Uczony rosyjski, Wirchow, chociaż nie jawny chrześcijanin, podobnież zbijał teorię powstania istot organicznych i nieorganicznych, i oświadczył: "Wszelkie usiłowania, by znaleźć stan przejściowy od zwierzęta do człowieka, zakończyły się niepowodzeniem. Pośredniego ogniwa nie znaleziono i odnaleziono ono nie będzie. Człowiek nie pochodzi od małpy. Zostało bez wątpienia udowodnione, że w ciągu przeszło sześciu tysięcy lat nie zaszła żadna godna spostrzeżenia zmiana w ludzkości."

Inni naturaliści podnieśli również swe głosy przeciw poglądom darwinistycznym.

Przy rozpatrywaniu tych faktów, jak głupie wydają się przypadkowe próby "Doktorów i Profesorów", którzy w kłamliwy sposób uczą, rozprawiając o "zaginionych ogniwach", albo poddając myśl, że małe palce u nóg ludzi stają się bezużytecznymi i wkrótce będą unicestwione przez naturę, jak małpie ogony przez nią zniesione. Czyż nie mamy dobrze zachowanych mumii, blisko cztery tysiące lat liczących? Czyż nie mamy rzeźbionych statuł prawie tyleż lat mających? Czyż nie ma rzeźbionych posągów ludzkich? Czy ich małe palce różnią się w jakikolwiek sposób od naszych dzisiejszych? Czy cała natura nie dąży do spaczenia? Czy do utrzymania lepszych gatunków roślin i zwierząt, czy mądrość i pomoc ludzka nie jest konieczną? Czy w sprawach ludzkich nie jest potrzebną łaska Boża dla podniesienia człowieka z upadku, lub przeszkodzenia strasznemu zwyrodnieniu, jakie widzimy w głębokiej Afryce? I czy to nie zgadza się z Pismem Świętym? - Rzym. 1:21,24,28.

Jest to właściwe, że wierni zachowują dobrze w sercach ostrzeżenie dane Tymoteuszowi przez Apostoła Pawła: "O Tymoteuszu ... brzydź się świecką próżnomównością i sprzeczaniem około fałszywie nazwanej umiejętności" (1 Tym. 6:20). Aby każdą prawdę widzieć jasno, musimy patrzeć z punktu widzenia Boskiego objawienia. Musimy "widzieć światło w Jego świetle". Tym sposobem, jeżeli patrzymy na naturę z zewnątrz pod kierunkiem natury Boskiej, skutek będzie rozciągał się zarówno na serce, jak i umysł, i napełni nas podziwem i uwielbieniem, skoro chwytamy błyski chwały, majestatu i władzy naszego Wszechmocnego Stwórcy.

Wieczór i poranek, Dzień Szósty, z którym kończy się 42,000 lat po rozpoczętym "dziele", znalazły ziemię gotową, aby ją człowiek posiadł, lecz jeszcze w całości nie przydatną dla niego, Bóg wiedział naprzód o nieposłuszeństwie Swego stworzenia - człowieka - (i o Swym całym planie, połączonym z wyrokiem śmierci, jego odkupieniem i ostatecznym wybawieniem od grzechu i śmierci wszystkich, którzy wyćwiczeni będą przez doświadczenia), Bóg nie czekał ze stworzeniem człowieka, aż ziemia będzie dla niego zupełnie gotową, lecz jedynie przygotował Raj - ogród, uczynił go pod każdym względem doskonałym na krótką próbę dla doskonałej pary, zezwalając rodzajowi ludzkiemu, jako skazanym pracownikom, na dzieło "podboju" ziemi i na jednoczesne zdobywanie dla siebie cennej nauki i doświadczenia.

 

SIÓDMY DZIEŃ - OKRES TWÓRCZEGO TYGODNIA

"I dokończył Bóg dnia siódmego dzieła swego, które uczynił; i odpoczął w dzień siódmy od wszelkiego dzieła swego, które był stworzył Bóg, aby uczynione było."

Biorąc pod uwagę, jak te siedem dni po sobie następowały i mając w pamięci fakt, że liczba siedem reprezentuje zupełność i doskonałość, moglibyśmy oczekiwać, że dzień siódmy będzie bardziej nadzwyczajny, niż poprzedzające go. Takim też znaleźliśmy go; tylko, ponieważ odgrywa ważną rolę, co do czasu - aż do "czasu właściwego" - powinien przed oczami naszego wyrozumienia być ogólną wiadomością, że siódmego dnia Bóg odpoczął od wszelkiego dzieła swego. Jakie to dziwne, że On musiał zaprzestać swego twórczego dzieła w chwili, kiedy zdawało się, że właśnie był gotów do jego uzupełnienia; tak samo jakby robotnik przygotował wszystkie materiały do budowy i odstąpił od swych czynności, nie wykonawszy swych pierwotnych zamiarów!

Lecz cała sprawa odsłania się przed nami wspaniale, kiedy spostrzeżemy, że Jehowa - Bóg zaprzestał Swego dzieła stworzenia, wstrzymując się od prowadzenia go dalej, ponieważ w Swej mądrości przewidział, że Jego zamiary mogą być wykonane w sposób inny. Bóg widział, że najlepiej będzie pozwolić Swemu stworzeniu - Adamowi ćwiczyć jego wolną wolę i wskutek kuszenia wpaść w grzech i ponieść słuszną zań karę, śmierć - włączając w to 6,000 lat umierania walcząc, jako skazaniec ze złem otoczenia. Bóg uważał za najlepsze pozwolić mu w ten sposób jako skazańcowi uskutecznić częściowy podbój ziemi; że przyprowadzenie jej jako całości do przepowiedzianego stanu Raju, byłoby korzystnym dla człowieka w tych okolicznościach, że byłoby właściwym, aby człowiek urzeczywistnił główne założenie, podporządkowując się Boskiej sprawiedliwości, przechodząc stan grzechu, aby tym sposobem mógł być przygotowanym do otrzymania łaski, która będzie dana w czasie właściwym.

Atoli jeden z głównych powodów zaprzestania przez Jehowę dzieła stworzenia było bez wątpienia to, że mogło być uskutecznione, przez kogo innego, to jest - przez Jego Jednorodzonego - w ten sposób, że przynieść mogła chwałę nie tylko Synowi, ale i Ojcu, przez okazanie doskonałości Boskich przymiotów lepiej, niż co innego mogłoby to uczynić. To stało się przez posłanie Syna jako Odkupiciela człowieka na dowód nie tylko Boskiej Sprawiedliwości, która w żaden sposób nie mogła naruszyć wyroku, że "karą za grzech jest śmierć", lecz która jednocześnie pokazała Bożą Miłość i miłosierdzie dla Jego upadłych stworzeń, posyłając na śmierć Swego Syna dla wybawienia człowieka. Mądrość Boża i Moc będzie ostatecznie również wykazaną w każdym szczególe po dokonaniu się Planu Bożego.

Ktoś może przypuszczać, że dla Boga wstrzymanie się od udoskonalenia planu stworzenia w zamiarze, aby Syn mógł dokonać tego dzieła w ciągu Tysiąclecia przez restytucję, nie różniłoby się od poprzednich czynności twórczych, z których wszystkie były od Boga i przez Syna, - bo "bez Niego nic się nie stało, co się stało."

Odpowiadamy jednak: nie. Stosunek Syna do dzieła restytucji, którą zakończą się te siedem dni - okresy, i przyniosą (sprowadzą ziemską doskonałość), będzie całkowicie różny od któregokolwiek z Jego dzieł poprzednich. We wszystkich poprzednich stworzeniach Syn działał jedynie dla Jehowy, używając mocy i energii nie jako własnej w żadnym znaczeniu; lecz w tym chwalebnym przyszłym dziele będzie On używał mocy i władzy, jako swoich własnych, które kosztowały Go 34 lata upokorzenia, zakończonego Jego ukrzyżowaniem. Przez to dzieło, które mądrość i miłość Ojca uplanowała, "kupił" On świat, kupił ojca Adama i całe jego potomstwo i jego posiadłość - ziemię, z wszystkimi do niej prawami, jako jej monarcha "na podobieństwo Boże". Ojcu podobało się uczcić "Jednorodzonego", dla tego też tak to uplanował i przestał, czyli powstrzymał się od czynności twórczej, aby Syn mógł tym sposobem uwielbić Go i być uwielbionym przez Niego.

Bóg odpoczął, nie w znaczeniu odzyskania sił po znużeniu, lecz w tym znaczeniu, że przestał tworzyć. On widział zgubę i upadek swego najdoskonalszego ziemskiego stworzenia przez grzech, lecz nie użył swej władzy, aby powstrzymać wyrok śmierci i nie zaczął czynności restytucyjnych. Istotnie, wskutek prawa, jakie nałożył, odjął wszelką sposobność liczenia na jego litość i miłosierdzie względem Adama, prócz przez Odkupiciela. Kara, jako grzech i to bez granic, wieczna śmierć, "wieczne potępienie", a będąc niemożebnym, aby Bóg kłamał i niemożebnym dla Najwyższego Sędziego uchylić się od sprawiedliwego wyroku, zatem stało się niemożebnym dla Stwórcy, by bezpośrednio mógł przywrócić do pierwotnego stanu rodzaj ludzki, lub, w jakim bądź znaczeniu lub stopniu dalej prowadzić swe twórcze dzieło względem potępionego człowieka, lub jego własności, którą była ziemia.

Tym sposobem, Jehowa Bóg wykazał Swą ufność względem Swego własnego wielkiego planu wieków i względem Jednorodzonego Syna, któremu poruczył całkowicie jego wykonanie. Ta ufność Ojca do Syna jest użytą przez Apostoła, jako wyjaśnienie, w jaki sposób powinniśmy ufać Chrystusowi, tak w stosunku do nas samych, jak i do naszych przyjaciół i całej ludzkości w ogóle. Oświadczenie Apostoła jest: "Wchodzimy do odpocznienia, którzy uwierzyliśmy ... Albowiem ktokolwiek wszedł do odpocznienia Jego, ten i sam odpoczął od spraw swoich, jako i Bóg od Swoich". Wierzący, jak i Bóg, mają doskonałe zaufanie w zdolności i w wolę Chrystusa, iż On przeprowadzi wszystkie wzniosłe zamiary Jehowy w stosunku do rodu ludzkiego i w skutek tego odpoczywa nie z powodu fizycznego znużenia, lecz od troski, w spokoju, aby sprawa ta nie była wyłączona z pod polecenia danego Chrystusowi lub dla próby zapewnienia sobie rezultatu, w jaki bądź inny sposób.

Jeżeli odpoczynek Stwórcy, czyli wstrzymanie się od rychłego przyjścia z pomocą Swemu upadłemu stworzeniu, do pewnego stopnia świadczy pozornie o obojętności lub lekceważeniu, to w samej rzeczy tego nie było, lecz było to jedynie środkiem w jak najmądrzejszy i najlepszy sposób przyjścia z pomocą człowiekowi - przez Pośrednika. Jeżeli przypuszcza się, że dzieło zadośćuczynienia (naprawienia złego, restytucji) powinno było rozpocząć się wcześniej, odpowiadamy, że okres panowania grzechu i śmierci, trwający 6,000 lat, nie był za długi dla urodzenia się dostatecznej liczby ludzi by napełnić ziemię, również nie za długi, aby dać wszystkim naukę, by poznali okropność grzechu i surową za niego zapłatę, i nie za długi, aby pozwolić ludziom próbować swych własnych sposobów dla swego podźwignięcia się i uznania tych sposobów za niedostateczne. Co do pierwszego przyjścia Pana naszego, by odkupić (wyzwolić) świat, tak, ażeby mógł mieć sprawiedliwe i słuszne prawo powrotu do błogosławienia, podźwignięcia i przywrócenia wszystkich, którzy zechcą przyjąć Jego łaskę, choć było to więcej niż 4,000 lat od czasu, gdy grzech i śmierć weszły na świat, jednak oświadcza Pismo Święte, iż był to Boski czas słuszny. "W słusznym czasie Bóg posłał Syna Swego".

Rzeczywiście widzimy, że nie mogłoby to nastąpić nawet w czasie właściwym, chyba, że odpowiadałoby Boskim zamysłom powołania, gromadzenia, kształtowania i uczynienia wybranego Kościoła gotowym do wzięcia udziału wraz z Odkupicielem w wielkim dziele Tysiąclecia dla błogosławienia świata - przewidując, iż będzie to wymagało całego wieku Ewangelii, Bóg posłał Swego Syna dla dokonania dzieła odkupienia na czas dostateczny do uskutecznienia tegoż.

 

OKRES ZAPRZESTANIA, CZYLI POWSTRZYMANIA SIĘ OD TWORZENIA I ENERGICZNEGO DZIAŁANIA ODNOŚNIE ŚWIATA

Ile czasu upłynęło od zaprzestania, czyli powstrzymania się Jehowy od Swego dzieła twórczego? Odpowiadamy, że do obecnej chwili upłynęło więcej niż sześć tysięcy lat. Jak długo będzie trwał ten odpoczynek? Odpowiadamy, że trwać będzie przez całe Tysiąclecie, przez tysiąc lat panowania Wielkiego Pośrednika, uskuteczniającego "naprawienie wszystkich rzeczy, co był przepowiedział Bóg przez usta wszystkich świętych swoich proroków, od wieków" (Dz.Ap. 3:21). Czy ufność Jehowy, która skłoniła Go do całkowitego powierzenia w ręce Jezusa wypełnienia Jego planu, była usprawiedliwioną? Czy wynik będzie, zadawalniający? Jehowa Bóg, który zna koniec na początku, zapewnia, że tak będzie i że Syn, kosztem, którego plan jest wykonany, "z pracy duszy Swej ujrzy owoc, którym nasycon będzie" (Izaj. 53:11). Wszyscy wierzący, którzy wiarą polegają na dziele ich Odkupiciela - dokonanym i mającym nastąpić - mogą mieć pełne zapewnienie, że "ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani na serce nie wstąpiło, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują", szczególnie dla Kościoła, jak również ogrom miłości, miłosierdzia i błogosławieństw dla całego świata, który w Tysiącletnim dniu łaski przyjmie całym sercem postanowienie Boże.

Sześć tysięcy lat, które upłynęły i tysiąc lat przyszłych - siedem tysięcy lat od Jehowy "spoczynku", przywiodą nas do tego czasu, kiedy tysiącletnie panowanie Syna ustanie, z powodu dokonania swych zamysłów - przywrócenia chętnej i posłusznej ludzkości do wyobrażenia Bożego i ujarzmienie ziemi pod władzę człowieka, jako jego własności, jego królestwa. Wtedy królestwo i panowanie Pośrednika dokona swych zamiarów, a ci, co kazili ziemię zostaną wytraceni. Wtedy Chrystus "odda królestwo Bogu i Ojcu" - przez oddanie ludzkości tego, co było dla niej pierwotnie przeznaczone, jak napisano: (Mat. 25:31,34) "Wtedy rzecze król tym, którzy będą po prawicy Jego: Pójdźcie błogosławieni Ojca Mojego! odziedziczcie Królestwo wam zgotowane od założenia świata" - 1 Kor. 15:25-28.

Jest to długość tego siódmego dnia - okresu tak dobitnie zaznaczonego przez historię i proroctwa, że daje nam możność zrozumienia długości innych dni - okresów twórczego tygodnia. I cały okres siedmiu dni, siedmiu tysięcy, albo czterdziestu dziewięciu tysięcy lat, kiedy dzieło stworzenia będzie skończone, doprowadzi nas do wielkiego Pięćdziesięciolecia, które poznaliśmy, jako znamienne w Piśmie Świętym, zaznaczające wielki stan przejściowy w Boskim planie; żydowskie dni sabatowe, w cyklu 7 x 7 = 49, prowadzą do Pięćdziesiątnicy, czyli Zielonych Świątek, natomiast ich lata sabatowe prowadzą do pięćdziesiątego, czyli roku jubileuszowego; jeszcze większy okres czasu 50 x 50 zaznacza Tysiąclecia jako wielki jubileusz ziemi. Obecnie znajdujemy ostatecznie, że sabat, czyli system siedmiu dni, w większy sposób określa czas stworzenia ziemi od początku aż do doprowadzenia do doskonałości, to jest 7 x 7,000 lat = 49,000 lat, prowadzących nas do wielkiej epoki, kiedy nie będzie więcej wzdychania, płaczu, boleści i śmierci, ponieważ Boskie dzieło stworzenia będzie uzupełnione na ziemi we wszystkim, co się jej dotyczy. Nic dziwnego, że dzień ten będzie uważany za dzień Jubileuszowy.

Anielscy synowie Boży "weselili się", gdy nastał świt twórczego tygodnia naszej ziemi i kiedy w miarę stopniowego jej rozwoju, ujrzeli ostatecznie człowieka, pana ziemi, stworzonego na wyobrażenie Boże. Wtedy wskutek nieposłuszeństwa nastąpił upadek, grzech i śmierć, straszne doświadczenia upadłych aniołów, którzy nie zachowali swego pierwotnego stanu, samolubne i krwawe dzieje człowieka pod panowaniem grzechu i śmierci. Wtedy kolejno nastąpiło odkupienie, wybór Pomazańca (Głowy i ciała) przez ofiarowanie i ustanowienie Mesjaszowego Królestwa z jego wspaniałą restytucją, to jest naprawieniem wszystkich rzeczy, o których Bóg mówił przez usta wszystkich swoich świętych proroków, od wieków. Nie dziw, więc, że będzie to dniem jubileuszowym w niebie i na ziemi, kiedy wszystkie rozumne stworzenia Jehowy ujrzą wielkość nie tylko Miłości Bożej, lecz Jego Sprawiedliwości, Mądrości i Mocy. Napewno wtedy każde stworzenie Boże będzie mogło zanucić nową pieśń, zarówno w niebie jak i na ziemi, mówiąc: "Wielkie i dziwne są sprawy Twoje, Panie Boże Wszechmogący! Sprawiedliwe i prawdziwe są drogi Twoje, o Królu Świętych. Któżby się ciebie nie bał Panie i nie wielbił imienia Twego? Gdyżeś sam święty, gdyż wszystkie narody przyjdą i kłaniać się będą przed obliczem Twojem, że się okazały sprawiedliwe sądy Twoje" - Obj. 15:3,4.

"Bo tak mówi Pan, który stworzył niebiosa (ten Bóg, który utworzył ziemię i uczynił ją, który ją utwierdził, nie na próżno stworzył ją, na mieszkanie utworzył ją)" - Izaj. 45:18.

"A wszystko stworzenie, które na niebie i na ziemi ... i wszystko co w nich jest słyszałem mówiące: Siedzącemu na stolicy Barankowi błogosławieństwo i cześć i chwała i siła na wieki wieków" - Obj. 5:13.

Co do Księgi Rodzaju w stosunku do stworzenia znajdujemy następujące wyjaśnienie pióra prof.G.Fryderyka Wright`a. D.D., LL. D. z dnia 19 listopada 1902 roku:

 

SPRAWOZDANIE KSIĘGI RODZAJU

"Pierwszy rozdział Księgi Rodzaju, który mówi o stworzeniu świata, jest dokumentem najwięcej godnym uznania. Jest on godnym uwagi tak z powodu, iż umiejętnie unika możliwych sprzeczności z naukowymi odkryciami, lecz również, co do rzeczywistego zapatrywania się na tę sprawę pod względem naukowym. Co do wpływu, jaki ta księga wywierała, żaden utwór literacki nie może się z nią równać. Jej istotnym zadaniem jest zwalczać wielobóstwo i udowodnić jedność Boga. Czyni to, zaprzeczając istnieniu wielu bogów, tak w ogóle, jak i w szczególności i stwierdzając, że jest jeden wieczny Bóg Izraela, który stworzył niebo i ziemię, i wszystko, co w nich jest, którym bałwochwalcy mają zwyczaj cześć oddawać.

Wzniosłość treści tego rozdziału jest widoczną, kiedy zauważymy, że jest on wolny od wpływów wielobóstwa i przewagi bałwochwalstwa. Fakt istnienia jednego Stwórcy wszechrzeczy został utrzymany tylko przez te narody, które uznały ten rozdział jako prawdziwie Boskie objawienie.

 

ZGODNOŚĆ Z NAUKĄ

W tym samym czasie postęp wiedzy sprawił, że nie mniej, lecz więcej podziwiamy tę godną uwagi część wielkiej księgi Boskiego objawienia. Daje ona każdemu istotnemu naukowemu odkryciu podwójną sposobność do jego udowodnienia. W sposobie opowiadania zachowaną jest w tym rozdziale szczególniejsza przezorność, aby nie być w sprzeczności z dzisiejszą nauką, i tak wielki geolog, jak prof.J.D.Dana, z kolegium w Yale, z wielkim naciskiem twierdził, że było niemożliwym napisać takie sprawozdanie, chyba, że było ono podane z Boskiego natchnienia.

Pierwszy wiersz tego rozdziału kładzie kres wszelkim dysputom, co do wieku ziemi i istoty słonecznego systemu przez proste oświadczenie, że niebo i ziemia były stworzone "na początku" bez określenia, jak długo przedtem trwał ten początek. Że system słoneczny miał początek, dowodzi tego obecna nauka, czego nawet nie mogą zaprzeczyć najśmielsi zwolennicy ewolucji. Najnowsza doktryna o zachowaniu energii dowodzi, że obecny porządek rzeczy nie istniał zawsze. Słońce stygnie. Jego gorąco szybko promienieje i zatraca się w próżnych przestworzach. Słowem, system słoneczny chyli się do upadku i aż nadto jest jasnym, że czynność jego nie będzie trwała wiecznie. Nawet teoria mgławic zawiera w sobie początek i wątpić należy, czy znalazłby się tak mądry człowiek, który mógłby obmyśleć lepiej wyjaśnienie tego faktu, jak znajdujemy je w pierwszym wierszu Pisma Świętego.

 

STWORZENIE BYŁO STOPNIOWO

Cały ten pierwszy rozdział Księgi Rodzaju oparty jest na zasadach postępu w tej metodzie stworzenia. Wszechświat nie był powołany do życia momentalnie. Nie był on ukształtowany zupełnie od samego początku. Z początku widzimy jedynie fizyczne siły, z których miała powstać wspaniała budowa stopniowego rozwoju, albo, jeżeli kto woli inny sposób wyrażenia się, proces "ewolucji". To jest zarówno prawdziwe, jakikolwiek pogląd byłby, co do słowa "dzień świata" (po hebrajsku "jom"). Czemu Wszechmogący Stwórca potrzebował sześć dni, kiedy mógł stworzyć świat nawet w ciągu dwudziestu czterech godzin? Odpowiedź jest ta, że Stwórca posiada nie tylko wszechmocną władzę, lecz nieskończoną mądrość, i uważał za odpowiednie wybrać taki sposób tworzenia, który wyprowadza najpierw źdźbło, później kłos, a jeszcze później ziarno w kłosie.

Że ewolucja ma miejsce w Boskim planie [jak już zaznaczono, teoria ewolucji, czyli samoistnego rozwoju, nie zgadza się z Biblią tylko w odniesieniu do stworzenia człowieka - jedynie dla atakowania tego punktu teoria ta istnieje i znajduje obrońców] stworzenia, to ujawnia się w tym całym rozdziale. Stworzenie rozpoczęło się w tym całym rozdziale. Stworzenie rozpoczęło się od powołania do życia najprostszych form materii i postępowało naprzód przez nadanie jej tej siły i energii, która rodzi światło. Nastąpiło to wskutek odłączenia materii, która tworzy ziemię i oddzielenie lądu od wody i wód na ziemi od tych, jakie były zawieszone w powietrzu. Jeżeli kto wątpiłby w znaczenie wyrazu "rozpostarcie", to może być przekonany z następnego wyrażenia (1 Moj. 1:30), że ptaki zostały stworzone, aby latały nad ziemią w utworzonym firmamencie. Sposób, w jaki woda utrzymywała się w chmurach, był ten sam, wskutek którego ptaki mogły latać.

 

STWORZENIE ROŚLINNOŚCI

Trzeciego dnia ziemia okryła się roślinnością, która jest najpierwotniejszą formą życia, lecz która będąc raz stworzoną, powoduje cały szereg produktów roślinnych. Język, którym opisane jest stworzenie roślin, jest tak zrozumiały, że odbiera wszelką słuszność teorii dowolnego płodzenia, które stanowi jeszcze punkt sporny w biologii. Wobec tego jak znamienne są słowa: "I rzekł Bóg: Niech zrodzi ziemia trawę ... i zrodziła ziemia trawę".

Ten sam godny uwagi sposób wyrażenia użyty przy rozpoczynaniu się piątego dnia stworzenia czytamy: (1 Moj. 1:20) "I rzekł Bóg: Niech hojnie wywiodą wody płaz duszy żywiącej". I znów na początku szóstego dnia dzieła stworzenia użyte jest to samo wyrażenie (1 Moj. 1:24): "Niech wyda ziemia duszę żywiącą według rodzaju swego". Gdyby, kto tłumaczył to wyrażenie jedynie podług brzmienia słów, otrzymałby to, czego nie uznałaby ani nauka świecka, ani teologia.

 

CZŁOWIEK NIE ROZWINĄŁ SIĘ, ALE ZOSTAŁ STWORZONY

Znajdujemy wielką różnicę między objętością i rozwojem mózgu ludzkiego a zwierzęcego najwyższego rzędu.

Pod względem fizjologicznym i psychologicznym człowiek wielce różni się od zwierząt, zbliżonych do niego budową. Posiada on dar mowy. Może on myśli swe układać jako zdania, które mogą być dowolnie wyrażone pismem na papierze lub w inny sposób. Człowiek posiada słuch, który może ocenić harmonię w muzyce, a którego zwierzęta nie mają. To zależy od budowy organizmu słuchu w najwyższym stopniu wydelikaconego. Bardzo znamienną jest różnica pomiędzy zdolnościami umysłowymi zwierząt i człowieka, tak, co do wiedzy, jak i rozumnego myślenia i robienia wniosków.

W swoim wielkim dziele: Umysłowa Ewolucja, Romanes sądzi, że znalazł w niższym stworzeniu wszystkie początki zdolności umysłowych człowieka, lecz są one tak dalece początkowymi, że stanowią wielki przedział między człowiekiem i zwierzęciem, prawie tak wielką różnicę, jaka istniała od początku.

Przez zgromadzenie wszystkich objawów inteligencji u zwierząt, przychodzi on do przekonania, że jest to inteligencja równająca się inteligencji piętnastomiesięcznego dziecka. Lecz ta inteligencja pod żadnym względem nie będzie rozwijała się dalej z jednego stopnia w drugi, i z tego w wyższy itd.

 

ROZUM A INSTYNKT

Gdyby, kto posiadał taki delikatny zmysł węchu, jak pies, nie będzie mu pomocnym w geologii. Nawet ostry wzrok orła nie pomoże mu przy prowadzeniu studiów nad astronomią. Na próżno byłoby oprowadzać psa po świecie, by go nauczyć rozciągłości lodowców z okresu lodowego, ponieważ nie posiada władz umysłowych, by połączyć znajdujące się w Kanadzie skały zachodzące w morze, z pochodzącymi od nich kamieniami rozrzuconymi po Stanach Zjednoczonych, lub porysowane kamienie, które znaleźć można w stepach Rosji, z górami Skandynawskimi, od których te kamienie zostały oderwane przez ruchome lodowce. Robienie takich wniosków przechodzi zdolność psa.

 

ZDOLNOŚCI DO RELIGII

Wyższość ludzkiego umysłu w niczym nie objawia się tak dobitnie, jak w zdolności jego otrzymania pojęć religijnych za pomocą literatury. Są w prawdzie zadziwiające okazy prosiąt, które przez pewną tresurę mogą nauczyć się zebrać parę liter, tak, iż można z nich utworzyć pewne proste wyrazy. Lecz żadnego zwierzęcia nie można nauczyć mówić rozsądnie. Pod tym względem nie stanowi wyjątku papuga, ponieważ jej słowa są jedynie powtórzeniem dźwięków, nawet dla niej samej nie zrozumiałych. Daleko trudniej nauczyć zwierzę czytać, lub żeby mogło zrozumieć mowę albo kazanie.

Z drugiej strony, Biblia, która jest najwszechstronniejszym pomnikiem literatury, zawiera w sobie najwznioślejsze i najtrwalsze cechy poezji i wymowy, wyrażając najszczytniejsze pomysły Boga i przyszłe wiecznie trwające życie, przetłumaczona prawie na wszystkie języki świata, i we wszystkich znalazła właściwy i skuteczny sposób przedstawiania swych idei ...

W ten sposób, przy zapatrywaniu się z najwyższego rozumowego punktu widzenia, można zauważyć w dziedzinie zwierząt, odrębność pochodzenia człowieka. Pod względem rozumu człowiek stoi zupełnie oddzielnie od wszystkich zwierząt. Naukowa nazwa dla rodzaju, do którego należy człowiek, jest "homo", lecz gatunku "homo sapiens", to jest ludzki kształt połączony z ludzką mądrością.

Alfred Russel Wallace, który niezależnie odkrył zasady naturalnego doboru i ogłosił je jednocześnie z Darwinem, wykazał na przykładach rozmaite fizyczne właściwości człowieka, które otrzymał on pierwotnie nie wskutek naturalnego doboru, lecz które niezaprzeczenie wskazują na działanie wyższej rządzącej siły.

 

UBIÓR I NARZĘDZIA

Pomiędzy innymi wskazuje on na brak u człowieka wszelkiej ochronnej odzieży. Z pośród wszystkich zwierząt, tylko człowiek nosi odzież. Tkanina z włókien roślinnych służy mu za ubiór, lub też inne zwierzęta pozbawia skóry i robi sobie odzież, okrywając swe nagie ciało, by się ochronić przed ostrym klimatem. Ptaki mają pióra, owce wełnę, inne zwierzęta futra w zadziwiający sposób przystosowane do ich ochrony. Tylko człowiek pozbawiony jest takiej ochrony, chyba, że otrzyma ją dzięki swej inteligencji. Myśląc o tym, zaledwie zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielką wykazuje człowiek inteligencję w swoich usiłowaniach zabezpieczenia sobie ubioru. Nawet w tak prostej sprawie, jak otrzymaniu skóry z innych zwierząt, zmuszony był najpierw wynaleźć narzędzia. Żadne jeszcze zwierzę nie było obdarte ze skóry bez użytku pewnego rodzaju noża.

To daje nam możność w inny jeszcze sposób określić człowieka, jako istotę posługującą się narzędziami. Co do używania narzędzi przez zwierzęta, najbliżej człowieka stoją słonie i małpy. Słoń nauczył się trąbą swą chwytać szczotkę i przedłużając ją w ten sposób może czyścić w innym racie niedostępne części swego ciała. Małpa chcąc otworzyć drzwi nauczyła się używać kija. Lecz żadne zwierzę nie nauczyło się sporządzać narzędzia. Budowa łodzi u plemion na najniższym szczeblu stojących, jest bardzo dobrze obmyślona i doskonale zastosowana do ich potrzeb. Wyciosane z krzemienia narzędzia dowodzą pielęgnowania zamiarów na dalszą metę obliczonych i doskonalenia się w umiejętności rzeźbienia. Przemyślne sposoby, za pomocą, których dzikie narody rozniecają ogień przez tarcie, byłoby pochwałą dla człowieka cywilizowanego, podczas gdy użycie łuku, procy i żagli dowodzi w najwyższym stopniu zdolności wynalazczych, z którymi pod żadnym względem nie mogą się równać zwierzęta.

 

ZDOLNOŚĆ DO MUZYKI

W dalszym ciągu Wallace przytacza, że głos ludzki przechodzi wszystko, cokolwiek może być wytworzone doborem naturalnym. Małpy wcale nie posiadają w sobie poczucia do muzyki, ani zdolności w swych organach głosowych, gdy tymczasem najniższej rasy człowiek posiada i jedno i drugie. "Śpiewy ludowe" są wielkim źródłem dla pierwszorzędnych kompozytorów muzyki, dokąd się udają po temat dla swych kompozycji. Teodor F.Seward, komentując śpiewy murzyńskie śpiewane na plantacjach, które on przepisał, mówi, że w ich harmonii wykonania wszystkie się stosują do przepisów naukowych kompozycji muzycznej. Jakiekolwiek większe korzyści z muzycznych zdolności mógłby mieć człowiek zupełnie rozwinięty, nie pojmujemy czy byłoby, jaką korzyścią dla zwierzęcia w niskim jego stanie rozwoju, w jakim znajduje się małpa, posiadanie tych zdolności. Głos muzyki, który interesuje małpę, ma bardzo słabe podobieństwo do tego zainteresowania, jakie ma człowiek.

Objętość mózgu ludzkiego jest zupełnie nieproporcjonalną dla umysłowych potrzeb najbardziej inteligentnego zwierzęcia, a niższego od człowieka, bez ludzkiej inteligencji, i mózg taki byłby mu raczej ciężarem niż pomocą. Jedno i drugie, przeto musiało powstać jednocześnie, aby mogło być korzyścią, którą naturalny dobór mógł uchwycić, utrzymać, zachować i rozwinąć ...

Trudno dopatrzyć się, jaką korzyść mogłaby mieć małpa ze zmiany palca u jej tylnych nóg, który nie byłby używany do obejmowania przedmiotów, lecz jedynie do chodzenia w postawie prostej. Nie można także dopatrzyć się korzyści jakąby mogła mieć małpa, gdyby jej przednie nogi zostały skrócone i zamienione na ręce ludzkie. Albo, co za korzyść mogłaby mieć małpa z rozwinięcia kości biodrowych, lub w karku, któreby jej zupełnie przeszkadzały do chodzenia na czterech nogach i ograniczyły ją do chodzenia jedynie na dwóch i tylko w prostej postawie.

W tych wszystkich względach trudno pojąć jak mógłby się rozwinąć pierwotny człowiek z naturalnego doboru, jeżeli w takim razie musimy przypuszczać, że był to bardzo powolny rozwój, i że te przemiany prowadzące do doskonałości ludzkiej budowy wewnętrznego organizmu rozpoczęły się w stopniu prawie niedostrzegalnym; takie początkowe przemiany nie mogłyby mieć najmniejszej korzyści. Aby mogły stać się użytecznymi, musiałyby być bardzo znaczne, i tak umysłowe jak i fizyczne zmiany musiałyby być w obopólnym stosunku w zgodzie z pewnymi prawami poprzednio już ustanowionej harmonii.

Tajemnica powstania człowieka nawet w najmniejszym stopniu nie została umniejszoną przez hipotezy - domysły - Darwina, ani żadne teorie ewolucyjne. Jest rzeczą dowiedzioną przez wszystkich, że geologicznie człowiek jest najświeższym ze wszystkich gatunków, który został dodanym do zapełnienia ziemi; umysłowo zaś bez porównania przewyższa zwierzęta, i dla tego samego powodu, jeżeli nie dla innego, jest ugrupowany w samym sobie. Tajemnicą jednak jest jak człowiek doszedł do posiadania w tak wysokim stopniu władz umysłowych z tą budową ciała i fizjologiczną konstrukcją, tak ściśle zastosowaną do jego ruchów. Ci, którzy twierdzą, iż człowiek powstał w jakiś nieokreślony sposób z niższego gatunku rozumnych istot, to spotykają się z trudnościami fizjologicznymi dziesięć razy większymi niż ci, którzy przyjmują proste oświadczenie Pisma Świętego, które twierdzi, iż dusza jego powstała przez Boskie tchnienie, i stał się człowiek na wyobrażenie Boże."

WYKŁAD II

NOWE STWORZENIE

NOWE STWORZENIE ODŁĄCZONE I WYRÓŻNIONE OD WSZYSTKICH INNYCH - DLACZEGO WYBRANE Z POMIĘDZY ISTOT LUDZKICH RACZEJ NIŻ Z INNYCH - CEL JEGO WYBORU - OBECNA I PRZYSZŁA JEGO MISJA - JAK SPŁODZONE I ZRODZONE DO NOWEJ NATURY - ŚCISŁE POKREWIEŃSTWO WSZYSTKICH JEGO CZŁONKÓW JEDNYCH Z DRUGIMI, A ICH WODZEM, GŁOWĄ I OBLUBIEŃCEM - ROZWÓJ I PRÓBY CZŁONKÓW- SZÓSTY, CZYLI DUCHOWY ZMYSŁ NOWEGO STWORZENIA DLA ROZEZNANIA RZECZY DUCHOWYCH - POD, JAKIM INNYM IMIENIEM NOWE STWORZENIE POWINNO BYĆ ZNANE, BY MOGŁO BYĆ WIERNE SWEJ GŁOWIE I NIE ODŁĄCZAŁO SIĘ OD ŻADNEGO Z BRACI.

 

O KOŚCIELE WIEKU EWANGELICZNEGO często w Piśmie Świętym jest mowa jako o Nowym Stworzeniu, a jego członkowie, zwycięzcy, właściwie nazwani są "Nowym Stworzeniem" w Chrystusie Jezusie (2 Kor. 5:17). Lecz na nieszczęście stało się zwyczajem tak poświęconych chrześcijan, jak i innych, by czytać natchnione Słowo bez zajęcia i zamiłowania, które nie może uwydatnić prawdziwej ważności i nauki, która mogłaby być jego udziałem, gdyby podjął rozumniejszy sposób badania i był napełniony duchem uczniostwa i pragnieniem wyrozumienia Boskiego objawienia. Trudność dla zwykłego czytelnika w znacznej mierze leży w tym, że on się nie spodziewa, aby był wyuczony i wyćwiczony przez nie, lecz raczej odczytuje go jakby z obowiązku, dla odpoczynku, a gdy żądają informacji odnośnie Planu Bożego, to udają się do komentarzy lub katechizmów. Te podręczniki, jak i żywi nauczyciele powinni być pomocnikami w prowadzeniu Pielgrzymów Syjońskich do lepszego i jaśniejszego wyrozumienia Boskiego Planu i charakteru, lecz na nieszczęście rzecz dzieje się odwrotnie. Często zaciemniają i wprowadzają tylko w zamieszanie, fałszywie przedstawiając Słowo Boże; a ci, co im ufają, są raczej odprowadzani od światła niż prowadzeni do niego.

To złe kierownictwo jednak nie jest rozmyślnym, tak przynajmniej przypuszczamy, bo tak nauczyciele jak i autorowie dają to, co sami mają najlepszego. Główne źródło złego jest gdzie indziej. Blisko 1800 lat temu, gdy Apostołowie "zasnęli", nieprzyjaciel Szatan dostał się do Kościoła, stosownie do tego, jak Pan Jezus w swej proroczej przypowieści przepowiedział, że Szatan posieje na pszenicznej roli Bożej kąkol błędu (Mat. 13:24,36-43). Błędy te mniej lub więcej wykręciły i wywróciły prawie każdą prawdę od Boga objawioną, a skutek okazał się ten, że już na początku czwartego stulecia, pszeniczna rola Boża stała się prawie zarośniętą kąkolem z bardzo małą stosunkowo liczbą prawdziwej pszenicy. Ciemność błędu obejmowała coraz więcej Kościół i przez tysiąc lat "Tajemnica Nieprawości" miała przewagę, a wielka ciemność pokryła narody. Te dziesięć stuleci ludzie inteligentni nazywają Średniowieczem, i powinniśmy pamiętać, że wśród tej wielkiej ciemnoty rozpoczął się Ruch Reformacyjny. Światło Reformatorów poczęło świecić wśród tej ciemności i dzięki Bogu, że od tamtej pory przyświeca coraz jaśniej i jaśniej. Nie możemy się dziwić, że Reformatorzy, będąc wychowani w tak wielkiej ciemnocie, byli sami jeszcze do pewnego stopnia tym przejęci, i że nie od razu udało się im oderwać od każących błędów, i należałoby uważać raczej za cud, gdyby mogli oni uwolnić się od wielkich błędów i dojść do jasnego pojęcia i wyrozumienia Boskiego charakteru i Planu.

Trudność, w jaką popadli zwolennicy Reformatorów w trzech ostatnich stuleciach była ta, że przyjąwszy wierzenia uformowane w zakresie reformacyjnym, a radując się z tego, co otrzymali, nie czynili dalszego postępu, ani starali się o więcej światła. Przeciwnie, tak oni, jak i my, oddając uznanie Reformatorom cieszymy się, iż byli wiernymi, powinniśmy, bowiem pamiętać, że oni nie byli światłami, a jedynie byli jego pomocnikami. W pierwszym rzędzie przeznaczonym od Boga przewodnikiem był Pan nasz Jezus Chrystus, następnie apostołowie, a także ojcowie święci dawnych czasów, którzy będąc natchnieni przez Ducha Świętego mówili i pisali dla naszej nauki. Pan Bóg udzielił Reformatorom pewną dozę prawdziwego światła, aby przez nie mogli rozeznać, choć w części, jak wielką była ciemność, która ich otaczała, i aby mogli uczynić heroiczny wysiłek, by wydostać się z tej ciemności do światłości Bożej, która przyświeca od obliczności Pana naszego Jezusa Chrystusa, który tak przez słowo Swoje, jak i słowo apostołów, sprawuje, aby one były światłami stopom naszym, aby ścieżka sprawiedliwego świeciła coraz więcej, aż do dnia doskonałego. Ktokolwiek, więc chce być naśladowcą Chrystusa i pragnie postępować w światłości, powinien mieć się na baczności (nie gardząc narzędziami ludzkimi, które drukiem lub żywym słowem starają się mu służyć), by przyjmowali od nich taką jedynie pomoc, któraby im pomogła do lepszego wyrozumienia i ocenienia Pisma Świętego. A "jeżeli nie mówią według słowa tego (to, dlatego) iż w nich nie masz światła".

W poprzednich wykładach zauważyliśmy, że nasz Pan Jezus, zanim stał się "Człowiekiem Chrystusem Jezusem" był "początkiem stworzenia Bożego"; zauważyliśmy także, iż przez Niego zostały stworzone inne istoty: cherubiny, serafiny, aniołowie i inne duchowe istoty, o których jednak nam bardzo mało objawiono. Badaliśmy poprzednio ziemskie stworzenie, i przez światło Boskiego objawienia widzieliśmy jak wielkim ma być dopełnienie się planu, gdy przyjdą czasy naprawienia wszystkich rzeczy, o których Bóg mówił przez usta wszystkich proroków, od wieków. Lecz Pismo Święte wskazuje nam na Nowe Stworzenie - o którym teraz mówimy i zastanawiamy się - jako zupełnie różne i odrębne od istoty ludzkiej i anielskiej. Ojciec Niebieski był zadowolony ze wszelkiego Swego dzieła, bo wszystko, co On czyni jest doskonałym, i każde stworzenie samo w sobie jest doskonałe lub stanie się doskonałym, gdy przyjdzie czas wielkiego Jubileuszu, o którym jest mowa na innym miejscu. Zatem stwarzanie różnych istot nie znaczy, aby Stwórca nie był zadowolony z tego, co już stworzył i stwarzał teraz coś lepszego, co mogłoby Go więcej zadowolić, lecz raczej widzimy w tym "rozliczną mądrość Bożą". Rozmaitość, którą widzimy w naturze, np. w kwiatach, trawach, drzewach, jak i między zwierzętami, może posłużyć za ilustrację, to jest, iż każdy gatunek jest w sobie doskonałym. Pan Bóg stwarzając różę, nie znaczy, iż był nie zadowolony z fiołka, lecz rozmaitość formy, koloru, zapachu, daje pojęcie o wielkości i rozciągłości mądrości Bożej, rozmaitość w harmonii, piękności i doskonałości, jaka się objawia w rozmaitości kształtów i kolorach. Podobnie dzieje się w stosunku do inteligentnych stworzeń Bożych, na różnym poziomie istot.

Z tego stanowiska wychodząc, widzimy, że chociaż Pan Bóg stwarza wiele istot, to jednak nie może być między nimi zazdrości, ponieważ każde Stworzenie - istota - jest doskonałą na swoim poziomie, sferze, i będzie zadowoloną ze swego stanu i będzie raczej wolało być w stanie, w którym się znajduje, niż, w jakim innym. Na przykład: ryba zdaje się być raczej zadowoloną, iż jest rybą, niż miałaby być ptakiem, tak podobnie ptak woli być tym, czym jest. Gdy rodzaj ludzki zostanie doprowadzony do doskonałości, to zapewne będzie zupełnie zadowolony ze swego stanu i nie będzie zazdrościł aniołom ich stanu, ani pożądał najwyższej natury, jaką otrzyma Nowe Stworzenie, to jest "naturę Boską" (2 Piotra 1:4). Podobnie i aniołowie nie zazdroszczą stanu lub natury cherubinom, serafinom, lub ludziom - a tym mniej Boskiej natury. Ostatecznie wszyscy przyjdą do wyrozumienia, że Boska natura jest najwyższą ze wszystkich w jakości i warunkach, i ze swym rodzajem i stanem przechodzi wszystkie inne. Urządzenia Boskie każdego stopnia życia istot będą w takiej harmonii, że każda będzie zadowolona ze swych warunków, ze swego otoczenia i stanu.

