WYKŁADY
PISMA ŚWIĘTEGO

“Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która im dalej,
tym bardziej świeci aż do dnia doskonałego.”

 

TOM I

Boski Plan Wieków

 

 

Obrona Boskiego charakteru i władzy; ukazanie, drogą uznania i zharmonizowania całego Pisma Świętego, że dozwolenie zła, tak obecnie jak i w przeszłości, ma na celu pouczenie ludzkości i przygotowanie jej do wejścia w złoty wiek zwiastowany przez proroctwa, kiedy wszystkie narody ziemi otrzymają błogosławieństwo, pełne poznanie Boga oraz pełną sposobność osiągnięcia życia wiecznego dzięki Odkupicielowi ,który będzie wówczas Dawcą Życia, prowadząc dzieło odnowienia wszystkich rzeczy. Dzieje Apostolskie 3:19–21

 

 

 

 

ZRZESZENIE WOLNYCH BADACZY PISMA ŚWIĘTEGO

WYDAWNICTWO “NA STRAŻY”

Kraków, ul. św. Filipa 13/16

 

 

 

 

PRACĘ TĘ POŚWIĘCONO

Królowi Królów i Panu Panów

DLA POŻYTKU

JEGO OFIAROWANYCH ŚWIĘTYCH

WYCZEKUJĄCYCH PRZYSPOSOBIENIA SYNOWSKIEGO

I

“WSZYSTKICH, KTÓRZY NA KAŻDYM MIEJSCU WZYWAJĄ

IMIENIA PAŃSKIEGO”,

“DOMOWNIKÓW WIARY”

A TAKŻE

WZDYCHAJĄCEMU I CIERPIĄCEMU STWORZENIU, OCZEKUJĄCEMU

OBJAWIENIA SIĘ SYNÓW BOŻYCH.

 

 

Ażeby wszyscy poznali, jaka jest społeczność tajemnicy, która od początku

świata była ukryta w Bogu.” “Którą hojnie pokazał przeciwko nam we

wszelkiej mądrości, oznajmiwszy nam tajemnicę woli swojej według

upodobania swego, które był postanowił w samym

Sobie, aby w rozrządzeniu zupełności czasów

w jedno zgromadził wszystkie rzeczy

w Chrystusie”

Efezj. 3:4,5,9; 1:8-10

 

 

Książkę tę napisał w 1886 roku Pastor Charles T. Russell

 

 

Przedmowa wydawców

Są książki, które przekraczają granice czasu i swą bogatą treścią przemawiają do licznych pokoleń, stając się w ten sposób dziełami ponadczasowymi. Takim dziełem jest właśnie Boski Plan Wieków. Należy on do światowej klasyki religijnej. Bez wielkiego rozgłosu dotychczasowe jego nakłady w wielu językach świata osiągnęły liczbę 8 milionów i nadal rosną. Sama wielkość nakładów nie daje jednak wyobrażenia o zakresie jego oddziaływania. Dzieło to zawiera nowe idee i koncepcje. Prezentuje ono zbiór dowodów biblijnych, które odkrywają harmonijny i szeroki w swym zakresie, majestatyczny Plan Boga. Dzięki niniejszej książce Czytelnik może z łatwością dostrzec ukazany w Biblii podział historii ludzkości na wieki oraz działanie Boga w każdym z nich. Niniejsze dzieło pomogło bardzo wielu osobom w zrozumieniu Biblii, dlatego jego entuzjastyczni czytelnicy nazywają je “kluczem do Pisma Świętego”.

Boski Plan Wieków nie jest książką nową. Napisany był w 1886 roku w Stanach Zjednoczonych. Jego ton i treść stanęły w wyraźnym kontraście z nauczaniem religijnym owych dni. Kościoły chrześcijańskie, nastawione na wzmożone głoszenie i opanowanie świata zostały zaskoczone silnym atakiem wyższego krytycyzmu, wymierzonym w Biblię i religię. Brakowało im racjonalnych odpowiedzi na te ataki. Wynikiem tego była daleko idąca utrata wiary w natchnienie Biblii. Boski Plan Wieków pomógł szczerym chrześcijanom oprzeć się napływowi niewiary i stworzył podstawy wiary nawet dla uprzednio niewierzących.

W niezwykle dokładny sposób określił Autor niniejszego dzieła objawy i oznaki “czasu ucisku” na całym świecie. Podczas gdy inni mówili o pokoju, on odważnie przepowiadał paroksyzmy wojny, rewolucji i anarchii, osiągających szczyt w upadku rządów świata. Ten “ucisk” został tu dokładnie przedstawiony. Lecz zakres zagadnień poruszanych w niniejszej książce sięga także poza najciemniejsze chwile ucisku, ukazując chwałę “Królestwa, które przyszło”.

Z radością oddajemy do rąk Czytelników nowy przekład Boskiego Planu Wieków. Polecamy tę książkę jako bezcenny skarb, jako najbardziej wiarygodne i znamienne dzieło religijne dziewiętnastego wieku. Każdy uważny Czytelnik dojdzie do wniosku, że trud studiowania tej pracy nie pozostaje bez nagrody.

W niniejszym wydaniu Boskiego Planu Wieków cytowano wersety z różnych polskich przekładów Biblii, a kilkakrotnie uciekano się do dosłownego przekładu z Biblii angielskiej. Czyniono tak, aby jak najlepiej odzwierciedlić znaczenie tekstów przytaczanych w oryginale angielskim.

Aby ułatwić Czytelnikowi odnalezienie źródeł cytowanych słów, obok numeru rozdziału i wersetu umieszczono skróty nazw poszczególnych przekładów Biblii. Poniżej przedstawiona jest lista tych skrótów:

BG – Biblia Gdańska. Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa.

NB – Nowy Przekład. Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa, 1975.

BT – Biblia Tysiąclecia, wyd. III. Wydawnictwo Pallotinum, Poznań – Warszawa, 1980.

BP – Biblia Poznańska. Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań, 1973.

NTK – Nowy Testament, Przekład ks. S. Kowalskiego, Wydawnictwo PAX, Warszawa, 1957.

KJ – Biblia angielska, zwana Biblią Króla Jakuba (King James Bible, Authorized Version); przekład powszechnie używany w krajach anglojęzycznych, najczęściej cytowany przez Autora.

Leeser – Angielski przekład Starego Testamentu autorstwa rabina I. Leesera z 1855 r.

Emphatic Diaglott – Angielski przekład Nowego Testamentu Benjamina Wilsona.

W wykładzie IV i X, na wykresie wieków i w innych miejscach w poprzednich wydaniach używany był wyraz dyspensacja, który, jak się zdaje, nie znaczył wiele dla Czytelnika polskiego. Ponieważ wyraz ten nie jest znany w języku polskim, zastąpiono go wyrazami świat, epoka lub wiek, zależnie od znaczenia wynikającego z kontekstu.

Aby ukazać znaczenie angielskiej nazwy “the Christ”, która odnosi się do Chrystusa – Głowy i Ciała, pisane jest wielkimi literami słowo CHRYSTUS.

Przypisy wydawców oznaczone są numerami. Pozostałe, oznaczone gwiazdkami, poczynił Autor.

WYDAWCY,

NEW BRUNSWICK, NJ, 1992 r.

<str. i>

“Boski Plan Wieków”

PRZEDMOWA AUTORA

AUTOR i wydawcy pragną publicznie wyrazić wdzięczność Bogu za łaskę, która pozwoliła im wydać ten Tom, i za rezultaty owej łaski – światło, radość, pokój i społeczność z Bogiem dla wielu zgłodniałych, spragnionych i zdezorientowanych dusz. Pierwsza edycja w obecnej formie miała miejsce w 1886 r. Od tego czasu szybko następowały po sobie kolejne wydania w dwudziestu różnych językach. Dotąd prawie pięć milionów egzemplarzy znalazło się w rękach ludzi na całym świecie.

Nie spodziewamy się, by wszystkie te egzemplarze zostały przeczytane, ale napływające stale listy upewniają nas, że ich treść wszędzie z wielką siłą oddziałuje na serca i umysły ludzkie. Tysiące ludzi pisze nam, że niniejsza książka wywarła na nich wielki wpływ, choć niektórzy z nich w ogóle nie wierzyli w Biblię jako Boskie objawienie dla ludzkości. Inni piszą, że byli ateistami lub bliscy ateizmu, gdyż nie znali przedtem prawdziwego Boga i Jego prawdziwego planu wieków, i nie byli w stanie pojąć, ocenić ani uczcić tego rodzaju nauk, jakie im zazwyczaj przedstawiano w różnych wyznaniach.

Przez ponad pięć lat poprzedzających pierwszą publikację tego tomu te same zagadnienia, przedstawione inaczej, prezentowaliśmy w książce pod innym tytułem. Książka ta nosiła tytuł “Pokarm dla myślących chrześcijan”. Różniła się ona od niniejszej publikacji tym, że przede wszystkim atakowała błąd, obalała go, a następnie wznosiła na jego miejsce gmach Prawdy. Ostatecznie przekonaliśmy się, że nie był to najlepszy sposób, gdyż niektóre osoby spłoszone obaleniem wyznawanych przez nie błędów zrezygnowały z dalszego czytania i tym samym nie dostrzegły piękna budowli Prawdy podanej w miejsce zburzonych błędów. <str. ii>

Niniejszy tom został napisany w oparciu o inne założenie. Przedstawia on Prawdę, pokazuje jej moc i piękno, a następnie wskazuje na potrzebę usunięcia błędu, który nie tylko jest zbędny, ale zupełnie bezużyteczny i bardzo szkodliwy. Tak więc Czytelnik BOSKIEGO PLANU WIEKÓW na każdym kroku doznaje wzmocnienia wiary, bardziej zbliża się do Pana i dlatego ufa, że znajduje się na właściwej drodze. Po dostrzeżeniu Prawdy coraz bardziej rozumie absurdalność błędów, ich bezwartościowość oraz szkodliwość, i z zadowoleniem z nich rezygnuje.

Ów wielki przeciwnik oczywiście nie kocha tego, co otwiera oczy ludu Bożego, powiększa cześć dla Boskiej Księgi czy też narusza poleganie na wierzeniach ludzkich. Dlatego ten wielki przeciwnik, jak moglibyśmy się spodziewać, pozostaje w silnej opozycji do niniejszej książki. Niewielu zdaje sobie sprawę z mocy i chytrości Szatana. Niewielu uświadamia sobie znaczenie słów apostoła, odnoszących się do księcia ciemności, który zmienia się w sługę światła, by zwalczać Prawdę i niszczyć jej wpływ. Niewielu wie, iż chytry przeciwnik usiłuje użyć najlepszych, najenergiczniejszych, najbardziej wpływowych jednostek spośród ludu Bożego, aby powstrzymać świecenie światła i utrzymywać Boski plan wieków z daleka od ludzi.

Niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, że od czasu, gdy zaczęto ustalać dogmaty różnych wyznań wiary, od 325 r.n.e., praktycznie w ogóle nie studiowano Biblii przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt lat. Niewielu wie, że w tym czasie owe kreda przykuwały uwagę milionów umysłów, nakładając na nie pęta straszliwych błędów i przesłaniając im Boski charakter – mądrość, sprawiedliwość, miłość i moc. Niewielu wie, że od czasów Reformacji, gdy Biblia zaczęła powracać do rąk ludu, reformatorzy, zwiedzeni mimo dobrych intencji, zostali oślepieni i ograniczeni przez błędy przeszłości. Z kolei oni sami służyli błędom, a także innych trzymali w ciemności. Niewielu rozumie, <str. iii> że prawdziwe studiowanie Biblii, jakie było praktykowane we wczesnym kościele w czasach apostołów, dopiero teraz zostało przywrócone badaczom Biblii.

We wcześniejszej edycji tom ten nosił tytuł “Millenial Dawn” (Brzask Tysiąclecia). Zauważyliśmy jednak, iż wprowadziło to wielu w błąd. Rozumiano bowiem, że jest to jakaś powieść. Aby nie było nieporozumień i aby nikt nie kupował tej książki pod wpływem takiego złudzenia, daliśmy jej tytuł, później przyjęty dla niniejszej serii, “Wykłady Pisma Świętego”. W ten sposób nikt nie zrozumie go opacznie.

Wielu zadawało nam pytanie, dlaczego nie ma tych książek w księgarniach. Odpowiadamy, że chociaż właściciele księgarń chcieliby je sprzedawać, to jednak pewne nadgorliwe osoby nie chcą zezwolić na ich sprzedaż, grożąc bojkotem. W pierwszej chwili wydawało się, że jest to wielka klęska, tak jakby zezwolono przeciwnikowi na przeszkodzenie w szerzeniu Prawdy. Bóg jednak łaskawie nadzorował te sprawy. I tak prawdopodobnie żadna inna książka nie ma tak dużego nakładu i tak szerokiego popytu, jak niniejszy tom. Ci, którzy na skutek uprzedzenia odmawiali czytania tej książki i walczyli przeciwko niej, czynili to, ponieważ uwierzyli fałszywym pogłoskom oraz błędnym opiniom.

Wiele egzemplarzy tej książki zostało spalonych przez ludzi, którzy nigdy jej nie przeczytali, lecz znajdowali się pod wpływem niepoprawnych interpretacji. W taki właśnie sposób traktowano w wiekach ciemnoty naśladowców Jezusa, którzy ginęli męczeńską śmiercią. Podobnie Jezusowi zadawali cierpienia ci, którzy Jego samego ani Jego nauk nie rozumieli. Św. Piotr niedwuznacznie oświadcza: “A teraz, bracia, wiem, że w nieświadomości działaliście, jak i wasi przełożeni” (Dz. Ap. 3:17 NB), “bo gdyby poznali, nie byliby Pana chwały ukrzyżowali” (1 Kor. 2:8 NB).

O ile wrogowie tej książki byli pełni goryczy, niesprawiedliwości i nieprawdy, o tyle jej przyjaciele – pełni entuzjazmu i <str. iv> gorliwości. Miliony egzemplarzy niniejszej książki znajdujące się w rękach Czytelników, zostały rozkolportowane przez jej przyjaciół, którzy z miłości do Prawdy poświęcili swój czas i energię w celu jej szerokiego rozpowszechnienia. W chwili pisania tych słów wiemy, że około sześciuset chrześcijan z rożnych sfer “opuściło wszystko”, opuściło swoje ziemskie sprawy, porzuciło powołania i ambicje tylko po to, by móc sławić Pana i błogosławić Jego zgłodniałych Prawdy świętych poprzez dostarczanie im tej książki. Są to lekarze, nauczyciele, pielęgniarki, pastorzy, fryzjerzy, mechanicy, ludzie wszelkich zawodów, których serca zostały napełnione Boską miłością, którzy sercom i umysłom innych pragną przekazać to błogosławieństwo.

Książki te sprzedaje się po niskich cenach, a kolporterzy, którzy je roznoszą, zarabiają zaledwie na pokrycie swoich wydatków. A jednak radują się, tym bardziej wtedy, gdy odczuwają niedostatek i są uznawani za godnych ponoszenia cierpień i niewygód dla sprawy Pańskiej, Prawdy i braci. Dobre dzieło rozwija się, poselstwo o życiu w Chrystusie przechodzi z rąk do rąk. Obecny nakład tego Tomu jest ogromny. Niech błogosławieństwo, jakie wyniknie z tej publikacji będzie równie wielkie jak do tej pory. Autor i wydawcy nie mogą pragnąć więcej.

Z najlepszymi życzeniami dla wszystkich Czytelników,

Wasz sługa w Panu,

CHARLES T. RUSSELL

Brooklyn, N.Y., 1 października 1916 roku.

 

 

SPIS TREŚCI

WYKŁAD I

NOC GRZECHU NA ZIEMI ZAKOŃCZY SIĘ PORANKIEM RADOŚCI

Noc płaczu i poranek radości – Dwie metody poszukiwania Prawdy – Metoda zastosowana w niniejszym dziele – Zasięg jego tematyki – Różnica między pełnym czci studiowaniem Pisma Świętego a niebezpiecznym zwyczajem spekulowania – Cel proroctw – Teraźniejszy religijny stan świata rozpatrywany z dwóch punktów widzenia – Ciemności egipskie – Tęcza obietnicy – Ścieżka sprawiedliwego prowadzi naprzód – Przyczyna wielkiego odstępstwa – Reformacja – Ta sama przyczyna znowu stoi na drodze prawdziwego postępu – Doskonałość poznania nie jest kwestią przeszłości, lecz przyszłości. 9

WYKŁAD II

USTALENIE ISTNIENIA NAJWYŻSZEGO INTELIGENTNEGO STWÓRCY

Zbadanie pozabiblijnych dowodów w świetle rozumu – Teoria nie wytrzymująca krytyki – Rozsądna teoria – Jawność Charakteru Boga – Logiczne wnioski 29

WYKŁAD III

BIBLIA JAKO BOSKIE OBJAWIENIE ROZPATRYWANA W ŚWIETLE ROZUMU

Twierdzenia Biblii i zewnętrzne dowody jej wiarygodności – Starożytny charakter Biblii i jej trwałość – Jej wpływ moralny – Motywy pisarzy Biblii – Ogólny charakter pism – Księgi Mojżeszowe – Prawa Mojżeszowe – Specyficzne cechy rządu wprowadzonego przez Mojżesza – Nie był to system klerykalny – Wskazówki dla władców świeckich – Bogaci i biedni równi wobec Zakonu – Zabezpieczenie przed manipulowaniem sprawami ludu – Kapłani nie byli uprzywilejowaną klasą – Ich źródła utrzymania – Zabezpieczenie przed ciemiężeniem cudzoziemców, wdów, sierot i sług – Prorocy Biblii – Czy jest jakiś związek między Zakonem i prorokami a pisarzami Nowego Testamentu? – Cuda nie są bezsensowne – Logiczne wnioski 37

WYKŁAD IV

EPOKI I WIEKI W ROZWOJU BOSKIEGO PLANU

Dokładność i usystematyzowany charakter Bożego planu – Trzy wielkie epoki w historii świata – Ich cechy charakterystyczne – “Ziemia trwa na wieki” – Świat przyszły – Nowe niebiosa i nowa ziemia – Podział tych wielkich epok – Ważne zarysy Boskiego planu objawione w ten sposób – Dostrzeżenie porządku pozwala ujrzeć harmonię – Dobre “rozbieranie” Słowa Prawdy 65

WYKŁAD V

“TAJEMNICA ZAKRYTA OD WIEKÓW I OD POKOLEŃ, A TERAZ OBJAWIONA ŚWIĘTYM JEGO” – Kol. 1:26 (NB)

Niewyraźne światło pierwszej obietnicy – Obietnica dana Abrahamowi – Odkładana nadzieja – Tajemnica zaczyna się wyjaśniać od dnia Pięćdziesiątnicy – Co jest ową tajemnicą? – Dlaczego tak długo nią pozostawało? – Dotąd stanowi tajemnicę dla świata – We właściwym czasie zostanie ujawniona wszystkim – Kiedy tajemnica się skończy? 77

WYKŁAD VI

POWRÓT NASZEGO PANA, CEL JEGO POWROTU – RESTYTUCJA WSZYSTKICH RZECZY

Powtórne, osobiste przyjście naszego Pana przed rozpoczęciem się Tysiąclecia – Jego związek z pierwszym przyjściem – Wybranie Kościoła i nawrócenie świata – Wybór i wolna łaska – Więźniowie nadziei – Prorocze świadectwa odnoszące się do restytucji – Powrót Naszego Pana oczywistą nadzieją dla świata i Kościoła 89

WYKŁAD VII

DOZWOLENIE ZŁA I JEGO ZWIĄZEK Z BOSKIM PLANEM

Dlaczego zło było dozwolone? Dobro i zło jako zasady – Wrażliwość moralna – Bóg zezwolił na zło i sprawi, że wyjdzie ono na dobre – Bóg nie jest autorem grzechu – Próba Adama nie była farsą – Jego pokusa była ciężka – Adam zgrzeszył świadomie – Kara za grzech nie jest niesprawiedliwa ani zbyt surowa – W potępieniu wszystkich w Adamie objawiła się mądrość, miłość i sprawiedliwość – Powszechność Boskiego prawa 117

WYKŁAD VIII

DZIEŃ SĄDU

Powszechny pogląd na Dzień Sądu – Czy zgadza się on z Pismem Świętym? – Ustalenie znaczenia słów “sąd” i “dzień” – Pismo Święte mówi o kilku Dniach Sądu – Pierwszy Dzień Sądu i jego rezultaty – Wyznaczenie innego Dnia Sądu – Sędzia – Charakter przyszłego sądu – Podobieństwa i różnice między pierwszym i drugim sądem – Obecna odpowiedzialność świata – Dwa sądy, które odbyły się w międzyczasie i ich cele – Wyraźne różnice w ocenie przyszłego sądu – Jak prorocy i apostołowie zapatrywali się na przyszły sąd? 137

WYKŁAD IX

OKUP I RESTYTUCJA

Restytucja zagwarantowana przez okup – Nie życie wieczne, ale próba jego osiągnięcia jest zapewniona przez okup – Warunki tej próby i jej korzystne strony – Niezbędność ofiary Chrystusa – W jaki sposób ludzkość mogła zostać odkupiona przez śmierć jednego człowieka? – Wiara i uczynki będą w dalszym ciągu konieczne – Zapłata za dobrowolny grzech jest pewna – Czy będzie dosyć miejsca na ziemi dla wzbudzonych milionów ludzi? – Restytucja a ewolucja 149

WYKŁAD X

NATURY LUDZKA I DUCHOWA SĄ ODRĘBNE I RÓŻNE

Powszechne błędne zrozumienie – Natura ziemska, czyli ludzka, i niebiańska, czyli duchowa – Ziemska chwała i niebiańska chwała – Świadectwo Biblii o istotach duchowych – Śmiertelność i nieśmiertelność – Czy śmiertelne istoty mogą żyć wiecznie? – Sprawiedliwość w obdarzaniu względami – Zbadanie domniemanej zasady – Różnorodność w doskonałości – Nadrzędne prawa Boskie – Plan Boga dotyczący człowieka w pełni zadowalający – Wybór Ciała Chrystusowego – W jaki sposób dokona się przemiana jego natury? 173

WYKŁAD XI

TRZY DROGI: SZEROKA, WĄSKA I ŚWIĘTA

Szeroka droga do zagłady – Wąska droga do życia – Co to jest życie? – Boska natura – Związek między naturą boską a ludzką – Nagroda na końcu wąskiej drogi – Wysokie powołanie ograniczone do Wieku Ewangelii – Trudy i niebezpieczeństwa wąskiej drogi – Gościniec świątobliwości 205

WYKŁAD XII

OBJAŚNIENIE WYKRESU PRZEDSTAWIAJĄCEGO PLAN WIEKÓW

Wieki – Żniwa – Poziomy rzeczywistego i przypisanego stanowiska względem Boga – Droga Pana Jezusa – Droga Jego naśladowców – Trzy klasy w kościele nominalnym – Rozdzielenie w czasie Żniwa – Uwielbienie klasy Pomazańców – Klasa wielkiego ucisku – Spalenie kąkolu – Błogosławienie świata – Chwalebny wynik 219

WYKŁAD XIII

KRÓLESTWA TEGO ŚWIATA

Pierwsze panowanie – Utrata panowania – Jego odkupienie i odnowienie – Figuralne Królestwo Boże – Uzurpator – Dwie formy obecnego panowania – Istnienie obecnych władz ustanowionych przez Boga – Wizja Nabuchodonozora –Wizja Daniela i jej interpretacja – Królestwa tego świata rozpatrywane z innego punktu widzenia – Właściwy stosunek Kościoła do obecnych rządów – Krótkie zbadanie “Boskiego prawa” królów – Nieuzasadnione roszczenia chrześcijaństwa – Lepsza nadzieja związana z piątym ogólnoświatowym imperium 245

WYKŁAD XIV

KRÓLESTWO BOŻE

Doniosłość przedmiotu – Charakter Królestwa – Królestwo w Wieku Ewangelii – Błędne poglądy poprawione przez Pawła – Rezultaty błędnych poglądów na Królestwo – Dwa poziomy Królestwa Bożego – Duchowy poziom i jego dzieło – Poziom ziemski i jego dzieło – Ich harmonijne działanie – Chwała ziemskiej formy Królestwa – Chwała niebiańskiej formy – Korzeń przymierza, z którego te gałęzie wyrastają – Ziemska forma Królestwa będzie miała charakter izraelski – Zaginione pokolenia – Niebiańskie Jeruzalem – Izrael jako lud obrazowy – Odrzucenie Izraela i przywrócenie mu łaski – Klasy wybrane – Dziedzice Królestwa – Żelazna władza – Ilustracja celu Tysiącletniego panowania – Oddanie Królestwa Ojcu – Realizacja pierwotnego zamysłu Boga 273

WYKŁAD XV

DZIEŃ JAHWE

“Dzień Jahwe”, “dzień pomsty”, “dzień gniewu” – Czas wielkiego ucisku – Jego przyczyna – Świadectwo Biblii o wielkim ucisku – Jego ogień i burza, poruszenie i roztapianie są symboliczne – Świadectwo Dawida – Świadectwo Jana Objawiciela – Obecna sytuacja i perspektywa przyszłości widziane przez przeciwne sobie partie kapitalistów i robotników – Lekarstwo, które nie uleczy – Podniesienie zasłony i dopuszczenie światła nastąpi dokładnie we właściwym czasie – Dowody na to – Warunki świętych w czasie ucisku i ich właściwa postawa względem niego 307

WYKŁAD XVI

MYŚLI KOŃCOWE

Nasze obowiązki wobec Prawdy – Jej cena, wartość i korzyść z niej płynąca 343

 

<str. 9>

WYKŁADY PISMA ŚWIĘTEGO

WYKŁAD I

NOC GRZECHU NA ZIEMI ZAKOŃCZY SIĘ PORANKIEM RADOŚCI

Noc płaczu i poranek radości – Dwie metody poszukiwania Prawdy – Metoda zastosowana w niniejszym dziele – Zasięg jego tematyki – Różnica między pełnym czci studiowaniem Pisma Świętego a niebezpiecznym zwyczajem spekulowania – Cel proroctw – Teraźniejszy religijny stan świata rozpatrywany z dwóch punktów widzenia – Ciemności egipskie – Tęcza obietnicy – Ścieżka sprawiedliwego prowadzi naprzód – Przyczyna wielkiego odstępstwa – Reformacja – Ta sama przyczyna znowu stoi na drodze prawdziwego postępu – Doskonałość poznania nie jest kwestią przeszłości, lecz przyszłości.

TYTUŁ serii wykładów prezentowanych w niniejszej książce – BOSKI PLAN WIEKÓW – wskazuje na postęp w układzie spraw Boskich, uporządkowanych i przewidzianych przez Boga. Sądzimy, iż nauki Boskiego objawienia okażą się piękne i harmonijne, gdy analizować je będziemy z tego, a nie innego punktu widzenia. Okres dozwolenia grzechu, który jest dla ludzkości ciemną nocą, nigdy nie zostanie zapomniany. Ale dzień Boskiej sprawiedliwości i łaski, który ma być ustanowiony przez Mesjasza więcej niż zrekompensuje straszliwą noc płaczu, narzekania, bólu, choroby i śmierci, w której wzdychające stworzenie tak długo przebywa. Mesjasz, jako Słońce Sprawiedliwości, powstanie i w pełni rozświeci się we wszystkim i nad wszystkim, przynosząc uzdrowienie i błogosławieństwo. “Z wieczora bywa płacz, ale z PORANKU wesele” (Ps. 30:6 BG). <str. 10>

Wszelkie stworzenie wzdychając i trudząc się w bólu niejako instynktownie oczekuje, tęskni i pokłada nadzieję w DNIU, który nazywa Złotym Wiekiem. Ludzie ciągle szukają go po omacku, ponieważ nie znają wielkich, chwalebnych celów Jahwe. Jednak ich najśmielsze wyobrażenia o takim wieku nie dorównają rzeczywistości, jaka wówczas zaistnieje. Wielki Stworzyciel przygotowuje “ucztę z rzeczy tłustych”, która zadziwi wszystkie Jego stworzenia i wielce przewyższy to, o co mogłyby one, kierując się rozsądkiem, prosić lub oczekiwać. Tym swoim zaciekawionym stworzeniom, spoglądającym na długość, szerokość, wysokość i głębokość miłości Bożej, przekraczającej wszelkie oczekiwania, wyjaśnia On: “Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje – mówi Pan. Lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze” – Izaj. 55:8, 9 NB.

W niniejszej pracy będziemy się starali – ufamy, że z powodzeniem – przedstawić zainteresowanemu i nieuprzedzonemu Czytelnikowi plan Boży, odnoszący się do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości oraz wyjaśniający postępowanie Boga w tym czasie, w sposób piękniejszy, bardziej harmonijny i sensowny, niż powszechnie jest rozumiany. Z całą stanowczością zaprzeczamy jednak jakoby miał to być wynik szczególnej mądrości albo wyjątkowych zdolności autora. W świtającym obecnie Dniu Tysiąclecia ujawnia to wszystko Słońce Sprawiedliwości, które odkrywa owe rzeczy jako “teraźniejszą Prawdę”, która w obecnym czasie ma być oceniona przez ludzi szczerych – o czystych sercach.

Ponieważ szerzy się sceptycyzm, podstawa prawdziwej religii i zarazem podstawa Prawdy często jest kwestionowana nawet przez ludzi szczerych. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby tę podstawę, Słowo Boże, na której powinna się opierać wszelka wiara, ukazać w stopniu wystarczającym do wzbudzenia zaufania i pewności względem jego świadectwa, nawet u niewierzącego. Staraliśmy się to wyjaśnić odwołując się do rozumu i w sposób, który rozum mógłby uznać za podstawę. Następnie staraliśmy <str. 11> się budować na tej podstawie nauki Pisma Świętego w taki sposób, aby, o ile to możliwe, czysto ludzki osąd mógł zbadać i zrozumieć różne aspekty owej podstawy w świetle najściślejszych zasad sprawiedliwości, które tenże osąd może nakazać.

Niniejszą pracę publikuje się z wiarą, że Pismo Święte objawia logiczny i harmonijny plan, który, gdy się go zrozumie, musi wydać się słusznym każdemu uświęconemu sumieniu. Publikujemy ją też w nadziei udzielenia pomocy badaczom Słowa Bożego przez podanie pewnych myśli pozostających w zgodzie z sobą i z natchnionym Słowem. Ci wszyscy, którzy traktują Biblię jako objawienie Boskiego planu, a do tych się szczególnie zwracamy, zgodzą się niewątpliwie ze zdaniem, że jeśli jest ona natchniona przez Boga, to jej nauki jako całość muszą ujawniać plan harmonijny i logiczny sam w sobie, a także zgodny z charakterem Boskiego Autora. Naszym celem, jako poszukiwaczy Prawdy, powinno być osiągnięcie poznania zupełnego, całkowicie spójnego Boskiego planu. Jako dzieci Boże osiągnięcia tego celu możemy się słusznie spodziewać, zgodnie z daną obietnicą, iż duch Prawdy wprowadzi nas we wszelką Prawdę – Jan 16:13.

Jako szukający Prawdy mamy do wyboru dwie metody jej poznania. Jedna polega na czynieniu poszukiwań pośród wszystkich poglądów oferowanych przez rozmaite grupy religijne i wyławianiu z każdej tych elementów, które uznamy za prawdę. Byłaby to praca bez końca. Trudności, jakie napotkalibyśmy posługując się tą metodą, wynikałyby z naszego wypaczonego i tendencyjnego osądu lub różnorodnych uprzedzeń – a kto im nie podlega? Otóż trudności te uniemożliwiłyby poprawną selekcję i moglibyśmy wybrać błąd, a odrzucić Prawdę. Ponadto, gdybyśmy przyjęli tę metodę, dużo byśmy stracili, ponieważ Prawda wzmaga się jak światłość jasna, która im dalej tym bardziej świeci, aż do dnia doskonałego, przyświecając tym, którzy jej poszukują i chodzą w jej świetle. Tymczasem rozmaite kreda licznych religii są ustalone i niezmienne, takie, jakie były wtedy, kiedy powstawały wiele stuleci temu. Różne te wyznania wiary muszą zawierać wiele błędów, <str. 12> ponieważ każde z nich różni się znacznie od pozostałych. Ta metoda doprowadziłaby do labiryntu dezorientacji i zamętu. Druga metoda polega na pozbyciu się wszelkich uprzedzeń i pamiętaniu o tym, iż nikt obecnie nie może się dowiedzieć więcej o planach Boga, niż On objawił w swoim Słowie, i o tym, że objawił je cichym i pokornego serca. Jedynie w takim duchu możemy gorliwie i szczerze starać się o kierownictwo i wskazówki Słowa, a ów wielki Autor będzie nas prowadził do zrozumienia – w miarę nastawania właściwego na zrozumienie czasu – poprzez nasze korzystanie z różnych pomocy dostarczonych przez Niego. Por. Efez. 4:11-16.

Książka ta jest właśnie przeznaczona jako pomoc dla takich badaczy. Da się zauważyć, że powołuje się wyłącznie na Pismo Święte, uwzględniając historię świecką o tyle, o ile może ona potwierdzić wypełnienie się oświadczeń Pisma Świętego. Do świadectwa współczesnych teologów nie przykładano żadnej wagi, a dowody tak zwanych ojców kościoła pominięto. Wielu z nich dawało świadectwo zgodne z opiniami tu wyrażonymi. Uważamy jednak, iż błędne jest powszechne przekonanie doby dzisiejszej i przeszłości polegające na wierzeniu w pewne doktryny, dlatego że inni, do których mamy zaufanie, w nie wierzyli. Jest to wyraźny powód wielu błędów, w które wielu zacnych ludzi uwierzyło, i których nauczało z czystym sumieniem (Dz. Ap. 26:9). Poszukiwacze Prawdy powinni opróżnić swe naczynia z błotnistych wód tradycji i napełnić je u źródła Prawdy, czyli Słowa Bożego. Nie należy przywiązywać wagi do jakiejkolwiek nauki religijnej, jeśli nie prowadzi ona poszukującego Prawdy do owego źródła.

Dzieło, które wydajemy, jest za mało obszerne nawet wówczas, gdy pragnie się jedynie ogólnie i pospiesznie zbadać całą Biblię. Zdając sobie jednak sprawę z pośpiechu naszych czasów, staraliśmy się ująć przedmiot tak zwięźle, jak na to pozwalała jego ważność.

Zainteresowanemu badaczowi chcielibyśmy powiedzieć, że bezużytecznym byłoby pobieżne jedynie przeczytanie tej książki z nadzieją dostrzeżenia w niej mocy i harmonii prezentowanego <str. 13> planu i dowodów Pisma Świętego. Staraliśmy się od początku do końca przedstawić różne fragmenty Prawdy, nie tylko w języku, lecz także w porządku, jaki pozwoliłby wszystkim grupom Czytelników jasno zrozumieć wykładany przedmiot i ogólny plan. Jeżeli każda dziedzina nauki, aby ją móc ocenić, wymaga gruntownych i systematycznych studiów, tym bardziej wymaga ich nauka o Boskim objawieniu. W odniesieniu do niniejszej książki takie starania są podwójnie konieczne. Jest ona bowiem nie tylko rozprawą na temat Prawd Boskiego objawienia, lecz dodatkowo badaniem tego przedmiotu z zupełnie innego, o ile wiemy, punktu widzenia niż w jakimkolwiek innym dziele. Nie uważamy za niewłaściwe poruszenie licznych tematów zazwyczaj pomijanych przez chrześcijan, takich jak przyjście naszego Pana czy proroctwa i symbolika Starego i Nowego Testamentu. Nie powinno się przedstawiać ani akceptować żadnego systemu teologicznego, który nie zwraca uwagi na najznaczniejsze zagadnienia nauki Pisma Świętego lub je pomija. Tym niemniej mamy nadzieję, iż Czytelnik dostrzeże różnicę między poważnym, rzeczowym, pełnym czci badaniem proroctw i innych ksiąg Pisma Świętego w świetle faktów historycznych już zaistniałych, badaniem w celu uzyskania wniosków, jakie może przyjąć uświęcony zdrowy rozsądek, a pospolitą praktyką ogólnikowej spekulacji, która zastosowana w odniesieniu do Boskich proroctw bardzo łatwo puszcza wodze fantazji i urojeń. Kto popada w ten zły nawyk, ten staje się zazwyczaj “prorokiem” (?) zamiast badaczem proroctw.

Nie ma pracy szlachetniejszej i bardziej uszlachetniającej niż pełne czci studiowanie objawionych celów Boga, “rzeczy, w które sami aniołowie wejrzeć pragną” (1 Piotra 1:12 NB). Mądrość Boża dostarczyła proroctw traktujących o przyszłości i oświadczeń odnoszących się do teraźniejszości oraz przeszłości. Fakt ten sam przez się jest ze strony Jahwe naganą za głupotę tych Jego dzieci, które usprawiedliwiając swą niewiedzę i zaniedbanie w badaniu Jego Słowa, mówią: “Wystarczy piąty rozdział Mateusza, aby każdy człowiek mógł być zbawiony”. <str. 14> Nie powinniśmy też sądzić, że proroctwa dane były jedynie po to, by zaspokoić ciekawość względem przyszłości. Celem proroctw jest zaznajomienie poświęconego dziecka Bożego z planami Ojca i tym samym pozyskanie jego zainteresowania oraz sympatii dla tych planów oraz umożliwienie mu obserwowania zarówno teraźniejszości, jak i przyszłości z Boskiego punktu widzenia. Zainteresowane więc dziełem Pańskim dziecko Boże może służyć duchem i zrozumieniem, nie tylko jako sługa, lecz także jako dziecko i dziedzic. Objawiając takim osobom to, co nastąpi, proroctwo przeciwdziała obecnym złym wpływom. Skutkiem starannego badania nie może być nic innego, jak wzmocnienie wiary i pobudzenie do świętości.

Każdy wrażliwy umysł, oszukiwany przez świat pogrążony w niewiedzy o Bożym planie uzdrowienia go z grzechu, przez świat znajdujący się pod wpływem fałszywego przekonania, że nominalny kościół w swym obecnym stanie jest jedynym pośrednikiem w osiąganiu tego celu, po głoszeniu Ewangelii przez prawie dziewiętnaście stuleci, powinien zostać pobudzony do wątpliwości. A takich wątpliwości nie przezwycięża się łatwo bez pomocy Prawdy. W rzeczywistości dla każdego myślącego obserwatora jedna z dwóch rzeczy musi być oczywista: albo kościół popełnił wielki błąd, sądząc, że w tym wieku oraz w obecnym stanie jego zadaniem jest nawrócenie świata, albo plan Boga jest nieudanym przedsięwzięciem. Wobec takiej alternatywy, co przyjmujemy za Prawdę? Wielu przyjęło, i bez wątpienia wielu jeszcze przyjmie pogląd drugi, powiększając tym samym otwarcie bądź skrycie szeregi niedowiarstwa. Jednym z celów niniejszej książki jest pomoc dla tych, którzy upadają w ten sposób, uczciwie się do tego przyznając.

Na stronie 16 przedstawiamy tablicę opublikowaną w Londynie przez Londyńskie Towarzystwo Misyjne, a następnie w Stanach Zjednoczonych przez Prezbiteriańską Radę Misyjną Kobiet, pod nagłówkiem: “Milczące wezwanie w imieniu zagranicznych misji”. Owa tablica przedstawia smutny obraz ciemnoty i nieznajomości jedynego imienia danego pod niebem ludziom, <str. 15> przez które mogą być zbawieni.

The Watchman, gazeta chicagowska organizacji Y.M.C.A.1, opublikowała ten sam diagram i tak go skomentowała:

1. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej (Young Men's Christian Association)

“Wyobrażenia niektórych o duchowym stanie świata są bardzo mgliste i niesprecyzowane. Słyszymy o chlubnym dziele przebudzenia w kraju i za granicą, o niedawnych wysiłkach misyjnych, o tym, jak jeden kraj po drugim otwiera się na przyjęcie Ewangelii, i o wielkich kwotach pieniężnych poświęconych na jej rozpowszechnianie. I zdaje się, iż czynione są odpowiednie wysiłki w celu ewangelizowania narodów ziemi. Obecnie2 ludność świata oblicza się na 1 424 000 000.Jednak studiując diagram, zauważamy, że więcej niż połowę, prawie dwie trzecie ludności stanowią zupełni poganie, a pozostali są w większości naśladowcami Mahometa bądź członkami wielkich odstępczych kościołów, których religia jest praktycznie schrystianizowanym bałwochwalstwem. O tych kościołach prawie nie można powiedzieć, że są wierne Ewangelii Chrystusowej i nauczają jej. Nawet gdy chodzi o sto szesnaście milionów nominalnych protestantów, to musimy pamiętać, jak wielka ich liczba w Niemczech, Anglii i Stanach Zjednoczonych popadła w niewiarę, w ciemność głębszą niż pogaństwo, jeśli to możliwe. Wielu zostało zaślepionych przez różne przesądy lub skrajną niewiedzę. Tak więc gdy osiem milionów Żydów wciąż odrzuca Jezusa z Nazaretu, i kiedy więcej niż trzysta milionów tych, którzy noszą Jego imię, odstąpiło od Jego nauk, sto siedemdziesiąt milionów innych kłania się Mahometowi, a większość pozostałych ludzi do dnia dzisiejszego czci rzeczy martwe, swoich przodków, nieżyjących bohaterów lub samego diabła. Wszyscy na różne sposoby czczą stworzenia i służą im zamiast Stworzycielowi, który jest na wieki błogosławionym Bogiem wszystkich. Czy to nie wystarcza, by zasmucić serca myślących chrześcijan?”

2. Pisane w 1886 r.

Naprawdę smutny to obraz. I choć odcienie diagramu pokazują różnice między poganami, Mahometanami i Żydami, wszyscy oni pozostają w zupełnej nieświadomości odnośnie Chrystusa. Niektórzy w pierwszej chwili mogliby przypuścić, że wyrażony tu pogląd na temat liczby chrześcijan na świecie jest zbyt ciemny i raczej przesadzony, my jednak uważamy inaczej. <str. 16>

Tablica
Ukazująca podział ludzkości
pod względem wyznawanej religii

 

 

 

 

 

 

Poganie
856 mln

Mahometanie
170 mln

Żydzi
8 mln

Rzymsko-katolicy
190 mln

Grecko-katolicy
84 mln

Protestanci
116 mln

<str. 17>

Przedstawia on nominalne chrześcijaństwo w możliwie najjaśniejszych kolorach. Na przykład owe sto szesnaście milionów zanotowane jako protestanci, daleko przewyższa prawdziwą ich liczbę. Zdaje się, że cyfra szesnastu milionów lepiej określiłaby liczbę aktywnych dorosłych członków kościoła, a przyjęcie jednego miliona byłoby, obawiamy się, zbyt wygórowaną liczbą dla “Maluczkiego Stadka”, owych “uświęconych w Chrystusie Jezusie”, “którzy nie według ciała chodzą, ale według ducha”. Należy pamiętać, że znaczną część liczby członków kościoła stanowią dzieci i niemowlęta, zawsze brane pod uwagę przy obliczeniach. Dotyczy to szczególnie wielu krajów europejskich, gdzie dzieci są uważane za członków kościoła już od niemowlęctwa.

Choć prezentowany obraz wydaje się ciemny, nie jest on najciemniejszym z obrazów przedstawiających upadłą ludzkość. Powyższa tablica wyobraża jedynie obecne pokolenie. Gdy zastanowimy się nad tym, że w ciągu sześciu tysięcy lat żyły na powierzchni ziemi i przeminęły ogromne rzesze ludzi, z których prawie wszyscy byli pogrążeni w takiej samej nieświadomości i w grzechu, jakże ciemny staje się ten obraz! Rozpatrywany z powszechnego punktu widzenia jest w istocie straszny.

Różne wyznania naszych czasów uczą, że owe miliardy ludzi, nieświadome jedynego imienia pod niebem, przez które możemy być zbawieni, znajdują się na prostej drodze wiodącej do wiecznych mąk. Uczą też, że wszystkich ze stu szesnastu milionów protestantów, z wyjątkiem może kilku świętych, czeka ten sam los. Nic więc dziwnego, że ci, którzy wierzą w takie straszne rzeczy o planach i celach Jahwe, są gorliwi w popieraniu przedsięwzięć misyjnych. Dziwi tylko fakt, że wobec tego nie są oni bliscy rozpaczy. Taka bowiem wiara i takie wnioski pozbawiłyby życie każdej przyjemności i pogrążyłyby w mroku każdy jasny obraz natury.

Aby potwierdzić, że nie przedstawiliśmy fałszywie “ortodoksyjnych” poglądów na temat losu pogan, zacytujmy fragment ze wspomnianej już broszury pt. “Milczące wezwanie <str. 18> w imieniu zagranicznych misji”, w której została opublikowana przedstawiona tablica. Końcowe zdanie brzmi: “Głoście Ewangelię wielkim rzeszom ludzkim za granicą – miliardowi dusz, umierających w rozpaczy bez Chrystusa w liczbie stu tysięcy osób dziennie”.

Choć ta perspektywa z punktu widzenia ludzkich wyznań jest przygnębiająca, Pismo Święte ukazuje pogodniejszy obraz, a jego przedstawienie jest celem niniejszej książki. Pouczeni Słowem nie uwierzymy więcej, że Boski plan zbawienia jest takim nieudanym pomysłem lub by takim miał się okazać. Zakłopotane dziecko Boże z ulgą dostrzeże, iż prorok Izajasz przepowiada taki właśnie stan rzeczy i jego poprawę, mówiąc: “Bo oto ciemność okrywa ziemię i mrok narody, lecz nad tobą zabłyśnie Pan, a jego chwała ukaże się nad tobą. I pójdą narody (poganie) do twojej światłości” (Izaj. 60:2, 3 NB). W zacytowanym proroctwie ciemność rozświetlona jest tęczą obietnicy: “I pójdą narody [wszelkie narody żyjące na ziemi] do twojej światłości”.