Pan Bóg, zamierzając stworzyć Nowe Stworzenie - uczestników Swojej natury (2 Piotra 1:4) "chwały, czci i nieśmiertelności" (Rzym. 2:7), postanowił, że żadne stworzenie nie będzie wyniesione na tak wysokie stanowisko, aby potem miało otrzymać próbę; lecz przeciwnie, ktokolwiek będzie miał stanowić i być z liczby członków Nowego Stworzenia, będzie pierwej wystawiony na próbę, musi udowodnić absolutną wierność swojemu Stwórcy i zasadom Jego sprawiedliwego rządu, zanim będzie mógł być wywyższonym do tak wysokiego stanu - Nowego Stworzenia, Boskiej natury. Widzieliśmy już, jak Pan Bóg postanowił człowieka wystawić na próbę, to jest doświadczyć go, czy okaże się godnym żywota wiecznego i tej doskonałości, w której był stworzonym, przewidział jednak jego upadek, jego odkupienie i przywrócenie do doskonałości tych, co okażą się tego godnymi. Widzieliśmy także, iż aniołowie byli stworzeni doskonałymi i świętymi w swej naturze, i że następnie byli próbowani i doświadczani, lecz jest widoczne, że podobnego sposobu Pan Bóg nie użyje względem Nowego Stworzenia, to jest, by najpierw miał je uczynić doskonałymi, a następnie poddał próbie i doświadczeniom. Dlaczego? Dlatego, że najważniejszym elementem Boskiej natury jest nieśmiertelność, a jeżeli zrozumiemy znaczenie tego wyrazu, iż oznacza on stan odporny śmierci, to z łatwością możemy zauważyć, że gdyby Pan Bóg stworzył istoty na poziomie nieśmiertelności, a następnie poddał je próbie, to mogłoby się zdarzyć, że niektóre z nich okazałyby się niegodnymi, przestąpiły zasadę absolutnej wierności ku Bogu, a w takim razie takie istoty okazałyby się nieśmiertelnymi przestępcami, które nie mogłyby być stracone ani zniszczone, i istniałyby przez wieczność całą jako przestępcy i grzesznicy. Taki stan sprowadziłby wiele zamieszania w doskonałym stworzeniu wszechświata, dlatego Pan Bóg postanowił, aby Jego wszechświat został z obecnego złego oczyszczony. Możemy, więc ocenić głęboką mądrość planu, którego Bóg przedsięwziął, odnośnie tej najbardziej uprzywilejowanej klasy ze wszystkich Stworzeń Bożych - to jest, iż postanowił najpierw je wypróbować i przeprowadzić przez ciężkie doświadczenie w czasie, gdy jeszcze są śmiertelnymi, członkami innego stworzenia, natury podległej śmierci.

Gdybyśmy wyobrazili sobie w umyśle, iż jesteśmy zażyłymi przyjaciółmi wielkiego Stwórcy i pojęli filozofię Boskiego zamiaru odnośnie Nowego Stworzenia, to moglibyśmy zauważyć jak On w przybliżeniu zastanawiał się nad Nowym Stworzeniem i jakby do Siebie mówił:, "Której klasie z synów Bożych mam nadać ten przywilej, aby ją przemienić do najwyższego rzędu Moich stworzeń? Każde z nich już jest uczynione na Moje podobieństwo, jest człowiek, aniołowie, cherubiny, serafiny i archanioł; wszystkie będą wielce zadowolone ze swego stanu doskonałego, gdy Mój plan dojdzie do uzupełnienia, a wszelkie doświadczenia się skończą - lecz któremu z nich mam ofiarować to jedno z największych błogosławieństw i sposobności dojścia do "uczestnictwa w Boskiej naturze"?" Naturalnie, iż Pierworodny przyszedł Ojcu na myśl jako ten, który już był najwyższym i najgłówniejszym ze wszystkich istot stworzonych, następnym po Nim; możnym, przez którego stworzył wszystkie rzeczy, który pod każdym względem okazał się wiernym swojemu Ojcu i Stwórcy. Jemu, zatem daną była pierwsza sposobność osiągnięcia Boskiej natury, czci i nieśmiertelności. "Ponieważ się upodobało Ojcu, aby w Nim wszystka zupełność mieszkała" - Kol. 1:18,19. On już przedtem miał pierwszeństwo i wyższość nad innymi, a ponieważ na swoim stanowisku okazał się wiernym, zatem Jemu należało się wywyższenie, do jakiego stopnia upodobało się Ojcu Go wywyższyć. Temu, co ma, będzie dano i obfitować będzie; wierność zawsze będzie nagrodzona, pomimo, iż ten, co jest wierny zmuszony przechodzić różne próby, doświadczenia, ćwiczenia, niekiedy nawet bardzo ciężkie. Nasz Pan, chociaż był najwierniejszym, najbardziej oddanym, to jednak nie mógł otrzymać wywyższenia do Boskiej natury, aż najpierw Jego wiara i wierność były wystawione na najsroższe próby i doświadczenia.

Zamierzony plan przyprowadzenia do egzystencji Nowego Stworzenia i postanowienie, aby Jednorodzony stał się Głową tegoż Nowego Stworzenia, i był poddany próbom, ćwiczeniom, poniżeniu i innym potrzebnym doświadczeniom, któreby udowodniły, iż okazał się godnym - był już postanowione, zanim człowiek został stworzony. Pan Bóg przewidział, że człowiek upadnie, że zostanie osądzony na śmierć; i postanowił, iż próba dla Jednorodzonego będzie tego rodzaju, czy On z własnej woli zechce stać się Odkupicielem rodzaju ludzkiego, i czy podejmie się tak wielkiej ofiary, przez którą dowiódłby wiary i wierności ku Ojcu. Tym sposobem On się stał "Barankiem zabitym przed założeniem świata". Z tego punktu zapatrywania widzimy, iż Ojciec Niebieski jest dalekim od tego, by zmuszał Syna Swego, by się stał Zbawicielem ludzkości, albo miał się okazać względem Niego niesprawiedliwym, lecz, że to miało znaczyć przygotowywanie Go do wielkiego wywyższenia ponad aniołów, księstwa i moce, i wszelkie imię, jakie jest mianowane, do uczestnictwa w Jego własnej naturze i udziału Jego własnego tronu - Żyd. 1:4; Efez. 1:21.

Z tego punktu zapatrywania nie możemy się dziwić, co apostoł Paweł mówi (Żyd. 12:2), iż nasz Pan dla wystawionej przed Nim radości, stał się naszym Odkupicielem. Wielka radość naszego Pana nie polegała jedynie na tym, by posiąść najwyższe stanowiska w Nowym Stworzeniu i być wyniesionym ponad wszystkie inne stworzenia, lecz możemy słusznie przypuszczać, że to było tylko częścią tegoż. W modlitwie naszego Zbawiciela, gdy się modlił do Ojca w chwili ciężkich doświadczeń, przez które przechodził, widzimy jak z właściwą sobie skromnością i pokorą nie wspominał o wielkiej godności, chwale i nieśmiertelności, którą Mu Ojciec obiecał i której się spodziewał, lecz w prostocie i pokorze prosił jedynie Ojca, by Go przywrócił do pierwotnego stanu, w którym się pierwotnie znajdował i jakoby uważał to stanowisko za dostateczne, to jest, aby nadal mógł być narzędziem Bożym w przeprowadzaniu planu Bożego, jak już to czynił poprzednio przy stwarzaniu wszystkich rzeczy, które zostały uczynione (Jan 1:3). Oto Jego proste słowa: "Ojcze, uwielbij mnie u Siebie Samego tą chwałą, którom miał u Ciebie, pierwej niżeli świat był" (Jan 17:5). Lecz odpowiedź Ojcowska była pełna znaczenia, gdy rzekł: "Uwielbiłem i jeszcze uwielbię" - Jan 12:28.

Pan Bóg w Sobie Samym postanowił, iż Nowe Stworzenie nie miało stanowić Jednostki (Jezusa), lecz, że On miał mieć "braci" - Żyd. 2:17. Kto miał stanowić tych braci? Z której klasy istot mieli być wybranymi? Czy z cherubinów? Czy z serafinów? Czy z aniołów? Czy z ludzi? Z którejkolwiek klasy mieli być wybrani, to jednak musieli przechodzić przez te same próby i doświadczenia, jakie były wymagane od Jednorodzonego, z tej przyczyny, że mają dzielić Jego chwałę, cześć i nieśmiertelność. Najpierwsza próba, której był poddany, to posłuszeństwo "aż do śmierci" (Filip. 2:8), a przeto i wszyscy, którzy mają się stać Nowym Stworzeniem uczestnikami Boskiej natury, muszą mieć udział w Jego cierpieniach i próbach, i muszą dowieść swej wierności aż do śmierci. Jeżeliby było ofiarowane członkom z klasy istot duchowych, to okazałby się inny program Boży aniżeli ten, jaki widzimy, iż się rozwija i wypełnia. Widzieliśmy, że aniołowie otrzymali swoje doświadczenia i znajomość przez obserwacje raczej, niż zetknięcie się z grzechem i śmiercią. Przypuszczając, że między aniołami panowałby taki stan, że niektórzyby umierali, to znaczyłoby, iż dopuścili się grzechu, prześladowania jeden drugiego itp., w tym celu, aby sprowadzić tak stan śmierci, lub żeby niektórzy z aniołów postąpiliby jak to uczynił nasz Pan, który opuścił wyższą naturę, stał się człowiekiem, "aby z łaski Bożej za wszystkich śmierci skosztował". Bóg nie postanowił takiego planu, lecz odkąd On zamierzył i dopuścił grzech i karę za grzech, śmierć, w rodzaju ludzkim, zamierzył wybrać resztę Nowego Stworzenia z pomiędzy ludzi. Nie tylko doświadczenia i próby Jednorodzonego miały być połączone z człowieczeństwem, grzechem i śmiercią, ale wszyscy, którzy mają być uczestnikami z Nim w Nowym Stworzeniu, muszą mieć podobną sposobność w doświadczeniach i próbach. Tym sposobem Jednorodzony, nazwany Jezusem, a następnie Chrystusem - Pomazańcem - stał się wzorem dla innych członków Nowego Stworzenia, od których będzie wymagane, by byli podobnymi w charakterze i "byli przypodobani obrazowi Syna Jego". - Rzym. 8:29. Możemy tutaj, jak i wszędzie, zauważyć mądrość w różnych zarysach planu Bożego. Działalność grzechu i śmierci dla pewnej części inteligentnych istot Bożych miała być dostateczną; miała ona udowodnić i stać się nie tylko wielką nauką i próbą dla ludzi, i poglądową nauką dla aniołów, lecz także ciężką próbą dla tych, którzy okażą się godnymi uczestnictwa w Nowym Stworzeniu.

Ponieważ Nowy Testament, czyli nauka Jezusa i Jego Apostołów, odnosi się do "Nowego Stworzenia", czyli tych, co zamierzają postępować wiarą i w posłuszeństwie niezbędnym, niektórzy przypuszczają, że Boskie zamiary są te same odnośnie całego rodzaju ludzkiego, jak i do Nowego Stworzenia, lecz takie pojęcie jest przeciwne Pismu Świętemu. Tacy, co tak twierdzą, nie dopatrują się, że powołanie wieku Ewangelii jest nazwane "Bożym powołaniem", "niebieskim powołaniem" (Filip. 3:14; Żyd. 3:1). Nie mogą rozeznać ani odróżnić, że Bóg miał i dotąd posiada plan zbawienia dla całego świata, i do pewnego stopnia odmienny plan szczególnego zbawienia dla Kościoła wieku Ewangelicznego. Brak wyrozumienia tych rzeczy stał się przyczyną zamieszania między piszącymi komentarze, którzy nie mogą rozpoznać różnicy między klasą wybraną i błogosławieństwami dla niej przeznaczonych, a między klasą o wiele większą nie wybranych i błogosławieństwami, które w czasie właściwym spłyną na tę klasę przez wybranych. Przypuszczają, że plan Boży się skończy z dopełnieniem wybranych, zamiast pojmować, że plan Boży odnośnie zbawienia rodu ludzkiego, to jest przyprowadzenie go do doskonałości, dopiero wtedy rozpocznie się dla tych, co zgodzą się i przyjmą warunki Królestwa.

Ta niepewność myśli i brak znajomości różnicy między dwoma zbawieniami, to jest zbawieniem Kościoła, czyli otrzymaniem duchowej, Boskiej natury i restytucją dla świata, czyli dojściem do doskonałej ludzkiej natury - sprowadziło wiele zamieszania umysłów i nieporozumień między nauczycielami Pisma Świętego, które uczy o tych dwóch zbawieniach, na które ci nauczyciele zapatrują się raz z tego punktu widzenia, drugi raz z innego. Niektórzy myślą i mówią o wybranych jakoby byli istotami duchowymi, a jednocześnie wyobrażają sobie, że te same istoty duchowe, chwalebne i nieśmiertelne, są istotami ludzkimi mającymi ciało, krew i kości, i znajdują się w warunkach przystępnych tylko dla istot duchowych. Inni zaś przyjmują restytucję jako główny punkt i wyobrażają sobie przywróconą ziemię jako Raj, w którym Chrystus ze świętymi będzie mieszkał w ciałach duchowych, nie biorąc wcale pod uwagę wyrazu "duchowy"; bo inaczej wiedzieliby, że duchowe ciało posiada właściwe sobie warunki i otoczenie; gdyby zaś było otoczone warunkami ziemskimi, to stanowiłoby to dla niego wielki ciężar, podobnie jak rzecz się ma z ludzkim ziemskim ciałem, dla którego tylko ziemskie warunki, stan i otoczenie są przyjaznymi; inaczej nie byłoby to właściwym dla ludzkiej natury i nie leżało w Boskim zamiarze.

Piękność i symetrię Boskiego planu jedynie można poznać przez uznanie Nowego Stworzenia, to jest, iż członkowie tegoż są powołani od Boga, ażeby byli odłączonymi i różnymi od ludzkiej natury, i że to powołanie jest "niebieskim powołaniem", a oprócz tego mają się starać, aby swe powołanie i wybór uczynili pewnym; łącznie z tym mają podwójną pracę odnośnie rodzaju ludzkiego, z, pośród którego są wybierani, a mianowicie: (1). Mają być narzędziami Bożymi w zebraniu klasy wybranych, mają głosić poselstwo światu, a jako członkowie namaszczonego kapłaństwa mają cierpieć ze strony świata z powodu swojej wierności, a świata ślepoty. (2). Mają oni razem ze swoim Panem i Wodzem stanowić duchowe Królewskie Kapłaństwo, w którego ręce będą powierzone sprawy świata, aby podnieść i nauczyć każdego członka upadłego rodu ludzkiego. Będąc pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, mają ustanowić królestwo sprawiedliwości, stosownie do Boskiego zamiaru, aby ludzie mogli się nauczyć jak dojść do doskonałości.

Z łatwością możemy zauważyć, że żaden inny rodzaj istot nie mógłby się nadawać lepiej dla takiej sprawy, jak sprowadzenie błogosławieństwa dla świata. Będąc pierwotnie jak inni "dziećmi gniewu", zaznajomieni ze słabościami, niedoskonałościami, pokusami i próbami, na które ludzkość została wystawiona z powodu grzechu i słabości z niego wynikających, zatem te doświadczenia przygotowały ich, by mogli być władcami umiarkowanymi, i kapłanami miłosiernymi, ponieważ doskonałość Boskiej natury uczyni ich absolutnie sprawiedliwymi i da im możność okazywania miłosierdzia we wszystkich sprawach, które będą mieli do sądzenia w owym sądnym dniu dla świata (zobacz Boski Plan Wieków, rozdział 8 pt. Sądny Dzień).

Chociaż to ważne i wielkie dzieło podnoszenia z upadku, panowania, błogosławienia i sądzenia rodzaju ludzkiego, jako też i upadłych aniołów, zostanie powierzone wyłącznie Nowemu Stworzeniu, bo żadne inne stworzenia nie były przygotowane do tego dzieła (Nowe Stworzenie było specjalnie na to od Boga ćwiczone i przygotowane), to jednak nie znaczy, iż to jest ich jedyna praca i zadanie. Przeciwnie, tysiącletnie panowanie będzie dopiero początkiem chwały, czci i nieśmiertelności tych Nowych Stworzeń. Przy końcu, gdy Królestwo będzie oddane "Bogu i Ojcu" i doprowadzonemu do doskonałości rodzajowi ludzkiemu, który ma być Boskim czynnikiem w panowaniu nad ziemią, Nowe Stworzenie będzie miał jeszcze większą sposobność używania swej władzy, czci i nieśmiertelności, ponieważ jest napisane, że Ojciec Niebieski nie tylko Syna Swego uczynił uczestnikiem Swojej natury, lecz także dopuścił Go do Swojej władzy - tronu - i że Syn usiadł na stolicy Jego (Obj. 3:21). Chociaż w pewnym sensie Chrystus opuścił to stanowisko na czas Tysiąclecia, aby w szczególny sposób zajął się sprawami ziemi, którą kupił, to jednak nie znaczy, aby gdy dokończy dzieła, które Mu powierzył Ojciec, by Jego stanowisko miało być mniej chwalebnym aniżeli to, gdy wstąpił na wysokość, po złożeniu ze siebie ofiary jako kary za grzech.

Nie wiemy jeszcze, jak wielkie dzieło nasz Stwórca ma na względzie do przeprowadzenia w przyszłości przez Swego Jednorodzonego Syna, "którego postanowił dziedzicem wszystkich rzeczy", lecz wiemy z własnych ust naszego Mistrza, że gdy zostaniemy uwielbieni, podobni Mu będziemy i ujrzymy Go jako jest, "a tak zawsze z Panem będziemy". Zatem cokolwiek Jednorodzony Syn Boży, jako dziedzic wszystkich rzeczy czynić będzie, święci będą z Nim mieli udział tak w pracy, jak i w Jego naturze i chwale. Chociaż Pismo Święte nie mówi nam nic więcej ponad to, jednak nie jest przestępstwem zajrzeć do księgi natury w świetle planu Bożego, używając Słowa Bożego jako teleskopu, aby rozeznać, że różne planety, czyli światy otaczające nas ze wszystkich stron, nie zostały uczynione na próżno, i że w tym lub innym czasie dzieło stwarzania postępować będzie nadal, a gdy ten czas nadejdzie, Chrystus zawsze będzie miał pierwszeństwo i będzie głównym kierownikiem i wykonawcą wszystkich zamiarów Bożych. Nie potrzebujemy przewidywać, aby na innych planetach czy światach miał się powtórzyć grzech, doświadczenie, jakie miało miejsce na ziemi; lecz przeciwnie, możemy być pewni, że raz objawiona okropność grzechu i jego wyniku, będzie stanowiło nieustającą naukę dla wszystkich istot, nawet dla tych, które mają być stworzone na podobieństwo Boże na innych światach, które otrzymają naukę raczej przez obserwację i instrukcję, niż przez doświadczenie.

Szatan ze wszystkimi swymi wysłannikami, wszelkie zło i wszelki zły wpływ zostanie zniszczony; zaś uwielbiony Kościół mając doświadczenie, nauczać będzie doskonałe istoty innych światów. Tacy nauczyciele będą mogli przestawić szczegóły o wielkim buncie szatana, wielkiego zwodziciela rodzaju ludzkiego, jak go przywiódł do upadku przez grzech, sprowadził nędzę i śmierć, i o wielkim odkupieniu z tejże śmierci, jak również o wielkiej nagrodzie Odkupiciela i Jego współdziedziców, a także o wielkiej sposobności powrócenia do doskonałości, i że to wszystko było zamierzone, aby się stało przykładem dla wszystkiego Stworzenia Bożego po wszystkie czasy. Tego rodzaju nauka powinna być dość silną do powstrzymania od grzechu i dostateczną do rozwinięcia charakteru odpowiednio do Boskiego prawa miłości.

Dzieło "Nowego Stworzenia" w obecnym czasie , jak to już było wykazane (Cienie Przybytku), jest podwójne. Spłodzenie ich z Ducha Świętego czyni ich kapłanami, lecz jedynie ich umysł jest spładzany; ich ciała są ziemskie i dlatego apostoł mówi: "Skarb ten (nową naturę) mamy w naczyniu glinianym, aby dostojność tej mocy była z Boga, a nie z nas" (2 Kor. 4:7). Nowo spłodzony umysł, albo wola, jest wszystkim, co reprezentuje nową naturę, i tak będzie aż do Pierwszego Zmartwychwstania. Gdy jednak nowa wola rozwinie się w charakter, wtedy ten charakter wytworzony przez nowy zmysł z nowej woli otrzyma odpowiednie dla siebie ciało, to jest niebieskie, duchowe ciało, doskonałe, zupełne i w absolutnej harmonii z Bożą wolą. W międzyczasie moc Boża, Duch Święty oddziaływujący na nasz umysł przeistacza nas na "Nowe Stworzenie" i na kapłanów, prowadzi w kierunku ofiary naszych ludzkich korzyści, ambicji itp., słowem wszystkiego, co nie zgadza się, w jakim bądź stopniu z warunkami przeznaczonymi od Boga dla "Nowego Stworzenia". W taki sposób zwycięstwo "Nowego Stworzenia" jest osiągnięte przez ofiarowanie ludzkiej natury, a to zwycięstwo przynosi chwałę Bogu, zaś Jego moc "sprawuje w nas chcenie", przez Jego obietnice. Lecz Bóg nie byłby uwielbiony, gdyby nasze ziemskie korzyści nie zostały według Jego wymagań ofiarowane. Jak w teraźniejszym życiu Nowe Stworzenie wytwarza się przez wiarę, ofiarowanie i poświęcenie, które było wyrażone w Izraelu przez kapłaństwo Aarona i ich ofiary, tak w przyszłości Nowe Stworzenie - jak objaśnia apostoł - będzie kapłaństwem według reprezentowanego porządku Melchizedeka.

Melchizedek nie był kapłanem sprawującym ofiary, przyodziany w szatę płócienną; lecz był kapłanem, który jednocześnie był i królem - królem na tronie. Jego stanowisko było wyższym niż Aarona; Aaron był synem Abrahama, a Abraham bez względu jak wielkim on był, to jednak oddał dziesięcinę Melchizedekowi i otrzymał od niego błogosławieństwo, co miało znaczyć - jak apostoł objaśnia - że sprawujące ofiarę kapłaństwo jest niższego rzędu od tego, co posiada królewską chwałę. Zatem Nowe Stworzenie w chwalebnym dziele Królestwa podczas Tysiąclecia (Chrystus jako Głowa, a święci jako członkowie Jego ciała) są reprezentowani przez Melchizedeka. Gdy ci zostaną wybrani, wtedy skończy się dzieło ofiarowania, a rozpocznie się panowanie, błogosławienie i pomaganie. Wtedy wypełni się Boska obietnica, iż "wszystkie rodzaje ziemi będą błogosławione" przez ten czynnik Boży, przez który każdy, co zechce, będzie mógł przyjść do zupełnej harmonii ze swoim Stwórcą i Jego prawami - 1 Moj. 22:18; Gal. 3:16,29.

Różne figury, które wyobrażają zażyłą społeczność między Jednorodzonym u Boga, tj. Zbawicielem, a Kościołem powołanym i przygotowującym się, by być Nowym Stworzeniem uczestniczącym z Nim w Boskiej naturze, wykazują uderzające zbliżenie, zażyłość i jedność, jaka istnieje między nimi. Pan Bóg wie, że Jego ludzkie pokornego ducha stworzenie, zachwiałoby się w wierze na myśl o tak wielkiej miłości i zainteresowaniu ze strony Stwórcy, aby miał zaprosić je do najwyższego stanu, by ze wszystkich Jego stworzeń ono było następnym po Jego Synie i następnym po Nim Samym. Znajdujemy, że sprawa ta jest często powtarzana pod różnymi figurami, aby zadowolić każde nasze pytanie, wątpliwość lub bojaźń odnośnie prawdziwości tego "wysokiego powołania". Możemy odświeżyć sobie w pamięci niektóre z tych podobieństw, w których nasz Pan jest przedstawiony jako "wierzchni kamień" piramidy, a członkowie Kościoła przedstawieni jako żywe kamienie przystosowane do Niego i dopasowane zgodnie z Jego charakterem, aby mogli stać się członkami z Nim w wielkiej piramidzie, którą Bóg przygotowuje podczas wieku Ewangelii, przez którą będzie błogosławił świat, i przez wieczność całą Bóg będzie uwielbiony.

Obraz piramidy ma łączność z obrazem świątyni i jesteśmy upewnieni, że świątynia zbudowana przez Salomona, była figurą większej duchowej świątyni, którą buduje Bóg z większym jeszcze staraniem (1 Piotra 2:5). W Piśmie Świętym mamy pokazane, że jak do figuralnej świątyni, każda belka i kamień, który najpierw był obciosywany i obrabiany miał wyznaczone miejsce swego przeznaczenia, tak podobnie rzecz się ma z Kościołem - Nowym Stworzeniem, gdzie jego członkowie zostaną przygotowani na stanowisko sobie właściwe. Jak figuralna świątynia była zbudowaną bez stuku młota, bez hałasu i zgiełku, tak podobnie i Kościół pod nadzorem Boskiego Architekta zostanie - zrodzony z umarłych - jako Nowe Stworzenie, przy końcu wieku ewangelicznego, podobnie jak Chrystus, Głowa tego Kościoła, tj. świątyni był, "pierworodnym z umarłych" przy Swoim zmartwychwstaniu na początku wieku (1 Król. 6:7).

Inne w tym względzie podobieństwo mamy pokazane przez Apostoła Pawła, gdzie Kościół jest przyrównany do ciała ludzkiego i jego członków, mających ścisłą łączność ze swym Panem, który jest Głową Kościoła, jako swego ciała (Rzym. 12:4,5; 1 Kor. 12:12). Jak głowa kontroluje ciałem, myśli, za nie planuje, kieruje nim i dogląda jego spraw, lub używa jednego członka by pomagał drugiemu, tak podobnie czyni i Pan w swym Kościele: zarządza nim, ustanawia różne członki na różne stanowiska według Swego upodobania, tak dalece, aby zawiadywać dobrem tych, którzy się starają "swoje powołanie i wybór uczynić pewnym", i mają Jego zapewnienie, że tak długo, dopóki znajdują się we właściwym stanie umysłu i serca, pokornymi i wiernymi, "wszystkie rzeczy będą im pomagały ku dobremu", ponieważ "miłują Boga, i według postanowienia Bożego powołani są".

Inny jeszcze obraz łączności Chrystusa z Kościołem jest pokazany jako stosunek wodza do jego żołnierzy, albo stosunek pasterza do swych owiec. Wszystkie te figury, chociaż przedstawiają nam piękne myśli i dają pojęcie o stosunku Głowy Nowego Stworzenia do Kościoła - braci - to jednak żadna z nich nie daje tak zupełnego pojęcia o zainteresowaniu Mistrza i Jego miłości dla Kościoła - jak figura Oblubieńca i Oblubienicy. Uczucie Jego Kościoła jest proroczo wyrażone, iż On jest "najzacniejszy nad innych dziesięć tysięcy". Apostoł Paweł pisząc do Kościoła, używa tej figury, mówiąc: "Abym was stawił czystą panną jednemu mężowi Chrystusowi" (2 Kor. 11:2). Podobieństwo to odnosi się do zaślubin według zwyczaju żydowskiego, które się wielce różni od zwyczaju obecnie praktykowanego w "Chrześcijaństwie". Dzisiejsze zaręczyny mogą być każdej chwili zerwane, jeżeli która strona zauważy, iż ten związek nie byłby rozsądnym lub pożytecznym; lecz zaręczyny u Żydów były zamierzone od Boga, by służyły za obraz przedstawiający łączność między Chrystusem, jako Oblubieńcem, a Kościołem, jako Oblubienicą. Według zwyczaju praktykowanego u Żydów, zaręczyny były rzeczywistym związkiem małżeńskim; była zawierana umowa, zwykle piśmienna, w której przedstawiciele tak pana młodego, jak i panny młodej, wspólnie umawiali się odnośnie posagu itp. Taka umowa była prawnie obowiązująca, chociaż właściwy obrządek ślubu i wesela był odkładany prawie na rok czasu później. Podobną jest umowa między Chrystusem Panem, niebieskim Oblubieńcem, a tymi, którzy zostali przyjęci od Niego. Tak z Jego strony, jak z naszej, umowa nie może być lekceważoną, lecz musi być stanowczym połączeniem się serc miłością i poświęceniem; złamanie tej umowy - naszego przymierza - byłoby rzeczą niebezpieczną. Co się tyczy Oblubieńca, apostoł zapewnia nas, mówiąc: "Wierny jest Ten, który was powołał, który też to uczyni" (1 Tes. 5:24). Zatem cała ważność sprawy polega na nas.

Przy końcu tego wieku nasz Pan obiecał przyjść jako Oblubieniec, by przyjąć Swoją Oblubienicę, lecz On przyjmie tylko "mądre panny". Ci, którzy uczynili przymierze, a żyli niedbale, okazali się niegodnymi przyjęcia i nie będą uznani za godnych wejścia na wesele, bo drzwi błogosławieństw i przywilejów, któreby mogli osiągnąć zostaną zamknięte, jak to jest pokazane w przypowieści (Mat. 25:1-12). A chociaż ich brak gorliwości i wierności sprowadzi na nich wielki ucisk i utracą udział w Królestwie i Boską naturę, to jednak możemy się cieszyć, iż z tego powodu nie zostaną posłani na wieczne męki. Dzięki Bogu, że światło Jego słowa przyświeca dziś jasno! Zapewnienie naszego powołania i wyboru ma znaczyć wielkie i wieczne bogactwo łaski dla tych, co je osiągną; zaś utrata tych błogosławieństw, już sama w sobie będzie nie małą karą, za niedbałe wykonywanie obowiązków odnośnie zawartego przymierza i pokalanie się duchem tego świata.

Chociaż po największej części członkowie "Nowego Stworzenia w Chrystusie Jezusie" są wybierani raczej z niskiego stanu, niż z wyższej klasy społeczeństwa, i chociaż z tego powodu świat nas nie zna, jak i Jego nie znał, to jednak Pismo Święte nas zapewnia, że Pan Bóg, który patrzy na serce a nie na powierzchowność, ocenia wielce wiernych tej klasy, która teraz jest poszukiwaną i rozwijaną na Nowe Stworzenie. Ono nie tylko mówi nam jak Pan Bóg zajmuje się ich sprawami i powoduje, by wszystkie rzeczy wychodziły na ich dobro, lecz tłumaczy jak ta opieka daleko sięga - że aniołowie bywają posłani na usługi dla tych, którzy zbawienie odziedziczyć mają; "Zatacza obóz Anioł Pański około tych, którzy się Go boją i wyrywa ich", a także powiedziane jest, że ci aniołowie strzegący to maluczkie stadko, "patrzą na Oblicze Boże", mają przystęp do Boga, co miałoby znaczyć, że bez woli ojcowskiej ani włos na głowie ich nie może być uszkodzony. W zupełnej zgodzie z tymi zapewnieniami o czułej opiece ojcowskiej, mamy jeszcze powiedziane: "Zna Pan, którzy są Jego" i "Ci mi będą, mówi Pan Zastępów, w dzień, który Ja uczynię, własnością" - 2 Tym. 2:19; Mal. 3:17.

Względem powołania do nowości żywota - by się stać Nowym Stworzeniem - Pan Jezus mówił, iż "jeśli się ktoś nie narodzi znowu, nie może widzieć Królestwa Bożego". Tutaj użyta jest ilustracja narodzenia ludzkiej istoty, aby dać pojęcie o narodzeniu Nowego Stworzenia. Narodzenie poprzedzone jest spłodzeniem, następnie jest ożywienie, a ostatecznie narodzenie. Podobnie w przygotowaniu Nowego Stworzenia:

1) Musimy być spłodzeni przez Słowo i Ducha Bożego; 2) Ożywieni, pobudzeni przez otrzymanego ducha prawdy; 3) Jeżeli proces rozwijania postępuje, jeżeli Słowo Boże przebywa w nas obficie i powoduje, iż nie jesteśmy znalezieni próżnymi (bezczynnymi) lub bezpożytecznymi, to z czasem dojdziemy i do narodzenia, by otrzymać udział w Pierwszym Zmartwychwstaniu, jako członkowie ciała Chrystusowego. Odnośnie zmartwychwstania i zupełnej przemiany z istoty ziemskiej na duchową istotę Boskiej natury, pomówimy więcej na innym miejscu, lecz tutaj zaznaczymy szczególnie spłodzenie. Słowo Boże wyraźnie pokazuje, iż ci synowie Boży nie są spłodzeni "z krwi, ani z woli ciała, ani z woli męża, ale z Boga" (Jan 1:13). Paweł apostoł pisząc o wybranym Nowym Stworzeniu - i ich Głowie Chrystusie Jezusie i o zaszczytnym stanowisku, do którego zostali powołani, powiada: "Nikt sobie tej czci nie bierze, tylko ten, który bywa powołany od Boga" - Żyd. 5:4.

Pismo Święte jasno wykazuje różnicę między wybranymi, czyli "Nowym Stworzeniem", a rodzajem ludzkim w ogóle. W tym względzie podajemy dwie ilustracje: 1). Apostoł Jan mówiąc o odkupieniu świata przez Chrystusa, tak się wyraża: "On jest ubłaganiem za grzechy nasze; a nie tylko nasze, ale też za grzechy wszystkiego świata" (1 Jana 2:2). 2). Paweł apostoł zaś wykazuje różnicę prób i doświadczeń w teraźniejszym życiu, przez które przechodzi Kościół, a tymi, które doświadcza świat, jak również wykazuje różnicę między nadzieją Kościoła, a nadzieją świata, mówiąc: "My, którzy mamy pierwiastki Ducha i my sami w sobie wzdychamy, oczekując przysposobienia synowskiego, odkupienia (wyswobodzenia) ciała naszego" - ciała jednego - Kościoła, którego Chrystus jest Głową, którego wyswobodzenie jest obiecane przy Pierwszym Zmartwychwstaniu za wtórej obecności Chrystusa - Rzym. 8:23. My nie wzdychamy na zewnątrz jak świat, ponieważ otrzymaliśmy od Boga zadatek Ducha, który jest lekarstwem na wszelkie próby, doświadczenia i zawody w doczesnym żywocie, a wielkie i kosztowne obietnice są jakby kotwicą duszom naszym. W różnych naszych doświadczeniach i próbach nie smucimy się jak inni, którzy nadziei nie mają. Łącznie z tym apostoł mówi o świecie i jego nadziei, mówiąc: "Wszystko stworzenie wespół wzdycha, i wespół boleje aż dotąd", ono ma bardzo mało czymby się pocieszyć, ulżyć, lub zawiązać swe rany i ulżyć swym boleściom w tym czasie wzdychania, w którym dowiedzą się jak okropnym i strasznym jest grzech, i jak surową jest kara za grzech. Wskazując poza nadzieję świata, apostoł mówi, iż świat "wyczekuje objawienia się synów Bożych" - Rzym. 8:19,22. Ono stworzenie - świat - nie oczekuje, ani się spodziewa być między synami Bożymi, lecz wyczekuje błogosławieństw, które ci synowie Boży sprowadzą, gdy dojdą do chwały i władzy w Królestwie Tysiąclecia, według obietnicy, którą Bóg obiecał, że wszystkie rodzaje ziemi będą błogosławione.

Aby być członkiem Nowego Stworzenia, nie znaczy być członkiem ziemskiej organizacji, czyli należeć do jakiegoś kościoła lub sekty, lecz znaczy być połączonym z Panem, stać się członkiem Jego mistycznego ciała, jak mówi apostoł:, "Jeśli kto jest w Chrystusie, jest Nowym Stworzeniem; stare rzeczy przeminęły, oto się wszystkie nowymi stały" (2 Kor. 5:17). Aby stać się członkiem ciała Chrystusowego, niezbędnym jest, aby się wyzbyć starych, to jest ziemskich rzeczy, którymi są: pycha, nadzieja, ambicja, próżność i głupota, chociaż do pewnego stopnia to sprowadziłoby nam trudności, ponieważ te rzeczy w pewnej mierze są dla ciała przynętą. To, co Pan Bóg uznaje za Nowe Stworzenie, jest nowym umysłem; to jest postęp i rozwój nowego umysłu, o który Pan Bóg dba i obiecał nagrodę.

Aby można być członkiem ciała Chrystusowego i pozostawać w nim, Pismo Święte jasno wykazuje, iż do tego potrzeba coś więcej, aniżeli ofiarowanie się. Ofiarowanie otwiera nam drzwi i daje możność należenia do łączności, jak również popiera nas, zachęca przez Boskie obietnice i stawia nas w położeniu, w którym możemy uprawiać różne owoce Ducha, a ostatecznie byśmy doszli do współdziedzictwa z naszym Panem w niebieskiej chwale. Żeby można utrzymać się na tym stanowisku, to jest trwać w ciele Chrystusowym, wymagane jest przynoszenie owoców Ducha, jako dowód miłości i poświęcenia, o czym Pan Jezus wyraził się w przypowieści o winnym krzewie, mówiąc: "Każdą latorośl, która we mnie owocu nie przynosi (Ojciec) odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby obfitszy owoc przynosiła" (Jan 15:2). Gdyśmy zostali przyjęci od Boga jako Nowe Stworzenia w Chrystusie Jezusie kilka lat temu, to należy się spodziewać mniej lub więcej wzrostu i pomnażania się w łasce, umiejętności i w owocach Ducha Świętego; inaczej utracilibyśmy naszą z Nim łączność, a kto inny zająłby nasze miejsce między wybranymi, zaś koronę dla nas odłożoną otrzymałby, kto inny, co umie lepiej ocenić przywileje udzielone, więcej gorliwy w ubieganiu się o te rzeczy, które Bóg obiecał tym, którzy Go miłują, a więc gotowi uważać rzeczy ziemskie za gnój i śmiecie, byle tylko pozyskać Chrystusa, zdobyć stanowisko w gronie pomazańców Pańskich. A nie tylko możność przebywania w Chrystusie jest przedstawioną przez przynoszenie owoców Ducha, ale apostoł Piotr mówi: "To czyniąc, nigdy się nie potkniecie" (2 Piotra 1:10,11). To jednak znaczy - jak się wyraża apostoł Piotr - że nowy zmysł, tj. "Nowe Stworzenie", tak się ma stosować do woli Bożej, aby codziennie "zewlekać starego człowieka, z uczynkami jego", ponieważ Nowe Stworzenie jest figuralnie reprezentowane jako nowy człowiek - Chrystus Głowa, a Kościół członkami ciała - który ma się budować i wyrabiać - mówiąc obrazowo - w męża doskonałego w Chrystusie Jezusie, gdzie każdy członek będzie zupełnie rozwiniętym, lecz nie we własnej mocy, w ciele, lecz zupełnym w Nim, który jest Głową, a Jego sprawiedliwość dopełni i nagrodzi nasze nierozmyślne uchybienia, słabości i wady.

Ludzkość rządzi się i sądzi według posiadanych swych pięciu zmysłów: wzroku, słuchu, smaku, powonienia i dotyku, które Nowe Stworzenie może używać dowolnie tak długo, jak nowy zmysł znajduje się w tym "naczyniu glinianym". Lecz dla Nowego Stworzenia te zmysły są nie wystarczającymi, ono potrzebuje innego jeszcze zmysłu do wyróżnienia rzeczy duchowych, które przez ludzki organizm nie mogą być widziane, słyszane, ani pojęte smakiem, powonieniem lub dotykaniem. Ten brak Pan Bóg dopełni przez Ducha Świętego, jak to apostoł tłumaczy:, "Ale cielesny człowiek nie pojmuje tego, co jest Ducha Bożego ... i nie może rozumieć, iż duchownie bywają rozsądzone". "Oko nie widziało, i ucho nie słyszało, i w serce człowiecze nie wstąpiło (przez żaden zmysł, władzę lub pojęcie), co nagotował Bóg tym, którzy Go miłują - lecz nam (Nowemu Stworzeniu) Bóg objawił przez Ducha Swojego; albowiem Duch wszystkiego się bada i głębokości Bożych" - 1 Kor. 2:9,10,14.

Ten duchowy zmysł może być nazwany szóstym zmysłem tych, co zostali spłodzeni do Nowej natury - Nowego Stworzenia - lub mogą być uważani, iż posiadają komplet duchowych zmysłów. Stopniowo ich "oczy wyrozumienia" otwierają się coraz bardziej na rzeczy, które naturalny wzrok dojrzeć nie może; przez słuchanie prawdy wiara się wzmacnia, aż wszystkie obietnice Słowa Bożego stają się pewnymi i pełnymi znaczenia. Z czasem dochodzą do społeczności z Bogiem i z Jego niewidzialną siłą, stopniowo zaczynają kosztować, jak dobrotliwym jest Bóg, poczym zaczynają oceniać poświęcenie i ofiarują modlitwy, które stają się miłą wonnością Panu. Jak możebnym jest ćwiczenie naturalnych zmysłów, tak podobnie i duchowy może być uprawiany; zaś uprawianie go (a przynajmniej w tym względzie usiłowania) byłoby dowodem wzrostu w łasce i naszego rozwoju, jako zaczątku Nowego Stworzenia, mającego się narodzić przy Pierwszym Zmartwychwstaniu, do zupełności Nowego Stworzenia w chwale, czci i nieśmiertelności Boskiej natury.

JAKIE IMIĘ BĘDZIE MIAŁO NOWE STWORZENIE ?

Jest to dziwne pytanie. Gdy zastanawiamy się, że Kościół jest poślubiony Panu jako Oblubienica, to wydaje się dziwnym pytanie:, jakie będzie imię Kościoła? Rozumie się, że żadne imię nie byłoby bardziej odpowiednie, jak imię Oblubieńca, a nasunięcie, jakiego innego imienia, byłoby błędnym pojęciem o stosunku, jaki zachodzi między Chrystusem a Jemu poświęconymi "członkami Jego ciała", "Oblubienicą, Małżonką Baranka". Imiona zaznaczone w Piśmie Świętym zdają się być dostatecznymi, a mianowicie: Ecclesia, to jest Ciało, Kościół Chrystusowy, Kościół Boży (Rzym. 16:16; Dz.Ap. 20:28). Te dwa imiona są jednakowe, ponieważ tak nasz Pan, jak i Ojciec Niebieski, mają jednakowe w nas zainteresowanie. Jak Kościół jest ciałem Chrystusowym, którego On jest Głową, tak cały Kościół, Głowa i Ciało, jest gromadką namaszczoną od Boga, przez którą upodobało się Jemu wykonać wszystkie zarysy dzieła odkupienia, zakreślonego poprzednio w wielkich i kosztownych obietnicach Słowa Bożego. Apostoł potwierdza to imię, nazywając wiernych: "Kościołem Boga żywego", jakoby stawiał w przeciwieństwie ten Kościół, ciało lub lud, którego Głową jest Chrystus, do innych ciał, czyli systemów religijnych, nie uznających właściwie prawdziwego Boga, ani uznanych przez prawdziwego Boga jako Ecclesia, czyli Kościół.