Przyczyny niedoli i ciemności trwających na świecie oraz znikomy rozwój Prawdy przez wieki stanowiły dla Kościoła tajemnicę. Świat zna i odczuwa swój stan. Ciemność owa jest równie namacalna, jak ta, która spowiła Egipt. Na potwierdzenie tego przytoczmy punkt widzenia zawarty w poniższym wierszu zamieszczonym w jednej z gazet filadelfijskich. Zwątpienie i przygnębienie, pogłębione przez sprzeczności między różnymi wyznaniami, nie zniknęły z umysłu autora, rozproszone przez promienie Boskiej Prawdy pochodzącej bezpośrednio ze Słowa Bożego:

Życie! Ta tajemnica! Któż powie bez kpiny,

Co za pożytek ma Bóg z owej nędznej gliny?

Jego ręka genialna, lepszych tworzyw warta,

Uformowała ciało – w nim rozum i dusza, i wola uparta:

Zrodzone, by umrzeć; śmierć – nieuniknione przeznaczenie;

Dokąd, ach, dokąd szybko ucieka życiodajne tchnienie?

Nikt z rzeszy tej, tak licznej i wielkiej,

Kto żył i umarł, i cierpiał zło wielkie, <str. 19>

Nigdy nie wrócił Boże wyjawić zamiary

I odkryć przyszłość skrytą, ten cel naszej wiary.

Niech z naszej drogi znikną złej niewiedzy cienie,

Błagamy Boże! Światła daj nowe promienie;

Niech jasne zrozumienie zastąpi nam wiarę,

Niech światłość jasna szybko nocy zwalczy marę,

Zwątpienie nasze, drżący strach i niepokoje,

Myśli, co przesłaniają wszelkie dary Twoje.

Ów lotny umysł, który prawd z odwagą szuka,

Więcej do drzwi sekciarskich szkół już nie zapuka,

Bo odrzuca dogmaty, co dniem naszym rządzą,

I spętawszy rozsądek, w mroku swych spraw błądzą.

Staramy się, O, Panie, poznać Twą istotę,

Nasze miejsce przy Tobie, cząstkę którą potem,

Przyjdzie nam spełnić w wielkim dziele planu Twego,

Gdzie spotyka się Stwórca i człowiek – twór Jego.

Podnieś zasłonę, która wzrok zaciemnia, Panie,

Rozkaż raz jeszcze światu: “Niech się światłość stanie”

I objaw, Panie, wielki sekret tronu Twego,

Bo w ciemności szukamy – błądząc – nieznanego.

Na to odpowiadamy:

Tajemnica odkryta – wnet powie bez kpiny,

Jaką radość ma Pan Bóg z owej nędznej gliny,

W którą ręka genialna, godna lepszych tworzyw

Umysł i wolę wlała – wierny obraz Boży.

Z śmierci drugie zrodzenie wyzwoli nas z lochu

I złamie wyrok, że ma “wrócić proch do prochu”.

Bo Ten Jedyny z ludu zastępów wielkiego,

Który żył, zmarł i doznał cierpienia wszelkiego,

On to powstając Boski potwierdził nam plan

Tę przyszłość, jaką dla nas gotuje nasz Pan.

Jego słowo usuwa złej niewiedzy cienie

I światłości odkrywa wspaniałe promienie,

Tak jak widzenie pewne, lecz dane przez wiarę;

Światłość ta szybko nocy już rozprasza marę,

Zwątpienie nasze, drżący strach i niepokoje,

Myśli, co przesłaniają wszelkie dary Twoje.

Ten lotny umysł, który prawd z odwagą szuka,

Więcej do drzwi sekciarskich szkół już nie zapuka,

Bo odrzuca dogmaty, co dniem naszym rządzą <str. 20>

I spętawszy rozsądek, w mroku swych spraw błądzą,

Możemy teraz, Panie, poznać Twą istotę,

Nasze miejsce przy Tobie, cząstkę, którą potem

Przyjdzie nam spełnić w wielkim dziele planu Twego,

Gdzie spotyka się Stwórca i człowiek – twór Jego.

Podnosi się zasłona, odkrywa w całości

Przed tymi, którzy kroczą w niebiańskiej światłości,

Chwalebną tajemnicę Najwyższego tronu,

Dziś jawną, lecz przez wieki nie znaną nikomu.

Takie właśnie błogosławieństwo spływa na świat przez uwidacznianie się Boskiego celu i otwieranie się Słowa Bożego. Wierzymy, że niniejsza praca jest częścią tego błogosławieństwa i objawienia.

Każdy, kto zechce zrezygnować ze wszystkich ludzkich spekulacji, a czas poświęcić na badanie Pisma Świętego, nie wyłączając rozumowania, do którego Bóg nas zachęca (Izaj. 1:18)3, niewątpliwie dojdzie do wniosku, że na niebiosach rozciąga się błogosławiona tęcza obietnicy. Błędne jest mniemanie, że osoby nie posiadające wiary i wynikającego z niej usprawiedliwienia, mogą jasno zrozumieć Prawdę. Prawda nie jest dla takich. Psalmista bowiem mówi: “Światłości (Prawdy) nasiano sprawiedliwemu” (Ps. 97:11 BG). Dziecko Boże ma pochodnię, której światło w wielkim stopniu rozprasza ciemność na drodze. “Słowo twe jest pochodnią nogom moim, a światłością ścieżce mojej” (Ps. 119:105 BG). Ale ta ścieżka jest jedynie “ścieżką sprawiedliwych”, która “jako światłość jasna (...) im dalej tym bardziej świeci, aż do dnia doskonałego” (Przyp. 4:18 BG). Nikt nie jest rzeczywiście sprawiedliwy: “Nie ma ani jednego sprawiedliwego” (Rzym. 3:10 NB). Ci, których dotyczą te słowa psalmu, są “usprawiedliwieni z wiary”. Jedynie oni cieszą się przywilejem chodzenia drogą, na której światło coraz jaśniej świeci, aby mogli dostrzec nie tylko obecne wypełnianie <str. 21> się planu Boga, lecz także to, co nastąpi później. Chociaż prawdą jest, że ścieżka każdego wierzącego jest oświetlona, to jednak szczególne zastosowanie powyższego oświadczenia odnosi się do sprawiedliwych (usprawiedliwionych) jako klasy. Patriarchowie, prorocy, apostołowie i święci przeszłości i teraźniejszości kroczyli we wzrastającym świetle tej ścieżki. Światło to będzie się dalej wzmagać, poza teraźniejszość – “aż do dnia doskonałego”. Jest to jedna ciągła ścieżka i jedno nieprzerwanie świecące i wzmagające się światło Boskiego świadectwa, rozjaśniające się w miarę nastawania właściwego czasu.

3. Izaj. 1:18 wg KJ: “Chodźcie, rozsądźmy”.

A więc “radujcie się sprawiedliwi w Panu”, oczekując wypełnienia się tej obietnicy. Wielu ma jednak tak słabą wiarę, że nie szuka więcej światła. Z powodu niewierności i obojętności Bóg dozwala im pozostawać w mroku, choć mogliby chodzić w coraz większym świetle.

Duch Boży dany Kościołowi po to, aby wprowadzał jego członków w Prawdę, weźmie z rzeczy zapisanych i ukaże je nam. Nie potrzebujemy niczego, co nie jest zapisane, bowiem Pismo Święte może uczynić nas mądrymi ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa – 2 Tym. 3:15.

Choć ciągle jeszcze jest prawdą, że “ciemność okrywa ziemię i mrok narody”, to jednak świat nie pozostanie na zawsze w tych warunkach. Mamy zapewnienie, iż “przychodzi poranek” (Izaj. 21:12 BT). I jak Bóg sprawia, że naturalne słońce świeci nad sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi, tak i w Dniu Tysiąclecia Słońce Sprawiedliwości będzie świecić dla korzyści całego świata i ono “ujawni to, co ukryte w ciemności” (1 Kor. 4:5 NB). Ono też rozproszy szkodliwe opary zła, przynosząc życie, zdrowie, pokój i radość.

Spoglądając w przeszłość zauważamy, że światło i wówczas świeciło, ale słabo. Niewyraźne i niezrozumiałe były obietnice dawnych wieków. Dane Abrahamowi i innym a figuralnie przedstawione w Zakonie oraz ceremoniach cielesnego Izraela, <str. 22> były jedynie cieniami i dawały mgliste pojęcie o wspaniałych i chwalebnych zamysłach Boga. W czasach Jezusa światło się wzmogło i przybrało na sile. Oczekiwano wtedy, że Bóg ześle wyzwoliciela, który wybawi Izrael od jego nieprzyjaciół, uczyni go najważniejszym narodem, a następnie użyje za swego przedstawiciela w dziele błogosławienia wszystkich narodów. Wymagania danej temu narodowi oferty dziedzictwa w Królestwie Bożym były tak odmienne od jego dotychczasowych oczekiwań, perspektywy osiągnięcia wielkości klasy wybieranej, analizowane z zewnętrznego, ludzkiego punktu widzenia, były tak nieprawdopodobne, że wszyscy z wyjątkiem niewielu byli ślepi na ogłaszane poselstwo. Zaślepienie i wrogość wobec głoszonego poselstwa wzrosły, gdy w procesie realizacji Boskiego planu nastał czas właściwy na rozszerzanie poselstwa i zaproszenie do uczestnictwa w obiecanym Królestwie każdego stworzenia pod niebem, które przez postęp w wierze zostanie uznane za dziecko wiernego Abrahama oraz za dziedzica uczynionej mu obietnicy.

A kiedy po dniu Pięćdziesiątnicy Ewangelia, której nauczał Jezus, stała się zrozumiała, Kościół dostrzegł, iż błogosławieństwa dla świata miały mieć charakter trwały, a wypełnienie tego celu wymagało, by owo Królestwo było duchowe i składało się z prawdziwych Izraelitów, “Maluczkiego Stadka”, wybranych zarówno z Żydów, jak i z pogan, wywyższonych do duchowej natury i mocy. Czytamy zatem, że Jezus żywot i nieśmiertelność na jaśnię wywiódł przez Ewangelię (2 Tym. 1:10). Od czasów Jezusa mamy więcej światła, co zresztą Pan przepowiedział, mówiąc: “Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę (...) i co ma przyjść, wam oznajmi” (Jan 16:12, 13 NB).

Gdy jednak zasnęli apostołowie, większość członków Kościoła zaczęła zaniedbywać tę pochodnię i zwracać się do ludzkich nauczycieli <str. 23> z prośbą o kierownictwo. Nauczyciele owi, nadęci i pyszni, przywłaszczyli sobie tytuły i urzędy i zaczęli panować nad dziedzictwem Bożym. Następnie stopniowo rozwinęła się specjalna klasa zwana “duchowieństwem”, która uważała siebie, i była uważana przez innych za właściwych przewodników w sprawach wiary i praktyki, obok Słowa Bożego. I tak z biegiem czasu, wskutek nienależnego szacunku dla omylnych ludzi, i lekceważenia Słowa nieomylnego Boga, rozwinął się wielki system papieski.

Następstwa lekceważenia Prawdy były bardzo poważne. Jak powszechnie wiadomo, zarówno kościół, jak i świat cywilizowany, zostały prawie zupełnie zniewolone przez ów system i nakłonione do oddawania czci tradycji i wyznaniom ludzkim. Dopiero Reformacja – ów wielki ruch i błogosławiony – wyzwoliła świat z tej niewoli i odzyskała dostęp do Biblii. Bóg wzbudził odważnych obrońców swojego Słowa. Należeli do nich Luter, Zwingli, Melachton, Wiklif, Knox, i inni. Zwrócili oni uwagę na fakt odrzucenia Biblii przez papiestwo i zastąpienie jej dekretami i dogmatami kościoła. Wytknęli też kilka błędnych nauk i praktyk, dowodząc, iż wywodziły się one z tradycji, były sprzeczne z prawdą i niezgodne ze Słowem Bożym. Reformatorzy i ich zwolennicy zostali nazwani protestantami, gdyż zaprotestowali przeciwko papiestwu i twierdzili, że Słowo Boże jest jedyną poprawną regułą wiary i praktyki. Wiele wiernych dusz w dniach Reformacji kroczyło w światłości, jaka wówczas świeciła. Ale od tamtych czasów protestanci zrobili niewielki postęp, bo zamiast chodzić w światłości, zgromadzili się wokół swoich ulubionych wodzów, nie pragnąc zrozumieć więcej niż owi wodzowie. Z niewielką miarą Prawdy, a z wielką ilością błędów wyniesionych z kościoła – “matki”, zakreślili granice postępu na drodze Prawdy, otaczając się murem. Większość chrześcijan zabobonnie czci wyznania wiary sformułowane w ten sposób, sądząc, że o Boskim planie nie <str. 24> można dowiedzieć się więcej niż wiedzieli reformatorzy.

To błędne przekonanie kosztowało wiele, ponieważ mimo odzyskania wówczas z rumowiska błędów niektórych ważnych prawd, wciąż przecież istnieją pewne prawdy, prawdy na czasie, stale odkrywane, których jednak ci chrześcijanie są pozbawieni z powodu wyznaniowych ograniczeń. Zilustrujmy to na konkretnym przykładzie. W czasach Noego prawdą, wymagającą wiary ze strony osób chcących wtedy kroczyć w światłości, było to, że nastanie potop, o czym ani Adam, ani inni ludzie nie wiedzieli. Głoszenie dzisiaj o mającym rzekomo nastąpić potopie nie byłoby prawdą. Jest jednak wiele innych prawd właściwych naszym czasom, które są nam ujawniane i stają się prawdami na czasie. Jeśli będziemy kroczyć w światłości, poznamy je. Tak więc jeśli posiadamy wyłącznie tę światłość, jaka świeciła setki lat temu, pozostajemy w ciemności.

Słowo Boże jest wielkim spichrzem pełnym pokarmu dla wszystkich złaknionych pielgrzymów, zdążających ścieżką światła. Dla dzieci jest w nim mleko, a dla dorosłych – pokarm twardy (1 Piotra 2:2; Hebr. 5:14). Prócz tego, spichrz ten mieści w sobie pokarm właściwy dla różnych okresów i okoliczności. Jezus powiedział, że we właściwym czasie wierny szafarz udzieli ze spichrza odpowiedniego pokarmu – nowych i starych rzeczy – dla domowników wiary (Łuk. 12:42; Mat. 13:52). Takich rzeczy nie można by wynieść z żadnego sekciarskiego wyznania. W każdym z nich można by znaleźć nieco starych i dobrych rzeczy, ale żadnej nowej. Prawda zawarta w wierzeniach rozmaitych sekt jest tak pokryta błędem i tak z nim zmieszana, że jej wrodzone piękno i rzeczywista wartość są niezauważalne. Te różne wyznania stale pozostają ze sobą w konflikcie i rozbieżności. I ponieważ każde z nich twierdzi, że opiera się na Biblii, pomieszanie pojęć i widoczna niezgoda są przypisywane Słowu Bożemu. To dało początek powszechnie znanemu przysłowiu: “Biblia jest jak stare skrzypce, na których można zagrać każdą melodię”. <str. 25>

Powiedzenie to bardzo dobrze odzwierciedla niewiarę naszych czasów. Jest ona spowodowana fałszywym przedstawieniem charakteru Boga i Jego Słowa przez ludzką tradycję, któremu towarzyszy wzrost inteligencji, która nie chce dłużej hołdować ślepocie i zabobonnej czci dla opinii wyrażanych przez takich samych ludzi, i domaga się uzasadnienia tej nadziei, jaką posiadamy. Wierny badacz Słowa zawsze będzie w stanie podać powód swojej nadziei. Tylko Słowo Boże może uczynić człowieka mądrym i jest pożyteczne do nauczania, do przekonywania, “aby człowiek Boży był doskonały, (...) dostatecznie wyćwiczony” (1 Piotra 3:15; 2 Tym. 3:15-17 BG). Tylko ten jeden spichlerz zawiera niewyczerpane zapasy starych i nowych rzeczy – pokarm na czas właściwy dla domowników wiary. Z pewnością nikt, kto wierzy oświadczeniu Pisma Świętego, mówiącemu: “Ale ścieżka sprawiedliwych jako światłość jasna, która im dalej tym bardziej świeci, aż do dnia doskonałego”, nie będzie twierdził, że ten doskonały dzień nastał w czasach Lutra. A jeśli nie nastał, dobrze czynimy, strzegąc naszej lampy jako światła, które “świeci w ciemnym miejscu (...) AŻ DZIEŃ ZAŚWITA” – 2 Piotra 1:19 BT.

Nie wystarcza jednak fakt, że znajdujemy się na ścieżce światła. Musimy “chodzić w światłości”, stale czynić postępy, w przeciwnym razie światło, które się nie zatrzymuje, minie nas i zostawi w ciemności. Trudność polega na tym, iż wielu, rezygnując z postępowania w stronę światła, ustaje. Czytelniku, weź do ręki konkordancję i sprawdź wersety, w których występują słowa siedzieć i stać, potem porównaj je z wersetami, w których występują słowa chodzić i biec, a dojdziesz do wniosku, że istnieje wielka różnica: Jest w nich mowa o ludziach “siedzących w ciemnościach” i z “naśmiewcami”, o staniu na drodze grzesznych, lecz jest też mowa o tych, co “chodzą w światłości” i “biegną po nagrodę” (Izaj. 42:7; Ps. 1:1; Hebr. 12:1).

Pełnia wiedzy nie została osiągnięta w przeszłości, ale należy do przyszłości – ufamy, że do bardzo bliskiej przyszłości. Dopóki tego faktu nie uznamy, nie będziemy przygotowani do tego, by ocenić i oczekiwać na dalsze odkrywanie się planu naszego <str. 26> Ojca. To prawda, że ciągle udajemy się do słów proroków i apostołów, aby uzyskać wszelkie informacje na temat teraźniejszości i przyszłości. Czynimy to nie dlatego, że oni zawsze lepiej niż my rozumieli Boskie plany i cele, lecz dlatego, że Bóg używał ich jako swych rzeczników aby przekazać nam i całemu Kościołowi Wieku Chrześcijańskiego prawdę związaną z Jego planem, gdy tylko stawać się ona będzie prawdą na czasie. Ten fakt jest dostatecznie dowiedziony przez apostołów. Paweł mówił, iż Bóg oznajmił Kościołowi chrześcijańskiemu tajemnicę swej woli, którą sam powziął i której nigdy przedtem nie ujawnił, choć ją przekazał w niejasnych wypowiedziach, których nie można było zrozumieć przed nastaniem czasu właściwego, tak aby oczy naszego zrozumienia mogły być otwarte na ocenienie “wysokiego powołania” przeznaczonego wyłącznie dla wierzących Wieku Chrześcijańskiego (Efez. 1:9, 10, 17, 18; 3:4-6). To pokazuje nam jasno, że ani prorocy, ani aniołowie nie rozumieli znaczenia wypowiadanych proroctw. Piotr mówi, że gdy niecierpliwie wypytywali się o ich znaczenie, Bóg im odpowiadał, iż prawdy ukryte w proroctwach nie były dla nich przeznaczone, ale dla nas, żyjących w Wieku Chrześcijańskim. Piotr upomina też Kościół, by miał nadzieję, że otrzyma dalszą łaskę (względy, błogosławieństwa) w tym względzie, że zrozumie jeszcze więcej z Boskich planów (1 Piotra 1:10-13; Dan. 12:8, 9).

Jest oczywiste, że choć Jezus obiecał, iż Kościół będzie wprowadzony we wszelką prawdę, to jednak jej odkrywanie miało być stopniowe. Choć Kościół w czasach apostołów był wolny od licznych błędów, które rozmnożyły się w papiestwie i pod jego wpływem, nie sądzimy jednak, by Kościół pierwotny rozumiał plan Boga tak głęboko i jasno, jak to jest dzisiaj możliwe. Wynika też z Pisma Świętego, iż nie wszyscy apostołowie w jednakowym stopniu rozumieli Boski plan, mimo, iż wszystkie ich pisma były pisane pod kierunkiem i natchnieniem Bożym, tak samo jak słowa proroków. W celu zilustrowania istniejących wówczas różnic w zakresie wiedzy, przypomnijmy chwilowe niezdecydowanie Piotra i innych apostołów z wyjątkiem <str. 27> Pawła, gdy zaczęto głosić Ewangelię wśród pogan (Dz. Ap. 10:28; 11:1-3; Gal. 2:11-14). Niepewność Piotra wyraźnie kontrastowała z pewnością Pawła, którą ten ostatni czerpał ze słów proroków, Boskiego postępowania w przeszłości i udzielonych mu bezpośrednich objawień.

Paweł miał najwyraźniej bogatsze objawienia niż inni apostołowie. O tych objawieniach nie wolno mu było informować Kościoła ani też wyraźnie i w pełni przedstawić ich innym apostołom (2 Kor. 12:4; Gal. 2:2). A jednak widzimy, że owe wizje i objawienia dane Pawłowi miały wielkie znaczenie dla całego Kościoła. Choć nie wolno mu było powiedzieć, co widział, ani wyjawić szczegółów wszystkich znanych mu tajemnic Bożych, które odnosiły się do “przyszłych wieków”, jednak to, co widział, nadało mocy, subtelności i głębi znaczeniu jego słów, które w świetle późniejszych faktów, proroczych wypełnień i kierownictwa ducha, jesteśmy w stanie ocenić pełniej niż mógł to uczynić wczesny Kościół.

Aby potwierdzić powyższe stwierdzenie przypominamy, co mówi ostatnia księga Biblii – Objawienie, napisane około 96 r. n. e. Słowa wprowadzające oznajmiają, iż księga ta jest szczególnym objawieniem rzeczy, które wcześniej nie były rozumiane. To stanowczo dowodzi, iż do tego przynajmniej czasu Boski plan nie był jeszcze w pełni objawiony. Nie była też owa księga w pełni tym, na co wskazuje jej nazwa – odkryciem, OBJAWIENIEM, aż do naszych czasów. Przypuszczalnie nikt nie rozumiał żadnej z części owej księgi w czasach wczesnego Kościoła. Nawet Jan, który oglądał opisane wizje, prawdopodobnie nie rozumiał ich znaczenia. Był on zarówno prorokiem, jak i apostołem. I o ile jako apostoł rozumiał i nauczał tego, co było wówczas “pokarmem na czas słuszny”, to jako prorok, mówił o rzeczach, które miały dostarczyć “pokarmu” na czasie dla domowników wiary w przyszłości.

W Wieku Chrześcijańskim niektórzy święci studiując tę symboliczną księgę usiłowali zrozumieć przyszłość Kościoła. I bez wątpienia wszyscy, którzy ją czytali i zrozumieli choć część jej nauk, byli błogosławieni zgodnie z daną obietnicą <str. 28> (Obj. 1:3). Dla takich owa księga coraz bardziej się otwierała, a w dniach Reformacji dla Lutra stanowiła ważną pomoc w stwierdzeniu, iż papiestwo, którego był sumiennym duszpasterzem, było istotnie wspominanym przez apostoła “Antychrystem”, którego historia, jak dziś widzimy, stanowi dużą część tego proroctwa.

Tak więc stopniowo Bóg odkrywa swoją Prawdę oraz objawia niezmierzone bogactwa swej łaski. W następstwie tego, ilość światła na czasie jest dziś o wiele większa niż kiedykolwiek indziej we wcześniejszych okresach historii Kościoła.

“Ujrzymy jeszcze piękno nowe

I światła więcej niźli dziś.” <str. 29>

 

WYKŁAD II

USTALENIE ISTNIENIA NAJWYŻSZEGO INTELIGENTNEGO STWÓRCY

Zbadanie pozabiblijnych dowodów w świetle rozumu – Teoria nie wytrzymująca krytyki – Rozsądna teoria – Jawność Charakteru Boga – Logiczne wnioski

NAWET z punktu widzenia sceptyka rozsądne i bezstronne zbadanie tego, co jest nieznane, w świetle tego, co znane, prowadzi nieuprzedzonego, inteligentnego badacza w kierunku prawdy. Jest jednak oczywiste, że bez bezpośredniego objawienia planów i celów Boga człowiek może jedynie zbliżyć się do prawdy i dojść do bardzo nieścisłych wniosków. Odłóżmy jednak na chwilę Biblię i wyłącznie z punktu widzenia rozumu popatrzmy na zjawiska we wszechświecie.

Jeśli ktoś może przyglądać się niebu przez teleskop lub patrzeć na nie tylko gołym okiem i dostrzegać bezmiar stworzenia, jego symetrię, piękno, porządek, harmonię oraz różnorodność, a mimo to wątpi, że Stwórca tych rzeczy w ogromnym stopniu przewyższa go zarówno w mądrości jak i w mocy, albo jeśli ktoś choć przez chwilę może przypuszczać, że taki porządek powstał przypadkowo i że nie jest dziełem Stwórcy, ten do tego stopnia utracił zdolność rozumowania, albo z niej nie skorzystał, iż słusznie, zgodnie z określeniem Biblii, można go nazwać głupcem (kimś, kto lekceważy rozum lub komu go brak): “Głupi rzekł w sercu swoim: nie ma Boga” (Ps. 14:2 NB). Bez względu na sposób powstania Biblii, przynajmniej te jej słowa są prawdziwe i może to stwierdzić każdy, kto myśli logicznie. Oczywistym jest, że widziane przez nas skutki są następstwem odpowiadających im przyczyn. Każda roślina, a nawet każdy kwiat, świadczą o tym wymownie. Skomplikowane w budowie, <str. 30> doskonale piękne w swym kształcie i strukturze, dają świadectwo mądrości i umiejętności przewyższających ludzkie. Jakże krótkowzroczne i niedorzeczne jest stanowisko, które szczyci się ludzką zręcznością i pomysłowością, a zwykłemu przypadkowi przypisuje regularność, jednolitość i harmonię natury; które uznaje prawa natury, a jednocześnie przeczy temu, że ta natura ma inteligentnego Prawodawcę.

Ci, którzy zaprzeczają istnieniu inteligentnego Stwórcy, twierdzą, że jedynym bogiem jest natura i że z niej rozwinęły się wszelkie formy życia zwierzęcego i roślinnego, bez nadzoru inteligencji. Mówią oni, iż proces ewolucji jest regulowany przez prawo “doboru naturalnego”.

Na potwierdzenie tej teorii brak dowodów, bo wszystko, co wokół siebie widzimy, ma niezmienną formę, która nie rozwija się w formy wyższe. Choć jej zwolennicy ponawiali próby, nigdy nie odnieśli sukcesu, zarówno w łączeniu różnych gatunków, jak i wytworzeniu nowej, stałej odmiany. Nie znamy przykładu, który potwierdzałby przemianę jednego rodzaju w drugi*. Istnieją ryby, które mogą przez jakiś czas używać swoich płetw jako skrzydeł i latać nad wodą, wiemy też o istnieniu żab, które śpiewają. Nic jednak nie wiadomo o tym, aby wspomniane gatunki przemieniały się w ptaki. I mimo, że wśród zwierząt istnieją okazy nieco przypominające wyglądem człowieka, nie ma jednak wcale dowodu na to, że człowiek pochodzi od takich stworzeń. Przeciwnie, badania dowodzą, że choć można wyhodować rozmaite odmiany w obrębie jednego gatunku, niemożliwością jest połączenie różnych gatunków lub przemiana jednego gatunku w drugi. Z tego samego powodu nie można osłom i koniom przypisywać pokrewieństwa, chociaż są do siebie podobne, gdyż powszechnie wiadomo, że potomstwo powstałe z połączenia tych dwóch gatunków jest niedoskonałe i nie może przedłużyć żadnego z nich. <str. 31>

* Dla wyjaśnienia zwracamy uwagę na fakt, iż zmiany przekształcające gąsienicę w motyla nie są zmianami natury, gdyż gąsienica jest larwą, która wylęga się z jaja motyla.

Gdyby rzeczywiście bezrozumna natura powoływała do istnienia na drodze stwarzania lub ewolucji, to kontynuowałaby ten proces i nie byłoby takich zjawisk jak niezmienność gatunków, ponieważ bez inteligencji nie mogłaby zaistnieć niezmienność cech. Ewolucja byłaby dzisiaj faktem, a my – świadkami przemian ryb w ptaki, a małp w ludzi. Dochodzimy zatem do wniosku, że taka teoria jest sprzeczna z ludzkim rozumem i z Biblią w punkcie, w którym twierdzi, że inteligentne istoty zostały stworzone przez jakąś moc, której brak inteligencji.

Nie mamy poważnych zastrzeżeń wobec jednej z teorii, mówiącej o stworzeniu przez ewolucję, lecz wykluczającej stworzenie w ten sposób człowieka. W skrócie wygląda ona następująco: teoria ta zakłada, że różne, istniejące obecnie gatunki są stałe i niezmienne o tyle, o ile stałość i niezmienność dotyczy natury, czyli rodzaju. Choć mogą być one rozwinięte do poziomu o wiele wyższego, nawet do doskonałości, to jednak owe gatunki, czyli natury pozostaną na zawsze takie same. Teoria ta dalej zakłada, że żaden z niezmiennych gatunków nie był takim stworzony pierwotnie, lecz że w odległej przeszłości rozwinęły się one z ziemi stopniowo w procesie ewoluowania jednej formy w drugą. Według ustalonych przez Boga praw te etapy ewolucji, w których wielką rolę odgrywały zmiany pożywienia i klimatu, mogły trwać tak długo, aż zostały ustalone niezmienne gatunki, jakie obecnie możemy oglądać. Dalsze zmiany są niemożliwe, ostateczny cel Stwórcy pod tym względem najwyraźniej został osiągnięty. Aczkolwiek każda z owych różnych rodzin roślin i zwierząt jest zdolna do doskonalenia się lub degradacji, żadna nie ma możliwości przemiany w inną rodzinę lub rodzaj ani nie może zostać wyhodowana z innej rodziny lub rodzaju. Pomimo że każda z nich może dojść do doskonałości w obrębie własnej niezmiennej natury, to cel Stwórcy, jeśli chodzi o samą naturę, został osiągnięty. Dalsze przemiany w tej dziedzinie są niemożliwe.

Uważa się, że pierwsze rośliny i zwierzęta, z których pochodzi teraźniejsza, niezmienna już rozmaitość, wymarły, zanim został <str. 32> stworzony człowiek. Zdają się to popierać znalezione głęboko pod powierzchnią ziemi szkielety i skamieliny zwierząt i roślin dzisiaj już nie istniejących. Omawiana teoria nie lekceważy ani nie odrzuca nauki biblijnej, mówiącej, że człowiek jest bezpośrednim i doskonałym stworzeniem, ukształtowanym według umysłowego i moralnego obrazu swego Stwórcy, a nie rozwiniętym w procesie ewolucji, prawdopodobnie wspólnej pozostałym stworzeniom. Taki pogląd w żadnym sensie nie tylko nie unieważnia twierdzeń Biblii, lecz je podtrzymuje, wskazując, że natura, taka jaką dziś widzimy, uczy, że uporządkowała ją inteligentna istota i że ona była jej pierwszą przyczyną. Niech więc rozum ludzki stara się, najlepiej jak może, odtwarzać znane fakty, wynikające z logicznych i dostatecznie znanych przyczyn, przypisując właściwe znaczenie prawom natury w każdym wypadku. Lecz za tym całym skomplikowanym mechanizmem natury kryje się działalność wielkiego Twórcy, inteligentnego, wszechmocnego Boga.

Twierdzimy zatem, że istnienie inteligentnego Stwórcy jest wyraźnie widoczną prawdą, którą potwierdza wszystko wokoło nas i w nas samych, gdyż jesteśmy Jego tworem. Wszelka władza umysłu i ciała świadczy o cudownej umiejętności przechodzącej nasze pojęcie. On też jest Autorem i Stworzycielem tego, co nazywamy naturą. Twierdzimy, że to On wprowadził i ustalił prawa natury, której piękno i harmonię działania widzimy i podziwiamy. To właśnie tego Stworzyciela instynktownie czcimy i wielbimy. Jego mądrość zaplanowała wszechświat, a moc go podtrzymuje i nim kieruje. Jego mądrość i moc bezgranicznie przewyższają nasze.

Zdanie sobie sprawy z istnienia tego potężnego Boga pociąga za sobą lęk przed Jego wszechpotężną mocą, chyba że uświadomimy sobie równocześnie, że jest On pełen życzliwości oraz dobroci, w takim samym stopniu, jak i mocy. Upewniają nas o tym całkowicie te same dowody, które potwierdzają Jego istnienie, moc i mądrość. Jesteśmy zmuszeni nie tylko do <str. 33> wnioskowania, iż istnieje Bóg i że Jego moc oraz mądrość przewyższają nasze, ale także zmuszeni jesteśmy przez rozum do stwierdzenia, że nawet największa ze stworzonych rzeczy nie jest większa od swego Stwórcy. Stąd musimy wnosić, że największe nawet przejawy dobroci i sprawiedliwości, jak też mądrości i mocy okazywanych przez ludzi ustępują w swej wielkości tym, które okazuje sam Stwórca. Tak więc oczyma umysłu widzimy charakter i przymioty wielkiego Stwórcy. Jest On mądry, sprawiedliwy, miłujący i potężny, a zasięg Jego przymiotów jest z konieczności bezgranicznie szerszy niż u Jego najwspanialszych stworzeń.

Co więcej, doszedłszy do takich logicznych wniosków dotyczących istnienia i charakteru Stwórcy, zapytajmy: Czego możemy się spodziewać od takiej Istoty? Nasuwa się logiczna odpowiedź, że posiadanie wspomnianych przymiotów wymaga ich wykorzystywania, używania. Boża moc musi być użyta w harmonii z Jego własną naturą – mądrze, sprawiedliwie, życzliwie. Bez względu na środki prowadzące do celu, bez względu na sposób działania Bożej mocy, ostateczny wynik musi być zgodny z Jego naturą i charakterem, a każdy krok musi być zaaprobowany przez Jego nieskończoną mądrość.

Jaki przejaw mocy może być bardziej uzasadniony od tego, który widzimy wyraźnie w fakcie stworzenia niezliczonych światów wokół nas i w zadziwiającej rozmaitości na Ziemi? Co może być bardziej logiczne od stworzenia człowieka obdarzonego rozumem, zdolnego ocenić dzieła swego Stwórcy i osądzić Jego przymioty – mądrość, sprawiedliwość, moc i miłość? Wszystko to jest logiczne i doskonale harmonizuje ze znanymi nam faktami.

A teraz przedstawimy nasze końcowe wnioski: czy nie byłoby rozsądnym przypuszczenie, że tak nieskończenie mądra i dobra Istota, uczyniwszy stworzenie zdolne ocenić swego Stwórcę i Jego plan, zostanie pobudzona przez swą miłość i sprawiedliwość do zaspokojenia potrzeb owego stworzenia zgodnie z jego naturą, udzielając mu jakiegoś OBJAWIENIA? Czy nie byłoby rozsądnym przypuszczenie, że Bóg dostarczył człowiekowi <str. 34> informacji o celu jego istnienia i planach na przyszłość? A teraz zadajmy pytanie przeciwne: Czy nie byłoby nielogicznym przypuszczać, że taki Stwórca stworzy istotę taką jak człowiek, obdarzy ją rozumem, który może sięgać w przyszłość, lecz że jednocześnie nie da jej żadnego objawienia swoich planów, które zaspokoiłoby potrzeby tej istoty? Podobne działanie byłoby niekonsekwentne, ponieważ sprzeciwiałoby się charakterowi, jaki zgodnie z rozsądkiem przypisujemy Bogu; sprzeciwiałoby się właściwemu sposobowi działania istoty rządzącej się sprawiedliwością i miłością.

Moglibyśmy dalej zakładać, że gdyby mądrość Boża, stwarzając człowieka, zadecydowała, by nie udzielić mu wiedzy o jego przyszłości i udziale w realizacji planu Stwórcy, to wtedy Boska sprawiedliwość i miłość na pewno nalegałyby, aby zdolności człowieka zostały na tyle ograniczone, by nie musiał być stale dręczony i zagubiony w wątpliwościach, obawach i nieświadomości. W konsekwencji Boska moc w tym dziele zadziałałaby zgodnie z takimi ograniczeniami. Zatem fakt, że człowiek posiada zdolność oceniania objawienia Boskiego planu, w powiązaniu z uznanym przez nas charakterem Stwórcy, wystarcza, aby spodziewać się, że Bóg udzieli takiego objawienia w takim czasie i w taki sposób, jakie Jego mądrość uzna za słuszne. I tak na podstawie tych rozważań, sądzimy, że gdybyśmy nawet nie znali Biblii, rozum nakazałby nam spodziewać się i wypatrywać takiego objawienia, jakim mieni się być Biblia. Dostrzegamy ogólny porządek i harmonię stworzenia, widzimy jak systemy niebieskie wspaniale zachowują swe położenie w czasie i przestrzeni. Zatem pozostaje nam tylko orzec, że mniejsze nieprawidłowości, na przykład trzęsienia ziemi, cyklony itp., wskazują jedynie na to, że obecne współdziałanie rozmaitych elementów na świecie nie jest jeszcze doskonałe. Prośba o upewnienie, czy ostatecznie wszystko będzie doskonałe i harmonijne na ziemi, tak jak jest w niebie, i o wytłumaczenie, dlaczego tak nie jest teraz, nie jest nierozsądną prośbą ze strony <str. 35> myślącego człowieka. Odpowiedź na tę prośbę nie jest rzeczą niewłaściwą ze strony Stwórcy, którego mądrość, moc i życzliwość są wszędzie widoczne. Powinniśmy więc oczekiwać, że objawienie, którego szukamy, będzie zawierało takie upewnienie i takie wyjaśnienie.

Ustaliwszy, że słuszne jest spodziewanie się objawienia przez Boga Jego woli i planu względem rodzaju ludzkiego, zbadamy w następnym rozdziale ogólny charakter Biblii, która utrzymuje, iż jest takim właśnie objawieniem. A jeśli ta księga ukaże charakter Boga w doskonałej harmonii z tym, co dyktował nam rozum w powyższych rozważaniach, to powinniśmy wyciągnąć wniosek, że istotnie jest ona tym potrzebnym i słusznie oczekiwanym objawieniem od Boga. Wówczas powinniśmy uznać świadectwo Biblii za prawdziwe. Jeśli jej nauki pochodzą od Boga, to kiedy zostaną w pełni docenione, okażą się zgodne z Jego charakterem, który, jak nas zapewnia rozum, jest doskonały w mądrości, sprawiedliwości, miłości i mocy.

O, umysły ciekawe, co hen w dal sięgacie,

I poznać chcecie ten stworzenia cud.

Wy drogę Pana w życiu swym oceniajcie,

Wy hołd mu złóżcie, bo to jest wasz Bóg.

Niebiosa głoszą chwałę twoją,

Panie, a Twoją mądrość gwiazdy każdej blask,

Lecz gdy Twe słowo przed oczyma stanie,

Imię twe najpełniej widzi każdy z nas. <str. 36>

<str. 37>

WYKŁAD III

BIBLIA JAKO BOSKIE OBJAWIENIE ROZPATRYWANA W ŚWIETLE ROZUMU

Twierdzenia Biblii i zewnętrzne dowody jej wiarygodności – Starożytny charakter Biblii i jej trwałość – Jej wpływ moralny – Motywy pisarzy Biblii – Ogólny charakter pism – Księgi Mojżeszowe – Prawa Mojżeszowe – Specyficzne cechy rządu wprowadzonego przez Mojżesza – Nie był to system klerykalny – Wskazówki dla władców świeckich – Bogaci i biedni równi wobec Zakonu – Zabezpieczenie przed manipulowaniem sprawami ludu – Kapłani nie byli uprzywilejowaną klasą – Ich źródła utrzymania – Zabezpieczenie przed ciemiężeniem cudzoziemców, wdów, sierot i sług – Prorocy Biblii – Czy jest jakiś związek między Zakonem i prorokami a pisarzami Nowego Testamentu? – Cuda nie są bezsensowne – Logiczne wnioski

BIBLIA jest pochodnią cywilizacji i wolności. Jej dodatni wpływ na społeczeństwo jest uznawany przez największych mężów stanu, mimo iż przeważnie patrzą na nią przez różne szkła pozostających ze sobą w konflikcie wyznań. Powołując się na Biblię, wyznania te w fałszywy i godny ubolewania sposób przedstawiają jej nauki. Ta wspaniała stara księga jest mimowolnie i zarazem nad wyraz niepoprawnie interpretowana przez jej przyjaciół, z których wielu położyłoby za nią życie. A jednak w istocie wyrządzają jej oni więcej szkody niż jej przeciwnicy, utrzymując, że popiera długo uznawane, błędne interpretacje prawd, odziedziczone po ojcach jako tradycja. Niechby się więc tacy obudzili, ponownie przeanalizowali swoje wierzenia i przez to wprawili w zakłopotanie jej wrogów, pozbawiwszy ich dotychczasowej broni!

Skoro światło natury każe nam spodziewać się pełniejszego objawienia niż to, którego dostarcza sama natura, rozsądny, myślący umysł będzie przygotowany do zbadania wszelkich twierdzeń, które mienią się być Boskim objawieniem i noszą <str. 38> sensowne zewnętrzne znamiona prawdziwości takich roszczeń. Biblia utrzymuje, że jest takim objawieniem od Boga i istotnie dostarcza wystarczających zewnętrznych dowodów na to, że jej twierdzenia mogą być właściwe, dając uzasadnioną nadzieję, iż bardziej dokładne zbadanie ujawni pełniejsze i istotniejsze dowody na to, iż jest naprawdę Słowem Bożym.

Biblia jest najstarszą z istniejących ksiąg. Przetrwała burze trzydziestu stuleci. Ludzie usiłowali usunąć ją z powierzchni ziemi wszelkimi możliwymi sposobami: ukrywali ją i palili, a posiadanie jej traktowali jako przestępstwo podlegające karze śmierci. Najbardziej zawzięcie i najsrożej prześladowali tych, którzy w nią wierzyli. A jednak księga ta dotąd istnieje. Dzisiaj, gdy wielu jej wrogów już nie żyje, a o setkach tomów napisanych w celu podważenia jej autorytetu i zniszczenia jej wpływów zapomniano od dawna, Biblia znalazła drogę do każdego narodu i języka na ziemi. Istnieje już ponad dwieście różnych jej tłumaczeń 1. Fakt, że księga ta przetrwała tyle stuleci, mimo niespotykanych wysiłków mających na celu jej usunięcie i zniszczenie, jest co najmniej silnym dowodem pośrednim na to, że owa wielka Istota, którą Biblia nazywa swym Autorem, jest też jej Obrońcą.

1. Dane z r. 1886.

Prawdą jest również to, że moralny wpływ Biblii jest zawsze i wszędzie jednakowo dobry. Życie wszystkich, którzy stają się pilnymi badaczami jej stronic, zawsze staje się czystsze. Inne pisma i związane z religią różne dziedziny nauki dokonały dużo dobrego oraz do pewnego stopnia uszlachetniły ludzkość i przyniosły jej błogosławieństwo. Jednak wszystkie inne książki razem wzięte nie zdołały przynieść wzdychającemu stworzeniu radości, pokoju i błogosławieństw, jakie Biblia przyniosła zarówno bogatym jak i biednym, uczonym i nieuczonym. Biblia nie jest księgą, którą należy tylko przeczytać. Jest to księga, którą należy starannie i z rozwagą studiować. Myśli Boże są bowiem wyższe od naszych, a drogi Jego są wyższe od naszych <str. 39> dróg. Jeśli więc chcemy zrozumieć plan oraz myśli niczym nie ograniczonego Boga, musimy całą naszą energię skupić na tej ważnej pracy. Największe skarby Prawdy nie zawsze znajdują się na powierzchni.

Biblia od początku do końca wskazuje i odnosi się do jednej wybitnej postaci, Jezusa z Nazaretu, który, jak twierdzi ona, był Synem Boga. Od początku do końca czyni sławnym Jego imię, służbę i dzieło. Fakt, że człowiek nazywany Jezusem z Nazaretu żył i był dość znany w czasie, na który wskazują pisarze Biblii, jest notowany przez historię pozabiblijną i w różny sposób w pełni potwierdzany. Ukrzyżowanie tego właśnie Jezusa, z powodu jego narażenia się Żydom i ich kapłaństwu, jest następnym faktem ustalonym przez historię, niezależnie od dowodów pisarzy Nowego Testamentu. Pisarze ci (z wyjątkiem Pawła i Łukasza) należeli do grona bliskich znajomych Jezusa z Nazaretu i Jego nauki przedstawili w swoich pismach.

Samo istnienie jakiejś książki nasuwa wniosek, że istnieją też pewne motywy, którymi kieruje się autor. Dlatego pytamy: jakie motywy natchnęły tych mężów, by stali się zwolennikami sprawy tej właśnie osoby? Jezus był skazany na śmierć i ukrzyżowany przez Żydów jako złoczyńca. Najbardziej religijni spośród nich wyrazili zgodę na Jego śmierć i domagali się jej dla Niego, jak dla kogoś nie nadającego się do życia. Broniąc Jego sprawy i obwieszczając Jego nauki, pisarze ci odważnie znosili wzgardę, utratę praw i gorycz prześladowań, narażali swe życie, a w niektórych wypadkach ponosili męczeńską śmierć. Zgadzając się z tym, że jeszcze za życia Jezus był wybitną osobą, zarówno ze względu na sposób życia jak i nauki, pytamy: jakimi motywami mogli kierować się ci, którzy bronili tej sprawy po Jego śmierci, zwłaszcza, że śmierć Jego była tak haniebna. I jeśli przyjmiemy, że pisarze ci wymyślili swoje opowiadania, a Jezus był ich wyimaginowanym czy też wyidealizowanym bohaterem, to jednak niedorzecznym byłoby przypuszczenie, iż ludzie ci, będąc przy zdrowych zmysłach, mogli twierdzić, że <str. 40> Jezus był Synem Boga, że został poczęty w sposób nadnaturalny, że miał nadnaturalną moc, dzięki której uzdrawiał trędowatych, przywracał wzrok ociemniałym od urodzenia, a słuch głuchym i wzbudzał umarłych – jakże absurdalnym byłoby mniemanie, że zakończą oni historię takiej postaci stwierdzeniem, że nieliczne grono nieprzyjaciół Jezusa straciło Go jako przestępcę, gdy tymczasem wszyscy Jego przyjaciele i uczniowie, a wśród nich sami pisarze, porzucili Go i uciekli w tym krytycznym momencie.

Fakt, iż świecka historia nie zgadza się w pewnych aspektach z pisarzami Pisma Świętego, nie powinien nas doprowadzić do wniosku, że ich świadectwa nie są prawdziwe. Ci, co tak wnioskują, powinni wskazać na motywy i udowodnić, że owi pisarze przedstawili fałszywe oświadczenia. Jakimi motywami mogli się oni kierować? Czy spodziewali się przez to zyskać bogactwo, sławę, władzę lub jakiekolwiek inne ziemskie korzyści? Ubóstwo przyjaciół Jezusa oraz niepopularność ich bohatera wśród przywódców religijnych Judei zaprzeczają takiemu przypuszczeniu. Natomiast fakt, że umarł jako złoczyńca zakłócający pokój i nie cieszył się dobrym imieniem, nie budził nadziei na zdobycie godnej pozazdroszczenia sławy lub ziemskich korzyści przez tych, którzy staraliby się ponownie rozpowszechniać Jego nauki. Przeciwnie, gdyby takie cele przyświecały tym, którzy nauczali o Jezusie, czyż raczej nie zrezygnowaliby z nich z pośpiechem, widząc, że te przynoszą hańbę, prześladowanie, więzienie, biczowania, a nawet śmierć? Rozum wyraźnie poucza, że ludzie, którzy poświęcili dom, reputację, honor i życie, którzy nie ubiegali się o dobra doczesne, lecz których głównym dążeniem była poprawa współbliźnich i wszczepianie moralności najwyższego rzędu, nie tylko musieli być całkowicie owładnięci jakimiś motywami, lecz że te ich motywy musiały być czyste, a cel bardzo wzniosły. Dalej rozum wskazuje, że świadectwo takich mężów, kierujących się <str. 41> jedynie czystymi i dobrymi motywami, jest o wiele bardziej godne uwagi i zastanowienia niż świadectwo przeciętnych pisarzy. Ludzie owi nie byli też fanatykami. Byli to mężowie cechujący się zdrowym rozsądkiem, na każdym kroku umieli uzasadnić swą wiarę i nadzieję, okazując niewzruszoną wierność swym uzasadnionym przekonaniom.

To, co na ich temat zauważyliśmy, daje się też zastosować do różnych pisarzy Starego Testamentu. Byli to na ogół mężowie znani ze swej wierności Panu. Historia biblijna bezstronnie notuje i piętnuje ich słabości i upadki, chwali zaś ich cnoty oraz wierność. Musi to zadziwiać tych, którzy przypuszczają, że Biblia jest historią zmyśloną, przeznaczoną do wzbudzania strachu i czci dla systemu religijnego. Jest w Biblii jakaś uczciwość, która nadaje jej znamię prawdziwości. Oszuści pragnący przedstawić jakiegoś człowieka jako kogoś wspaniałego, a szczególnie swoje pisma jako natchnione przez Boga, ukazaliby charakter swego bohatera jako nieskazitelny, szlachetny w najwyższym stopniu. Fakt, iż taki sposób nie został w Biblii użyty, jest racjonalnym dowodem na to, że nie ułożono jej oszukańczo, aby wprowadzała w błąd.

Mamy zatem powód, by spodziewać się objawienia woli oraz planu Boga. Stwierdzamy, iż Biblia, która utrzymuje, że jest owym objawieniem, została napisana przez mężów, których motywów postępowania nie mamy powodów kwestionować. Dostrzegamy raczej powody, by je aprobować. Zbadajmy więc charakter tych pism uznawanych za natchnione. Sprawdźmy, czy ich nauki odpowiadają charakterowi, jaki w wyniku naszego rozważania przypisaliśmy Bogu i czy zawierają one wewnętrzne dowody prawdziwości.

Pierwszych pięć ksiąg Nowego Testamentu oraz liczne księgi Starego Testamentu są opowiadaniami albo historią zdarzeń znanych pisarzom i potwierdzonych przez ich sposób życia. Jest jasne dla wszystkich, że szczególne objawienie nie było im <str. 42> potrzebne do przedstawienia prawdy o sprawach, z którymi byli w pełni osobiście zaznajomieni. Ponieważ jednak Bóg zapragnął objawić ludziom Siebie i swe plany, więc fakt, iż te historie minionych wydarzeń mają związek z owym objawieniem, byłby dostateczną podstawą do wyciągnięcia logicznego wniosku, że Bóg będzie nadzorował i tak układał sprawy, by uczciwy pisarz, którego On sam wybrał do tego dzieła, zetknął się z niezbędnymi faktami. Wiarygodność tych historycznych części Biblii prawie zupełnie zależy od osobowości i motywów ich pisarzy. Dobrzy ludzie nie wypowiedzą kłamstwa. Z czystego źródła nie wypłyną gorzkie wody. Połączone świadectwo owych pism zamyka usta wszelkim podejrzeniom, jakoby ich autorzy chcieli powiedzieć lub uczynić coś złego, aby mogło z tego wyniknąć dobro.

W żaden sposób nie można podważyć prawdziwości pewnych ksiąg Biblii, takich jak: Księgi Królewskie, Kronik, Sędziów itd., gdy się mówi, że są one po prostu prawdziwą i pieczołowicie opisaną historią ważnych wydarzeń oraz osób z owych czasów. Pisma hebrajskie zawierają opisy historyczne, przepisy prawa oraz proroctwa. Ich dane historyczne, genealogiczne i inne, zawierają wyraźne i szczegółowe opisy okoliczności wszystkich zdarzeń, ponieważ spodziewano się, iż obiecany Mesjasz narodzi się jako potomek Abrahama ze szczególnej linii. Zdawszy sobie z tego sprawę, dostrzegamy powód odnotowywania pewnych faktów historycznych, rozważanie których wydaje się niedelikatne w odczuciu człowieka dwudziestego wieku. Na przykład, wyraźny zapis pochodzenia narodów Moabitów i Ammonitów i ich pokrewieństwa z Abrahamem i Izraelitami był widocznie nieodzowny, w rozumieniu historyka, przy podawaniu dokładnej historii ich pochodzenia (1 Mojż. 19:36-38). Podany jest również szczegółowy zapis o dzieciach Judy, z których wywodzi się król Dawid, przez którego genealogia matki Jezusa, Marii, i Józefa, jej męża, prowadzi wstecz do Abrahama (Łuk. 3:23, 31, 33-34; Mat. 1:2-16). Bez wątpienia potrzeba ustalenia dokładnego rodowodu miała duże znaczenie, z tego <str. 43> bowiem pokolenia (1 Mojż. 49:10) miał się narodzić panujący Król Izraela i obiecany Mesjasz, i dlatego w innych wypadkach brak jest dokładnych szczegółów (1 Mojż. r. 38).

Podobne lub różne mogły być powody zapisania w Biblii innych faktów historycznych, których użyteczność możemy zrozumieć w przyszłości. Gdyby opisywane zdarzenia nie były faktami historycznymi, a rozprawami na temat moralności, bez uszczerbku mogłyby być opuszczone. Nikt jednak nie może stwierdzić, że Biblia gdziekolwiek popiera nieczystość. Ponadto dobrze jest pamiętać, iż w każdym języku można mniej lub bardziej delikatnymi słowami zapisać takie same fakty. I choć tłumacze Biblii byli, słusznie zresztą, zbyt sumienni, aby opuścić jakikolwiek zapis, to jednak żyli oni w czasach, w których nie potrafiono dobierać tak subtelnych wyrażeń, jak obecnie. Tego samego można się domyślać, gdy chodzi o czasy wczesnobiblijne i ówczesne sposoby wyrażania się. Na pewno człowiek najbardziej wybredny nie będzie miał zastrzeżeń w tym względzie do żadnego wyrażenia w Nowym Testamencie.

Księgi Mojżeszowe i ogłoszone w nich prawa

Pięć pierwszych ksiąg Biblii znamy jako Pięcioksiąg Mojżesza, mimo że nigdzie nie wymieniają one jego imienia jako autora. To, że były napisane przez Mojżesza lub pod jego kierunkiem, jest wnioskiem uzasadnionym. Opis śmierci i pogrzebu Mojżesza mógł być słusznie dodany przez jego pisarza. Pominięcie jednoznacznego stwierdzenia, że owe księgi zostały napisane przez Mojżesza, nie jest dowodem, iż ich nie napisał. Gdyby bowiem napisał je ktoś inny, by zwieść i popełnić fałszerstwo, z pewnością stwierdziłby, aby w ten sposób wzmocnić swoje oszustwo, że ich autorem jest ten wielki przywódca i mąż stanu Izraela (por. 5 Mojż. 31:9-27). Jednej rzeczy jesteśmy pewni, mianowicie tego, że Mojżesz naprawdę wyprowadził z Egiptu naród Hebrajczyków. Zorganizował go jako naród <str. 44> podlegający ustawom przedstawionym w Pięcioksięgu. Naród ów twierdził jednomyślnie przez ponad trzy tysiące lat, że księgi te są darem otrzymanym od Mojżesza. Traktowano je jako święte i dbano, by ani jota, ani kreska nie została zmieniona, zapewniając tym samym czystość tekstu.

Pisma Mojżesza zawierają jedyny wiarygodny przekaz historyczny, jaki ocalał z epoki, którą opisują. Historia chińska usiłuje rozpocząć swój opis od stworzenia świata, opowiadając o tym, jak Bóg wypłynął łodzią i jak wrzucił do wody trzymaną w ręku bryłę ziemi. Bryła ta, jak się twierdzi, stała się światem itd. Cała owa historia jest pozbawiona sensu i trudno nią oszukać nawet dziecko. Tymczasem opis podany w Księdze Rodzaju rozpoczyna się rozumnym założeniem, że Bóg, Stwórca, inteligentna pierwsza przyczyna, istniał już przed rozpoczęciem dzieła stwarzania. Opis ten nic nie mówi o początku samego Boga, ale o Jego dziele i początku tego dzieła oraz o systematycznym, uporządkowanym rozwoju – “Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię”. Potem, wspomniawszy fakt powstania ziemi bez szczegółowych wyjaśnień, opowiada o sześciu dniach [epokach] przygotowywania jej dla człowieka. Relacja ta jest w znacznej mierze potwierdzana przez narastające w ciągu czterech tysięcy lat światło nauki. Dlatego daleko rozsądniejsze jest przyjęcie twierdzenia, że autor tej księgi, Mojżesz, był natchniony przez Boga, niż przypuszczenie, że inteligencja jednego człowieka przewyższała połączoną inteligencję oraz poszukiwania pozostałych ludzi w przeciągu trzech tysięcy lat, wspomagane obecnie przez nowoczesne przyrządy i milionowe fundusze.

Przyjrzyjmy się systemowi praw zawartych w tych pismach. Na pewno nie miały one równych sobie w owych czasach ani od tamtych czasów do dwudziestego wieku. Prawa obecnego wieku są wzorowane na zasadach przedstawionych w Prawie Mojżeszowym i opracowywane z reguły przez ludzi uznających <str. 45> Prawo Mojżeszowe jako pochodzące od Boga.

Dekalog jest krótkim streszczeniem całego prawa. Dziesięć przykazań nakazuje sposób wielbienia Boga i moralność, które muszą wydać się godne uwagi każdemu ich badaczowi. Gdyby nigdy przedtem nie znano tych przykazań, a znaleziono je teraz wśród ruin i pamiątek Grecji, Rzymu lub Babilonu (narodów, które powstały i upadły dawno po wydaniu tych ustaw), uznawano by je za wspaniałe, jeśli nie nadprzyrodzone. Ale przyzwyczajenie się do nich i ich wymagań zrodziło pewną obojętność, dlatego też ich rzeczywista wielkość nie jest dostrzegana. Widzą ją tylko nieliczni. Prawdą jest, że przykazania te nie uczą o Chrystusie. Nie były też dane chrześcijanom, ale Hebrajczykom. Nie miały uczyć wiary w okup, ale przekonać ludzi o ich grzesznym stanie i potrzebie okupu. Istota owych przykazań została wspaniale streszczona przez znakomitego Założyciela chrześcijaństwa w słowach: “Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej” oraz “Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” – Mar. 12:30, 31 NB.

System rządzenia ustanowiony przez Mojżesza różnił się od wszystkich innych, starożytnych i współczesnych, tym, że jak twierdzono, pochodził od samego Stwórcy, przed którym odpowiadał cały lud. Utrzymywano, że jego ustawy oraz instytucje cywilne i religijne pochodziły od Boga i jak się o tym wkrótce przekonamy, pozostawały w doskonałej harmonii z charakterem Boga, jakiego każe nam się spodziewać rozum. W Przybytku położonym w centralnym punkcie obozu, w Świątnicy Najświętszej, znajdował się dowód obecności Jahwe jako króla narodu. Stąd w sposób nadprzyrodzony Izraelici otrzymywali instrukcje dotyczące właściwego zarządzania swymi sprawami jako naród. Ustanowiona została klasa kapłanów, której powierzono całkowitą pieczę nad Przybytkiem i tylko przez tę klasę wolno było przystępować do Jahwe i mieć z Nim społeczność. <str. 46> Pierwsza myśl, jaka w związku z tym mogłaby się komuś nasunąć, być może byłaby taka: no właśnie! oto cel tej organizacji: jak w wypadku innych narodów, tak i tutaj kapłani rządzą ludem, wykorzystując jego łatwowierność i budząc strach, aby osiągnąć własne zaszczyty i korzyści. Ale poczekaj Czytelniku, nie śpieszmy się z takimi przypuszczeniami. Jeśli istnieje możliwość zbadania tej sprawy na podstawie faktów, to nierozsądne byłoby wyciąganie pochopnych wniosków bez zapoznania się z tymi faktami. Wspomnianym przypuszczeniom sprzeciwiają się dowody nie do obalenia. Prawa oraz przywileje kapłanów były ograniczone. Nie posiadali żadnej władzy cywilnej i żadnej możliwości wykorzystywania swych urzędów do manipulowania prawami i sumieniami ludzi. Porządek taki wprowadził Mojżesz, członek rodu kapłańskiego.

Kiedy Mojżesz, jako przedstawiciel Boga, wyprowadził Izrael z niewoli egipskiej, okoliczności skupiły władzę w jego ręku i sprawiły, iż pokorny Mojżesz stał się autokratą o wielkiej mocy i autorytecie, choć z powodu łagodnego usposobienia w rzeczywistości był najpracowitszym sługą, którego życie pochłonęły uciążliwe troski zajmowanego stanowiska. Wtedy to została ustanowiona władza cywilna, która właściwie była demokracją. Nie chcielibyśmy być źle zrozumiani; oceniany z punktu widzenia niewierzących, rząd Izraela był demokratyczny, lecz według własnych twierdzeń tego narodu rząd ów stanowił teokrację, to znaczy rząd Boski. Bowiem do tych praw, danych przez Boga za pośrednictwem Mojżesza, nie wolno było wprowadzać poprawek. Izraelici nie mogli nic dodać ani ująć ze swego kodeksu. Tak więc system władzy Izraela różnił się od każdego innego rządu cywilnego istniejącego przed nim i po nim. “I rzekł Pan do Mojżesza: zbierz mi siedemdziesięciu mężów spośród starszych Izraela, których znasz jako starszych ludu i jego nadzorców, i przywiedź ich do Namiotu Zgromadzenia, i niech tam staną wraz z tobą; Ja zaś zstąpię i <str. 47> będę tam mówił z tobą, i wezmę nieco z ducha, który jest w tobie, i włożę w nich, i nieść będą wraz z tobą ciężar ludu, abyś nie ty sam musiał go nosić” (4 Mojż. 11:16-17 NB; zobacz też wersety od 24 do 30, w których zawarty jest przykład prawdziwego, szczerego i cichego męża stanu). Mojżesz, mówiąc po raz drugi o tych sprawach, powiedział: “Wziąłem więc naczelników waszych plemion, mężów mądrych i doświadczonych, i ustanowiłem ich waszymi zwierzchnikami, dowódcami nad tysiącami, dowódcami nad setkami, dowódcami nad pięćdziesiątkami i dowódcami nad dziesiątkami, oraz nadzorcami waszych plemion” – 5 Mojż. 1:15; 2 Mojż. 18:13-26 NB.

Wydaje się, że ten znakomity prawodawca daleki był od usiłowań uwiecznienia lub pomnożenia swej władzy przez powierzenie rządu nad narodem swoim bezpośrednim krewnym z pokolenia kapłańskiego. Mogliby oni użyć swej władzy religijnej do ograniczenia praw i wolności jednostek. Przeciwnie, Mojżesz zaproponował ludowi formę rządów uwzględniającą kultywowanie ducha wolności. W historii innych narodów i władców nie można napotkać analogicznej sytuacji. W każdym wypadku panujący dążył do wyniesienia siebie i powiększenia swej własnej władzy. Nawet wtedy, gdy tacy władcy udzielali pomocy w ustanawianiu republik, czynili to, jak wynikało z późniejszych wydarzeń, aby w rezultacie odpowiednich działań politycznych zyskać przychylność ludu i umocnić swoje wpływy. Znalazłszy się w tak korzystnej sytuacji jak Mojżesz, każdy ambitny człowiek, który kierowałby się odpowiednią polityką i usiłował oszukać naród, uczyniłby wszystko, co mogłoby prowadzić do większego scentralizowania władzy w jego własnych rękach. Wydaje się, że nie sprawiłoby to kłopotu tym, którzy już posiadali religijny autorytet z racji swego pochodzenia z pokolenia kapłańskiego oraz ze względu na przekonanie narodu, że Bóg nim rządzi z Namiotu Zgromadzenia. Jest nie do pomyślenia, by mąż zdolny do sformułowania takich ustaw i do <str. 48> rządzenia takim ludem, był na tyle niedomyślny, że nie orientowałby się, co mógłby osiągnąć swym własnym działaniem. Władza została powierzona ludowi do tego stopnia, że choć przewidziano, iż z trudniejszymi sprawami starsi ludu mieli się zwracać do Mojżesza, to jednak sami mieli decydować, jakie sprawy przedstawią Mojżeszowi: “sprawy zaś, które będą dla was zbyt trudne, mnie przedkładajcie, a ja się nimi zajmę”- 5 Mojż. 1:17 NB.

Izrael był więc republiką, której urzędnicy działali z ustanowienia Bożego. Tych, którzy nieświadomie utrzymują, że Biblia sankcjonuje rządy monarchii ustanowionej nad ludem zamiast “rządów ludu przez lud”, informujemy, że owa republikańska forma rządu trwała ponad czterysta lat. Dopiero potem zmieniono ją na królestwo na żądanie “starszych”, bez Pańskiej aprobaty. Do Samuela, który w pewnym sensie działał jako nieformalny prezydent, Bóg rzekł: “Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówią do ciebie, gdyż nie tobą wzgardzili, lecz mną wzgardzili, bym nie był królem nad nimi”. Na żądanie Boga Samuel wytłumaczył narodowi izraelskiemu, w jaki sposób prawa i swobody ludu zostaną znieważone i jak Izraelici staną się sługami w wyniku tej zmiany. Ale Izrael był zafascynowany popularną ideą, której wzór widział u innych narodów (1 Sam. 8:6-22). Któż, zastanawiając się nad pragnieniem posiadania przez nich króla, nie pozostanie pod wrażeniem, że Mojżesz mógł bez trudu obwołać się głową wielkiego imperium?

Mimo że Izrael jako całość stanowił jeden naród, jednak od śmierci Jakuba uznawano zawsze jego podział na pokolenia. Każda rodzina, czyli pokolenie, jednomyślnie wybierała pewnych członków, uznając ich za swych przedstawicieli, czyli wodzów. Zwyczaj ten utrzymywał się nawet w ciągu długiej niewoli w Egipcie. Nazywano ich wodzami lub starszymi i to właśnie im Mojżesz powierzył zaszczyt i władzę cywilnego panowania. Gdyby jednak Mojżesz pragnął zatrzymania władzy dla <str. 49> siebie i swojej rodziny, byliby oni ostatnimi, których by uhonorował władzą i stanowiskami.

Pochodzące od Boga pouczenia udzielone osobom wyznaczonym do sprawowania władzy świeckiej, są wzorem prostoty i czystości. Mojżesz oświadcza ludowi w obecności owych sędziów: “W tym czasie nakazałem waszym sędziom: Wysłuchajcie waszych braci i rozsądzajcie sprawiedliwie w sprawach, jakie ktoś ma ze swym współplemieńcem lub obcym przybyszem. Nie bądźcie stronniczy w sądzie, wysłuchujcie jednakowo małego i wielkiego, nie lękajcie się nikogo, gdyż sąd należy do Boga; sprawy zaś, które będą dla was zbyt trudne, mnie przedkładajcie, a ja się nimi zajmę” (5 Mojż. 1:16-17 NB). Po śmierci Mojżesza trudne sprawy były przedstawiane Panu bezpośrednio przez najwyższego kapłana. Odpowiedź otrzymywana przez Urim i Tummim brzmiała: “Tak” lub “Nie”.

Co powiemy w świetle tych faktów o teorii sugerującej, iż księgi te zostały napisane przez nieuczciwych kapłanów chcących sobie zabezpieczyć wpływy i władzę nad ludem? Czy ci ludzie, mając podobny zamiar, sfabrykowaliby zapisy szkodzące celowi, jaki zamierzali osiągnąć, zapisy, które stanowczo dowodzą, iż wielki wódz Izraela, pochodzący z ich pokolenia, na rozkaz Boga odsunął kapłanów od władzy cywilnej, oddając ją w ręce ludu? Czy ktokolwiek mógłby uznać taką konkluzję za rozsądną?

Ponadto na uwagę zasługuje fakt, iż prawa najbardziej rozwiniętych cywilizacji dwudziestego wieku nie zapewniają troskliwiej równej odpowiedzialności bogatych i biednych wobec prawa cywilnego. Prawo Mojżeszowe nie czyniło w tym względzie żadnej różnicy. Żaden naród nie wydał tylu dekretów, które z równą troską strzegłyby ludu przed niebezpieczeństwem skrajnego zubożenia jednych i nadmiernego bogacenia się i powiększania władzy drugich. Prawo Mojżeszowe przewidywało restytucję2 co <str. 50> pięćdziesiąt lat, w tak zwanym roku jubileuszowym. Prawo to, zapobiegając stałej utracie majątku, zapobiegało tym samym gromadzeniu się majątku w rękach nielicznych osób (3 Mojż. 25:9, 13-23, 27-30). W rzeczywistości uczyło ono ów naród uważać się nawzajem za braci i odpowiednio do tego działać, czyli pomagać sobie bez wynagrodzenia i przyjmowania lichwiarskich odsetek. Patrz: 2 Mojż. 22:25; 3 Mojż. 25:36, 37; 4 Mojż. 26:52-56.

2. Powracanie do pierwotnego stanu posiadania.

Wszystkie prawa ogłaszano publicznie, aby w ten sposób zapobiec manipulowaniu prawami ludu przez podstępne jednostki. Były też one ogólnie dostępne i każdy, kto chciał je przepisać, mógł to uczynić. W tym celu, aby nawet najuboższy i najmniej wykształcony Izraelita nie pozostawał w nieświadomości, nałożono na kapłanów obowiązek odczytywania ich zebranym w czasie świąt, które obchodzono co siedem lat (5 Mojż. 31:10-13). Czy słuszne jest zakładanie, iż takie prawa i zarządzenia ustanawiali źli ludzie lub tacy, którzy za pomocą intryg chcieli pozbawić naród wolności i szczęścia? Takie przypuszczenie byłoby nielogiczne.

Jeśli chodzi o zabezpieczenie praw i interesów obcokrajowców, a nawet wrogów, to prawo Mojżeszowe wyprzedziło inne narody o trzydzieści dwa stulecia, o ile rzeczywiście w którymkolwiek z najbardziej cywilizowanych krajów doby obecnej istnieje prawo równe tamtemu pod względem bezstronności i życzliwości. Czytamy w Biblii:

“Będzie u was jedno prawo, zarówno dla obcego przybysza, jak i dla krajowca, gdyż Ja, Pan, jestem Bogiem waszym” – 2 Mojż. 12:49; 3 Mojż. 24:22 NB.

“Jeżeli w waszej ziemi zamieszka z tobą obcy przybysz, nie będziesz go gnębił. Obcy przybysz, który mieszka z wami, niech będzie jako tubylec pośród was samych; będziesz go miłował jak siebie samego, gdyż i wy byliście obcymi przybyszami w ziemi egipskiej” – 3 Mojż. 19:33, 34 NB. <str. 51>

“Jeżeli napotkasz zabłąkanego wołu albo osła twego nieprzyjaciela, odprowadź go zaraz z powrotem do niego. Jeżeli zobaczysz, że osioł twego przeciwnika upadł pod ciężarem, nie opuszczaj go, lecz dopomóż mu ponieść go” – 2 Mojż. 23:4, 5 NB.

Nie zapomniano też o zwierzętach. Tak wobec nich, jak i wobec ludzi, okrucieństwo było surowo zabronione. Wół w czasie młócenia zboża nie mógł mieć zawiązanego pyska, a to z tej słusznej przyczyny, że pracujący zasługuje na posiłek. Wół i osioł nie mogły ciągnąć wspólnego pługa, ponieważ nie mają takiej samej siły i równego kroku. Byłoby to okrucieństwem. Odpoczynek dla nich też był zapewniony – 5 Mojż. 22:4; 22:10; 2 Mojż. 23:12.

Można by twierdzić, że kapłaństwo było samolubną instytucją, gdyż pokolenie Lewitów utrzymywało się z corocznej dziesięciny z dóbr wytwarzanych indywidualnie przez ich braci z pozostałych pokoleń. Takie przedstawienie sprawy jest krzywdzące, choć jakże typowe dla sceptyków. Być może nieświadomie, niemniej jednak fałszywie, przedstawiają oni jeden z najbardziej godnych uwagi dowodów udziału Boga w zorganizowaniu tego systemu, dowodów, że system ów nie był dziełem samolubstwa i intryg kapłaństwa. Owszem, często się zdarza, iż jest on fałszywie przedstawiany przez współczesne kapłaństwo, które powołuje się na ów system jako na precedens, nie wspominając jednak, na jakiej zasadzie został ustanowiony i na czym polegała metoda płacenia dziesięciny.

Faktycznie, sprawa obłożenia dziesięciną była oparta na zasadach ścisłej sprawiedliwości. Gdy Izrael posiadł ziemię chananejską, Lewici mieli z pewnością takie samo prawo do udziału w ziemi jak pozostałe pokolenia. Jednak na wyraźny rozkaz Boga nic nie otrzymali, z wyjątkiem pewnych miast lub wiosek, w których mieli zamieszkać, rozproszeni pośród innych pokoleń, aby usługiwać im w sprawach związanych z religią. Zakaz ów był wydawany dziewięć razy przed podziałem ziemi. W zamian <str. 52> za ziemię powinni byli coś otrzymać i dlatego właśnie dziesięcina była tym godziwym i sprawiedliwym zapewnieniem ich bytu. To nie wszystko: dziesięcina, jak się już dowiedzieliśmy, chociaż stanowiła sprawiedliwy dług wobec pokolenia Lewiego, nie była jednak nałożonym siłą podatkiem, lecz płaconą dobrowolnie daniną. Żadna groźba nie zmuszała Izraelitów do jej składania, zależało to od ich sumienia. Jedynymi napomnieniami pod adresem ludu w tej sprawie są następujące wersety:

“Strzeż się, abyś nie opuszczał Lewity przez wszystkie twoje dni na twojej ziemi” (5 Mojż. 12:19 NB). “A Lewity, który mieszka w bramach twoich nie opuścisz go, ponieważ nie ma działu ani dziedzictwa z tobą [w ziemi]” – (5 Mojż. 14:27 BG).

Pytamy zatem, czy rozsądnym jest przypuszczenie, że ten porządek został ustalony przez samolubnych i ambitnych kapłanów? Zarządzenie wydziedziczające ich samych i uzależniające ich utrzymanie od pomocy współbraci? Czy rozum nie podpowiada nam czegoś przeciwnego?

W harmonii z powyższym pozostaje, niewytłumaczalny inaczej, jak tylko na bazie stwierdzenia, że Bóg jest autorem tych praw, fakt, że nie uczyniono nic, co zabezpieczałoby kapłanom oddawanie im czci. Oszuści nie byliby w żadnej sprawie tak uważni, jak w zapewnieniu sobie czci i szacunku, a srogich kar i klątw dla tych, którzy by ich źle traktowali. Niczego takiego w Piśmie Świętym nie ma. Nic nie mówi ono o zabezpieczeniu szczególnego szacunku i czci względem kapłanów, ani o ich nietykalności w obliczu przemocy lub znieważenia. Prawo powszechne, które nie robiło różnicy między klasami i nie miało względu na osoby, było ich jedyną ochroną. Jest to tym bardziej znamienne, że sposób traktowania sług, cudzoziemców i starców był przedmiotem specjalnego ustawodawstwa. Na przykład: “Przychodnia nie będziesz gnębił ani uciskał (...) wdowy ani sieroty trapić nie będziecie (...) gdybyś je uciskał, a one wołać <str. 53> będą do mnie, na pewno wysłucham ich wołania i wybuchnę gniewem, i pozabijam was mieczem i żony wasze zostaną wdowami, a dzieci wasze sierotami” (2 Mojż. 22:21-24 NB; 23:9; 3 Mojż. 19:33-34). “Nie czyń krzywdy najemnikowi, biedakowi i ubogiemu z twoich braci albo z obcych przybyszów, którzy są w twojej ziemi, w twoich bramach. W tym samym dniu, kiedy wykonał swoją pracę, dasz mu jego zapłatę, przed zachodem słońca, gdyż on jest biedny i z tego się utrzymuje, aby nie wołał do Pana przeciwko tobie, bo miałbyś grzech” (3 Mojż.19:13; 5 Mojż. 24:14-15; 2 Mojż. 21:26, 27 NB). “Przed siwą głową wstaniesz i będziesz szanował osobę starca” (3 Mojż. 19:32 i 19:14 NB). Tak dużo na ten temat, a jednak nie ma tam niczego, co dotyczyłoby kapłanów, Lewitów i ich dziesięcin.

Zarządzenia sanitarne Zakonu były bardzo potrzebne biednemu i długo ciemiężonemu ludowi. Równie godne uwagi są zarządzenia i ograniczenia dotyczące zwierząt czystych i nieczystych, które mogły lub nie mogły być spożywane. Łącznie z innymi przepisami stanowiłyby, gdyby miejsce na to pozwoliło, ciekawy przedmiot dociekań, pokazując, iż Zakon bynajmniej nie pozostaje w tyle za wynikami wiedzy medycznej doby dzisiejszej, jeśli ich nie wyprzedza. Zakon Mojżeszowy miał też charakter figuralny, ale to zagadnienie musimy pozostawić do późniejszego omówienia. Nawet mimo naszego pobieżnego przeglądu, znaleźliśmy dobitne dowody na to, że to prawo jest naprawdę wspaniałą manifestacją mądrości i sprawiedliwości, szczególnie jeśli zwróci się uwagę na czas jego powstania. A przecież stanowi ono strukturę całego systemu objawionej religii, której szczegóły są rozwijane w pozostałych częściach Biblii.

Wszyscy muszą przyznać, iż Zakon analizowany w świetle rozumu nie nosi śladów autorstwa złych, podstępnych ludzi, lecz dokładnie odpowiada temu, czego natura naucza na temat Boskiego charakteru. Zakon daje dowody Bożej mądrości, sprawiedliwości i miłości. Ponadto Mojżesz, ów pobożny i szlachetny prawodawca, nie przyznaje się do autorstwa tych praw, <str. 54> lecz przypisuje je Bogu (2 Mojż. 24:12; 5 Mojż. 9:9-11; 2 Mojż. 26:30; 3 Mojż. 1:1). Zważywszy na jego charakter oraz polecenia dawane ludziom, by nie świadczyli fałszywie, unikali hipokryzji oraz kłamstwa, czy właściwym byłoby przypuszczenie, że taki mąż mógł kłamać oraz wmawiać ludziom, że jego własne poglądy i prawa pochodzą od Boga? Należałoby też pamiętać, że obecnie badamy współczesne kopie Biblii i dlatego uczciwość, która ją cechuje, stosuje się też do następców Mojżesza, bo choć pomiędzy nimi znajdowali się ludzie źli, którzy starali się o własne dobro, a nie bliźnich, to oczywiste jest, że nie usiłowali sfałszować Świętych Pism, które do dzisiejszego dnia pozostały nieskażone.

Prorocy Biblii

Przypatrzmy się teraz ogólnemu charakterowi proroków Biblii oraz ich świadectw. Znamiennym faktem jest, iż prorocy, z nielicznymi wyjątkami, nie pochodzili z klasy kapłańskiej, a także, że proroctwa ich powszechnie budziły odrazę zarówno zdegenerowanego i oportunistycznego kapłaństwa, jak i narodu skłonnego do bałwochwalstwa. Istotą ich posłannictwa od Boga do ludu było zazwyczaj strofowanie za grzech powiązane z ostrzeżeniem o nadchodzących karach i przeplatane od czasu do czasu obietnicami przyszłych błogosławieństw, jakie miały nastąpić po ich oczyszczeniu z grzechu i powróceniu do Pańskiej łaski. Doświadczenia proroków w większości były nie do pozazdroszczenia, bowiem urągano im, wielu z nich uwięziono i skazano na okrutną śmierć. Zob. 1 Król. 18:4, 10, 17, 18; 19:10; Jer. 38:6; Hebr. 11:32-38. Bywało, że upłynęło wiele lat po ich śmierci, zanim uznano ich za Bożych proroków. Mówimy tu o proroczych pisarzach, których wypowiedzi zawierają twierdzenie, że są bezpośrednio natchnione przez Jahwe. W związku z tym warto pamiętać, że w nadaniu Zakonu Izraelowi nie uczestniczyli kapłani. Dał go Bóg ludowi przez Mojżesza <str. 55> (2 Mojż. 19:17-25; 5 Mojż. 5:1-5). Ponadto każdy Izraelita był zobowiązany do strofowania tych, którzy naruszyliby Zakon (3 Mojż. 19:17). A zatem wszyscy byli upoważnieni do nauczania i napominania. Ponieważ jednak większość była, jak to się też dzieje w naszych czasach, zaabsorbowana troską o byt i stała się obojętna i bezbożna, tylko stosunkowo niewielu zastosowało się do wymagań, by strofować grzech i nawoływać do pobożności, a tych określano mianem “proroków” zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie. Słowo “prorok” w powszechnym użyciu znaczy publiczny wykładowca. Publicznych nauczycieli bałwochwalstwa również tak nazywano, na przykład “proroków Baala”. Por. 1 Kor. 14:1-6; 2 Piotra 2:1; Mat. 7:15; 14:5; Neh. 6:7; 1 Król. 18:40; Tyt. 1:12.

Prorokowanie w sensie zwykłego nauczania stało się następnie popularne w pewnej klasie społecznej i zwyrodniało, przybierając formę faryzeizmu, nauczania tradycji starszych – w miejsce przykazań Boskich. Sprzeciwiając się w ten sposób prawdzie, faryzeusze stawali się fałszywymi prorokami, czyli fałszywymi nauczycielami (Mat. 15:2-9).

Z wielkiej klasy ludzi zwanych prorokami wybierał Jahwe w różnych czasach tych, którym osobiście powierzał przekazanie poselstwa, odnoszącego się czasem do spraw niedalekich, a czasem do wydarzeń należących do dalszej przyszłości. Zwrócimy teraz uwagę na pisma mężów należących do tej klasy, mężów, którzy mówili i pisali pod wpływem ducha świętego. Można powiedzieć, że byli to:

Upoważnieni przez Boga prorocy i wieszcze.

Należy pamiętać, że prorocy ci byli przeważnie ludźmi świeckimi, nie pobierającymi zasiłku z dziesięciny pokolenia kapłańskiego. Gdy do tego dodamy fakt, iż często gromili oni nie tylko królów i sędziów, lecz także kapłanów (choć nie strofowali oni samego urzędu, ale osobiste grzechy ludzi, którzy go <str. 56> zajmowali), staje się oczywistym, że nie możemy twierdzić w oparciu o rozum, iż ci prorocy byli uczestnikami jakiegokolwiek porozumienia z kapłanami lub kimś innym, aby móc fabrykować kłamstwo w imieniu Boga. Rozum w świetle faktów zaprzecza takiemu podejrzeniu.

Jeśli zatem nie znajdujemy powodu, by motywy różnych pisarzy Biblii poddawać w wątpliwość, a stwierdzamy, iż w rozmaitych częściach ich pism występuje duch sprawiedliwości i prawdy, postarajmy się zdobyć informacje, czy istnieje jakieś ogniwo lub więź między tym, co pisał Mojżesz i inni prorocy oraz pisarze Nowego Testamentu. Jeśli stwierdzimy, że istnieje jedna wspólna linia myśli przebiegająca przez pisma Zakonu, proroków i Nowego Testamentu, które obejmują okres tysiąca pięciuset lat i weźmiemy to pod uwagę w połączeniu z charakterem tych pisarzy, to będziemy mieć wystarczający powód do przyznania racji ich twierdzeniu, iż pisma te są natchnione przez Boga, szczególnie, jeśli wspólny ich temat okaże się wielki, szlachetny i odpowiadający temu, czego uświęcony zdrowy rozsądek naucza o charakterze i przymiotach Boga.

I właśnie to stwierdzamy: jeden plan, duch, cel i zamiar przenika całą tę księgę. Pierwsze jej stronice zawierają informacje o stworzeniu i upadku człowieka, ostatnie mówią o uleczeniu człowieka z tego upadku. Środkowe zapisy pokazują kolejne etapy Boskiego planu prowadzące do spełnienia tego celu. Harmonia, a zarazem kontrast pierwszych trzech i ostatnich trzech rozdziałów Biblii są uderzające. Jedne przedstawiają pierwotne stworzenie, drugie – stworzenie odnowione, czyli przywrócone do początkowego stanu w wyniku usunięcia grzechu i zakończenia działania przekleństwa stanowiącego karę. Pierwsze ukazują Szatana i zło wkraczające na świat, by zwodzić i niszczyć, ostatnie – zburzone dzieło Szatana, a tych, którzy zginęli – przywróconych do życia, zło wytępione i Szatana zniszczonego. Jedne przedstawiają pierwsze panowanie utracone przez Adama, te drugie natomiast mówią o panowaniu odzyskanym i na wieki utwierdzonym przez Chrystusa oraz o Boskiej <str. 57> woli wykonywanej tak na ziemi, jak i w niebie. Pierwsze rozdziały ukazują grzech jako przyczynę wielkiej degradacji, hańby i śmierci, ostatnie rozdziały ukazują, że nagrodą sprawiedliwości jest chwała, cześć i życie.

Biblia, choć pisana wieloma piórami, w różnych czasach i różnych okolicznościach, jest nie tylko zbiorem przepisów dotyczących moralności, mądrych sentencji i słów pociechy. Biblia jest czymś więcej, bo jest racjonalną, filozoficzną i harmonijną wypowiedzią na temat przyczyn obecnego zła na świecie, jedynego na nie lekarstwa i ostatecznych wyników, tak jak je widzi Boska mądrość. Widziała ona koniec tego planu, zanim zaczął być realizowany, wyznaczając w nim zarazem ścieżkę dla ludu Bożego, podtrzymując go i wzmacniając bardzo wielkimi i cennymi obietnicami, które we właściwym czasie miały być spełnione.

Nauka Księgi Rodzaju, że człowiek był próbowany w stanie pierwotnej doskonałości w jednym przedstawicielu, że ów upadł, że obecna niedoskonałość, choroby i śmierć są rezultatem tego upadku, że Bóg nie opuścił człowieka i ostatecznie zbawi go przez odkupiciela, urodzonego z niewiasty (1 Mojż. 3:15), przewija się przez całą księgę, poszerzając się o nowe aspekty. Nieodzowność śmierci odkupiciela, jako ofiary za grzechy, oraz zwrócenie uwagi na jego sprawiedliwość jako przykrycie naszych grzechów, są zobrazowane w odzieży ze skór sporządzonej dla Adama i Ewy, w przyjęciu ofiary Abla, w Izaaku leżącym na ołtarzu, w śmierci różnych ofiar, dzięki którym patriarchowie mieli przystęp do Boga, oraz w tych ofiarach, które zostały ustanowione pod Zakonem i były ustawicznie składane przez cały Wiek Żydowski. Prorocy, którym dane było zrozumieć bardzo niewiele ze znaczenia niektórych swoich wypowiedzi (1 Piotra 1:12), wspominają o włożeniu grzechów na jedną osobę zamiast na zwierzę, a w proroczych wizjach widzą Tego, który miał odkupić i wyzwolić ludzkość. Pisali o Nim: “Jako baranek na rzeź prowadzony był”, “ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni”. Ukazali Go w słowach: “wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż <str. 58> boleści, doświadczony w cierpieniu” i oznajmiali, że “Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich” (Izaj. 53:3-6 NB). Przepowiadali, gdzie ów wyzwoliciel się urodzi (Mich. 5:2) i kiedy umrze, zapewniając nas, iż umrze “nie za siebie” (Dan. 9:26)3. Prorocy wspominają o różnych znakach szczególnych odnoszących się do Niego, a mianowicie, że będzie “sprawiedliwy”, wolny od “zdrady” i “nieprawości” oraz od jakiejkolwiek winy, z powodu której musiałby umrzeć (Izaj. 53:8, 9, 11), że zostanie zdradzony za trzydzieści srebrników (Zach. 11:12), że umierając będzie policzony z przestępcami (Izaj. 53:12); że żadna jego kość nie zostanie złamana (Ps. 34:21; Jan 19:36) oraz, że choć umrze i zostanie pogrzebany, ciało jego nie dozna skażenia, a on nie pozostanie w grobie (Ps. 16:10; Dz. Ap. 2:31).

3. Wg KJ .

Pisarze Nowego Testamentu szczegółowo i dobitnie, lecz zarazem prosto, podają zapis wypełnienia się wszystkich wymienionych przepowiedni w Jezusie z Nazaretu i pokazują drogą logicznego rozumowania, iż taka cena okupu, jaką On złożył, była potrzebna, by grzechy świata mogły być przekreślone, co wcześniej było przepowiedziane w Zakonie i Prorokach (Izaj. 1:18). Pisarze ci nakreślili cały plan w sposób jak najbardziej logiczny i przekonywający. Nie odwoływali się ani do uprzedzeń, ani do namiętności swoich słuchaczy, ale jedynie do ich oświeconych umysłów, prezentując możliwie najbardziej dokładne i przekonywające rozumowanie, na jakie trudno się natknąć gdziekolwiek indziej, bez względu na przedmiot. Por. Rzym. 5:17-19 i dalej, aż do rozdziału dwunastego.

Mojżesz wskazał w Zakonie nie tylko na ofiarę, lecz także na wymazanie grzechów i błogosławienie ludu pod panowaniem Wielkiego Wyzwoliciela, którego moc i władza, jak oznajmił, daleko przewyższają jego własną, choć mają być podobne do sprawowanych przez niego (5 Mojż. 18:15, 19). Obiecany wyzwoliciel ma błogosławić nie tylko Izrael, lecz przez Izrael <str. 59> “wszystkie narody ziemi” (1 Mojż. 12:3; 18:18; 22:18; 26:4). I pomimo uprzedzeń narodu żydowskiego prorocy kontynuowali to samo świadectwo, oświadczając, iż Mesjasz będzie “światłością pogan” (Izaj. 49:6 NB; Łuk. 2:32), że poganie przyjdą do Niego “od krańców ziemi” (Jer. 16:19 NB), że Jego imię “wielkie jest wśród narodów” (Mal. 1:11), i że “objawi się chwała Pańska, a ujrzy to wszelkie ciało pospołu” – Izaj. 40:5 NB. Por. Izaj. 42:1-7.

Pisarze Nowego Testamentu twierdzą, że posiadają Boskie namaszczenie, które pozwala im zrozumieć wypełnienie się proroctw dotyczących ofiary Chrystusa. Mimo uprzedzenia – jako Żydzi wierzyli bowiem, że wszelkie błogosławieństwa są ograniczone do ich własnego narodu (Dz. Ap. 11:1-18) – byli oni w stanie zrozumieć, że wraz z narodem izraelskim, i dzięki niemu, błogosławione będą wszystkie narody żyjące na ziemi. Pisarze ci zrozumieli też, że zanim nastąpi błogosławienie Izraela, bądź świata, dokonany będzie wybór “Maluczkiego Stadka” tak z Żydów, jak i z pogan. “Maluczkie Stadko” miało być poddane próbie i okazać się godne współdziedzictwa w chwale i zaszczycie z Wielkim Wyzwolicielem i udziału z Nim w zaszczytnym dziele błogosławienia Izraela i wszystkich narodów – Rzym. 8:17.

Ci sami pisarze wskazują na harmonię tego poglądu z treścią Zakonu i Proroków oraz na wspaniałość i zasięg tego planu, jaki prezentują, a który przewyższa najwznioślejsze wyobrażenia, jakie można budować na słowach: “Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (NB).

Myśl o Mesjaszu jako władcy nie tylko Izraela, lecz także całego świata, zasugerowana w księgach Mojżeszowych, jest myślą przewodnią wszystkich proroctw. Idea Królestwa jest też najważniejszą nauką apostołów, a Jezus pouczył nas, że mamy się modlić: “Przyjdź Królestwo Twoje” i obiecał, że uczestniczyć w tym Królestwie będą ci, którzy najpierw cierpiąc dla Prawdy, udowodnią, że są godni tego uczestnictwa. <str. 60>

Nadzieja wspaniałego przyszłego Królestwa dawała wszystkim wiernym odwagę w znoszeniu prześladowań i urągań, utraty praw i ponoszeniu strat, nie wyłączając utraty życia. W wielkim alegorycznym proroctwie, które zamyka Nowy Testament, dokładnie przedstawieni są: godny “Baranek zabity” (Obj. 5:12), godni “zwycięzcy”, których On uczyni królami i kapłanami w swoim Królestwie, oraz próby i przeszkody, które muszą oni pokonać, aby się stać godnymi uczestnictwa w tym Królestwie. Następnie przedstawione są symbolicznie błogosławieństwa, jakie spłyną na świat w czasie tysiącletniego panowania, gdy Szatan zostanie związany, a Adamowa śmierć i smutek – zniszczone, gdy wszystkie narody ziemi będą chodzić w świetle Niebiańskiego Królestwa – nowego Jeruzalem.