Skłonność przybierania innego imienia, aniżeli tego, które Pan postanowił i apostołowie opowiadali, daje się zauważyć od samego początku. Dziś niektórzy mówią: "Ja jestem zwolennikiem Kalwina" itd., a jednak wszyscy twierdzą, że są Chrystusowymi. Podobna słabość objawiła się w pierwotnym Kościele, o czym apostoł Paweł pisze do Koryntian (1 Kor. 3:4-6). Duch sekciarski objawił się między wierzącymi w Koryncie. Nie będąc zadowoleni z imienia Chrystusowego i Bożego, starali się jeszcze coś dotychże dodać, nazywając się: chrześcijanami Pawłowymi, Piotrowymi i Apollosowymi. Apostoł z natchnienia Bożego strofował ich za to, iż nie postępują według Ducha Bożego, lecz, że są cielesnymi i duch ten prowadzi do rozerwania jedności zgromadzenia i do naśladowania jednego lub drugiego ze sług Bożych, zamiast Chrystusa. Argument apostoła Pawła może być i dziś zastosowany. Na przykład: "Czy Chrystus jest rozdzielony?", to znaczy: Czy jest wiele ciał Chrystusa? Czy jest wiele Kościołów Chrystusowych, czy też tylko jeden? Jeżeli tylko jeden, dlaczego ma być rozdzielony? "Bo któż jest Paweł? Kto Apollos? Kto Piotr?" Ci byli jedynie sługami Głowy Kościoła, których On używał, by służyli Jego ciału - Ecclesia. Gdyby ci nie byli chętnymi w wykonywaniu powierzonej im pracy, mógłby znaleźć innych, którzyby tę pracę wykonali. Zatem chwała i honor za jakiekolwiek otrzymane błogosławieństwa przez usługę apostołów, należy się przede wszystkim Głowie Kościoła, która przygotowała te rzeczy niezbędne dla Swego ciała. To jednak nie znaczy, abyśmy nie mieli odpowiednio uczcić tych, których Pan uznał i uczcił, lecz pod żadnym pozorem nie mamy ich uważać za Głowy Kościoła - świeczników - lub dzielić Kościół na sekcje lub partie naśladowców różnych ludzi. Że apostołowie lub inni słudzy Boży byli przez Niego używani, to nie znaczy, iż mieli oni rozdzielić Kościół, lecz zgromadzać członków, łączyć różnych poświęconych i przystosowywać ich ściśle do Głowy, do jednego Pana, przez jedną wiarę i jeden chrzest.

Co powiedziałby Apostoł, gdyby dziś stanął między nami i zobaczył chrześcijaństwo podzielone na różne sekty, denominacje i kościoły? Zapewne powiedziałby, iż to jest dowodem zmysłowości - dowodem posiadania ducha tego świata. To jednak nie znaczy, iż wszyscy mający łączność z tymi systemami są zmysłowymi, nie posiadającymi ducha Bożego. Jednak miałoby znaczyć, że w miarę o ile wyzwoliliśmy się od umysłu cielesnego, jego kierownictwa i wpływu, w takim samym stosunku działać będziemy przeciw wszelkim podziałom Kościoła, które widzimy dookoła nas pod różnymi nazwami. W stosunku jak Duch Święty będzie się w nas pomnażał, to nie będziemy czuli się zadowoleni innym imieniem jak tylko imieniem naszego Pana, aż ostatecznie będąc kierowani Duchem Bożym dojdziemy do miejsca, w którym uznamy tylko jeden Kościół i jednych członków tegoż Kościoła, "Kościoła Pierworodnych, których imiona zapisane są w Niebie", i jedną metodę, przez którą można dostać się do tego Kościoła, to jest chrzest w ciało naszego Mistrza, Jego Ecclesia, i przez chrzest w Jego śmierć, a tym sposobem stajemy się połączeni z Nim i ze wszystkimi członkami, przez tegoż jednego Ducha.

Nie jest naszym zadaniem, by zmienić zapatrywanie całego Chrześcijaństwa na ten przedmiot - byłoby to za wielkie przedsięwzięcie dla jakiejkolwiek istoty ludzkiej. Dla każdego z nas należy być osobiście wiernym Oblubieńcowi, i aby każdy odstąpił od nieprawości i od wszystkiego, co jest złem odnośnie jego wiary, prowadzenia się i obyczajów. Tacy nie będą chcieli innego imienia jak tylko swego Oblubieńca - jedynie imię dane pod niebem ludziom, przez które możemy być zbawieni. Będąc posłusznymi duchowi tej prawdy, zapewne, że odłączymy się od wszelkich sekciarskich instytucji, abyśmy mogli być wolnymi w Panu. To jednak nie ma znaczyć, abyśmy pogardzali tymi, którzy mają Ducha Bożego, lecz jeszcze należą do tych systemów. Przeciwnie, powinniśmy uznać, że słowa naszego Pana: "Wynijdźcie z niego ludu Mój! Abyście nie byli uczestnikami grzechów jego, a iż byście nie wzięli z plag jego", znaczą, iż niektórzy z Jego ludu znajdują się w Babilonie i dlatego znajdują się w błędnym pojęciu odnośnie sekciarskich instytucji i ich nazw. Do nas, więc należy abyśmy świecili zostawiając wynik Panu.

Jesteśmy przeciwni, nie tylko by ktoś przyjmował imienia właściwego ludziom, lecz jesteśmy przeciwni w przyjmowaniu imienia, które jest lub mogłoby się stać imieniem sekty albo oddzielnej partii, a tym sposobem stać się przyczyną rozdzielenia jednej części ludu Bożego od drugiej. Unikajmy szczególnych wyrażeń w tym względzie, takich jak: "Kościół Chrześcijański" lub "Kościół Boży", ponieważ te nazwy są użyte dla oznaczenia pewnego zgromadzenia, posiadającego szczególny sposób wierzenia między ludem Bożym, w każdym razie wolelibyśmy raczej używać imion, jakie się znajdują w Piśmie Świętym, np. Uczniowie, Kościół Boży, Kościół Chrystusowy, Kościół Boga Żywego, Kościół w Koryncie, itp., niż jakich innych. Nie możemy uniknąć, aby nas, kto źle nie zrozumiał w tym względzie, ani też nie obrazimy się jeśliby ktoś nadał nam jakąś nazwę według zwyczaju praktykowanego między Chrześcijanami. Na przykład, mogą nazwać nas, "Restytucjonistami", "Ruselistami" itp. Jednak nie uznajemy żadnej z tych nazw i nie chcemy ich stosować do siebie. Duch pokory, cierpliwości, pokoju i miłości wskazuje, aby się nie obrażać, gdy nas w różny sposób przezywają, lecz raczej uwzględnić to, przypuszczając, że pobudka nie była zła, przynajmniej nie w złej myśli; w takich razach powinniśmy odpowiadać ze spokojem, a nie ze złością, dając do zrozumienia, że my tak pojmujemy tę rzecz jak mówimy, i że raczej wolimy nie nosić żadnej nazwy, któraby oznaczała sektę, lecz wolimy pozostać przy nazwie "Chrześcijanie" w jej szerszym i pełnym znaczeniu, przez które ma się rozumieć, że nie posiadamy innej Głowy, jak Pana naszego Jezusa Chrystusa, i że nie uznajemy innej organizacji, jak tylko tę, którą On założył, to jest Kościół Boga Żywego, Ecclesia, czyli Ciało Chrystusowe, których imiona zapisane są w Niebie.

 

 

MÓJ KRZYŻ

Jezu, krzyż swój na się biorę, chcę iść tylko w ślady Twe;
Naśladować Twą pokorę, z Tobą razem cierpieć chcę.
Dziś się zrzekam dążeń świata i zamiarów ziemskich czczych;
Bo myśl moja w niebo wzlata, czerpiąc Prawdę ze Słów Twych.

Niech mnie świat opuści, wzgardzi, niech mnie szarpią, głupcem zwią;
Kocham Pana coraz bardziej, bo mnie kupił Swoją krwią.
Jezu! Panie miłościwy! Ty głąb serca mego znasz;
Gdy mnie chłoszczesz, jam szczęśliwy; chłostą winy moje zmaż.

Jako Nowe już Stworzenie, w Twojej woli wola ma;
Tylko w Tobie me zbawienie, tylko w Tobie żywot trwa.
Na ołtarzu Twoim składam, wszystko, co najdroższe mam;
Prawdę Twoją rozpowiadam, stojąc u Królestwa bram.

 

WYKŁAD III

POWOŁANIE NOWEGO STWORZENIA

NIKT JAK TYLKO "POWOŁANI" SIĘ KWALIFIKUJĄ - ODKĄD TO "WYSOKIE POWOŁANIE" SIĘ ROZPOCZĘŁO - WEZWANIE DO POKUTY NIE JEST WEZWANIEM DO BOSKIEJ NATURY - POWOŁANIE ŻYDÓW - POWOŁANIE EWANGELICZNE - DLACZEGO NIE WIELU JEST POWOŁANYCH "MĄDRYCH", "MOŻNYCH" LUB "WIELKICH" - WYWYŻSZENIE POLEGA NA PRAWDZIWEJ POKORZE - CHARAKTER JEST WARUNKIEM POWOŁANIA - PODCZAS TYSIĄCLECIA ŚWIAT NIE BĘDZIE POWOŁYWANY, LECZ BĘDZIE MU ROZKAZANE - NOWE STWORZENIE JEST POWOŁYWANE, CZYLI PRZYCIĄGANE PRZEZ OJCA - CHRYSTUS JEST NASZĄ MĄDROŚCIĄ - CHRYSTUS NASZYM USPRAWIEDLIWIENIEM - ODRÓŻNIENIE USPRAWIEDLIWIENIA RZECZYWISTEGO OD PRZYPISANEGO - CZY "NOWE STWORZENIE" POTRZEBUJE USPRAWIEDLIWIENIA - PODSTAWA DO USPRAWIEDLIWIENIA - USPRAWIEDLIWIENIE ŚWIĘTYCH STAREGO TESTAMENTU RÓŻNI SIĘ OD NASZEGO - USPRAWIEDLIWIENIE W WIEKU TYSIĄCLECIA - CHRYSTUS ZA NAS OFIAROWANY - POŚWIĘCENIE SIĘ PODCZAS TYSIĄCLECIA - DWA RÓŻNE OFIAROWANIA W FIGURZE LEWITÓW - NIE MIELI DZIAŁU W ZIEMI - "WIELKIE MNÓSTWO" - DWOJAKIE POŚWIĘCENIE - ZE STRONY CZŁOWIEKA - ZE STRONY BOGA - DOŚWIADCZENIE RÓŻNI SIĘ OD TEMPERAMENTU - POŚWIĘCENIE TO NIE DOSKONAŁOŚĆ, ANI UCZUCIE - "KTÓRY UZDRAWIA WSZYSTKIE CHOROBY TWOJE" - POTRZEBA ŁASKI - JAK USPRAWIEDLIWIENIE POGRĄŻONE JEST W POŚWIĘCENIU - OFIAROWANIE OD ZAKOŃCZENIA SIĘ CZASU "WYSOKIEGO POWOŁANIA" - WYZWOLENIE KOŚCIOŁA, CZYLI ZBAWIENIE.

 

SPOSOBNOŚĆ stania się członkami Nowego Stworzenia i uczestniczenia w przywilejach tegoż, jako też i błogosławieństwach i chwale, nie jest otwartą dla rodzaju ludzkiego w ogóle, lecz jedynie dla klasy "powołanych". Fakt ten jest wyraźnie zaznaczony w Piśmie Świętym. Izrael według ciała, był powołany od Boga, aby się stał Jego szczególnym ludem, odłączonym od innych narodów ziemi, jako napisano: "Tylkom was samych poznał (uznał) ze wszystkich rodzajów ziemi" (Asom 3:2). Izrael nie był powołany do "wysokiego", czyli "niebieskiego powołania", dlatego nie spotykamy w Piśmie Świętym wzmianki o rzeczach duchowych w obietnicach czynionych temu narodowi. Jego powołanie było przygotowaniem do stanu, w którym ostatecznie znalazły się ostatki tego narodu, które skorzystały z powołania do "wielkiego zbawienia, które (to powołanie) wzięło początek opowiadania przez samego Pana od tych, którzy Go słyszeli, nam jest potwierdzone" (Żyd. 2:3). Zatem o warunkach wysokiego powołania, czyli niebieskiego powołania, nie mamy się dowiadywać w księgach Starego, lecz Nowego Testamentu; chociaż w miarę tego, jak oczy naszego wyrozumienia widzą "głębokie rzeczy Boże", możemy zauważyć, jak Pan Bóg w postępowaniu z Izraelem, dał mu pewne figury i typy, mające służyć za naukę dla duchowego nasienia, które zostało powołane do niebieskiego stanu, a jak nas Paweł Apostoł zapewnia, to Izrael, jego prawa i Boska z nim działalność, były cieniem, czyli figurą lepszych rzeczy i należących do tych, co zostali powołani, aby się stać członkami Nowego Stworzenia.

Ponieważ Chrystus Pan, tak we wszystkich rzeczach jak i w planie Bożym, był najprzedniejszym, zatem było potrzeba, by On był pierwszym, głównym Arcykapłanem, by stał się przewodnikiem dla Nowego Stworzenia - Synów Bożych - Wodzem ich zbawienia i przykładem, aby według Niego mogli się kształtować i w ślady Jego postępować, i dlatego widzimy jasną przyczynę, dlaczego Święci Starego Testamentu nie mogli mieć udziału w Nowym Stworzeniu. Słowa naszego Pana odnośnie Jana Chrzciciela to potwierdzają: "Zaprawdę powiadam wam: nie powstał z tych, co się z niewiast rodzą, większy nad Jana Chrzciciela; ale który jest najmniejszym w Królestwie niebieskim większy jest niżeli on" (Mat. 11:11). Także i apostoł Paweł mówiąc o zasługach, wierze i szlachetnym charakterze świętych żyjących w wiekach minionych, dowodzi: "Bóg o nas coś lepszego przejrzał, aby oni bez nas, nie stali się doskonałymi" - Żyd. 11:40.

Powinniśmy pamiętać, że nikt nie może być powołanym, jeżeli znajduje się pod przekleństwem z powodu przestępstwa Adama. Aby można być powołanym do "wysokiego powołania", najpierw potrzeba być uwolnionym z pod przekleństwa Adama, to jest być usprawiedliwionym, a czego Izrael nie mógł osiągnąć przez składanie ofiar, ponieważ krew wołów i kozłów nie mogły gładzić grzechów, lecz były jedynie figurą na lepsze ofiary, które mogą w rzeczywistości zadowolić wymagania sprawiedliwości za grzechy rodzaju ludzkiego. Z tego powodu powołanie nie mogło się rozpocząć prędzej, aż Pan nasz zapłacił okup - "kupił nas Swoją drogocenną krwią". Nawet apostołowie byli powołani i przyjęci do Nowego Stworzenia tylko w sposób stopniowy, aż Zbawiciel zapłacił okup, wstąpił do nieba i przedstawił za nich ofiarę Ojcu. Dopiero wtedy, a nie prędzej, w dniu Zielonych Świątek, Ojciec uznał wierzących i spłodził ich z Ducha Świętego, aby się stali "Nowym Stworzeniem". Prawda, że Pan Jezus powiedział Faryzeuszom: "Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzesznych do pokuty" (Mat. 9:13), lecz musimy zauważyć tu wielką różnicę między wezwaniem ludzi do pokuty, a wezwaniem do wysokiego powołania, do Boskiej natury i współdziedzictwa z Chrystusem. Grzesznicy nie są powoływani do tak wielkiego stanowiska, którzy z natury są "dziećmi gniewu", zatem od wszystkich powołanych najpierw jest wymagane, by zostali usprawiedliwionymi przez drogocenną krew Chrystusową.

Zgodnie z tym czytamy wstęp listu Pawła do Rzymian (Rzym. 1:7). List ten jest adresowany: "Wszystkim, którzy są w Rzymie, umiłowanym Bożym powołanym, świętym" - to jest, by się stali świętymi, uczestnikami Boskiej natury itd. Wstęp listu do Koryntian, tak jest pisany: "Zborowi Bożemu, który jest w Koryncie, poświęconym w Chrystusie Jezusie, powołanym świętym, ze wszystkimi, którzy wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa na wszelkim miejscu" (1 Kor. 1:2). Wyszczególnienie tego powołania jest wzmiankowane w wierszu dziesiątym, w którym jest powiedziane, kto powołuje: "Wiernyć jest Bóg, przez którego jesteście powołani ku społeczności Syna Jego Jezusa Chrystusa, Pana naszego". To wskazuje na społeczność i jedność z Nim. Myśl jest ta, iż wezwanie wyszło w tym celu, by wyszukać z pomiędzy ludzi takich, którzyby się stali jedno ze swym Zbawicielem, jako Nowe Stworzenie, współdziedzice Jego chwały, czci i nieśmiertelności, która była Mu dana jako nagroda za Jego wierność.

Tutaj przypominamy sobie słowa Apostoła, który powiedział, iż możemy się stać współdziedzicami Chrystusowymi, lecz jedynie na pewnych warunkach, to jest: "Jeśli tylko z Nim cierpimy, abyśmy też z Nim byli uwielbieni" (Rzym. 8:17). W liście do Koryntian (1 Kor. 1:24) apostoł Paweł wykazuje, iż powołanie, o którym on mówi, nie jest bynajmniej tym samym powołaniem, które do pewnego czasu odnosiło się jedynie do Żydów, a słowa jego wykazują, że nie wszyscy są powołani: "Lecz samym powołanym, i Żydom i Grekom każemy Chrystusa, który jest mocą Bożą, i mądrością Bożą" - zaś dla niepowołanych Żydów był kamieniem obrażenia, a dla niepowołanych Greków głupstwem. W liście do Żydów (Żyd. 9:14,15), Paweł Apostoł wykazuje, że wezwanie wieku Ewangelii nie mogło być pierwej głoszone, dopóki nasz Pan nie zapieczętował swoją śmiercią Nowego Testamentu: "Dlatego jest Nowego Testamentu Pośrednikiem, aby, gdyby śmierć nastąpiła na odkupienie owych występków, które były pod pierwszym testamentem (Prawem Zakonu), ci, którzy są powołani wzięli obietnicę wiecznego żywota".

NIE WIELU JEST POWOŁANYCH MĄDRYCH, WIELKICH LUB UCZONYCH

Z porządku rzeczy moglibyśmy przypuszczać, że tego rodzaju powołanie mogłoby odnosić się jedynie do najlepszych członków upadłego rodzaju ludzkiego, najzacniejszych, najszlachetniejszych, uzdolnionych i najcnotliwszych, lecz słowa apostoła wykazują przeciwnie: "Widzicie zaiste powołanie wasze bracia, iż nie wiele zacnego rodu, ale co głupiego jest u świata tego, to wybrał Bóg, aby zawstydził mocnych; a podłego rodu u świata i wzgardzone wybrał Bóg, owszem te rzeczy, których nie masz, aby te, które są, zniszczył, aby się nie chlubiło żadne ciało przed obliczem Jego" (1 Kor. 1:26-29). Paweł apostoł mówi też, dlaczego tak Bóg postanowił, to jest, aby nikt nie mógł się chlubić, że, w jaki bądź sposób zasłużył na takie wielkie błogosławieństwa. Cała ta sprawa zamierzoną jest, by służyła tak aniołom jak i ludziom za przykład, co Bóg może uczynić, jak moc Jego może przemienić niski i upadły charakter na wzniosły, szlachetny, czysty, i to nie siłą, lecz przeistaczającą mocą prawdy - oddziaływującą w sercach tych, co zostali powołani i zachęceni obietnicami i nadzieją przed nimi wystawioną, sprawując w nich chcenie i skuteczne wykonanie według upodobania swego. Ten Boski porządek nie tylko sprawuje chwałę Bożą, lecz także wyrabia pokorę i wieczne dobro tych, których On ma błogosławić. Pismo Święte Nowego Testamentu w różnych miejscach wykazuje, że to powołanie i skutek tegoż nie zależy od człowieka, lecz od łaski Bożej, dlatego można łatwo zauważyć, że to powołanie przyjmuje więcej ludzi z niskiego stanu, aniżeli z wysokiego.

Pycha jest ważnym czynnikiem w upadłej ludzkiej naturze i ustawicznie potrzeba się z nią borykać. Zwłaszcza ci, co z natury są mniej upadłymi od innych - szlachetniejszymi - czują się tym samym wyższymi nad innych i pysznią się z tego. Gdy się nawet zdarzy, iż niektórzy z tej klasy szukają Boga i starają się od Niego osiągnąć niektóre błogosławieństwa łaski, to jednak spodziewają się, że Bóg udzieli im je i przyjmie ich na innych warunkach aniżeli tych, co są niskiego stanu. Boską jednak regułą jest doskonałość; a ktokolwiek nie dochodzi do tego poziomu jest potępiony, a każdy z potępionych musi udać się do Zbawiciela i korzystać z tej samej ofiary za grzechy, bez względu czy grzech pierworodny odbił się na nim mniej lub więcej. Warunki powrócenia do łaski Bożej okazują się bardziej przyjaznymi dla złych i więcej upadłych członków rodu ludzkiego, niż dla zacniejszych i stosunkowo lepszych od tamtych. Słabi i upadli więcej odczuwają potrzebę Zbawiciela, ponieważ więcej oceniają swoją niedoskonałość i wady; podczas gdy mniej upadli czują się w pewnej mierze zadowolonymi ze swego stanu i są mniej skłonnymi do zgięcia kolana przed krzyżem Chrystusowym i przyjąć usprawiedliwienie jako dar Boży i zbliżyć się do tronu łaski, by otrzymać miłosierdzie i pomoc. Polegają oni raczej na własnym wyrozumieniu i pojęciu będąc z siebie zadowolonymi, a to właśnie jest dla nich przeszkodą, by wejść przez ciasną bramę i na wąską drogę.

Bóg zapewne ocenia pokorę tych, co powołuje, by się stali członkami Nowego Stworzenia. Święty Piotr wskazuje na to, gdy mówi: "Uniżajcie się tedy przed Wszechmocną ręką Bożą, aby was wywyższył czasu swego" (1 Piotra 5:6). Paweł Apostoł wskazuje zaś na wzór wystawiony w Chrystusie Jezusie, który wielce się uniżył, bo przyjął niższą naturę, zgodził się umrzeć i to śmiercią krzyżową ... dlatego też Bóg nader Go wywyższył. Apostoł Piotr mówi dalej, dlaczego mamy poddać się pod Wszechmocną rękę Bożą, bo "Bóg się pysznym sprzeciwia, a pokornym łaskę dawa" (1 Piotra 5:5). Widzicie zatem powołanie wasze bracia, że nie wiele uczonych i możnych jest powołanych, ale przeważnie ubogich w dobra tego świata, lecz bogatych w wierze. Tak jak Pan Bóg ocenia pokorę, tak również ocenia i wiarę. On żąda, aby ci, co mają stać się Nowym Stworzeniem nauczyli się ufać Bogu, i aby Jego łaska była dla nich dostateczną, a przez tę moc, którą On im udziela jako rzecz niezbędną do ich wywyższenia, aby mogli osiągnąć zwycięstwo, do którego ich powołuje.

CHARAKTER JEST WARUNKIEM POWOŁANIA

Chociaż Pan Bóg nie powołuje wielu mądrych i uczonych, to jednak nie mamy rozumieć, aby lud Boży miał być upadłym i głupim w tym znaczeniu, by czynił zło, był zdegradowanym i upadłym. Przeciwnie, Bóg stawia przed tymi, których powołuje, najwyższe zasady, bo powołuje ich do świątobliwości, czystości, wierności i zasad sprawiedliwości; by oceniali te rzeczy w swych sercach i pokazali to swym życiem, by opowiadali cnoty Tego, który ich powołał z ciemności do dziwnej Swojej światłości (2 Piotra 1:3; 1 Piotra 2:9). Świat tych ludzi może znać jedynie ze strony ciała, i według tego zapatrywania może nie są zacniejszymi od innych; jednak, jeżeli ich Bóg powołał i przyjął, to nie dlatego, iż Mu się podobali z wyglądu ciała, ale ze względu na ich ducha, umysł, ich chęci, inaczej mówiąc dla ich stanu "serca". Z tego wynika, że od chwili, gdy przyjmują łaskę Bożą w Chrystusie, to jest przebaczenie swych grzechów, i ofiarowują się Bogu, od tej chwili zostają uwolnieni od wszystkich swych słabości i niedoskonałości odziedziczonych po rodzicach; Bóg na nich patrzy jako na przykrytych zasługami Chrystusowymi, które zakrywają wszelkie ich wady i ułomności. Nowy zmysł, nowa wola, jest tym "Nowym Stworzeniem", które Bóg powołał, przyjął, z którym jedynie się też i liczy.

Zaiste, nowy zmysł gdy się rozwija, to okaże się szlachetnym, zacnym, sprawiedliwym, i stopniowo będzie zyskiwał mocy nad ciałem, tak, że ci, co nie uznają Nowego Stworzenia, tak jak nie poznali naszego Pana, będą się ostatecznie dziwić widząc ich dobre uczynki, życie świętobliwe i ducha zdrowego rozumu, chociaż te rzeczy mogły być przypisywane im jako złe chęci i zamiary. Mimo stopniowego rozwoju nowego umysłu, nakłaniającego się do jedności i zgody z umysłem Bożym, to jednak może nigdy nie osiągnąć zupełnej kontroli nad swoim ciałem śmiertelnym, z którym są związani, chociaż będzie ich ustawicznym usiłowaniem, chwalić Boga w swych ciałach, duchu i umyśle, który jest Boży - 1 Kor. 6:20.

Zauważmy tu niektóre z tych rzeczy wyszczególnionych i ograniczonych, a odnoszących się do charakteru "Nowego Stworzenia". Tych, którzy zostali powołani, Paweł Apostoł napomina pisząc do Tymoteusza - lecz stosuje się to do wszystkich - "Bojuj on dobry bój wiary, chwyć się żywota wiecznego, do któregoś też powołany" (1 Tym. 6:12). Nie możemy się spodziewać, aby Nowe Stworzenie mogło odnieść zwycięstwo bez prowadzenia walki z nieprzyjacielem - szatanem, jak również z grzechem otaczającym go dookoła, i słabościami własnego ciała, pomimo, iż ono jest przyodziane zasługą sprawiedliwości Chrystusowej na warunkach Przymierza Łaski. Apostoł także napomina tychże, mówiąc: "Abyście chodzili godnie Bogu, który was powołał do swego Królestwa i do chwały" (1 Tes. 2:12). Nowe Stworzenie powinno nie tylko ocenić swoje powołanie i ostateczną nagrodę w Królestwie chwały, lecz powinno także pamiętać, iż w doczesnym życiu jest przedstawicielem Boga i Jego sprawiedliwości, i powinno się starać postępować zgodnie z tym, jako czytamy: "A jako Ten, który was powołał, święty jest, i wy bądźcie świętymi we wszelkim obcowaniu; dlatego, że napisano: Świętymi bądźcie, iżem jest święty" (1 Piotra 1:15,16). W tymże liście (1 Piotra 2:9) czytamy: "abyście opowiadali cnoty Tego, który was powołał z ciemności ku dziwnej Swojej światłości".

Duchowy Izrael - Nowe Stworzenie - nie został poddany w niewolę jakiegoś szczególnego prawa, jak to miało miejsce z Izraelem według ciała, lecz znalazł się pod "zakonem wolności", aby miłość tego Nowego Stworzenia dla Pana mogła się objawiać nie tylko w dobrowolnym unikaniu rzeczy niepodobających się Bogu, ale także w dobrowolnym ofiarowaniu ludzkich praw i korzyści w służbie prawdy i sprawiedliwości, w służbie Bożej i dla braci. Zgodnie z tym Apostoł Paweł pisze: "Bo nas Bóg nie powołał do nieczystości, ale ku poświęceniu" (1 Tes. 4:7). Również pisze do Galatów (Gal. 5:13): "Albowiem wy ku wolności powołani jesteście bracia! Tylko pod zasłoną tej wolności, ciału nie pozwalajcie", by to miało być okazją do czynienia złego, ale raczej używajcie wolności ku ofiarowaniu i poświęcaniu doczesnych praw na dobro prawdy i w służeniu jej; abyście się tym sposobem mogli stać ofiarnikami królewskiego kapłaństwa, które z czasem będzie miało udział w Królestwie Bożym, jako współdziedzice z Chrystusem, by rozdzielać Boskie błogosławieństwa światu.

Wiele miejsc Pisma Świętego wykazują, że powołanie do "Nowego Stworzenia" jest powołaniem do chwały, czci i nieśmiertelności (Filip. 3:14; 2 Piotra 1:3; itp.), lecz wszędzie jest także pokazane, że droga to tego Królestwa jest wąską, jest to droga prób, doświadczeń i ofiar, tak dalece, iż jedynie ci, co zostali spłodzeni z Jego ducha, owszem, napełnieni tymże duchem, będą zdolni zwyciężyć i ostatecznie otrzymać chwałę, do której też zostali powołani, a co jest uczynione możebnem dla powołanych przez Tego, który obiecał: "Dosyć masz na łasce Mojej; albowiem moc Moja wykonywa się w słabości".

Nie powinniśmy też myśleć, o jakim innym powołaniu, lecz pamiętać oświadczenie Apostoła Pawła: "Jesteście powołani w jednej nadziei powołania waszego" (Efez. 4:4), zatem byłoby niewłaściwym mniemać, że ktokolwiek może mieć jaki wybór w tej sprawie. Co się tyczy świata, to w przyszłym wieku powołania nie będzie. Bóg nie będzie wyszukiwał szczególnej klasy, wyróżniającej się od innych ludzi i do szczególnego stanowiska. Zamiast powoływania świata w ciągu Tysiąclecia, Bóg rozkaże im - rozkaże posłuszeństwo prawu i zasadom sprawiedliwości, i od każdego będzie wymagane posłuszeństwo panującemu rządowi, w przeciwnym razie otrzyma właściwą karę, a karą ostateczną będzie zupełne wytracenie z pomiędzy ludu, jako napisano: "Wszelka dusza, któraby nie słuchała Onego Proroka, z ludu wytracona będzie" - umrze wtórą śmiercią, z której nie będzie nadziei powstania więcej.

Nie można też powiedzieć, aby był drugie powołanie podczas wieku Ewangelicznego, chociaż, jak już to widzieliśmy poprzednio, znajduje się między świętymi druga klasa - Lud Wielki (Obj. 7:9-14), "którego nikt nie mógł zliczyć, z każdego narodu, pokolenia, ludzi i języków", którzy będą służyli Bogu w Świątyni Jego przed tronem, a nie tak jak Oblubienica, która będzie na tronie i członkami, czyli żywymi kamieniami tej świątyni. Lecz ta druga klasa nie ma innego, oddzielnego powołania. Ona mogła również otrzymać tę chwałę, tj. Boską naturę, gdyby okazała się we wszystkim jak tamci posłusznymi. Klasa ta w końcu okaże się zwycięską, co okazane jest przez danie im palm - symbolu zwycięstwa. Brak gorliwości stał się im przeszkodą, by stać się współdziedzicami z Chrystusem w chwale i uczestnikami jako Nowe Stworzenia, a przez to zostali pozbawieni wielkiej radości, pokoju i zadowolenia, które należą do zwycięzców, a które posiadają już w teraźniejszym - doczesnym życiu. Stanowisko przez nich zajmowane w wielu względach podobne będzie do poziomu aniołów.

Co się tyczy powołania, to nasuwa się jeszcze myśl, że czas tegoż jest ograniczony, jak się o tym wyraża Apostoł: "Dziś, jeślibyście głos Jego usłyszeli, nie zatwardzajcież serc waszych" (2 Kor. 6:2; Żyd. 3:15). Ten przyjemny dzień, rok, lub epoka, rozpoczęła się od czasu Pana Jezusa i Jego ofiarowania się. On został powołany do tej chwały, Sam jej sobie nie przywłaszczył. "Nikt sobie tej czci nie bierze, tylko ten, który bywa powołany od Boga" (Żyd. 5:4). Człowiek musiałby być nader śmiałym, gdyby przywłaszczył sobie prawo do przemiany natury - z ludzkiej na Boską, a będąc członkiem upadłego rodu Adama, uczestnikiem utraconego prawa do życia, by rościł sobie pretensje do współdziedzictwa z Chrystusem we wszelkiej czci i chwale, który będąc powołanym, stał się wiecznym prawem dziedzicem.

Koniec tego powołania, czyli "Dnia Zbawienia", lub "czasu przyjemnego", musi się na pewno skończyć, tak jak się on zaczął. Bóg określił i postanowił pewną liczbę, która ma stanowić Nowe Stworzenie, a jak liczba ta zostanie dopełnioną, dzieło wieku Ewangelicznego się skończy. Możemy także zauważyć, że jak tylko właściwa liczba zostanie powołaną, to i samo powołanie musi ustać, bo nie byłoby odpowiednim dla Boga powoływać choćby jednego członka więcej, niż On postanowił, a także Bóg przewidział, iż wielu z powołanych okaże się nieodpowiednimi, przeto nie będą mogli swego powołania i wybrania uczynić pewnym, a zatem okaże się potrzeba, by zostali zastąpieni innymi. Zgoda z samym sobą wymaga, aby Wszechmocny nie lekceważył Swoje stworzenie, przeto wysłanie zaproszenia, tj. powołania - które, gdyby kto przyjął, ażeby to stało się nieważnym. Pismo Święte wykazuje, że dla każdego z tej ograniczonej liczby członków Królewskiego Kapłaństwa, jest przeznaczoną korona od chwili przyjęcia powołania i poświęcenia się; przeto niewłaściwą byłoby rzeczą przypuszczać, żeby Pan Bóg miał powiedzieć, że teraz jeszcze dla niego korony nie ma, lecz musi czekać, aż ktoś okaże się niewiernym i straci prawo do korony. Napomnienie naszego Pana mówi: "Trzymaj co masz, aby nikt nie wziął korony twojej" (Obj. 3:11). Ten tekst uczy, że nie tylko oznaczoną będzie liczba koron, lecz, że ci, co nie okazali się wiernymi uczynionemu przymierzu, zostaną odrzuceni, a inni w tymże czasie osiągną ich korony.

Według naszego wyrozumienia, ogólne powołanie do społeczności z naszym Zbawicielem jako członków Nowego Stworzenia Bożego ustało w roku 1881. Nasze pojęcie w tym względzie jest, że wielka liczba w różnych denominacjach chrześcijaństwa, na ów czas uczyniła zupełną z siebie ofiarę Bogu, lecz nie okazała się wierną swemu przymierzu ofiarowania. Z tych jeden po drugim, w miarę jak ich próba doszła do pełnej miary, a okazali się niegodnymi, zostali odrzuceni od społeczności z powołanym gronem, aby z tych, którzy w międzyczasie poświęcili się Bogu, aczkolwiek nie objęci ogólnym powołaniem mogli być dopuszczeni do zupełnej społeczności z Chrystusem w Jego dziedzictwie, aby ci z kolei, byli znów wypróbowani i jeśliby nie okazali się godnymi, zostali podobnie odrzuconymi, a miejsce ich zostało zastąpione innymi, którzy znajdowali się w usposobieniu poświęcenia. Widocznie, iż od roku 1881, z powodu takiego porządku rzeczy, nie było potrzeby na ogólne powołanie. Ci, co teraz zostają dopuszczeni, mogą tak samo otrzymać prawa i przywileje bez podpadania pod ogólne powołanie, czyli zaproszenie, które skończyło się w roku 1881. Oni są dopuszczeni, ponieważ skorzystali z nastręczającej się im sposobności i zgłosili się na miejsce tych, co opuścili swoje stanowisko. Naszym oczekiwaniem jest, że to przystępowanie i odstępowanie będzie trwało tak długo, aż ostatni członek nowego porządku stworzenia będzie wypróbowanym, i okaże się godnym, a wtedy wszystkie korony będą rozdane na wieczne czasy.

Apostoł mówi: "Wy bracia nie jesteście w ciemności, aby was on dzień jako złodziej zachwycił" (1 Tes. 5:4). Zgodnie ze wszystkimi orzeczeniami Pisma Świętego, nasza myśl jest, że w tym czasie żniwa wieku Ewangelicznego, znajomość planu Bożego, obecności Syna Człowieczego, jak i pracy żniwiarskiej, stanie się udziałem wszystkich poświęconych Bogu ludzi. Tym sposobem "Teraźniejsza Prawda" stanie się próbą i doświadczeniem właściwego stanu serca poświęconych, podobnie jak głoszenie Ewangelii, obecność Mesjasza, żniwo wieku żydowskiego, były doświadczeniem dla Izraela przy pierwszym przyjściu Chrystusa. Spodziewamy się, że ci, co dochodzą do znajomości prawdy i dają dowody szczerej wiary w drogocenną krew Chrystusa, poświęcili się na służbę Bogu, i którzy jasno pojmują plan Boży, powinni być uważani jako mający dowód, że zostali przyjęci od Boga jako przyszli dziedzice z Jezusem Chrystusem, choćby się poświęcili po roku 1881. Jeżeli się kto poświęcił przed czasem skończenia się powołania, to możemy się spodziewać, że po tak długim czasie mógł dojść do prawdziwego stanu poświęcenia, a zatem znajomości teraźniejszej prawdy i jego duchowej łączności z Panem. Jeżeli zaś w roku 1881, lub przedtem, nie znajdowali się pomiędzy poświęconymi, to wynikałoby z tego, że zostali obecnie przyjęci do społeczności klasy powołanych na miejsce któregoś z poprzednio powołanych, któremu brakło gorliwości - który był dla sprawy zupełnie obojętnym - i dlatego został usunięty - aby miał swój właściwy udział w nadchodzącym czasie ucisku, z którego mógłby czerpać dla siebie cenne nauki, posiadając już ćwiczenie i pojęcie odpowiedzialności nabyte ze Słowa Bożego, aby po wyjściu z tego wielkiego okresu ucisku zdobyć miejsce w "Wielkiej Kompanii", ponieważ powinien był dobrowolnie i chętnie starać się przez ucisk uzyskać miejsce z Chrystusem na tronie.

W JAKI SPOSÓB BÓG POWOŁUJE

"Lecz z niego wy jesteście w Chrystusie Jezusie, który się nam stał mądrością od Boga i sprawiedliwością i poświęceniem i oswobodzeniem" - 1 Kor. 1:30.

CHRYSTUS NASZĄ MĄDROŚCIĄ

Mądrość jest tu podana jako pierwsza, i w tym znaczeniu jest ona najważniejszym stopniem prowadzącym do zbawienia. Przypowieści mędrca zgadzają się z tym, gdy mówi: "Mądrość jest najważniejszą rzeczą ... za wszystką majętność twoją nabywaj roztropności". Bez względu jak dobrego możemy być usposobienia, lub na ile słabymi, lub mocnymi, to jednak mądrość jest najpierwszą i najgłówniejszą do właściwego postępowania. To w ogóle jest przyjęte pomiędzy ludźmi. Wszyscy inteligentni ludzie starają się być coraz umiejętniejszymi i mądrzejszymi; nawet tacy, co obierają sobie najgłupszą drogę, choć ta droga jednak na razie nie wydaje się im być niemądrą. Coś podobnego stało się z Ewą; pragnęła ona wiedzy, mądrości i umiejętności, a że owoc z drzewa zakazanego zdawał się być narzędziem do uzyskania mądrości, więc stało się dla niej pokusą do nieposłuszeństwa swojemu Stwórcy. Zatem jak ważną jest rozumna rada, by być prowadzonym przez mądrość i przez jej ścieżki pokoju.

Jeżeli więc matka Ewa potrzebowała rozumnego przewodnika w jej stanie doskonałym, o ile więcej my, jej upadłe, niedoskonałe dzieci, potrzebujemy przewodnika. Ojciec nasz Niebieski, powołując nas do uczestnictwa w Nowym Stworzeniu, przewidział wszystkie nasze potrzeby, i że nasza mądrość nie jest dla nas dostateczną, że Szatan używa swojej mądrości i swych zwolenników, by nam szkodzić - starając się przedstawić światłość za ciemność, a ciemność by się okazała światłością; dlatego to nasz tekst pokazuje, iż Chrystus jest naszą mądrością. Zanim możemy przystąpić do Boga, zanim otrzymamy korzyści pojednania, lub staniemy się synami, potrzebujemy pomocą, kierownictwa, mądrości, aby oczy naszego wyrozumienia zostały otworzone, byśmy mogli pojąć, co Bóg dał nam w Synu Swoim.

Abyśmy mogli mieć ucho ku słuchaniu mądrości pochodzącej z góry, szczerość serca jest niezbędnie potrzebną. Musimy koniecznie posiadać pokorę, w przeciwnym razie będziemy myśleć o sobie więcej niż powinniśmy, a przez to nie dopatrzymy się własnych słabości, wad, iż nie jesteśmy godnymi z Boskiego punktu zapatrywania.

Musimy także być szczerymi - otwartymi - gotowymi przyznać się do naszych słabych stron. Z tego punktu widzimy, że takich ludzi opatrzność Boża prowadzi do Jezusa, jako Zbawiciela. Chociaż z początku mało kto pojmuje właściwie filozofię pojednania, dla nas dokonanego, to jednak każdy musi przyznać, iż jest "dzieckiem gniewu jak inni" - czyli, że jest grzesznikiem, że Pan Bóg przyjął ofiarę Chrystusa jako zadośćuczynienie za nasze grzechy, że sinością Jego jesteśmy uleczeni, że przez Jego posłuszeństwo zostaliśmy od Ojca przyjęci, że nasze grzechy zostały włożone na Niego i On poniósł je na drzewo krzyżowe, i że Jego zasługi i sprawiedliwość zostały nam przypisane jako szata sprawiedliwości. Tym sposobem, Chrystus musi stać się dla nas mądrością, zanim zdołamy to pojąć i zrozumieć, a przez przyjęcie Jego zasług być od Boga usprawiedliwionymi, przyjętymi, poświęconymi, a z czasem wyswobodzonymi i uwielbionymi. Lecz Chrystus nie przestaje być naszą mądrością, gdy postąpimy stopień wyżej, bo wtedy staje się naszym usprawiedliwieniem. Potrzebujemy Go w dalszym ciągu za naszą Mądrość i za naszego Doradcę. Pod Jego kierunkiem potrzebujemy poznać mądrość, by dopatrzyć się potrzeby zupełnego ofiarowania się i postępować w tym ofiarowaniu, życiem świętobliwym, poświęconym, wypełniając wolę Bożą. Na każdym kroku, który czynimy, mądrość jest główną rzeczą. W całym życiu poświęcenia, czyli ofiarowania, każdy krok naszej pielgrzymki ku Miastu Świętemu, wymaga mądrości, która jest z góry, a którą apostoł opisuje, iż "najprzód jest czysta, potem spokojna, mierna, powolna, pełna miłosierdzia i owoców dobrych, nie posądzająca i nie obłudna" (Jakub 3:17). "Mądrość z góry jest najpierw czystą, potem spokojną". Tylko ziemska mądrość dyktuje "pokój za wszelką cenę", i zagłusza sumienie, aby samolubny pokój można zachować. Mądrość, która jest czystą, jest także szczerą, nie podstępną, otwartą, miłuje światłość a nienawidzi ciemności, grzechu, nie sprzyja niczemu, co nie może być wyprowadzone na jaw, bo uważa to za uczynki ciemności, które są złymi. Jest spokojną na tyle, ile się zgadza ze sprawiedliwością i czystością: pragnie pokoju, zgody i jedności. Odkąd pokój nie jest pierwszym, przeto w pokoju może być tylko moralnie i w zupełnej zgodzie z tymi rzeczami, które są szczere, czyste i dobre.

Mądrość pochodząca z góry jest łagodną, a nie ordynarną, grubowatą, tak w swoich planach, jak i sposobie obchodzenia się. Jednak jej łagodność następuje po czystości i pokoju. Posiadający ją nie są najpierw łagodnymi, a następnie czystymi i spokojnymi, lecz najpierw czystymi i poświęconymi w prawdzie. Pragną pokoju i starają się go zachować z innymi, przeto są łagodnymi, łatwo dającymi się ubłagać, lecz jedynie w zgodzie z czystością, pokojem i łagodnością; nie może się zgodzić lub zezwolić na czynienie złego, bo duch mądrości pochodzący z góry zabrania tego rodzaju postępowania.

Mądrość z góry jest pełną miłosierdzia i dobrych owoców, raduje się w miłosierdziu, które jest głównym elementem Boskiego charakteru i próbuje go naśladować. Miłosierdzie i wszystkie owoce Ducha Świętego na pewno pochodzą z serca, w którym rozwijają się i dojrzewają, oświecając go mądrością z góry, lecz miłosierdzie, chociaż lituje się nad błądzącymi i nie rozmyślnie czyniącymi zło i stara się im pomóc, to jednak nie może sympatyzować lub uznawać rozmyślnie źle czyniących, ponieważ mądrość nie jest to okazywanie najpierw miłosierdzia, ale czystości. Zatem miłosierdzie, według tej mądrości, może jedynie być okazywane względem nieświadomie czyniących zło.

Miłość pochodząca z góry nie jest stronniczą. Stronniczość byłaby niesprawiedliwością, a czystość, pokój, łagodność, miłosierdzie, owoce Ducha Świętego mądrości pochodzącej z góry, nie pozwalają by mieć wzgląd na osoby, z wyjątkiem, gdy charakter okazuje ich rzeczywistą wartość. Zewnętrzne rysy - wygląd człowieka, kolor skóry itp. rzeczy są ignorowane przez Ducha Bożego - Ducha mądrości, który nie ma względu na osobę, nie jest stronniczym, lecz pragnie tego, co jest najpierw czyste, spokojne, łagodne, prawdziwe, gdziekolwiek by to nie było, i pod jakimikolwiek warunkami.

Mądrość pochodząca z góry nie jest stronniczą, ale jest tak czystą, spokojną, łagodną, tak miłosierną względem wszystkich, iż nie potrzebuje być obłudną, lecz zmuszoną jest nie zgadzać się i nie mieć żadnej społeczności ze wszystkim, co jest złe, grzeszne, ponieważ jest w zgodzie z tym, co jest czystym, spokojnym i łagodnym, a w takich razach nie ma miejsca dla obłudy.

Mądrość pochodząca z góry odnosi się do wszystkich tych spraw, które Bóg nam udzielił przez Syna Swego; nie tylko w sprawie odkupienia, lecz także w okazaniu łask Ducha Świętego i posłuszeństwo Ojcu, a tym samym uczy nas, tak przez Swoje Słowo, jak i przykład. Co więcej, mądrość ta przychodzi do nas przez nauki apostołów, jako przedstawicieli Chrystusowych, jak również przez wszystkich tych, co otrzymali tego Ducha mądrości, pochodzącego z góry, i którzy starają się ustawicznie, aby ich światłość tak świeciła, ażeby ich uczynki chwaliły Ojca, który jest w Niebiesiech.

CHRYSTUS NASZYM USPRAWIEDLIWIENIEM

Do pewnego stopnia już omawialiśmy na innym miejscu pojednanie między Bogiem a człowiekiem, przez które nasz Pan stał się dla wszystkich, którzy Go uznają, usprawiedliwieniem. Tutaj jednak pragniemy rozpatrzyć bardziej szczegółowo znaczenie tego wyrazu. Usprawiedliwienie przez większość ludu Bożego nie zdaje się zupełnie pojęte. Pierwsza myśl, jaka się zawiera w wyrazie "usprawiedliwienie", jest: 1). sprawiedliwość, lub zasada dobrego; 2). że coś takiego nie jest w zupełnej zgodzie z tą zasadą, nie odpowiedniego do wymagań tej zasady; 3). przyprowadzenie tego, co nie jest w harmonii, do właściwej, czyli sprawiedliwej zasady. Za ilustrację może posłużyć waga: na jednej stronie ciężar reprezentowałby Sprawiedliwość; na drugiej stronie posłuszeństwo człowieka, które powinno odpowiadać równowadze, czyli równać się z ciężarem Sprawiedliwości. Ciężar posłuszeństwa okazuje się niedostatecznym i dla zrównoważenia Sprawiedliwości potrzeba coś dodać. Według tej ilustracji widzimy Adama pierwotnie stworzonego doskonałym w harmonii z Bogiem i Jemu posłusznym. To miał być jego właściwy stan, w którym miał zawsze pozostawać. Lecz przez grzech popadł pod wyrok Boski i został odrzucony, ponieważ nie zastosował się do Boskiego prawa - zasady. Odtąd jego rodzaj "w nieprawości poczęty, a w grzechu zrodzony", znalazł się na niższym jeszcze poziomie niż on sam, bardziej jeszcze oddalony od zasady wymaganej przez Sprawiedliwość. Zatem byłoby bezużytecznym, dla którego z potomków Adama żądać od Stwórcy ponownej próby, dla okazania czy nie mógłby wypełnić wymagań nieograniczonej Sprawiedliwości. Uważamy, że jeżeli doskonały człowiek przez nieposłuszeństwo utracił swoje stanowisko, my, będąc niedoskonałymi i upadłymi, zapewne nie moglibyśmy mieć ani nadziei by wypełnić wymagania Sprawiedliwości - zrównoważenia samych siebie - to jest usprawiedliwienia się przed Bogiem - "albowiem wszyscy zgrzeszyli i nie dostaje im chwały Bożej", w której nasz pierwszy rodzic Adam był pierwotnie stworzony.

Zatem jeżeli widzimy, że cały rodzaj ludzki jest niesprawiedliwym, wszyscy ludzie niedoskonałymi, i że nikt uczynkami swoimi nie może zadowolić wymagań Sprawiedliwości, to możemy być pewnymi, że nikt "brata swego żadnym sposobem nie odkupi, ani może dać Bogu okupu jego zań" (Ps. 49:8). Nikt nie mógłby dopełnić niedostatków drugiego, ponieważ nikomu nie zbywa zasług, czyli wagi cnoty przeważającej, którą by mógł oddać na rachunek drugiego, a nawet nie posiada dostatecznej wagi dla siebie samego, "bo wszyscy zgrzeszyli i niedostaje im". Zachodzi, więc pytanie: Czy Bóg może przyjąć, lub mieć coś do czynienia z człowiekiem niesprawiedliwym, upadłym, którego już potępił i uznał za niegodnego Jego łaski, i że musi umrzeć jako niegodny żywota? Jednak Pan Bóg pokazuje nam sposób, jak On może być sprawiedliwym (potępiając człowieka), a zarazem usprawiedliwiającym tego, co wiarą przystępuje do Jezusa. Pokazuje, iż On postanowił Chrystusa - Pośrednika Nowego Przymierza, i że Chrystus kupił świat ofiarą drogocennej Swojej krwi, i że we właściwym czasie (w Tysiącleciu) Chrystus ujmie wielką władzę nad ziemią, błogosławić będzie wszystkie rodzaje ziemi znajomością prawdy i udzieli każdemu możność dojścia do podobieństwa Bożego, na które był stworzony pierwszy nasz rodzic Adam, lecz utracił je przez grzech. Dzieło przyprowadzenia rodzaju ludzkiego do doskonałości, będzie dziełem usprawiedliwienia istotnego - dla odróżnienia od przypisanego usprawiedliwienia, czyli "usprawiedliwienia z wiary", przypisanego Kościołowi w wieku Ewangelii. Istotne usprawiedliwienie rozpocznie się z początkiem Tysiącletniego Królowania naszego Pana i będzie postępowało w miarę, aż każdy człowiek otrzyma zupełną sposobność powrócenia do pierwotnej doskonałości utraconej w Adamie, z dodatkowym doświadczeniem, które okaże się mu pomocnym. Dzięki niech będą Bogu za to istotne usprawiedliwienie, które rzeczywiście wyprowadzi posłusznych i chętnych, do doskonałości fizycznej, umysłowej i moralnej!

Teraz jednak zastanawiamy się nad Nowym Stworzeniem, i jakie kroki Bóg przedsięwziął odnośnie usprawiedliwienia tej klasy, którą powołuje z całego rodzaju ludzkiego do uczestnictwa w Boskiej naturze, do chwały i nieśmiertelności. Ci, podobnie jak i świat potrzebują usprawiedliwienia, ponieważ tak jak inni z urodzenia są "dziećmi gniewu". Bóg nie może mieć nic do czynienia ze światem, podczas, gdy znajduje się pod przekleństwem śmierci z powodu grzechu, dla tej samej przyczyny nie mógłby mieć nic do czynienia i z tymi, których powołuje, by się stali Nowym Stworzeniem. Jeżeli świat musi być pierwej usprawiedliwionym - przyprowadzony do doskonałości, zanim Pan Bóg może być znowu z nim pojednany, to jakby mógł mieć jakąś społeczność z Kościołem, lub powoływać do dziedzictwa z Jego Synem, jeżeliby nie był pierwej usprawiedliwionym? Trzeba przyznać, że usprawiedliwienie jest wstępem do naszego powołania, do Nowego Stworzenia, lecz pytanie: Jak nasze usprawiedliwienie może być uskutecznione? Czy musimy być przyprowadzeni do absolutnej istotnej doskonałości, fizycznej, umysłowej i moralnej? Odpowiadamy: Nie potrzebujemy być. Bóg nie postanowił dla nas istotnego usprawiedliwienia, lecz postanowił innego rodzaju usprawiedliwienie, które Pismo Święte nazywa "usprawiedliwieniem z wiary", nie istotne, lecz przypisane usprawiedliwienie. Bóg postanowił, że jeśliby kto podczas okresu panowania grzechu i śmierci usłyszał o poselstwie łaski i miłosierdzia w Chrystusie, i żałował za swoje grzechy, i na ile to możebne, naprawił popełnione zło; takim, zamiast by wrócili do rzeczywistej ludzkiej doskonałości, Pan Bóg przypisuje usprawiedliwienie i przykrywa ich wady zasługą Chrystusa. W obejściu się z nimi uważa za sprawiedliwych, usprawiedliwiając ich z wiary.

Ta przypisana sprawiedliwość, czyli usprawiedliwienie z wiary, jest ważne tak długo, dopóki ten, co wierzy, stara się czynić wolę Bożą (a jeżeliby wiara i posłuszeństwo ustały, usprawiedliwienie w tej chwili przestaje być przypisywane). Lecz usprawiedliwienie z wiary nie ustaje, jeżeli dzieło Poświęcenia idzie dalej. Pozostaje przy nas i nie tylko przykrywa nas od przestępstwa Adamowego, lecz zakrywa wszystkie nasze słabości i niedoskonałości naszych myśli, słów i uczynków, które wynikają ze słabości ciała, odziedziczonych po rodzicach (lecz nie rozmyślne). Tym sposobem lud Boży jest przykryty aż do końca ich drogi w ich wszystkich doświadczeniach i próbach, które są im niezbędnie potrzebne, jako kandydatom na członków Nowego Stworzenia. Zgodnie z tym Paweł apostoł oświadcza: "Przetoż teraz żadnego potępienia nie masz tym, którzy będąc w Chrystusie Jezusie nie według ciała chodzą, ale według Ducha", bez względu, że skarb nowej natury zawarty jest w naczyniu glinianym, i z tego powodu dzieją się mimowolne błędy; lecz gdyby nie były one przykryte szatą sprawiedliwości Chrystusowej, nie byłaby nam przypisaną sprawiedliwość, czyli nie bylibyśmy usprawiedliwieni przez wiarę, a w takim razie zostalibyśmy potępieni jako niegodni żywota wiecznego pod każdym względem.

My potrzebujemy to usprawiedliwienie i będzie ono naszą szatą tak długo, dopóki trwamy w Chrystusie będąc jeszcze w ciele; lecz ustanie zupełnie, gdy się skończą nasze doświadczenia i zostaniemy przyjęci jako zwycięzcy i otrzymamy udział w Pierwszym Zmartwychwstaniu, jak to apostoł Paweł wyjaśnia: posiane jest w skazitelności, w niesławie i słabości, ale będzie wzbudzone nieskazitelne, w mocy i chwale, w zupełnym podobieństwie do naszego Pana, który jest Duchem Ożywiającym, istnym wyobrażeniem istności Ojcowskiej. Po dojściu do takiej doskonałości, przypisanie sprawiedliwości nie będzie więcej potrzebne, bo wówczas będziemy istotnie sprawiedliwymi, istotnie doskonałymi. To nie robi różnicy, że doskonałość Nowego Stworzenia będzie na wyższym poziomie, aniżeli doskonałość świata, to jest nie stanowi różnicy, co się tyczy usprawiedliwienia; ci, którzy dojdą do ludzkiej doskonałości będą również doskonałymi (gdy to dzieło zostanie uzupełnione), lecz na niższym poziomie od duchowych. Ci, którzy teraz są powołani do Boskiej natury, aby ich powołanie i próba jako synów Bożych, mogły być ważnymi, zostają usprawiedliwieni z wiary, lecz aktualnie nie będą usprawiedliwieni, czyli doskonałymi, aż przy Pierwszym Zmartwychwstaniu - wówczas otrzymają zupełność żywota i doskonałość, w której nic z teraźniejszych słabości i niedoskonałości nie będzie. Teraz zaś doskonałość jest tylko przypisaną.

PRZYCZYNA, CZYLI PODSTAWA NASZEGO USPRAWIEDLIWIENIA

Z powodu niedostatecznego badania i porównywania Słowa Bożego, powstaje wiele zamieszania w umysłach odnośnie tego przedmiotu. Niektórzy na przykład cytują słowa apostoła, iż jesteśmy "usprawiedliwieni z wiary" (Rzym. 5:1; 3:28; Gal. 3:24) i utrzymują, iż wiara ma wielką wagę przed Bogiem, ponieważ pokrywa nasze niedoskonałości. Inni zaś cytują inne słowa apostoła, że jesteśmy "usprawiedliwieni z łaski" (Rzym. 3:24; Tytus 3:7) i twierdzą, że Bóg usprawiedliwia, oczyszcza każdego, bez względu na jego zasługi, wiarę lub uczynki. Są jeszcze inni, co wykazują, iż Pismo Święte mówi, że jesteśmy "usprawiedliwieni przez krew Jego" (Rzym. 5:9; Żyd. 9:14; 1 Jana 1:7) z tego powodu, że krew Chrystusa jest przyczyną usprawiedliwienia wszystkich ludzi, bez względu na ich wiarę i posłuszeństwo. Inni znowu, również opierając się na Piśmie Świętym, mówią, że Chrystus "powstał z martwych, dla usprawiedliwienia naszego" (Rzym. 4:25), na tej podstawie, że usprawiedliwienie przychodzi na nas przez zmartwychwstanie. Są jeszcze inni, co także dowodzą, że Pismo Święte uczy, iż "człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków" (Jakub 2:24), i pomimo wszystkiego, co jest powiedziane, nasze uczynki decydują, czy jesteśmy w łasce, czy w niełasce u Boga.

Faktem jest, że te wszystkie orzeczenia są prawdziwe i przedstawiają różne strony jednej i tej samej sprawy, podobnie jak na budynek można patrzeć: na jego front, tył lub boki. Apostołowie w różnych czasach omawiając różne fazy tego przedmiotu, w ten sposób się wyrażali. Naszą zaś rzeczą jest, by wszystkie te wyrażenia złożyć razem, i dopatrzyć się całej prawdy, co się tyczy usprawiedliwienia.

Przede wszystkim jesteśmy usprawiedliwieni z łaski. Stwórca nie był wcale obowiązany, by nas uwolnić od nałożonej na człowieka kary. Pan Bóg przewidział upadek zanim nas stworzył, ulitował się nad nami i w tym względzie przygotował plan naszego odkupienia przez Baranka zabitego od założenia świata, a to wszystko Bóg uczynił z łaski swojej. Przez jakikolwiek sposób zostało przeprowadzone nasze pojednanie z Bogiem, wszystko stało się z Jego łaski.

Następnie jesteśmy pojednani przez krew Chrystusa, przez Jego dzieło odkupienia - Jego śmierć - czyli, że łaska Boża została objawioną względem nas w tym, że "Jezus Chrystus z łaski Bożej, za wszystkich śmierci skosztował", a tym sposobem zapłacił dług za Adama. Odkąd cały rodzaj ludzki przez Adama stał się uczestnikiem jego przestępstwa, ostatecznym wynikiem będzie zmazanie grzechu całego świata. Upewnijmy się, co do tego punktu, jak co do pierwszego, że łaska Boża działa jedynie przez Chrystusa: "Kto ma Syna, ma żywot, kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota", lecz zostaje pod przekleństwem śmierci - 1 Jana 5:12.

Po trzecie, że Chrystus Jezus zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia, jest również prawdziwym, bo to było częścią Boskiego planu, by Mesjasz nie tylko miał być odkupicielem ludu, lecz by go błogosławił i przyprowadził do harmonii z Bogiem. Chociaż śmierć Jezusa była najważniejszą, jako podstawa naszego pojednania, to jednak nie mógłby się stać przyczyną błogosławieństw i restytucji, gdyby pozostał w śmierci - umarłym. Przeto Ojciec Niebieski, jak postanowił, aby Jezus przez śmierć Swoją dał okup, tak również postanowił wzbudzić Go od umarłych, aby w czasie właściwym stał się czynnikiem w przyprowadzeniu człowieka do stanu usprawiedliwienia, i aby ludzkość cała mogła powrócić do harmonii z Bogiem.

Po czwarte, Kościół jest usprawiedliwionym z wiary w ten sposób, że to usprawiedliwienie nie jest rzeczywistym, ani przywróceniem do doskonałości podczas tego wieku, lecz jedynie jest ono przypisane, czyli restytucją pochodzącą z wiary i ma się rozumieć, iż to stosuje się jedynie do wierzących. Nasza wiara lub niewiara, nie ma nic do czynienia z Boskim postanowieniem, które zamierzył w Samym Sobie, i to postanowienie przeprowadzi w czasie właściwym, lecz nasz udział i korzystanie z tych łask zależy od naszej wiary. Podczas Tysiąclecia, rozległość planu zbawienia będzie objawioną wszystkim - Królestwo Boże zostanie ustanowione na ziemi, a Ten, który odkupił rodzaj ludzki i otrzymał władzę błogosławienia wszystkich znajomością prawdy, tj. tych, którzy przyjmą łaskę i warunki, przyprowadzi do zupełnego - istotnego - usprawiedliwienia i zupełnej ludzkiej doskonałości.

Można powiedzieć, że nawet wtedy wiara będzie niezbędna do czynienia postępu i osiągnięcia rzeczywistego usprawiedliwienia, bo "bez wiary nie można podobać się Bogu", dlatego, że błogosławieństwa restytucji będą udzielane jedynie wierzącym. Lecz wiara, jaka będzie wtedy potrzebna, wielce będzie się różniła od tej, która teraz jest wymaganą od świętych "współdziedziców z Jezusem" - "Nowego Stworzenia". Gdy Królestwo Boże będzie zaprowadzone, Szatan będzie związany, a ziemia cała zostanie napełniona znajomością Pańską, wtedy obietnice Boże zostaną uznane przez wszystkich, bo rzeczy będą widoczne, gdy teraz tylko oczami wiary są rozpoznawane. Wiara jednak będzie potrzebną, by mogli postępować ku doskonałości, a więc i istotnemu usprawiedliwieniu, które przy końcu Tysiąclecia otrzymają ci, którzy stale trwać będą w wierze i uczynkach. O onym czasie jest powiedziane: "A księgi otworzone są ... i sądzeni są umarli według tego, jako napisano było, w onych księgach, to jest według uczynków ich", jakby w przeciwstawieniu z obecnym sądem Kościoła: "według wiary twojej", a jednak ich uczynki nie będą bez wiary, jak i nasza wiara w miarę naszych zdolności nie może być bez uczynków.

Oświadczenie apostoła Pawła, że "z wiary Bóg usprawiedliwia pogan" (Gal. 3:8) ma znaczyć, że pojednanie nie miało być wynikiem Przymierza Zakonu, lecz przez łaskę pod warunkami Nowego Przymierza, z którego jeśli kto chce korzystać, musi w nie uwierzyć, przyjąć i zastosować się do jego wymagań. Zatem różnica, jaka zachodzi między obecnym a przyszłym usprawiedliwieniem jest ta, że wierzący w teraźniejszym czasie, gdy posiadają właściwą wiarę, otrzymają w jednej chwili społeczność z Bogiem, przez przypisanie im usprawiedliwienia z wiary; podczas gdy w przyszłym wieku, ludzie żyjąc w lepszych warunkach, ich wiara i posłuszeństwo nie będą mogły sprowadzić im przypisanego usprawiedliwienia, lecz przy końcu Tysiąclecia przyprowadzi ich do społeczności z Bogiem i istotnego usprawiedliwienia. Świat tymczasem znajdować się będzie w rękach Wielkiego Pośrednika, którego dzieło będzie dla nich wolą Bożą, będzie ich ćwiczyć i stopniowo przyprowadzi do doskonałości, aż ostatecznie przyprowadzi ich do istotnego usprawiedliwienia, przedstawi ich bez wady Ojcu, jednocześnie odda Królestwo Bogu i Ojcu - 1 Kor. 15:24.

Dotąd Pan Bóg poszukuje klasę, która by miała stanowić Nowe Stworzenie, a nikt nie został powołany do tego stanu duchowego, kto nie został przyprowadzony do znajomości Bożej łaski w Chrystusie, i był zdolny przyjąć wiarą to postanowienie Boże; tak mocno uwierzył, że to oddziaływałoby na jego życie, iż przekształciłby je w teraźniejszym czasie i tak to oceniał, że w porównaniu z tym, wszystkie inne rzeczy okazałyby się niczym. Okazując wiarę w tych złych czasach, w których zło ma przewagę, gdy wiara jest słabą, a nawet zapieraną miłość i moc Wszechmocnego Stwórcy, dlatego wierzący uważani są jakoby żyli w Tysiącleciu i otrzymali ludzką doskonałość. To przypisane stanowisko doskonałości, czyli usprawiedliwienie, jest udzielone w tym celu, aby wierzący mogli to doskonałe człowieczeństwo złożyć w ofierze, a które by z czasem otrzymali, aby mogli swoje ciała uznane za doskonałe, stawić ofiarą ze wszystkimi ziemskimi przywilejami, w zamian za nadzieje i obietnice otrzymania Boskiej natury i współdziedzictwo z Chrystusem, do czego przywiązane są cierpienia i utraty ziemskich korzyści i sławy od ludzi, na udowodnienie naszej szczerości.

Po piąte, klasa ta będąc teraz usprawiedliwioną z wiary, nie może zaprzeć się tejże przez złe uczynki. To musi być wiadome, że chociaż Pan Bóg postępuje Sobie łaskawie z tą klasą, z punktu wiary nie przypisując im przestępstw popełnianych ze słabości ciała i uważa je za zgładzone przez zasługi Odkupiciela, postępuje z nimi według ich ducha, czyli intencji, a nie według ciała, czyli uczynków, to jakkolwiek bądź spodziewa się, aby ciało zostało doprowadzone pod moc nowego umysłu na ile to możebne i będzie współdziałać we wszystkim, co dobre, na ile sposobności i możność pozwoli. W tym sensie, i w takim stopniu, nasze uczynki mają do czynienia z naszym usprawiedliwieniem, jako potwierdzenie i dowód szczerości naszego poświęcenia. W każdym razie jesteśmy sądzeni od Pana nie według naszych uczynków, lecz według wiary; gdybyśmy byli sądzeni według uczynków, to by nam "niedostawało do chwały Bożej"; lecz będąc sądzeni według serca - naszych intencji, Nowe Stworzenie może być uwzględnione przez prawo Boże na zasadzie Przymierza Łaski, przez które zasługa ofiary Chrystusowej przykrywa słabości ciała. Rozumie się, że nikt nie zaprzeczy, ażeby Pan Bóg nie miał się spodziewać od nas, abyśmy przynosili owoce sprawiedliwości, które są dla nas możebne w obecnych warunkach. Więcej niż to, Pan Bóg od nas nie wymaga; zaś mniej, nie możemy się spodziewać, aby Pan Bóg mógł przyjąć i nagrodzić.

Jako ilustracja ogólnej działalności usprawiedliwienia z łaski, przez krew i przez naszą wiarę i uczynki, niech nam posłuży działanie kolei elektrycznej. Najpierw miejsce, w którym wytwarza się elektryczność, do pewnego stopnia może wyobrażać źródło naszego usprawiedliwienia, tj. łaskę Bożą. Druty, po których przechodzi prąd elektryczny, mniej więcej mogłyby ilustrować Pana Jezusa, jako Czynnika Ojcowskiego w naszym usprawiedliwieniu; wagony reprezentowałyby wierzących, a ramię (pręt żelazny łączący wagon z drutem, po którym przechodzi prąd elektryczny) przedstawia wiarę, która musi być żywą i mocno przeć do drutu. 1). Wszystko zależy na prądzie elektrycznym. 2). Następnie ważnym jest drut, który przynosi nam ten prąd elektryczny. 3). Bez tego prętu wiary (ramienia) trzymania się i opierania na Jezusie Chrystusie, który jest czynnikiem naszego usprawiedliwienia, nie moglibyśmy otrzymać błogosławieństwa. 4). Błogosławieństwo, otrzymane przez łączność z Jezusem, odpowiadałoby oświetleniu wagonu elektrycznością, co wskazywałoby, że tam jest siła, która może być użytą. 5). Woźnica i jego rękojeść od aparatu, wyobrażaliby wolę człowieka, zaś 6). aparat, czyli motor, przedstawia naszą działalność, energię pod siłą, która przychodzi do nas przez wiarę. Wszystkie te czynniki w połączeniu są niezbędne do naszego postępu; byśmy ostatecznie mogli dojść do remizy (gdzie wagony są przechowywane), co mogłoby ilustrować miejsce Nowego Stworzenia, w domu naszego Ojca, gdzie wiele jest mieszkań, czyli stanów dla wielu synów, różnych natur.

USPRAWIEDLIWIENIE ŚWIĘTYCH STAREGO TESTAMENTU

Patrząc wstecz, widzimy w pismach apostołów, że w dalekiej przeszłości - zanim drogocenna krew została przelaną dla naszego usprawiedliwienia - byli Święci Starego Testamentu, tacy jak Abel, Enoch, Noe, Abraham, Izaak, Jakub, Dawid i różni święci prorocy, którzy byli usprawiedliwieni z wiary. Ponieważ nie mogli mieć wiary w drogocenną krew, jaką więc mieli oni wiarę, która ich usprawiedliwiała? Na to odpowiadamy, co jest napisane: "Wierzyli Bogu i poczytano im to ku sprawiedliwości (usprawiedliwieniu)". Prawda, że Bóg im nie objawił Swojego planu, jak to uczynił nam, że możemy rozumieć, w jaki sposób Pan Bóg może być sprawiedliwym i usprawiedliwiającym każdego, co wierzy w Jezusa, zatem nie byli odpowiedzialnymi, że nie wierzyli, co nie było im objawione. Lecz wierzyli, co im Bóg objawił, a to objawienie zawierało w sobie to, co my obecnie mamy, tylko, że było ono bardzo szczupłe, podobnie jak żołądź zawiera w sobie dąb. Enoch prorokował o przyjściu Mesjasza i o błogosławieństwie, jakie miało z Jego przyjścia wyniknąć. Abraham uwierzył Bogu, że jego nasienie miało się stać tak wielkim, iż miało błogosławić wszystkie rodzaje ziemi. To miało znaczyć powstanie umarłych, ponieważ wiele narodów przeminęło, poszło do grobu. Abraham wierzył, iż Pan Bóg jest zdolny wzbudzić umarłych, jak to okazało się, gdy był próbowany, czy ofiaruje swojego syna Izaaka, przez którego miała się wypełnić obietnica. Na ile oni pojmowali sposoby, przez które Pan Bóg miał ustanowić Swoje Królestwo na ziemi i spowodować wieczną sprawiedliwość, przez usprawiedliwienie tych, którzy okażą się posłusznymi władzy Chrystusa, nie możemy wiedzieć; lecz w tym względzie mamy słowa Jezusa, że Abraham do pewnego stopnia miał pojęcie odnośnie ofiary za grzech, którą nasz Pan miał złożyć: "Abraham ... z radością żądał, aby oglądał dzień mój, i oglądał i radował się" - Jan. 8:56.

Nie wszyscy widzą różnicę, jaka była między usprawiedliwieniem Abrahama i innych, żyjących w przeszłości, do społeczności z Bogiem, zanim Pan Bóg uzupełnił podstawę tej społeczności przez ofiarę Chrystusa i usprawiedliwienie do żywota, w ciągu wieku ewangelicznego. Zachodzi wielka różnica między tymi dwoma błogosławieństwami, chociaż wiara potrzebną jest w obydwóch razach. Wszyscy znajdowali się pod przekleństwem śmierci, a zatem nikt nie mógł być wolnym od tego przekleństwa, być "usprawiedliwionym do żywota" (Rzym. 5:18), dopóki nie była złożoną ofiara za grzech przez naszego Zbawiciela; jak to apostoł tłumaczy, że ofiara była niezbędną, aby Bóg mógł być sprawiedliwym (Rzym. 3:26). Lecz sprawiedliwość przewidziawszy wykonanie planu odkupienia, nie mogła mieć nic przeciwko ogłoszeniu tegoż przed czasem, jako dowód łaski Bożej, dla tych, co okazali potrzebną wiarę - usprawiedliwiając takich do tego stopnia, iż mieli mieć społeczność z Bogiem.

Paweł apostoł wspomina o "usprawiedliwieniu do żywota" (Rzym. 5:18), jako Boskiemu rozporządzeniu mającym się wypełnić przez Chrystusa, które ostatecznie będzie udziałem wszystkich ludzi; i to jest tym usprawiedliwieniem do żywota, że tym, co teraz są powoływani, by się stali Nowym Stworzeniem, im się liczy, by otrzymali teraz ten żywot przez wiarę - pierwej, niż świat może go otrzymać. Przez to usprawiedliwienie każdy nie tylko otrzymuje społeczność z Bogiem jako przyjaciel, ale przestaje być obcym, cudzoziemcem, nieprzyjacielem, a w dodatku jest możebnem przez tą samą wiarę otrzymać prawo restytucji do żywota zapewnionego przez ofiarę Zbawiciela, a następnie ofiarować ziemskie prawa, by się stać współofiarnikiem, kapłanem, i dojść do społeczności z Najwyższym Kapłanem naszego wyznania, Chrystusem Jezusem.

Ponieważ ojcowie święci, którzy swego czasu wierzyli, mogli przyjść do harmonii z Bogiem przez wiarę, gdy plan Boży nie był im objawiony, a nawet się nie rozpoczął, z tego można wnosić, że nie byłoby możebne dla Boskiej sprawiedliwości uczynić nic więcej, dopóki nie nastąpiłoby pojednanie za grzech przez ofiarę Chrystusa. To jest w zupełnej zgodzie z tym, co apostoł mówi: "że Bóg o nas (o Kościele ewangelicznym - Nowym Stworzeniu) coś lepszego przejrzał, aby oni (Święci Starego Testamentu) bez nas, nie stali się doskonałymi" (Żyd. 11:40). To samo zgadza się ze słowami Jezusa, gdy dawał świadectwo o Janie Chrzcicielu, mówiąc, że chociaż nie powstał większy prorok jak on, to jednak, ponieważ umarł zanim ofiara pojednania została zupełnie dokonaną, dlatego najmniejszy z klasy Królestwa Niebieskiego, Nowego Stworzenia, usprawiedliwionych do żywota (po dopełnionej ofierze za grzech) i którzy zostali powołani, aby cierpieć z Chrystusem, większym będzie aniżeli on - Mat. 11:11.

Jużeśmy poprzednio zauważyli, że Chrystus i Kościół w chwale dokonają dzieła, że przyprowadzą świat do usprawiedliwienia (restytucji) podczas Tysiąclecia, i że nie będzie to usprawiedliwienie z wiary, jakim jest nasze (przypisane), lecz będzie to istotne - usprawiedliwienie z uczynków, w tym sensie, że chociaż uczynki będą połączone z wiarą, to jednak ostateczna próba będzie "według uczynków ich" (Obj. 20:12). W czasie teraźniejszym Nowe Stworzenie postępuje wiarą a nie widzeniem, a wiara ich jest próbowaną i jest wymagane, aby znosili trudy i jakoby widzieli Tego, który jest niewidzialny i tak wierzyli w rzeczy, które z zewnętrznego wyglądu wydają się zmysłom niemożebnymi, lub niedorzecznymi. Wiara ta będąc popartą przez nasze niedoskonałe uczynki, ma także poparcie przez doskonałe dzieło Boże, i jest przyjemną Bogu z tego względu, że walczymy w warunkach nieprzyjaznych, a na ile to jest dla nas możebne, staramy się przypodobać Bogu, a tym sposobem dowodzimy, iż posiadamy Ducha Chrystusowego, bo się radujemy z cierpień dla sprawiedliwości, a to jest dowodem, że gdybyśmy znajdowali się w przyjaznych warunkach, to ma się rozumieć, iż nie bylibyśmy mniej wiernymi niż obecnie. Gdy znajomość Pańska napełni wszystką ziemię, a ciemności i mgła, która teraz otacza wierzących Pańskich zostanie usunięta, a Słońce Sprawiedliwości olśni świat promieniami prawdy, na ten czas wszyscy otrzymają zupełną znajomość Boga, o Jego charakterze i Jego planie - gdy ludzie ujrzą dowody Boskiej łaski, miłości i zostaną pojednani przez Chrystusa i stopniowo będą przyprowadzeni do doskonałości fizycznej, umysłowej i moralnej, to jest ci wszyscy, którzy będą szukać pogodzenia się i harmonii z Bogiem, wtedy wiara będzie w wielkiej mierze odmienną od tej, która jest wymaganą teraz. Wtedy nie będzie potrzeba wysilać wzroku, by dojrzeć rzeczy chwalebne, które Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują, ale będą w mniejszym lub większym stopniu dość wyraźnie objawione ludziom. Podczas gdy ludzie będą wtedy mieli wiarę w Boga, to jednak będzie wielka różnica między tymi, którzy będą mieli dowody zadawalające ich zmysły, a wiarą, którą musi mieć Nowe Stworzenie teraz, odnośnie rzeczy, których nie widzą. Wiara, którą Bóg teraz poszukuje u Swojego ludu, jest drogą przed obliczem Jego i taką wiarą odznacza się mała szczególna klasa ludzi; dlatego też Pan Bóg postawił tak wysoką za nią nagrodę. Gdy wiek Tysiąclecia zostanie zupełnie wprowadzony, wtedy nie będzie możebne wątpić w fakta ogólne, i z tego powodu nie byłoby właściwą rzeczą naznaczyć nagrodę dla tych, co nie będą wątpić.

Chociaż znajomość Pańska napełni ziemię i nikt nie będzie potrzebował mówić bliźniemu swemu: Poznaj Pana!, to jednak przyjdzie na ludzi odmienne doświadczenie: nie wiary, lecz doświadczenia uczynków i posłuszeństwa. "I stanie się, że wszelka dusza, która by nie słuchała onego proroka, z ludu wytraconą będzie" (Dz.Ap. 3:23). W ciągu obecnego czasu, gdy panuje ciemność odnośnie wypełnienia się planu Bożego, grzech góruje, a szatan jest księciem tego świata, Pan Bóg nagradza wiarę: "Niechaj ci się stanie jakoś uwierzył" (Mat. 9:29). "To jest zwycięstwo, które zwyciężyło świat - wiara nasza" (1 Jana 5:4). Co się tyczy Dnia Sądnego, czyli sądu świata, czytamy, że wszyscy będą sądzeni według uczynków ich, popartych wiarą i według tego zostaną przyjęci lub odrzuceni przy końcu Tysiąclecia (Obj. 20:12).

Usprawiedliwienie, jakeśmy to już widzieli, znaczy przyprowadzenie grzesznika do zupełnej zgody z jego Stwórcą. Nigdzie nie czytamy w Piśmie Świętym, aby grzesznik był usprawiedliwionym przed Chrystusem, lecz przez zasługi Chrystusa jest usprawiedliwiony przed Ojcem, i to może nam dopomódz do wyrozumienia całego przedmiotu, dlaczego to właśnie tak jest. Przyczyna jest ta, że Stwórca stoi jako przedstawiciel Swojego własnego prawa, i dlatego, że On wystawił Adama pod to prawo, a w nim cały rodzaj ludzki, oświadczając, że może korzystać z Jego łaski i zażywać żywota wiecznego, tak długo dopóki okaże się posłusznym temu prawu, zaś w razie nieposłuszeństwa utraci wszystkie łaski. To stanowisko, czyli postanowienie, nie mogło być zmienione, ani odłożone na stronę. Jednak zanim rodzaj ludzki będzie mógł dojść do społeczności z Bogiem i korzystać z błogosławieństw żywota wiecznego, musi w jakiś sposób powrócić do harmonii ze swoim Stwórcą, a więc i do tej doskonałości, która wytrzyma Boskie wymagania i próbę posłuszeństwa. Tym sposobem świat znajduje się jakby w miejscu, gdzie Wszechmocny go nie dosięga - który rozmyślnie postanowił Swoje prawa, aby nie naruszać sprawiedliwości i uczynić koniecznym obecny plan odkupienia i restytucję, czyli usprawiedliwienie, to jest przyprowadzenie na powrót posłusznych do doskonałości przez Odkupiciela, który w międzyczasie będzie ich Pośrednikiem.

Pośrednik, aczkolwiek doskonały, to jednak nie wydawał ścisłych praw, które by miały być zachowywane - ani wygłaszał wyroku przeciw Adamowi i jego rodzajowi, bo to przeszkodziłoby uznaniu ich i okazaniu się miłosiernym wobec ich niedoskonałości. Przeciwnie, On kupił świat w grzechu i niedoskonałości. Przyjął świat takim, jakim jest, a podczas Tysiąclecia liczyć się będzie z każdą jednostką według jej stanu, w jakim się będzie znajdować i okazywał miłosierdzie słabym, zaś od mocniejszych będzie wymagał więcej, zastosowując prawa Swego Królestwa do różnych wad, słabości itp., w taki sposób, jaki będzie najwłaściwszym. "Bo Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszystek sąd dał Synowi" (Jan. 5:22). Syn przedstawi rodzajowi ludzkiemu doskonałe zasady Boskiego prawa, które ludzie będą musieli zachować, zanim zostaną usprawiedliwieni przed obliczem Bożym przy końcu Tysiąclecia, lecz nie będzie On zmuszał do zachowania tego prawa; kto go nie zachowa, okaże się przestępcą tegoż prawa i będzie potrzeba łaski ubłagania, by przykryć każde przekleństwo, choćby niedobrowolne i nierozmyślne. Pojednanie za przestępstwa doskonałego i nieodmiennego prawa Bożego skończy się zanim Chrystus ujmie władzę.

Chrystus już zapłacił cenę, złożywszy ze Siebie ofiarę, której część zasług przekazał domownikom wiary, a przy końcu wieku ewangelicznego, pozostałą część Swych zasług z ofiary za grzech przekaże na korzyść "wszystkiego ludu" - całego rodzaju ludzkiego. W figurach Dnia Pojednania, Pan Bóg pokazał, iż będzie ona przyjętą, a jako wynik tego przyjęcia będzie, że Chrystus i Jego Kościół ujmą rząd nad światem. Formę rządu, jaka wtedy będzie, można by porównać do tak zwanego stanu wojennego albo rządu despotycznego, który odsuwa zwykłe prawa i zasady, z powodu potrzeby natychmiastowego załatwienia sprawy i zastosowania praw w sposób, jaki się najlepiej nadaje, nie dla tych, co będą znajdowali się w stanie doskonałym (według praw Jehowy istniejących w całym wszechświecie), lecz dla niepoddanych, buntujących się, czyniących bezprawie, jakie wytworzyło się na świecie z powodu grzechu. W państwie tym będzie Chrystus panował, nie tylko jako król, lecz także jako sędzia i najwyższy kapłan, w tym celu, by świat mógł dojść do istotnego usprawiedliwienia ze swych uczynków, popartych wiarą, a co będzie stanowiło jego ostateczną próbę. Lecz do tego istotnego usprawiedliwienia ludzkość nie dojdzie zaraz na początku Tysiącletniego panowania, lecz stanie się wynikiem panowania Chrystusa przy końcu Tysiąclecia.

Usprawiedliwienie z wiary, jakie się dzieje w teraźniejszym czasie, jest w celu, aby dać możność tym, których Bóg powołał do Swej szczególnej służby, do wzięcia udziału w Przymierzu Abrahama, jako nasienie obietnicy i spółofiarników, a z tego powodu i współdziedziców z Jezusem. Nawet z tymi, Bóg nie może zawierać bezpośredniej umowy w czasie, gdy zostali usprawiedliwieni z wiary i przez zasługi ich Odkupiciela, bo uważani są za niezdolnych i dlatego powiedziano im, że są przyjęci, lecz tylko w Umiłowanym, to jest w Chrystusie, a wszystkie ich umowy i chęć ofiarowania, jeżeli nie zostaną potwierdzone przez Niego, nie mają żadnego znaczenia.

Jest, więc widocznym, że jedynym celem wieku ewangelicznego jest powołanie z pośród rodu ludzkiego maluczkiego stadka, które by stanowiło członków Nowego Stworzenia, a usprawiedliwienie wierzących do żywota jest w tym celu, by im dać możność zajęcia stanowiska przed Bogiem, by mogli z Nim uczynić przymierze i przyjęli warunki wymagane od kandydatów na Nowe Stworzenie. Już było wzmiankowane, że warunkiem, na mocy którego można być przyjętym do Nowego Stworzenia, jest poświęcenie się, a ponieważ Pan Bóg nie może przyjąć żadnej ofiary mającej wady, zatem my jako członkowie skażonego i potępionego rodzaju, nie moglibyśmy być przyjęci, aż naprzód musi nam być przypisane usprawiedliwienie od wszystkich grzechów, wtedy możemy, jak apostoł Paweł się wyraża: "stawić ciała nasze ofiarą żywą, świętą, przyjemną Bogu, to jest, rozumną służbę" - Rzym. 12:1.

TYMCZASOWE USPRAWIEDLIWIENIE

Mając to na względzie, co powiemy o tych, co uwierzyli w Boga (i Chrystusa) i zostali usprawiedliwieni, a którzy, dopatrzywszy się, iż dalszy postęp po drodze Pańskiej znaczy poświęcenie i zaparcie samego siebie itd., nie postępują dalej, nie wchodzą przez ciasną bramę na wąską drogę zupełnego ofiarowania się - aż do śmierci? Czy możemy powiedzieć, że Pan Bóg się na nich gniewa? Wcale nie, możemy przypuszczać, że tak dalece, jak postępowali drogą sprawiedliwości, byli przyjemnymi Bogu i że tacy otrzymują błogosławieństwo, apostoł bowiem wyraźnie to oświadcza, gdy mówi: "Będąc usprawiedliwieni z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa". Pokój ten obejmuje w sobie pewne rozeznanie planu Bożego odnośnie przyszłego zmazania grzechów tych, którzy uwierzyli (Dz.Ap. 3:19); obejmuje także w znacznym stopniu harmonię z zasadami sprawiedliwości, ponieważ wiara sprowadzająca usprawiedliwienie, zawsze sprawia reformę. Radujemy się ze wszystkimi, którzy postąpili tak daleko i cieszymy się, iż stoją o wiele wyżej od wielkich mas ludzi, których zmysły Bóg świata tego oślepił tak, że nie mogą w teraźniejszym czasie dopatrzyć się i ocenić łaski Bożej, która jest w Chrystusie. Zachęcamy, przeto takich, aby pozostali w łasce Bożej i postępowali w zupełnym posłuszeństwie.

"ABYŚCIE ŁASKI BOŻEJ NADAREMNIE NIE BRALI"

Bez względu o ile ludzie wierzący mogą posiadać pokój i radość z postępowania drogą sprawiedliwości, gdy unikają wąskiej drogi ofiarowania i zaparcia samych siebie, takim możemy powiedzieć, iż "przyjmują łaskę Bożą nadaremno" (2 Kor. 6:1), ponieważ łaska Boża, jaka okazała się przez usprawiedliwienie i którą przyjęli, była zamierzoną, aby się stała stopniem do postąpienia i osiągnięcia wyższego przywileju, którym jest powołanie do Nowego Stworzenia. Dlatego tacy przyjmują łaskę Bożą nadaremno, ponieważ nie korzystają z tak wielkiej sposobności, jaka im się nastręczyła, a która przedtem nikomu nie była ofiarowaną i jak Pismo Święte wskazuje, nigdy po tym czasie nie będzie daną. Tacy przyjmują łaskę Bożą nadaremnie, ponieważ sposobności do restytucji, które będą im dane, otrzymują wszyscy z odkupionej ludzkości. Łaska Boża w teraźniejszym czasie dowodzi o dobroci Bożej okazanej pierwej im niż światu, w tym celu, aby przez usprawiedliwienie mogli otrzymać powołanie i ubiegać się o nagrodę wystawioną dla ciała Chrystusowego, Królewskiego Kapłaństwa.

Spoglądając po nominalnym "świecie chrześcijańskim", jest widoczne, że wielkie masy ludzi nawet szczerze wierzących, nigdy nie przestąpili poza ten przedwstępny stopień usprawiedliwienia: "skosztowali, że dobrotliwy jest Pan", i na tym poprzestali, uważając to dla siebie za dostateczne. Po zakosztowaniu tej wielkiej radości, powinni więcej pragnąć i łaknąć sprawiedliwości, prawdy i poznania Boskiego charakteru i planu, aby więcej rość w łasce, umiejętności i miłości, i więcej wyrozumiewać wolę Bożą względem nich, którą będziemy rozbierać następnie pod nazwą: Poświęcenie.