Biblia od początku do końca przedstawia naukę, że przyszłe życie dla tych, którzy zmarli, nastąpi dzięki ZMARTWYCHWSTANIU UMARŁYCH. Nauka ta, której nigdzie indziej nie można znaleźć, jest przeciwna teoriom głoszonym przez wszystkie pogańskie religie. Wszyscy natchnieni pisarze Biblii wyrażali swoje zaufanie pokładane w odkupicielu, a jeden z nich oświadcza, że “z poranku”, gdy Bóg ich wezwie z grobu i kiedy wyjdą z niego, źli nie będą już więcej panować na ziemi; bowiem “sprawiedliwi panować będą nad nimi z poranku” (Ps. 49:15 NB). O zmartwychwstaniu umarłych nauczają prorocy, a pisarze Nowego Testamentu pokładają w nim wszelkie swe nadzieje dotyczące przyszłego życia i błogosławieństwa. Paweł tak się o wyraził na ten temat: “Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony; A jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wiara wasza (...) Zatem i ci, którzy zasnęli w Chrystusie, poginęli (...) A jednak Chrystus został wzbudzony i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli (...) Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni” – 1 Kor. 15:13-22 NB. <str. 61>

Może się wydawać, że liczne koła w zegarze są niepotrzebne, jednak nawet te najwolniejsze są niezbędne. Podobnie – Biblia, składająca się z wielu części i przygotowywana przez wielu pisarzy, jest jedną zupełną i harmonijną całością. Żadna część nie jest zbędna i choć niektóre z nich bardziej się wyróżniają niż pozostałe, wszystkie są użyteczne i potrzebne. Wśród tak zwanych “postępowych myślicieli” i “wybitnych teologów” doby dzisiejszej popularne stało się lekkie traktowanie i lekceważenie, jeśli nie zaprzeczanie, licznym “cudom” Starego Testamentu i nazywanie ich “bajkami”. Do takich cudów należy historia o Jonaszu i wielkiej rybie, o Noem i arce, o Ewie i wężu, o zatrzymaniu słońca na rozkaz Jozuego i o mówiącej oślicy Balaama. Widocznie owi mądrzy ludzie przeoczają fakt, iż różne części Biblii tak się przeplatają i łączą ze sobą, że usunięcie lub zdyskredytowanie jednego z tych cudów byłoby usunięciem lub zdyskredytowaniem całości. Bo jeśli pierwotne relacje są fałszywe, ci, którzy je powtarzali, też byli fałszerzami lub ofiarami fałszerstwa. W obu wypadkach byłoby niemożliwe przyjęcie przez nas ich świadectwa jako natchnionego przez Boga. Wyeliminowanie z Biblii wspomnianych cudów unieważniłoby świadectwa jej głównych pisarzy, a prócz tego – świadectwa naszego Pana Jezusa. Historia upadku, podobnie jak oszukanie Ewy przez węża (2 Kor. 11:3; 1 Tym. 2:14), jest poświadczona przez Pawła (Rzym. 5:17). Zauważmy też nawiązanie naszego Pana do tego ostatniego punktu: Obj. 12:9 i 20:2. Zatrzymanie słońca w czasie zwycięskiej bitwy z Amorejczykami było dowodem mocy Pańskiej. Najwyraźniej stanowiło ono obraz tej mocy, jaką w przyszłości, gdy nastanie “Dzień Pański”, zamanifestuje Ten, którego symbolizował Jozue. Poświadcza to trzech proroków (Izaj. 28:21; Abak. 2:1-3, 13, 14 i 3:2-11; Zach. 14:1, 6, 7). Zapis o mówiącej oślicy jest potwierdzony przez Judę (werset 11) i przez Piotra (2 Piotra 2:16). Wielki nauczyciel Jezus potwierdza opowieść o Jonaszu i wielkiej rybie oraz o Noem i potopie (Mat. 12:40; 24:38, 39; Łuk. 17:26; <str. 62> por. też 1 Piotra 3:20). W rzeczywistości nie były to większe cuda od dokonywanych przez Jezusa i apostołów, jak na przykład przemienienie wody w wino, uzdrawianie chorych i inne. A cud wzbudzenia umarłych jest najwspanialszy ze wszystkich.

Cuda te, choć niezbyt powszechne, mają swoje odpowiedniki w codziennym życiu, odpowiedniki, które nam spowszedniały i dlatego ich nie zauważamy. Rozmnażanie się organizmów tak zwierzęcych, jak i roślinnych, przechodzi nasze pojęcie i nasze możliwości, i stąd jest cudem. Widzimy działanie energii życia, ale nie możemy jej ani zrozumieć, ani wyprodukować. Zasadzamy dwa nasiona obok siebie. Warunki, powietrze, woda i gleba są takie same. Nasiona rosną, nie umiemy powiedzieć, w jaki sposób, a tego cudu nie może wyjaśnić najmądrzejszy filozof. Owe nasiona rozwijają się w organizmy o przeciwnych tendencjach. Jeden się pnie, drugi stoi prosto o własnych siłach. Kształt, kwiat, kolor, różnią się, chociaż warunki były te same. Takie cuda powszednieją nam i przestajemy na nie zwracać uwagę, gdy tylko wyrastamy z okresu dziecięcych zdziwień. Są one jednak objawem mocy przekraczającej w takim samym stopniu naszą własną moc oraz naszą ograniczoną inteligencję, jak tych kilka cudów zapisanych w Biblii. Były one zamierzone w szczególnym celu, jako ilustracja wszechmocy oraz możliwości pokonywania przez wielkiego Stwórcę każdej przeszkody. Ilustrują też one zdolność zupełnego urzeczywistniania swej woli, jaką posiada Stwórca, włączając w to wspaniałą obietnicę wzbudzenia umarłych, wykorzenienia zła oraz ostatecznego ustanowienia wiecznej sprawiedliwości.

Poprzestaniemy na tym. Każdy punkt zbadaliśmy w świetle rozumu. Stwierdziliśmy, że istnieje Bóg, najwyższy, inteligentny Stwórca, którego mądrość, sprawiedliwość, miłość i moc współdziałają w doskonałej harmonii. Orzekliśmy, iż rozsądnym jest spodziewać się objawienia przez Niego planów tym Jego stworzeniom, które zdolne są te plany ocenić i zainteresować się nimi. Doszliśmy do wniosku, że Biblia, która utrzymuje, <str. 63> iż jest owym objawieniem, zasługuje na rozważenie. Zastanowiliśmy się nad jej pisarzami i nad ich potencjalnymi celami w świetle tego, co nauczali. Byliśmy zdumieni. Rozum powiedział nam, iż taka mądrość w połączeniu z podobną czystością motywów, nie była chytrym działaniem przebiegłych ludzi o samolubnych celach. Rozum przekonywał nas, iż bardziej prawdopodobne jest, że takie sprawiedliwe oraz życzliwe uczucia i prawa pochodzą od Boga, a nie od ludzi, i obstawał, że nie mogą być one dziełem jakichś niegodziwych kapłanów. Przekonaliśmy się o harmonii świadectw dotyczących Jezusa, Jego okupowej ofiary, zmartwychwstania i wynikających z niego błogosławieństw dla wszystkich w Jego przyszłym chwalebnym Królestwie. Rozum powiedział nam też, że tak wielki i wszechstronny plan, przekraczający wszystko, czego moglibyśmy się spodziewać, zbudowany na takich rozumnych wnioskach, musi być planem Boga, którego poszukujemy. Nie może być on wymysłem tylko człowieka, bo kiedy nawet zostaje objawiony, jego wspaniałość prawie przerasta możliwości ludzkiej wiary.

Kiedy Kolumb, przybywszy na nieznany ląd, odkrył rzekę Orinoko, ktoś powiedział, że znajduje się na wyspie. Kolumb odparł: “Taka rzeka jak ta, nie wypływa z wyspy. Tak potężny nurt musi odprowadzać wody z kontynentu”. Głębia, moc, mądrość i zasięg świadectwa Biblii podobnie przekonują nas o tym, że nie człowiek, lecz potężny Bóg jest autorem jej planów i objawień. Pospiesznie przejrzeliśmy twierdzenia Pisma Świętego, że pochodzi ono od Boga, i stwierdziliśmy, iż są logiczne. Następne rozdziały odkryją różne części Boskiego planu. Wierzymy, że dostarczą obszernych dowodów każdemu otwartemu umysłowi, iż Biblia jest Boskim natchnionym objawieniem i że długość, szerokość, wysokość i głębokość planu, który ukazuje, chwalebnie odzwierciedlają Boski charakter, dotychczas niejasno pojmowany, ale teraz rozumiany wyraźniej w świetle brzasku Dnia Tysiącletniego. <str. 64>

 

BEZCENNY SKARB

Płacić więcej za wielkie skarby prawd potrzeba,

Niż za te, pośród których żyje się codziennie,

Które przychodzą łatwo w obfitości chleba,

Które wiatr rzuca często przed ciebie, przede mnie.

Wiele trzeba dla wielkich prawd trudu poświęcić.

Przypadek dróg nie wskaże, ni senne marzenia.

Tylko ci prawdę mają, co w boju nie zgięci,

Co noszą wiatrów wrogich ślady uderzenia.

Gdy kiedyś pośród wielkich trudów, w żalu srogim

Nagle cię ramię zbrojne od Boga dosięgnie,

Serca rolę przeorze, co leży odłogiem,

I skryte prawdy ziarno ujrzy światło dzienne.

Nie w szynku obfitości, przy chlebie i winie,

Ni wśród lśniących brylantów w złoto oprawionych,

Nie w hałasie salonów, w night-clubach, w kasynie,

Ani też w blasku pysznym królewskiej korony.

Nie w sektach głośno różne głoszących wyznania,

Ani w niecnych przetargach kościoła ze światem,

Skarbu pięknego prawdy nie znajdziesz w łopianach

Ani jej nie zachwycisz flag wdzięcznym łopotem.

Prawda z uprawnej ziemi wyrasta jak zboże,

Trud nagradza cierpliwy, gorliwość i wiarę.

Tych, co szukają wiernie – tych chętnie wspomoże,

Swym skarbem możnym, wiecznym swym bogactwa darem. <str. 65>

WYKŁAD IV

EPOKI I WIEKI W ROZWOJU BOSKIEGO PLANU

Dokładność i usystematyzowany charakter Bożego planu – Trzy wielkie epoki w historii świata – Ich cechy charakterystyczne – “Ziemia trwa na wieki” – Świat przyszły – Nowe niebiosa i nowa ziemia – Podział tych wielkich epok – Ważne zarysy Boskiego planu objawione w ten sposób – Dostrzeżenie porządku pozwala ujrzeć harmonię – Dobre “rozbieranie” Słowa Prawdy

NIEKTÓRZY nieświadomie mylnie oceniają umiejętność oraz mądrość wielkiego architekta i budowniczego na podstawie niedokończonego jeszcze dzieła. Podobnie wielu w swej niewiedzy błędnie ocenia teraz Boga na podstawie dzieła, którego On jeszcze nie dokończył. Ale w przyszłości, gdy rusztowanie zła, które było dozwolone, aby utrzymywać człowieka w karności i które ostatecznie będzie wykorzystane dla jego dobra, zostanie usunięte, a rumowisko oczyszczone, dokończone dzieło Boga będzie obwieszczać każdemu Jego nieskończoną mądrość i moc. Wówczas okaże się, że plany Boga pozostają w harmonii z Jego chwalebnym charakterem.

Skoro Bóg oznajmia nam, że ma wyraźnie określony cel i że wszystkie Jego cele zostaną osiągnięte, wypada nam, jako Jego dzieciom, pilnie dowiadywać się, jakie one są, żebyśmy mogli być z nimi w zgodzie. Zauważmy, z jakim naciskiem Jahwe potwierdza niewzruszoność swego celu: “Przysiągł Pan Zastępów, mówiąc: jak pomyślałem, tak się dzieje, i jak postanowiłem, tak się staje”. “Jeżeli Pan Zastępów to postanowi, któż to unicestwi?” “Bo Ja jestem Bogiem i nie ma innego, jestem Bogiem i nie ma takiego jak Ja (...) Ja wykonuję swój zamysł, i spełnia się on, dokonuję wszystkiego, czego chcę (...) jak powiedziałem, tak to wykonuję, jak postanowiłem, tak to czynię” <str. 66> (Izaj. 14:24-27; 46:9-11 NB). Dlatego, bez względu na to jak przypadkowe lub tajemnicze może się wydawać postępowanie Boga wobec człowieka, ci, którzy wierzą świadectwu Jego Słowa, muszą uznać, iż Jego pierwotny i niezmienny plan posuwał się systematycznie naprzód i dalej się posuwa, aż do zakończenia.

Rzesze ludzkie, błąkając się po omacku w ciemnościach niewiedzy, muszą czekać na rzeczywisty rozwój Boskiego planu, zanim będą mogły zdać sobie sprawę z chwalebnego charakteru Boskiego architekta. Lecz w tym czasie przywilejem dziecka Bożego jest dostrzeganie wiarą w świetle Jego lampy przepowiedzianą przyszłą chwałę. Dzięki temu może ono docenić to Boskie postępowanie, które tak w przeszłości, jak i obecnie wydaje się tajemnicze. Dlatego też, jako zainteresowani synowie Boga i spadkobiercy obiecanego dziedzictwa, stosujemy się do Ojcowskiego Słowa, abyśmy mogli zrozumieć Jego cele na podstawie podanych w nim planów i szczegółów. Z nich dowiadujemy się, że Boski plan w odniesieniu do człowieka obejmuje trzy wielkie okresy, które rozpoczynają się od stworzenia człowieka i sięgają w nieograniczoną przyszłość. Piotr i Paweł nazywają te trzy okresy “trzema światami”. Przedstawiamy je na poniższym wykresie.

“Wielkie epoki zwane światami”

<str. 67>

Owe trzy wielkie epoki przedstawiają trzy różne sposoby przejawiania się Boskiej opatrzności. Pierwsza epoka, od stworzenia do potopu, podlegała administracji aniołów. Apostoł Piotr nazywa ją: “PIERWSZYM ŚWIATEM” – 2 Piotra 3:6 BG.

Druga wielka epoka, od potopu do ustanowienia Królestwa Bożego, znajduje się pod ograniczoną władzą Szatana, “księcia tego świata”, i dlatego nazywa się “OBECNYM ZŁYM ŚWIATEM” – Gal. 1:4 BT; 2 Piotra 3:7.

Trzecia epoka będzie światem “aż na wieki wieków” (Izaj. 45:17 NB1) pod Boskim zarządem jako Królestwo Boże. Nazwana jest też ona “ŚWIATEM PRZYSZŁYM”, “w którym sprawiedliwość mieszka” – Hebr. 2:5 BG, BT; 2 Piotra 3:13.

1. “świat bez końca” wg Biblii angielskiej KJ.

Pierwszy z tych trzech okresów, czyli “światów”, pod zarządem aniołów zakończył się niepowodzeniem; drugi, pod władzą Szatana, uzurpatora, jest istotnie “złym światem”; lecz trzeci okres będzie erą sprawiedliwości i błogosławieństwa dla wszystkich narodów ziemi.

Dwa ostatnie z tych “światów” są przedstawione bardziej szczegółowo, a wypowiedzi odnoszące się do nich stoją w wielkim kontraście. Obecny, czyli drugi okres, jest nazwany “obecnym złym światem” nie dlatego, że w nim nie ma niczego dobrego, ale dlatego, że dozwolono w nim na przewagę zła. “Owszem, pyszne mamy za błogosławione, ponieważ się ci budują, którzy czynią niezbożność, a którzy kuszą Boga, zachowani bywają” (Mal. 3:15 BG). Trzeci świat, czyli epoka, jest określony mianem “ŚWIATA PRZYSZŁEGO”, “w którym mieszka sprawiedliwość”, nie dlatego, że w nim nie będzie zła, lecz z tego powodu, że zło nie będzie miało w nim przewagi. Usuwanie zła będzie stopniowe i będzie wymagać całego okresu pierwszego tysiąca lat. Zło nie będzie wówczas panowało, nie będzie się rozwijało. Zły człowiek nie będzie już “kwitnąć”, ale “sprawiedliwy zakwitnie” (Ps. 72:7 BG), “posłuszni z dóbr ziemi spożywać będą” (Izaj. 1:19 NB), a “niegodziwcy będą wytępieni” (Ps. 37:9 NB).

Z tego wynika, że następny świat będzie tak odmienny, iż stanowić będzie zupełne przeciwieństwo obecnego świata we <str. 68> wszystkich niemal szczegółach. Słowa naszego Pana wyjaśniają, dlaczego istnieje taka różnica pomiędzy obecnym a przyszłym światem. Różnica ta wynika stąd, że Pan będzie księciem, czyli władcą przyszłego świata, w którym sprawiedliwość i prawda będą cieszyć się powodzeniem, gdy tymczasem księciem (władcą) obecnego złego świata jest Szatan. Jest to świat, w którym rozwija się zło, a człowiek zły – “kwitnie”. W myśl słów Jezusa, książę tego świata “w nim nic nie ma”, a w konsekwencji – nie interesuje się Jego naśladowcami, z wyjątkiem sprzeciwiania się im, kuszenia, niepokojenia i uciskania. (Jan 14:30; 2 Kor. 12:7). To właśnie dlatego każdy, kto w obecnym złym świecie, czyli epoce, chce żyć pobożnie, musi ponosić prześladowanie, gdy tymczasem człowiek zły kwitnie jak cedr Libanu – 2 Tym. 3:12; Ps. 37:35 NB.

Jezus powiedział: “Królestwo moje nie jest z tego świata” i dopóki owa era, czyli “świat przyszły” nie nastanie, Królestwo Chrystusa nie będzie panować na ziemi. Pan nauczył nas w tym pokładać nadzieję i o to się modlić: “Przyjdź Królestwo twoje; bądź wola twoja (...) na ziemi”. Szatan jest władcą “tego świata ciemności” i dlatego “ciemność okrywa ziemię, a mrok narody”. Ma on teraz władzę i działa w sercach synów opornych – Efez. 2:2; 6:12.

W Planie Wielkiego Architekta dotyczącym zbawienia człowieka musi być jakaś bardzo ważna część, która nie jest jeszcze w pełni rozwinięta, gdyż w przeciwnym razie nowy książę już dawno panowałby w nowym świecie. Przyczyna, dla jakiej ten nowy porządek był odłożony aż do przyszłego wyznaczonego czasu oraz sposób przemiany obecnego panowania zła pod rządami Szatana w panowanie sprawiedliwości pod władzą Chrystusa to interesujące zagadnienia, które będą obszerniej wyjaśnione w dalszej części książki. Na razie wystarczy powiedzieć, że królestwa tego świata, obecnie poddane Szatanowi, w odpowiednim czasie mają się stać królestwami “Pana naszego i Chrystusa Jego” (Obj. 11:15 BG). Kontekst wskazuje, że ta zmiana nastąpi w czasie powszechnego ucisku. Nawiązując do tego tematu, Jezus rzekł: “Nikt przecież nie może, wszedłszy <str. 69> do domu mocarza, zagrabić jego sprzętu, jeśli pierwej nie zwiąże owego mocarza; wtedy dopiero dom jego ograbi” (Mar. 3:22-27 NB). Tak więc dowiadujemy się, że Szatan musi być najpierw związany, powstrzymany i usunięty, zanim Chrystusowe panowanie sprawiedliwości i pokoju zostanie ustanowione. To wiązanie Szatana jest więc pierwszym dziełem nowego świata – Obj. 20:2.

Powinno się pamiętać o tym, że podstawą wszystkich wyżej wymienionych “światów” jest ziemia, że chociaż wieki mijają i światy zmieniają się, ziemia istnieje dalej – “ziemia trwa na wieki” (Kazn. 1:4 NB). Rozwijając dalej tę samą ilustrację, Piotr nazywa każdy ze wspomnianych okresów odrębnymi niebiosami i ziemią. Słowo niebiosa symbolizuje wyższe, czyli duchowe moce sprawujące władzę, zaś ziemia symbolizuje rząd sprawowany przez człowieka oraz systemy społeczne. Zatem pierwsze niebiosa i ziemia, czyli ówczesny porządek i system istniejących rzeczy, spełniwszy swój cel, zakończyły swe istnienie w potopie. Ale fizyczne niebiosa (firmament i atmosfera) oraz fizyczna Ziemia nie przestały istnieć, one pozostały. Podobnie obecny świat (niebo i ziemia) przeminie z wielkim trzaskiem, ogniem i topnieniem żywiołów – w zamieszaniu, ucisku i rozkładzie. Wiązany mocarz (Szatan) walczył będzie o utrzymanie swej władzy. Istniejący porządek, czyli zasady organizacji rządów i społeczeństwa, a nie fizyczne niebo i ziemia, przeminie. Teraźniejsze niebiosa (moce sprawujące duchową władzę) muszą ustąpić miejsca “nowym niebiosom” – duchowej władzy Chrystusa. Teraźniejsza ziemia (społeczeństwo ludzkie zorganizowane pod nadzorem Szatana) musi być stopiona (symbolicznie) i rozpłynąć się na początku “Dnia Pańskiego”, który będzie “palić jak piec” (Mal. 4:1 NB). Nastąpi po niej “nowa ziemia”, czyli na nowo zorganizowane społeczeństwo będące w harmonii z nowym księciem ziemi – Chrystusem. Sprawiedliwość, pokój i miłość zapanują wśród ludzi, gdy istniejący obecnie porządek ustąpi miejsca nowemu i lepszemu królestwu, którego podstawą będzie najściślejsza sprawiedliwość. <str. 70>

Pawłowi dane było na krótką chwilę spojrzeć w tę przyszłą epokę, lub jak ją nazywa, w “świat przyszły”. Mówi on, iż “był uniesiony w zachwyceniu” (nie wiedział, czy fizycznie, czy umysłowo, czy zarazem w jeden i drugi sposób, tak bowiem realne było to dla jego wzroku), czyli przeniesiony w czasie – w nowy porządek rzeczy, w “nowe niebiosa”, stąd jego określenie: “aż do trzeciego nieba”. Ujrzał rzeczy takimi, jakie będą wówczas, gdy Chrystus będzie sprawował duchową władzę, rzeczy, których nie mógł wyjawić (2 Kor. 12:2-4 NB). Były to bez wątpienia te same rzeczy, które później widział Jan i o których pozwolono mu powiedzieć Kościołowi w symbolach. Rzeczy te mogły się stać zrozumiałe jedynie we właściwym czasie. Jan, podczas objawienia danego mu przez Pana na wyspie Patmos, był prowadzony w widzeniu poprzez teraźniejszy wiek chrześcijański oraz zmieniające się obrazy kościoła i państwa do końca obecnego złego świata, czyli epoki, gdzie w proroczej wizji ujrzał związanego Szatana, panującego Chrystusa i ustanowione nowe niebo i ziemię, bowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły (Obj. 21:1).

Wieki

Teraz zwróćmy uwagę na wieki, na które owe wielkie epoki są podzielone, co ilustruje poniższy wykres.

Pierwsza z tych wielkich epok (“światów”) nie była podzielona. Sposób Boskiego traktowania człowieka nie zmieniał się przez cały ten okres – od upadku Adama do potopu. Bóg dał człowiekowi swoje prawo, które zostało wpisane w naturę człowieka, ale gdy ten zgrzeszył, Bóg pozwolił mu postępować <str. 71> do pewnego stopnia według własnego uznania. Drogi człowieka zaczęły prowadzić w dół, były “tylko złe po wszystkie dni”2. Bóg pozwolił na to w tym celu, aby człowiek mógł zdać sobie sprawę ze swego szaleństwa, a Boska mądrość nakazująca bezwzględne posłuszeństwo mogła zostać wyraźnie ukazana. Ten pierwszy świat zakończył się potopem, który zniszczył wszystkich, z wyjątkiem wiernego Noego i jego rodziny. A zatem, ów pierwszy świat nie tylko ujawnił zgubne skutki grzechu, lecz także pokazał, iż grzech prowadzi ciągle w dół do coraz większej degeneracji i nędzy, co dowodzi potrzeby interwencji Jahwe, jeśli odzyskanie tego, “co zginęło” (Mat. 18:11), pierwotnego stanu człowieka, miałoby kiedykolwiek być osiągnięte.

2. 1 Mojż. 6:5 BG

Druga epoka, czyli “świat, który jest teraz”, obejmuje trzy wieki, a każdy jest kolejnym etapem planu Boga zmierzającego do zniweczenia zła. Każdy następny etap jest bardziej zaawansowany niż poprzedni i posuwa plan naprzód, ku ostatecznej realizacji.

Trzecia wielka epoka, “świat przyszły” – sięgający w przyszłość od wtórego przyjścia Chrystusa, obejmuje Wiek Tysiąclecia, czyli “czas restytucji”3, po którym nastaną dalsze “wieki przyszłe”. Szczegóły o nich nie zostały objawione. Teraźniejsze objawienia dotyczą uleczenia człowieka z grzechu, a nie wieczności chwały, jaka potem nastąpi.

3. Dz. Ap. 3:21 KJ

Pierwszy wiek obecnego świata nazywany jest WIEKIEM PATRIARCHÓW, ponieważ w tym okresie Boska łaska i Jego postępowanie z ludźmi ograniczało się do nielicznych jednostek. Pozostali ludzie byli prawie zupełnie pominięci. Tak uprzywilejowani byli patriarchowie: Noe, Abraham, Izaak i Jakub. Każdy z nich zdawał się cieszyć względami Boga. Wraz ze śmiercią Jakuba skończył się ten wiek i taki sposób postępowania Boga. Wówczas potomkowie Jakuba po raz pierwszy zostali nazwani “dwunastoma pokoleniami Izraela” i jako całość uznani przez Boga za Jego “wyłączny lud”. Dzięki figuralnym ofiarom lud ów był w znaczeniu figuralnym “narodem świętym”, odłączonym w szczególnym celu od pozostałych narodów, <str. 72> i dlatego mógł korzystać z pewnych szczególnych względów. Przeznaczony na tę część Boskiego planu okres, który trwał od śmierci Jakuba do śmierci Chrystusa, nazywamy WIEKIEM ŻYDOWSKIM lub Wiekiem Zakonu. W tym czasie Bóg szczególnie błogosławił ten naród. Dał mu swoje prawo, zawarł z nim wyjątkowe przymierze, dał mu Przybytek, w którego Świątnicy Najświętszej chwała szekinah przedstawiała obecność Jahwe jako Wodza i Króla narodu. Do tego narodu posyłał proroków i ostatecznie posłał swego Syna. Pośród nich Jezus czynił cuda i nauczał, nie chcąc odwiedzać ludów ościennych i nie pozwalając swoim uczniom chodzić do nich. Gdy wysyłał apostołów powiedział: “Na drogę pogan nie wkraczajcie i do miasta Samarytan nie wchodźcie. Ale raczej idźcie do owiec, które zginęły z domu Izraela” (Mat. 10:5, 6 NB). Rzekł też do nich: “Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela” (Mat. 15:24 NB). Na pięć dni przed swoim ukrzyżowaniem Jezus oznajmił: “Oto wam dom wasz pusty zostanie (Mat. 23:38 NB). Słowa te wskazują na koniec narodowej łaski, który nastąpił gdy Jezus został odrzucony i ukrzyżowany.

Od śmierci Jezusa zaczął się nowy wiek – WIEK CHRZEŚCIJAŃSKI lub WIEK EWANGELII, w którym miała być zwiastowana dobra nowina o usprawiedliwieniu, nie tylko Żydom, lecz także wszystkim narodom, bo Jezus Chrystus z łaski Boga za wszystkich ludzi zaznał śmierci. W czasie tego Wieku Ewangelii istnieje też pewna klasa powołana do uczestniczenia w szczególnej łasce. Tej klasie przedstawione zostały wyjątkowe obietnice. Są to ci, którzy przez wiarę przyjmują Jezusa Chrystusa jako swego Odkupiciela i Pana, postępując Jego śladami. Głoszenie Ewangelii po całej ziemi trwa już prawie dziewiętnaście stuleci. Można więc powiedzieć, że głoszono ją mniej więcej w każdym narodzie. Ewangelia nie nawróciła narodów, nie taka bowiem miała być jej rola w obecnym wieku, lecz tu i ówdzie dokonała wyboru pewnych jednostek, które stanowią zaledwie “maluczkie stadko”, tak jak przepowiedział Jezus (Łuk. 12:32 BG), mówiąc, iż Ojcu upodobało się dać im Królestwo w wieku, który nastąpi po obecnym. <str. 73>

Wraz z obecnym wiekiem kończy się “obecny zły świat”. Zwróćmy uwagę, że choć Bóg dozwolił na przewagę i panowanie zła, z pozorną szkodą dla Jego sprawy, to jednak realizacja Jego głębokich zamysłów stale postępowała naprzód, zgodnie z ustalonym i nakreślonym planem oraz z zachowaniem ścisłej kolejności okresów, jaką On wyznaczył. Na końcu obecnego wieku i z brzaskiem następnego, Wieku Tysiąclecia, Szatan ma zostać związany, a jego władza zniweczona, co przygotuje ustanowienie Królestwa Chrystusowego i początek “przyszłego świata”, “w którym sprawiedliwość mieszka”.

Określenie “Tysiąclecie”, Millennium, oznaczające okres tysiąca lat, jest ogólnie przyjętą nazwą okresu poruszonego w Obj. 20:4 – tysiąca lat panowania Chrystusa, pierwszego wieku “przyszłego świata”. W Wieku Tysiąclecia nastąpi przywrócenie do pierwotnego stanu (restytucja) wszystkich rzeczy utraconych na skutek upadku Adama (Dz. Ap. 3:19-21). Przed końcem tego wieku wszelkie łzy zostaną otarte, a po jego zakończeniu, w przyszłych błogosławionych wiekach, nie będzie więcej śmierci ani smutku, ani płaczu, nie będzie też już więcej bólu. Te pierwsze rzeczy przeminą (Obj. 21:4). Boskie objawienie nie podaje szczegółów dotyczących przyszłości, dlatego na tym poprzestaniemy.

Dotąd jedynie pobieżnie przyjrzeliśmy się szkicowi tego planu wieków. Im lepiej będziemy go badać, tym wyraźniej dostrzeżemy w nim doskonałą harmonię, piękno i porządek. Każdy wiek ma do spełnienia swoją rolę, potrzebną do osiągnięcia zupełnej realizacji planu Bożego jako całości. Ten plan jest progresywny, rozwija się stopniowo, postępuje naprzód i ku górze poprzez poszczególne wieki, aż do osiągnięcia wspaniałego pierwotnego zamierzenia Boskiego architekta, “który sprawuje wszystko według zamysłu woli swojej” (Efez. 1:11 NB). Żaden z tych wielkich okresów nie jest zbyt długi ani zbyt krótki, ale dokładnie, co do godziny taki, jaki być powinien, aby jego cele mogły zostać osiągnięte. Bóg jest mądrym ekonomistą, zarówno w odniesieniu do czasu, jak i środków, choć Jego zasoby są niewyczerpane. Żadna też siła, choćby najbardziej <str. 74> złośliwa, nawet na moment nie opóźni ani nie pokrzyżuje Jego zamiarów. Wszystko, zarówno dobro, jak i zło, pod Boskim nadzorem i władzą współdziała w wypełnianiu Jego woli.

Dla umysłu niewykształconego i niepokornego, który zrozumieć może zaledwie niewielką część skomplikowanego mechanizmu Boskiego planu, jawi się on jako anarchia, zamieszanie i nieudany pomysł, podobnie jak dziecko myśli o całości lub tylko części skomplikowanej maszyny. Dla jego niedojrzałego i niewyrobionego umysłu jest ona niepojęta, a przeciwne sobie ruchy kół i pasów powodują jedynie zamieszanie. Dojrzałość i badanie pokażą, iż pozorne zamieszanie jest wspaniałą harmonią prowadzącą do dobrych rezultatów. A przecież maszyna ta była takim samym prawdziwym osiągnięciem, zanim dziecko zrozumiało zasady jej działania. Gdy więc Boski plan pomyślnie działa przez wieki, człowiek przechodzi potrzebne ćwiczenie. Czyni go ono zdolnym nie tylko do zrozumienia skomplikowanego funkcjonowania planu, lecz także umożliwia doświadczenie jego błogosławionych rezultatów.

Badając dalej Boski Plan, musimy pamiętać o wspomnianych wiekach, o ich cechach szczególnych i celach. W żadnym bowiem z nich, jako w zamkniętym okresie, nie można dostrzec tego planu, lecz we wszystkich razem, podobnie jak jedno ogniwo nie jest łańcuchem, lecz tworzą go liczne ogniwa połączone ze sobą. Właściwe pojęcie o całym planie będziemy mieli wówczas, gdy dostrzeżemy charakterystyczne cechy każdej jego części i w ten sposób będziemy zdolni “dobrze rozbierać słowo Prawdy”.

Stwierdzenie Słowa Bożego odnoszące się do jednej epoki lub wieku nie powinno być stosowane do innej epoki. Rzeczy określające jeden wiek mogą nie być prawdziwe w odniesieniu do innego wieku. Na przykład nieprawdą byłoby utrzymywanie, że w obecnym czasie cała ziemia pełna jest poznania Pana, albo że nie ma dzisiaj potrzeby mówienia bliźnim “poznajcie Pana” (Izaj. 11:9; Jer. 31:34 NB). To nie jest prawdą w tym wieku i nie może być prawdą dopóki Pan, przyszedłszy ponownie, <str. 75> nie ustanowi swego Królestwa. W tym bowiem wieku wiele jest zwodniczych pokus, a my jesteśmy poinformowani, że nawet na samym końcu tego wieku, “w ostateczne dni (...) ludzie źli i oszuści coraz bardziej brnąć będą w zło, błądząc sami i drugich w błąd wprowadzając” (2 Tym. 3:1, 13 NB). Natomiast w wyniku panowania Mesjasza w Wieku Tysiąclecia, wiedza i sprawiedliwość napełnią ziemię, tak jak morze jest napełnione wodą.

Podobnym błędem, zresztą bardzo powszechnym, jest mniemanie, iż Królestwo Boże jest już teraz ustanowione na ziemi, a narody wypełniają Jego wolę. Jest to oczywiście bardzo dalekie od prawdy, gdyż królestwa tego świata utrzymują się i bogacą przez ciemiężenie, niesprawiedliwość i oszustwo w takim stopniu, w jakim wzrastająca inteligencja ludzi na to pozwala. Szatan, obecny “książę tego świata”, musi być jeszcze usunięty, a królestwa będące obecnie pod jego panowaniem muszą stać się królestwami Pana naszego i Pomazańca Jego, wtedy, gdy On sam ujmie swą wielką władzę i będzie panować.

Dzięki światłu, które jest właściwe dla obecnych czasów, światłu, jakie przyświeca domownikom wiary, dostrzegamy, iż majestatyczne kroki naszego Boga w minionych wiekach znamionowały się systematycznością oraz porządkiem. Przypominają się nam tu poniższe strofy Cowpera, natchnione żywą wiarą, ufającą tam, gdzie nie można wyśledzić wszechmogącego Jahwe:

TYLKO ON MOŻE

Tajnymi Bóg kroczy drogami,

Do życia przywodząc swe dziwy:

To w morzu stopy ślad swojej zostawi,

To w wichrze przybywa straszliwym. <str. 76>

 

On strzeże swych planów świetlanych

I wolę swą zawsze wprowadza w czyn,

Bo w możliwości głębinach nieznanych

Całą swą wielką moc skrył.

O bojaźliwi! – nabierzcie odwagi,

Gdyż chmury straszliwe nad wami

Są z woli Boga i z Jego znikną woli,

Gdy słońce miłości zaświeci wam nad głowami.

Nie sądźcież Boga jak was słabość mami,

Niech ufność wzbudzą łaski, których nie zliczę.

Pod maską za zmarszczonymi brwiami

Kryje się uśmiechnięte oblicze.

Szybko się rodzą Boże cele,

Coraz jaśniejszy każdy cel nowy,

Pączek mieć może gorzkości wiele,

Lecz jakże słodki nektar kwiatowy.

Ślepa niewiara z pewnością zbłądzi,

Daremnie ważąc dzieła Boże.

Bóg tylko może swe czyny osądzić

I plan wykonać on tylko może.

 

 

 

Nie wiem, radość, czy smutek przyniesie

Droga, co w dal nieznaną ucieka sprzed oczu.

Nie znam chmur czarnych, co przyszłość skryły,

Ni kwiatów, co mogą na drogi wyrosnąć poboczu.

Jest jednak mój stary Towarzysz Podróży,

Co radość mą dzieli i losu znosi niedolę.

On ukojeniem, pociechą duszy,

On też zna drogę, którą wybiorę. <str. 77>

WYKŁAD V

“TAJEMNICA ZAKRYTA OD WIEKÓW I OD POKOLEŃ, A TERAZ OBJAWIONA ŚWIĘTYM JEGO” – Kol. 1:26 (NB)

Niewyraźne światło pierwszej obietnicy – Obietnica dana Abrahamowi – Odkładana nadzieja – Tajemnica zaczyna się wyjaśniać od dnia Pięćdziesiątnicy – Co jest ową tajemnicą? – Dlaczego tak długo nią pozostawało? – Dotąd stanowi tajemnicę dla świata – We właściwym czasie zostanie ujawniona wszystkim – Kiedy tajemnica się skończy?

W CZASIE, gdy ludzkość była ćwiczona przez zło, nie potrafiąc zrozumieć jego konieczności, Bóg wielokrotnie wyrażał zamiar przywrócenia jej do pierwotnego stanu i błogosławienia przez przyszłego wyzwoliciela. Kto miał być owym wyzwolicielem, było tajemnicą przez cztery tysiące lat, a zaczęło być wyraźnie objawiane dopiero po zmartwychwstaniu Chrystusa, na początku ery chrześcijańskiej, czyli Wieku Ewangelii.

Wracając myślą do czasu, gdy nasi pierwsi rodzice utracili życie i szczęście w Edenie, widzimy ich pogrążonych w smutku pod sprawiedliwą karą za grzech, bez promyka nadziei, z wyjątkiem tej, której domyślali się z niejasnego oświadczenia, iż nasienie niewiasty zdepcze głowę węża. Aczkolwiek w świetle późniejszego rozwoju wydarzeń obietnica ta nabrała dla nas pełnego znaczenia, dla nich była słabym, migoczącym światłem. Prawie dwa tysiące lat minęło bez jakichkolwiek oznak spełniania się obietnicy.

W około dwa tysiące lat później Bóg wezwał Abrahama i obiecał mu, że nasienie jego będzie błogosławić wszystkie narody ziemi. Wyglądało na to, iż Bóg podtrzymywał ciągle swój <str. 78> pierwotnie wyrażony zamysł i miał go właśnie wtedy spełnić. Czas mijał. Obiecana ziemia chananejska nie znajdowała się jeszcze w posiadaniu Abrahama. Abraham i Sara postarzeli się, a nie mieli do tego czasu potomstwa. Abraham doszedł do wniosku, że musi Bogu pomóc w wypełnieniu Jego obietnicy i tak urodził się Ismael. Pomoc Abrahama nie była potrzebna, ponieważ we właściwym czasie urodził się Izaak, dziecię nadziei i obietnicy. Wydawało się wówczas, iż przyszedł ów obiecany władca i pocieszyciel narodów. Ale nie. Mijały lata i zdawało się, że Boska obietnica zawiodła; umarł bowiem Izaak i jego dziedzic, Jakub. Jednak wiara nielicznych osób ciągle mocno trzymała się tej obietnicy i była posilana przez Boga, gdyż “przymierze, które zawarł z Abrahamem”, było potwierdzone przez Boga “przysięgą, daną Izaakowi, którą ustanowił dla Jakuba, (...) a dla Izraela przymierzem wieczystym” – 1 Kron. 16:16, 17 (NB).

W momencie śmierci Jakuba jego potomkowie zostali po raz pierwszy nazwani DWUNASTOMA POKOLENIAMI IZRAELA i uznani przez Boga za “naród wybrany” (1 Mojż. 49:28; 5 Mojż. 26:5). Oczekiwania, iż naród ten jako całość, jako obiecane nasienie Abrahama, posiądzie Chanaan i będzie panował oraz błogosławił świat, zdawały się być w przededniu spełnienia. Bowiem Izrael już wtedy, gdy przebywał w Egipcie, ciesząc się jego względami, stał się potężnym narodem. Ale nadzieja została prawie zupełnie zniweczona, a obietnica zapomniana, gdy Egipcjanie zdobyli władzę nad Izraelitami i traktowali ich długo jako niewolników.

Rzeczywiście, Boskie obietnice były okryte tajemnicą, a Jego drogi za trudne do zrozumienia. A jednak we właściwym czasie przyszedł Mojżesz, wielki wyzwoliciel, przez którego Bóg wyprowadził naród żydowski z niewoli, czyniąc dla nich wiele cudów. Przed wejściem do Chanaanu ten wielki wyzwoliciel umarł, lecz przedtem, jako rzecznik Pana, oznajmił: “Proroka, takiego jak ja jestem, wzbudzi ci Pan, Bóg twój, spośród ciebie, spośród twoich braci” (5 Mojż. 18:15 NB; Dz. Ap. 3:22). Pozwoliło <str. 79> to głębiej wglądnąć w Boski plan, pokazując, iż nie tylko naród ten w całości ma mieć związek z przyszłym dziełem panowania i błogosławienia, lecz też, że ktoś, kto miał być wybrany spośród niego, doprowadzi do zwycięstwa oraz do spełnienia się obietnicy. I wtedy Jozue, którego imię znaczy wyzwoliciel lub zbawiciel, stał się ich wodzem. Pod jego kierunkiem odnosili wielkie zwycięstwa i rzeczywiście weszli do ziemi obiecanej w przymierzu. Z pewnością zdawało się wówczas, iż ów prawdziwy wódz przyszedł i że obietnica wkrótce się całkowicie spełni.

Lecz Jozue umarł, a oni jako naród nie uczynili żadnego postępu, dopóki nie otrzymali królów, Dawida i Salomona. Wówczas osiągnęli szczyt sławy, lecz... zamiast ujrzeć wypełnienie się obietnicy, zostali wkrótce pozbawieni władzy. Stali się lennikami innych narodów. Niektórzy jednak mocno wierzyli w Boską obietnicę i w dalszym ciągu oczekiwali wielkiego wyzwoliciela, którego Mojżesz, Jozue, Dawid i Salomon jedynie obrazowali.

Mniej więcej w tym czasie, kiedy narodził się Jezus, wszyscy ludzie spodziewali się Mesjasza, przyszłego króla Izraela, a przez Izrael – króla całego świata. Choć żywiona powszechnie nadzieja chwały i czci przyszłego króla była zainspirowana przez figury i proroctwa mówiące o jego wielkości i mocy, to stała się powodem przeoczenia innego zbioru figur i proroctw. Zwracały one uwagę na dzieło związane z cierpieniem i śmiercią jako okupem za grzeszników. Dzieło to musiało być spełnione, zanim mogły nastąpić błogosławieństwa. Ta konieczność była przedstawiona w wydarzeniach Wielkanocy, tuż przed wyzwoleniem całego narodu z Egiptu, w zabiciu zwierząt, jak też przy daniu Przymierza Zakonu (Hebr. 9:11-20; 10:8-18) oraz w ofiarach pojednania składanych ustawicznie każdego roku przez kapłaństwo. Izrael przeoczył również to, co mówiły świadectwa proroków, dotyczące “cierpień mających przyjść na Chrystusa, ale też mającego potem nastać uwielbienia” (1 Piotra 1:11 NB). Kiedy przyszedł Jezus, jako ofiara, nie rozpoznali Go. Nie poznali czasu swego nawiedzenia (Łuk. 19:44). <str. 80> Nawet Jego najbliżsi naśladowcy byli srodze zakłopotani, gdy Jezus umarł. Ze smutkiem rzekli: “A myśmy się spodziewali, że on miał odkupić Izraela” (Łuk. 14:21 NB). Najwyraźniej zaufanie, jakie w Nim pokładali, skupiało się wokół niewłaściwych nadziei. Nie zrozumieli, że śmierć ich przywódcy była częściowym spełnieniem obiecanego przymierza, gwarancją nastania Nowego Przymierza, niosącego z sobą błogosławieństwa. Kiedy jednak dowiedzieli się, iż powstał z grobu, ich zwiędłe nadzieje znowu ożyły (1 Piotra 1:3), a gdy miał ich opuścić, zadali Mu pytanie związane z tą długo żywioną i często odraczaną nadzieją, mówiąc: “Panie, czy w tym czasie odbudujesz królestwo Izraelowi?” Zasadniczo ich nadzieje były słuszne, lecz nie znali czasu ich spełnienia. Wynika to z odpowiedzi Pana: “Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił” – Dz. Ap. 1:6, 7 NB.

Jaki obrót przybierze teraz Boski plan? – pytanie to musieli sobie zadawać uczniowie Jezusa po Jego wniebowstąpieniu. Pamiętajmy, iż nauki naszego Pana dotyczące Królestwa były przeważnie przedstawiane w przypowieściach i niejasnych wypowiedziach. Jezus powiedział im: “Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Lecz gdy przyjdzie on duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę”; “nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jan 16:12, 13; 14:26 NB). Zatem nie mogli tych spraw zrozumieć przed nastaniem błogosławieństw Pięćdziesiątnicy.

Ale nawet potem upłynął jakiś czas, zanim jasno i w pełni zrozumieli dokonujące się dzieło oraz jego związek z pierwotnym przymierzem (Dz. Ap. 11:9; Gal. 2:2, 12, 14). Jednak i wtedy, gdy jeszcze nie rozumieli wyraźnie wspomnianego dzieła, Bóg zdawał się ich używać jako swych rzeczników. Natchnione słowa, które wypowiadali, prawdopodobnie wyrażały prawdę jaśniej i głębiej, niż oni sami mogli pojąć. Na przykład przeczytajmy przemówienie Jakuba, w którym mówi on: “Szymon opowiedział, jak to Bóg pierwszy zatroszczył się o to, aby spomiędzy pogan wybrać lud [Oblubienicę] dla imienia swego. <str. 81> A z tym zgadzają się słowa proroków, jak napisano: potem [po wybraniu spośród pogan tego ludu] powrócę i odbuduję upadły przybytek Dawida [ziemskie panowanie], i odbuduję jego ruiny, i podźwignę go” – Dz. Ap. 15:14-16 NB.