Tak dalece jak możemy pojąć, to korzyści tymczasowo usprawiedliwionych odnoszą się jedynie do teraźniejszego żywota i ulgi, którą teraz odczuwają przez poznanie Boskiego charakteru i Jego przyszłej z nimi działalności. Ich znajomość w tym względzie bywa tak ograniczoną, że niekiedy zapytują: Czy należę ja do Boga, czy nie należę?

Faktem jest, że chociaż Chrystus stał się ich mądrością, tak, że dowiedzieli się o potrzebie Zbawiciela i było im pokazane zbawienie w Chrystusie, to jednak w planie Bożym nie było zamierzone, aby Chrystus ustawicznie miał być ich mądrością, prowadził i pokazywał "głębokie rzeczy Boże", chyba tylko wtedy, jeżeli się zaofiarują i poświęcą być Jego naśladowcami. Niepoświęceni wierzący żadną miarą nie mogą się zaliczać do Nowego Stworzenia, pomimo, iż widzą oni drogi Boże, wyrozumiewają Jego przykazania i starają się żyć na świecie moralnie, rozumnie i uczciwie. Tacy jednak są ziemskimi, jeżeli nie postąpili dalej, tj. do zamiany ludzkich praw i przywilejów (kupionych przez Jezusa) na rzeczy niebieskie, do których nasz Pan przez ofiarę otworzył im drzwi. Tak jak w figurze mamy pokazane, iż Lewitom nie było dozwolone wchodzić do Świątnicy Przybytku, ani nawet tam zajrzeć, by widzieć znajdujące się tam rzeczy, podobnie w pozaobrazowym znaczeniu, niepoświęconym wierzącym nie jest dozwolone widzieć głębokie rzeczy Boże, lub ocenić ich wielkość, chyba, że staną się członkami Kapłaństwa, przez zupełne ofiarowanie się.

Spodziewać się lepszych względów od Pana w przyszłym wieku, dlatego, że ktoś otrzymał łaski w teraźniejszym życiu, lecz ich nie używał, to byłoby coś podobnego, jakby się ktoś spodziewał szczególnych błogosławieństw za to, że poprzednich nie ocenił, albo użył na złe. Czy nie znajdujemy coś z Boskiej działalności w przeszłości, że niektórzy, co nie mieli w tym wieku ewangelicznym łaski u Boga, że otrzymają ją w przyszłym wieku? Czy nie byłoby to coś według słów naszego Pana, że "ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi"? Paweł apostoł wykazuje, że gdy wybór Nowego Stworzenia zostanie uzupełniony, a wiek Tysiąclecia wprowadzony, łaska Boża powróci do Izraela, od którego została odjęta na początku wieku Ewangelii (Rzym. 11:25-32).

Ci, co zostali usprawiedliwieni do społeczności z Bogiem przed wiekiem Ewangelii, i którzy utrzymali się przy tym usprawiedliwieniu kosztem zaparcia samych siebie, otrzymają nagrodę, iż zostaną "postawieni książętami po wszystkiej ziemi" (Żyd. 11:35). Ci zaś, którzy w teraźniejszym czasie użyją właściwie i utrzymają swoje usprawiedliwienie, muszą to uczynić kosztem swojego ciała. Maluczkie stadko, wierne do najwyższego stopnia, kłaść będzie życie swoje na służbę prawdy, braci i będzie naśladować swego Wodza i Zbawiciela. Druga klasa, rozważana na innym miejscu jako "Wielkie Grono", musi dojść do posiadania nagrody również kosztem swojego ciała, ale z powodu mniejszej gorliwości w poświęcaniu się, utracą najwyższą nagrodę przeznaczoną dla Nowego Stworzenia i jego przywilejów w Królestwie. Te trzy klasy jedynie są uprzywilejowane w doczesnym życiu, przez otrzymanie poszczególnych sposobności tego wieku, to jest, usprawiedliwienia z wiary.

Działalność Królestwa przy zupełnej znajomości Boga, dla różnych powodów, prawdopodobnie najmocniej przemówi do przekonania Izraela według ciała, który, gdy jego zatwardziałość i niepobożność zostanie od niego odwróconą, stanie się wielce gorliwym dla Pomazańca Pańskiego, jak jest przedstawione w proroctwie Izajasza, które mówi: "Oto Bóg nasz Ten jest; oczekiwaliśmy Go, i wybawił nas" (Izaj. 25:9).

Gdy Izrael w naturalny sposób będzie pierwszym, który zastosuje się do nowego porządku rzeczy, błogosławieństwa Królestwa szybko spłyną na całą ziemię, zaś wszystkie narody staną się dziećmi Abrahama, w tym sensie, że otrzymają uczestnictwo w błogosławieństwach obiecanych Abrahamowi, jako napisano: "Uczynię cię ojcem wielu narodów ... w nasieniu twojem błogosławione będą wszystkie narody ziemi".

CHRYSTUS STAŁ SIĘ DLA NAS POŚWIĘCENIEM

Jak mądrość, czyli znajomość Boga, stała się nam jako wynik ofiary Jezusa danej za nas, i jak zostaliśmy usprawiedliwieni przez Jego zasługi, gdyśmy zostali przez Niego pojednani z Bogiem, i gdy odwróciliśmy się od grzechu, a nawróciliśmy się ku sprawiedliwości, tak podobnie dzieje się i nasze poświęcenie przez Niego. Nikt nie może poświęcić się w tym znaczeniu, by mógł być przyjęty do rodziny Bożej - jako Nowe Stworzenie, spłodzony z Ducha Bożego (Jan 1:13; Żyd. 5:4). Jak zasługi Chrystusa były niezbędnymi dla naszego usprawiedliwienia, tak przyjęcie nas za członków Jego ciała i Jego ustawiczna pomoc, są niezbędnymi do uczynienia naszego powołania i wyboru pewnem. Apostoł gromi niektórych, iż "nie trzymają się Głowy" (Kol. 2:19). Jesteśmy przekonani, że niezbędnym jest dla każdego członka Kościoła uznawać Jezusa Chrystusa, nie tylko za Odkupiciela od grzechu, lecz także uznawać Go za Głowę, Kierownika, Nauczyciela i Zachowawcę ciała, tj. Kościoła. Pan Jezus wykazuje potrzebę trwania w Nim i często powtarza: "Mieszkajcież we Mnie ... jako latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, jeżeli nie będzie trwała w winnym krzewie, także ani wy, jeśli we Mnie mieszkać nie będziecie". "Jeśli we Mnie mieszkać będziecie i słowa Moje w was mieszkać będą, czegobyściekolwiek chcieli proście, a stanie się wam" (Jan 15:4,7). Apostoł również wykazuje potrzebę trwania w Chrystusie, mówiąc: "Straszna jest rzecz wpaść w ręce Boga żywego" (Żyd. 10:31). W dalszym ciągu, Paweł apostoł wykazuje, że "Bóg nasz jest ogniem trawiącym". Jego miłość i Jego sprawiedliwość, pali wszelki grzech i "wszelką niesprawiedliwość"; Bóg nie może uznać grzechu, dlatego ofiara, którą Bóg przygotował, nie jest dla zachowania grzeszników, lecz wybawienia ich od słabości i wiecznej zagłady.

To, zgodnie z różnymi oświadczeniami Pisma Świętego, zapewnia nas, że przychodzi czas, w którym grzech, grzesznicy i towarzyszący im smutek, ból i umieranie przeminą. Dzięki za to Bogu! Możemy się także cieszyć z zarysu Boskiego charakteru, że Bóg jest ogniem trawiącym, i że On przygotował dla nas ucieczkę w Jezusie Chrystusie, tak długo, dopóki nasze przewinienia i przestępstwa pochodzące ze słabości ciała, dopóki nie są rozmyślnymi, a także przygotował dla Nowego Stworzenia w Chrystusie ostateczne wyswobodzenie od grzechu, śmierci, wszelkiej słabości i niedoskonałości, jak również możność dojścia do zupełnego Jego podobieństwa, do doskonałości Boskiej natury i jej pełności; zaś dla "Wielkiego Grona" doskonałość na poziomie podobnym do natury anielskiej, aby byli sługami, towarzyszami uwielbionego Kościoła - "panny za Nią towarzyszki Jej" - Ps. 45:15.

Następnie Święci Starego Testamentu będą doskonałymi w ludzkiej naturze, obrazami Bożymi w ciele, i przedstawicielami Królestwa Chrystusowego i narzędziami w rozdzielaniu Boskich błogosławieństw wszystkim rodzajom ziemi. Gdy ostatecznie doświadczenia i próby Tysiąclecia przyprowadzą wszystkich posłusznych do doskonałości, ci również przez okazanie swojej wierności ku Bogu, otrzymają, czyli dojdą do doskonałości ludzkiej natury i będą rozumieli Boga, i tak będą Mu posłusznymi, że Pan Bóg przestanie być dla nich ogniem trawiącym, ponieważ wszystek ich brud zostanie oczyszczony pod nadzorem wielkiego ich Pośrednika, któremu wszyscy byli oddani przez Ojcowską miłość i mądrość. Chrystus wtedy "z pracy duszy Swej ujrzy owoc, którym nasycon będzie" - Izaj. 53:11.

Poświęcenie znaczy odłączenie się na świętą służbę. Grzesznicy nie są powołanymi do poświęcenia, lecz do pokuty, a pokutującym grzesznikom nie jest rozkazano, by się ofiarowywali, lecz żeby wierzyli w Jezusa Chrystusa ku usprawiedliwieniu. Poświęcenie, wymagane jest jedynie od klasy ludzi usprawiedliwionych - od wierzących w Boskie obietnice, ześrodkowane w Chrystusie i zapewnione przez Jego okup. To jednak nie ma znaczyć, aby poświęcenie, czyli świątobliwość, nie była właściwą rzeczą dla całego rodzaju ludzkiego, lecz znaczy, iż Bóg przewidział, że tak długo, dopóki człowiek zajmuje stanowisko niepoprawnego grzesznika, byłoby bezpożyteczne zapraszać go do życia świętobliwego; taki najpierw musi się przyznać, iż jest grzesznikiem i nawrócić się. To nie znaczy, aby pokutujący nie miał się uświęcać i prowadzić życie świętobliwe, lecz znaczy, że poświęcenie bez usprawiedliwienia byłoby zupełnie czczym. Według Boskiego porządku rzeczy, naprzód musimy dowiedzieć się i poznać dobroć Bożą i co Pan Bóg uczynił dla naszych grzechów, musimy przyjąć Jego przebaczenie jako dar w Chrystusie, zanim moglibyśmy być we właściwym stanie do uczynienia ze siebie ofiary, lub poświęcić się Jemu na służbę. Oprócz całego urządzenia w wieku ewangelicznym, powołanie do pokuty, zwiastowanie wesołej nowiny o usprawiedliwieniu i zaproszenie usprawiedliwionych do ofiarowania i poświęcenia się na służbę Bogu, wszystko to są części jednego wielkiego planu, który Bóg teraz przeprowadza w rozwijaniu Nowego Stworzenia. Bóg postanowił, że wszyscy, którzy mają być członkami Nowego Stworzenia, muszą być ofiarnikami, "Królewskim Kapłaństwem", i każdy musi coś ofiarować Bogu, tak jak nasz Arcykapłan ofiarował Samego Siebie (Żyd. 7:27; 9:14). Kapłani również muszą ofiarować samych siebie Bogu, do czego apostoł zachęca mówiąc: "Proszę was tedy bracia (nazywa braćmi, ponieważ zostali usprawiedliwieni, a przez to przyprowadzeni do społeczności z Bogiem) przez litości Boże (przez darowanie grzechów), abyście stawiali ciała wasze ofiarą żywą, świętą przyjemną Bogu, to jest rozumną służbę Bożą" (Rzym. 12:1). Trzeba teraz zauważyć, że ponieważ ciała nasze nie są istotnie "świętymi", zatem muszą być uznane za takie, zanim mogłyby być "przyjemnymi Bogu" i liczyć się "świętymi", inaczej mówiąc: musimy być usprawiedliwionymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa, zanim moglibyśmy posiadać coś świętego, co mogłoby być złożone na ołtarzu ofiarnym, przyjemnym Bogu i przyjętym z rąk Arcykapłana, i byśmy mogli być uznani za "Królewskie Kapłaństwo".

Poświęcenie będzie wymagane przez wielkiego Króla podczas Tysiąclecia. Od całego świata będzie wymagane, by się odłączyli od wszelkiej nieczystości, wszelkiego rodzaju grzechu i okazali uległymi Boskim rozporządzeniom, jakie będą wydane przez książąt - przedstawicieli Królestwa. Możebne, iż niektórzy zastosują się do wymagań i poświęcą się zewnętrznie, bez przyjęcia świątobliwości do serca. Tacy będą mogli czynić postępy i rozwijać się umysłowo, moralnie i fizycznie, aż do końca czasu restytucji - do zupełnej doskonałości, a czyniąc tak, będą mogli mieć i błogosławieństwo do tego przywiązane, jako nagrodę onego czasu, aż do jej końca; lecz jeżeli ich poświęcenie do onego czasu nie osiągnie ich myśli i serca, to nie będą zdolni przejść poza Tysiąclecie, w którym to czasie nie będzie mogło istnieć nic takiego, co nie będzie się zgadzało z absolutnym prawem Bożym, tak w myśli, jak w słowie i uczynku.

Widząc, że poświęcenie jest ogólną zasadą, a jej działalność w przyszłości obejmie i świat, nie wypuszczajmy z uwagi faktu, że Pismo Święte było pisane "dla naszego napomnienia" - napomnienia Nowego Stworzenia. Gdy przyjdzie czas dla świata, aby otrzymał swoją naukę, co się tyczy poświęcenia, wtedy Wielki Nauczyciel - Słońce Sprawiedliwości, oświeci całą ziemię znajomością Bożą. Nie będzie tam więcej Babilonu - zamieszania - w pojęciach, teoriach i dogmatach, ponieważ Pan Bóg powiedział odnośnie owego dnia: "Na ten czas przywrócę narodom wargi czyste, którymi by wzywali wszyscy imienia Pańskiego, i służyli Mu jednomyślnie" (Sof. 3:9). Apostoł odnosi się jedynie tylko do Nowego Stworzenia, gdy mówi, że "Chrystus stał się nam od Boga mądrością, sprawiedliwością, i poświęceniem, i wyswobodzeniem" (1 Kor. 1:30). Przeto starajmy się tym bardziej zwracać uwagę na te rzeczy, które są napisane dla naszej nauki i widocznie, iż są one nam niezbędnie potrzebne, jeżeli chcemy nasze powołanie do uczestnictwa w Nowym Stworzeniu uczynić pewnym.

Jak Pan Bóg powiedział do Izraela: "Poświęcajcie się, a bądźcie świętymi" (3 Moj. 20:7,8; 2 Moj. 31:13), tak pokazuje duchowemu Izraelowi, by się poświęcił, kładł ciało swoje ofiarą żywą Bogu, przez zasługi ofiary Chrystusowej; jedynie tych, którzy to czynią w tym "czasie przyjemnym", Pan Bóg przyjmuje i odłącza, jako świętych, zapisuje imiona w księdze żywota i przeznacza im koronę chwały, czci i nieśmiertelności, które otrzymają, gdy dowiodą, iż są wiernymi w tym wszystkim, czego się podjęli, będąc przekonani, iż to jest "rozumna służba" - Obj. 3:5,11.

Jak było pokazane w figurze, to poświęcenie Lewitów przedstawiało w pewnej mierze postępowanie w sprawiedliwości, lecz nie poświęcenie ku ofiarowaniu, tak następny stopień poświęcenia należy do tych, którzy przyjęli powołanie Boże, by stać się Królewskim Kapłaństwem, a co było wyobrażone przez poświęcenie Aarona i jego synów na urząd Kapłański - poświęcenie ku ofiarowaniu. To poświęcenie było przedstawione w figurze przez białą płócienną suknię, wyobrażającą usprawiedliwienie, i przez olej namaszczenia, jak również i przez ofiarowywania, w których brali udział wszyscy Kapłani - Żyd. 8:3.

W figurze są pokazane dwa poświęcenia Lewitów: 1). poświęcenie wszystkich Lewitów; 2). wyłączne poświęcenie niektórych Lewitów, którzy byli ofiarnikami, czyli kapłanami. Pierwsze przedstawia ogólne poświęcenie do świątobliwości żywota i do posłuszeństwa Bogu, do którego są obowiązani wszyscy wierzący, i które z łaski Bożej przez Chrystusa zostaje dopełnione, tymczasowe "usprawiedliwienie żywota" - pokój z Bogiem. To jest, co wszyscy prawdziwie wierzący rozumieją i doświadczają w teraźniejszym wieku Ewangelii.

Apostoł mówi, że "koniec przykazania jest miłość z czystego serca" (1 Tym. 1:5), to znaczy, że nasze zastosowanie się do pierwszego poświęcenia; zastosowanie się do warunków naszego usprawiedliwienia w wieku obecnym, doprowadzi nas w końcu do tego drugiego poświęcenia, czyli do ofiarowania się jako kapłani.

Jak to może być? W ten sposób: życie świątobliwe, posłuszeństwo ku Bogu, zawiera w sobie "miłość z czystego serca", tak ku Bogu, jak i ku naszym bliźnim. Miłość ku Bogu znaczy: "miłować Boga z całego serca, z całej duszy, i ze wszystkich sił"; taka miłość nie będzie wyczekiwać na rozkazy, lecz będzie się dopytywać o służbę, mówiąc: "Panie, co chcesz abym czynił?" Każdy wierny, prawdziwy Izraelczyk podczas pierwszego przyjścia Chrystusa był już raz ofiarowanym, co było wyobrażone w Lewitach - i takich Pan najpierw powołał, aby się ofiarowali sami, i wszystkie ziemskie korzyści i przywileje, w zamian za niebieskie - duchowne - by postępowali śladami Jezusa, swego Wodza Zbawiciela, po wąskiej drodze prowadzącej do czci, chwały i nieśmiertelności. Którzy przyjęli to zaproszenie zostali przyjęci za kapłanów, członków ciała, Najwyższego Kapłana naszego wyznania, za "Synów Bożych" - Jan 1:12.

Przez cały wiek Ewangelii tego rodzaju postępowanie miało miejsce: Naprzód poświęcenie się ku posłuszeństwu i sprawiedliwości - jako pozaobrazowi Lewici; następnie dowiedziawszy się, że sprawiedliwość znaczy najwyższą miłość dla Boga, wyrodziło się pragnienie poznania i czynienia woli Bożej; potem zaś dochodzi się do wyrozumienia i poznania, że wszystko stworzenie jest spaczone i przekręcone, jako też znajduje się w tak zupełnym przeciwieństwie z Bogiem i do tego stopnia, że zgoda i jedność z Bogiem, znaczy niezgodę i wystąpienie przeciw wszelkiej niesprawiedliwości znajdującej się tak w nas samych, jak i w innych. Wtedy wołamy i spoglądamy ku Bogu, by się dowiedzieć, dlaczego On nas powołał i przyjął nasze ofiarowanie, a jednak tak postanowił, że inaczej nie może się stać, jak tylko przez ofiarowanie samych siebie.

W odpowiedzi na to wołanie, Pan Bóg nas informuje, "iż On nas powołał, w jednej nadziei powołania naszego" (Efez. 4:4), i że to powołanie jest do współdziedzictwa z naszym Panem, do chwały w Królestwie, do czci i nieśmiertelności (Łuk. 12:32; Rzym. 2:7); a że droga jest wąską i trudną, to jest nieodzowne dla tych, których Pan zaszczyci tą chwałą, aby dowiedli wytrwałości i zwyciężyli (Mat. 7:14; Rzym. 8:17). Wtenczas usłyszeliśmy powołanie Boże - wyrażone przez apostoła Pawła: "Proszę was bracia, byście stawiali ciała wasze ofiarą żywą, świętą, przyjemną Bogu, to jest rozumną służbę waszą", i gdyśmy to zrozumieli i przyjęli do serca, a następnie ofiarowali się aż do śmierci, odtąd zostaliśmy uznani za kapłanów - "Królewskie Kapłaństwo", członków Arcykapłana naszego wyznania (porządku) Chrystusa Jezusa - jako Nowe Stworzenie.

Tacy wierzący, gdy przyszli do wyrozumienia, że "końcem przykazania jest miłość z czystego serca", a nie starają się, by dojść do tego celu, odrzucają powołanie ofiarowania samych siebie, a przez to nie zgadzają się z zamiarem Bożym, by ich Bóg mógł usprawiedliwić, a zatem nie wypełniają przymierza, by okazać się posłusznymi sprawiedliwości, z powodu trudnej drogi, tacy więc odrzucają "nadzieję powołania". Czy tacy nie biorą łaski Bożej (przypisaną im sprawiedliwość) na próżno? Spoglądając wstecz na Świętych Starego Testamentu, daje się zauważyć, ile ich kosztowało, by mogli osiągnąć dobre świadectwo przez wiarę i "podobali się Bogu", a tym sposobem, by otrzymali usprawiedliwienie do społeczności z Bogiem (Żyd. 11:5,32,39), czy więc możemy się spodziewać, aby usprawiedliwienie do żywota, udzielane podczas wieku ewangelicznego pozaobrazowym Lewitom, mogło być osiągnięte przez niższy stopień wierności Bogu i sprawiedliwości? Zaiste możemy powiedzieć, że ci, co zostali przyjęci jako tymczasowo usprawiedliwieni, którzy po "obrachowaniu nakładu" (Łuk. 14:27,28), by się mogli stać uczniami Chrystusowymi, do czego ich ofiarowanie prowadzi, nie okazaliby dostatecznej wiary w Boską pomoc i zaniedbaliby lub nie chcieli wykonywać ich "rozumnej służby", ażeby uzupełnić swoje ofiarowanie się - aż do śmierci - takich Pan Bóg uprzywilejował na próżno. Takich nie można uważać, iż są usprawiedliwionymi do żywota, ani nawet do społeczności z Bogiem, tym sposobem odpadają oni od stanowiska łaski, właściwego pozaobrazowym Lewitom, bo takimi nie są i nie mogą być uważani.

Lecz ci, co oceniają łaskę Bożą i okazują wdzięczność i wierność otrzymanym przywilejom i pełnią "rozumną służbę" zupełnego ofiarowania, wypełniając przymierze w posłuszeństwie Bogu i sprawiedliwości, i to aż do śmierci, ci stanowią dwie klasy:

1). Są to, pozaobrazowi Lewici, którzy z chęcią kładą swoje życie w ofierze i szukają sposobów, by służyć Bogu, braciom i Prawdzie, uważają za radość i zaszczyt, że mogą tym sposobem poświęcić swoje ziemskie korzyści, posiadłości, czas, wygody, wpływ, poważanie u ludzi i wszystko, co składa się na doczesny żywot i stanowi przyjemność życia. Ci dobrowolni ofiarnicy i pozaobrazowi kapłani, gdy będą uwielbieni ze swym Panem, stanowić będą "Królewskie Kapłaństwo", ich ofiarowania wtedy zostaną uzupełnione i nie będą więcej figurowani przez Aarona i jego synów odprawiających ofiary za lud, lecz przez Melchizedeka - kapłana na swym tronie - rozdzielającego światu podczas Tysiąclecia błogosławieństwa zapewnione przez "lepsze ofiary", sprawowane podczas pozaobrazowego Dnia Pojednania, to jest wieku ewangelicznego.

2). Druga klasa wierzących jest ta, co w sercu swym jest wierną Bogu i chętnie poświęciła wszystko i sprawuje "rozumną służbę", a przez to pokazuje, iż jest godną być pozafiguralnymi Lewitami, dlatego, iż nie otrzymali łaski Bożej nadaremno. Ci jednak, chociaż okazali się chętnymi i przyjęli powołanie i stali się uczestnikami wspólnej nadziei naszego powołania i wszystkich przywilejów wybranych, jednak ich miłość i gorliwość nie okazały się tak wielkimi, aby skłoniły ich do wypełnienia ofiar, których się podjęli wykonywać. Ponieważ ich miłość i gorliwość nie okazały się dość silnymi, dlatego nie złożyli zupełnie ofiary, czyli nie utrzymali swych ofiar na ołtarzu; z tego powodu nie mogą być uważani za dokładne "podobieństwo" naszego Arcykapłana, który zawsze starał się czynić wolę Ojca! Ci nie pokonali trudności, a z tego powodu nie mogą być policzeni między "zwycięzców", którzy będą mieli udział w Królestwie niebieskim ze swym Panem, jako członkowie "Królewskiego Kapłaństwa"; ci nie zapewnili swego powołania i wyboru przez ścisłe zastosowanie się do ich przymierza uczynionego z Bogiem.

Jakim jest ich los? Czy liczą się straconymi, ponieważ ubiegali się o nagrodę, a jednak z braku odpowiedniej miłości i gorliwości nie dobiegli do zamierzonego celu? Dzięki Bogu, że tak źle nie jest. Chociaż ich wiara i gorliwość będąc doświadczane, nie okazały się dostatecznymi, by ich zaliczyć w poczet kapłanów, to jednak ich wiara, chęć i gorliwość w ofiarowaniu się aż do śmierci, objawiły szczerość ich serc jako Lewitów. Aczkolwiek poświęcili się zupełnie, to jednak nie jest to dostatecznym, muszą jeszcze udowodnić, że miłują oni Boga z całego serca i nie zaparliby się Go za żadną cenę, chociaż nie zupełnie wierni i gorliwi w poświęceniu się w służbie Bożej. Jaką będzie próba, która udowodni, że ci są godnymi działu Lewitów w Królestwie? I jak to będzie zastosowane?

Jużeśmy poprzednio nadmienili o prawdziwie poświęconych Bogu, o których jest wzmianka w Objawieniu (Obj. 7:9,13-15), gdzie ich nazwano "wielki lud". Ci są, którzy przyszli z ucisku wielkiego, i omyli szaty swoje i wybielili je we krwi Barankowej, dlatego są przed stolicą Bożą i służą we dnie i w nocy w Kościele Jego, a Ten, który siedzi na stolicy, jako "namiotem zasłoni ich" (przypuści do społeczności ze Sobą i Jego uwielbioną Oblubienicą, będąc na jej usługi w stanie duchowym), czyli tak nazwane "Głupie Panny". Straciły one sposobność stania się członkami Oblubienicy, lecz jakkolwiek bądź liczą się pannami, czystymi w swych sercach i intencji. Klasa ta utraciła nagrodę, lecz następnie przez ciężkie doświadczenia zdobyła udział na weselu Oblubieńca z Jego Oblubienicą, jako "panny za nią towarzyszki jej", będą także przyprowadzone przed Króla. "Przywiodą je z weselem i z radością, a wnijdą na pałac królewski" (Ps. 45:15,16). Jako Lewici nie dosięgli stopnia Królewskiego Kapłaństwa, lecz są Lewitami i mogą służyć Bogu w Jego chwalebnej świątyni - Kościele - chociaż nie mogą być w nim "żywymi kamieniami", ani "filarami" (1 Piotra 2:5; Obj. 3:12; 19:6,7). Następny wiersz ostatniego cytatu w Psalmie 45-tym, zwraca uwagę na Lewitów, którzy w dawnych czasach u Izraela byli nazywani "ojcami", i otrzymujemy zapewnienie, że i oni będą nagrodzeni i uczynieni "książętami po wszystkiej ziemi".

Podobnie trzech synów Lewiego: Kaat, Gerson i Merary, zdają się reprezentować cztery klasy: 1). Mojżesz, Aaron i cała rodzina kapłańska Amrama (syna Kaata), miała swe namioty na froncie (na wschodniej stronie) Przybytku. Ci mieli dozór nad wszystkimi rzeczami religijnymi - ich bracia - to jest wszyscy Lewici, byli ich pomocnikami, czyli sługami. 2). Rozłożoną obozem na południowej stronie była rodzina Kaata i ich najbliżsi krewni; ci mieli staranie o rzeczy najświętsze, jak Ołtarz, Świecznik, Stół i Arka Przymierza. 3). Na północnej stronie Przybytku obozowali Lewici z rodziny Merarego; ci wypełniali usługi następne w zaszczycie, mając staranie o deskach złotem powleczonych, słupach, podstawkach itp. 4). Obozującą na tyłach była rodzina Gersona, mająca staranie o przedmioty mniej ważne, jak sznury, zewnętrzne zasłony, bramy itp.

Te różniące się jedna od drugiej rodziny Lewiego, można powiedzieć, iż reprezentują cztery różne klasy usprawiedliwionej ludzkości, gdy nastąpi zupełne pojednania, a mianowicie: Święci, czyli Królewskie Kapłaństwo, Święci Starego Testamentu, "Wielka Kompania", i reszta ocalonego świata. Jak zwykle w typach, imiona zdają się być bardzo znaczącymi. 1). Rodzina Amrama była wybrana na kapłanów. Imię Amram znaczy: lud wywyższony. Czy nie jest to odpowiednia nazwa dla figury "Maluczkiego stadka", którego Głową jest Chrystus Jezus! "Nader wywyższony". Takim jest oświadczenie Pisma Świętego o tych kapłanach. 2). Kaat znaczy sprzymierzeniec, lub towarzysz. Z rodziny Kaata byli wybrani synowie Amrama, którzy mieli stanowić nowy dom kapłański. Rodzina Kaata, może zatem właściwie reprezentować ojców świętych, których wiara, posłuszeństwo i wierność Bogu, jak i gotowość ponoszenia cierpień dla sprawiedliwości była dowiedzioną, i z którymi łączy nas ścisłe powinowactwo. Zaiste, byli oni sprzymierzeńcami Bożymi i naszymi, a w pewnym względzie są bliższymi Chrystusa, niż ktokolwiek inny. 3). Merary znaczy gorzkość; z tego powodu rodzina Merarego reprezentowałaby "Wielką Kompanię", wielkie grono duchownych, którzy nie doścignęli stanu Królewskiego Kapłaństwa, a zostali zbawieni "jako przez ogień", przeszli przez "wielki ucisk" i gorzkie doświadczenia, by osiągnąć zaszczytne stanowisko, które będą zajmować. 4). Gerson znaczy szukający schronienia, albo ocalony; dlatego rodzina Gersona wyobrażałaby właściwie wybawiony rodzaj ludzki, z którego każdy członek będzie wyswobodzony, wybawiony od ślepoty i niewoli szatana.

Zatem pierwszym w rzędzie, jak i w stopniu, z pomiędzy pozaobrazowych Lewitów, czyli usprawiedliwionych, będzie Królewskie Kapłaństwo, któremu Królestwo Tysiąclecia i wszelkie tegoż sprawy będą zlecone. Po prawicy znajdować się będą najbliżsi powinowactwem - Święci Starego Testamentu - którzy zostaną uczynieni "książętami po wszystkiej ziemi", zaś po lewicy będą ich bracia, "Wielka Kompania". Ostatnimi zaś ze wszystkich, będą wyzwoleni i wyswobodzeni z grzechu i śmierci podczas Tysiąclecia, których wierność będzie wystawioną na wielką próbę, która zakończy wiek Tysiąclecia - Obj. 20:7-9.

Wszystkie te klasy Lewitów są próbowane, i muszą wykazać, czy wytrzymają próbę, czy okażą się serdecznie wiernymi. To jednak nie znaczy, aby ci, którzy teraz są usprawiedliwionymi przez wiarę, pierwej niż świat, a zaniedbają lub nie chcą dopełnić końca przykazania, którym jest miłość z czystego serca, a przeto otrzymują łaskę Bożą nadaremno, aby ci mogli mieć dalszą sposobność. Gdy ci obliczyli się, ile ma ich kosztować złożenie z siebie ofiary, i z tego powodu nie podjęli się pełnić rozumnie służby Bożej, rzecz naturalna, iż to nie mogło się Bogu podobać, ani być nagrodzonym, lecz z drugiej strony, ich nierozsądek nie zasługiwałby na karę, bo w takim razie powołanie do chwały, czci i nieśmiertelności nie byłoby łaską, lecz koniecznością, nie zaproszeniem a rozkazem, musem, a zamiast być ofiarą byłoby obowiązkiem. Unieważnienie ich usprawiedliwienia pozostawia im jednak stanowisko w odkupionym świecie, takie, jakie zajmowali przedtem, gdy uwierzyli w Chrystusa, z taką jednak różnicą, że ich większa znajomość sprowadziła na nich większą odpowiedzialność czynienia sprawiedliwości.

Innymi słowy, próba w obecnym czasie o śmierć i życie, obejmuje tylko tych, którzy dobrowolnie poświęcają się zupełnie "aż do śmierci" Panu. Reszta rodzaju ludzkiego nie jest jeszcze sądzoną w tym stopniu, bo sąd ten nastąpić ma dopiero aż utworzone zostanie Królestwo Tysiąclecia. Jednakowoż w międzyczasie, każdy członek ludzkości w stosunku do swych znajomości, buduje albo niszczy charakter, a w ten sposób czyni swoje warunki w Tysiącleciu i widoki, co do życia wiecznego lepszymi, albo gorszymi, stosownie do tego, czy słucha, czy lekceważy swoją wiedzę i sumienie.

Co do zupełnie poświęconych ma się rzecz jednakowoż inaczej. Przez swoje zupełne poświęcenie aż do śmierci zrzekają się ziemskiego życia w całości, zmieniając je na duchowe, które będzie ich udziałem, o ile pozostaną wierni aż do śmierci - ale w żadnym innym wypadku. Stąd to dla tych nielojalność przyniesie śmierć - wieczną; tak pewną, jak dla niewiernych świata z końcem Tysiąclecia.

Lewici, i to każdy bez wyjątku, nie miał żadnej własności ziemskiej w Chanaan. Jest to znamiennym faktem, że poświęciwszy wszystko Panu i będąc w zupełnej harmonii z Jego sprawiedliwością, niedoskonałe warunki obecnego pełnego wad czasu nie były ich dziedzictwem. Chanaan reprezentuje warunki konfliktu stanu próby; pokonywanie nieprzyjaciół, przezwyciężanie zła itd., zwłaszcza podczas Tysiąclecia; ale Bóg przewidział lepsze bezgrzeszne i doskonałe dziedzictwo dla wszystkich, których w zupełności usprawiedliwia jako pozafiguralnych Lewitów. Pierwszymi, którzy osiągną to lepsze dziedzictwo, będą kapłani, powołani do Pierwszego Zmartwychwstania i doskonali do stopnia Boskiej natury; "Święci Starego Testamentu" będą następnymi i osiągną lepsze dziedzictwo przy zmartwychwstaniu jako doskonałe istoty ludzkie; później miejsce następne zajmie "Wielka Kompania", która doskonałość swoją uzyska w stopniu duchowym; w końcu uzyska swoje dziedzictwo klasa Gersona, kształcona, doskonalona i próbowana podczas Tysiąclecia, przez stopniowe zmartwychwstanie, czyli przenoszenie ze stanu śmierci w stan życia, osiągnięty w zupełności przy końcu Tysiąclecia.

Że tylko ci wierni, którzy czynią poświęcenie do ostatecznych granic - "aż do śmierci", są spłodzeni z Ducha Świętego i zaliczają się do Najwyższych Kapłanów, to ilustrują nam figury; ponieważ Lewici w ogólności nie otrzymują namaszczenia świętym olejem, figurą Ducha Świętego, wyłącznie tylko ofiarnicy, kapłani. Ci byli skrapiani olejem pomieszanym z krwią, aby wykazać, że Duch Święty przyznany członkom Chrystusowym, jest ich udziałem wyłącznie przez zasługę przelanej krwi: (1) ofiara Jezusa Chrystusa dla nich, by ich usprawiedliwić; i (2) ich rękojmia wspólnej ofiary z Chrystusem - przez oddanie życia w służbie dla Niego - 2 Moj. 29:21.

Namaszczenie Najwyższego Kapłana było rzeczą jeszcze inną i przedstawiało jedność, solidarność wybranego Kościoła; ponieważ to namaszczenie dotyczyło tylko jego jednego, jako głównego kapłana, który spełniał ofiarę - początkowo tylko Aarona; ale i każdego z jego synów, jak obejmowali jego urząd głównego kapłana "aby mi urząd kapłański sprawowali" (2 Moj. 28:41; 40:13,15). Jezus Chrystus, Pan nasz, jako Głowa Kościoła, który jest Jego ciałem, "pomazany był olejkiem wesela [Ducha Świętego] nad uczestników swoich", czyli współdziedziców i podczłonków "Królewskiego Kapłaństwa". Wszystko było wylane na Niego, a "z pełności [obfitości] Jego myśmy wszyscy wzięli, i łaskę za łaskę". Był to "niewypowiedziany dar", że otrzymaliśmy przebaczenie i usprawiedliwienie przez zasługę Jego ofiary; owszem, jest to prawie nie do uwierzenia byśmy mogli być powołani jako Jego współdziedzice Królestwa, by nasze poświęcenie mogło być zapieczętowane wylaniem krwi i oleju, i byśmy mogli być przyłączeni do naszej namaszczonej Głowy.

Pan kierował prorokiem Dawidem, aby dał nam obraz namaszczenia i przedstawił dokładnie jak to wylewało się na naszą Głowę i musiało spłynąć dopiero od Niego na nas (Ps. 133:1-3; 45:7; Łuk. 4:18). Członkowie Kościoła są "braćmi", a duch ich zmusza "by zgodnie mieszkali". Wszyscy ci, którzy są jedno z Głową, muszą sympatyzować z współtowarzyszami Jego ciała - Kościoła - i tylko proporcjonalnie udzielane im jest Namaszczenie Duchem Świętym. To święte namaszczenie olejem, wyobrażało Ducha Świętego i oświecenie, które daje tym wszystkim, których Bóg przyjmuje jako aprobowanych członków tego Królewskiego Kapłaństwa, Nowego Stworzenia, z których każdy jest "zapieczętowanym", czyli zaznaczonym lub wskazanym przez Ducha Świętego danego im, jak już wykazaliśmy.

Wszyscy w ten sposób naznaczeni przez Ducha Świętego jako czynni członkowie Nowego Stworzenia, upewnieni są przez Pana, że "nie są ze świata, jako i Ja nie jestem z świata", "Jam was obrał [ze świata] i postanowiłem, abyście wyszli i przynieśli owoc, a owoc by wasz aby trwał", "Byście byli ze świata, świat, co jest jego, miłowałby; lecz, iż nie jesteście ze świata, alem Ja was wybrał z świata, przetoż was świat nienawidzi" (Jan 15:16,19; 17:16). Chociaż do pewnego stopnia te oznaki uświęcenia mogą być spostrzeżone przez świat, to jednak nie spodziewamy się przez to, by one sprowadziły u świata podziw i uznanie; ale raczej uważać będą te oznaki Ducha Świętego u Nowego Stworzenia, jako dowody słabości i zniewieściałości. Świat ceni i uznaje to, co by można określić jako siłę lub brutalną potęgę - nie przewagę w sprawiedliwości. Pan nasz tłumaczy nam, dlaczego świat nie uzna Jego wyznawców; mianowicie, dlatego, ponieważ ciemność nie znosi światła - ponieważ poziom myśli, słowa i czynu Jego Królewskiego Kapłaństwa będzie daleko wyższy jak ludzkości w ogólności, i będzie się wydawał dla wielu w mniejszym lub większym stopniu potępieniem ich systemu życia. Świat pragnie raczej, by mu ustępowano, schlebiano; a cokolwiek rzuca refleksje na niego, jest do pewnego stopnia pomijane, jeżeli nie zbijane. Ta nagana światowego Chrześcijaństwa stanowi część próby dla Królewskiego Kapłaństwa; i gdyby ich poświęcenie nie płynęło z serca samego, to tęskniliby tak za przyjaźnią świata, jak staraliby się o jego uznanie, że zaniechaliby wypełnić we właściwym duchu poświęcenia ziemskich korzyści, których się podjęli - zaprzestaliby być kapłanami; wobec tego nie mieliby nic, jednakowoż ze względu na ich dobre zamiary, Pan może prowadzić ich przez ogniste próby dla zniszczenia ciała, którego oni z gorliwością nie zechcieli poświęcić; w ten sposób uznani będą za godnych dzielenia błogosławieństw i nagród Wielkiej Kompanii, która po wyjściu z wielkiego ucisku, służyć będzie przed tronem, na którym usiądzie Maluczkie Stadko wraz z Panem.

Uświęcenie składa się nie tylko z dwóch części, a mianowicie zupełnego poświęcenia człowieka i zupełnego przyjęcia ze strony Boga, ale mieści w sobie dodatkowo pierwiastek postępu. Podczas gdy nasze poświęcenie dla Pana musi być szczerym i zupełnym, aby mogło być przyjętym w całości przez Niego, to jednak towarzyszy mu stosunkowo mała wiedza i doświadczenie - mamy, więc przeto tak rość z dnia na dzień w uświęceniu, jak wzrastamy w wiedzy. Nasze serca początkowo były objęte poświęceniem, odrzucały wszelkie uczucia samowoli, ale zdolność naszych serc była zbyt małą; w miarę jak one rosną, rozszerzają się, poświęcenie musi na równi czynić postęp, wypełniając każde miejsce; w ten sposób się Apostoł wyraża: "Bądźcie napełnieni Duchem", i znowu: "Niech miłość Boża rozlaną będzie w sercach waszych coraz więcej". Zastrzeżenie uczynione, co do tego powiększania serca wyrażone jest w słowach modlitwy naszego Odkupiciela: "Poświęćże je w prawdzie Twojej; słowo Twoje jest prawdą" - Jan 17:17.

To było Słowo, czyli poselstwo Boże, "mądrość" Boża w Chrystusie, która zaczęła okazywać względem nas łaskę Bożą i która krok za krokiem wznosiła nas do punktu poświęcenia; i oto obecnie to samo Słowo, czyli poselstwo Boże, ma powiększyć, jako też i wypełnić nasze serca. Ale, podczas gdy zadaniem Boga jest dostarczyć prawdy, która ma wypełnić i uświęcić nas, to naszym obowiązkiem jest okazać, że stan poświęcenia serca, które łaknie i pragnie uświęcenia w prawdzie - karmić się będzie nią codziennie i rość silnie w Panu i w potędze Jego mocy. To nie wystarcza, że poświęcamy się Panu; On nie pragnie wyłącznie kandydatów do Nowego Stworzenia. Ci muszą, bowiem być wymustrowani, wyuczeni i wypróbowani do tego stopnia, by postępowali wciąż naprzód i rozwijali różnorodne rysy charakteru, a każdy rys był pełnym świadectwem lojalności względem Boga; w ten sposób próbowane we wszystkich kierunkach, powinny te Nowe Stworzenia uznane być za wierne Temu, który je "powołał" i uznane za godne brać udział w chwalebnych radościach Pana, przez uczestniczenie w Pierwszym Zmartwychwstaniu.

Tak, jak to usprawiedliwienie do przyjaźni przynosiło pokój z Bogiem, tak ten następny krok poświęcenia zupełnego Panu każdej korzyści i sprawy życiowej, każdej nadziei i ambicji, wymieniając ziemskie nadzieje, ambicje i błogosławieństwa za niebieskie, zaofiarowane Nowemu Stworzeniu, przynosi bardzo wielką pomoc, wielkie ukojenie dla serca i to w miarę, jak poznajemy i przywłaszczamy sobie to niezwykłe, wielkie i drogocenne obietnice, jakie Bóg uczynił dla Nowego Stworzenia. Te obietnice są krótko objęte w jedną, mianowicie, że "wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu, to jest, tym, którzy według postanowienia Bożego powołani są" (Rzym. 8:28). To jest Wtóre Błogosławieństwo w prawdziwym tego słowa znaczeniu; nie towarzyszą mu jednakowoż jakiekolwiek oznaki cielesne, ale prowadzi nasze serca w bezwzględny spokój, do zupełnego zaufania w Bogu i pozwala na serdeczne zastosowanie względem samych siebie nadzwyczajnie wielkich i drogocennych obietnic Pisma Świętego.