Jakub zaczął dostrzegać w Boskiej opatrzności, w posłaniu Ewangelii przez Piotra do pierwszego nawróconego poganina, a przez Pawła do wszystkich pogan, że w obecnym wieku wierzący Żydzi i poganie mają być równo obdarzani łaską. Następnie zajrzał do proroctw i stwierdził, że tak właśnie jest napisane. Zrozumiał także na podstawie proroctw, iż po ukończeniu dzieła Wieku Ewangelii wypełnią się obietnice związane z Izraelem według ciała. Stopniowo tę wielką tajemnicę, tak długo ukrytą, zaczynali rozumieć święci, szczególni “przyjaciele” Boga.

Paweł oświadcza (Kol. 1:27), iż ową tajemnicą, która była ukryta od wieków i od pokoleń, obecnie ujawnioną Jego świętym, jest

“CHRYSTUS W WAS, NADZIEJA CHWAŁY”.

Oto owa wielka tajemnica Boga ukrywana przez wszystkie minione wieki i nadal ukryta przed wszystkimi z wyjątkiem szczególnej klasy – świętych, czyli poświęconych wierzących. Co jednak kryje się w wyrażeniu “Chrystus w was”? Dowiedzieliśmy się, że Jezus był pomazany duchem świętym (Dz. Ap. 10:38), przez co rozumiemy, iż jest Chrystusem – pomazańcem – gdyż słowo Chrystus znaczy Pomazaniec. Apostoł Jan mówi, że to pomazanie, które my (poświęceni wierzący) otrzymaliśmy, pozostaje w nas (1 Jana 2:27). A zatem święci tego Wieku Ewangelii są gronem pomazańców – pomazanymi na królów i kapłanów Bogu (2 Kor. 1:21; 1 Piotra 2:9) i wspólnie z Jezusem, ich wodzem oraz Panem, stanowią Pomazańca Jahwe – CHRYSTUSA. <str. 82>

Pozostając w harmonii z tą nauką Jana, że my też jesteśmy pomazańcami, Paweł zapewnia, iż ową tajemnicą, która w minionych wiekach była trzymana w sekrecie, a teraz jest oznajmiona świętym, jest to, że CHRYSTUS (Pomazaniec) “nie jest jednym członkiem, ale wieloma”, tak jak ciało ludzkie jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż jest ich wiele, tworzą jedno ciało; podobnie jest z Pomazańcem – CHRYSTUSEM (1 Kor. 12:12-28 NB). Jezus jest pomazany, aby być Głową, czyli Panem Kościoła, który jest Jego ciałem (czyli jego Oblubienicą, jak to pokazuje inny obraz – Efez. 5:25-30) i wspólnie stanowią owo obiecane “Nasienie” – wielkiego Wyzwoliciela: “A jeśliście wy Chrystusowi, tedyście nasieniem Abrahamowym, a według obietnicy, dziedzicami” – Gal. 3:29 BG.

Apostoł starannie zabezpiecza Kościół przed nieuzasadnionymi roszczeniami, mówiąc o Jezusie jako o tym, któremu Bóg “wszystko poddał pod nogi, (...) a Jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem Jego”, “aby we wszystkim był pierwszy” (Efez. 1:22; Kol. 1:18 NB). Z drugiej strony w obrazie ciała ludzkiego wspaniale i przekonywająco przedstawia on nasz zażyły związek z Panem. O tej samej jedności nauczał Jezus, mówiąc: “Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami” – Jan 15:5 NB.

Nasza jedność z Jezusem, jako członków CHRYSTUSA, grona pomazańców, dobrze jest zilustrowana w figurze piramidy.

Kamień szczytowy sam w sobie jest doskonałą piramidą. Inne kamienie mogą być budowane coraz wyżej pod kamieniem szczytowym, a jeśli będą harmonizować ze wszystkimi jego liniami, to skonstruowana całość będzie zupełną piramidą. Jak wspaniale ilustruje to nasze stanowisko jako członków owego “Nasienia” – “CHRYSTUSA”. Połączeni harmonijnie z naszą Głową, jako żywe kamienie, jesteśmy doskonałością; oddzielnie, bez Niego, jesteśmy niczym.

Doskonały Jezus został wielce wywyższony, a my obecnie oddajemy Mu się, abyśmy, będąc odpowiednio uformowani i <str. 83> ukształtowani według Jego wzoru, mogli budować się ku górze w budynek Boży. W zwyczajnej budowli nie ma głównego kamienia narożnego, ale w naszym budynku jest jeden główny kamień narożny, “kamień szczytowy”, jak jest napisane: “Oto kładę na Syonie kamień narożny węgielny, wybrany, kosztowny, do którego przystępując, do kamienia żywego (...) wy jako żywe kamienie budujcie się [ku górze1] w dom duchowny, w kapłaństwo święte, ku ofiarowaniu duchowych* ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa”(1 Piotra 2:4-6 BG). Ufamy, iż wkrótce jedność między Jezusem, “Głową”, i “Kościołem, który jest ciałem Jego”, będzie zupełna.

1. “ku górze” wg tekstu greckiego i KJ.

* Manuskrypt synaicki opuszcza słowo “duchowych” przed słowem “ofiar”.

Drogo Umiłowani, musimy jeszcze znieść wiele ciosów i liczne polerujące nas doświadczenia, musimy poddać się przekształceniom oraz różnego rodzaju doświadczeniom upodabniającym nas do wzoru Jezusa pod kierunkiem wielkiego Mistrza-Budowniczego. A w celu pozyskania i ukazania zdolności i ideałów Budowniczego, będziemy musieli się starać, aby nie było w nas upartej woli, naszej własnej, sprzeciwiającej się lub udaremniającej doskonalenie Jego woli w nas. Musimy być jak dzieci – pokorni: “Pokorą bądźcie wewnątrz ozdobieni, gdyż Bóg się pysznym sprzeciwia, a pokornym łaskę daje”. Uniżajmy się zatem po mocną ręką Bożą, aby nas wywyższył <str. 84> czasu swego (1 Piotra 5:5,6 BG), tak jak wywyższył naszą Głowę i Prekursora – Filip. 2:8, 9.

Jest to naprawdę wspaniałe poselstwo. Udawszy się do Słowa Bożego z zapytaniem dotyczącym naszego Wysokiego Powołania, zauważymy, iż wszyscy prorocy wymownie obwieszczali tę łaskę [błogosławieństwo], która spłynęła na nas (1 Piotra 1:10), gdy tymczasem figury, przypowieści i niejasne wcześniej wyrażenia dopiero dziś stają się zrozumiałe, rzucając światło na “wąską ścieżkę”, po której grono pomazanych [Chrystus] ma biec po oferowaną nagrodę, teraz odkrytą. Jest to istotnie tajemnica, o której nigdy wcześniej nie pomyślano – iż Bóg zamierza wzbudzić nie tylko jakiegoś wyzwoliciela, lecz wyzwoliciela składającego się z wielu członków. To jest owo “Wysokie Powołanie”, które mają przywilej osiągnąć poświęceni wierzący Wieku Ewangelii. Jezus nie usiłował wyjaśnić tego uczniom, gdy byli jeszcze zwykłymi ludźmi, lecz czekał aż do dnia Pięćdziesiątnicy, kiedy to zostali pomazani – spłodzeni do nowej natury. Z wyjaśnień Pawła wiemy, że nikt prócz “Nowych Stworzeń” nie może teraz ocenić lub zrozumieć tego Wysokiego Powołania. Mówi on: “Ale my głosimy mądrość Bożą tajemną, zakrytą [plan], którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej, której żaden z władców [głównych wodzów] tego świata nie poznał, jak napisano: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują. Albowiem nam objawił to Bóg przez ducha” – 1 Kor. 2:6-14 NB.

W Liście do Galacjan Paweł wyjaśnia całą tajemnicę i pokazuje, jak ma się wypełnić przymierze Abrahamowe. Dowodzi on, iż Zakon dany Izraelowi nie kolidował z pierwotnym przymierzem (Gal. 3:15-18) i że nasieniem Abrahamowym, które ma błogosławić wszystkie narody jest Chrystus (werset 16). Następnie, przedstawiając dalej wspomnianą myśl, iż CHRYSTUS składa się z wszystkich pomazanych duchem, mówi <str. 85> on: “Bo którzykolwiek jesteście w Chrystusa ochrzczeni, w Chrystusaście się oblekli (...) A jeśliście WY Chrystusowi, tedyście [razem z Jezusem] nasieniem Abrahamowym, a według obietnicy [danej Abrahamowi] dziedzicami” (wersety 27, 29). Rozwijając tę samą myśl, pokazuje on (Gal. r. 4), że Abraham przedstawiał Jahwe, Sara – przymierze, czyli obietnicę, a Izaak – Chrystusa (Głowę i Ciało). I w końcu dodaje: “My tedy, bracia! tak jako Izaak, jesteśmy dziatkami obietnicy”(w. 28 BG). Tak więc Boski plan został ukryty w obrazach, aż do początku Wieku Ewangelii, kiedy to CHRYSTUS zaczął się rozwijać.

Istniała jakaś potrzeba zachowania tej obietnicy w ukryciu, w przeciwnym razie nie zostałaby ukryta. Było to potrzebne, gdyż pełne objawienie światu owego planu znaczyłoby jego udaremnienie. Gdyby ludzie znali ten plan, nie ukrzyżowaliby ani Pana chwały, ani Kościoła, który jest Jego ciałem (1 Kor. 2:8). Śmierć Chrystusa, jako cena odkupienia człowieka, byłaby utrudniona, gdyby plan nie pozostał tajemnicą dla świata. Oprócz tego – próba wiary członków Kościoła, jako współuczestników cierpień Chrystusa, również byłaby uniemożliwiona, gdyż “dlatego świat nas nie zna [jako Jego współdziedziców], [z tego samego powodu] że Jego nie poznał” (1 Jana 3:1 NB).

Nie tylko plan Boży i Chrystus, który jest ucieleśnieniem tego planu, są tajemnicą dla świata, ale też i osobliwy sposób postępowania członków Maluczkiego Stadka wyróżnia ich jako “lud osobliwy”. Dla świata było tajemnicą dlaczego taki wybitny człowiek jak Jezus z Nazaretu spędził swoje życie i wykorzystał swe uzdolnienia tak a nie inaczej. Gdyby zwrócił uwagę na politykę, prawo, handel lub popularną religię, mógłby stać się wielkim i szanowanym człowiekiem. Według opinii ludzkiej, nierozsądnie zmarnował On swoje życie. Mówiono o Nim: “Demona ma i szaleje”. Jego życie i nauki były dla ludzi tajemnicą. Nie mogli Go zrozumieć. <str. 86>

Apostołowie i ich towarzysze stanowili też dla świata tajemnicę. Porzucili perspektywy bogacenia się itp., by móc ogłaszać przebaczenie grzechów przez śmierć wzgardzonego i ukrzyżowanego Jezusa. Paweł porzucił wysokie stanowisko i wpływy społeczne, by pracować własnymi rękoma i głosić wieść o Chrystusie oraz o niewidzialnej koronie dla wszystkich wierzących, którzy udadzą się śladami Jezusa. Było to tak tajemnicze, że ktoś powiedział: “Szalejesz, Pawle! Wielka nauka przywodzi cię do szaleństwa”. Wszyscy ci, co w ten sposób chodzą śladami Mistrza, są jak Paweł, uważani za głupców ze względu na Chrystusa.

Ale Boski plan nie będzie na zawsze okryty tajemnicą. Brzask Tysiącletniego Dnia przynosi pełniejsze światło Boże człowiekowi, “bo ziemia będzie napełniona znajomością Pańską”. Słońcem sprawiedliwości, które wschodząc, przyniesie na swych skrzydłach zdrowie i rozproszy ciemność niewiedzy, jest CHRYSTUS w chwale Tysiąclecia – nie sama Głowa, lecz także członkowie Jego ciała. Jest bowiem napisane, że jeśli z Nim cierpimy, z Nim też będziemy uwielbieni. “Gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z nim w chwale”. “Wtedy sprawiedliwi zajaśnieją jak słońce w królestwie Ojca swego” – Rzym. 8:17; 2 Tym. 2:11, 12; Kol. 3:4 NB i Mat. 13:43 NB.

W wieku obecnym wszyscy z wyjątkiem tych, którzy przez spłodzenie otrzymali nowy umysł, “zmysł Chrystusowy”, uważają obietnice, w które wierzymy i nadzieje, które żywimy, za nierealne i zbyt nieprawdopodobne, by je przyjąć i dla nich zmienić swe życie. W przyszłym wieku, kiedy Bóg “wyleje ducha swego na wszelkie ciało”, jak w tym wieku wylewa go na swe “sługi i służebnice”, wszyscy zrozumieją i ocenią obietnice pojmowane obecnie przez “Maluczkie Stadko”. Wszyscy będą się wówczas cieszyć z posłuszeństwa i wywyższenia Kościoła, mówiąc: “Weselmy się i radujmy się, i oddajmy mu chwałę, gdyż nastało wesele Baranka, i oblubienica jego przygotowała <str. 87> się” (Obj. 19:7 NB). Będą się cieszyć z uwielbienia Kościoła, przez który spłyną na nich błogosławieństwa. Gdy ludzie zdadzą sobie sprawę, że “bardzo wielkie i kosztowne obietnice”, odziedziczone przez Pomazańca (Głowę i Ciało), nie są dla nich przeznaczone, ale wypełniły się w nas, otrzymają błogosławieństwo z lekcji ukazanych w Kościele. I tak, ubiegając się o błogosławieństwa, jakie wówczas będą dla nich przeznaczone, skorzystają z przykładu Kościoła i będą zań wielbić Boga. Wiedza ta nie wzbudzi w nich zazdrości, gdyż w nowym porządku rzeczy powołanie do doskonałej ludzkiej natury zadowoli ich, zdając się być rzeczą bardziej upragnioną niż zmiana natury.

Wtedy już dłużej nie będzie tajemnicy. Świat zrozumie, że duch Boży był w Chrystusie, a duch Chrystusowy w nas – Bóg objawiony w ciele – co było dotychczas źle rozumiane. Wszyscy się wówczas przekonają, że nie byliśmy szaleńcami ani głupcami, lecz że wybraliśmy lepszą część, ubiegając się o bogactwa i zaszczyty oraz koronę dla nich niewidzialne, ale wieczne.

Jeżeli chodzi o czas, to tajemnica Boża skończy się w czasie brzmienia siódmej [symbolicznej] trąby (Obj. 10:7). Odnosi się to do tajemnicy w obu używanych znaczeniach: tajemnicy różnych zarysów Boskiego planu, które wówczas staną się znane i zrozumiałe, i “tajemnicy Bożej”, Kościoła, ucieleśnienia tego planu. Obie będą zrealizowane. Ukrywany w tajemnicy plan wybierze pełną, całkowitą liczbę członków Ciała Chrystusowego i tym samym ono, CIAŁO CHRYSTUSOWE, będzie zupełne. Plan przestanie być tajemnicą, ponieważ nie będzie już celu jej zachowywania. Wspaniałość tajemnicy tak długo ukrywanej w obietnicach, typach i figurach, oraz cudowna łaska zlewana na tych, którzy są powołani do udziału w tej tajemnicy (Efez. 3:9), są znakami, iż dzieło, które nastąpi po jej ukończeniu, musi być dziełem olbrzymim, wspaniałym, godnym takich wielkich <str. 88> przygotowań. Z powodu tego dzieła Jahwe przez sześć tysięcy lat utrzymywał ludzkość w oczekiwaniu i nadziei. Jakże wspaniałych błogosławieństw dla świata możemy się spodziewać, gdy zasłona tajemnicy zostanie usunięta i gdy zstąpią deszcze błogosławieństw! To właśnie do tej chwili wszelkie stworzenie wzdycha i wespół boleje oczekując zakończenia się tajemnicy – objawienia się synów Bożych, obiecanego “Nasienia”, w którym wszyscy będą błogosławieni (Rzym. 8:19, 21, 22).

Niedzielna Modlitwa

Tobie ofiaruję

Wszystkie serca uderzenia – są Twoje,

Twoje ludzkie sprawy moje,

Wszelka radość i cierpienia,

Przejaw woli i myślenia,

Boże mój, błogosławiony!

Wszelki strach mój i nadzieja,

Każdy uśmiech i westchnienia,

Każdy hymn i pieśni me

“Laudamus Te”.

Weź je wszystkie, święty Panie.

Zwiąż je sznurem tajnym swym,

Siebie wielbij w moim stanie,

O, Uwielbiony!

Niech Twe Słowo je pomnoży,

Wzmocnij, poświęć, Panie, ożyw

W doskonałej swej miłości,

W którejś jest niedościgniony. <str. 89>

WYKŁAD VI

POWRÓT NASZEGO PANA, CEL JEGO POWROTU – RESTYTUCJA WSZYSTKICH RZECZY

Powtórne, osobiste przyjście naszego Pana przed rozpoczęciem się Tysiąclecia – Jego związek z pierwszym przyjściem – Wybranie Kościoła i nawrócenie świata – Wybór i wolna łaska – Więźniowie nadziei – Prorocze świadectwa odnoszące się do restytucji – Powrót Naszego Pana oczywistą nadzieją dla świata i Kościoła

“ABY też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy1, co też od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków” – Dz. Ap. 3:20, 21 NB.

1. “restytucji wszystkich rzeczy” wg Biblii angielskiej KJ.

Nasz Pan zmierzał do tego, aby Jego uczniowie zrozumieli, iż w pewnym celu, w pewien sposób i w pewnym czasie przyjdzie On powtórnie. Sądzimy, że zgadzają się z tym i wierzą w to ci wszyscy, którzy zaznajomieni są z Pismem Świętym. Prawdą jest, że Jezus rzekł do swoich uczniów: “A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mat. 28:20 NB). I jest z Kościołem bez przerwy przez swego ducha oraz swoje Słowo, prowadząc go, kierując nim, pocieszając i podtrzymując swych świętych, dodając im otuchy we wszystkich utrapieniach. Ale chociaż Kościół cieszy się błogosławieństwami wynikającymi ze świadomości, iż Pan wie o wszystkich jego sprawach, nieustannie troszczy się o niego, miłuje go, to jednak tęskni do obiecanego osobistego powrotu Pana; bo kiedy On rzekł: “a jeśli pójdę, przyjdę znowu”(Jan 14:3 NB), na pewno mówił o swym powtórnym osobistym przyjściu.

Niektórzy sądzą, że miał On na myśli zesłanie ducha świętego w dzień Pięćdziesiątnicy, inni, że zburzenie Jerozolimy, ale widocznie zapominają o fakcie, iż w ostatniej księdze Biblii, <str. 90> napisanej około sześćdziesiąt lat po zesłaniu ducha świętego, a dwadzieścia sześć lat po zburzeniu Jerozolimy, ten, który był umarły, a ożył, mówi o owym wydarzeniu jako należącym do przyszłości, oświadczając: “Oto przychodzę wkrótce, a zapłata moja jest ze mną”. Natchniony Jan odpowiada: “Amen, przyjdź Panie Jezu!” – Obj. 22:12, 20 NB.

Wielu uważa, że nawracanie się grzeszników stanowi część przyjścia Chrystusa i że będzie On w taki sposób przychodził, dopóki cały świat nie zostanie nawrócony. Wówczas, jak mówią, przyjdzie On w pełnym tego słowa znaczeniu.

Zwolennicy takiego poglądu w swych spodziewaniach zapominają widocznie o świadectwie Pisma Świętego, które oznajmia na ten temat coś zupełnie przeciwnego. A mianowicie mówi ono, iż w czasie powtórnego przyjścia naszego Pana świat będzie daleki od nawrócenia się do Boga, że “w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy; ludzie bowiem będą (...) miłujący więcej rozkosze niż Boga” (2 Tym. 3:1-4 NB), że “ludzie źli i oszuści coraz bardziej brnąć będą w zło, błądząc sami i drugich w błąd wprowadzając” (werset 13). Zapominają o szczególnym ostrzeżeniu Mistrza skierowanym do Maluczkiego Stadka: “Baczcie na siebie (...), aby ów dzień was nie zaskoczył niby sidło; przyjdzie bowiem znienacka na wszystkich [nie czuwających], którzy mieszkają na całej ziemi” (Łuk. 21:34, 35 NB). Ponadto możemy być pewni, że kiedy Pismo Święte mówi “i narzekać będą przed nim wszystkie pokolenia ziemi”, kiedy ujrzą Go przychodzącego (Obj. 1:7 BG), nie czyni ono żadnej wzmianki na temat nawrócenia się grzeszników. Czy wszyscy ludzie mieliby lamentować z powodu nawrócenia się grzeszników? Przeciwnie, jeśli ten werset odnosi się do obecności Chrystusa na ziemi, a niemal każdy to przyzna, to naucza on, iż nie wszyscy ludzie na ziemi będą zadowoleni z pojawienia się Pana, co z pewnością nie miałoby miejsca, gdyby wszyscy byli nawróceni.

Niektórzy spodziewają się rzeczywistego przyjścia i obecności Pana, ale ustalają czas tego wydarzenia na bardzo daleką przyszłość, twierdząc, iż wskutek wysiłków Kościoła w jego <str. 91> obecnym stanie świat musi zostać nawrócony, i że w ten sposób będzie wprowadzony Wiek Tysiąclecia. Utrzymują też, że kiedy świat będzie już nawrócony, Szatan związany, ziemia pełna poznania Pana, a narody już więcej nie będą się przygotowywać do wojny, wówczas dzieło Kościoła w jego obecnym stanie będzie ukończone. A gdy Kościół wypełni swoje wielkie i trudne zadanie, Pan przyjdzie, aby zakończyć ziemskie sprawy, wynagrodzić wierzących i potępić grzeszników.

Niektóre wersety Pisma Świętego czytane w oderwaniu zdają się ów pogląd potwierdzać, ale gdy spojrzy się na całość Boskiego Słowa i planu, okaże się, że wszystkie one podtrzymują pogląd przeciwny, mianowicie, że Chrystus przyjdzie przed nawróceniem świata i będzie panował w tym celu, aby świat nawrócić, że Kościół jest doświadczany teraz, a nagrodą obiecaną zwycięzcom jest udział z Panem Jezusem w tym panowaniu po ich uwielbieniu. To właśnie jest ów postanowiony przez Boga sposób błogosławienia świata, przez który poznanie Pana ma dotrzeć do każdego stworzenia. Oto Pańskie szczególne obietnice: “Zwycięzcy pozwolę zasiąść ze mną na moim tronie” (Obj. 3:21 NB), “i ożyli, i królowali z Chrystusem tysiąc lat” (Obj. 20:4 BG).

Zwróćmy uwagę na dwa wersety, do których głównie odwołują się ci, którzy twierdzą, że Pan przyjdzie dopiero po Tysiącleciu. Pierwszy z nich mówi: “I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec” (Mat. 24:14 BG). Utrzymuje się, iż zacytowany werset odnosi się do nawrócenia świata przed końcem Wieku Ewangelii. Jednak dawanie świadectwa światu nie znaczy nawrócenia świata. Werset ten nic nie mówi o tym, jak to świadectwo zostanie przyjęte. Świadectwo, o którym mowa, już było dane. W 1861 roku sprawozdania towarzystw biblijnych pokazały, że Ewangelia została wydana w każdym języku ziemi, choć nie wszyscy ludzie z milionów żyjących na ziemi ją przyjęli. Nie, nawet połowa z miliarda sześciuset milionów nigdy nie słyszała imienia Jezus. A przecież <str. 92> warunek tekstu został wypełniony: Ewangelia była głoszona na całym świecie na świadectwo każdemu narodowi.

Apostoł (Dz. Ap. 15:14) mówi, iż głównym celem Ewangelii w teraźniejszym wieku jest “wybranie ludu” dla imienia Chrystusowego – zwycięskiego Kościoła, który w czasie Jego wtórego przyjścia będzie z Nim zjednoczony i otrzyma Jego imię. Dawanie świadectwa światu w tym wieku jest celem drugorzędnym.

Drugi werset to Psalm 110:1 (NB): “Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół twoich jako podnóżek pod nogi twoje”. To, co zdaje się nieuchwytne i nieokreślone w tym wersecie to sugestia, że Chrystus siedzi gdzieś w niebiosach na materialnym tronie i czeka, aż dzieło poddawania wszystkich rzeczy zostanie dla Niego dokonane przez Kościół i że wówczas On przyjdzie, by objąć panowanie. Jest to błędne zrozumienie. Tron Boga, o którym mowa, nie jest materialnym tronem. Określenie to oznacza najwyższy autorytet i władzę Boga. Pan Jezus został wywyższony do godności dzielenia z Bogiem tej władzy. Paweł oświadcza: “Dlatego też Bóg nader go [Jezusa] wywyższył, i darował mu imię, które jest nad wszelkie imię” (Filip. 2:9 BG). Bóg dał Jezusowi autorytet stawiający Go ponad wszystkich, zaraz po Ojcu. Gdyby Chrystus siedział na materialnym tronie czekając, aż Jego nieprzyjaciele staną się Jego podnóżkiem [całkowicie poddanymi], nie mógłby oczywiście przyjść przed ujarzmieniem wszystkich rzeczy. Jeśli jednak słowo “prawica” z Psalmu 110 nie odnosi się do jakiegoś konkretnego miejsca ani ławy, ale jak utrzymujemy, do władzy, autorytetu, panowania, to analizowany werset nie będzie stał w niezgodzie z innymi, które nauczają, że On przyjdzie “wszystkie rzeczy sobie poddać” (Filip. 3:21 BG), na mocy nadanej Mu władzy. Zilustrujmy to: na tronie niemieckim zasiada cesarz Wilhelm. Wypowiadając to zdanie nie myślimy o królewskim tronie, na którym faktycznie nieczęsto on zasiada. Kiedy mówimy, że zasiada na tronie, rozumiemy przez to, że rządzi on państwem niemieckim. Prawa ręka oznacza główne miejsce, <str. 93> znakomite stanowisko lub względy, zaraz po głównym władcy. W taki sposób wywyższony był książę Bismarck – zasiadał po prawej ręce władcy, zaraz obok cesarza Niemiec. Józef znajdował się po prawej ręce faraona w królestwie Egiptu, nie dosłownie, lecz według zwyczajowo przyjętego sposobu wyrażania się. Słowa Jezusa do Kajfasza są zgodne z tą myślą: “Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego na prawicy mocy Bożej, i przychodzącego na obłokach nieba” (Mat. 26:64 NB). Będzie On po prawicy gdy przyjdzie i pozostanie po prawicy w Wieku Tysiąclecia i na zawsze.

Dalsze rozpatrywanie objawionego planu Boga pozwoli na szersze zrozumienie celu zarówno pierwszego, jak i wtórego przyjścia. Powinniśmy pamiętać, iż oba te wydarzenia mają ze sobą związek, stanowią części jednego planu. Głównym dziełem pierwszego przyjścia było odkupienie ludzi, zaś drugiego – przywrócenie do pierwotnego stanu, błogosławienie i wyzwolenie odkupionych. Po złożeniu swego życia na okup za wszystkich, nasz Zbawiciel wstąpił do nieba, by przedstawić tę ofiarę Ojcu, dokonując w ten sposób pojednania za grzech człowieka. Pan zwleka i zezwala “księciu tego świata” na kontynuowanie rządów zła, aż wybierze “Oblubienicę, małżonkę Baranka”. Aby mogła być ona uznana za godną takiego honoru, musi przezwyciężyć wpływy obecnego złego świata. Potem rozpocznie się dzieło udzielania rzeszom ludzkim wielkich błogosławieństw zapewnionych przez ofiarę Jezusa, który udzieli tych błogosławieństw wszystkim narodom ziemi.

To prawda, że dzieło przywracania do pierwotnego stanu i błogosławienia mogło rozpocząć się od razu po zapłaceniu ceny okupu przez Odkupiciela. Wtedy byłoby tylko jedno przyjście Mesjasza, panowanie i błogosławienie rozpoczęłoby się od razu, tak jak spodziewali się z początku apostołowie (Dz. Ap. 1:6). Ale Bóg przewidział “ze względu na nas coś lepszego”, ze względu na chrześcijański Kościół (Hebr. 11:40). Stąd to właśnie dla naszej korzyści dziewiętnaście wieków dzieli panowanie Chrystusa od cierpień Głowy. <str. 94>

Ów okres między pierwszym i wtórym przyjściem, pomiędzy złożeniem okupu za wszystkich i błogosławieniem wszystkich, jest przeznaczony na wypróbowanie i wybór Kościoła, który jest Ciałem Chrystusa. W przeciwnym razie byłoby tylko jedno przyjście, a dzieło, które zostanie dokonane w czasie wtórej obecności Jezusa – w Tysiącleciu, nastąpiłoby po Jego zmartwychwstaniu. Albo zamiast mówić o tym, że dzieło wtórego przyjścia nastąpiłoby natychmiast po wykonaniu zadania pierwszego, podkreślamy raczej, iż gdyby Jahwe nie miał zamiaru wybrać “Maluczkiego Stadka”, “Ciała Chrystusowego”, pierwsze przyjście nie nastąpiłoby wtedy, kiedy nastąpiło, ale w czasie wtórego przyjścia, i byłoby wtedy tylko to jedno przyjście. Bóg bowiem najwyraźniej zaplanował dozwolenie zła na okres sześciu tysięcy lat, jak również to, że oczyszczenie i restytucja wszystkiego będą dokonane w siódmym tysiącu lat.

Przyjście Jezusa rozumiane jako ofiara i okup za grzeszników wyprzedziło czas błogosławienia i restytucji ludzkości o okres umożliwiający dokonanie wyboru Jezusowego “Maluczkiego Stadka”, “współdziedziców”. To wyjaśni niektórym osobom widoczne odkładanie ze strony Boga obiecanych i zabezpieczonych przez okup błogosławieństw. Błogosławieństwa nastąpią we właściwym czasie, zgodnie z pierwotnym planem, choć dla chwalebnego celu, zapłacenie ceny okupu było zapewnione dużo wcześniej niż człowiek mógł się tego spodziewać.

Apostoł informuje nas, iż Jezus znajdując się w niebie, był nieobecny na ziemi w ciągu całego okresu między Jego wniebowstąpieniem a początkiem czasów restytucji, czyli Wieku Tysiąclecia – “Którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy” (Dz. Ap. 3:21 NB). Pismo Święte naucza, że celem wtórej obecności naszego Pana jest odnowienie wszystkich rzeczy (restytucja) i że w czasie Jego objawienia narody będą tak dalekie od nawrócenia się, że znajdować się będą w stanie gniewu (Obj. 11:18) i opozycji. Ponieważ takie są nauki Pisma, to należałoby przyjąć, że Kościół nie wypełni <str. 95> swojej misji i że odpowiednio do tego plan Boga zostanie zaburzony, albo – jak twierdzimy i wyjaśniamy – Kościół w obecnym wieku nie miał nawrócić świata, jego misją natomiast jest głoszenie Ewangelii na całym świecie na świadectwo oraz przygotowanie się pod Boskim kierunkiem do swego wielkiego przyszłego dzieła. Bóg bynajmniej nie wyczerpał swej mocy przeznaczonej na nawrócenie świata. Co więcej, On nawet jeszcze nie próbował nawracać świata.

Zdanie to może wydać się niektórym osobom dziwne, ale niech się nad tym zastanowią: gdyby Bóg usiłował dokonać takiego dzieła, doznane tu niepowodzenie byłoby oczywiste, bowiem jak to zauważyliśmy powyżej, jedynie niewielki ułamek spośród miliardów ludzi żyjących na ziemi słyszał o jedynym imieniu, przez które musi uzyskać zbawienie, rozumiejąc to, co słyszy. Mocno podkreślamy poglądy i nauki niektórych wiodących wyznań – baptystów, prezbiterian i innych – mianowicie, iż Bóg ze świata wybiera “Maluczkie Stadko”, Kościół. Oni wierzą, że Bóg nie uczyni nic poza wybraniem owego Kościoła, tymczasem w Piśmie Świętym znajdujemy nauki o następnym etapie w Boskim planie: RESTYTUCJI dla świata, która ma być dokonana przez wybrany Kościół, gdy zostanie on skompletowany i dostąpi chwały. “Maluczkie Stadko”, zwycięzcy tego Wieku Ewangelii, są tylko ciałem owego “Nasienia”, w którym, lub przez które, będą błogosławione wszystkie narody ziemi.

Ci, którzy utrzymują, że Jahwe przez sześć tysięcy lat usiłował nawrócić świat, ale przez cały ten czas doznawał niepowodzeń, nieuchronnie napotkają na trudność w pogodzeniu swego poglądu z zapewnieniem Biblii, że wszelkie zamiary Boga zostaną zrealizowane, a Jego Słowo nie wróci do Niego niespełnione, lecz powiedzie mu się w tych sprawach, w których zostało wysłane (Izaj. 55:11). Fakt, iż świat dotąd nie został nawrócony, a poznanie Pana jeszcze nie napełniło ziemi, jest dowodem, że z taką misją Słowo Pańskie jeszcze nie zostało wysłane. <str. 96>

Te rozważania doprowadzają nas do owych dwóch pojęć, które przez wieki dzielą chrześcijaństwo, a mianowicie: “wybór” i “wolna łaska”2. Żaden badacz Biblii nie zaprzeczy temu, że te dwie doktryny, mimo pozornej różnicy, mają poparcie Pisma Świętego. Powinniśmy natychmiast przypuścić, że obie muszą być w pewnym sensie prawdziwe. Nie można ich jednak inaczej pogodzić, jak tylko przez zachowanie Boskiego prawa i porządku, “dobrze rozbierając słowo prawdy” w tym przedmiocie. Wspomniany porządek, jeśli jest uwzględniany w sposób przedstawiony w Planie Wieków, wyraźnie wskaże, że pewien wybór dokonywał się w wieku obecnym i wiekach minionych. Natomiast to, co jest dla odróżnienia określane mianem wolnej łaski, jest łaskawym Bożym postanowieniem na rzecz całego świata, które ma być zastosowane w Wieku Tysiąclecia. Jeśli zapamiętamy charakterystyczne cechy epok i wieków podane w ogólnych zarysach w poprzednim rozdziale oraz przeanalizujemy i umiejscowimy wszystkie wersety odnoszące się do wyboru i wolnej łaski, stwierdzimy, że wersety traktujące o wyborze stosują się do minionych wieków i wieku obecnego, tymczasem te nauczające o wolnej łasce w pełni dają się zastosować do przyszłego wieku.

2. Określenie “wolna” w odniesieniu do łaski oznacza tu: niezasłużona, a dostępna dla wszystkich.

Tym niemniej wybór, tak jak o nim naucza Biblia, nie jest niezależnym od osoby przymusem czy fatalnym zbiegiem okoliczności, w co zazwyczaj wierzą i o czym nauczają jego obrońcy. Jest to wybór osób na podstawie ich przydatności i umiejętności przystosowania się do obrazu, jaki Bóg miał w swym zamyśle w okresie przeznaczonym na ten cel.

Doktryna o wolnej łasce, broniona przez arminian3, jest też o wiele większym przejawem obfitej łaski Bożej, niż jej najżarliwsi obrońcy kiedykolwiek nauczali. Boska łaska w Chrystusie jest zawsze wolna od zapłaty, to znaczy niezasłużona. Jednak od popadnięcia człowieka w grzech aż do obecnych czasów <str. 97> niektóre Boskie łaski bywały ograniczane do szczególnych jednostek, narodów i klas, zaś w przyszłym wieku cały świat zostanie zaproszony do uczestniczenia w dobrodziejstwach, jakie wówczas zostaną zaoferowane na warunkach, z którymi wszyscy się zapoznają. Ktokolwiek zechce, będzie mógł przyjść i pić ze źródła życia darmo – Obj. 22:17.

3. Arminianie – zwolennicy przekonań prezentowanych przez Jakuba Arminiusza (1560 – 1588), teologa, profesora Uniwersytetu w Leiden, w Holandii. Znany on był z udziału w sporze z teologiem kalwińskim, Franciszkiem Gomarusem, którego głównymi tematami były doktryny o łasce i wyborze. Arminiusz utrzymywał, że łaska jest dana wszystkim, a nie jedynie wybranym, oraz że wybór zależy od wiary i dobrych uczynków, nie zaś od ślepego przeznaczenia.

Spoglądając wstecz, dostrzegamy wybór Abrahama i niektórych jego potomków. To oni stanowili drogę, którą miało przyjść obiecane Nasienie, mające błogosławić wszystkie narody ziemi (Gal. 3:29). Dostrzegamy też wybór owego jedynego narodu spomiędzy wszystkich narodów – Izraela – w którym Bóg figuralnie zilustrował sposób, w jaki dokonane zostanie to wielkie dzieło na rzecz świata. Takimi obrazami były: wyzwolenie Izraela z Egiptu, Chanaan, przymierza, prawa, ofiary składane za grzechy w celu zmazania jego win i pokropienia ludu, kapłaństwo, którego zadaniem było spełnianie tych ofiar, kapłaństwo będące miniaturą i figuralnym przedstawieniem rzeczywistego kapłaństwa i ofiar oczyszczających szerokie rzesze rodzaju ludzkiego. Bóg zwracając się do ludu rzekł: “Jedynie was znałem ze wszystkich narodów ziemi” (Amos 3:2 BT). Tylko ten naród był uznawany do czasu przyjścia Chrystusa, a nawet i potem, gdyż służba naszego Pana ograniczyła się do tego narodu. Nie pozwalał On swoim uczniom chodzić do innych, mówiąc, gdy ich wysyłał: “Na drogę pogan nie wkraczajcie i do miasta Samarytan nie wchodźcie”. Dlaczego, Panie? Dlatego – wyjaśnił – że “jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela” (Mat. 10:5, 6; 15:24 NB). Cały swój czas, aż do śmierci, poświęcił im. Jego śmierć stanowiła pierwsze dzieło na rzecz świata, zamanifestowanie po raz pierwszy wolnej i wielce obfitej łaski, która “we właściwym czasie” stanie się dla wszystkich prawdziwym błogosławieństwem.

Ów największy dar Boży nie był ograniczony do narodu lub klasy. Nie był przeznaczony wyłącznie dla Izraela, ale dla całego świata, gdyż Jezus Chrystus z łaski Bożej za wszystkich śmierci zakosztował (Hebr. 2:9).

Obecnie, w Wieku Ewangelii, odbywa się też pewnego rodzaju <str. 98> wybór. Jedne części świata są bardziej uprzywilejowane niż inne z powodu znajomości Ewangelii (która jest dana darmo wszystkim, którzy ją słyszą). Rzućmy okiem na mapę świata i popatrzmy jak mała część ludzkości w stosunku do całości jest oświecona i błogosławiona przez Ewangelię Chrystusową, przynajmniej w pewnym stopniu. Spójrz na siebie, na dane Ci przywileje i wiedzę, i porównaj z nimi wiedzę milionów pozostających dzisiaj w ciemności pogan, którzy nigdy nie słyszeli głosu powołania, a tym samym nie zostali powołani. Gdy wybrana grupa (ci, którzy zostali powołani, by stać się synami Boga, dziedzicami Boga i współdziedzicami z Jezusem Chrystusem, naszym Panem, którzy uczynili swe powołanie i wybór mocnymi) będzie skompletowana, realizacja planu Bożego, mającego na celu zbawienie świata, dopiero się rozpocznie.

Owo Nasienie nie wcześniej zdepcze głowę węża, aż zostanie wybrane, rozwinięte i wywyższone do sprawowania władzy. “A Bóg pokoju rychło zetrze Szatana pod stopami waszymi” (Rzym. 16:20 NB; 1 Mojż. 3:15). W Wieku Ewangelii czysta panna, wierny Kościół, przygotowuje się na przyjście Oblubieńca. Na końcu Wieku Ewangelii, gdy będzie ona już gotowa (Obj. 19:7), przyjdzie Oblubieniec i ci, którzy będą gotowi, wejdą z Nim na wesele. Gdy drugi Adam i druga Ewa połączą się, wówczas rozpocznie się chwalebne dzieło restytucji. W następnym świecie, w nowym niebie i nowej ziemi, Kościół nie będzie już dłużej zaręczoną panną, lecz Oblubienicą. Wówczas spełnią się następujące słowa: “A duch i oblubienica mówią: Przyjdź!, a ten, kto słyszy niech powie: Przyjdź! A ten kto pragnie, niech przychodzi, a kto chce, niech darmo bierze wodę żywota” – Obj. 22:17 NB.

Wiek Ewangelii, daleki od zakończenia misji Kościoła, jest tylko okresem koniecznych przygotowań do wielkiej, przyszłej pracy. Do wypełnienia się tego obiecanego przyszłego błogosławieństwa wszelkie stworzenie wzdycha i wespół boleje aż dotąd, oczekując objawienia się synów Bożych (Rzym. 8:22, 19). Błogosławionym faktem jest to, że w planie naszego Ojca jest przewidziana wolna łaska w najpełniejszym wymiarze, jako błogosławiona <str. 99> sposobność przyszłego wieku, nie tylko dla żyjących, lecz także dla tych, którzy umarli.

Niektórzy częściowo rozumieją błogosławieństwa, jakie miały nastać w czasie wtórego przyjścia i w pewnym sensie doceniają fakt, iż Pan miał przyjść, by obdarzyć ludzkość wielkim błogosławieństwem zapewnionym kosztem swej własnej śmierci. Jednak wykazują oni brak zrozumienia tej ostatniej myśli, tj. iż ci, którzy są w grobach, będą tak samo mieli korzyść z panowania Mesjasza jak ci, którzy wówczas nie będą całkowicie poddani niewoli skażenia – śmierci. Ale jak pewnym jest fakt, że Jezus umarł za wszystkich, tak samo pewne jest, że wszyscy muszą skorzystać z błogosławieństw i możliwości zapewnionych przez Jego kosztowną krew. Stąd w Tysiącleciu powinniśmy się spodziewać błogosławieństw zarówno dla tych, którzy są w grobach, jak i dla tych, którzy w nich nie są. Zastanawiając się dalej nad świadectwem Pańskim na ten temat, znajdziemy liczne dowody potwierdzające taki pogląd. Ze względu na Boski plan uwolnienia, przebywający w grobie nazwani są “więźniami nadziei”4.

4. Zach. 9:12 wg KJ.

Ocenia się, że około sto czterdzieści trzy miliardy istot ludzkich żyło na ziemi w ciągu sześciu tysięcy lat od stworzenia Adama. Szacując tak hojnie, jak na to pozwala rozsądek, można przyjąć, że mniej niż jeden miliard z tej liczby to święci Boży. Z tej i tak zawyżonej liczby pozostaje ogromna liczba stu czterdziestu dwóch miliardów (142 000 000 000) tych, którzy umarli, nie mając wiary i nadziei w jedynym imieniu danym pod niebem, a więc danym ludziom, przez które możemy być zbawieni. Istotnie, większość z nich nigdy nie dowiedziała się ani nie słyszała o Jezusie, nie mogła więc wierzyć w Tego, o którym nic nie słyszała.

Co stało się, zapytujemy, z tym wielkim mnóstwem ludzi, o których liczby dają nam tak niedostateczne wyobrażenie? Jaki jest i jaki ma być ich stan? Czy Bóg im niczego nie zapewnił, <str. 100> przewidziawszy na pewno ich stan i sytuację, w jakiej się znajdowali? Czy też od założenia świata miał dla nich przygotowane okrutne, bezlitosne i beznadziejne wieczne męki, jak wiele z Jego dzieci twierdzi? A może ma On jeszcze w zapasie, w wysokości i głębokości, w długości i szerokości Swego planu, zachowaną dla nich sposobność poznania tego jedynego imienia, a dla tych wszystkich, którzy dowiedziawszy się o Nim okażą posłuszeństwo ustalonym warunkom – możność radowania się wiecznym życiem?

Te pytania zadaje sobie każdy myślący chrześcijanin, pragnąc znaleźć prawdziwą odpowiedź, która zgadzałaby się z charakterem Jahwe. Różne daje się na nie odpowiedzi:

Ateizm odpowiada: Wszyscy oni umarli na zawsze. Nie ma życia przyszłego. Nigdy nie będą już żyli.

Kalwinizm odpowiada: Oni nie zostali wybrani do zbawienia. Bóg z góry postanowił i przeznaczył ich na stracenie, na pójście do piekła, w którym się teraz znajdują, wijąc się w bólu. Pozostaną tam na zawsze bez nadziei.

Arminianizm odpowiada: Wierzymy, że Bóg wybacza wielu ludziom z powodu ich niewiedzy. Ci, którzy postępowali najlepiej jak umieli, na pewno staną się częścią “Kościoła Pierworodnych”, mimo że nigdy nie słyszeli o Jezusie.

Do ostatniego z przytoczonych poglądów skłania się większość chrześcijan ze wszystkich wyznań (choć kodeks wiary niektórych z nich mówi coś całkiem przeciwnego), czując, że żaden inny pogląd nie dałby pogodzić się z Boską sprawiedliwością. Ale czy Pismo Święte popiera ten ostatni pogląd? Czy naucza ono, że nieznajomość jest podstawą do zbawienia? Nie. Jedyną podstawą do zbawienia, wymienioną przez Pismo Święte, jest wiara w Chrystusa jako Odkupiciela i Pana – “łaską jesteście zbawieni przez wiarę” (Efez. 2:8 BG). Usprawiedliwienie przez wiarę jest podstawową zasadą całego systemu chrześcijaństwa. Na pytanie: “Co muszę zrobić, aby być zbawionym?” apostoł odpowiada: Wierz w Pana Jezusa Chrystusa, “nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które <str. 101> moglibyśmy być zbawieni” (Dz. Ap. 4:12 NB). “Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie” – Rzym. 10:13 NB.

Paweł jednak zauważa, że człowiek najpierw musi usłyszeć Ewangelię, zanim uwierzy, mówiąc: “Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli?” – Rzym. 10:14 NB.

Niektórzy twierdzą, że Paweł naucza, iż niewiedza zbawi ludzi, gdy mówi, że “poganie, zakonu nie mając, sami sobie są zakonem” (Rzym. 2:14 BG). Z tego wnioskują, że owo prawo, jakiego dostarcza poganom sumienie, wystarcza do ich usprawiedliwienia. Takie osoby nie rozumieją Pawła. Dowodzi on, że cały świat jest winien wobec Boga (Rzym. 3:19), że poganie, którzy nie mają spisanego prawa, zostali potępieni, a nie usprawiedliwieni, przez własne sumienie. Bierze ich ono w obronę, bądź potępia, co dowodzi, że nie są doskonali i nie zasługują na życie. Podobnie Żydzi, mając spisane prawo, byli przez nie potępieni, “gdyż przez zakon jest poznanie grzechu” (Rzym. 3:20 BG). Zakon dany Żydom ujawnił ich słabości. Został wprowadzony, aby im pokazać, iż byli niezdolni usprawiedliwić się przed Bogiem, gdyż “z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed nim [przed Bogiem] żaden człowiek”. Spisane prawo potępiło Żydów, a poganie posiadali sumienia na tyle światłe, by i ich potępiały. Zatem usta każdego są zamknięte w kwestii roszczenia sobie prawa do życia, i tak oto cały świat jest winny wobec Boga.

Jakub mówi (2:10), iż ktobykolwiek zachował cały Zakon, a przekroczyłby jedno przykazanie, jest winien i nie może się domagać żadnego z błogosławieństw obiecanych przez Przymierze Zakonu. Pamiętając o tej wypowiedzi, zdajemy sobie sprawę z faktu, że istotnie “nie ma ani jednego sprawiedliwego” (Rzym. 3:10 NB). W ten sposób Pismo Święte zamyka wszystkie drzwi nadziei – z wyjątkiem jednych – i wykazuje, że nikt z potępionych nie jest w stanie uzyskać życia wiecznego na podstawie dobrych uczynków, i że równie bezużyteczne jest powoływanie się na nieświadomość jako na podstawę do zbawienia. <str. 102> Nieświadomość nie upoważnia nikogo do nagrody, jaką otrzymuje się dzięki wierze i posłuszeństwu.

Wielu chrześcijan nie chce wierzyć, że miliony nieświadomych dzieci oraz pogan zostały na wieki stracone (co, według otrzymanej przez nich nauki znaczy, że zostały posłane do miejsca wiecznych i beznadziejnych mąk) i utrzymuje, wbrew oświadczeniom Biblii, że Bóg nie potępi nieświadomych. Podziwiamy liberalność ich serc oraz ocenę Boskiej dobroci, ale radzimy im, by nie śpieszyli się za bardzo z odrzucaniem i ignorowaniem słów Biblii. Bóg będzie błogosławił wszystkich w sposób lepszy niż przez niewiedzę.

Ale czy ci, którzy tak myślą, działają zgodnie z głoszonymi przez siebie przekonaniami? Nie, gdyż mimo zapewnień, że wierzą, iż osoby nieświadome będą zbawione z powodu swej niewiedzy, nie przestają wysyłać do pogan misjonarzy, narażając tysiące wartościowych istnień ludzkich i wydając milionowe sumy. Gdyby wszyscy poganie lub chociaż połowa z nich mogła być zbawiona przez nieświadomość, to przez wysyłanie misjonarzy nauczających o Chrystusie czyni się im niezaprzeczalną krzywdę. Bowiem zaledwie jeden na tysiąc uwierzy przybywającym misjonarzom. Gdyby więc ten pogląd był prawdziwy, to o wiele lepiej byłoby pozostawić pogan w nieświadomości, w takiej bowiem sytuacji większa ich liczba byłaby zbawiona. Argumentując dalej w ten sam sposób, można by postawić pytanie: Gdyby Bóg pozostawił wszystkich ludzi w nieświadomości, czy wszyscy byliby zbawieni? Jeśli tak, to przyjście i śmierć Jezusa byłyby bezużyteczne, głoszenie i cierpienia apostołów oraz świętych byłyby próżne, a Ewangelia zamiast być dobrą nowiną, byłaby bardzo złą nowiną. Jeszcze bardziej niedorzeczne i bezsensowne jest wysyłanie do pogan misjonarzy przez tych, którzy zachowują kalwinistyczny, czyli fatalistyczny pogląd na wybór, mówiący, że wieczne przeznaczenie każdej jednostki było nieodmiennie ustalone, zanim zaczęła istnieć.

Biblia, pełna ducha misyjnego, nie uczy jednak o istnieniu licznych sposobów zbawienia – jednego przez wiarę, drugiego <str. 103> przez uczynki i jeszcze innego przez nieświadomość. Nie naucza też przynoszącej ujmę Bogu doktryny o przeznaczeniu. Biblia, pokazując, że wszelkie inne drzwi nadziei są zamknięte dla rodzaju ludzkiego, otwiera szeroko jedne, jedyne drzwi i ogłasza, iż każdy, kto tylko zechce, może przez nie wejść, by otrzymać życie. Pismo Święte oznajmia też, że wszyscy, którzy teraz nie rozumieją błogosławionego przywileju wejścia lub go nie doceniają, w słusznym czasie zostaną doprowadzeni do pełnej wiedzy i oceny. Jedyna droga, dzięki której wszyscy z potępionej rasy mogą przyjść do Boga, nie zależy od dobrych uczynków czy też od niewiedzy, lecz od wiary w kosztowną krew Chrystusa, która gładzi grzechy świata (1 Piotra 1:19; Jan 1:29). Oto Ewangelia, dobra nowina o wielkiej radości, “która będzie udziałem WSZYSTKIEGO LUDU”.

Przypuśćmy, że traktujemy te sprawy tak właśnie jak Bóg nam je przedstawia i sprawę wyjaśnienia jaki jest Jego charakter pozostawiamy samemu Bogu. Zapytajmy: Co się stało z owymi stu czterdziestoma dwoma miliardami?

Bez względu na to, co się z nimi stało, możemy być pewni, że nie znajdują się w stanie cierpienia, gdyż Pismo Święte uczy nie tylko tego, że pełna nagroda będzie dana Kościołowi dopiero wtedy, gdy Chrystus przyjdzie i nagrodzi każdego człowieka (Mat. 16:27), ale także i tego, że niesprawiedliwi zostaną wówczas ukarani. Niezależnie od ich obecnego stanu, nie może on być ostateczną przewidzianą dla nich nagrodą, o czym mówi Piotr: “umie Pan (...) bezbożnych zachować na dzień sądu celem ukarania” (2 Piotra 2:9 NB). I tak właśnie Pan postąpi.

Jednak myśl, iż tylu naszych bliźnich miałoby kiedykolwiek zginąć tylko dlatego, że nie miało możliwości zdobycia tej wiedzy, która jest potrzebna do zbawienia, sprawia prawdziwą przykrość mającym choć iskierkę miłości czy litości. Ale i w tym wypadku istnieją liczne wersety Pisma Świętego, z którymi ta nauka nie da się pogodzić. Pomyślmy: Pomijając całą nadzieję pokładaną w restytucji przyszłego wieku i przyjmując, że przeszłość i teraźniejszość są jedynymi okresami dającymi okazję do ubiegania się o życie wieczne, jak powinniśmy zrozumieć następujące wyrażenia: “Bóg jest miłością” i “Tak Bóg <str. 104> umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął” (1 Jan 4:8; Jan 3:16 NB)? Czyż nie wydaje się, że jeśli Bóg tak bardzo umiłował świat, to mógł poczynić jakieś kroki, by nie tylko wierzący mogli być zbawieni, lecz także, by wszyscy mogli usłyszeć i dzięki temu uwierzyć?

Wyniki naszych obserwacji są też sprzeczne z tym, co mówi następujący werset: “Tenci był tą prawdziwą światłością, która oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat” (Jan 1:9 BG). Tak nie jest, nie każdy człowiek był oświecony, można raczej zauważyć, że Pan nasz oświecił tylko nieliczne jednostki spomiędzy miliardów mieszkańców ziemi. Nawet w obecnych, stosunkowo postępowych czasach, miliony pogan nie dają żadnego dowodu na to, że zostały oświecone, nie dawali też takich dowodów sodomici ani rzesze innych ludzi żyjących w minionych wiekach.

Czytamy, iż Jezus Chrystus z łaski Bożej zakosztował śmierci “za każdego” (Hebr. 2:9 NB). Jeśli Chrystus zakosztował śmierci za wspomniane już sto czterdzieści trzy miliardy i z jakiegoś powodu ofiara stałaby się skuteczna tylko dla jednego miliarda, czy odkupienie nie okazałoby się w pewnej mierze fiaskiem? I czy w takim wypadku, wypowiedź apostoła nie jest zbyt dużym uogólnieniem? A kiedy czytamy jeszcze: “Bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem WSZYSTKIEGO LUDU” (Łuk. 2:10 NB) i spoglądając wokół siebie dostrzegamy, że tylko dla “Maluczkiego Stadka” stała się ona dobrą nowiną, nie dla wszystkich ludzi, to wniosek ten zmusza nas do zastanowienia się, czy aniołowie nie przesadzili z ową dobrocią i rozległością ogłaszanego poselstwa i nie przecenili doniosłości dzieła, jakiego miał dokonać zapowiadany przez nich Mesjasz?

Jeszcze inna wypowiedź głosi: “Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który samego siebie złożył jako okup za wszystkich” (1 Tym. 2:5, 6 NB). Okup za wszystkich? Dlaczego zatem wszyscy, których to dotyczy, nie mieliby być objęci dobrodziejstwem wynikającym ze śmierci Chrystusa? Dlaczego wszyscy nie mieliby poznać Prawdy, aby mogli w nią uwierzyć? <str. 105>

Bez właściwego klucza te wypowiedzi zdają się być niezrozumiałe, sprzeczne z sobą, ale gdy znajdziemy klucz do Boskiego planu, wszystkie wersety jednogłośnie oświadczają: “Bóg jest miłością”. Klucz ten mieści się w drugiej części ostatniego z zacytowanych wersetów: “Który samego siebie złożył jako okup za wszystkich, ABY O TYM ŚWIADCZONO WE WŁAŚCIWYM CZASIE”. Bóg ma czas właściwy na wszystko. Mógł On dać to świadectwo ludziom żyjącym w przeszłości, ale fakt, że tego nie uczynił, dowodzi, że czas właściwy nadejdzie dla nich w przyszłości. Dla wszystkich, którzy będą należeć do Kościoła, Oblubienicy Chrystusa, i dzielić zaszczyty Królestwa, “czasem właściwym”, przeznaczonym na to, by usłyszeli, jest czas obecny: kto ma dziś uszy niechaj słucha, i czuwa, a odpowiednio do tego będzie błogosławiony. Choć Jezus zapłacił za nas okup, zanim przyszliśmy na świat, to jeszcze przez wiele lat nie nadszedł nasz “czas właściwy”, w którym moglibyśmy o tym usłyszeć, i dopiero docenienie okupu przyniosło z sobą odpowiedzialność; odpowiedzialność jedynie w takiej mierze, w jakiej jesteśmy zdolni to dzieło zrozumieć i ocenić. Ta sama zasada odnosi się do wszystkich: w przewidzianym przez Boga właściwym czasie świadectwo o okupie dotrze do wszystkich i wówczas wszyscy będą mieli sposobność uwierzyć i otrzymać błogosławieństwo.

Przeważa opinia, iż wraz ze śmiercią kończy się wszelka próba. Nie ma jednak wersetu Pisma Świętego, który by tego nauczał, ponadto wszystkie wyżej zacytowane wersety, oraz wiele innych, okazałyby się co najmniej bez znaczenia, gdyby śmierć była końcem wszelkiej nadziei nieświadomych rzesz ludzkich. Na poparcie tego powszechnego przekonania cytuje się jeden werset: “na którymkolwiek miejscu upadnie to drzewo, tam zostanie” (Kazn. 11:3 BG). Jeśli przytoczony werset ma jakikolwiek związek z przyszłością człowieka, wskazuje on, że stan człowieka w jakim zszedł do grobu nie zmieni się, dopóki nie zostanie on wzbudzony. I to stanowi jednolitą naukę całego Pisma Świętego odnoszącą się do tego przedmiotu, co ukażą dalsze rozdziały. Skoro Bóg nie zamierza zbawić ludzi na podstawie ich niewiedzy, ale chce “aby wszyscy ludzie (...) doszli do <str. 106> poznania prawdy” (1 Tym. 2:4 NB) i skoro rzesze ludzkie umierały w nieświadomości, a “nie masz żadnej pracy ani myśli, ani umiejętności, ani mądrości w grobie” (Kazn. 9:10 BG), dlatego Stwórca przygotował wzbudzenie umarłych w tym celu, by ludzie posiedli wiedzę, wiarę i zbawienie. Stąd jego planem jest: “Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. A każdy w swoim porządku” – Kościół Wieku Ewangelii, Oblubienica, Ciało Chrystusa najpierw, a potem, w Wieku Tysiąclecia, wszyscy, którzy Go przyjmą w czasie Jego obecności (słowo błędnie przetłumaczone na przyjście) trwającej tysiąc lat. Będzie to właściwy Pański czas, by wszyscy Go poznali, od najmniejszego do największego – 1 Kor. 15:22 NB.

Jak śmierć nastąpiła z powodu pierwszego Adama, tak życie nastanie dzięki Chrystusowi – drugiemu Adamowi. Wszystko, co ludzkość straciła będąc w pierwszym Adamie, ma zostać przywrócone tym, którzy uwierzą w drugiego Adama. Gdy się obudzą, mając za sobą doświadczenie złego, którego brakowało Adamowi, i z wdzięcznością przyjmą odkupienie jako dar Boży, będą mogli żyć dalej, żyć wiecznie pod pierwotnym warunkiem posłuszeństwa. Zupełne posłuszeństwo będzie wymagane, lecz będzie ono możliwe do osiągnięcia pod sprawiedliwym panowaniem Księcia Pokoju. Tak wygląda zbawienie oferowane światu.

Zastanówmy się nad jeszcze jednym wersetem, który jest powszechnie pomijany. Zwracają na niego uwagę tylko uniwersaliści. Choć nie jesteśmy uniwersalistami, rościmy sobie prawo do posługiwania się, wierzenia i radowania się z każdego świadectwa Słowa Bożego. Oto ów werset: “Nadzieję mamy w Bogu żywym, który jest zbawicielem wszystkich ludzi, a najwięcej wiernych” (1 Tym. 4:10 BG). Bóg zbawi wszystkich ludzi, ale “doskonale” (“na zawsze”5) zbawi tylko tych, którzy przyjdą do Niego przez Chrystusa. Boskie zbawienie dla wszystkich ludzi, bez wyjątku, nie pozostaje w konflikcie z ich wolną wolą, czyli wolnością wyboru. Bóg nie da ludziom życia wbrew ich woli: “Położyłem dziś przed tobą życie i śmierć, wybierz życie, abyś mógł żyć.” <str. 107>

5. Hebr. 7:25

Symeon zróżnicował owe dwa zbawienia, mówiąc: “Oczy moje widziały zbawienie Twoje (...) Światłość, która oświeci pogan, i chwałę ludu twego izraelskiego [prawdziwych Izraelitów]”. Wypowiedź ta pozostaje w zgodzie z oświadczeniem apostoła, iż fakt, że Jezus Chrystus, Pośrednik, dał samego siebie na okup za wszystkich, będzie ogłoszony wszystkim WE WŁAŚCIWYM CZASIE. Właśnie to świadectwo dotrze do wszystkich ludzi, niezależnie od ich wiary czy woli. Ta dobra nowina o Zbawicielu, będzie dana wszystkim ludziom (Łuk. 2:10, 11). Ale szczególne zbawienie od grzechu i śmierci dotyczy tylko Jego ludu (Mat. 1:21), czyli ludu, który w Niego wierzy, gdyż czytamy, że nad niewierzącymi pozostaje gniew Boży (Jan 3:36).

Rozumiemy zatem, że powszechne zbawienie, z którym w przyszłości zetknie się każdy człowiek, składa się ze światła pochodzącego z prawdziwej światłości oraz sposobności wybrania życia. Większość rodzaju ludzkiego znajduje się w grobie, dlatego też będzie trzeba wyprowadzić wszystkich z grobu, by dać im świadectwo o dobrej nowinie, o Zbawicielu. Rozumiemy też, że szczególne zbawienie, którym wierzący cieszą się obecnie dzięki nadziei (Rzym. 8:24), a którego rzeczywistość w Wieku Tysiąclecia zostanie objawiona tym, którzy “uwierzą w owym dniu”, jest zupełnym uwolnieniem spod jarzma grzechu oraz śmierci ku chwalebnej wolności dzieci Bożych. Lecz osiągnięcie wszystkich tych błogosławieństw będzie uzależnione od szczerego zastosowania się do ustaw Królestwa Chrystusowego. Będzie też ono zależeć od tempa, w jakim będzie osiągana doskonałość, które wskaże na stopień miłości do Króla i Jego prawa miłości. Jeśli ktokolwiek oświecony przez Prawdę i doprowadzony do poznania miłości Bożej oraz przywrócony do ludzkiej doskonałości (istotnie lub jedynie poczytany za doskonałego) stanie się “bojaźliwy” i będzie się “cofał” (Hebr. 10:38, 39; Obj. 21:8), to taki ktoś będzie razem z niewiernymi “wygładzony z ludu” (Dz. Ap. 3:23). Jest to wtóra śmierć.

Tak więc wszystkie, dotąd trudne, wersety zostały wyjaśnione poprzez zdanie: “aby o tym świadczono we właściwym czasie”. We właściwym czasie owo prawdziwe światło oświeci każdego <str. 108> człowieka, który przyszedł na świat. We właściwym czasie światło to stanie się dobrą nowiną o “radości wielkiej, która będzie udziałem wszystkiego ludu”. W inny sposób tekstów tych nie można wyjaśnić bez wypaczenia. Paweł przytacza ten argument ze szczególnym naciskiem w liście do Rzymian 5:18, 19. Uzasadnia on, że jak wszyscy ludzie zostali skazani na śmierć z powodu przestępstwa Adama, tak sprawiedliwość Chrystusa i Jego posłuszeństwo aż do śmierci stały się podstawą usprawiedliwienia. I jak wszyscy stracili swoje życie w pierwszym Adamie, tak wszyscy, mimo że na to nie zasługują, mogą otrzymać życie przez przyjęcie drugiego Adama.

Piotr nam powiada, iż restytucję, czyli czas naprawienia wszystkich rzeczy, przepowiadali wszyscy święci prorocy (Dz. Ap. 3:19-21). Istotnie, każdy z nich o niej naucza. Ezechiel mówi o dolinie suchych kości: “Te kości – to cały dom izraelski”. Bóg mówi do Izraela: “Oto ja otworzę groby wasze i wywiodę was z grobów waszych, ludu mój! i przywiodę was do ziemi izraelskiej! I dowiecie się, żem Ja Pan, gdy ja dam w was ducha mojego, a ożyjecie, i dam wam odpocząć w waszej ziemi, i dowiecie się, że Ja Pan mówię to i uczynię, mówi Pan” – Ezech. 37:11-14 BG.

Z tym zgadzają się słowa Pawła (Rzym. 11:25, 26 NB): “Zatwardziałość przyszła na część Izraela aż do czasu, gdy poganie w pełni wejdą [wybrane grono, Oblubienica Chrystusa]. I w ten sposób cały Izrael będzie zbawiony”, czyli ponownie wyprowadzony ze stanu odrzucenia, gdyż “nie odrzucił Bóg swego ludu, który uprzednio sobie upatrzył” (w. 2). Naród ten został odrzucony od Boskiej łaski wtedy, gdy wybierana była Oblubienica Chrystusowa, ale będzie ponownie przywrócony, gdy to dzieło się zakończy (w. 28-33). W proroctwach znajduje się mnóstwo oświadczeń dotyczących sposobu, w jaki Bóg ponownie go wszczepi i już więcej nie wykorzeni. Tak mówi Pan, Bóg Izraela: (...) zwrócę na nich oko z myślą o dobrem, i sprowadzę ich z powrotem do tej ziemi, i odbuduję ich, a nie zburzę, zasadzę ich, a nie wykorzenię. I dam im serce, aby mnie <str. 109> poznali, że Ja jestem Pan. I będą mi ludem, a Ja będę im Bogiem, bo nawrócą się do mnie całym swoim sercem” (Jer. 24:5-7; 31:28; 32:40-42; 33:6-16 NB). Te słowa nie mogą się odnosić jedynie do przyprowadzenia ich do ziemi po poprzednich okresach niewoli w Babilonii, Syrii i in., ponieważ później zostali znowu wykorzenieni.

Ponadto Pan mówi: “W owych dniach już nie będą mówili: Ojcowie jedli cierpkie grona, a zęby synów ścierpły, lecz każdy umrze za swoją winę” (Jer. 31:29, 30 NB). Teraz jeszcze tak nie jest. Wszyscy umierają nie za swoje grzechy, lecz za grzech Adama – “W Adamie wszyscy umierają”. Adam spożył cierpkie grono grzechu i nasi ojcowie nadal je spożywali, powodując dalsze choroby i niedole swoich dzieci, przyspieszając tym samym karę – śmierć. Owym dniem, w którym “każdy [kto umiera] umrze [tylko] za swoją winę”, jest Dzień Tysiąclecia, czyli restytucji.

Liczne proroctwa i obietnice dotyczące przyszłych błogosławieństw zdają się odnosić wyłącznie do Izraela. Należy jednak pamiętać, iż był to naród figuralny i dane mu były obietnice, które czasem stosowały się doń szczególnie, ogólnie jednak miały szersze zastosowanie – odnosiły się do całej ludzkości, którą ów naród przedstawiał. Izrael jako naród stanowił obraz całego świata, a jego kapłaństwo było obrazem wybranego “Maluczkiego Stadka”, Głowy i Ciała Chrystusa, “królewskiego kapłaństwa”; natomiast ofiary, oczyszczenia i pojednania dokonywane na rzecz Izraela przedstawiają “lepsze ofiary”, pełniejsze oczyszczenia i rzeczywiste pojednanie “za grzechy całego świata”, którego Izrael jest częścią.

Mimo że Izrael ma znaczenie obrazowe, Bóg wyszczególnia inne narody i obiecuje przywrócić je do łask. Za przekonywającą ilustrację niech posłuży nam przykład sodomitów. Niewątpliwie, jeśli stwierdzimy, że Pismo Święte jasno naucza o restytucji dla mieszkańców Sodomy, możemy być pewni prawdziwości tej chwalebnej nauki, mówiącej o przywróceniu <str. 110> do pierwotnego stanu wszystkich ludzi, którą od wieków przepowiadali wszyscy święci prorocy. Dlaczego sodomici nie mieliby mieć takiej samej sposobności osiągnięcia doskonałości i życia wiecznego jak Izrael czy każdy z nas? Istotnie, nie byli oni sprawiedliwi, ale sprawiedliwym nie był też Izrael ani nikt z nas, którzy obecnie usłyszeliśmy Ewangelię. “Nie ma sprawiedliwego ani jednego”, bez przypisanej sprawiedliwości Chrystusa, który umarł za wszystkich. Własne słowa naszego Pana mówią nam, że choć Bóg zesłał deszcz ognia z nieba niszcząc sodomitów z powodu ich niegodziwości, z Jego punktu widzenia nie byli oni jednak tak wielkimi grzesznikami, jak Żydzi, posiadający więcej wiedzy (1 Mojż. 19:24; Łuk. 17:29). Do Żydów w Kapernaum Jezus powiedział: “gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy” (Mat. 11:23 NB).

Tym samym Pan uczy, iż sodomici nie mieli pełnej sposobności i zapewnia im taką sposobność, gdy dodaje (w. 24): “Ale powiadam wam: lżej będzie ziemi sodomskiej w dniu sądu aniżeli tobie”. Charakter Dnia Sądu i jego dzieło będą przedstawione w dalszej części książki. Tu jedynie zwracamy uwagę na fakt, że będzie to znośny czas dla Kapernaum, a jeszcze bardziej znośny dla Sodomy, ponieważ mieszkańcy owych miast nie mieli pełnej wiedzy ani nie doznali błogosławieństw, jakie mają nastąpić przez obiecane “Nasienie”; jednak Kapernaum zgrzeszyło przeciwko większemu światłu.

Jeżeli więc Kapernaum i cały Izrael mają być wspomniane i błogosławione w warunkach działania “Nowego Przymierza” zapieczętowanego krwią Jezusa, to dlaczego sodomici nie mieliby też być błogosławieni razem ze “wszystkimi narodami ziemi”? Z pewnością będą. Pamiętajmy, że choć Bóg sprawił, iż “spadł jako deszcz ogień z siarką z nieba, i wytracił wszystkich” wiele stuleci przed narodzeniem Jezusa, to gdy mowa jest o przywróceniu ich do łask, nasuwa się wniosek o ich wzbudzeniu, wyjściu z grobów. <str. 111>

Przestudiujmy teraz proroctwo Ezechiela 16:48-63. Przeczytajmy je uważnie. Jest to wypowiedź Boga o Izraelu, porównywanym z sąsiednią Samarią oraz z Sodomą, o których Bóg mówi: “Zniosłem je, gdyż to uznałem za dobre6. Ani Jezus, ani prorok nie dają żadnego wyjaśnienia tego pozornie niekonsekwentnego postępowania Boga, polegającego na zniszczeniu Sodomy i pozwoleniu bardziej winnym niż Sodoma ujść przed karą. W “czasie właściwym”, gdy wielkie zamiary Boga będą znane, sprawa ta stanie się jasna. Prorok po prostu oświadcza, że Bóg “uznał za dobrą” taką interwencję, a Jezus dodaje, że lżej im będzie w dniu sądu, niż innym, bardziej winnym. W związku z domniemaniem, iż wraz ze śmiercią kończy się wielka próba i że w przyszłości nie będzie żadnej możliwości poznania Prawdy i okazania wobec niej posłuszeństwa, możemy zapytać: Dlaczego Bóg uznał za dobre usunięcie owych ludzi bez dania im szansy zbawienia na podstawie wiedzy o jedynym imieniu, przez które mogą być zbawieni? Odpowiedź jest prosta: Nie był to jeszcze dla nich właściwy czas. W “czasie właściwym” zostaną wzbudzeni z martwych i doprowadzeni do poznania Prawdy, a tym samym błogosławieni razem ze wszystkimi pokoleniami ziemi przez obiecane “Nasienie”. Wówczas będą oni poddani próbie życia wiecznego.

6. Ezech.16:50 wg KJ.

Tylko takie wyjaśnienie, a nie inne, pozwoli zrozumieć nam sposób postępowania miłującego Boga z Amalekitami i innymi narodami, które On nie tylko pozwolił, ale także rozkazał zgładzić, mówiąc do Izraela: “Idź więc teraz i pobij Amaleka i wytęp jako obłożonego klątwą jego i wszystko, co do niego należy; nie lituj się nad nim, ale wytrać mężczyznę i kobietę, dziecię i niemowlę, wołu i owcę, wielbłąda i osła” (1 Sam. 15:3 NB). To na pozór beztroskie pozbawianie życia będzie się nam wydawać niemożliwe do pogodzenia z miłością przypisywaną Bogu i nauką Jezusa, mówiącą “miłujcie nieprzyjaciół waszych” itd., dopóki nie zrozumiemy systematycznie ułożonego planu Boga, owego “właściwego czasu” na spełnienie każdej jego części <str. 112> oraz faktu, iż każdy członek rodzaju ludzkiego ma w nim swe miejsce.

Rozumiemy teraz, że Amalekici, sodomici i inni stanowią przykład sprawiedliwej zapalczywości Boga oraz Jego zdecydowania w sprawie ostatecznego i zupełnego zniszczenia złoczyńców, przykład, z którego odniosą korzyść nie tylko inni, lecz także oni sami, gdy nadejdzie dzień ich sądu i próby. Ludzie ci mogli równie dobrze umrzeć na skutek choroby lub dotknięcia plagą. Miało to dla nich niewielkie znaczenie, bowiem uczyli się tylko, jakie są skutki zła, aby kiedy znajdą się na próbie w “czasie właściwym”, mogli nauczyć się sprawiedliwości, odróżnić i wybrać dobro oraz posiąść życie wieczne.

Zbadajmy jednak dalszy ciąg proroctwa. Po porównaniu Izraela z Sodomą oraz z Samarią i wyraźnym zaznaczeniu, iż jest on najbardziej godny potępienia (Ezech. 16:48-54), Pan powiedział: “Przywrócęli zaś więźniów ich, to jest więźniów Sodomy i córek jej, i więźniów Samarii i córek jej: tedyć też przywiodę pojmanych więźniów twoich w pośrodku ich” (BG). Więzieniem dla więźniów, o których jest tu mowa, nie może być nic innego jak śmierć, gdyż wspomniane osoby wówczas nie żyły. W stanie śmierci wszyscy są więźniami. Chrystus miał przyjść, by otworzyć drzwi grobu i uwolnić uwięzionych (Izaj. 61:1; Zach. 9:11). W wersecie 55 jest to nazwane powrotem “do pierwszego stanu” – restytucją.

Niektórzy chętnie przyjmują Boskie miłosierdzie okazane w Chrystusie, przebaczające im popełniane przez nich grzechy oraz słabości mimo większego światła i wiedzy. Nie mogą jednak wyobrazić sobie tej samej łaski zastosowanej na rzecz innych w czasie działania Nowego Przymierza, choć zdają się zgadzać się z oświadczeniem apostoła, iż Jezus Chrystus z łaski Bożej za każdego człowieka zaznał śmierci. Niektórzy z nich sugerują, iż Pan w tym proroctwie ironicznie przemawia do Żydów, dając im do zrozumienia, że byłby tak samo skłonny przywrócić do życia ich jak sodomitów, ale nie zamierza wcale <str. 113> tego uczynić. Ale sprawdźmy czy następne wersety zgadzają się z tą myślą. Pan mówi: “Wszakże wspomnę na przymierze moje z tobą, uczynione za dni młodości twojej, i stwierdzę z tobą przymierze wieczne. I wspomnisz na drogi twoje, i zawstydzisz się, gdy przyjmiesz siostry twoje (...) A tak utwierdzę przymierze moje z tobą, a dowiesz się, żem ja Pan. Abyś wspomniała, i zawstydziła się, i nie mogła więcej otworzyć ust dla wstydu swego, gdy cię oczyszczę od wszystkiego, coś uczyniła, MÓWI PANUJĄCY PAN”. Jeśli obietnica jest w taki sposób podpisana przez Wielkiego Jahwe, wszyscy, którzy są całkowicie przekonani o wierności Boga, mogą pełni ufności radować się z pewności tej obietnicy, szczególnie zaś ci, którzy rozumieją, że błogosławieństwa Nowego Przymierza potwierdzone zostały przez Boga w Chrystusie, którego drogocenna krew ma zapieczętować to przymierze.

Apostoł Paweł dodaje do tego swoje świadectwo mówiąc: “I w ten sposób będzie zbawiony [uleczony ze swej zatwardziałości] cały Izrael [żyjący i zmarli], jak napisano: Przyjdzie z Syonu wybawiciel i odwróci niepobożność od Jakuba. A to będzie przymierze moje z nimi, gdy zgładzę grzechy ich (...) są umiłowanymi ze względu na praojców. Nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże” – Rzym. 11:26-29 NB.

Nie ma w tym nic dziwnego, iż wszyscy Żydzi, sodomici, Samarytanie i cała ludzkość, będą zawstydzeni i zmieszani, gdy w wyznaczonym przez Boga “właściwym czasie” okaże On im bogactwo swej łaski. Tak, wielu z tych, którzy teraz są dziećmi Bożymi, będzie bardzo zmieszanych i zdziwionych, gdy ujrzy, jak Bóg umiłował ŚWIAT oraz jak bardzo Jego myśli i plany przewyższyły ich własne.

Chrześcijanie powszechnie wierzą, że wszystkie Boskie błogosławieństwa są przeznaczone jedynie dla wybranego Kościoła. Obecnie jednak zaczynamy rozumieć, że plan Boga jest obszerniejszy niż przypuszczaliśmy i choć przeznaczył On dla Kościoła “bardzo wielkie i kosztowne obietnice”, dokonał też <str. 114> hojnych postanowień na rzecz świata, który tak umiłował, że go odkupił. Żydzi popełnili ten sam błąd przypuszczając, że wszelkie obietnice Boga były przeznaczone wyłącznie dla nich. Gdy jednak nastał ów “właściwy czas” i poganie dostąpili łaski, ostatek Izraela, którego serca były dostatecznie otwarte, by przeżyć radość w związku z tym ogromnym dowodem Boskiej miłości, miał udział w większej łasce, podczas gdy resztę zaślepiały uprzedzenia i ludzkie tradycje. Niech ci, którzy stanowią Kościół i widzą wschodzące światło Wieku Tysiąclecia z jego chwalebnymi korzyściami dla całego świata, będą ostrożni, aby nie okazało się, że sprzeciwiają się zwiększającemu się światłu i że przez jakiś czas nie dostrzegają jego chwały i błogosławieństw.

Jakże różni się chwalebny plan Boga, dotyczący wyboru nielicznych jednostek w obecnym czasie w tym celu, by w przyszłości mogły one błogosławić wielu, od zniekształceń tych prawd przedstawianych przez dwa przeciwne sobie poglądy – kalwinizm i arminianizm. Pierwszy zaprzecza biblijnej nauce o wolnej łasce i żałośnie zniekształca chwalebną naukę o wyborze. Drugi pogląd zaprzecza nauce o wyborze i nie ogarnia w pełni błogosławionej Bożej wolnej łaski.

Kalwinizm powiada: Bóg jest nieograniczenie mądry. Znał On koniec na początku. A ponieważ wszystkie Jego cele będą spełnione, Bóg najwyraźniej nie mógł zaplanować zbawienia dużej liczby ludzi poza niewielką liczbą, czyli Kościołem. Tych wybrał i z góry postanowił, że będą zbawieni na wieki. Wszystkich innych tak samo z góry przeznaczył i wybrał na męki wieczne, bo “znajome są Bogu od wieku7 wszystkie sprawy Jego”.

7. “od początku świata” – Dz. Ap. 15:18 wg KJ.

Pogląd ten ma swoje dobre strony. Uznaje Boską wszechwiedzę. Zgadzałby się zatem z naszym ideałem wielkości Boga, gdyby nie brak dwóch podstawowych zalet świadczących o wielkości, mianowicie – miłości i sprawiedliwości. Żadna z tych zalet nie objawiłaby się faktem doprowadzenia do narodzin stu czterdziestu dwóch miliardów istot skazanych na wieczne męki jeszcze przed urodzeniem, przeciwko czemu protesty Jego <str. 115> miłości byłyby tylko kpiną. Skoro Bóg jest miłością, a sprawiedliwość podstawą Jego tronu, Jego charakter nie może być taki.

Arminianizm mówi: Tak, Bóg jest miłością. Działał w najlepszej intencji stwarzając człowieka. Bóg nie chciał ludziom uczynić krzywdy, tylko dobro. Ale Szatanowi udało się skusić pierwszą parę. W ten sposób nastał na świecie grzech, a przez grzech – śmierć. Od tego czasu Bóg czynił wszystko, co mógł, by uwolnić człowieka od jego nieprzyjaciela, dał nawet swego Syna. Mimo że po sześciu tysiącach lat Ewangelia dotarła do bardzo małej części ludzkości, mamy jednak nadzieję i wierzymy, że w ciągu następnych sześciu tysięcy lat, dzięki energii i wspaniałomyślności Kościoła, Bóg uleczy zło wprowadzone przez Szatana, aby wszyscy żyjący mogli przynajmniej dowiedzieć się o Jego miłości i mieli okazję uwierzyć i być zbawieni.

Choć ten pogląd przedstawia Boga jako istotę pełną miłości oraz życzliwych zamiarów wobec swoich stworzeń, to jednocześnie sugeruje, iż Bogu brak kompetencji i odpowiednich zdolności przewidywania, by mógł zrealizować swoje życzliwe zamierzenia, czyli że brak jest Bogu mądrości i mocy. Taki punkt widzenia sugeruje, że kiedy Bóg był zajęty przygotowaniami i obmyślał, co byłoby dobre dla Jego nowo stworzonych dzieci, wkradł się Szatan i jednym mistrzowskim cięciem pokrzyżował wszelkie plany Boga. Udało mu się to do tego stopnia, iż Bóg, wyczerpawszy całą swą moc, musi stracić dwanaście tysięcy lat na przywrócenie sprawiedliwości przynajmniej w takim stopniu, by ostatek ludzkości, który pozostanie żywy, mógł mieć sposobność wyboru dobra z taką samą łatwością jak i zła. Lecz owe sto czterdzieści dwa miliardy z minionych sześciu tysięcy lat i wiele istnień z następnych sześciu tysięcy są według tego poglądu stracone na całą wieczność, mimo miłości Boga do nich, dlatego że Szatan przeszkodził Jego planom. Tak więc Szatanowi udaje się posyłać na męki wieczne tysiące istot w stosunku do jednej, którą Bóg zbawia i obdarowuje chwałą.

Podany tu pogląd zmusza człowieka do mniemania, że <str. 116> większa jest mądrość i moc Szatana niż Boża, doprowadzając do zaniżonej oceny tych przymiotów u Boga, o którym psalmista mówi coś zupełnie przeciwnego: “Albowiem On rzekł – i stało się; On rozkazał i stanęło”. Nie! Szatan ani nie zaskoczył Boga, ani Go nie pokonał. Nie pokrzyżował też w najmniejszym stopniu Jego planów. Bóg jest i zawsze był absolutnym panem sytuacji, i w końcu stanie się jasne, że wszystko współdziałało w kierunku realizacji Jego celów.

Nauk o wyborze i wolnej łasce nauczanych przez kalwinizm i arminianizm nigdy nie da się zharmonizować z sobą nawzajem, z rozumem i Biblią. Lecz owe dwie chwalebne nauki biblijne są doskonale harmonijne i piękne, gdy rozważa się je z punktu widzenia Planu Wieków.

Jeśli zatem rozumiemy, że tak wiele cennych i chwalebnych szczegółów planu Bożego odnoszących się do zbawienia człowieka z grzechu i śmierci należy do przyszłości, a wtóre przyjście naszego Pana Jezusa jest pierwszym zamierzonym krokiem prowadzącym do wypełnienia się owych od dawna obiecanych i spodziewanych błogosławieństw, czy nie powinniśmy bardziej pragnąć Jego wtórego przyjścia niż mniej poinformowani Żydzi, którzy wyczekiwali i tęsknili za Jego pierwszym przyjściem? Kto, wiedząc iż czas panowania zła, niesprawiedliwości i śmierci ma być zakończony dzięki zwierzchnictwu i mocy, jakie Pan będzie wówczas okazywał i że sprawiedliwość, prawda oraz pokój zapanują wszędzie, nie cieszyłby się z tego dnia? A kto z tych, którzy cierpią teraz z Chrystusem, natchnieni drogocenną obietnicą, mówiącą: “jeśli z nim cierpimy, z nim też królować będziemy”, nie podniesie głowy i nie będzie się cieszył z każdego dowodu zbliżania się Mistrza, wiedząc, iż przybliża się też nasze wyzwolenie i uwielbienie wraz z Nim? Niewątpliwie wszyscy sympatyzujący z Jego misją błogosławienia i z Jego duchem miłości powitają każdy znak Jego przyjścia jako dowód zbliżania się “wielkiej radości, która będzie udziałem wszystkiego ludu”. <str. 117>

WYKŁAD VII

DOZWOLENIE ZŁA I JEGO ZWIĄZEK Z BOSKIM PLANEM

Dlaczego zło było dozwolone? – Dobro i zło jako zasady – Wrażliwość moralna – Bóg zezwolił na zło i sprawi, że wyjdzie ono na dobre – Bóg nie jest autorem grzechu – Próba Adama nie była farsą – Jego pokusa była ciężka – Adam zgrzeszył świadomie – Kara za grzech nie jest niesprawiedliwa ani zbyt surowa – W potępieniu wszystkich w Adamie objawiła się mądrość, miłość i sprawiedliwość – Powszechność Boskiego prawa

“ZŁEM jest wszystko co rodzi nieszczęście, co bezpośrednio lub pośrednio powoduje cierpienia wszelkiego rodzaju” – Słownik Webstera. Nasz temat więc obejmuje nie tylko ludzkie dolegliwości, smutki, bóle, słabości i śmierć, ale cofa się w poszukiwaniach do ich pierwszej przyczyny – grzechu oraz sposobu uleczenia z niego. Ponieważ grzech jest przyczyną zła, jego usunięcie jest jedynym środkiem trwałego uleczenia choroby.

Nic nie nastręcza dociekliwemu umysłowi większych trudności niż pytanie: Dlaczego Bóg zezwolił na obecne panowanie zła? Dlaczego pozwolił Szatanowi kusić naszych pierwszych rodziców, stworzywszy ich doskonałymi i sprawiedliwymi? Dlaczego dopuścił, by zakazane drzewo znalazło się pośród drzew dobrych? I pomimo wszelkich wysiłków, nieodparcie, samo przez się, narzucać się będzie pytanie: Czy Bóg nie mógł zapobiec upadkowi człowieka?

Trudność w znalezieniu odpowiedzi powstaje niewątpliwie z powodu niemożności zrozumienia Bożego planu. Bóg mógł zapobiec grzechowi. Fakt, że tego nie uczynił, powinien być dla nas wystarczającym dowodem, iż zezwolenie na obecne istnienie grzechu jest zamierzone w celu ostatecznego osiągnięcia większego dobra. Tylko przez spoglądanie na całość planów <str. 118> Boga przekonamy się, że w swym postępowaniu kierował się mądrością. Niektórzy dopytują się: Czy Bóg, dla którego wszystko jest możliwe, nie mógł w odpowiedniej chwili nie dopuścić do spełnienia się zamiarów Szatana? Bez wątpienia mógł. Ale taka ingerencja przeszkodziłaby wypełnieniu się Jego własnych zamiarów. Boskim celem było zamanifestowanie doskonałości, majestatu i sprawiedliwego autorytetu Jego prawa oraz pokazanie ludziom i aniołom zgubnych skutków wynikających z pogwałcenia tego prawa. Ponadto niektóre rzeczy same w sobie są niemożliwe nawet dla Boga, co zresztą potwierdza Pismo Święte: “niemożebne, aby Bóg kłamał” (Hebr. 6:18 BG) “i zaprzeć samego siebie nie może” (2 Tym. 2:13 BG). Bóg nie może się mylić. Dlatego też musiał wybrać najlepszy i najmądrzejszy plan wprowadzenia swych stworzeń na drogę życia. Nie może też czynić zła i dlatego opracowany przez Niego plan jest najmądrzejszym planem mającym na celu poprowadzenie Jego stworzeń w kierunku życia, mimo że nasza krótkowzroczność może przez jakiś czas nie dostrzegać ukrytych źródeł nieskończonej mądrości.

Pismo Święte oznajmia, że wszystkie rzeczy zostały stworzone dla przyjemności Boga (Obj. 4:11) – niewątpliwie dla przyjemności płynącej z udzielania błogosławieństw i wykorzystywania przymiotów Jego chwalebnej istoty. Choć w trakcie realizowania swych dobrych planów Bóg do czasu pozwala złu i czyniącym zło na aktywne działanie, to nie czyni tego przez wzgląd na zło lub sprzymierzenie się z grzechem. Oświadcza On bowiem, że “nie kocha się w nieprawości” (Ps. 5:5 BG). Mimo, iż jest przeciwny złu pod każdym względem, to dozwala na nie (tj. nie przeszkadza) do czasu, ponieważ w swej mądrości widzi On, że w ten sposób może być udzielona Jego stworzeniom trwała i cenna lekcja.

Jest oczywistą prawdą, że każdej dobrej zasadzie odpowiada zła. Na przykład: prawdzie odpowiada fałsz, miłości – nienawiść, sprawiedliwości – niesprawiedliwość. Odróżniamy owe przeciwne zasady jako dobre i złe na podstawie skutków ich działania. Tę zasadę, która w trakcie swej realizacji niesie z sobą <str. 119> korzystny skutek, najwyższy porządek, harmonię oraz szczęście, nazywamy zasadą dobrą. Jej przeciwieństwo powodujące niezgodę, nieszczęście i zniszczenie, nazywamy zasadą złą. Wyniki działania tych zasad nazywamy dobrem i złem, a inteligentną istotę, zdolną odróżnić zasadę dobrą od złej i pozwalającą rządzić sobą jednej bądź drugiej zasadzie, nazywamy prawą lub grzeszną.

Zdolność rozróżniania między zasadami dobra i zła nazwano wrażliwością moralną, czyli sumieniem. Dzięki tej wrażliwości moralnej, jaką Bóg dał człowiekowi, jesteśmy w stanie ocenić Boga i uznać, że jest dobry. To właśnie do wrażliwości moralnej Bóg zawsze się odwołuje, by dowieść swej prawości czy sprawiedliwości. Ta sama wrażliwość pozwoliła Adamowi rozpoznać grzech, czyli niesprawiedliwość, jako zło, zanim jeszcze zetknął się z wszystkimi jego skutkami. Boskie stworzenia niższych rzędów nie zostały wyposażone w ową wrażliwość moralną. Pies posiada pewną miarę inteligencji, jednak nie sięga ona tak daleko. Pies może się nauczyć, że pewne działania wywołują aprobatę pana i są nagradzane, a inne przynoszą dezaprobatę. Pies może kraść lub odebrać życie, ale nie zostanie za to nazwany grzesznikiem. Może też chronić mienie i życie, lecz nikt nie nazwie tego cnotą, ponieważ pies jest nieświadomy moralnej wartości swoich czynów.

Bóg mógł stworzyć człowieka bez zdolności odróżniania dobra od zła lub zdolnego jedynie odróżniać dobro i czynić je. Gdyby jednak stworzył go takim, człowiek byłby żywą maszyną, a nie inteligentnym obrazem swego Stwórcy. Bóg też mógł stworzyć człowieka doskonałego o wolnej woli, co zresztą uczynił, i zabezpieczyć go przed pokusami Szatana. W takim wypadku doświadczenie człowieka ograniczyłoby się wyłącznie do dobra, a on sam byłby ustawicznie wystawiony na podszepty zła z zewnątrz i ambicji od wewnątrz. Uczyniłoby to jego wieczną przyszłość niepewną, zaś odruch nieposłuszeństwa i nieporządku z jego strony byłby zawsze możliwy. Ponadto dobro <str. 120> nie byłoby nigdy tak cenione, jak w kontraście ze złem.

Bóg najpierw zapoznał swoje stworzenia z dobrem, otaczając je nim w Edenie, a następnie, jako karę za nieposłuszeństwo, dał im bolesne poznanie zła. Wypędzonym z Edenu i pozbawionym społeczności z Bogiem ludziom dozwolone było, by doświadczyli chorób, bólu i śmierci, ażeby na zawsze poznali zło oraz bezużyteczność i “ogrom grzeszności grzechu” (Rzym. 7:13).