Ze względu na różnicę w temperamencie będą z konieczności i różnice w doświadczeniu odnośnie do tego zupełnego poświęcenia. Dla niektórych, to zupełne poddanie się Panu i pewność, że On specjalną troską otacza tych, co stali się kandydatami wybieranego Kościoła, sprowadzi prawdziwie zadawalający spokój i wytchnienie dla serca; podczas gdy dla innych pełnych życia, sprowadzi niewymowną radość i wesele. Musimy pamiętać o tych naturalnych różnicach charakteru i sympatyzować z tymi, których doświadczenia są różne od naszych własnych, pamiętając, że podobne różnice występowały także między dwunastoma Apostołami; że niektórzy - zwłaszcza Piotr, Jakub i Jan, wyróżniali się temperamentem od innych, z powodu swych doświadczeń - włączając i te Zielonych Świąt. Niech bracia o żywym i wybujałym usposobieniu pamiętają o umiarkowaniu, jakie zaleca Apostoł; i niech bracia, którzy z natury swej są zimni i prozaiczni, modlą się i starają się o większe ocenienie i wyraźniejsze okazanie chwały Tego, który powołał nas z ciemności do niezwykłej jasności. Przypominajmy sobie, że Jakub i Jan, dwaj specjalnie umiłowani przez Pana, nazwani "synami gromu", ponieważ byli bardzo zapaleni i gwałtowni, potrzebowali nieraz napomnienia i przestrogi, w tym sensie - by pamiętali, jakiego są ducha (Łuk. 9:54,55). Apostoł Piotr, także jeden z umiłowanych i gorliwych, raz błogosławiony był z powodu właściwego uznania Mesjasza; ale przy innej okazji zganiony był, jako przeciwnik, ponieważ szkodził celowi. Pomimo to, Pan dawał dowody, że ceni te gorące, nieugięte temperamenty tych trzech, gdyż stanowili oni najbliższych Mu towarzyszy, jedynych, jakich zabrał ze Sobą na Górę Przemienienia Pańskiego i do izby, gdzie leżała córka Jairusa, którą Pan nasz obudził ze snu śmierci; i oni także byli Jego specjalnymi towarzyszami, bliższymi jak inni w ogrodzie Getsemanne. Naukę z tego wyciągnąć możemy dla siebie, że zapał podoba się Panu i wyobraża bliskość dla Niego, ale, że zawsze musi szanować Głowę i być strzeżony przez Jego słowo i Ducha.

Uświęcenie nie oznacza ludzkiej doskonałości, jak niektórzy to sobie źle tłumaczą, nie zmienia rodzaju czy stanu naszego umysłu, ani nie usuwa w sposób cudowny wad naszego ciała. Jest to poświęcenie woli, która przez Chrystusa przyjętą jest jako doskonała; jest to poświęcenie ciała na ofiarę - "nawet aż do śmierci" - a to ciało, jak widzieliśmy, nie jest uczynione aktualnie doskonałym przez usprawiedliwienie wiarą, ale raczej uznane za doskonałe, stosownie do naszej woli, naszego serca i naszych zamiarów. Nowa wola, jak Apostoł upomina, powinna się starać wpływać w tym samym kierunku na wszystkich ludzi, z którymi się styka i stara się sprowadzić wszelką władzę, wszelką zdolność i sposobność swojego ciała do zupełnej zgody z Panem. To nie znaczy, by w kilku krótkich latach - pięciu, dziesięciu, dwudziestu, pięćdziesięciu - obecnego życia, wola ta mogła przyprowadzić swoje biedne, niedoskonałe ciało (czy ciała niedoskonałe innych, dla których ona jest wzorem) do doskonałości. Przeciwnie, Apostoł zapewnia nas, co do Kościoła, że w śmierci ono jest "wsiane w skazitelności, wsiane w słabości, wsiane w niesławie, wsiane w ciało [niedoskonałe] cielesne", i dopiero przy Zmartwychwstaniu osiągniemy nowe ciała, silne, doskonałe, chwalebne, nieśmiertelne, czci godne, takie, jakie pragnęliśmy i jakie Pan obiecuje, o ile naturalnie w obecnym czasie słabości i niedoskonałości okażemy względem Niego wierność naszych serc.

Jednakowoż lojalność serc względem Pana znaczyć będzie ustawiczne dążenie, by wszelkie postępowanie naszego życia, jako to najskrytsze myśli i zamiary naszych serc, podporządkować Boskiej woli (Żyd. 4:12). To jest naszym pierwszym obowiązkiem, naszym ustawicznym obowiązkiem i końcem naszego obowiązku, ponieważ "Ta jest wola Boża, to jest poświęcenie wasze", "Świętymi bądźcie, iżem Ja [Pan] jest święty" (1 Tes. 4:3; 1 Piotra 1:16). Absolutna świętość jest to stan, który nasze umysły mogą z radością i w zupełności uznać i żyć w nim, ale którego nigdy nie osiągniemy aktualnie i fizycznie tak długo, jak długo jesteśmy podporządkowani ułomnościom naszej upadłej natury i przeciwnością ze strony świata i Przeciwnika. Ale w miarę jak jesteśmy uczeni od Boga, jak przychodzimy do pełniejszej znajomości Jego chwalebnego charakteru i jak poważanie dla Niego coraz więcej wypełnia serca nasze, Nowy Umysł coraz większy zyskuje wpływ, siłę i moc nad słabościami ciała, jakiekolwiek one są - a te słabości różnią się u rozmaitych członków ciała.

Prawdziwe uświęcenie serca dla Pana, objawiać się będzie w gorliwości służenia Jemu; znaczyć będzie chęć głoszenia radosnej wieści innym; znaczyć będzie budowanie się w najświętszej wierze; znaczyć będzie, że powinnością naszą jest czynić dobrze wszystkim ludziom w miarę możności, a zwłaszcza domownikom wiary; znaczyć będzie, że w najróżnorodniejszy sposób życie nasze poświęcone Panu, kłaść będziemy dla braci (1 Jana 3:16) codziennie, przy każdej sposobności, gdy ta się nadarzy; znaczyć będzie, że miłość dla Pana, dla braci, dla naszych rodzin, jak i dla wszystkich ludzi, coraz więcej wypełniać będzie serca nasze, w miarę, jak wzrastać będzie łaska, znajomość i posłuszeństwo dla Słowa Bożego i przykładu. Pomimo to, wszystkie nasze energie skierowane dla służenia innym, są raczej drogami, przez które dzięki opatrzności Pana dokonywać się będzie nasze własne uświęcenie. Jak żelazo ostrzy żelazo, tak i nasze energie poświęcone dla drugich, przynoszą błogosławieństwa nam samym. Nadto, podczas gdy powinniśmy starać się coraz usilniej przyjść do tego wielkiego stopnia miłości dla naszych bliźnich, jak samych siebie - zwłaszcza domowników wiary - to główną sprężyną tego wszystkiego powinna być nasza najwyższa miłość dla naszego Stwórcy i Odkupiciela, i nasze pragnienie być i czynić to, co mogłoby się Jemu podobać. Nasze uświęcenie, przeto musi najpierw być od Boga i najpierw dotykać musi nasze serca i wole, a jako rezultat tego oddania się Bogu, znajdzie swój wyraz w służeniu braciom i wszystkim ludziom.

UŚWIĘCENI PRZEZ PRAWDĘ

Z poprzedniego pokazuje się, że uświęcenie, które od nas Bóg wymaga - uświęcenie konieczne do zdobycia stanowiska jako Nowe Stworzenie - nie będzie możliwe dla nikogo, jak tylko dla tych, którzy znajdują się w szkole Chrystusa, i poznając Go - "uświęceni są przez prawdę". Błąd, ani też nieświadomość nie uświęci. Daleko więcej, nie przypuszczajmy błędnie, że wszelka prawda prowadzi do uświęcenia, przeciwnie, chociaż prawda w ogólności jest godną uznania, dla tych wszystkich, którzy miłują prawdę a równocześnie nienawidzą błędu, to słowo Pana odnośnie do tej kwestii powiada, że tylko Boska "Prawda" uświęca. Widzimy cały świecki świat pozornie pędzący, polujący i współubiegający się o prawdę. Geologowie zajmują jedną gałąź wiedzy, Astronomowie inną, Chemicy inną, Lekarze inną, Politycy inną itd.; ale nie możemy spostrzec, by te różnorodne gałęzie poszukujące prawdy, prowadziły do uświęcenia. Przeciwnie, znajdujemy i to jako regułę, że prowadzą wprost w przeciwnym kierunku - i zgodnie z tym brzmi oświadczenie Apostoła, że "świat nie poznał Boga przez mądrość" (1 Kor. 1:21). Faktem jest, że w tych kilku krótkich latach obecnego życia i przy tym w naszym niedoskonałym, upadłym i zdeprawowanym stanie, nasze zdolności są absolutnie za szczupłe, by mogły ogarnąć cały zakres prawdy, każdą jej gałąź; wobec tego widzimy, że ludzie, cieszący się powodzeniem w świecie, są specjalistami. Człowiek, który całą uwagę poświęca Astronomii, będzie tak zajętym, że nie będzie mógł ani chwili czasu poświęcić geologii czy chemii, czy botanice, czy medycynie, lub najwyższej ze wszystkich nauk "Boskiej Prawdy" - Boskiemu Planowi Wieków. Odnośnie do tego Apostoł, który sam był bardzo wykształconym człowiekiem na ówczesne warunki, radzi Tymoteuszowi, by wystrzegał się ludzkich filozofii [teorii i nauk], fałszywie tak nazwanych. Słowo wiedza oznacza prawdę, a Apostoł, możemy być pewni, nie myślał zbijać szczerości u uczonych ówczesnych, ani wnioski wyciągać, że są rozmyślnymi fałszerzami; ale słowa jego pozwalają nam się domyślać, że chociaż w każdej z tych nauk mieści się cośkolwiek prawdy, to ludzkie teorie, nazwane umiejętnościami, nie mają nic wspólnego z prawdą - absolutnej nie zawierają prawdy. Są to raczej najlepsze domysły, na jakie uważni słuchacze w tym zakresie studiów zdobyć się mogli; a te - jak historia jasno wykazuje - od czasu do czasu zaprzeczają sobie wzajemnie. Jak uczeni pięćdziesiąt lat temu odrzucili wiedzę czasów minionych, tak na mocy dedukcji i metod rozumowania, w następstwie i te odrzucone zostaną przez uczonych czasów obecnych.

Apostoł Paweł był nie tylko mądrym człowiekiem i w pełni poświęconym członkiem Królewskiego Kapłaństwa, daleko lepiej z natury kwalifikowanym, jak wielu innych z jego towarzyszy, by iść śladami Najwyższego Kapłana, ale nadto, jako jeden z wybranych "dwunastu Apostołów Baranka", zajmując miejsce Judasza, był przedmiotem Boskiej opieki - zwłaszcza ze względu na nauczanie - i przeznaczonym przez Pana na instruktora dla domowników wiary podczas wieku Ewangelii. Słowa tego szlachetnego przykładu wiary, nie mniej jak przykład samego jego poświęcenia, powinny zawsze być szczególnie przez nas rozważane ile razy badamy sposób, za pomocą którego staliśmy się poświęconymi i przyjętymi członkami Królewskiego Kapłaństwa. Napomina nas, byśmy złożyli wszelkie złe i grzeszne nałogi, patrząc na Jezusa, autora naszej wiary, jako na dokończyciela tejże (Żyd. 12:2). I jako napominanie, podaje nam swoje własne doświadczenia, mówiąc: "Ale jedno czynię". Przekonałem się bowiem, że całe moje poświęcenie dla Pana nie pozwoli na rozszerzenie się moich zdolności w każdym kierunku, ani na studiowanie wszelkiej prawdy. Prawda Boskiego objawienia, jak weszła do serca mego i ze zwiększoną mocą kieruje jego uświęconymi i poświęconymi zdolnościami, wykazała mi jasno, że jeżeli pragnę zdobyć wielką nagrodę, to muszę całą moją uwagę skierować na nią tak, jak ci, którzy pragną zdobyć ziemską nagrodę na pewnym polu. "Ale jedno czynię - że tego, co za mną jest, zapamiętywając [zapominając o dawnych ambicjach jako studenta, o dawnych nadziejach jako rzymskiego obywatela i człowieka o nieprzeciętnym wykształceniu; zapominając o powabach różnorodnych nauk i wawrzynach, jakie czekały tych, którzy biegli przez swe ścieżki], a do tego się, co przede mną jest, spiesząc [mając wciąż oczy zwrócone na moją wiarę, nadzieję, miłość i oddanie się Panu, za co czeka mnie wielka nagroda, jako to współuczestniczenie z Panem moim w Boskiej naturze i w chwalebnym dziele Królestwa, w błogosławieniu świata], bieżę do kresu ku zakładowi powołania onego Bożego" - Filip. 3:13,14.

UCZUCIE NIE JEST UŚWIĘCENIEM

Bardzo pomieszane jest zdanie między ludem Chrześcijańskim odnośnie oznak, czy dowodów przyjęcia ze strony Pana, jakie Ten udziela wiernym ofiarnikom tego wieku. Niektórzy błędnie wyczekują pewnych zewnętrznych oznak, chociażby takich, jakie były dane Kościołowi w początkach, przy błogosławieństwie Zielonych Świąt (zobacz Tom I Wykładów Pisma Świętego, Rozdział 9). Inni spodziewają się wewnętrznych jakichś przeobrażeń, a gdy ich oczekiwania się inne urzeczywistniają, to niezadowolenie i długi czas trwające zwątpienie, czy Pan przyjął ich poświęcenie wkrada się do ich serc. Ich oczekiwania budowane są przeważnie na świadectwach braci, którzy doświadczali wielkiego podniecenia. Jest rzeczą bardzo ważną dlatego, by pamiętali o tym, że Pismo Święte ostrzega nas przed takimi wyczekiwaniami, że "jesteśmy powołani w jednej nadziei powołania naszego", że te same obietnice przebaczenia grzechów przeszłości, uśmiechu zadowolenia u Ojca, łaski towarzyszącej nam na drodze do uzyskania nagrody, jaką nam ofiaruje - łaski dostatecznej nam w każdej potrzebie - należą zarówno do wszystkich przyjmujących stan powołania. Lud Pański jednakowoż różni się bardzo, co do sposobu, w jaki przyjmuje wszelką obietnicę, doczesną czy duchową, od ludzi czy Boga. Niektórzy daleko lotniej i uczuciowo przyjmują wrażenia i wobec tego tak w sposobie, jak w wyrażeniach, dobitniej i jaśniej przedstawiają te same doświadczenia. Prócz tego, działanie Pana na Jego dzieci objawia się w rozmaity sposób. Wielka Głowa Kościoła, Pan nasz Jezus, kiedy miał lat trzydzieści i uczynił zupełne poświęcenie Samego Siebie aż do śmierci, by uczynić wolę Ojca i kiedy namaszczony został Duchem Świętym bez miary, to jak nas Pismo Święte informuje, nie miał wybujałych doświadczeń. Bez wątpienia jednakowoż miał tę niezachwianą pewność, że droga Jego była słuszną i właściwą; że Ojciec zatwierdził ją i że ona będzie miała błogosławieństwo Boskie, jakiekolwiek doświadczenie by napotkała. Pomimo to, zamiast rozkoszować się najwyższą radością, Pan nasz prowadzony był przez Ducha na puszczę; i pierwszymi doświadczeniami Jego, jako Nowego Stworzenia, spłodzonego z Ducha, były ostre pokusy. Dozwolone było Przeciwnikowi natrzeć na Niego i starał się też on odwrócić Go od oddania się zupełnie woli Ojca przez nasuwanie innych planów i doświadczeń, które dozwoliłyby Mu dokonać dzieła, jakie zamierzył - planów, które nie wymagałyby od Niego ofiarnej śmierci. Wierzymy, że to samo spotyka i wyznawców Pana w czasie ich ofiarowania się. Napadają ich pewne zwątpienia i obawy, sugestie przeciwnika, kwestionujące mądrość Bożą lub miłość Bożą pod względem konieczności ich ofiarowania wszelkich ziemskich rzeczy. Nie sądźmy jedni drugich w tych rzeczach, ale jeżeli któryś z nas cieszy się pewnego rodzaju ekstazą uczuć, to podobnie poświęceni niechaj również z nim radują się. Gdyby zaś inny, będąc w stanie poświęcenia, przechodził próbę gorzkiego doświadczenia, to niech drudzy okazują dla niego współczucie, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo zbliżone jest to doświadczenie do doświadczeń naszego Pana.

Tak drodzy ludzie Boży, jak Jan i Karol Wesley, bez wątpienia byli poświęconymi ludźmi, jednak ich mylne pojęcia, co do wyników poświęcenia, chociaż wyrządzały dobro jednym, drugim do pewnego stopnia szkodziły, przez tworzenie niebiblijnych nadziei, które nie mogły spełnić się wszystkim i z tego powodu zniechęcały niektórych. To był wielki z ich strony błąd, że uczyli, iż poświęcenie Panu sprowadzało w każdym wypadku ten sam stopień podniecenia. Przecież ci, zrodzeni z rodziców Chrześcijan i wychowani w zasadach czcigodnego domu chrześcijańskiego, pouczeni odnośnie wszystkich spraw życia zgodnie z wiarą ich rodziców i zasad Słowa Bożego, i którzy przy pomocy takich wpływów starali się poznać i czynić wolę Boską, nie powinni się spodziewać, że po dojściu do lat samodzielności i poświęceniu się osobistym Panu, będą się cieszyć tą samą radością, co ten, który do tej chwili był bezbożnym, obcym i dalekim dla rzeczy świętych.

Nawrócenie ostatniego byłoby zmianą radykalną, zwróceniem w stronę Boga wszystkich swoich wysiłków i starań życia, które poprzednio odbiegały od Boga w stronę grzechu i samolubstwa, ale poprzedni, u którego uczucia, poszanowanie i oddanie się, były od najwczesnej młodości zakorzenione i prowadzone przez pobożnych rodziców ku Panu i Jego sprawiedliwości, nie odczuwałby tak raptownej zmiany, czy rewolucji uczuć i nie powinien się czegoś w tym rodzaju spodziewać. Tacy powinni zrozumieć, że jako dzieci wierzących rodziców znajdowali się aż do czasu ich osobistej odpowiedzialności pod łaską i że przyjęcie ich w tym czasie znaczyło uznanie ich poprzedniej przynależności do Boga i pełne poświęcenie wszystkich swoich zdolności, władz i wpływów dla Pana, Jego prawdy i Jego ludu. Powinni też zrozumieć, że ich poświęcenie było tylko ich "rozumną służbą", i powinni wiedzieć z Pisma Świętego, że ofiarując w pełni już uświęcone jestestwo Bogu, mogą obecnie w daleko większym stopniu przyswoić sobie niezwykłe drogocenne obietnice Pisma Świętego - które należą tylko do poświęconych i ich dzieci. Jeżeli nad to udzielone im będzie jaśniejsze zrozumienie Boskiego planu, nawet w jego początkach, to powinni uważać to jako dowód Boskiej łaski wraz z wysokim powołaniem tego wieku Ewangelii, i cieszyć się i radować z tego powodu.

Wyrażenie się Apostoła: "Postępujemy z wiarą a nie widzeniem", odnosi się do całego Kościoła w tym wieku Ewangelii. Pragnieniem Pana jest rozwijać naszą wiarę - byśmy nauczyli się ufać i wierzyć Mu tam, gdzie nie jesteśmy w stanie Go zrozumieć. Stosownie do tego, pozostawia wiele rzeczy częściowo zamglonych, to jest rzeczy tyczące się pojęcia i zrozumienia ludzkiego i to w tym celu, aby mogła się wiara rozwijać w ten sposób i w tym stopniu, że stałaby się niemożliwą, gdyby zjawiska i cuda podpadały pod nasze ziemskie zmysły. Oczy naszego wyrozumienia mają się otwierać ku Bogu przez obietnice Jego Słowa - przez rozróżnianie i zrozumienie prawdy - by przynieść nam radość wiary w rzeczach, które są dotychczas niewidzialne i nierozpoznawalne sposobami naturalnymi.

Nawet to otwieranie się oczu naszego wyrozumienia, jest jak Apostoł tłumaczy, rzeczą stopniowego rozwoju. Modli się za tych, którzy są już w Kościele Boga, tytułując ich "świętymi", czyli poświęconymi, by otworzyły się oczy ich wyrozumienia, tak by mogli mieć w równym stopniu wyrozumienie, co wszyscy święci (gdyż nikt inny nie może tych rzeczy zrozumieć), by pojmowali coraz więcej długość i szerokość, wysokość i głębokość wiedzy i miłości Boga. Ta myśl, że duchowe błogosławieństwa Nowego Stworzenia, które wypłynęły z jego poświęcenia, nie są rozpoznawalne przez jego ziemskie zmysły, ale raczej przez jego wiarę, jest wyobrażoną w obrazie Przybytku - jako zewnętrzna zasłona "Świątnicy", kryjąca święte zawartości, symbolizująca głębsze prawdy przed Lewitami (figura usprawiedliwionych). Te mogły być znane i cenione tylko przez tych, co przestępowali Świątnicę, jako członkowie Królewskiego Kapłaństwa. (zobacz "Cienie Przybytku o lepszych ofiarach", str.133).

Obfitość uczucia, która przychodzi do niektórych z powodu temperamentu, jest często powodem utraty jej z tego samego powodu; ale doświadczenie, błogosławieństwo i radość, które mogą być stałym ich udziałem, jeżeli będą mieszkać w Panu, starając się iść Jego śladami, są radościami wiary, których ziemskie chmury i troski nie mogą zaciemnić, a które jak to jest wolą Boską, nigdy nie będą zaciemnione w sprawach duchowych, z wyjątkiem chyba jednego momentu, jak to i Pan zawołał na krzyżu: "Boże mój! Boże mój! Czemuś mnie opuścił!" Ponieważ było to rzeczą konieczną, by nasz Pan, zajmując miejsce potępionego Adama, zakosztował wszystkich doświadczeń Adama jako grzesznika, wobec tego musiał przejść przez te doświadczenia, chociaż przez jeden moment. I któż powie, że taki ciemny moment nie może być dozwolony nawet najwięcej godnym wyznawcom Baranka? Takie doświadczenia jednakowoż nie będą napewno zbyt długo dozwolone, a dusza, która pokłada ufność w Panu w chwili zaćmienia, będzie obficie wynagrodzoną za to ćwiczenie wiary i ufności, kiedy ustąpi chmura a zabłyśnie z powrotem słoneczna obecność Pana.

Chmury, które odgradzają poświęcone dziatki Boże od ich Niebiańskiego Ojca i ich starszego Brata, są przeważnie ziemskiej natury - jako rezultat przyzwolenia swoim uczuciom lgnąć do ziemskich rzeczy, zamiast wznieść je do tych, które są wysoko; jako rezultat zaniedbywania ślubu poświęcenia; zaniedbywania poświęcenia siebie w służbie dla Pana; oddawania życia za naszych braci, lub czynienia dobrze o ile możności wszystkim ludziom. W chwilach, kiedy oczy nasze odwrócone są na chwilę od Pana i Jego opieki, chmury szybko zaczynają się zbierać i wnet światło społeczności, wiary, zaufania i nadziei jest częściowo przyciemnione. Są to chwile choroby duszy, niepokoju. Pan łaskawie pozwala na takie zmartwienie, ale nie odcina nas od Swej łaski. Ukrywa Swoją twarz przed nami, byśmy pojęli, jak samotnymi i niezadowolonymi byśmy się czuli, gdyby znikła światłość Jego obecności, która oświetla naszą drogę i sprawia, że ciężary życia naszego stają się lekkimi.

"KTÓRY UZDRAWIA WSZYSTKIE CHOROBY TWOJE"

"Błogosławże duszo moja Panu, a nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw Jego. Który odpuszcza wszystkie nieprawości twoje; który uzdrawia wszystkie choroby twoje; który wybawia od śmierci żywot twój; który cię koronuje miłosierdziem i wielką litością; który nasyca dobrem usta twoje, a odnawia jako orła młodość twoją." - Ps. 103:2-5.

Podczas gdy Pan pozwala na takie choroby, o jakich co dopiero wspomnieliśmy, by przychodziły na Nowe Stworzenie, to jednakowoż stoi gotowy uzdrowić je, skoro ono znajdzie się we właściwym stanie serca. Tron niebiańskiej łaski jest dostępny dla chorych dusz - do takiego biednego Nowego Stworzenia, aby to duchowe życie, żywotność i zdrowie wróciło ponownie do światła Boskiej łaski. Napomnienie Apostoła brzmi: "Przystąpmyż tedy z ufnością [śmiało, odważnie] do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i łaskę znaleźli ku pomocy czasu przygodnego" (Żyd. 4:16). Każde Nowe Stworzenie ma doświadczenia w tym względzie; a ci, którzy są przez nie wyćwiczeni, stają się silniejszymi w Panu i w sile mocy Jego, tak, że nawet ich usterki i słabości - ich potrzeby wołania o pomoc i chwytania się wiarą ramienia Pańskiego - są środkami, które świadczą o duchowych błogosławieństwach dla nich, przez które wzrastają w tym stopniu, że nie doszliby do tego stanu, gdyby wolni byli od prób i doświadczeń i gdyby Pan nie zakrył Swojego oblicza przed nimi, kiedy stali się zimnymi czy obciążonymi lub obojętnymi, co do swoich duchowych przywilei. W każdej chwili, kiedy Nowe Stworzenie widzi konieczność zwrócenia się o pomoc i litość, przypomina sobie potrzebę pojednawczego dzieła Odkupiciela, pojmując, że ofiara Jezusa Chrystusa jest wystarczająca nie tylko za grzechy przeszłe - za grzech Adama i nasze osobiste przewinienia do czasu zbliżenia się do Ojca przez zasługę Syna - ale, że nad to sprawiedliwość ofiary Jego jednego za wszystkich, pokrywa wszystkie nasze wady i przewinienia umysłowe, moralne i fizyczne, które niebyły dobrowolnymi, samowolnie przez nas popełnionymi. W ten sposób Nowe Stworzenie wciąż pamięta o swojej zależności na tej wąskiej ścieżce, że zostało kupione za cenę drogocennej krwi Chrystusowej; doświadczenia więc jego, nawet w jego błędach, sprowadzają go coraz bliżej Pana, gdyż rozpoznaje wartość Jego doskonałego dzieła, jako Odkupiciela i Jego obecnej działalności jako Pomocnika i Wybawiciela.

Wielu jednakowoż z Nowego Stworzenia nie wie, jak postępować z tymi słabościami czy chorobami, i zwykle powiada do siebie - "Znowu upadłem. Nie mogę się zbliżyć do tronu niebiańskiej łaski, aż nie okażę Panu swoich dobrych intencji przez odniesienie zwycięstwa." W ten sposób zwlekają z tym, co powinno być ich pierwszą czynnością. Starając się swoimi własnymi siłami odnieść zwycięstwo i umysłem, osłabionym poprzednimi słabościami, nie znajdują się we właściwych warunkach by "bojować dobry bój wiary" ze swoim własnym ciałem czy z Przeciwnikiem, a klęska jest prawie, że nieunikniona; a z nią przyjdzie stopniowe nieoglądanie się na Pana i wzrastające zatapianie się w otaczające chmury, które zakrywać ich będą przed blaskiem Boskiej łaski. Te chmury coraz pewniej uważać będą za nieuniknione.

Wprost przeciwną drogę należy obrać: Jak tylko rozpoznamy błąd w słowie czy w myśli lub czynie, lub wyrządzoną krzywdę bliźniemu, to w tej chwili szukać powinniśmy pomocy u tronu łaski - w wierze, a nie w zwątpieniu. Nie powinniśmy przypuszczać, że Pan pragnie znaleźć okazję by nas ostro sądzić; ale przeciwnie przypomnieć sobie Jego dobroć i litość, którymi obdarzył nas w celu odkupienia i w tym wypadku, kiedy jeszcze byliśmy grzesznikami. Pewnie, że kiedy staliśmy się Jego dziećmi i zostaliśmy spłodzeni z Ducha, to z całą usilnością starać się powinniśmy iść Jego śladami - według ducha, a nie ciała - w takich warunkach miłość Jego będzie daleko obfitszą, jak kiedy byliśmy "dziećmi gniewu, jak drudzy". Pamiętajmy, że jak każdy ojciec cielesny ma litość nad swoimi dziećmi, tak i Pan ma litość nad tymi, którzy Go szanują. Przypatrzmy się sympatii, miłości i uczuciu naszych najlepszych przyjaciół względem nas, a przeprowadzimy analogię i przekonamy się, jak dalece życzliwszym i wierniejszym jest Pan od najlepszych Swoich stworzeń dla nas. On pragnie i od nas takiej wiary i zaufania - i nagradza je. Każdy, który miał dość wiary by z początku zbliżyć się do Pana, powinien mieć dość wiary by codziennie z ufnością zwierzał Mu swoje próby, trudności i niedokładności. Jeżeli zaś pozwala, by chmury dzieliły go od Pana i nie korzysta z zaproszenia do tronu łaski, by pokój i harmonia znów zapanowały pomiędzy nim a Panem, taki uznany będzie nie godnym miejsca w klasie specjalnej, którą Pan wybiera: "Bo i Ojciec takowych szuka, którzy by Go chwalili" - takich, którzy by Go zarówno kochali i ufali Mu. "A bez wiary nie można podobać się Bogu", "A to jest zwycięstwo, które zwyciężyło świat, wiara nasza" - Jan 4:24; Żyd. 11:6; 1 Jana 5:4.

Naturalnie, że napotyka się na trudności w drodze, ale konieczną pomoc i radę Pan dostarczył w Słowie Swoim i u tych braci, których ułożył w ciele w tym właśnie celu (1 Kor. 12:18). Pomocą jest naprzykład wiedzieć gdzie leży błąd powyżej wspomniany - wiedzieć, że nie odniesienie się do tronu łaski, by otrzymać przebaczenie, aż sami swoim wysiłkiem się usprawiedliwimy, jest dowodem, że nie oceniamy w zupełności tej wielkiej nauki, której nas Bóg uczy już od stuleci; mianowicie, że wszyscy jesteśmy niedoskonałymi i nie możemy tak czynić jakbyśmy chcieli, przeto było rzeczą konieczną, by nasz Odkupiciel przyszedł i podniósł nas moralnie. Ten, który stara się sam siebie usprawiedliwić, czyni rzecz niemożliwą i im prędzej to spostrzeże, tym lepiej dla niego. Nasze porachunki z Panem powinny być robione każdodziennie; jeżeli więc trudność byłaby znaczną lub mniejszą tylko, a serce poświęconego bardzo łagodne i przyzwyczajone do ustawicznego komunikowania się i stykania z Panem, to taki znajdzie błogosławieństwo, jeżeli zwróci się do tronu łaski w tejże samej chwili, kiedy trudność się jaka wyłoni, nie czekając końca dnia. Bo faktycznie, po co czekać nocy, kiedy tron łaski otwarty jest dla nas o każdej porze dnia; zaniedbywanie wykazywałoby stan przeciwny temu, który radzi Słowo Pana.

Trudność, jakiej niektórzy doświadczają, jest, że gdy przystępują do tronu łaski, to nie zdają sobie sprawy z błogosławieństwa, jakiego szukają, przebaczenia grzechów i pojednania z Ojcem. Ich trudność może być jedną z tych trzech: (1) Może im brakować wiary; a skoro działanie Pana w obecnym czasie odpowiada wierze, przeto niczego nie można osiągnąć bez wiary. "Według wiary waszej wam się stanie". (2) Trudność ich może być tego rodzaju, że nie naprawili złego, które uczynili i wyznali; że nie nagrodzili szkody, jaką drugim wyrządzili; lub, gdy przestępstwo skierowane było przeciwko Panu, to oni starali się o pokój bez uprzedniego wyznania i prośby o jego przebaczenie. (3) Jeżeli nie tych kilka wypadków, to trudność zachodziłaby taka, że błagający nigdy nie uczynili właściwego poświęcenia Panu; szukali pokoju, radości i światła łaski - szukali błogosławieństw, wyobrażonych w świetle Złotego Świecznika i w Przaśnym Chlebie Przybytku, podczas gdy w rzeczywistości z dala się znajdowali od tych rzeczy, z dala od poświęcenia - z dala przeto od Królewskiego Kapłaństwa - raczej byli Lewitami, którzy otrzymali specjalną łaskę, czy przywilej, w obecnym czasie na próżno.

Właściwym lekarstwem na brak wiary byłoby wyrabianie jej przez studiowanie Słowa Bożego, rozmyślanie nad Bożą dobrocią przeszłą i obecną, i staranie się pojąć i zrozumieć, jak jest łaskawym, "niezwykle obfitym", i w większym stopniu, w jakim byśmy mogli Go prosić czy pomyśleć. Lekarstwem na drugą trudność byłaby natychmiastowa prośba o przebaczenie, i na ile możliwe, naprawienie złego, czyli wynagrodzenie szkody, a później powrót do tronu łaski z zupełnym zapewnieniem wiary. Lekarstwem na trzecią trudność byłoby pełne poświęcenie się, które wymaga Pan od tych wszystkich, którzy pragną cieszyć się ze specjalnych przywilei i urządzeń tego wieku Ewangelii.

I nad drugą klasą poświęconych, ale dotkniętych chorobą duchową, musimy się zastanowić. Ci, rzekomo usprawiedliwieni w wierze i szczerzy w swoim poświęceniu, zdają się robić albo zbyt mały postęp w kontrolowaniu swoim ciałem, albo żadnego. W istocie w wielu wypadkach okazuje się, że wiara w dobroć i miłosierdzie Boskie, po ustąpieniu wszelkiej obawy, wystawiła ich na większe pokusy przez słabości ciała jak początkowo, kiedy mniej znali Pana. Ci, doświadczają wielkiej próby i to nie tylko na sobie samych, ale na wszystkich domownikach wiary, z którymi się stykają - ich życie to ciągłe błądzenie i skrucha, albo względem omyłek finansowych, albo w sprawach moralnych lub towarzyskich.

Jakie jest lekarstwo na tego rodzaju stan duszy? Odpowiadamy, że tacy powinni być szczegółowo poinformowani, że Nowe Stworzenie nie będzie składało się z takich, którzy uczynili przymierze tylko w celu samozaparcia rzeczy ziemskich, ale z takich, którzy dla ich wierności w gorliwym wypełnianiu tegoż przymierza, uznani będą za zwycięzców przez Tego, który czyta serca. Powinni być poinformowani, że właściwą metodą postępowania dla poświęconych jest, by będąc uwolnionymi przez Syna, starali się tak pilnie zabiegać o błogosławieństwa zapewnione z łaski Bożej, że dobrowolnie staną się sługami Pana - poddając się pewnym ograniczeniom, zobowiązaniom, tak odnośnie do swoich słów, jak postępowania i myśli - prosząc usilnie o pomoc w modlitwie, jaką obiecał im w słowach Apostoł: "Dosyć masz na łasce Mojej; albowiem moc Moja wykonywa się w słabości". W każdym wypadku, kiedy dokonali przestępstwa, powinni nie tylko wynagrodzić krzywdę, ale także zrobić wyznanie Panu, by przez wiarę otrzymać Jego przebaczenie - powinni przyrzec większą pilność na przyszłość i powinni powiększyć ograniczenia swojej osobistej wolności odnośnie do tych słabości, o których się przekonali przy ostatnim błędzie.

Tak czuwając i modląc się, uważając na swoje słowa i postępki w życiu, nadto podbijając "wszelaką myśl pod posłuszeństwo Chrystusowe" (2 Kor. 10:5), to w niezadługim czasie upewnią siebie samych i braci, co do szczerości swych serc i iść będą dalej przez życie tak, że dla wszystkich będzie widocznym, że nie tylko pojednali się z Jezusem, ale, że poznali Go dobrze, że szukają i używają opieki dla wyjścia zwycięsko ze swoich słabości. Takie wypadki u braci i u sióstr mogą być wzięte pod określenie Apostoła "nieporządnie chodzących", nie według przykładu Pana i apostołów. W innym rozdziale znajdujemy rozporządzenie Pana odnośnie do sposobu, w jaki ci słabi i przynoszący niesławę sprawie Pana mają być traktowani przez braci.

Tutaj zaznaczamy jednakowoż, że tak długo, jak okazują żal za swe złe uczynki, a zarazem pragnienie wrócenia na drogę sprawiedliwości i nadal okazują wiarę i ufność ku Panu, tak długo musimy uważać ich za braci - jednakowoż zachodzi może potrzeba ograniczenia towarzyskości z nimi, aż dadzą wyraźne dowody siły łaski w swych sercach, przez hamowanie swoich cielesnych słabości. Pomimo to, należy ich zachęcać nadal do wiary i tłumaczyć, że Pan jest bardzo miłościwym dla tych, którzy Mu ufają i którzy z serca pragną iść Jego drogami, chociaż nie mogą spodziewać się, by mogli zaliczeni być do klasy zwycięzców, chyba, że okażą się tak gorliwymi w dążeniu do sprawiedliwości, że ich ciało wykazywać będzie dowody, że poddało się Nowemu Umysłowi.

Widzieliśmy niektórych z poświęconego ludu Pana w stanie opłakanym i łaknącym; prawdziwie pragnących łączności z Nim, ale którym brakowało koniecznych informacji, w jaki sposób mogliby ją uzyskać i utrzymać. Prawda, że mają oni Biblię, ale w samej rzeczy to cała ich uwaga zwraca się w stronę nauczycieli, katechizmów itd., polegają więcej na tradycji ludzkiej aniżeli na mądrości Bożej, i którym przeto brakuje właściwego pokarmu duchowego. Rezultat takiego stanu jest ten, że czują niezadowolenie ze stykania się z formalistyką, a nie wiedzą z drugiej strony, jak mogą się zbliżyć całym sercem do Pana, ponieważ nie mają pojęcia o dobroci i bogactwach łaski Jego w Jezusie Chrystusie, o Jego wielkim planie zbawienia świata, ani też o powołaniu Kościoła do Nowej Natury. Ten stan głodu potrzebuje przede wszystkim czyste "szczere mleko Słowa", a potem "twardy pokarm" Boskiego objawienia. Tymi drogimi nie należy pogardzać ani ich zaniedbywać w ogóle, postanowili szukać gdzie indziej zadowolenia swojego głodu serca - choćby w przyjemnościach światowych itd. Znamy kilku z tej klasy, którzy po różnorodnych próbach znalezienia jakiejś satysfakcji duchowej, przyszli do zupełnego zobojętnienia w rzeczach duchowych, ale po poznaniu "Obecnej Prawdy" okazała się w nich obfitość duchowych łask i znajomości. Wierzymy, że jest takich więcej w rozmaitych denominacjach i że to jest szczególny przywilej dla tych, co przyjęli Prawdę, aby podali dłoń takim, by wyciągnąć ich z ciemności do przedziwnej Jego światłości, z duchowego głodu w obfitość łaski i prawdy. Ale aby być użytecznym przez Pana w tych błogosławieństwach, konieczną jest rzeczą, by tak łaska, jako też i mądrość, były szukane w Słowie i by one zastosowane były w sposób życzliwy, wiernie i stale.

Z USPRAWIEDLIWIENIEM MA ŁĄCZYĆ SIĘ UŚWIĘCENIE

Zauważyliśmy, że tymczasowe usprawiedliwienie nie jest umysłowym przyzwoleniem wobec faktu, że Chrystus umarł jako Odkupiciel człowieka, i że pewne błogosławieństwa pojednania z Bogiem były w ten sposób zapewnione dla rodzaju ludzkiego, ale, że dodatkowo, aby stać się usprawiedliwionym wierzącym, wymagany jest pewien stopień uświęcenia. Takie usprawiedliwienie wymaga uznania, że grzech jest nader grzesznym (Rzym. 7:13), pragnienia by się uwolnić od niego - spod jego władzy i kary - pragnienia, przeto, aby być w zupełnej harmonii ze sprawiedliwym Stworzycielem i w zgodzie ze wszystkimi zasadami sprawiedliwości. Wymaga nad to, by wierzący ustalił swój umysł, swoją wolę, aby w imię sprawiedliwości zastosował się wobec wszelkich zadań życia. Wiara w Jezusa, przy takim poświęceniu, daje tymczasowe usprawiedliwienie, ale nie obejmuje ofiary. Bóg ma prawo domagać się, by wszystkie Jego stworzenia stwierdzały na każdym kroku, że żyją w sprawiedliwości, a nienawidzą nieprawości, gdyż w innym wypadku uważają się za obcych Mu - za Jego nieprzyjaciół. Ale Bóg nie żąda, abyśmy czynili ofiarę ze swojego życia w Jego służbie lub dla jakiejś innej przyczyny. Ofiara, dlatego przedstawioną jest w Piśmie Świętym, jako akt dobrowolny - nie wymagany przez prawo, nawet gdyby to była, jak Apostoł oświadcza "rozumna służba" i nawołuje: "Proszę was tedy, bracia! przez litości Boże, abyście stawiali ciała wasze ofiarą żywą, świętą, przyjemną Bogu, to jest, rozumną służbę waszą" - Rzym. 12:1.

U niektórych, poświęcenie do ofiarowania się występuje zaraz po osiągnięciu wiary w Pana i pragnieniu dążenia Jego śladami sprawiedliwości; ale ono musi koniecznie być następstwem, a nie może poprzedzać, ponieważ jak widzieliśmy musimy przynajmniej być tymczasowo usprawiedliwieni przez wiarę, zanim możemy mieć jakąkolwiek styczność z Bogiem lub w jakimkolwiek zrozumieniu cieszyć się Jego przyjaźnią. U innych, ten stan poświęcenia jest osiągnięty i następuje przez pewien czas przed namyśleniem się do zupełnego poświęcenia, czyli ofiary ziemskich korzyści Panu i Jego sprawie. Ale przy obecnych stosunkach, ci, którzy zaczęli iść ścieżką sprawiedliwości, ścieżką usprawiedliwienia, ścieżką harmonii z Bogiem, nie odejdą zbyt daleko od tej ścieżki, zanim spotkają się z opozycją wewnętrzną, albo ze strony świata lub przeciwnika.

Znajdują, że ta ścieżka sprawiedliwości wznosi się coraz wyżej, jest coraz więcej stromą i pełną trudności. Dążenie stale tą ścieżką sprawiedliwości pociąga za sobą ofiarę, zrzeczenia się ziemskich korzyści, ziemskich ambicji, ziemskich przyjaźni, itd. Tutaj stajemy na rozdrożu: jedna, w górę się pnąca ścieżka, prowadzi do chwały, zaszczytu, nieśmiertelności i wejść na nią można tylko po przejściu wąskiej bramy pokory, samozaparcia i samo poświęcenia. Po wejściu, okaże się ta droga przykrą, na której jednak niewidzialne usłużne duchy z pomocą przychodzić będą pielgrzymom; na niej świecić będą dla dodania im odwagi łaskawe obietnice Chrystusa, Kierownika, zapewniające im dostateczną łaskę i pomoc do ukończenia tej podróży; a wytrzymałość wykaże, że wszystkie te rzeczy wspólnie przyczyniły się do ich najwyższego dobra, do zapewnienia im ostatecznego członkostwa w Nowym Stworzeniu i uczestniczeniu w chwalebnej pracy wieku Tysiąclecia. Przy tej bramie, która oznacza pełne poświęcenie, nawet ofiarę wielu tymczasowo usprawiedliwionych, zatrzymują się na chwilę do obrachowania się z siłami i z korzyściami, zanim wstąpią na tę ścieżką, nadsłuchując głosów zaproszenia ze Słowa i wzmacniając równocześnie serca do podjęcia tej podróży, mając na widoku jej dobre zapewnienia.

Na zewnątrz tej bramy znajdują się rozliczne poboczne ścieżki, którymi wielu z tych, którzy przyszli do tej bramy, szukali łatwiejszej drogi, prowadzącej do chwały, zaszczytów, nieśmiertelności - ale na próżno. Setki tam jest tych bocznych dróżek, z których niektóre wiły się cokolwiek w górę i wymagały pewną dozę samozaparcia; inne biegły coraz więcej w dół ku błogosławieństwom i widokom świata. Na żadnych z tych bocznych ścieżkach jednakowoż nie można odnaleźć tych natchnionych obietnic, które przynależą do tych, którzy przestępują tę bramę ofiary - by wejść na "wąską ścieżkę" przyjaźni ze swoim Panem, porzucając ziemskie ambicje dla osiągnięcia wspólnictwa z Jezusem Chrystusem w chwale, która ma nastąpić.