Przez porównanie rezultatów pierwsza para ludzka doszła do zrozumienia i właściwej oceny obu zasad. “I rzekł Pan Bóg: Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło” (1 Mojż. 3:22 NB). Potomstwo Adama ma w tym udział z tą różnicą, że najpierw otrzymując wiedzę na temat zła, nie jest ono w stanie w pełni zrozumieć dobra. Zrozumie je w Tysiącleciu w wyniku odkupienia przez Tego, który wówczas będzie Sędzią i Królem wszystkich ludzi.

Wrażliwość moralna, czyli zdolność odróżniania dobra od zła, oraz wolność Adama w posługiwaniu się nią były ważnymi cechami upodabniającymi go do Boga. Prawo dotyczące dobra i zła było zapisane w pierwotnym układzie psychicznym człowieka. Było składnikiem jego natury, tak jak jest składnikiem natury boskiej. Nie zapominajmy jednak, że ten obraz, czyli podobieństwo do Boga, ta natura człowieka oparta na owym prawie, straciła wiele ze swego wyraźnego zarysu na skutek zacierającego, deprawującego wpływu grzechu, stąd nie jest teraz taka, jak w pierwszym człowieku. Możliwość kochania dopuszcza też możliwość nienawidzenia, możemy więc wnosić, że Stwórca nie mógł stworzyć człowieka na swoje podobieństwo z możliwością miłowania i zdolnościami w kierunku czynienia dobra bez odpowiednich możliwości nienawidzenia i czynienia zła. Ta swoboda wyboru, nazwana wolną wolą, jest częścią pierwotnego wyposażenia człowieka, które wraz z pełnią jego umysłowych i moralnych zdolności sprawiało, że stanowił on obraz swego Stwórcy. Obecnie, po sześciu tysiącach lat degradacji, tak duża część pierwotnego podobieństwa zatarła się z <str. 121> powodu grzechu, że nie jesteśmy już wolni – zostaliśmy w większym lub mniejszym stopniu ograniczeni przez grzech i jego skutki. I tak popełnianie grzechu stało się łatwiejsze, a przez to przyjemniejsze dla upadłej ludzkości niż czynienie sprawiedliwości.

Nie wątpimy, że Bóg mógł dać Adamowi wyraźne wyobrażenie licznych złych skutków grzechu i powstrzymać go przed jego popełnieniem. Wierzymy jednak, iż przewidział On, że praktyczne doświadczenie zła będzie na wieki najpewniejszą i najtrwalszą lekcją. Z tego też powodu Bóg nie przeszkadzał, lecz pozwolił, aby człowiek dokonał wyboru i odczuł skutki zła. Gdyby Bóg nigdy nie zezwolił na popełnienie grzechu, człowiek nie mógłby mu się sprzeciwić i w rezultacie nie byłoby żadnej cnoty ani zasługi w fakcie jego prawego postępowania. Bóg poszukuje takich, którzy by Go czcili – czcili w duchu i w prawdzie. Pragnie On raczej rozumnego i chętnego posłuszeństwa niż nieświadomej, mechanicznej służby. Bóg dysponował już działającymi nieożywionymi, mechanicznymi jednostkami spełniającymi Jego wolę. Jednak Jego zamiarem było stworzenie czegoś wznioślejszego, istoty inteligentnej na Jego podobieństwo, pana ziemi, którego lojalność i sprawiedliwość byłyby oparte na zrozumieniu dobra i zła.

Zasady dobra i zła, jako zasady, zawsze istniały i zawsze muszą istnieć, zaś wszystkie doskonałe, inteligentne istoty stworzone na podobieństwo Boga, muszą mieć swobodę wyboru jednych bądź drugich. Lecz jedynie dobra zasada będzie wiecznie stosowana. Pismo Święte informuje, że działanie zasady zła dozwolone będzie do czasu spełnienia się Boskich zamiarów. Potem zupełnie przestanie ona działać, a wszyscy ci, którzy zechcą kierować się tą zasadą, przestaną istnieć na zawsze (1 Kor. 15:22, 26; Hebr. 2:14). Jedynie czynienie dobra i czyniący dobro będą trwać wiecznie.

Pytanie jednak powraca w innej formie: Czy człowiek nie mógł zapoznać się ze złem w jakiś inny sposób niż przez doświadczenie? <str. 122> Istnieją cztery sposoby poznania: przez intuicję, obserwację, doświadczenie i informację otrzymaną ze źródeł uznanych za bezwzględnie prawdziwe. Wiedza intuicyjna byłaby bezpośrednim zrozumieniem z pominięciem procesu rozumowania i potrzeby dowodu. Taką wiedzę posiada jedynie Jahwe, wieczne źródło wszelkiej mądrości i prawdy, który z konieczności i natury rzeczy o wiele przewyższa wszystkie swoje stworzenia. Dlatego też ludzka wiedza dotycząca dobra i zła nie może być intuicyjna. Człowiek mógłby posiąść wiedzę na podstawie obserwacji, ale w takim wypadku musiałby zostać przygotowany pokaz zła i jego wyników, by człowiek mógł poczynić stosowne obserwacje. Podobna sytuacja wymagałaby zezwolenia na zło w określonych okolicznościach, wśród istot określonego rodzaju. Dlaczego więc nie wśród ludzi, na ziemi?

Dlaczego człowiek nie miałby być tą ilustracją i dlaczego nie miałby otrzymać odpowiedniej wiedzy przez doświadczenie praktyczne? Tak właśnie się stało: człowiek zdobywa praktyczne doświadczenie i służy jako ilustracja także dla innych istot – będąc “widowiskiem” dla aniołów.

Adam posiadł wiedzę o istnieniu zła na podstawie informacji, co jednak nie wystarczyło, by mógł powstrzymać się od doświadczenia. Adam i Ewa znali Boga jako swego Stwórcę, a tym samym jako Tego, który miał prawo do panowania i kierowania nimi. O zakazanym drzewie Bóg powiedział: “dnia, którego jeść będziesz z niego, śmiercią umrzesz”. Posiadali zatem teoretyczną wiedzę dotyczącą zła, mimo że nigdy nie zaobserwowali ani nie doświadczyli jego skutków. Z tej przyczyny nie docenili ani opiekuńczej władzy Stwórcy i Jego dobroczynnego prawa, ani niebezpieczeństw, przed którymi On zamierzał ich chronić. Dlatego ulegli pokusie, na którą Bóg dozwolił w swej mądrości, która to nakreśliła też ostateczny pożytek wynikający z tej próby.

Niewielu docenia wagę pokusy, jakiej ulegli nasi pierwsi rodzice oraz Boską sprawiedliwość wiążącą tak surową karę <str. 123> z tym, co wielu uważa za małe przestępstwo. Trochę zastanowienia wyjaśni tę sprawę. Pismo Święte w prosty sposób opowiada o tym, jak kobieta, strona słabsza, została zwiedziona i stała się przestępczynią. Jej doświadczenie i poznanie Boga były jeszcze bardziej ograniczone niż w wypadku Adama. Adam został bowiem stworzony najpierw i to on był poinformowany bezpośrednio przez Boga o karze za grzech, zanim jeszcze została stworzona Ewa, która prawdopodobnie uzyskała tę informację od Adama. Spożywając owoc, zaufawszy zwodniczemu przedstawieniu sprawy przez Szatana, być może nie zdawała sobie sprawy z rozmiarów przestępstwa, chociaż prawdopodobnie miała złe przeczucia i niejasne pojęcie, że nie wszystko jest w porządku. Mimo że była zwiedziona, Paweł powiada, iż była przestępczynią, chociaż nie tak winną, jak mogłaby się stać, grzesząc przeciwko większemu światłu.

Adam, jak mówi Pismo Święte, w przeciwieństwie do Ewy, nie był zwiedziony (1 Tym. 2:14). Naruszył zatem prawo, zdając sobie lepiej sprawę z grzechu i grożącej kary. Na pewno rozumiał, że musi umrzeć. Bez trudu możemy domyślić się, na czym polegała pokusa, która skłoniła go, do tak nierozważnego narażenia się na poniesienie zapowiedzianej kary. Pamiętamy, że oboje byli doskonałymi istotami, stworzonymi pod względem umysłowym i moralnym na podobieństwo swego Stwórcy. Boski pierwiastek miłości wyrażał się w wielkiej miłości doskonałego mężczyzny do swej ukochanej towarzyszki, doskonałej kobiety. Adam zdawał sobie sprawę z popełnionego grzechu i obawiał się śmierci Ewy. Rozumiejąc więc swoją stratę (bez nadziei odzyskania jej, gdyż dotąd taka nadzieja nie była dana), w rozpaczy nierozważnie zdecydował, że nie chce żyć bez niej. Uznał swoje życie bez jej towarzystwa za nieszczęśliwe i bezwartościowe, dobrowolnie wziął udział w jej nieposłuszeństwie, by uczestniczyć w karze śmierci, którą, jak zapewne przypuszczał, miała ponieść. Oboje popadli w “przestępstwo”, <str. 124> jak to przedstawia apostoł (Rzym. 5:14; 1 Tym. 2:14 BT). Ale Adam i Ewa byli traktowani jako jedno, a nie dwoje, stąd Ewa miała udział w karze, jaką swym postępowaniem sprowadziła na Adama – Rzym. 5:12, 17-19.

Bóg przewidział nie tylko to, że człowiek, otrzymawszy wolność wyboru, nie mając możliwości pełnej oceny grzechu i jego skutków, wybierze grzech, ale wiedział On także, iż kiedy człowiek zaznajomi się z grzechem, wciąż będzie go wybierał, ponieważ ta znajomość tak osłabi jego moralną naturę, że zło stopniowo będzie się stawać dla niego przyjemniejsze i bardziej pożądane niż dobro. A jednak Bóg zamierzył zezwolić na zło, dlatego, że przygotowawszy lekarstwo mające uwolnić człowieka od jego następstw, wiedział, że doprowadzi go przez doświadczenie do pełnego zdania sobie sprawy z “ogromu grzeszności grzechu” i z niezrównanej wspaniałości cnoty przeciwstawionej grzechowi, ucząc człowieka większej miłości i czci dla jego Stwórcy, który jest źródłem wszelkiego dobra. Bóg wiedział, że te doświadczenia doprowadzą człowieka do unikania wszystkiego, co sprowadza tyle niedoli i cierpień. Ostatecznym więc rezultatem będzie większa miłość do Boga i większe znienawidzenie wszystkiego, co się sprzeciwia Jego woli. W wyniku tego nastąpi utwierdzenie w wiecznej sprawiedliwości wszystkich tych, którzy odniosą korzyść z lekcji, jakich Bóg udziela obecnie przez dozwolenie grzechu i nieodłącznego zła. Powinno się jednak dostrzec wielką różnicę pomiędzy bezspornym faktem zezwolenia na zło przez Boga a poważnym błędem tych, którzy oskarżają Boga o autorstwo i sprowokowanie grzechu. Ten pogląd jest po pierwsze bluźnierczy, a po drugie sprzeczny z faktami przedstawionymi w Piśmie Świętym. Osoby, które popadają w ten błąd, czynią to, usiłując znaleźć plan zbawienia inny niż ten, jaki Bóg nam zabezpieczył przez ofiarę Chrystusa jako cenę okupu za nas. Jeśli udaje się im przekonać siebie i innych, że Bóg jest odpowiedzialny za <str. 125> wszelki grzech, niegodziwość i zbrodnię*, a człowiek jako niewinne narzędzie w Jego rękach, został zmuszony do popełniania grzechu, torują tym samym drogę teorii, że to nie ofiara za nasze grzechy, nie jakakolwiek forma miłosierdzia była potrzebna, lecz po prostu SPRAWIEDLIWOŚĆ W ten sposób dają podstawę innej części swej fałszywej teorii, mianowicie uniwersalizmowi, twierdząc, że jak Bóg spowodował grzech, niegodziwość oraz zbrodnię rasy ludzkiej, tak On też spowoduje wyzwolenie całej ludzkości z grzechu i śmierci. Wnioskując, że Bóg chciał spowodować i spowodował grzech i że nikt nie mógł się temu oprzeć, twierdzą oni, iż w takim razie, gdy Bóg zechce zaprowadzić sprawiedliwość, również nikt nie będzie mógł Mu się oprzeć. Jednak w takim rozumowaniu zupełnie pomija się najwspanialszą zaletę człowieka, wolność woli, czyli wyboru, najbardziej uderzającą cechę upodobniającą go do Stwórcy. Teoretycznie więc człowiek zostaje zdegradowany do poziomu maszyny działającej tylko wtedy, kiedy się ją uruchomi. Gdyby tak było, człowiek, zamiast być panem ziemi, byłby niższy nawet od owadów, bo bez wątpienia owady mają <str. 126> wolę, czyli prawo wyboru. Nawet maleńkiej mrówce dane jest prawo woli, a człowiek nie może zniszczyć tej woli, mimo że dzięki swej większej sile może się jej sprzeciwić lub przeszkodzić.

* Na poparcie tej teorii przytacza się dwa wersety Pisma Świętego (Izaj. 45:7 i Am. 3:6), w których źle został zrozumiany wyraz zło. Grzech zawsze jest złem, lecz zło nie zawsze jest grzechem. Trzęsienie ziemi, pożar, powódź lub epidemia są klęskami, złem, lecz nie grzechem. Wyraz zło występujący w tych wersetach znaczy klęski. To samo słowo hebrajskie zostało przetłumaczone na zło, utrapienie, nieszczęście itp. w następujących wersetach: Ps. 34:20; 107:39; Jer. 48:16; Zach. 1:15; Ps. 27:5; 41:2; 88:4; 107:26; Jer. 51:2; Treny 1:21; 1 Sam. 10:19; Ps. 10:6; 94:13; 141:5; Kazn. 7:14; Neh. 2:17. Te same wyrazy w wielu innych miejscach przetłumaczone jako krzywda, szkoda, ból, niedola, smutek. (obserwacje autora na podstawie Biblii angielskiej KJ – uw. tłum.)

W Izaj. 45:7 i Am. 3:6 Bóg przypomina Izraelowi o przymierzu zawartym z nim jako narodem – jeśli Izraelici będą posłuszni Jego prawu, On będzie im błogosławił i chronił przed nieszczęściami powszechnymi w świecie. Jeśli jednak o Nim zapomną, to On zezwoli na nieszczęścia, (zło) jako kary. Patrz: 5 Mojż. 28:1-14, 15:32; 3 Mojż. 26:14-16; Joz. 23:6-11, 12-16.

Kiedy jednak nieszczęścia przychodziły, Izraelici byli skłonni uznawać je za przypadek, a nie za kary. Dlatego Bóg przez proroków posyłał im słowo przypominające o ich przymierzu i mówił im, że doświadczane przez nich nieszczęścia pochodziły od Niego, z Jego woli w celu ich naprawy. Niedorzecznością byłoby użycie tych wersetów na dowód, że Bóg jest autorem grzechu, gdyż one w ogóle nie odnoszą się do grzechu.

To prawda, że Bóg ma moc zmusić człowieka do grzechu lub sprawiedliwości, ale Jego Słowo oznajmia, że nie ma takiego zamiaru. Bóg, postępując konsekwentnie, nie mógłby zmusić człowieka do grzechu z takiego samego powodu, z jakiego “samego siebie zaprzeć się nie może”. Takie postępowanie byłoby niezgodne z Jego sprawiedliwym charakterem, a tym samym – niemożliwe. Bóg szuka czci i miłości, ale tylko u tych, którzy by Go czcili w duchu i prawdzie. W tym celu dał On człowiekowi wolną wolę, podobną do swej własnej, i pragnie, aby człowiek wybrał sprawiedliwość. Zezwolenie człowiekowi na dokonanie wyboru doprowadziło go do upadku – pozbawienia społeczności z Bogiem, Jego łaski i błogosławieństw – i do śmierci. Przez doświadczenie grzechu i śmierci człowiek w sposób praktyczny zetknął się z tym, z czym Bóg chciał go zapoznać teoretycznie, bez doświadczenia grzechu i jego skutków. Boska uprzednia znajomość tego, jakie będzie postępowanie człowieka, nie została wykorzystana przeciwko niemu jako pretekst, by zdegradować go do stanu człowieka-maszyny. Wprost przeciwnie, Bóg użył tej wiedzy dla dobra człowieka, bo przewidując, jak się ten zachowa, gdy się mu pozostawi wolność wyboru, nie przeszkodził mu w spróbowaniu doświadczalnie grzechu i goryczy jego skutków, lecz natychmiast zaczął przygotowywać środki mające na celu uleczenie człowieka z jego pierwszego wykroczenia przez dostarczenie Odkupiciela, wielkiego Zbawcy, mogącego bezwzględnie zbawić tych wszystkich, którzy zechcą przez Niego powrócić do Boga. W tym celu, by człowiek mógł zachować wolną wolę i jednocześnie odnieść korzyść ze swego pierwszego niepowodzenia w korzystaniu z niej – z nieposłuszeństwa względem Boskiej woli – Bóg zapewnił nie tylko okup za wszystkich, lecz też i to, że we właściwym czasie wszyscy ludzie otrzymają świadectwo o umożliwionym przez okup pojednaniu z Nim – 1 Tym. 2:3-6. <str. 127>

Surowość kary nie była objawem nienawiści i złośliwości ze strony Boga, ale koniecznym i nieuchronnym ostatecznym skutkiem zła. W ten sposób Bóg dozwolił, aby człowiek zrozumiał i odczuł ten skutek. Bóg może podtrzymywać życie tak długo, jak uważa to za słuszne, nawet wbrew niszczącej mocy śmierci. Lecz skoro niemożliwym jest, by Bóg kłamał, więc i niemożliwe jest podtrzymywanie przez Niego takiego życia wiecznie. To znaczy, jest to niemożliwe z punktu widzenia moralności. Takie życie grzesznika mogłoby się tylko stać źródłem coraz większego nieszczęścia dla niego i innych. A Bóg jest zbyt dobry, by podtrzymywać istnienie tak bezużyteczne i szkodliwe dla samego grzesznika i innych. Gdyby Jego moc podtrzymująca życie została cofnięta, nastąpiłoby zniszczenie jako naturalny wynik zła. Życie jest łaską, darem Bożym, który otrzymają na wieczność tylko posłuszni.

Nie wyrządzono potomkom Adama żadnej niesprawiedliwości, nie dając każdemu z nich indywidualnej próby. Jahwe pod żadnym względem nie był zobowiązany do powołania nas do istnienia. Uczynił to jednak, ale żadna zasada sprawiedliwości nie zobowiązywała Go do przedłużania naszego istnienia wiecznie ani nawet do udzielania nam możliwości próby i obiecania nam życia wiecznego na warunkach posłuszeństwa. Zapamiętajmy to dobrze. Teraźniejsze życie, które od kołyski do grobu jest niczym innym jak procesem umierania, to – mimo zła i zawodów – dobrodziejstwo, łaska, nawet gdyby nie było przyszłego życia. Znaczna większość ludzi docenia je, z nielicznymi wyjątkami (samobójstwa), które są konsekwentnie uznawane w naszych sądach za objawy niezrównoważenia umysłowego, bowiem w przeciwnym razie nikt nie pozbawiałby się obecnych błogosławieństw. Poza tym zachowanie się doskonałego człowieka Adama wskazuje na sposób zachowania się jego dzieci, gdyby znalazły się w podobnych warunkach.

Wielu przyswoiło sobie błędne pojęcie, że Bóg wystawił rodzaj ludzki na próbę życia z alternatywą wiecznych mąk, mimo że o niczym takim w wyroku nie ma najmniejszej wzmianki. Łaską, czyli błogosławieństwem Boga dla Jego posłusznych <str. 128> dzieci, jest życie – nieprzerwane życie – wolne od bólu, chorób i jakichkolwiek innych oznak skażenia i śmierci. Adam otrzymał pełnię tych błogosławieństw, lecz został ostrzeżony, że utraci ów dar, jeśli nie będzie posłuszny Bogu – “dnia, którego jeść będziesz z niego, śmiercią umrzesz”. Nie wiedział on nic o życiu w mękach jako karze za grzech. Życie wieczne było obiecane tylko posłusznym. Życie jest darem Bożym, a śmierć, przeciwieństwo życia, jest karą, jaką Bóg wyznacza.

Żadne wersety Starego Testamentu nie przywodzą na myśl wiecznych mąk, a tylko nieliczne wyrażenia w Nowym Testamencie mogą być tak błędnie zinterpretowane, że wydają się o nich nauczać. Takie wyrażenia można znaleźć albo wśród symbolów Księgi Objawienia, albo w przypowieściach i niejasnych wyrażeniach naszego Pana, których nie rozumieli ludzie ich słuchający (Łuk. 8:10) i które zdają się być zaledwie trochę bardziej zrozumiałe dzisiaj. “Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rzym.6:23 NB); “Dusza, która grzeszy, ta umrze” (Ezech. 18:4 BG).

Wielu sądzi, że Bóg postąpił niesprawiedliwie, dozwalając, by w Adamie było potępione jego potomstwo, zamiast każdemu indywidualnie dać szansę w próbie życia wiecznego, podobnej do tej, którą przeszedł Adam. Co powiedzą tacy, jeżeli wykażemy, że przyszła sposobność uzyskania życia i związana z nią próba dla świata będzie daleko bardziej sprzyjająca, niż była wówczas dla Adama; co powiedzą, jeżeli okaże się, że tak się stanie właśnie dlatego, że Bóg przyjął plan zezwalający rasie Adama na udział w ponoszeniu jego kary w sposób naturalny? Wierzymy, że tak właśnie sprawa się przedstawia i postaramy się to wyjaśnić.

Bóg zapewnia nas, że ponieważ potępienie przeszło na wszystkich w Adamie, On postarał się o nową głowę, ojca, czyli dawcę życia dla rodzaju ludzkiego. Wszyscy będą przeniesieni w Niego przez swą wiarę i posłuszeństwo. Bóg zapewnia nas też, że jak w Adamie wszyscy mieli udział w przekleństwie śmierci, tak wszyscy w Chrystusie będą mieli udział w błogosławieństwach Restytucji. Kościół stanowi tu wyjątek (Rzym. 5:12, 18, 19). Widziana w ten sposób śmierć Jezusa, <str. 129> nieskalanego i bezgrzesznego, była całkowitym zadośćuczynieniem względem Boga za grzech Adama. Jak jeden człowiek zgrzeszył, a wszyscy ludzie w nim mieli udział w wydanym wyroku i karze, tak Jezus, zapłaciwszy grzywnę za tego jednego grzesznika, kupił nie tylko Adama, ale całe jego potomstwo – wszystkich ludzi – które przez dziedziczenie miało udział w jego słabościach i grzechach oraz karze za nie – śmierci. Nasz Pan, “człowiek Chrystus Jezus”, nieskalany, zaaprobowany przez Boga, posiadał w sobie doskonałe nasienie, czyli nie narodzone potomstwo podobnie nie skalane grzechem. Oddał wszystko, co składało się na Jego ludzkie życie i prawo do życia, jako zupełną cenę okupu za Adama i jego rasę, czyli nasienie, jakie zawierało się w nim, gdy zapadł wyrok.

Po całkowitym nabyciu życia Adama i jego potomstwa, Chrystus wyraża chęć usynowienia Adamowego nasienia, jego dzieci, wszystkich z rodziny Adama, którzy zechcą przyjąć warunki Nowego Przymierza i tym samym przez wiarę i posłuszeństwo wejść do rodziny Boga i otrzymać życie wieczne. W taki sposób Odkupiciel “ujrzy nasienie swoje [tych wszystkich z nasienia Adama, którzy przyjmą adopcję na Jego warunkach], przedłuży dni swoje [zmartwychwstał do natury wyższej niż ludzka, danej Mu przez Ojca w nagrodę za posłuszeństwo]”, a wszystko to w najbardziej nieprawdopodobny sposób – przez ofiarowanie własnego życia i potomstwa. A zostało to zapisane następująco: “Jak wszyscy w Adamie umierają, tak i wszyscy w Chrystusie będą ożywieni” – 1 Kor. 15:22 Tłumaczenie poprawione.

Uraz, jakiego doznaliśmy przez upadek Adama (nie doznaliśmy niesprawiedliwości), będzie, dzięki łasce Bożej, więcej niż zniesiony przez łaskę dzięki Chrystusowi, a prędzej lub później (we właściwym Boskim czasie) wszyscy będą mieli zupełną możliwość powrotu do tej samej pozycji, jaką cieszył się Adam, zanim zgrzeszył. Ci, którzy nie otrzymali pełnej wiedzy i przez wiarę nie posiedli tej łaski Bożej teraz (a takich jest większość, włączając w tę liczbę dzieci i pogan), na pewno będą mieli ten przywilej w przyszłym wieku, czyli w “świecie przyszłym”; w wieku, jaki nastąpi po obecnym. W tym celu “wszyscy w grobach (...) wyjdą”. Każdy (w obecnym lub przyszłym <str. 130> wieku), kto zda sobie w pełni sprawę z ceny okupu złożonego przez naszego Pana Jezusa i wynikających z tego przywilejów, będzie traktowany tak, jakby był na próbie, podobnie jak Adam. Posłuszeństwo przyniesie z sobą wieczne życie, a nieposłuszeństwo – wieczną śmierć – “wtórą śmierć”. Jednak doskonałe posłuszeństwo bez doskonałych możliwości zrealizowania go nie jest wymagane od nikogo. W okresie działania Przymierza Łaski w Wieku Ewangelii, członkowie Kościoła posiadają przypisaną im przez wiarę sprawiedliwość Chrystusową, która przykrywa ich nieuniknione wady spowodowane słabościami ciała. Boska łaska także będzie działała w Wieku Tysiąclecia na korzyść każdego, “kto chce” spomiędzy świata. Nie można spodziewać się absolutnej doskonałości moralnej, zanim nie zostanie osiągnięta doskonałość fizyczna (co będzie przywilejem wszystkich przed końcem Wieku Tysiąclecia). Ta nowa próba, stanowiąca rezultat złożonego okupu i działania Nowego Przymierza, będzie się różniła od próby w Edenie tym, że uczynki każdego będą miały wpływ tylko na jego własną przyszłość.

Czy nie oznaczałoby to dla niektórych członków rodzaju ludzkiego drugiej szansy zdobycia życia wiecznego? Odpowiadamy: Pierwszą szansę zyskania życia wiecznego ojciec Adam stracił – z powodu nieposłuszeństwa – dla siebie i swego potomstwa, które znajdowało się jeszcze “w biodrach ojcowskich”. W trakcie owej pierwszej próby “przyszło potępienie na wszystkich ludzi”. Plan Boga przewidywał, że przez okupową ofiarę Chrystusa zarówno Adam jak i wszyscy, którzy utracili życie przez jego upadek, będą mieli możliwość – po doświadczeniu “ogromu grzeszności grzechu” i ciężaru kary za grzech – by nawrócić się do Boga przez wiarę w Odkupiciela. Jeśli ktoś chce to nazwać “drugą szansą”, niech tak nazwie. Będzie to na pewno druga szansa dla Adama i przynajmniej w pewnym sensie dla jego całej odkupionej rodziny. Lecz będzie to pierwsza indywidualna sposobność jego potomków, którzy gdy się rodzili, podlegali wyrokowi śmierci. Fakty nie zmienią się, bez względu na nazwę, to znaczy: wszyscy zostali skazani na śmierć z powodu nieposłuszeństwa Adama i wszyscy (w Wieku Tysiąclecia) będą <str. 131> mieć pełną sposobność zyskania życia wiecznego w sprzyjających warunkach Nowego Przymierza. To właśnie, jak oznajmili aniołowie, jest dobrą nowiną o “radości wielkiej, która będzie udziałem wszystkiego ludu”. Natomiast, jak oświadczył apostoł, o tej łasce Bożej, iż nasz Pan Jezus “dał samego siebie na okup za wszystkich”, musi być “świadczone” wszystkim “we właściwym czasie” (Rzym. 5:17-19; 1 Tym. 2:4-6 NB). Ludzie, nie Bóg, ograniczyli do Wieku Ewangelii swoją szansę, czyli możliwość otrzymania życia. Tymczasem Bóg mówi nam, że Wiek Ewangelii jest przeznaczony jedynie na wybór Kościoła, królewskiego kapłaństwa, przez które w następnym wieku wszyscy inni ludzie będą doprowadzeni do dokładnej znajomości Prawdy i obdarzeni pełną sposobnością uzyskania życia wiecznego pod działaniem Nowego Przymierza.

Ale jaka korzyść wypływa z zastosowania takiego sposobu działania? Dlaczego wszystkim nie była dana indywidualna szansa mogąca zapewnić życie wieczne obecnie, wszystkim równocześnie, z pominięciem długiego okresu próby Adama i jego potępienia, bez udziału jego potomstwa w wydanym na niego wyroku, bez potrzeby odkupienia wszystkich przez ofiarę Chrystusa oraz bez konieczności przedłożenia wszystkim na nowo życia wiecznego w oparciu o warunki Nowego Przymierza? Jeśli zło musiało być dozwolone ze względu na wolną wolę człowieka, to dlaczego jego wytępienie wymaga zastosowania takich specyficznych i zawiłych metod? Dlaczego Bóg zezwala na to, by tyle cierpień spadało na tak wielu, którzy ostatecznie otrzymają dar życia jako Jego posłuszne dzieci?

Właśnie! To jest zagadnienie, które stanowi centralny punkt naszego tematu. Załóżmy, że Bóg zarządziłby rozmnożenie rodzaju ludzkiego w inny sposób, na przykład w taki, by dzieci nie miały udziału w skutkach wynikających z grzechów rodziców – w słabościach umysłowych, moralnych i fizycznych; załóżmy też, iż Stwórca zapewniłby sprzyjające warunki Edenu każdemu w celu wypróbowania go i postanowiłby, że tylko grzesznicy będą potępieni i wytraceni. Jak wielu ludzi w takich korzystnych warunkach mogłoby okazać się godnymi lub niegodnymi życia? Jakie są nasze przypuszczenia? <str. 132>

Jeśli ten jeden przypadek Adama przyjmiemy za wzór (Adam z pewnością był pod każdym względem przykładem doskonałego człowieczeństwa), to dojdziemy do wniosku, że nikt nie okazałby się zupełnie posłuszny i godny życia, ponieważ nikt nie posiadałby dokładnej wiedzy o Bogu i wynikającego ze znajomości Boga doświadczenia, jakie rozwinęłyby w człowieku zupełne zaufanie do Jego praw, ponad osobisty osąd. Pismo Święte zapewnia, że właśnie wiedza, jaką miał Chrystus o Ojcu, pozwoliła Mu zaufać Bogu i być wobec Niego zupełnie posłusznym (Izaj. 53:11). Przyjmijmy, że w wyniku próby jedna czwarta zyskałaby życie lub nawet połowa okazałaby się go godna, a druga połowa otrzymałaby zapłatę za grzech – śmierć. I cóż wtedy? Załóżmy, że ta połowa, posłuszni, nie doświadczyłaby ani nie widziałaby grzechu. Czy w takiej sytuacji ludzie ci nie byliby przez całe życie ciekawi rzeczy zakazanych, powstrzymywani jedynie strachem przed Bogiem i karą? Ich służba nie mogłaby być tak serdeczna jak po poznaniu dobra i zła, i tym samym nie pozwoliłaby im w pełni ocenić życzliwych zamiarów Stwórcy ustanawiającego prawa rządzące zarówno Jego postępowaniem, jak i postępowaniem Jego stworzeń.

Teraz zwróćmy uwagę na tę połowę, która wskutek swoich dobrowolnych grzechów poszłaby na śmierć. Ci ludzie zostaliby na wieki odcięci od życia. Pozostałaby im jedynie nadzieja, że Bóg w swej miłości będzie pamiętał o nich jako o swoich stworzeniach, o dziele swoich rąk, i da im nową próbę. Ale w jakim celu? Jedynie ze względu na nadzieję, że po wzbudzeniu ich i ponownym wypróbowaniu, niektórzy z nich, mając większe doświadczenie, wybiorą posłuszeństwo i będą żyć.

Lecz gdyby nawet założyć, że ów plan przyniesie równie dobre wyniki jak plan przyjęty przez Boga, byłyby w stosunku do niego poważne zarzuty.

O ile bardziej zgodne z mądrością Bożą jest ograniczenie grzechu do pewnych rozmiarów, tak jak to zapewnia przyjęty przez Boga plan. Nawet nasz słaby umysł jest w stanie ocenić, że daleko lepiej jest mieć tylko jedno doskonałe i bezstronne <str. 133> prawo, mówiące, że zapłatą za dobrowolny grzech jest śmierć – zniszczenie – odcięcie od życia. Bóg w ten sposób ogranicza zło, na które zezwolił, i zapewnia, iż tysiącletnie panowanie Chrystusa dokona zupełnego wytępienia zła oraz dobrowolnych złoczyńców i na całą wieczność wprowadzi sprawiedliwość opartą na pełni wiedzy, a także na doskonałym, dobrowolnym posłuszeństwie doskonałych istot.

Istnieją jednak dwa inne zastrzeżenia do omawianego planu polegającego na wypróbowaniu najpierw każdej osoby oddzielnie. Jeden Odkupiciel wystarczał zupełnie w planie przyjętym przez Boga, zgrzeszył bowiem jeden człowiek i jeden tylko został potępiony (inni podzielili jego przekleństwo). Ale gdyby owa pierwsza próba była indywidualną próbą, gdyby połowa ludzi zgrzeszyła i została indywidualnie potępiona, za każdą potępioną jednostkę byłaby wymagana ofiara odkupiciela. Jedno nie utracone życie mogłoby odkupić jedno utracone życie, nie więcej. Jeden doskonały człowiek, “człowiek Chrystus Jezus”, który odkupił upadłego Adama (i nas zgubionych w nim) nie mógłby być “okupem [równoważną ceną] za WSZYSTKICH” w żadnych innych okolicznościach niż zawarte w planie, który Bóg przyjął.

Przypuśćmy, że liczba ludzi od Adama wynosi sto miliardów i że tylko połowa z nich zgrzeszyła. Taka sytuacja wymagałaby śmierci pięćdziesięciu miliardów posłusznych, doskonałych ludzi, aby złożyć okup [równoważną cenę] za wszystkich spośród tych pięćdziesięciu miliardów grzeszników; według tego planu śmierć także przyszłaby na wszystkich ludzi. Zatem plan taki pociągnąłby za sobą nie mniej cierpień, niż doznajemy obecnie.

Drugie zastrzeżenie wobec takiego planu dotyczy poważnego zdezorganizowania Boskich zamierzeń związanych z wyborem i wywyższeniem do boskiej natury “Maluczkiego Stadka”, Ciała Chrystusowego, grona, którego Jezus jest Głową i Panem. Bóg nie mógłby, kierując się sprawiedliwością, rozkazać pięćdziesięciu miliardom posłusznych synów poświęcić swoje prawa, przywileje i życie jako okup za grzeszników, bowiem <str. 134> według Jego prawa przez swe posłuszeństwo zasłużyliby oni na przywilej życia wiecznego. Stąd, jeśli ci doskonali ludzie zostaliby poproszeni o to, by stali się odkupicielami tych, którzy zgrzeszyli, to w Boskim planie byłaby, tak jak w wypadku Pana Jezusa, przewidziana dla nich szczególna nagroda, aby mogli “dla wystawionej sobie radości” ponieść tę karę za swoich braci. A co stałoby się, gdyby dano im taką samą nagrodę, jaką otrzymał nasz Pan, mianowicie uczestnictwo w nowej boskiej naturze, oraz wywyższenie ponad aniołów, zwierzchności, moce i wszelkie inne imię, jakie jest wzywane – następne po Jahwe (Efez. 1:20, 21)? Istniałaby wtedy ogromna liczba istot o boskiej naturze, czego mądrość Boża widocznie nie zaaprobowała. Ponadto te pięćdziesiąt miliardów owych istot w takich warunkach byłoby równe sobie, nie miałoby wodza, głowy, gdy tymczasem plan, który Bóg przyjął, wymaga tylko jednego Odkupiciela, jednego wielce wywyższonego do boskiej natury, a następnie “Maluczkiego Stadka” tych, których odkupił i którzy “chodzą Jego śladami” cierpień i samozaparcia, aby mogli dzielić z Nim Jego imię, zaszczyt, chwałę i naturę, tak jak żona uczestniczy w przywilejach męża.

Ci, którzy doceniają ten zamysł Boskiego planu, przez który potępienie wszystkich w jednym przedstawicielu, otworzyło możliwość złożenia okupu i restytucji dla wszystkich przez jednego Odkupiciela, znajdą w nim rozwiązanie licznych dylematów. Zrozumieją oni, że potępienie wszystkich w jednym było przeciwieństwem krzywdy. Stanowiło ono wielką łaskę dla wszystkich w powiązaniu z Boskim planem dostarczenia usprawiedliwienia dla wszystkich przez ofiarę jednego człowieka. Zło na zawsze zostanie zniszczone, gdy Boski cel dozwolenia go będzie osiągnięty, a korzyści wypływające z okupu będą współmierne do kary za grzech. Jednakże nie jest możliwa właściwa ocena tego zarysu planu Bożego bez zupełnego uznania “grzeszności grzechu”, istoty kary za grzech – śmierci, ważności i wartości okupu danego przez naszego Pana Jezusa oraz rzeczywistego i całkowitego przywrócenia jednostce sprzyjających warunków – warunków, w których każdy przejdzie pełną i wystarczającą <str. 135> próbę, zanim zostanie osądzony godnym nagrody (wiecznego życia) lub kary (wiecznej śmierci).

Biorąc pod uwagę wielki plan odkupienia i wynikające z niego “odnowienie (restytucję) wszystkich rzeczy” przez Chrystusa, rozumiemy błogosławieństwa wynikające z dozwolenia zła, które być może w inny sposób nie mogłyby być w pełni docenione.

Ludzie skorzystają na całą wieczność z przeżytego doświadczenia, aniołowie – z obserwacji ludzkich doświadczeń. Wszyscy odniosą dodatkową korzyść, poznając lepiej charakter Boga ujawniony w Jego planie. Gdy plan Boga będzie całkowicie zrealizowany, wszyscy będą mogli łatwo zrozumieć Jego mądrość, sprawiedliwość, miłość i moc. Zrozumieją sprawiedliwość, która nie mogła naruszyć Boskiego rozporządzenia ani zbawić słusznie potępionej ludzkości bez zupełnego unieważnienia jej kary przez chętnego odkupiciela. Zrozumieją miłość, która dostarczyła tę szlachetną ofiarę i wielce wywyższyła Odkupiciela, dając Mu miejsce po prawicy Bożej, dając Mu moc i autorytet, dzięki którym będzie mógł przywrócić do życia ludzi kupionych swą drogocenną krwią. Zrozumieją też moc i mądrość, które wypracowały chwalebną przyszłość dla Jego stworzeń i pokonały wszelkie przeciwne wpływy, tak iż wszystkie stworzenia stały się chętnymi albo niechętnymi jednostkami w rozwijaniu i ostatecznej realizacji wspaniałych planów Boga. Gdyby zło nie było dozwolone i nie zostało w taki sposób zwyciężone przez Boską opatrzność, trudno byłoby sobie wyobrazić inny sposób służący osiągnięciu takich samych rezultatów. Dopuszczenie do czasowego zaistnienia zła między ludźmi manifestuje dalekowzroczną mądrość, która wykorzystała wszystkie towarzyszące okoliczności, obmyśliła środki umożliwiające naprawę i nakreśliła ostateczny rezultat działania mocy i łaski.

Podczas Wieku Ewangelii grzech oraz towarzyszące mu zło były dodatkowo wykorzystane do ćwiczenia i przygotowania <str. 136> Kościoła. Gdyby grzech nie został dozwolony, niemożliwe byłoby złożenie ofiary przez Pana i Jego Kościół, ofiary, której nagrodą jest boska natura.

Wydaje się zrozumiałe, że zasadniczo to samo Boskie prawo, któremu obecnie podlega ludzkość i według którego posłuszeństwo bywa nagradzane życiem, a nieposłuszeństwo karane śmiercią, ostatecznie musi stosować się do wszystkich inteligentnych stworzeń Boga. To prawo, zgodnie z określeniem naszego Pana, można zawrzeć w jednym słowie: Miłość. “Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego” (Łuk. 10:27 NB). Ostatecznie, gdy cele Boga zostaną zrealizowane, chwała Boskiego charakteru będzie zrozumiana przez wszystkie inteligentne stworzenia i wszyscy uznają, że tymczasowe zezwolenie na zło było mądrym przedsięwzięciem w Boskim planie. Dzisiaj można to dostrzec jedynie okiem wiary, gdy przez pryzmat Słowa Bożego patrzy się w przyszłość na rzeczy przepowiadane od początku świata przez usta wszystkich świętych proroków – na restytucję wszystkich rzeczy. <str. 137>

WYKŁAD VIII

DZIEŃ SĄDU

Powszechny pogląd na Dzień Sądu – Czy zgadza się on z Pismem Świętym? – Ustalenie znaczenia słów “sąd” i “dzień” – Pismo Święte mówi o kilku Dniach Sądu – Pierwszy Dzień Sądu i jego rezultaty – Wyznaczenie innego Dnia Sądu – Sędzia – Charakter przyszłego sądu – Podobieństwa i różnice między pierwszym i drugim sądem – Obecna odpowiedzialność świata – Dwa sądy, które odbyły się w międzyczasie i ich cele – Wyraźne różnice w ocenie przyszłego sądu – Jak prorocy i apostołowie zapatrywali się na przyszły sąd?

BÓG “WYZNACZYŁ DZIEŃ, w którym sprawiedliwie będzie sądził świat przez męża, którego ustanowił”, “Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy”. “Bo i Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszelki sąd przekazał Synowi” – Dz. Ap. 17:31; 1 Jana 2:1; Jan 5:22 NB.

Na temat Dnia Sądu panuje wśród ludzi bardzo niejasne i nieokreślone pojęcie. Oto najczęściej przyjmowany pogląd: Chrystus przyjdzie na ziemię i siedząc na wielkim białym tronie przywoła świętych oraz grzeszników, których będzie sądził po ustawieniu przed sobą w szeregu, pośród wielkich zaburzeń natury – trzęsień ziemi, otwierania się grobów, pękania skał i walenia się gór. Drżący grzesznicy wyprowadzeni z głębin wiecznej niedoli usłyszą szczegółowe powtórzenie swych grzechów tylko po to, by zostali odesłani z powrotem do wiecznego bezlitosnego przeznaczenia. Święci natomiast zostaną sprowadzeni z nieba, by oglądać nieszczęście i rozpacz potępionych, by usłyszeć ponownie decyzję odnoszącą się do nich samych i powrócić do nieba. Według panującej teorii wszyscy otrzymują wyrok i zapłatę w chwili śmierci, a omawiany sąd jest dla odróżnienia nazywany sądem powszechnym. Jest on jedynie <str. 138> powtórzeniem pierwszego sądu w trudnym do zrozumienia celu, skoro jak twierdzą, ostateczna i niezmienna decyzja ogłaszana jest w chwili śmierci.

Cały przypuszczalny czas przeznaczony na wykonanie tego ogromnego dzieła osądzenia miliardów istot wynosi dwadzieścia cztery godziny. Niedawno w jednym z kazań pewnego kościoła brooklyńskiego wyrażono ten powszechnie uznawany pogląd. Celem kazania było podanie szczegółowego opisu dzieła Dnia Sądu, którego długość miała zamknąć się w granicach jednego literalnego dnia.

Koncepcja ta jest bardzo niedojrzała i pozostaje w zupełnej sprzeczności z natchnionym Słowem. Wywodzi się ona ze zbyt dosłownej interpretacji przypowieści naszego Pana o owcach i kozłach (Mat. 25:31-46), i jest dobrym przykładem niedorzeczności uporczywych usiłowań mających na celu dosłowne tłumaczenie tego, co jest podane językiem obrazowym. Przypowieść nigdy nie jest dokładnym określeniem, jest jedynie ilustracją pewnej prawdy za pomocą czegoś, co pod wieloma względami jest do niej podobne. Gdyby wspomniana przypowieść była dosłownym opisem sposobu sądzenia, należałoby ją odnieść do literalnych owiec i kozłów, tak jak jest w niej napisane, a nie do ludzkości. Zwróćmy teraz uwagę na bardziej biblijny i zarazem rozsądniejszy pogląd dotyczący dzieła i wyników wielkiego Dnia Sądu, jaki Bóg ustanowił. Wszystkie przypowieści i figury Pisma Świętego powinny się zgadzać, i zgadzają się, z logicznymi i biblijnymi wnioskami wynikającymi z tego poglądu.

Wyraz sąd znaczy coś więcej niż tylko wydanie wyroku. Zawiera on w sobie zarówno ideę procesu sądowego, jak i wydanie decyzji w oparciu o przeprowadzony proces. Takie znaczenie jest właściwe dla słowa “sąd” nie tylko w języku angielskim, lecz również w języku greckim, z którego zostało przetłumaczone.

Wyraz dzień, który zarówno w Piśmie Świętym, jak i w potocznym użyciu, najczęściej jest używany do określenia okresu <str. 139> trwającego dwanaście lub dwadzieścia cztery godziny, ma w istocie znaczenie jakiegoś określonego, szczególnego okresu. Tak więc na przykład mówimy o dniu Noego, dniu Lutra, dniu Waszyngtona. W taki sposób Biblia cały okres stworzenia nazywa dniem. Czytamy tam o “dniu, kiedy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo” (1 Mojż. 2:4 NB), czyli o jakimś długim, określonym czasie. Czytamy też o “dniu kuszenia na pustyni”, trwającym czterdzieści lat (Hebr. 3:8, 9 NB); o “dniu zbawienia” (2 Kor. 6:2). Są też określenia: “dzień pomsty”, “dzień gniewu”, “dzień ucisku”. Odnoszą się one do czterdziestoletniego okresu ucisku kończącego Wiek Żydowski i podobnego czasu ucisku przy końcu Wieku Ewangelii. Czytamy też o “dniu Chrystusowym”, “dniu sądu” i “Jego dniu”, które są nazwami stosującymi się do Wieku Tysiąclecia, kiedy to Mesjasz będzie panował, sprawował rządy i sądził świat w sprawiedliwości, dając możliwość próby, jak i wydając wyrok. O tym okresie napisane jest: On będzie sądził świat w sprawiedliwości i w swym dniu pokaże, kto jest owym błogosławionym i możnym Królem królów i Panem panów (Dz. Ap. 17:31; 1 Tym. 6:15). Przyczyna, dla jakiej ci, którzy uważają, że Dzień Sądu będzie trwał dwanaście lub dwadzieścia cztery godziny, uznają jednocześnie szersze znaczenie słowa dzień w innych, podobnych przypadkach, przechodzi nasze pojęcie. Chyba, że przypuścimy, iż ulegają tradycji, nie mając odpowiednich dowodów i nie badając tego zagadnienia.