Radość i pokój przychodzi w tym momencie, kiedy zjawia się u nas wiara w Pana, kiedy przyjęliśmy Jego pojednanie i postanowiliśmy żyć sprawiedliwie, a wystrzegać się grzechu. Ta radość i pokój są kompletnymi zanim dochodzimy do bramy prowadzącej na wąską ścieżkę; ale kiedy pościg za sprawiedliwością pociąga za sobą samozaparcie i samo ofiarę, a ta ofiara nie jest dokonaną i niska brama nie przekroczona, wtedy radość i pokój płynący z łaski Bożej zaciemniają się. Nie ustąpią w zupełności, jednakowoż na jakiś czas, podczas gdy szczery wyznawca szuka innej drogi służenia sprawiedliwości, wciąż miłując ją i stale ceniąc łaskę Bożą, ale wstrzymując się i zaniedbując wejść na nią. Pełność radości i pokoju nie może być udziałem takich, ponieważ przez cały czas zdają sobie sprawę, że pełne poświęcenie wszelkiej energii Panu byłoby "rozumną służbą", racjonalną znajomością i powrotem do Boskich łask otrzymanych już w przebaczeniu za grzechy.

Wielu przez długie lata trwa w takim stanie, podczas gdy inni zeszli na drogę świata. Żaden z nich nie był nawet kandydatem na Nowe Stworzenie, zanim nie przeszedł niskiej bramy samozaparcia. Pan przez długi czas nie odbiera im specjalnych przywilei, danych im w celu przyprowadzenia ich do niskiej bramy; pomimo to, że zwlekają z przejściem, wyznają, że "wzięli łaskę Boga [przebaczenie za grzechy i przyprowadzenie do bramy] nadaremno"; ponieważ przyszedłszy do tego stanu odmawiają, czy zaniedbują korzystać z "jednaj nadziei powołania naszego". Pan mógłby zupełnie słusznie powiedzieć: Odbieram wam natychmiast wszystkie specjalne przywileje wszelkiego rodzaju. Nie jesteście już więcej godni mojej łaski jak reszta świata i powinniście mieć te same przywileje i sposobności, jakie Ja pragnę udzielić całej ludzkości podczas wieku Tysiąclecia; ale żadnych dalszych specjalnych przywilejów, łask, opiek, uwagi itd., ode mnie nie otrzymacie w obecnym życiu, ani też nie spodziewajcie się pierwszeństwa w życiu przyszłym. Bóg wszakże nie czyni tego w jednej chwili, gdyż jest długocierpliwym wobec wielu.

Te nadzwyczaj wielkie i cenne obietnice Słowa Pańskiego - takie na przykład jak te, które zapewniają nas, iż "tym, którzy miłują Boga, wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu" - będą zastosowane wyłącznie do tych, którzy pozyskali względy u Boga, skierowani ku niskiej bramie samo ofiary, przeszli przez nią z radością, ponieważ jedynie tacy kochają Boga w najwyższym stopniu - więcej niż siebie. "Wszystkie rzeczy są ich, bo oni są z Chrystusem, a Chrystus jest Boży". Wstąpili do szkoły Chrystusowej i wszelkie instrukcje, zachęty i ćwiczenia w życiu Bóg pokieruje tak, aby ostatecznie przygotowały ich do przyszłego Królestwa. Ale te lekcje, instrukcje i błogosławieństwa nie są udziałem tych, którzy odmawiają wstąpienia do szkoły - którzy nie chcą podporządkować swojej woli do woli wielkiego Nauczyciela.

Ściśle mówiąc, to ci, którzy na próżno otrzymują łaskę Boga nie mają właściwej podstawy zbliżenia się choćby nawet w modlitwie do Pana, ponieważ skąd mają się spodziewać specjalnej opieki i specjalnych przywilejów od Pana, kiedy zaniedbują uczynić właściwego zwrotu za błogosławieństwa już otrzymane? Czy ma powód przypuszczać, że ponieważ już otrzymał od Pana błogosławieństwo w zakresie mądrości i tymczasowego usprawiedliwienia, to Pan zobowiązany jest względem niego do dalszych łask? Czy nie powinien raczej przypuszczać, że po otrzymaniu tych błogosławieństw od Pana, sięgających poza powszechną łaskę, nadaną całemu odkupionemu rodzajowi, otrzymał więcej, niż mu w udziale przypadało? Czy nie zastosowując się do woli Pana, czy nie powinien przypuszczać raczej, że dalsze Boskie względy i łaski zwrócą się, pomijając jego do tych, którzy nie byli dotychczas tak wielce uprzywilejowani i którzy przeto nie wzgardzili do tego stopnia łaskawą ofertą Pana? Ale Pan jest bardzo litościwy i łaskawy, i wobec tego możemy przypuszczać, że tak długo, jak ktoś utrzyma się w stanie wiary, Pan nie odrzuci go od siebie w zupełności.

Cóż, więc za lekarstwo może być dla tych, którzy znajdują się w tym stanie i pragną w zupełności być z Panem i rościć sobie pretensje do wszelkich Jego względów? Odpowiadamy, że tych rzeczą powinno być całkowite poświęcenie się Panu, poddając się Jego woli pod każdym względem; wszystkie ich zadania, nadzieje, widoki, myśli, a nawet ziemska miłość, powinny ustąpić miejsca Panu; a w zastępstwie powinni przyjąć, jako prawo swojego bytu i zasadę postępowania w przyszłości, Jego kierownicze Słowo, Ducha Jego i Jego Opatrzność; z tą pewnością, że te przysporzą im nie tylko daleko chwalebniejsze rezultaty w życiu przyszłym, ale także większe błogosławieństwa serca w życiu obecnym.

W jaki sposób powinni to uczynić? Odpowiadamy, że to powinni zrobić w serdecznej, pokornej modlitwie - umowa powinna być z Panem uczyniona w sposób określony i o ile możności głosem słyszanym; a łaska Boża, litość i błogosławieństwo, upraszane być powinny jako konieczna pomoc w wykonywaniu tej ofiary.

A co powinien uczynić ktoś, co "czując się po Bożemu", a jednak nie czuje się w zupełności gotowym do całkowitego poddania się Jego woli? Odpowiadamy, że powinni odnieść się z tą rzeczą w modlitwie do Pana i prosić o Jego błogosławieństwo przy studiowaniu Prawdy, aby mogli coraz więcej zrozumieć, przede wszystkim słuszność takiej służby; po drugie, by wzrastała w nich pewność, że w rezultacie czeka ich błogosławieństwo; a po trzecie, by dał im wiarę w zachowaniu tych wszystkich łaskawych obietnic pomocy i siły, uczynionych dla klasy ofiarującej się. Powinni prosić także, by Pan pozwolił im właściwie ocenić rzeczy ziemskie; by mogli pojąć i jeżeli to konieczne to i doświadczyć, jak znikome i niezadowalające są wszelkie rzeczy związane z samolubnością czasów obecnych i których umysł naturalny pożąda; by mogli w ten sposób uczynić poświęcenie i ocenić przywileje, że wszystkie swoje pragnienia zwróciliby na rzeczy wyższe, a nie na ziemskie, i poświęcili te ostatnie na rzecz poprzednich.

Powstaje inna kwestia: Ze względu na fakt, że "wysokie powołanie" jest zamknięte, i że przeto poświęcenie któregoś nie mogłoby być zapewnione przez sposobność osiągnięcia nagrody jako nowej natury i chwały, połączonej z nią, a nad to zaszczytów i nieśmiertelności - jaka różnica nastąpiłaby pod względem poświęcenia? Odpowiadamy, że nie byłoby żadnej różnicy, poświęcenie jest jedyną, bowiem racjonalną, właściwą drogą dla ludu Pańskiego bezwzględnie; pełne poświęcenie wymagane będzie od tych, którzy chcieliby żyć i cieszyć się z błogosławieństw wieku Tysiąclecia - i nie być tychże pozbawieni. Gdyż w miarę sposobności i nagroda wzrastać będzie - wykazaliśmy, bowiem poprzednio, że według naszego rozumowania wielu jeszcze będzie dopuszczonych do przywileju "wysokiego powołania", by wzięło miejsca po tych, którzy już się poświęcili, ale nie będą tak postępowali, by otrzymać nagrodę i będą, dlatego z biegu wycofani. Ale żaden, jesteśmy pewni, nie będzie dopuszczony do tych, przywilei, o ile nie przejdzie przez tę niską bramę poświęcenia i ofiary.

Właściwie, to jest prawda, że wszyscy, którzy przechodzą przez tę niską bramę, to jasno nie widzą i nie rozumieją jak wielkie i bogate błogosławieństwa Bóg przygotował dla Swego wiernego Nowego Stworzenia; z początku widzą zaledwie, że racjonalną jest ich służba, dopiero później dowiadują się coraz więcej, jak długą i szeroką, wysoką i głęboką jest dobroć Boża i ich przywileje, płynące z wysokiego powołania. Tak rzecz się ma i z obecnie wstępującymi: nie mogą w pełni ocenić niebiańskich duchowych rzeczy do chwili, aż dojdą do momentu przetworzenia się ich racjonalnej służby w zupełne poświęcenie. Możemy być zresztą pewni, że każdy poświęcający się i ofiarujący się sprawie Pana po skompletowaniu klasy niebiańskiej, spostrzeże, że Pan ma jeszcze mnóstwo rozmaitego rodzaju błogosławieństw do rozdania; i że wszystkie te Jego błogosławieństwa przeznaczone są wyłącznie dla poświęconych, ofiarujących się. Możliwe, że zaliczeni będą do rzędu Świętych Starego Testamentu, którzy mieli skłonność poświęcenia, to jest podobania się Bogu, zanim zaczęło się "wysokie powołanie".

BŁĘDNE POGLĄDY, CO DO UŚWIĘCENIA

Wziąwszy pod uwagę te ogólne pomieszanie pojęć, jakie panuje między Chrześcijaństwem odnośnie do Boskiego planu, usprawiedliwienia i uświęcenia, wspomnianych w Piśmie Świętym, nie można dziwić się, że taki chaos się spotyka w świecie. Jeden błędny pogląd - utrzymujący się jednak u stosunkowo niewielkiej części ludu Pańskiego, ale ze szkodą dla niej - to twierdzenie, że jest aktualnie świętą i doskonałą, a oświadczenia w jej zeznaniach brzmią:, że "nie grzeszyli już od lat" itd. Porównać ich można z Faryzeuszami za czasów Pana, którzy "ufali sami w sobie, że byli sprawiedliwymi, a inszych za nic mieli", i przez tę swoją sprawiedliwość, zaniedbali przywileje i łaski, jakie Pan przygotował dla nich w Swoim dziele odkupienia.

Ten tak zwany "Lud Święty" i "Lud bez grzechu", pomimo to odwrócił się przez ten błąd w znacznym stopniu od wiary w Pana - wiary w Jego dzieło odkupienia - wiary w zasługę Jego ofiary itd.; ponieważ, po co mają się spuszczać na Jego litość czy łaskę, jeżeli mogą zachowywać prawo Boskie w stopniu doskonałym? Jedna trudność, związana z tym stanowiskiem, to brak poszanowania dla Pana, a druga, zbyt wielkie ocenienie siebie samych. Właściwy szacunek dla Pana uwzględniałby Jego wielkość, Jego majestat i brał jako miarę z Jego świętości, doskonalenie swojego własnego charakteru; a właściwe ocenienie samych siebie bardzo szybko przekonałoby ich (jak przekonuje innych), że daleko odeszli od Boskiej miary słowa, czynu i myśli.

Inny rodzaj tak zwanego "Ludu Świętego" nie posuwa się do takiej krańcowości w twierdzeniu, że jest bezgrzesznym, ale uwzględniając niedoskonałość głoszą, że są świętymi, całkiem uświęconymi itd., na podstawie, że starają się unikać grzechu - żyć bez grzechu itd. Zgodnie z tym, co powyżej powiedzieliśmy, to zgadzamy się w zupełności z tym zdaniem, że prawdziwie poświęceni powinni według możności starać się unikać grzechu. Błąd tych, których krytykujemy tkwi w tym, że oni sądzą, iż unikanie grzechu jest jedynym celem ich poświęcenia. Nie zrozumieli w takim razie rzeczy w zupełności; żadne stworzenie Boga nie miało prawa błądzić; a wobec tego, powstrzymując się od grzechu - od tego, czego im czynić nie wolno - nie mogą właściwie być nazwani, czy uważani za poświęconych, za czyniących "ofiarę". Słowo Boże nigdzie nie wzywa ich, by ofiarowali grzechy. Ci drodzy przyjaciele, którzy nie idą dalej w poświęceniu, jak tylko starają się unikać grzechu, doszli tak daleko, jak mogą dojść tylko usprawiedliwieni; a nie przeszli jeszcze przez niską bramę samo ofiary, która oznacza oddanie tych wszystkich rzeczy, które są słusznymi, prawymi i właściwymi - dobrowolne pozbycie się ich, abyśmy mogli lepiej służyć Panu i Jego sprawie.

CHRYSTUS STAŁ SIĘ NAM ODKUPIENIEM

Słowo "odkupienie" użyte jest tutaj w znaczeniu uwolnienia, zbawienia, jako rezultat dzieła odkupienia - rezultat okupu, czyli danej ceny równoważnej. Myśl zawarta w tym słowie, prowadzi nas aż do ostatecznego końca zwycięstwa Kościoła, do stanu narodzenia Nowego Stworzenia - chociaż w naszym tekście może być bardzo właściwie zastosowany do natychmiastowych i przypadkowych wybawień wszystkich wiernych i dążących wąską ścieżką, wznoszących się w zbawieniu do najwyższego stopnia chwały, zaszczytu i nieśmiertelności Pierwszego Zmartwychwstania.

Apostoł zapewnia nas, że ofiara naszego Pana pozyskała dla nas "wieczne odkupienie", uzupełniła wieczne uwolnienie od więzów grzechu i jego kary - śmierci (Żyd. 7:25; 9:12). Rzeczywiście, to odkupienie dotyczy całego świata; i nasz Pan zapewni ostatecznie wszystkim, którzy zechcą przyjść do harmonii z Boskimi zarządzeniami, wieczne odkupienie tak od grzechu, jak i kary - to jest śmierci; ale, jak już widzieliśmy, to wieczne uwolnienie, które będzie w następnym wieku zastosowane do całej ludzkości, przez sprowadzenie wszystkich do znajomości prawdy i pod panowaniem Królestwa Bożego, to w obecnym czasie stosuje się tylko do domowników wiary - i z tych wyłącznie do tych, którzy przy samo ofierze idą śladami Najwyższego Kapłana, jako członkowie "Królewskiego Kapłaństwa". Ich "wieczne odkupienie" od grzechu i śmierci będzie jako członków Nowego Stworzenia ukoronowane chwałą, czcią i nieśmiertelnością.

Przestudiujemy inne teksty, w których to samo greckie słowo Apolutrosis (uwolnienie, zbawienie), ma znaczenie odkupienia. Pan nasz wskazując nam zbawienie, które ma przyjść przez Pierwsze Zmartwychwstanie, powiada do niektórych żyjących przy końcu wieku, którzy rozpoznają pewne znaki czasów: "Podnoście głowy wasze, przeto, iż się przybliża odkupienie wasze" (Łuk. 21:28). Apostoł zwracając się do tej samej klasy Nowego Stworzenia, napomina ją mówiąc: "A nie zasmucajcie Ducha Świętego Bożego, którym zapieczętowani jesteście na dzień odkupienia" (Efez. 4:30). W tym tekście odniesieni jesteśmy nie do dzieła odkupienia, dokonanego przez ofiarę Pana naszego, ale do wyników tej pracy, jakie dokonane zostaną przy doskonaleniu się Kościoła, który jest Jego ciałem w Pierwszym Zmartwychwstaniu. W tym samym liście (Efez. 1:7), Apostoł oświadcza: "Mamy odkupienie przez krew Jego". Wspomina tu najwidoczniej o błogosławieństwach, jakimi cieszymy się w obecnym czasie przez zasługi ofiary Pana naszego, pokrywającej nasze przewinienia i wyrabiającej w nas daleko więcej niezwykłą i wiecznego znaczenia chwałę, przez działanie w nas według woli i upodobania Bożego. Myśl, jaką chcielibyśmy wyrazić, jest, że Chrystus jest wybawieniem dla nas w czasie obecnym - pozwalając nam na odniesienie zwycięstwa w obecnych konfliktach, jako też na ostateczne zwycięstwo przez uczynienie nas doskonałymi na podobieństwo Swoje własne.

Ta myśl prowadzone jest dalej przez tego samego pisarza, który zapewnia nas (Rzym. 3:24), że łaska Boża usprawiedliwiła nas darmo (i nadal usprawiedliwia, dokąd trwamy w Chrystusie) "przez odkupienie, które się stało w Chrystusie Jezusie", a które dosięgnie szczytu o ile to nas dotyczy, kiedy staniemy się Jemu podobni i widzieć Go będziemy takim, jakim On jest i dzielić Jego chwałę w dzień odkupienia (wybawienia). W tym samym liście (Rzym. 8:23) Apostoł mówi znowu o uzupełnieniu naszego odkupienia, czyli zbawienia i jak oczekiwać musimy tegoż do czasu określonego przez Boga. Po przedstawieniu nam faktu, że: "Wszystko stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje ... oczekując przysposobienia synowskiego [do chwały wywyższonego Nowego Stworzenia]", dodaje "a nie tylko ono stworzenie, ale i my [powołani i spłodzeni do Nowego Stworzenia], którzy mamy pierwiastki Ducha, i my sami w sobie wzdychamy, oczekując przysposobienia synowskiego, odkupienia [wybawienia] ciała naszego" - ciała Chrystusowego, Kościoła, którego Jezus jest Głową, a my czynnymi członkami. To będzie końcowe dzieło odkupienia z nami; ponieważ chociaż dzielimy wiele błogosławieństw i korzyści w międzyczasie dzięki odkupieniu, to nie osiągniemy zupełnego odkupienia, aż później - Rzym. 8:20-23.

Wziąwszy pod uwagę nasze obecne położenie - udział w odkupieniu, który już do nas należy - Pan nasz oświadcza:, "Kto we Mnie wierzy, ma żywot wieczny" (Jan 6:47), i Apostoł także:, "Kto ma Syna, ma żywot" (1 Jana 5:12). Nie rozumiemy, by ta wiara była tylko umysłowym przyzwoleniem na niektóre fakty, związane z Boskim planem zbawienia, ale wiarą w ofiarę pojednania i postępowaniem, zgodnym z opozycją do grzechu - żywą wiarą, która okazuje się w posłuszeństwie serca. Podobnie nie rozumiemy znaczenia w ten sposób, że ci wyznawcy mają życie wieczne w całym tego słowa znaczeniu - to jest w tym znaczeniu, aby ono ewentualnie było ich jako udział w Pierwszym Zmartwychwstaniu. Raczej mamy rozumieć, że poświęceni wyznawcy spłodzeni są do nowego życia, mając zacząć nowe życie w tym sensie, że ich wole przyjęte są przez Boga jako zapoczątkowanie Nowego Stworzenia, którym oni będą przy Pierwszym Zmartwychwstaniu.

Rozumiemy to stanowisko zgodnie z oświadczeniem Apostoła, że "nadzieją jesteśmy zbawieni" - przez wiarę - przypuszczalnie zbawieni niezupełnie. Wobec tego czekamy z cierpliwością na uzupełnienie dobrego dzieła, które Bóg rozpoczął w nas, czekamy na "łaskę [zbawienie], która wam dana będzie w objawienie Jezusa Chrystusa", - "gdy przyjdzie, aby był uwielbiony w świętych Swoich" - 2 Tes. 1:10; 1 Piotra 1:13.

Odkupienie (zbawienie), które jest w Jezusie Chrystusie - którym cieszymy się teraz, jako też, które uzupełni się z czasem w nas - jest wszędzie w Piśmie Świętym utożsamiane z ofiarą, którą Pan nasz uczynił na naszą korzyść. Podczas gdy Jego śmierć stanowi cenę za naszą karę, to Jego zmartwychwstanie było koniecznym, ponieważ zmarły Zbawca nie mógłby przychodzić z pomocą odkupionemu, by tenże odzyskał z powrotem to, co był stracił. I osobiste doświadczenia naszego Pana w połączeniu z ofiarą, jesteśmy pewni, tym więcej kwalifikują Go do wielkiego dzieła wybawienia wzdychającego stworzenia, kupionego przez Jego krew. Apostoł oświadcza: "Albowiem, że sam cierpiał będąc kuszony, może tych, którzy są w pokusach ratować" - jest w stanie uwolnić ich od pokus, które w innym wypadku mogłyby ich opanować. "Nie dopuści, abyście byli kuszeni nad możność waszą, ale uczyni z pokuszeniem i wyjście". Może dopuścić, byśmy się potykali, ale jak długo będziemy się do Niego odnosić z zaufaniem, tak długo nie dopuści, abyśmy upadli - aż do zniszczenia we Wtórej Śmierci - Żyd. 2:18; 1 Kor. 10:13.

Pozwalając nam się potykać, może chce chwilami dać nam cenne nauki odnośnie do naszych własnych słabości i potrzeby spoglądania ku Niemu, jako naszemu Pasterzowi, jako też naszemu Odkupicielowi i abyśmy poznali nasze słabości, a przez to stawali się mocnymi w Panu i w sile mocy Jego. Przedstawiony nam jest Najwyższy Kapłan, który współczuje z naszymi słabościami, a który równocześnie posiada pełną władzę wspomożenia nas w chwilach pokusy. Wspominane jest o Nim w sposób szczególny, iż On może użalać nieumiejętnym i błądzącym, i że zdolnym jest ocalić "doskonale" tych, którzy zbliżają się do Ojca przez Jego wstawiennictwo i którzy trwają w Nim w żywej wierze, która wymaga posłuszeństwa aż do stopnia możliwości. W ten sposób radujemy się naszym Odkupicielem jako obecnym Zbawcą, Wybawicielem, jako też późniejszym Wybawicielem z grobu przez zmartwychwstanie - dokończycielem naszej wiary -Żyd. 2:17,18; 4:15,16; 5:2; 7:26,26.

 

 

 

MODLITWA


Tysiące przeszkód czeka nas, w wędrówce naszej w nieba próg;
Lecz komu drogi przyszły czas, przeszkody zwalcza swoich dróg.

Więc módlmy się, Pan doda sił, do zwyciężenia przeszkód sto.
A choćby wróg wam w drodze był, modlitwa zwalczy wszelkie zło.

Modlitwa zbroją Bożą jest, co broni nas od wszelkich zdrad;
A gdy nas czeka ognia chrzest, z modlitwą dążmy w Pański ślad.

Więc modły swe do Pana ślę; modlitwa słodzi moje dni;
A kiedy wzmocnić serce chcę, modlitwa jest ucieczką mi.

WYKŁAD IV

NOWE STWORZENIE Z GÓRY PRZEZNACZONE

OGÓLNY POGLĄD NA WYBRANIE - POPRAWNA MYŚL - NIE MA KRZYWDY DLA NIEWYBRANYCH - RÓŻNICA POMIĘDZY "WYBRANYMI" I "ZWYCIĘZCAMI" - "JEST GRZECH NA ŚMIERĆ" - "STRASZNAĆ RZECZ JEST WPAŚĆ W RĘCE BOGA ŻYWEGO" - WIELKA KOMPANIA - SZATY ICH WYBIELONE KRWIĄ BARANKA - WYBRANA WINNA MACICA I JEJ LATOROŚLE - RÓŻNE WYBRANIA W PRZESZŁOŚCI - ŻADNE Z NICH NIE BYŁO WIECZNE - JAKÓB I EZAW JAKO TYP - "JAKÓBAM UMIŁOWAŁ" - "ALEM EZAWA MIAŁ W NIENAWIŚCI" - FARAON - "NA TOM CIĘ SAMO WZBUDZIŁ" - BÓG NIGDY NIE ZMUSZA WOLI - FARAON NIE STANOWI WYJĄTKU Z TEJ REGUŁY - "BÓG ZATWARDZIŁ SERCE FARAONA" - NARÓD IZRAELA WYBRANY - "CZEMŻE TEDY ZACNIEJSZY ŻYD? WIELKI Z KAŻDEJ MIARY" - "NOWE STWORZENIE" WYBRANE - OZNAKA "ŁASKI" - ILUSTRACJA WŁASNOŚCI KRÓLA - PRZEZNACZENI, "ABY BYLI PRZYPODOBANI OBRAZOWI SYNA JEGO" - KTÓRZY WEDŁUG POSTANOWIENIA JEGO POWOŁANI SĄ - KWALIFIKACJE I CHARAKTERYSTYKA POWOŁANIA - "JEŚLI BÓG ZA NAMI" - WOLNE TŁUMACZENIE TWIERDZENIA APOSTOŁA - ZAPEWNIENIE SOBIE NASZEGO POWOŁANIA I WYBRANIA - DROGA UBIEGANIA SIĘ - "BIEŻĘ DO KRESU" - "WIEDZĄC OD BOGA WYBRANIE WASZE".

 

DOKTRYNA O WYBORZE, w powszechnym zrozumieniu, jest wielce odpychającą, pełną stronniczości i nierówności. Ale dzieje się to skutkiem fałszywego zrozumienia Słowa Bożego na tym punkcie. Wybór, o którym uczy Pismo Św., a jaki tu postaramy się wyjaśnić, musi być przez wszystkich uznany za jedną z najwspanialszych doktryn biblijnych - jako ugruntowany nie tylko na łasce, lecz także na sprawiedliwości i równości - a całkiem jest bezstronny. Krótko mówiąc, fałszywy pogląd na kwestię wyboru podaje, że Bóg potępiwszy cały rodzaj ludzki i skazawszy go na wieczne męki, wybrał dla zbawienia z pośród naszego rodzaju "maluczkie stadko" - dozwalając, aby olbrzymia większość reszty ludzkości poszła na straszliwe męki, jakie przygotowała dla nich opatrzność Boska jeszcze przed stworzeniem człowieka. Westminsterskie Wyznanie (będące najodpowiedniejszym, co do zaświadczenia w tym fałszywym poglądzie) wyraźnie oświadcza, że tego "maluczkiego stadka" nie można uważać za zbawione przez swą własną zasługę lub dla osobistej jego wartości, lecz tylko i wyłącznie, dlatego, że taka jest wola Boża.

Poprawne pojęcie odnośnie do wybrania, który to pogląd Pismo Św. popiera na każdym miejscu, jest całkiem przeciwne powyższemu. Mianowicie:, że śmierć (a nie wieczne męki) jest karą zesłaną na nasz rodzaj i dotykającą każdego członka tegoż rodzaju jako kara za nieposłuszeństwo jednego człowieka. Że łaska Boża objawiona w Jezusie Chrystusie odkupiła cały świat przez Jego ofiarę, która jest "ubłaganiem za grzechy nasze; a nie tylko za nasze, ale też za grzechy wszystkiego świata" (1 Jan 2:2). Bóg postanowił, że Jednorodzony Syn Jego ma mieć przywilej odkupienia rodzaju

ludzkiego kosztem swego własnego życia; dalej, że w nagrodę tego będzie wielce wywyższony do Boskiej natury (Tom V. Wykład V.) i w końcu ma "błogosławić wszystkie narody ziemi" przez wzbudzenie ich ze snu śmierci, przez doprowadzenie ich do poznania prawdy i pomaganie chętnym i posłusznym do osiągnięcia zupełnej doskonałości ludzkiego żywota i otrzymania większych błogosławieństw i warunków niż w Raju.

Bóg postanowił także wybrać pewną liczbę "świętych", którzyby pod Jego Jednorodzonym byli współdziedzicami Jego chwały, czci i nieśmiertelności Nowego Stworzenia i aby wzięli udział w dziele błogosławienia ludzkości w czasie restytucji. Ten Wiek Ewangelii nie był dany w celu tego błogosławienia i naprawienia świata, lecz raczej w celu powołania ze świata maluczkiego stadka, któreby stanowiło zwycięskich wybrańców Boga - aby wytrwali w próbach i doświadczeniach wiary, miłości i posłuszeństwa, a w ten sposób, "aby powołanie i wybranie swoje mocne uczynili" (2 Piotra 1:10). Ale powołanie i wybranie tego "maluczkiego stadka" w sposób tu wymieniony nie czyni żadnej krzywdy ani trudności tym niewybranym, którzy pod żadnym względem nie są bardziej potępieni przez to, że ich nie wybrano - że ich pominięto. Tak samo ludność tego kraju nie ponosi krzywdy ani jest przez to potępiona, że przy wyborach na urzędników rządowych nie znalazła się między wybranymi. Podobnie jak celem wyborów ziemskich jest dostarczenie odpowiednich osób do sprawowania urzędu, aby mogły one udzielać ogółowi ludu błogosławieństwa mądrych praw i zarządzeń, tak też błogosławieństwa zrządzone przez Boga nie przynoszą krzywdy niewybranym, a natomiast mają przynieść błogosławieństwo dla wszystkich - gdyż wybrani mają stanowić królewskich sędziów, królów i kapłanów Wieku Tysiąclecia, pod rządami, których będą błogosławione wszystkie narody ziemi.

Pismo Św. często odnosi się w swych wyrażeniach do "wybranych" i "zwycięzców": to wyrażenie wskazuje, że słowo "wybrani" należy rozumieć jako stosujące się do tych wszystkich, którzy doszli do pewnego rodzaju związku z Bogiem, w którym to związku mają nadzieję nieśmiertelności, będąc członkami wywyższonego Kościoła, chociaż istnieje także możliwość ich odpadnięcia, a przez to samo zaprzestania należenia do klasy wybranych. Innymi słowy, wszyscy z klasy poświęconych, przyjąwszy wysokie powołanie Boże do Nowego Stworzenia, uważani są za wybranych, kiedy ich imiona zostaną wpisane do Barankowej księgi żywota i kiedy zostanie przeznaczoną im korona. Ale ponieważ niewierność może doprowadzić do wymazania ich imion i oddania ich koron innym (Obj.3:5, 11), więc w takim wypadku przestają oni być członkami wybranego Kościoła. "Zwycięzcy" natomiast oznacza tych, którzy ostatecznie osiągnęli błogosławieństwa, do jakich Bóg powołał wiernych w Wieku Ewangelii - tych, którzy zapewnili sobie powołanie i wybranie, przez wierność warunkom wymienionym, nawet aż do śmierci.

Pismo Święte zwraca nam uwagę na dwie klasy, które omieszkają zapewnić sobie powołanie i wybranie. Jedna z tych klas - mamy powody sądzić, że nieliczna - nie tylko straci nagrodę wybranych, lecz nadto straci samo życie - we Wtórej Śmierci. Tych opisuje Apostoł Jan, który omawiając klasę Kościoła powiada: "Jest grzech nie na śmierć, i jest ci grzech na śmierć; nie za tym, mówię, aby się kto modlił" (1 Jan 5:16). Bezużytecznie jest modlić się lub mieć nadzieję, co do takiego, który popełnił grzech na śmierć. Grzech ten opisany jest w Piśmie Św. jako grzech przeciwko Duchowi Świętemu jako grzech nie bezwiedny ani nieświadomy, lecz wskutek upierania się przy tym, co od początku ktoś rozpoznał jako złe, a co przez świadomy upór stało się następnie wielkim przestępstwem - Pan oddaje takich świadomych grzeszników ich błędom, które obierają zamiast prawdę - 2 Tes.2:10-12.

Apostołowie Piotr i Juda wspominają o tej klasie prawie tymi samymi słowy. (Zob. Juda 11-16; 2 Piotra 2:10-22) Wszyscy tacy swego czasu zajmowali miejsca wśród wybranych w Kościele. (Żaden z nich nie jest ze świata, gdyż ten obecnie nie jest pod sądem, jako że sąd jego przyjdzie w przyszłości w Królestwie Tysiąclecia.) Tacy zamiast postępować według Ducha w ślady naszego Pana, zamiast kroczyć drogą ofiary, są "według pożądliwości swoich chodzący, i których usta mówią bardzo harde słowa; pochlebiając osobom dla swego pożytku"; - pochlebiają ludziom, ponieważ starają się sami o siebie i dalecy są od przymierza ofiary aż do śmierci. (Juda 16.) Piotra opis tej klasy jest jeszcze bardziej dokładny. Opisuje ich jako takich, którzy "ponieważ uszli plugastw świata tego przez poznanie Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, a znowu się niemi uwikławszy, zwyciężeni bywają", jako "pies wrócił się do zwracania swego, a świnia umyta do walania się w błocie". Upodabnia ich do Balaama, który zapomniał o drodze sprawiedliwości dla ziemskich korzyści i zysków. Słowa Apostoła wskazują, że takich spotkamy przede wszystkim wśród nauczycieli Kościoła, a głównie przy końcu tego wieku, oraz że częścią ich złych uczynków będzie "bluźnienie przełożeństwom" - przeciwko tym, których Bóg uczcił i osadził w ciele - 2 Piotra 2:1, 10.

W liście do Żydów mamy dwa opisy tej klasy osób, które odpadły - które przestały należeć do wybranych. W pierwszym opisie (6:4-9) Apostoł wskazuje na takich, którzy po skosztowaniu daru niebieskiego i poznawszy władze przyszłego wieku, po staniu się uczestnikami Ducha Świętego i po przyjęciu ich na członków klasy wybranych, popadają w grzech - nie z powodu nieuniknionej słabości cielesnej, ani z powodu sideł przeciwnika, lecz dobrowolnie i świadomie opuszczają sprawiedliwość. Apostoł zapewnia nas, że dla tych niemożliwym jest ponowić pokutę. Mając udział w korzyści uzyskanej z wielkiej ofiary okupu i pogardziwszy mimo to łaską Bożą, nadużyli oni i zużyli swój dział w pojednaniu, a wobec tego nic już im więcej nie pozostaje. Obrawszy takie stanowisko dobrowolnie, odwołanie się ich do sprawiedliwości nie przyniesie im wobec tego żadnego pożytku.

W innym rozdziale (10:26, 27, 31) Apostoł opisuje widocznie inną klasę, która zamiast popaść w grzeszną i haniebną drogę życia, odpadła od wiary, która ich usprawiedliwiła, a która jest konieczną do utrzymania ich usprawiedliwionego stosunku do Boga. W obu wypadkach należy zauważyć, że dobrowolna świadomość powoduje tak poważne zło. "Albowiem jeślibyśmy dobrowolnie grzeszyli po wzięciu znajomości prawdy [po otrzymaniu łaski Bożej w Chrystusie, pod względem mądrości, usprawiedliwienia i uświęcenia], nie zostawałaby już ofiara za grzechy". Ofiara złożona przez Chrystusa za wszystkich była ofiarą za grzech pierworodny, za Adamowy grzech i za odziedziczone w nas Adamowe słabości. Pan nasz nie złożył ceny okupu za żadne dobrowolne z naszej strony grzechy, a wobec tego, jeśli grzeszymy dobrowolnie i świadomie, to nie pozostaje żadnej części oryginalnej zasługi, którą by można zastosować na przebłaganie za nasze dobrowolne przestępstwa. Wówczas bylibyśmy obowiązani ponieść karę za swoje dobrowolne grzechy. A jeśli grzechy te były świadomie popełnione, a nie wynikły z naszej słabości lub z pokusy, oraz jeśli popełniliśmy je po dokładnym zapoznaniu się z naszym stosunkiem do Pana, to grzechy takie prowadzą do śmierci - do Wtórej Śmierci. A wówczas nie ma, czego spodziewać się; nadzieja wówczas niemożliwa - raczej trzeba ze strachem oczekiwać sądu, wyroku i strasznego gniewu, jaki pochłonie wszystkich przeciwników Boga - wszystkich świadomie sprzeciwiających się Jego sprawiedliwości przez odkupienie, którym jest Pan nasz Jezus Chrystus.

W wierszu 29 Apostoł widocznie odnosi się do tych, którzy zrozumiawszy pojednawcze dzieło Chrystusa jako naszego Odkupiciela, za nic sobie to dzieło mają i za pospolitą uważają kosztowną krew, która zapewniła Nowe Przymierze. W ten sposób zelżyli ducha łaski - wzgardzili łaską Boga, który przygotował to pojednanie i społeczność z naszym Odkupicielem w Jego ofierze i nagrodzie. Ci, którzy pogardzili Mojżeszem i Zakonem przez Niego reprezentowanym, umierali bez miłosierdzia, jakkolwiek śmierć im zadana nie miała być wieczną. Ale ci, którzy pogardzają pozafiguralnym Mojżeszem i w ten sposób gardzą przywilejem społeczności w krwi Chrystusowej, gardzą tym samym i Bogiem, Który zarządził to wszystko dla ich dobra; tacy będą uznani za zasługujących na bardziej surową karę, aniżeli ta, którą wymierzano przestępcom Przymierza Zakonu. Kara ta będzie o tyle surowszą, że będzie karą śmierci - z której nie ma już odkupienia, nie ma zmartwychwstania, nie ma wyjścia - będzie to Wtóra Śmierć. Nic dziwnego, że Apostoł ostrzega nas tu, abyśmy byli ostrożnymi w odrzucaniu korzyści łaski Bożej: Św. Paweł zapewnia nas, że odpadnięcie od opieki od Boga naznaczonego Pośrednika znaczy ni mniej ni więcej jak tylko popadnięcie w ręce Ojca - Wielkiego Sędziego, który nie pozwala na grzech, nie przyjmuje żadnej wymówki - a którego obfitym, ale jedynym miłosierdziem dla grzeszników jest odkupienie - przez Jezusa Chrystusa Pana naszego.

WIELKA KOMPANIA

Jak już nadmieniono, oprócz tych, którzy odpadając ze stanowiska wybranych, idą na Wtórą Śmierć, jest jeszcze inna klasa, na którą Pismo Św. zwraca nam uwagę jako na tych, którzy omieszkali zapewnić sobie powołanie i wybranie, ale nie pójdą na Wtórą Śmierć, ponieważ nie zgrzeszyli dobrowolnie wielką niemoralnością, ani też zaparciem zasługi kosztownej krwi Jezusa. O tej klasie wspomnieliśmy już jako o "Wielkiej Kompanii", która wyjdzie z wielkiego ucisku, obmyje i wybieli szaty swe we krwi Baranka. Ale chociaż osiągną duchową naturę i wielkie błogosławieństwo, oraz chociaż będą uczestniczyć w uczcie weselnej Baranka, jako Jego goście, to jednak stracą wielką nagrodę, jaka przypadnie w udziale zwycięzcom - wiernym zwycięzcom, tym, którzy będą z radością i ze szczerego serca postępować śladami Jezusa. Ta Wielka Kompania nie może utrzymać się na stanowisku wybranych, nie może być wśród "zwycięzców" - z powodu niedostatecznej gorliwości dla Pana, dla Prawdy i dla braci; - dlatego, że nadmiernie troszczyli się o obecne życie. Jednakże wobec tego, że serca ich były i są lojalne dla Odkupiciela, oraz wobec tego, że zachowali wiarę w kosztowną krew i wytrwali przy tej wierze nie zapierając się, Pan Jezus, jako Wódz naszego Zbawienia, jako Pośrednik, który prowadzi zwycięzców do chwały przez drogę dobrowolnego poświęcenia się poprowadzi i tych do duchowych błogosławieństw - ponieważ ufali oni Mu i nie zapierali się Jego imienia, ani Jego dzieła.

Pan nasz odnosi się do wybranego Kościoła, do Nowego Stworzenia, w swej przypowieści o Winnej Macicy, mówiąc nam, że On sam jest Winną Macicą, a Jego wierni wyznawcy, wstępujący w Jego ślady, są latoroślami winnymi. Zapewnia nas, że chociaż ktoś jest tą latoroślą to jednak nie uwalnia go to od znoszenia prób i trudnych doświadczeń. Przeciwnie, Ojciec nasz, Ten wielki Gospodarz, postara się dla nas o próby i doświadczenia naszej wiary, poświęcenia i cierpliwości, w celu oczyszczenia nas i sprawienia, że nasze uczucia odwrócą się od rzeczy, ambicji i nadziei ziemskich, a to, dlatego aby wyrobić w nas bogatsze owoce Ducha - pokorę, cierpliwość, łagodność, uprzejmość braterską i miłość, - aby rzeczy te stawały się w nas coraz bardziej obfite i przez to, żeby wprowadziły nas do wieczystego Królestwa naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, jako członków Nowego Stworzenia. - 2 Piotra 1:11.

Jednakże Pan przestrzega nas, że zajęcie miejsca wpośród prawdziwych latorośli prawdziwej Winnej Macicy jeszcze nie wystarcza: Pan mówi nam, że Duch Winnej Macicy musi być w nas - że musimy mieć usposobienie przynoszenia owoców Winnej Macicy; - że Gospodarz pozwoli nam być latoroślami na czas odpowiedni i słuszny, w celu przekonania się, czy nadajemy się do przynoszenia odpowiednich owoców Ducha, zanim potępiłby nas jako nie nadających się. Dalej Pan Jezus zapewnia nas, że Gospodarz nie będzie patrzeć od razu za dojrzałymi gronami na nowych latoroślach, ani nawet za zielonymi owocami, lecz najpierw poszuka małych pączków owocodajnych, potem obserwować będzie rozwinięcie się kwiatów na latoroślach, następnie zielone owoce, a dopiero na ostatku dojrzałe grona. Gospodarz jest długo cierpliwy w rozwijaniu tych owoców Winnej Macicy, "którą szczepiła prawica Ojca Mojego..." (Psalm 80:16) Ale jeśli w odpowiednim czasie Gospodarz nie znajdzie owoców, odcina latorośl jako "dziczkę", jako płonną, któraby jedynie pochłaniała moc i pokarm Winnej Macicy dla swego rozrostu, a nie dla wydawania pożądanych owoców. W ten sposób Pan nasz

wyraźnie zaznaczył, że musimy umocnić i zapewnić nasze powołanie i wybranie przez przynoszenie owoców świętości, w nagrodę, czego dostaje się żywot wieczny.

RÓŻNE WYBRANIA W PRZESZŁOŚCI

Zwrócimy uwagę na inne wybrania wzmiankowane w Piśmie Świętym, abyśmy rozszerzyli i powiększyli nasze pojęcie w tej sprawie, zanim zastanowimy się szczególnie, co do tej fazy, która najwięcej budzi nasze zainteresowanie - mianowicie nad wybraniem Nowego Stworzenia. Musimy wyraźnie rozróżnić pomiędzy wybraniami zaszłymi przed pierwszym przybyciem naszego Pana, a wybraniem Nowego Stworzenia, pod wodzą i przewodnikiem Chrystusa jako Głowy. O tej ostatniej klasie napisano: "Jesteście powołani w jednej nadziei waszego powołania", ale wybrania w czasach poprzednich były dokonywane dla rozmaitych celów i dla wykonania różnych planów Bożych. Abraham został wybrany, aby być typem Jehowy, a jego żona Sara, aby być typem Abrahamowego Przymierza, przez które miał przyjść Mesjasz. Służebnica Hagar była wybrana, aby być typem Przymierza Zakonu, zaś jej syn Izmael był typem naturalnych Izraelitów, którzy chociaż byli pierwej urodzeni nie będą współdziedzicami z Izaakiem, z synem obietnicy. Izaak został wybrany, aby być figurą Chrystusa, a jego żona Rebeka, aby być typem Kościoła, Oblubienicy, małżonki Barankowej. Natomiast sługa Eliezer był wybrany w celu wyobrażenia Ducha Świętego, którego zadaniem miało być wezwać Kościół, pomagając mu, a ostatecznie przyprowadzić go i jego towarzyszki, panny, do Izaaka.

Te wybrania nie oznaczały ani pod żadnym względem nie stosowały się do wiecznej przyszłości tych jednostek; ale tak dalece, jak były użyte jako typy przez Pana, prawdopodobnie otrzymały w nagrodę jakieś błogosławieństwa w obecnym życiu. W miarę jak wstępowały w ducha Boskiego planu, jednostki te otrzymywały pociechę i radość, co zupełnie ich wynagradzało za wszelkie poświęcenia i próby związane z ich wyborem i usługami jako typów. Rozumowanie Apostoła w sprawie tych wybrań i objaśnienie, że cielesny Izrael nie doznał wcale niesprawiedliwości z powodu tego, że Bóg zwrócił się do pogan dla dokończenia z pośród nich wyborów Nowego Stworzenia, wskazuje na fakt, że Wszechmocny ma obfitość łask do rozdania, a wyłącznie od Niego zależy, komu te łaski będą dane. Apostoł wskazuje, że Bóg dał cielesnemu Izraelowi pewne łaski i przywileje jako narodowi, a niektórym przodkom tegoż narodu dał przywileje i łaski jako jednostkom, używszy takowych jako figury, za co mieli odpowiednie błogosławieństwa. Wskazuje również, że Pan pod żadnym względem nie był zobowiązany do dalszego udzielania swych szczególnych, wyróżniających błogosławieństw, a do ignorowania innych nie mniej godnych wyróżnienia. Przeciwnie, byłoby zupełnie słusznym ze strony Pana, aby przerwać łaski dla tych, którzy nie

chcieli łask tych wykorzystać, a udzielić je innym, bardziej wdzięcznym. - Rzym.9; 10; 11.

Co więcej Apostoł chce abyśmy zobaczyli, że Pan przewidział, jakie Jego łaski udzielane naturalnemu Izraelowi przyniosą skutek; mianowicie, że po otrzymaniu tych łask i błogosławieństw Izrael (z wyjątkiem "ostatków" - Rzym.9:27-32) nie będzie w odpowiednim usposobieniu, aby otrzymać największe błogosławieństwo - "nagrodę wysokiego powołania", utworzenia Nowego Stworzenia. Dla zilustrowania tego Apostoł zwraca uwagę na dwóch synów Izaaka i wykazuje, że dla wyobrażenia tego, co Bóg przewidział, iż nastąpi za setki lat potem, Pan wybrał dowolnie z dwóch synów Rebeki, Jakuba a nie, Ezawa. Pan uczynił figury z tych dwóch bliźniaków; jeden miał wyobrażać wiernych Jego wyznawców, Nowe Stworzenie, drugi miał przedstawiać naturalnego Izraela, który przeniesie rzeczy doczesne żywota nad rzeczy niebieskie i sprzeda swoje niebieskie przywileje za miskę soczewicy - za dobra ziemskie. W przypadku Jakuba i Ezawa, wybranie Jakuba na figurę zwycięzców było napewno błogosławieństwem dla niego; chociaż go to wiele kosztowało; ale wybranie Ezawa na figurę naturalnych Izraelitów, przenoszących rzeczy ziemskie nad rzeczy niebieskie, nie stanowiło żadnej niekorzyści. Nie oznaczało to ani, że Ezaw miał iść na męki wieczne, ani że miał znosić jakieś cierpienia w obecnym życiu. Przeciwnie - Ezaw był błogosławiony tak, jak nawet i dzisiaj światowi, naturalni ludzie są błogosławieni w sposób niedopuszczalny dla Nowego Stworzenia, gdyż dla wybranych takie błogosławieństwa byłyby mniej korzystne dla ich duchowego dobra. Podobnie takie błogosławieństwa były niedopuszczone do Jakuba, aby tenże w swych rozczarowaniach i przykrościach mógł być typem na tę klasę. Mimo to Jakub doświadczał radość i błogosławieństwo, jakimi Ezaw nigdy się nie cieszył - tak, jak teraz Nowe Stworzenie, wśród prób i zawodów obecnego czasu, cieszy się pokojem i radością, jakich człowiek naturalny nawet nie wyobraża sobie.

Oświadczenie: "Jakubam umiłował, alem Ezawa miał w nienawiści" (Rzym. 9:13), jest dla wielu trudnym do zrozumienia; ponieważ słowo "nienawiść" każe domyślać się jakieś niesprawiedliwej myśli - w pojęciu ludzkim - a przecież, Ezaw nie był gorszym od innych ludzi, a nadto uczucie ujemne przywiązane było do niego od urodzenia, zanim on uczynił dobrze lub źle. Słowo "w nienawiści" widocznie oznacza mniej kochać, tak jak oznacza ono w 5 Moj. 21:15-17. Myśl tu zawarta jest, że Pan był więcej łaskawym dla Jakuba aniżeli dla Ezawa; a obaj oni, według Apostoła Pawła, byli typami naturalnego i duchowego Izraela. Łaska Boża dla naturalnego Izraela, wyobrażonego przez Ezawa, była mniejszą od łaski Boskiej dla duchowego Izraela, później zrodzonego, a wyobrażonego przez Jakuba. Mając to na myśli, wszystko wydaje się harmonijnym i zgodnym.

"NA TOM CIĘ SAMO WZBUDZIŁ"

Na dowód, że Pan zawsze wykonywał swą władzę w sprawach ludzkości, a czynił to z pełnym zaznaczeniem swego autorytetu, Apostoł przytacza wypadek Faraona, który był królem Egiptu w czasie wybawienia Izraela z niewoli. Przytacza słowa Pańskie wypowiedziane przez Mojżesza (2 Moj. 9:16): "A zaiste, dlategom cię zachował, abym okazał na tobie moc moją, i żeby opowiadane było imię moje po wszystkiej ziemi". "A tak, nad kim chce, zmiłowywa się, a kogo chce, Zatwardza" - Rzym. 9:17, 18.

Niedawno temu rząd francuski odstawił kilku więźniów, skazanych sądownie na śmierć i oddał ich w ręce uczonych specjalistów dla przekonania się, jaki wpływ ma bojaźń na ludzkość. Jeden z więźniów został osadzony w celi i powiedziano mu, że w celi tej umarł zeszłej nocy pewien więzień na czarną ospę, więc prawdopodobnie i on umrze do rana. Przepowiednia okazała się prawdziwą, bo na drugi dzień więzień umarł, chociaż w celi tej nigdy nie było więźnia cierpiącego poprzednio na czarną ospę. Drugiemu więźniowi zawiązano oczy i rękę jego przeprowadzono poza cienkie przegrodzenie z drzewa. Powiedziano mu, że ma umrzeć z upływu krwi, dla przekonania się, jak długo człowiek umiera, jeśli wypływa mu krew z maleńkiej rany, zrobionej w arterii na ramieniu. Lekarz zaledwie zadrapał go nożykiem i wysączył kilka tylko kropelek krwi. Ale skoro krew przestała płynąć puszczono cienki strumień ciepłej wody na ramię więźnia, tak, że ów miał wrażenie, iż spływa mu krew po palcach, zwłaszcza, że słyszał wyraźnie jak coś kapie do podstawionej miednicy. O upływie krwi nie było mowy, a jednak więzień umarł za kilka godzin. Takie traktowanie odnośnie do posłusznych prawu obywateli byłoby uważane przez każdego za zbrodnię, ale trudno potępić rząd za podobne postąpienie z ludźmi, którzy według prawa i tak skazani byli na śmierć. Podobnie rzecz się ma z postępowaniem Pańskim wobec rodzaju ludzkiego:, jeżeli człowiek trwa w posłuszeństwie Bogu, to pozostanie wolnym od potępienia śmierci, a będąc wolnym, otrzyma pewne prawa z wyroku Boskiego, jakich obecnie nie posiada. Jako rodzaj, jesteśmy wszyscy skalani grzechem i skazani na śmierć (Rzym. 5:12); a Panu spodobało się okazywać swą moc i mądrość względem tych skazańców, i to jednemu w ten sposób, innemu w drugi sposób - jak popadnie wybór Pański. Zauważyliśmy to już w związku z Amalekitami i Hetyjczykami oraz Chananejczykami, których według Bożego rozkazu mieli zniszczyć Izraelici - Izrael wyobrażał przyszłych wiernych Pańskich, zaś jego nieprzyjaciele wyobrażali świadomych grzeszników i nieprzyjaciół sprawiedliwości w przyszłym wieku. Zauważyliśmy także tę samą zasadę przy zniszczeniu Sodomy i Jerycha, oraz przy zabijaniu przez różne zarazy tysięcy Izraelitów, oraz przy porażeniu Oza, który jedynie ściągnął rękę dla podtrzymania arki i pogwałcił przez to świętość i rozkaz Pański.

Użycie przez Pana faraona i różnych plag zesłanych na Egipt, włączając tu zabicie wszystkich pierworodnych mężczyzn i bydląt, oraz ostateczne rozbicie wojsk egipskich w Morzu Czerwonym, zgadza się także z tą ilustracją. Egipcjanie, jako część ogółu ludzkości, znajdowali się pod wyrokiem śmierci, więc postąpienie takie z nimi absolutnie nie było niesprawiedliwością - miało posłużyć do rozgłoszenia godności Bożej poza granicami żydowskimi i dla wykazania mocy Jego w związku z wyzwoleniem figuralnego Izraelskiego narodu. Podobnie Bóg okazywał obfitą łaskę niektórym tym skazańcom - jak Abrahamowi, Mojżeszowi i innym - czyniąc przez nich typy i figury rzeczy dobrych, jakie zamierzał dokonać aktualnie w niedalekiej przyszłości. Ale to pod żadnym względem nie uwalniało Abrahama, Mojżesza, Faraona i innych od udziału w śmierci, gdyż dzieło to miało być dokonane przez odkupienie, jakie jest w Panu naszym Jezusie Chrystusie.

Pojąwszy wyraźnie fakty, że Bóg wykonywał swą zwierzchność i powagę wśród swych skazanych stworzeń i że wybierał dla jednych takie doświadczenia, dla drugich inne, a wszystko w celu pewnych lekcji w tym przedmiocie, według słów Apostoła, jako wstęp do wielkiego wybrania w Wieku Ewangelii Nowego Stworzenia, musimy zauważyć, że ani razu Bóg nie naruszał ani nie gwałcił wolnej woli człowieka w tych swoich wyborach. To wystarcza do stwierdzenia, że program Boski sprzeciwia się gwałceniu ludzkiej woli. Wybierając Abrahama, Izaaka, Jakuba i Mojżesza, oraz innych, aby stanowili typy i ilustracje, Bóg wybierał ludzi, których umysły były w ogóle zgodne z Jego planami i objawieniami, a jednak nie okazywał przemocy ani przymusu w celu powstrzymania ich, jeśli chcieli oni czynić według własnej woli. Z drugiej strony, wybierając ludzi dla ilustrowania przeciwnej strony i przeciwnych zasad, takich jak Izmael, Ezaw, Chananejczycy, Sodomici, Egipcjanie itd., Pan używał również ludzi zgodnie z ich naturalnymi usposobieniami i dążeniami. Chcemy tu zaznaczyć, że tak, jak Bóg nigdy nie zmuszał woli Abrahama, Izaaka, Jakuba, Mojżesza i innych, tak też nie zmuszał woli tych, którzy popełnili zło i wyobrażali pewne złe zasady. Pan postępuje z poszczególnymi klasami jedynie stosownie do ich własnych dążności.

Oświadczając o Faraonie, że na to samo go Bóg "wzbudził", nie należy rozumieć, iż Bóg wyrobił w Faraonie zły charakter - że "wzbudził" go, aby zmusić go do wyrobienia sobie złego charakteru. Należy to w ten sposób rozumieć, że Bóg tak pokierował następstwem na tronie egipskim, że przez śmierć poprzednich członków królewskiej rodziny wstąpił na tron w owym czasie ten Faraon, który posiadał tak szkaradny charakter, iż jego zwalczanie, Boga mogło usprawiedliwić zesłanie plag na kraj - plag, które Bóg naprzód przeznaczył nie tylko dla wykazania swej łaski dla Izraela i dla wierności Swoich obietnic danych Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, lecz nadto, dlatego, bo plagi egipskie miały być obrazem, czyli figurą tych plag, jakimi zakończy się Wiek Ewangelii - najpierw trzy, potem "siedem plag ostatecznych" - Obj. 15:1.

Ale szczególnie uderza w tej ilustracji Faraona jeden rys, który wielu wprawia w zamieszanie, mianowicie oświadczenie: "I zatwardził Pan serce Faraona, aby nie wypuścił ludu". Na pierwszy rzut oka zdawałoby się, że jest to zaprzeczeniem tego, cośmy poprzednio powiedzieli, mianowicie, iż Bóg nie krępuje woli człowieka. Szybko jednak nabierzemy innego zdania, skoro zrozumiemy, w jaki sposób Pan zatwardzał serce Faraona. Co sprawiało, że Faraon był oporny Bogu? Dobroć Boża sprawiała zatwardziałość serca Faraonowego - to, że Bóg chętnie wysłuchał jego modlitwy i obiecał oswobodzić Izraela. Miłosierdzie Boskie było tego przyczyną. Gdyby Bóg dalej stosował pierwszą plagę, dopóki Izrael nie byłby wypuszczony, to plaga owa byłaby wystarczająca w celu uwolnienia ludu. Ale kiedy Pan uwalniał Egipt z danej plagi, Faraon sądził, że niebezpieczeństwo minęło i że już się pewnie nie powtórzy; tak, więc krok po kroku miłosierdzie Boskie prowadziło Faraona do zatwardziałości serca i do walki z Bogiem. W takim oświadczeniu wolna wola Faraona jest zupełnie widoczna, a Pan wolny jest od zarzutu współdziałania ze złem. "Wszystkie Jego dzieła są doskonałe", chociaż czasami dobroć Boga, jaka powinna skłaniać ludzi do pokuty, wywołuje w nich wprost przeciwny wpływ, a to z powodu niedoskonałości obecnych warunków.

NARÓD IZRAELA WYBRANY

Wszyscy chrześcijanie zapoznani z Biblią przyznają bez wahania, że Bóg wybrał Izraela z pośród narodów świata, aby był Jego narodem i aby wyobrażał duchowego Izraela. Wskazuje na to oświadczenie proroka Amosa (3:2): "Tylkom was samych poznał ze wszystkich rodzajów ziemi". Przez usta Izajasza (45:4) Pan powiada do Cyrusa, króla Medów, który miał pozwolić na powrót Izraelitów z niewoli: "Dla sługi mego Jakuba i dla Izraela, wybranego mego, nazwałem cię imieniem twojem". Fakt, że w oświadczeniu tym można się dopatrzyć pewnego figuralnego odniesienia do Chrystusa i do wyzwolenia nominalnego duchowego Izraela z niewoli mistycznego Babilonu, nie wyklucza drugiego faktu, że typowy Izrael nazwany jest tu "wybranym". Apostoł jasno i wyraźnie omawia przejście łaski Bożej z naturalnego Izraela na duchowego Izraela (Rzym. 9-11) i twierdzi, że łaska Boża była udzieloną naturalnemu Izraelowi na czas, w którym był on figuralnym wybranym narodem Boga - w każdym jednak razie Pan przewidział i przepowiedział odrzucenie Izraela ze stanowiska specjalnej łaski, oraz ustanowienie innego, duchowego Izraela, na miejsce wyobrażonego przez Jakuba.

Apostoł wykazuje jak Izrael, jako wybrany swego czasu naród Boży, miał z tego powodu "wielki pożytek z każdej miary", większy o wiele od wszystkich otaczających go narodów ziemi; jemu były powierzone obietnice; Izrael stanowił gałązki drzewa oliwnego, a Bóg odcinał od swej łaski tylko te z pośród naturalnych gałązek, które nie chciały żyć w zgodzie i harmonii z krzewem obietnicy i z pniem wyobrażonym typowo przez Abrahama, Izaaka i Jakuba. Apostoł wskazuje także, iż: "czego Izrael szuka, tego nie dostąpił; ale wybrani dostąpili, a inni zatwardzeni są". Podczas gdy cały naród był pierwotnie wybrany, aby otrzymać najwyborniejsze łaski Boże, to mimo to tylko wierni mogli być w odpowiednim usposobieniu serca, aby stać się duchowymi Izraelitami, skoro przyjdzie czas na tę łaskę. Ci byli zwycięzcami tego narodu, którym przy końcu owego wieku miało być dozwolone przejść do wyższej dyspensacji - przejść z domu sług do domu synów (Żyd. 3:5; Jan 1:12). Apostoł wskazuje, że my, będąc z natury poganami, "obcymi", i cudzoziemcami odnośnie do przymierza i obietnic poczynionych typowemu Izraelowi, rozwinęliśmy wskutek łaski Bożej wiarę i uznani jesteśmy za oblubienicę Chrystusa, za rzeczywiste nasienie Abrahama, zajmując miejsce odciętych gałązek w oryginalnym planie Bożym i w odnośnych obietnicach. Ale chociaż te odcięte gałązki uważane są w ciągu Wieku Ewangelii za nieprzyjaciół, to jednak "według wybrania są miłymi dla ojców. Albowiem darów swoich i wezwania Bóg nie żałuje" - Rzym. 11:28,29.

W ten sposób jesteśmy powiadomieni, że pewne szczegóły i rysy pierwotnego wybrania pozostają jeszcze u naturalnego Izraela, pomimo jego odrzucenia jako narodu od głównej łaski w Bożym planie - pomimo odrzucenia ich od istnienia jako wybranego duchowego Izraela. Wobec tego, że obietnice poczynione Abrahamowi, Izaakowi, Jakubowi i prorokom mają się im wypełnić, a oni sami mają zostać "książętami", czyli przedstawicielami duchowego Królestwa na całej ziemi w Wieku Tysiąclecia, to praca ich bez wątpienia przyczyni się wielce na korzyść wielu z pośród naturalnego Izraela, którzy obecnie są w stanie opuszczenia i ciemności. Ci Izraelici mogą i dojdą bardzo łatwo do zupełnej zgody ze swymi własnymi wodzami z przeszłości aniżeli reszta świata. W ten sposób Izrael jako naród zajmie znowu wybitne miejsce wśród narodów na początku Tysiąclecia. "Albowiem zamknął je Bóg wszystkie w niedowiarstwie, aby się nad wszystkimi zmiłował" Rzym. 11:32.

WYBÓR NOWEGO STWORZENIA

Przystępujemy teraz do najważniejszej części naszego przedmiotu, zapoznawszy się już wprzód z pewnymi zarysami, co do wybierania w przeszłości i z tym przeświadczeniem, że wiele poprzednich wybrań było figurą lub cieniem wielkiego dzieła Bożego - wybrania Nowego Stworzenia. Przekonaliśmy się już, że to wybranie nie przynosi żadnej krzywdy tym, którzy nie zostali wybrani, a przeciwnie, że oznacza ono zesłanie błogosławieństw, na niewybranych w czasie właściwym. Możemy tu dodać, że ani Sprawiedliwość ani Miłość nie sprzeciwiają się udzielaniu specjalnej łaski dla jednych, z pominięciem drugich, choćby nawet ci wyszczególnieni nie mieli być przewodem błogosławieństw dla mniej wyróżnionych, czyli niewybranych. Znaczenie łaski, czyli wyróżnienia jest takie, że czyni się komuś to, co nie jest specjalnie nakazane przez sprawiedliwość, a słowa "łaska" i "łaskawość" są często powtarzane w Piśmie Świętym w odniesieniu do klasy wybranych w Wieku Ewangelii. "Przez łaskę jesteście zbawieni" i podobne wyrażenia biblijne wskazują nam, że Wszechmocny w niczym nie był zobowiązany do wyzwolenia Adamowego rodzaju z wyroku śmierci, ani też do dania komukolwiek sposobności do żywota wiecznego przez odkupienie. Tym bardziej nie był Bóg zobowiązany powołać kogokolwiek do "wysokiego powołania" - do uczestników w Nowym Stworzeniu. Wszystko to jest łaską Bożą - "łaską z łaski". Kto tego nie może przyswoić sobie w umyśle, ten nigdy odpowiednio nie pojmie tego, co poniżej następuje.

Apostoł Piotr zapewnia nas, że jako klasa byliśmy "wybrani według przejrzenia Boga Ojca". Nie poprzestaje jednak na tym oświadczeniu, lecz mówi dalej: "przez poświęcenie Ducha, ku posłuszeństwu i pokropieniu krwi Jezusa Chrystusa" (1 Piotra 1:2). To oznacza, że Bóg przewidział Nowe Stworzenie jako klasę - że przewidział swój zamiar usprawiedliwienia ich przez wiarę, za pośrednictwem krwi Chrystusowej - że przewidział, iż dosyć będzie takich, którzy przez posłuszeństwo skompletują tę klasę i osiągną uświęcenie przez prawdę. Nic w Piśmie Świętym nie wskazuje, że Bóg wiedział o jednostkach mających utworzyć klasę wybranych, z wyjątkiem, co do Głowy Kościoła. Powiedziano nam, że Bóg naprzód wiedział o Jezusie jako o wybranym. Nie należy przez to rozumieć, iż zdolność Boga pod tym względem była ograniczona, czyli że Bóg nie mógł poznać poszczególnych jednostek, które w przyszłości miały należeć do wybranych; raczej musimy przypuścić, że bez względu na to, jaką jest Jego moc w tym kierunku, Bóg nie chciał objawić takiej mocy. Bóg postanowił, że Chrystus będzie Odkupicielem świata i że w nagrodę otrzyma wywyższenie jako pierwszy członek - jako Głowa, Pan, Wódz Nowego Stworzenia. Postanowił także, iż pewna ograniczona liczba ma być wybrana z pośród ludzi, aby stać się współdziedzicami w Królestwie - uczestnikami wraz z Nim w Nowym Stworzeniu. Mamy wszelkie powody do wierzenia, że określona stała liczba wybranych jest ta sama, jaką kilka razy spotykamy w Objawieniu (7:4; 14:1); mianowicie 144 000 "odkupionych z pośród ludzi".

Wybranie, czyli naznaczenie od założenia świata, że ma być taka kompania wybranych, stało się według tego samego sposobu jak oznaczenie naprzód pewnej ilości żołnierzy w armii angielskiej, nazwanych "gwardią królewską" złożoną z pewnej ilości ludzi określonej wysokości, wagi itd. Oznaczono to, zanim jeszcze obecni członkowie tej gwardii urodzili się; naprzód już określono jak mają wyglądać i jakie mają być ich przymioty. Tak jak dekret królewski oznaczał, jakie fizyczne właściwości ludzie mają złożyć się na to wojsko, tak i Królewski dekret Boga Stwórcy oznaczył i ograniczył liczbę tych, którzy mają utworzyć Nowe Stworzenie Boże; ale oznaczył nie ich fizyczne właściwości, lecz zalety moralne i miarę serca. Jak nie jest konieczną rzeczą oznaczyć naprzód nazwiska tych, którzy mają tworzyć "gwardię królewską", tak też nie jest konieczną rzeczą, aby nasz Stwórca oznaczył naprzód nazwiska lub poszczególne jednostki, mające być przyjętymi jako Nowe Stworzenie w Chrystusie na podstawie ograniczeń i przepisów podanych przez Niego.

Jest to szczególnie określone w wyjątku Pisma Św., jaki ogólnie każdy pamięta, a który podany jest tylko częściowo:, "Które On przejrzał, te też przeznaczył". Lud Pański nie powinien jednak na tym poprzestać i przyjmować tylko część Słowa Bożego, odłączając je od odpowiedniego tekstu. Kiedy przeczytamy resztę tego wyjątku, to cała sprawa zaraz się nam wyjaśnia:, "Które On przejrzał, te też przeznaczył, aby byli przypodobani obrazowi Syna Jego [aby byli na wzór Syna Jego], żeby On był pierworodnym między wieloma braćmi" - Rzym. 8:29.

Takie przeznaczenie jest odmienne od tego, jakie jest powszechnie rozumiane przez tych, którzy stają w obronie doktryny o wybraniu w przeszłości. Według ich pojęcia i nauki ustęp ten powinien brzmieć:, kogo On przejrzał, tego też przeznaczył, aby uniknął wiecznych mąk i aby doświadczył wiecznych błogosławieństw w Jego chwale. - Jak wielce różni się takie zapatrywanie od rozsądnego i właściwego, jakie podane jest w słowach Pisma Św. Bóg przeznaczył, aby Jego Jednorodzony był Głową tego Nowego Stworzenia i postanowił na długo przed naszym powołaniem, że nikt nie może być członkiem Nowego Stworzenia z wyjątkiem tych, którzy staną się na wzór i podobieństwo Jego Syna! Jak piękną i rozsądną jest biblijna doktryna o wybraniu! Któż może kwestionować Mądrość, Sprawiedliwość lub Miłość tego wybrania wobec takiego ograniczenia odnośnie do podobieństwa Chrystusowego i wobec takiego wielkiego dzieła, jakie Bóg nakreślił? - aby stać się współdziedzicami z Chrystusem w błogosławieniu wszystkich narodów na ziemi.

"KTÓRZY WEDŁUG POSTANOWIENIA BOŻEGO POWOŁANI SĄ"

- Rzym. 8:28-30.

Zastanowiwszy się nad tym, nie pozostaje nam nic innego jak iść pilnie za słowami Apostoła i jego rozumowaniem. W poprzednich wierszach (22,23) powiedziane jest, jaki jest cel Boski odnośnie do Nowego Stworzenia - że są oni powołani, aby otrzymać wielkie błogosławieństwo, oraz aby przekazywać to błogosławieństwo innym, mianowicie wzdychającemu stworzeniu, oczekującemu w utrapieniu i boleści na objawienie tych wybranych synów Bożych Nowego Stworzenia (wiersze 21,22). Apostoł następnie wykazuje nam, że wszystko składa się pomyślnie dla tej klasy, którą Pan powołał do Nowego Stworzenia; znaczy to, że wszystkie zawody, próby, pokusy i przeszkody ze strony świata, ciała i przeciwnika - że te doświadczenia przeznaczone są w celu wyrobienia w nas spokojnych owoców sprawiedliwości, przygotowując nas do "o wiele większej i wiecznej chwały", do jakiej jesteśmy powołani i o którą ubiegamy się. Apostoł uważa to w nas za dar opatrzności Boskiej, która te doświadczenia obraca na naszą korzyść. O naszym powołaniu mamy myśleć tylko jako o takim, które ma związek z naszym Starszym Bratem. Nikt nie może Go poprzedzić, gdyż tylko poznanie Go i wstępowanie w Jego ślady może dać nam nadzieję stania się uczestnikami Jego chwały. Przeznaczenie Boga, że bracia w Chrystusie muszą być wszyscy obrazem swego Starszego Brata, jeśli chcą mieć udział w Nowym Stworzeniu, odebrałoby zupełnie każdemu człowiekowi nadzieję osiągnięcia tej chwały, gdyby Pan nie wykazał nam wielokrotnie i wyraźnie, że wstawia się za nami Jezus Chrystus Pan nasz, przez swoje dzieło odkupienia. Mianowicie słabości naszego ciała, jakie odziedziczyliśmy i nie możemy nad nimi panować, są zupełnie pokryte zasługą ofiary Odkupiciela, tak, że Pan może wybaczyć nam, że nie jesteśmy absolutnym obrazem Jego Syna w ciele, i może przyjąć nas stosownie do swego przeznaczenia, jeżeli zauważy, że jesteśmy takim obrazem, taką kopią, w sercu, w zamiarze, w woli. Stwierdzając nasze chęci przez taką kontrolę naszego ciała, do jakiej tylko jesteśmy zdolni, Pan nasz Jezus przez swą wystarczającą łaskę okryje wszystkie nasze zmazy i niedoskonałości.

Opisując dalej tę klasę powołanych, w ten sposób przeznaczonych, Apostoł powiada: "A które przeznaczył, te też uwielbił [zaszczycił]". Ten wyjątek jest ogólnie źle pojmowanym, ponieważ czytelnicy sądzą, że Apostoł rozbiera tu zwyczajnie drogę doświadczenia jak to zauważyliśmy w poprzednim wykładzie, gdzie śledziliśmy jak Chrystus staje się dla nas mądrością, usprawiedliwieniem, uświęceniem i wybawieniem. Ale Apostoł tu idzie w przeciwnym kierunku i zaczyna od końca. Zaczyna od Kościoła już ostatecznie skompletowanego i wybrańców Bożych pod Chrystusem jako Głową - od Kościoła "zwycięzców", będącego w chwale. Postępuje wstecz śledząc rozwój tego Kościoła, Nowego Stworzenia. Wykazuje, że nikt nie może osiągnąć wysokiego stanowiska wybrańca Bożego o ile nie jest powołany z łaski Bożej; dalej, że wszyscy powołani muszą wprzód być usprawiedliwieni, ponieważ Bóg nikogo nie powołuje, jak tylko wierzących, aby ubiegali się o tę wielką nagrodę. A ci usprawiedliwieni muszą wprzód przed swym usprawiedliwieniem być zaszczyceni (a nie jak błędnie przetłumaczono uwielbieni) - przez Boga, który dał im poznać Samego Siebie i Swego umiłowanego Syna - Drogę, Prawdę i Życie.

Jest to większym zaszczytem niż wielu sądzi, choćby usłyszeć o łasce Boskiej w obecnym czasie. Wobec tego, że zbawienie jest darem Bożym, jaki dostępny będzie dla świata w ciągu Wieku Tysiąclecia, specjalnym zaszczytem jest poznać łaskę Pańską i sposobność pojednania się z Nim w czasie obecnym, wprzód niż reszta świata. Albowiem zaszczycenie takie i poznanie, konieczne do naszego usprawiedliwienia przez wiarę, stanowi drugi krok, prowadzący nas do uświęcenia zgodnie z powołaniem, a to znowu prowadzi wierność do "chwały" mającej być nam objawioną, a stanowiącej nas członkami: "zwycięzców" Nowego Stworzenia.

"JEŻELI BÓG ZA NAMI"

Postępując dalej za rozumowaniem Apostoła w sprawie tego wybrania, możemy w ten sposób zastosować jego słowa: Czyż nie widzicie bracia, że Bóg ma wielki i cudowny plan, który stale wykonuje? Czyż nie widzimy, że przeznaczywszy do wybrania pewną klasę dla współdziałania z Jego planem, Bóg zaszczyca nas pod tym względem, że objawił nam warunki i wymagania - usprawiedliwiając nas i powołując tym niebiańskim powołaniem? To właśnie znaczy, że Bóg jest za nami - że chce abyśmy należeli do tej klasy; że poczynił wszelkie zarządzenia potrzebne do utrzymania nas na tym stanowisku. Czyż nie czujemy czasami, że chociaż Pan jest za nami, to jednak Szatan, grzech i wszystkie nasze odziedziczone słabości są przeciwko nam, starając się nas usidlić i pogrążyć? Ale pamiętajmy, że skoro Pan jest po stronie naszej, żadna z tych przeciwności nie powinna napawać nas obawą, bo Bóg ma obfite sposoby przeprowadzenia nas przez wszystko złe. Pamiętajmy, że przez Jego łaskę wejrzał na nas kiedyśmy jeszcze byli grzesznikami i zapewnił nam odkupienie przez Jezusa Chrystusa. Pamiętajmy, że jeśli uczynił tyle dla nas jako dla grzeszników, to może uczynić daleko więcej dla nas, którzy teraz staliśmy się Jego dziećmi - teraz kiedy słyszymy Jego głos, kiedy przyjęliśmy Jego Syna, kiedy ufamy Synowi i kiedy jesteśmy usprawiedliwieni dzięki Jego zasłudze - teraz kiedy usłyszeliśmy wezwanie do Boskiej natury i uczyniliśmy poświęcenie, składając na ołtarzu wszystko co nasze. Napewno Bóg o wiele bardziej jest dla nas teraz łaskawy, chociaż trudno sobie wyobrazić większą łaskę od daru Jego Syna. Możemy być pewni, że Ten, który jest niezmienny, ciągle nas kocha, ciągle jest za nami i sprawi, że wszystkie rzeczy obrócą się ku największemu naszemu duchowemu dobru i dla naszego ostatecznego osiągnięcia miejsca w Nowym Stworzeniu, o ile będziemy trwać we wierze, w miłości i w posłuszeństwie serc naszych - bez względu jak słabe i niedoskonałe są nasze wysiłki w celu kontrolowania ciała. Wiedzmy, że dając nam swego Syna i otwierając nam przez to drogę do osiągnięcia Jego powołania do Nowego Stworzenia, Pan poczynił wszelkie przygotowania w Chrystusie na wszelkie możliwe nasze potrzeby. W Jezusie Bóg dał nam obficie wszystkie rzeczy.

Czy ktokolwiek przypuszcza, że Zakon mógłby nas potępić wbrew Bogu? Pamiętajmy, że właśnie Bóg potępił nas na podstawie tego Zakonu. A jest to ten sam Bóg, który jako wielki Sędzia potępił nas, który teraz wyraził nasze usprawiedliwienie - który nazwał nas "usprawiedliwionymi darmo od wszystkich rzeczy, z których zakon nie mógł nas usprawiedliwić" - przez swoją łaskę, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Wobec tego "któż będzie skarżył na wybranie Boże" - w ten sposób uprzywilejowane? Któż może nas potępić z powodu naszych mimowolnych słabości lub niedoskonałości? Odpowiadamy: Chrystus jest, który umarł, owszem i zmartwychwstał, który też jest na prawicy Bożej jako nasz przedstawiciel i który przyczynia się za nami, dając nam dostateczną część swej zasługi dla zakrycia wszystkich zmaz i niedostatków - Rzym. 8:34.

Czy jeszcze ktoś zarzuca, że coś może przyczynić się do oddzielenia nas od Boga i od miłości Jego oraz od Chrystusa i Jego zmiłowania; że w ten sposób możemy pozostać sami i rozbić naszą wiarę i przyszłość w odniesieniu do Nowego Stworzenia? Odpowiadamy, że przeciwnie, Chrystus ma dla nas wielką miłość, gdyż inaczej nie odkupiłby nas. Każdy Jego czyn nacechowany jest miłością i nie dopuści, aby nas coś odłączyło od tej miłości. Jeżeli przyjdzie na nas utrapienie, niech ono zbliży nas tylko bardziej do Pana, który jest jedyną ucieczką naszą. Jeżeli nieszczęście, prześladowanie lub głód i ubóstwo przyjdzie na nas, to niech obawa przed tymi rzeczami nie zmniejsza naszej miłości ku Panu, nie wyrzekajmy się Jego imienia i nie przestajmy postępować Jego śladami, wybierając raczej łatwiejszą drogę życia. Pamiętajmy, że właśnie te doświadczenia wyrabiają nas na zwycięzców. Może ktoś nazwać się zwycięzcą jeżeli nie ma niczego do zwyciężenia - jeśli cała jego droga była gładka i łatwa, bez niepomyślnych przeszkód? Staliśmy się odbiorcami Boskiego miłosierdzia i błogosławieństw, a teraz Bóg doświadcza nas jak dalece zdolni jesteśmy wytrwać w Jego miłości i zasłużyć sobie na łaskę. Bóg chce abyśmy przebywali w Jego łaskach i stara się o to, ale równocześnie nie krępuje naszej wolnej woli. Jestem przekonany i wierzę, że postanowienie nasze nie chce rozłączenia nas od miłości Boga, objawionej w Chrystusie - że nie rozłączy nas ani obawa ani miłość życia; wierzę, że żadne inne stworzenie nie odwróci od nas tej łaski Bożej; ani aniołowie, ani zwierzchności, ani władze teraz stworzone lub mające być stworzeni nie dokonają tego wbrew naszej woli. We wszystkich tych rzeczach jesteśmy czymś więcej niż tylko zwycięzcami - jesteśmy przyjęci jako synowie Boży na Boskim poziomie, przez Tego który nas umiłował.

"STARAJCIE SIĘ, ABYŚCIE POWOŁANIE I WYBRANIE

WASZE MOCNE UCZYNILI"

- 2 Piotra 1:10,11 -

"Przetoż, bracia! raczej się starajcie, abyście powołanie i wybranie wasze mocne czynili; albowiem to czyniąc nigdy się nie potkniecie. [czyniąc rzeczy powyżej wymienione, mianowicie będąc pilnymi, dokładając do wiary waszej cnotę i znajomość, umiarkowanie, cierpliwość, pobożność, braterską uprzejmość i miłość, które to rzeczy o ile będą w was obfite, nigdy nie będziecie próżnymi ani niepożytecznymi] Tak bowiem hojnie wam dane będzie wejście do wiecznego Królestwa Pana naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa".

W tym wybraniu widzimy, że bardzo ważne kroki zależne są od Boga; mianowicie: (1) przeznaczenie aby mieć takie Nowe Stworzenie; (2) zaproszenie niektórych, aby rozwinęli w sobie potrzebny charakter; (3) urządzenie spraw tak, aby zaproszeni mogli osiągnąć stan nadający się do przyjęcia zgodnie z powołaniem.

Z drugiej strony ważne kroki muszą być poczynione przez tych, którzy stają się wybrani: (1) powołani, dla których uczyniono wszystkie te przygotowania i zarządzenia mają przyjąć to powołanie - uczyniwszy zupełne poświęcenie; (2) muszą być tak przejęci duchem swego powołania i tak przeświadczeni o ich błogosławieństwach, że z gorliwością poddadzą się warunkom i ograniczeniom wymaganym przez Pana.

Widzieliśmy już, że tymi warunkami i ograniczeniami jest krótko mówiąc podobieństwo w sercu do umiłowanego Syna Bożego; ale rozbierając to podobieństwo bardziej szczegółowo przekonywujemy się (zgodnie z wywodami Apostoła), że powinniśmy mieć owoce ducha świętości. Bóg jest święty, a wybrani powinni mieć Jego ducha, Jego usposobienie w miłości do sprawiedliwości i w sprzeciwianiu się niegodziwości. Apostoł w powyższym wyjątku Pisma Św. wykazuje nam różne pierwiastki świętego ducha Bożego i zaznacza, że nie osiągamy tego doskonałego podobieństwa (doskonałej miłości) na początku naszej drogi, lecz raczej miłość jaka jest oznaką końca tejże drogi. Miłość w ogólnym pojęciu obejmuje wszystkie te pierwiastki charakteru, które są w rzeczywistości częścią miłości. Cichość, łagodność, uprzejmość braterska i pobożność, wszystko to są pierwiastki miłości.

Ktoś podał myśl, że te owoce ducha Bożego można określić jak to podajemy poniżej, a my osobiście zgadzamy się z tym z całego serca.

(1) Radość - Miłość ciesząca się.

(2) Pokój - Miłość odpoczywająca.

(3) Długo cierpliwość - Miłość wytrwała.

(4) Łagodność - Miłość w towarzystwie.

(5) Dobroć - Miłość czynna.

(6) Wiara - Miłość na polu bitwy życia.

(7) Cichość - Miłość w rezygnacji.

(8) Umiarkowanie - Miłość w ćwiczeniu.

Kiedy zaczęliśmy ubiegać się o nagrodę, zdecydowani na to, ponieważ Bóg usprawiedliwił nas swą łaską i zaprosił nas, abyśmy ubiegali się o nagrodę wysokiego powołania Nowego Stworzenia, pierwsze nasze słowa były: - Odłożymy na stronę wszystkie przeszkody i ciężary ziemskich ambicji przez poświęcenie naszej woli Panu i postanowiwszy pełnić tylko Jego wolę; mianowicie przez łaskę Pańską będziemy starać się o osiągnięcie tych błogosławieństw, do jakich zostaliśmy przez Niego powołani. Równocześnie postanowiliśmy odrzucić od siebie, o ile to możliwym to dla nas, wszystkie łatwo przylegające do nas grzechy - jakiekolwiek one są - czy takie same jak u innych braci w tej wędrówce; postanowiliśmy także, iż wiernie wytrwamy w tym ubieganiu się o najwyższą nagrodę.

Wstąpienie do ubiegania się o nagrodę odpowiada naszemu poświęceniu. To był początek. Poświęciliśmy się Panu - aby kontrolował nami Jego duch miłości; jednak zdaliśmy sobie sprawę, że wskutek naszego upadku brak nam tych pierwiastków charakteru, jakie Ojciec może przyjąć. Ubiegamy się jednak i dążymy do osiągnięcia tego podobieństwa z charakterem Syna - czyli do warunku społeczności z Nim. Pod tym względem różnimy się od naszego Pana, ponieważ On będąc doskonałym nie mógł osiągać stopniowo, krok za krokiem, rozwoju miłości. Pan od początku napełniony był tym duchem - od samego początku miał już oznakę pełnej miłości. Jego próba polegała na tym, czy potrafi wytrwać wiernie i w tej doskonałej miłości do Boga, do Jego ludu i do swoich nieprzyjaciół. My jednakowoż musimy ubiegać się i dochodzić stopniowo do tej oznaki końcowej.

Ubieganie to możemy podzielić na cztery części i powiedzieć sobie, że w pierwszej części uznajemy miłość jako wymaganie Boskie; że staramy się o nią, chociaż możemy ją pojąć jedynie ze stanowiska obowiązku. Czujemy obowiązek miłości do Boga, ponieważ nasz Stwórca ma prawo wymagać naszego posłuszeństwa, naszej miłości, naszego oddania; czujemy obowiązek miłości do Pana Jezusa, ponieważ On nas umiłował, a my w imię sprawiedliwości, powinniśmy Go w zamian umiłować. Czujemy obowiązek miłości do naszych bliźnich, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że taką jest Boża wola.

Druga część naszego ubiegania prowadzi nas trochę dalej, bliżej "celu", tak że te rzeczy, które początkowo czyniliśmy z obowiązku miłości, teraz czynimy z powodu lepszego zrozumienia. Wobec tego widzimy, że rzeczy, które Bóg nam nakazuje jako dobre i obowiązkowe, są rzeczami dobrymi; że szlachetne zasady jakie stopniowo pojmujemy są równoznaczne z sprawiedliwością, miłością i mądrością Pańską, które Bóg stawia przed oczyma naszymi, a które od tego czasu zaczynamy pojmować. Zaczynamy kochać Boga już nie dlatego, że jest to naszym obowiązkiem względem Stwórcy, lecz nadto i specjalnie dlatego, że widzimy w Nim te najwyższe pierwiastki charakteru, które nam są nakazane - widzimy w Nim uosobienie wszelkiej łaski i dobroci. Ci, co doszli do tego stopnia w ubieganiu, miłują Pana nie dlatego, że On nas pierwszy umiłował, lub że jest to naszym obowiązkiem, lecz dlatego, że teraz oczy nasze otwarły się dostatecznie na chwalebny majestat Jego charakteru, że oczy zrozumienia naszego pojmują już trochę więcej długości, szerokości, głębokości i wysokości Jego sprawiedliwości, mądrości, miłości i mocy.

Trzecim stopniem do celu w tym ubieganiu jest - że tak powiem, miłość do braci. Z początku uznawaliśmy obowiązek miłości ku braciom, tak jak ku Ojcu, ale w mniejszym stopniu, ponieważ bracia mniej dla nas uczynili; a miłość tę uznawaliśmy głównie dlatego, że taką jest wola Ojca. Ale w miarę tego jak widzieliśmy zasady sprawiedliwości i poznawaliśmy Ojca, oraz że sam Ojciec kocha nas bez względu na nasze mimowolne słabości, serca nasze zaczęły się rozszerzać i pogłębiać w miłości do braci. Coraz bardziej zamykaliśmy oczy na ich niedobrowolne słabości i pomyłki, widząc jedynie dowody i pragnienia ich aby wstępować w ślady Jezusa i żyć zgodnie z zasadami Boskiego charakteru. Miłość do braci zaznaczyła się wyraźnie w naszym charakterze. Niestety! Bardzo wielu z pośród umiłowanego ludu Pańskiego nie osiągnęło jeszcze tego trzeciego stopnia w ubieganiu się o nagrodę wysokiego powołania. Koniecznie trzeba wyrobić w sobie braterską uprzejmość, długo cierpliwość, o jakich mówi Pismo Św., a które z konieczności wystawione są na próby i doświadczenia bardziej w odniesieniu naszym do braci, aniżeli w odniesieniu naszym do Ojca i do Pana naszego. U Ojca i u Syna widzimy tylko doskonałość, podczas gdy u braci tego nie widzimy. Pojmujemy wspaniałomyślność Ojca i Syna względem nas i względem naszych słabości, ale kiedy spoglądamy na braci widzimy u jednego tę słabość, u innego ową, tak że bierze nas pokusa powiedzieć każdemu z nich: "Pozwól mi wyjąć źdźbło z oka twego" - zapominając, że takie wyszukiwanie ułomności w braciach naszych i takie usposobienie względem nich jest dowodem, że ciągle jeszcze mamy dużą dozę niecierpliwości, i że brak nam miłości. Zbliżywszy się do trzeciego stopnia naszej wędrówki do celu, stopniowo wyjmujemy źdźbła z naszego własnego oka - dochodzimy do poznania naszych własnych ułomności i do coraz lepszego uznania nieprzebranego bogactwa łaski Pańskiej nam udzielonej. To wyrabia w nas ducha cichości, cierpliwości i łagodności względem wszystkich. To również doprowadza nas do przeoczenia licznych błędów i grzechów u braci naszych, o ile tylko mamy pewność, że oni są napewno braćmi naszymi - jak długo oni ciągle jeszcze wierzą w kosztowną krew i starają się o osiągnięcie tej samej co i my nagrody.

Czwartym i ostatecznym celem naszego ubiegania się jest doskonała miłość względem Boga, względem braci naszych i względem wszystkich ludzi - cel ten powinniśmy mieć ustawicznie na oku starając się osiągnąć go jak najszybciej. Nie powinniśmy ociągać się i marudzić przy każdym stopniu, lecz ma