Sprawdzenie w wyczerpującej konkordancji biblijnej haseł odnoszących się do Dnia Sądu i zwrócenie uwagi na rodzaj oraz rozmiar pracy, jaka ma być wykonana w tym okresie, pozwoli szybko zrozumieć niedorzeczność powszechnego poglądu i potrzebę nadania wyrazowi dzień tego szerszego znaczenia.

Pismo Święte mówi o wielkim Dniu Sądu, czyli próby, o Dniu który należy jeszcze do przyszłości, i wskazuje, że w tym dniu rzesze ludzkości mają przejść całą swą próbę i otrzymać ostateczny wyrok. Jednak naucza też ono, że są inne jeszcze dni sądu, podczas których próbowane są pewne wybrane klasy. <str. 140>

Pierwszy wielki sąd [próba i wyrok] odbył się na początku, w Edenie, gdy cały rodzaj ludzki reprezentowany w swej głowie, Adamie, był na próbie przed Bogiem. Wynikiem tej próby był wyrok: winien, nieposłuszny, niegodny życia. Nałożoną karą była śmierć – “umierając umrzesz” (1 Mojż. 2:17 przekład dosłowny z jęz. hebrajskiego). Tak więc “w Adamie wszyscy umierają”. Czas próby w Edenie był pierwszym Dniem Sądu świata, a wyrok Sędziego (Jahwe) jest od tego czasu wykonywany.

“Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej niesprawiedliwości”. Gniew ten można zauważyć w każdym orszaku pogrzebowym. Każdy grób jest jego świadkiem. Można go odczuć w każdym bólu i cierpieniu, jakich doświadczamy. To wszystko jest rezultatem pierwszej próby i wyroku, sprawiedliwego orzeczenia Boga, że nie jesteśmy godni życia i błogosławieństw pierwotnie przygotowanych dla posłusznego człowieka, stworzonego na podobieństwo Boże. Ludzkość ma być uwolniona od wyroku pierwszej próby dzięki jednej ofierze za wszystkich, złożonej przez wielkiego Odkupiciela. Wszyscy mają być uwolnieni z grobu i spod wyroku śmierci (zniszczenia) która, z uwagi na to odkupienie, nie jest już rozumiana jako śmierć w pełnym tego słowa znaczeniu, sugerującym wieczność. Należy ją raczej traktować jako tymczasowy sen, bowiem z poranku Tysiąclecia wszyscy będą obudzeni przez Dawcę życia, który odkupił wszystkich. Do tej pory tylko członkowie Kościoła, składającego się z wyznawców Chrystusa, zostali w pewnym sensie uwolnieni, czyli “uszli” spod pierwotnego wyroku i kary. Ich ucieczka nie jest jeszcze rzeczywista, ale tylko uznana za taką przez wiarę. “W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy” – i tylko w niej. Rzeczywistego uwolnienia od kary śmierci (którą odziedziczyliśmy w Adamie, a której uniknęliśmy przez wejście w Chrystusa) nikt nie dozna w pełni, dopóki nie nastąpi poranek zmartwychwstania, gdy z radością obudzimy się podobni do naszego Odkupiciela. Fakt, iż posiedliśmy wiedzę o Boskim chwalebnym planie w <str. 141> Chrystusie, że “uszliśmy skażenia tego, które [dotąd] jest na świecie”, nie dowodzi, że inni nie będą mieli przyszłej nadziei uwolnienia. Dowodzi to czegoś wręcz przeciwnego, bowiem my jesteśmy dla Boga pierwiastkami Jego stworzeń. Nasza ucieczka od śmierci w Adamie do życia w Chrystusie jest jedynie przedsmakiem wyzwolenia każdego człowieka, który będzie pragnął uwolnienia z niewoli skażenia [śmierci] do wolności życia, jaką cieszą się wszyscy, których Bóg uzna za synów. Każdy, kto chce, może być wyzwolony z śmierci do życia bez względu na różnicę natur, jakimi Bóg obdarzy swoich synów na różnych poziomach bytu. Wiek Ewangelii jest dniem próby na życie lub śmierć dla wszystkich powołanych do boskiej natury.

Bóg jednak wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat. Jak to możliwe? Czyżby Bóg zmienił zdanie? Czy doszedł do wniosku, że próba pierwszego człowieka i wydanie ogólnego wyroku było niesprawiedliwe, zbyt surowe, i postanowił sądzić teraz świat indywidualnie? Nie. Gdyby Bóg zmienił zdanie co do swego pierwszego wyroku, to jakie mielibyśmy gwarancje, że decyzja podjęta w wyniku przyszłej próby będzie sprawiedliwa. Nie znaczy to, że Bóg uznaje za niesprawiedliwą decyzję podjętą w pierwszym sądzie, lecz że przygotował On wykupienie spod kary pierwszego sądu. Uczynił to w tym celu, aby móc zaoferować wszystkim ludziom możliwość jeszcze jednego sądu (próby) w bardziej sprzyjających warunkach – gdy wszyscy będą posiadać doświadczenie grzechu i jego skutków. Bóg nie zmienił ani joty w swym pierwotnym planie, który został opracowany zanim powstał świat. Sam wyraźnie nas informuje, że On się nie zmienia i że pod żadnym pozorem nie może oczyścić winnego. Bóg wyegzekwuje w całości sprawiedliwie nałożoną karę. Tę całą karę poniósł Odkupiciel, czyli zastępca dany przez Boga, Jezus Chrystus, który “z łaski Bożej za wszystkich śmierci zakosztował”. Nasz Pan swoim własnym życiem zapłacił okup za rasę Adamową, ma zatem prawo przedstawić wszystkim ludziom nową ofertę uzyskania życia. <str. 142> Oferta ta dana jest Kościołowi na warunkach Przymierza Ofiary (Ps. 50:5: Rzym. 12:1), a światu – Nowego Przymierza (Rzym. 14:9; Hebr. 10:16; Jer. 31:31).

Dowiadujemy się też, że kiedy Bóg podda świat indywidualnej próbie, Sędzią będzie Chrystus, którego Jahwe w ten sposób zaszczyci za Jego posłuszeństwo aż do śmierci dla naszego odkupienia. Bóg wielce wywyższył Chrystusa, aż do boskiej natury, aby mógł być Księciem i Zbawicielem (Dz. Ap. 5:31), aby mógł uleczyć wszystkich od śmierci, oraz dać możliwość sądu wszystkim, których kupił swoją drogocenną krwią. Bóg cały sąd powierzył Synowi i dał Mu wszelką władzę w niebie i na ziemi – Jan 5:22.

Właśnie ten wielce wywyższony, Chrystus w chwale, który tak umiłował świat, że złożył zań swe życie jako cenę okupu, będzie Sędzią świata podczas jego obiecanej przyszłej próby. Sam Jahwe wyznaczył Go na ten urząd w tym właśnie celu. Skoro zatem takie są wyraźne oświadczenia Pisma Świętego, nie mamy się czego obawiać. Przeciwnie, z nadejściem Dnia Sądu wiąże się wielka radość dla wszystkich, dlatego powinniśmy go wyglądać z tęsknotą. Charakter Sędziego jest dostateczną gwarancją, iż sąd będzie sprawiedliwy i miłosierny, że będzie w należnym stopniu uwzględniał słabości wszystkich, aż chętni i posłuszni zostaną doprowadzeni do pierwotnej doskonałości utraconej w Edenie.

Sędzia w dawnych czasach egzekwował sprawiedliwość i uwalniał uciskanych. Zauważmy na przykład, jak wiele razy Izrael, ciemiężony przez swoich wrogów z powodu przestępstw wobec Boga, był uwalniany i błogosławiony w wyniku działalności postanawianych sędziów. Czytamy o jednym z nich: “Potem wołali synowie izraelscy do Pana; i wzbudził Pan wybawiciela (...) Otonijela (...) I był nad nim Duch Pański, a sądził Izraela; a gdy się ruszył na wojnę, podał Pan w rękę jego [króla Syryjskiego] (...) a tak była w pokoju ziemia przez czterdzieści <str. 143> lat” (Sędz. 3:9-11 BG). Więc choć świat długo już znajduje się pod panowaniem i uciskiem Szatana, to jednak wkrótce Ten, który zapłacił za grzechy wszystkich własną drogocenną krwią, ujmie swą wielką władzę i będzie panować. Wyzwoli i będzie sądził tych, których tak umiłował, że ich odkupił.

Z tymi wnioskami zgadzają się wszystkie prorocze oświadczenia. W Psalmie 89:9 czytamy: “Będzie sądził świat sprawiedliwie i narody według słuszności” (NB).

Przyszły sąd będzie się opierał na dokładnie tych samych zasadach, co pierwszy. Przedłożone będzie to samo prawo wymagające posłuszeństwa, z tą samą nagrodą – życiem, i tą samą karą – śmiercią. Jak pierwsza próba miała swój początek, rozwój i zakończenie – wydanie wyroku, tak będzie i z drugą próbą. Wyrokiem drugiej próby będzie życie dla sprawiedliwych, a śmierć dla niesprawiedliwych. Druga próba będzie bardziej sprzyjająca niż pierwsza z powodu doświadczenia uzyskanego w wyniku pierwszej próby. W przeciwieństwie do pierwszej, druga próba polegać będzie na tym, że każdy człowiek przejdzie tę próbę indywidualnie, a nie za kogoś innego. Nikt wówczas nie umrze z powodu grzechu Adamowego lub z powodu odziedziczonych niedoskonałości. Nie będzie się wtedy mówić: “Ojcowie jedli cierpkie grona, a zęby synów ścierpły, lecz (...) ktokolwiek spożyje cierpkie grona, tego zęby ścierpną”; “dusza, która grzeszy, ta umrze” (Ezech. 18:4 BG; Jer. 31:29, 30 NB). Wówczas w odniesieniu do świata prawdą będzie to, co jest dzisiaj prawdziwe w odniesieniu do Kościoła, tj., że człowiek nie będzie sądzony według tego, czego nie ma, ale według tego, co ma (2 Kor. 8:12). W okresie rządów Chrystusa ludzkość stopniowo będzie kształcona, ćwiczona i utrzymywana w karności aż do osiągnięcia doskonałości. Kiedy już osiągnie doskonałość, wymagana będzie od niej zupełna harmonia z Bogiem. Ktokolwiek nie okaże wówczas doskonałego posłuszeństwa, zostanie uznany za nie zasługującego na życie i umrze. Grzech, który przez Adama przyniósł śmierć ludzkości, <str. 144> był po prostu jednym aktem nieposłuszeństwa, ale właśnie przez ten akt Adam utracił doskonałość. Bóg miał prawo wymagać od niego doskonałego posłuszeństwa, bowiem stworzył go doskonałym. Tego samego będzie Bóg wymagał od wszystkich ludzi, kiedy wielkie dzieło restytucji zostanie zakończone. Nie zezwoli On na otrzymanie wiecznego życia nikomu, kto w najmniejszym choćby stopniu będzie niedoskonały. Odchylenie od doskonałości będzie wówczas znaczyło dobrowolny grzech przeciwko zupełnemu światłu i doskonałym możliwościom.

Każdy, kto dobrowolnie zgrzeszy przeciwko zupełnemu światłu i posiadanym zdolnościom, zginie wtórą śmiercią. A jeśli ktokolwiek w tym wieku próby, w pełni blasku światła, odtrąci zaoferowaną łaskę i nie uczyni żadnego postępu w kierunku doskonałości w ciągu stu lat, zostanie uznany za niegodnego życia i “wygładzony”. Sto lat będzie okresem porównywalnym z dzieciństwem. O dniu tym napisano: “Jako mały chłopiec będzie ten, kto umrze mając sto lat; i jako grzesznik będzie przeklęty ten, kto umiera mając sto lat” (Izaj. 65:20 – Leeser). A zatem każdy będzie miał przynajmniej sto lat próby, a jeśli nie będzie się upierał, by nie czynić postępu, jego próba przeciągnie się przez cały dzień Chrystusowy, osiągając punkt szczytowy dopiero przy jego końcu.

Zakończenie przyszłego sądu świata jest wyraźnie przedstawione w przypowieści o owcach i kozłach (Mat. 25:31-46), w Obj. 20:15; 21:8 i w 1 Kor. 15:25. Te i inne wersety biblijne pokazują, że przy końcu sądu owe dwie klasy zostaną zupełnie rozdzielone – na posłusznych i nieposłusznych; na tych, którzy pozostaną w zgodzie z duchem i literą Bożego prawa i tych, którzy będą z nim w sprzeczności. Pierwsi otrzymają życie wieczne, drudzy zostaną skazani na śmierć, zgładzenie (“wtórą śmierć”). Wyrok ten będzie taki sam, jak podczas pierwszego sądu, od którego zostali uznani za wolnych przez Chrystusa, który zapewnił im prawo uwolnienia, składając za nich okup – <str. 145> przez swą własną śmierć. To będzie ich wtóra śmierć. Okup po raz drugi nie zostanie za nich złożony, nie będzie dla nich uwolnienia, czyli zmartwychwstania. Ich grzech będzie dobrowolnym, indywidualnym grzechem przeciw zupełnemu światłu i sposobnościom w najbardziej sprzyjającej indywidualnej próbie.

Nie chcielibyśmy być posądzeni o ignorowanie obecnej odpowiedzialności świata, która spoczywa na każdym człowieku, proporcjonalnie do posiadanego światła, większego lub mniejszego, bez względu na to, czy jest to światło natury, czy objawienia. “Oczy Pana są na każdym miejscu i śledzą dobrych i złych”. “Bóg bowiem odbędzie sąd nad każdym czynem, nad każdą rzeczą tajną – czy dobrą, czy złą” (Przyp. 15:3; Kazn. 12:14 NB). Dobre i złe czyny spełniane w tym życiu otrzymają sprawiedliwe wynagrodzenie teraz lub w przyszłości. “Są ludzie, których grzechy są jawne i bywają osądzone wcześniej niż oni sami; ale są też tacy, których grzechy dopiero później się ujawniają” (1 Tym. 5:24 NB). Do tej pory tylko obdarzone łaską od Pana “Maluczkie Stadko” posiada tyle światła, iż jest narażone na ostateczną karę, wtórą śmierć. Jedynie pobieżnie poruszyliśmy temat dotyczący obecnej odpowiedzialności świata, pozostawiając szczegóły do dalszych rozważań.

Drugi sąd świata jest oddzielony od pierwszego okresem około sześciu tysięcy lat. W ciągu tego długiego okresu Bóg wybiera spośród ludzi dwie szczególne klasy, które poddaje próbie, uczy karności i ćwiczy, aby ich członkowie mogli być Jego zaszczytnymi narzędziami w Dniu Sądu świata.

Te dwie klasy zostały określone przez Pawła (Hebr. 3:5, 6) jako dom synów i dom sług. Pierwsza składa się z tych, którzy byli próbowani i okazali się wiernymi zwycięzcami w Wieku Chrześcijańskim, druga składa się z wiernych zwycięzców w okresie poprzedzającym Wiek Chrześcijański. Szczególny wybór, o jakim mowa, w żaden sposób nie koliduje z sądem, czyli próbą, obiecaną wszystkim ludziom w wieku, który nastąpi po <str. 146> obecnym Wieku Ewangelii. Żaden członek jednej bądź drugiej wspomnianej klasy, jeśli pomyślnie przeszedł próbę, nie stanie na sądzie razem ze światem, lecz otrzyma swoją nagrodę, kiedy sąd świata się rozpocznie. Członkowie tych klas będą Bożymi przedstawicielami w dziele błogosławienia świata, udzielając ludziom wskazówek oraz ćwiczenia niezbędnego do ich ostatecznego wypróbowania i sądu. “Czy nie wiecie, że święci świat sądzić będą?” 1 Kor. 6:2 NB

Te specjalnie wybierane klasy, podobnie jak reszta ludzkości, były pod wyrokiem Adamowego potępienia. Przez wiarę stały się jednak uczestnikami korzyści wynikających ze śmierci Chrystusa. Będąc najpierw usprawiedliwieni z wiary w Boskie obietnice i wypełniwszy odpowiednie warunki swego powołania, członkowie tych klas są uznani za godnych wywyższenia do stanowisk czci i władzy.

Próba, czyli sąd obu klas, była o wiele bardziej surowa niż ma być przyszła próba w Dniu Sądu świata. Obie te klasy musiały opierać się Szatanowi, księciu tego świata, oraz jego zasadzkom i usidleniom, tymczasem w Dniu Sądu świata będzie panował Chrystus, a Szatan będzie związany, by dłużej nie mógł zwodzić narodów (Obj. 20:3). Obie wspomniane klasy znosiły prześladowania dla sprawiedliwości, tymczasem w przyszłości ludzie będą nagradzani za sprawiedliwe postępowanie, a karani za niesprawiedliwe. Pierwsi spotykali na swej drodze wielkie przeszkody i sidła, dla drugich zostaną one usunięte w okresie ich próby. Ponieważ próba obu klas była o wiele sroższa od próby świata, nagrody też będą stosunkowo wspanialsze.

Fałszerstwa wielkiego zwodziciela, Szatana, ograbiły tak świat, jak i nominalny kościół, z błogosławionych zapewnień o przyszłym sprawiedliwym sądzie. Ludzie wiedzą, że Biblia uczy o przyszłym Dniu Sądu, lecz oczekują go jedynie z obawą i ze strachem. Z powodu tej obawy, nie ma dla nich bardziej nieprzyjemnej wieści od tej, że dzień Pański jest blisko. Odsuwają go od siebie i nie chcą, by o nim nawet wspominano. Nie mają <str. 147> pojęcia, jakie błogosławieństwa są przygotowane dla świata na czas chwalebnego panowania Tego, którego Bóg wyznaczył do sądzenia świata w sprawiedliwości. Wśród czynników wywierających na ludzi najbardziej oślepiający wpływ, które Szatan wynalazł, aby utrzymywać ich w niewiedzy co do prawdy mówiącej o Dniu Sądu, były błędy, które zakradły się do wyznań wiary i śpiewników rozmaitych sekt religijnych. Wielu ocenia te błędy jako bardziej doniosłe niż Słowo Boże.

Jak odmiennie zapatrywali się na obiecany Dzień Sądu prorocy i apostołowie! Zwróćmy uwagę na radosną proroczą wypowiedź Dawida (1 Kron. 16:31-34 BP). Mówi on:

“Niech się weselą niebiosa

I raduje ziemia

Niech mówią wśród narodów, że Jahwe króluje

Niechaj zahuczy morze z tym, co je napełnia,

Niechaj się radują pola z wszystkim, co jest na nich.

Wówczas i drzewa leśne zaszumią radośnie

Przed obliczem Jahwe,

PRZYCHODZI BOWIEM,

ABY SĄDZIĆ ZIEMIĘ

Wysławiajcie Jahwe, bo jest dobry,

Bo na wieki miłosierdzie Jego.”

Na ten sam dzień wskazuje apostoł, zapewniając nas, że jest on dniem chwalebnym i wielce pożądanym oraz że wszelkie stworzenie wzdycha i wespół boleje, w oczekiwaniu na wielkiego Sędziego, który wyzwoli wszystkich i będzie błogosławił świat oraz wywyższy i uwielbi Kościół – Rzym. 8:21, 22.

W Ewangelii Jana 5:28, 29 cenna obietnica przyszłego sądu – próby, mającego dać życie wieczne, jest zmieniona w napawające strachem przekleństwo z przyczyny błędnego tłumaczenia1. Według greckiego oryginału, ci, którzy źle czynili, którzy nie uzyskali Boskiej aprobaty, dojdą do zmartwychwstania [podniesienia ku doskonałości] przez sądy, “chłosty” i surowe ćwiczenie. Zob. Revised Version2. <str. 148>

1. We wspomnianym wersecie w angielskiej Biblii KJ mowa jest o “zmartwychwstaniu na potępienie”.

2. Poprawiony przekład Biblii angielskiej; (porównaj też przekłady polskie).

 

PRZYSZŁE ŻYCIE

Dla Boga jedno: burzliwie, pogodnie,

Chwile ryzyka i chwile wytchnienia.

Równo rozdane, z dobrą miarą zgodnie

Cios strzałą zadan, balsam uleczenia.

W swych sądach często jest niezrozumiały

A w czynach dziwny i wielce tajemny.

On zło zamienia w dobro trwałe

I rzeczom koniec czyni nieprzyjemnym.

Gdy sprawiedliwość drogą siły kroczy,

Miłość nadzieję i wiarę w nas wspiera.

Na świat, co z grzechu oczyszczony będzie,

Czeka pokoju i radości era.

Kiedy złe moce straszliwej wichury

Jego surowsze cele spełnić muszą,

Ludzkim talentem nie możesz nic wskórać,

Gdy przeciw tobie wichry, które kruszą.

Na drodze mrocznej i ścieżce zwodniczej

Niech ciche serca wciąż wiernie ufają.

Któż bowiem może zmienić Jego wolę,

To Jego słowa nadzieję nam dają.

Spokojny bądź, kiedyś w Jego pieczy,

Bo On uciszy głośne wichrów wycie,

I zaprowadzi mimo wielkiej burzy,

Pokój na całe przyszłe życie.

“Patrz, ziemio!”, oto nie przekroczy burza

Granicy, którą ustanowił Bóg,

A gdy wykona swe zadanie,

Zapomnisz ból, co zadał ci twój wróg.

Gdzie lemiesz smutku ziemię zorał,

Tam kwiat żywota wzrośnie czysty,

Bo Bóg ci nada prawa nowe,

Szczęście i pokój wiekuisty.

W Nim złóż nadzieję, bo Jego plan

Przyniesie ci zwycięskie wyzwolenie,

Więc nie bój się, bo wkrótce sam

Przyszłego pokoju radosne ujrzysz promienie. <str. 149>

WYKŁAD IX

OKUP I RESTYTUCJA

Restytucja zagwarantowana przez okup – Nie życie wieczne, ale próba jego osiągnięcia jest zapewniona przez okup – Warunki tej próby i jej korzystne strony – Niezbędność ofiary Chrystusa – W jaki sposób ludzkość mogła zostać odkupiona przez śmierć jednego człowieka? – Wiara i uczynki będą w dalszym ciągu konieczne – Zapłata za dobrowolny grzech jest pewna – Czy będzie dosyć miejsca na ziemi dla wzbudzonych milionów ludzi? – Restytucja a ewolucja

Z PRZEDSTAWIONEGO W OGÓLNYM ZARYSIE Boskiego planu widać, że zamiarem Boga wobec ludzkości jest restytucja, czyli przywrócenie człowieka do stanu pierwotnej doskonałości i chwały utraconej w Edenie. Najsilniejszy i decydujący dowód odnoszący się do tego przedmiotu najlepiej może być zrozumiany wtedy, gdy doceni się w pełni zasięg i charakter okupu. Restytucja przepowiedziana przez apostołów i proroków musi nastąpić po złożeniu okupu jako sprawiedliwy i logiczny bieg wydarzeń. Boska metoda zapewnienia okupu wymaga, aby cała ludzkość, z wyjątkiem dobrowolnie odrzucających zbawczą moc Wielkiego Wyzwoliciela, była uwolniona od pierwotnej kary, “niewoli skażenia” – śmierci. W przeciwnym bowiem wypadku okup nie byłby wystarczający dla wszystkich.

Rozumowanie Pawła na ten temat jest zupełnie jasne i dobitne. Mówi on (Rzym. 14:9): “Gdyż na to Chrystus i umarł, i powstał, i ożył, aby i nad umarłymi, i nad żywymi panował [sprawował władzę]” (BG). To znaczy, że celem śmierci i zmartwychwstania naszego Pana nie było jedynie błogosławienie, rządzenie i przywrócenie do stanu pierwotnej doskonałości wyłącznie żyjących ludzi i panowanie nad nimi, lecz otrzymanie władzy, czyli zupełnego panowania, nad umarłymi, tak <str. 150> jak nad żywymi. Zapewni to zarówno jednym, jak i drugim*, dobrodziejstwa wynikające z Jego okupu. Jezus “dał samego siebie na okup [równoważną cenę] za wszystkich”, dlatego, aby mógł wszystkich błogosławić i dać każdemu człowiekowi możliwość osobistej próby w celu uzyskania życia. Dowodzenie, że On dał “okup za wszystkich” i jednocześnie twierdzenie, że tylko garstka odkupionych otrzyma jakieś dobrodziejstwo wypływające z niego, jest absurdem. Taki pogląd wskazywałby, iż Bóg zaaprobowawszy cenę okupu, niesprawiedliwie odmówił uwolnienia odkupionych lub że Pan, po odkupieniu wszystkich, albo nie był w stanie, albo nie chciał wykonać pierwotnie podjętego życzliwego zamierzenia. Niezmienność Bożych planów, nie mniej niż doskonałość Boskiej sprawiedliwości i miłości, odrzuca i sprzeciwia się takiej myśli. Zapewnia nas też, że pierwotny, łaskawy plan, którego podstawą jest “okup za wszystkich”, będzie zrealizowany w Boskim “właściwym czasie”, przynosząc wiernym wyznawcom błogosławieństwo uwolnienia spod potępienia Adamowego oraz możliwość ponownego otrzymania praw i swobód synów Bożych, jakimi cieszono się przed popełnieniem grzechu i wydaniem wyroku.

* Możemy dopatrzeć się tutaj dodatkowego, szerszego znaczenia słów apostoła, mianowicie, iż cały rodzaj ludzki objęty jest wyrażeniem “umarli”. Z Boskiego punktu widzenia cała ludzkość, znajdując się pod wyrokiem śmierci, jest traktowana tak, jak gdyby już umarła (Mat. 8:22), dlatego określenie “żywi” stosowałoby się do istot nie należących do rodziny ludzkiej, do takich, które nie utraciły swego życia – do aniołów.

Gdy tylko rzeczywiste korzyści i skutki wypływające z okupu zostaną właściwie zrozumiane, wszystkie zastrzeżenia co do jego powszechnego zastosowania muszą zniknąć. “Okup za wszystkich” złożony przez “człowieka Jezusa Chrystusa” nie daje ani nie gwarantuje żadnemu człowiekowi wiecznego życia czy też błogosławieństw, ale zapewnia każdemu człowiekowi jeszcze jedną sposobność, czyli próbę otrzymania życia wiecznego. Pierwsza próba człowieka, której wynikiem była utrata błogosławieństw pierwotnie nadanych, zmienia się w istocie w błogosławieństwo doświadczenia dla wiernych dzięki przewidzianemu przez Boga okupowi. Jednak fakt, że przez okup ludzie zostali uwolnieni od <str. 151> pierwszej kary, nie gwarantuje, że nie okażą się nieposłusznymi, gdy zostaną poddani osobistej próbie w celu otrzymania życia wiecznego, a bez posłuszeństwa nikt nie będzie mógł żyć wiecznie. Człowiek na skutek obecnego doświadczenia grzechu i gorzkiej za niego kary będzie w pełni ostrzeżony, zanim w wyniku okupu otrzyma drugą, indywidualną próbę pod okiem i kontrolą Tego, który go tak umiłował, że dał za niego swoje życie. On nie chce, by ktokolwiek zginął, lecz chce, by wszyscy nawrócili się do Boga i żyli. Możemy być pewni, że tylko ci, którzy dobrowolnie odmówią posłuszeństwa, poniosą karę w wyniku drugiej próby. Tą karą będzie wtóra śmierć, od której nie będzie możliwości odkupienia, ponieważ nie byłoby sensowne ponowne składanie okupu i przeprowadzanie dalszej próby. Wszyscy w pełni zrozumieją i zaznają zarówno dobra, jak i zła. Wszyscy staną się świadkami dobroci i miłości Bożej, i doznają ich. W tych najbardziej sprzyjających warunkach wszyscy przejdą pełną, sprawiedliwą, indywidualną próbę osiągnięcia życia. O więcej nie można prosić i więcej nie zostanie udzielone. Ta próba zadecyduje na zawsze, kto okazałby się sprawiedliwym i świętym w tysiącu innych prób, ona też określi, kto w obliczu tysiąca prób nadal okazałby się niesprawiedliwym, bezbożnym i plugawym.

Bezużyteczna byłaby druga możliwość próby mającej zapewnić życie, udzielona w dokładnie takich samych okolicznościach. Lecz chociaż warunki, w których doświadczane istoty się znajdą, będą inne, przyjaźniejsze, to wymagania stawiane w ich osobistych próbach prowadzących do uzyskania życia będą takie same jak w próbie Adamowej. Prawo Boże pozostanie takie samo, ono się nie zmienia. Zawsze będzie powtarzać: “dusza, która grzeszy, ta umrze”, a warunki człowieka, jeśli bierze się pod uwagę otoczenie, nie będą bardziej przyjazne, niż były w Edenie. Ale cała różnica dotyczyć będzie wzbogaconego poznania. Doświadczenie zła przeciwstawione doświadczeniu dobra, którego przybędzie każdemu człowiekowi w czasie próby przyszłego wieku, będzie stanowić tę przewagę drugiej próby i dlatego jej wyniki będą się znacznie różnić od wyników pierwszej. Dlatego też Bóg w swej mądrości i miłości <str. 152> dostarczył “okup za wszystkich” i tym samym zapewnił wszystkim dobrodziejstwo nowej próby. Nie można wyobrazić sobie łaskawszej próby ani korzystniejszego prawa i bardziej sprzyjających warunków czy okoliczności, które mogłyby stanowić powód do przygotowania jeszcze jednego okupu dla kogokolwiek, w celu podjęcia następnej próby, po Wieku Tysiąclecia.

Złożony okup nie tłumaczy nikogo z grzechu, nie polega on na uznaniu grzeszników za świętych i na wprowadzeniu ich przez to do wiecznego szczęścia. Okup zwalnia jedynie grzesznika, który go przyjmuje, od pierwszego potępienia i jego skutków, bezpośrednich bądź pośrednich, i umieszcza go ponownie na próbie, by zdobył życie. O tym, czy w tej próbie otrzyma wieczne życie, czy też nie, zadecyduje jego własne, dobrowolne posłuszeństwo lub dobrowolne nieposłuszeństwo.

Nie należy też przypuszczać, co wielu czyni, że wszyscy, którzy żyją w cywilizowanych warunkach, rozumieją i posiadają Biblię – tym samym mają pełną sposobność, tzn. są na próbie w celu otrzymania życia. Należy pamiętać, że upadek nie dotknął wszystkich dzieci Adama w jednakowym stopniu. Niektórzy przyszli na świat tak słabi i zdeprawowani, że z łatwością zostali zaślepieni przez boga tego świata, Szatana, i zaprowadzeni w niewolę przez atakujący i oblegający ich grzech. Wszyscy mniej lub bardziej znajdują się pod jego wpływem, bo jeśli nawet chcą czynić dobro, to zło nadal istnieje i jest potężniejsze z powodu wpływów otoczenia. Wobec tego, prawie niemożliwe jest czynienie dobra, tak jak tego pragną, a zło, którego nie chcą, jest prawie nieuniknione.

Naprawdę niewielka jest liczba tych, którzy w obecnym czasie z oddaniem w drodze doświadczenia uczą się wolności, przez którą Chrystus czyni wolnymi tych, którzy przyjmują Jego okup i poddają Mu, aby nimi dalej kierował. Jedynie ci nieliczni, Kościół, powołani i doświadczani wcześniej w szczególnym celu, by stali się współpracownikami Boga w dziele błogosławienia świata – mający obecnie dać świadectwo, a rządzić, błogosławić i sądzić świat w wieku jego próby – korzystają do tej pory z okupu w jakiejkolwiek mierze, to znaczy, <str. 153> są teraz na próbie życia. Są oni uznani za uczestników wszystkich błogosławieństw restytucji, które będą udzielone światu w przyszłym wieku. (Błogosławieństwa te otrzymują przez wiarę.) Mimo że nie są doskonali, że nie zostali rzeczywiście przywróceni do stanu, w jakim był Adam, są traktowani w sposób wyrównujący tę różnicę. Przez wiarę w Chrystusa są uznani za doskonałych, a zatem przywróceni do doskonałości i Boskich względów, jak gdyby już nie byli grzesznikami. Ponieważ ich niedoskonałości i nieuniknione słabości zostały wyrównywane przez okup, nie są im przypisywane, lecz przykrywane doskonałością Odkupiciela. Stąd próba członków Kościoła, z powodu policzonego im życia w Chrystusie, jest tak sprawiedliwa, jak ta, którą świat przejdzie w czasie swej próby. Wszyscy ludzie zostaną doprowadzeni do zupełnego poznania Prawdy i każdy człowiek, gdy przyjmie jej postanowienia i warunki, nie będzie dłużej traktowany jako grzesznik, lecz jako syn, dla którego zostały zaplanowane wszystkie błogosławieństwa restytucji.

Różnica między doświadczeniami świata w okresie próby a doświadczeniami Kościoła w okresie jego próby będzie polegała na tym, że osoba posłuszna spośród świata będzie natychmiast otrzymywać błogosławieństwa restytucji objawiające się usuwaniem słabości – umysłowych i fizycznych. Natomiast członkowie Kościoła Wieku Ewangelii, poświęceni Panu na służbę aż do śmierci, umierają, a doskonałość otrzymują w jednej chwili, przy pierwszym zmartwychwstaniu. Inna różnica między tymi próbami polega na bardziej sprzyjającym otoczeniu przyszłego wieku, na tym, że społeczeństwo, rządy, itp. będą sprzyjać sprawiedliwości, nagradzać wiarę i posłuszeństwo, a karać grzech. Natomiast obecnie, pod panowaniem księcia tego świata, próba Kościoła przebiega w okolicznościach nieprzyjaznych dla sprawiedliwości i wiary. Jednak, jak rozumiemy, różnica ta zostanie zrekompensowana w nagrodzie – w postaci chwały i czci boskiej natury zaoferowanej Kościołowi, w dodatku do daru życia wiecznego.

Śmierć Adama była pewna, mimo że nastąpiła po dziewięćset trzydziestu latach umierania. Ponieważ Adam sam podlegał <str. 154> procesowi umierania, wszystkie jego dzieci urodziły się w tym samym stanie umierania, bez prawa do życia. Podobnie jak ich rodzice, prędzej czy później umierają. Powinno się jednak pamiętać, że nie ból i cierpienie związane z umieraniem, lecz śmierć – wygaśnięcie życia – które kończy umieranie, jest karą za grzech. Cierpienie jest przypadkowe; kara przychodzi na wielu ludzi po bardzo krótkich cierpieniach, inni nie cierpią w ogóle. Należy też pamiętać, że kiedy Adam stracił życie, stracił je na zawsze i żaden z jego potomków nie był w stanie zmazać jego winy ani odzyskać utraconego dziedzictwa. Wszyscy bądź już są umarli, bądź umierają. I jeśli nie mogą zmazać swojej winy przed śmiercią, to z pewnością nie mogą tego dokonać, gdy nie żyją – gdy nie istnieją. Karą za grzech nie była po prostu śmierć z zachowanym przywilejem i prawem powrócenia do życia w przyszłości. W wydanym wyroku nie było żadnej wzmianki o uwolnieniu (1 Mojż. 2:17). Restytucja jest zatem ze strony Boga aktem wolnej łaski. I gdy tylko człowiek ściągnął na siebie karę, już w momencie jej ogłaszania, została uczyniona wzmianka o Boskiej wolnej łasce, która gdy zostanie zrealizowana, w pełni potwierdzi jego miłość.

Gdyby nie było promyka nadziei udzielonego w stwierdzeniu, że nasienie niewiasty zetrze głowę węża, ludzkość byłaby pogrążona w zupełnej rozpaczy, ale owa obietnica wskazała, że Bóg ma jakiś plan mający na celu dobro człowieka. Bóg dał Abrahamowi przysięgę, że w jego nasieniu będą błogosławione wszystkie narody ziemi. Przysięga ta nasunęła myśl, że nastąpi zmartwychwstanie, czyli restytucja wszystkich. Wielu bowiem już wtedy nie żyło, a inni, którzy umarli od tamtego czasu, nie otrzymali błogosławieństwa. Jednak obietnica w dalszym ciągu jest pewna: wszyscy będą błogosławieni, kiedy nadejdą czasy restytucji, czyli czasy ochłody (Dz. Ap. 3:19). Ponadto, skoro błogosławieństwo oznacza łaskę, a Boska łaska została odjęta i w jej miejsce nastało Jego przekleństwo z powodu grzechu, to obietnica przyszłego błogosławienia wskazywała na usunięcie przekleństwa i – w rezultacie – na powrót do Boskiej łaski. Sugerowała też ona, że Bóg albo złagodzi swój sposób traktowania <str. 155> człowieka, zmieni swe postanowienie i oczyści winną ludzkość, albo że ma On jakiś plan, dzięki któremu ludzkość może być odkupiona wskutek zapłacenia kary za człowieka przez kogoś innego.

Bóg nie pozostawił Abrahama w niepewności odnośnie swego planu, ale pokazał na podstawie różnych figuralnych ofiar, które wszyscy przychodzący do Niego musieli przynosić, że On nie da, nie może się dać ułagodzić, nie wytłumaczy też nikogo z grzechu. Bóg pokazał, że jedynym sposobem wymazania grzechu i zniesienia kary jest zupełna ofiara, jaka uczyniłaby zadość karze. Zostało to pokazane Abrahamowi w bardzo znamiennym obrazie: syn Abrahama, w którym skupiała się obietnica błogosławienia, musiał najpierw stać się ofiarą, zanim mógł błogosławić, i Abraham przyjął go od umarłych w sposób obrazowy (Hebr. 11:19). W tej figurze Izaak przedstawia prawdziwe nasienie, Jezusa Chrystusa, który poniósł śmierć, aby odkupić ludzi, aby wszyscy odkupieni mogli otrzymać obiecane błogosławieństwo. Gdyby Abraham sądził, że Bóg wytłumaczy człowieka lub oczyści go z winy, czułby, że Bóg jest niestały i dlatego nie mógłby wierzyć bezgranicznie w uczynione mu obietnice. Mógłby rozumować: jeśli Bóg raz zmienił zdanie, dlaczego nie mógłby zmienić go ponownie? Jeśli ustąpiłby w sprawie wyroku śmierci, czy nie mógłby ustąpić w sprawie obiecanej łaski i błogosławieństwa? Bóg nie pozostawia nas w takiej niepewności. Daje nam wystarczające zapewnienie zarówno o swojej sprawiedliwości, jak i o niezmienności. Bóg nie może winnych oczyścić od winy, mimo iż tak ich umiłował, że “własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał [na śmierć]”.

Cały rodzaj ludzki znajdował się w Adamie gdy Bóg go potępił i w Adamie ludzkość utraciła życie. Tak samo, gdy Jezus “dał samego siebie na okup za wszystkich”, Jego śmierć pociągała za sobą utratę potencjalnego istnienia nie narodzonej jeszcze rasy, będącej w Jego biodrach. Pełne zadośćuczynienie, czyli równoważna cena za wszystkich ludzi, zostało w ten sposób złożone w ręce Sprawiedliwości, by we “właściwym <str. 156> czasie” mogło być zastosowane. Ten, który w taki sposób kupił wszystkich, ma pełną władzę przywrócenia do pierwotnej doskonałości wszystkich, którzy przychodzą przez Niego do Boga.

“A zatem, jak przestępstwo sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak też przez posłuszeństwo jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi” (Rzym. 5:18, 19 BT). Wniosek jest prosty: ilu uczestniczy w śmierci z powodu grzechu Adama, tylu otrzyma przywilej życia zaoferowany im przez naszego Pana Jezusa, który umarł za nich i jako ofiara stał się zastępcą Adama w świetle złamanego prawa. W ten sposób “dał samego siebie na okup za wszystkich”. Umarł – “sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby nas przywieść do Boga” (1 Piotra 3:18 NB). Nie powinno się jednak nigdy przeoczyć faktu, że wszystkie Boskie postanowienia odnoszące się do ludzkości uznają ludzką wolę za czynnik warunkujący otrzymanie Boskich łask udostępnionych w takiej obfitości. Niektórzy przeoczyli to zagadnienie w badaniu przytoczonych właśnie wersetów – Rzym. 5:18-19. Apostoł jednak oświadcza, że jak potępiający wyrok rozciąga się na całe nasienie Adama, tak też przez posłuszeństwo naszego Pana Jezusa Chrystusa względem planu Ojca, przez Jego ofiarę za nas, dar z łaski objął wszystkich – dar przebaczenia, który jeśli będzie przyjęty, stanowić będzie usprawiedliwienie, podstawę wiecznego życia. “Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak też przez posłuszeństwo jednego wielu dostąpi [nie: dostąpiło] usprawiedliwienia”. Gdyby sam okup, bez naszego przyjęcia go, czynił nas sprawiedliwymi, wtedy byłoby napisane, że przez posłuszeństwo jednego człowieka wszyscy dostąpili usprawiedliwienia.

Chociaż jednak cena okupu została złożona przez Odkupiciela, niewielu podczas Wieku Ewangelii stało się sprawiedliwymi – usprawiedliwionymi – “przez wiarę w krew Jego”. Lecz skoro Chrystus jest przebłaganiem (zadośćuczynieniem) <str. 157> za grzechy całego świata, to w czasie działania Nowego Przymierza wszyscy ludzie dzięki temu będą mogli być przez Niego uwolnieni od kary za grzech Adamowy.

“Nie ma u Boga niesprawiedliwości”, dlatego “jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 Jana 1:9 NB). Bóg byłby równie niesprawiedliwy pozwalając nam uniknąć wydanego wyroku przed zapłaceniem równoważnej ceny, jak i w myśl powyższych słów, pozbawiając nas restytucji, skoro w wyniku Jego planu kara została za nas zapłacona. Ta sama niezachwiana sprawiedliwość, która raz potępiła człowieka na śmierć, zobowiązuje się teraz uwolnić wszystkich, którzy przyznając się do swoich grzechów, pragną znaleźć życie przez Chrystusa. “Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten, przecież wstawia się za nami” (Rzym. 8:33, 34 NB).

Zupełność złożonego okupu jest najsilniejszym z możliwych argumentów przemawiających za restytucją wszystkich ludzi, którzy zechcą ją przyjąć na zaoferowanych warunkach (Obj. 22:17). Już sam charakter Boga, jego sprawiedliwość i honor stanowią jej rękojmię. Restytucję nasuwa na myśl każda uczyniona przez Niego obietnica. Każda ofiara składana figuralnie wskazywała na wielką i dostateczną ofiarę – “Baranka Bożego, który gładzi GRZECH ŚWIATA”; który jest “ubłaganiem [zadośćuczynieniem] za grzechy nasze [Kościoła]; a nie tylko za nasze, lecz i za grzechy całego świata” (Jan 1:29; 1 Jana 2:2 NB). Skoro śmierć jest karą, czyli zapłatą za grzech, to gdy grzech zostanie unieważniony, zapłata za niego we właściwym czasie też się musi skończyć. Każdy inny pogląd byłby nierozsądny i niesprawiedliwy. Fakt, iż nie nastąpiło jeszcze przywrócenie tego, co Adam stracił, chociaż upłynęło prawie dwa tysiące lat od śmierci naszego Pana, nie świadczy przeciwko restytucji, podobnie zresztą jak fakt, iż minęły cztery tysiące lat przed Jego śmiercią, nie dowodzi, że Bóg nie zaplanował odkupienia przed stworzeniem świata. Okresy dwóch tysięcy lat od śmierci <str. 158> Chrystusa, jak i czterech tysięcy lat przed Jego śmiercią, były przeznaczone na wykonanie innych części dzieła, stanowiących przygotowanie do “czasu naprawienia (restytucji) wszystkich rzeczy”.

Nie sądźmy zbyt pochopnie, że prezentowany tu pogląd pozostaje w sprzeczności z nauką Pisma Świętego, iż wiara w Boga, pokuta za grzech i przemiana charakteru są niezbędne do zbawienia. To zagadnienie będzie omówione dalej, a obecnie jedynie nadmieniamy, iż niewielu miało dostateczną miarę światła, by rozwinąć pełnię wiary, pokuty, czy całkowicie zmienić swój charakter. Niektórzy byli częściowo, inni zupełnie zaślepieni przez boga tego świata. Jedni i drudzy muszą być uleczeni tak ze ślepoty, jak i śmierci, by każdy mógł posiąść dla siebie pełną szansę udowodnienia przez posłuszeństwo lub nieposłuszeństwo, że jest godny lub niegodny życia wiecznego. Wówczas ci wszyscy, którzy dowiodą, iż nie zasługują na życie, umrą ponownie – wtórą śmiercią – z której już nie będzie odkupienia, a tym samym i zmartwychwstania. Śmierć, która następuje z powodu grzechu Adama, oraz wszelkie niedoskonałości, jakie wynikają z tego grzechu, będą usunięte poprzez odkupienie w Jezusie Chrystusie. Jednak śmierć, która następuje w wyniku osobistego, dobrowolnego odstępstwa, jest ostateczna. Za taki grzech nie będzie nigdy wybaczenia, a kara zań, wtóra śmierć, będzie wieczna – nie będzie nią wieczne umieranie, lecz wieczna śmierć, śmierć nie przerwana przez zmartwychwstanie.

Filozofia planu odkupienia zostanie przedstawiona w jednym z następnych tomów. Teraz ustalamy tylko fakt, iż odkupienie przez Jezusa Chrystusa ma sięgać tak daleko ze swymi błogosławionymi skutkami i sposobnościami, jak daleko sięgał grzech Adamowy w swoim nieszczęściu i zniszczeniu, aby wszyscy, którzy zostali potępieni i znosili cierpienia z powodu upadku jednego, “we właściwym czasie” mogli na pewno być uwolnieni od wszelkiej niedoli dzięki zasłudze drugiego. Nikt jednak nie będzie mógł ocenić tego biblijnego argumentu, kto nie zgodzi się ze stwierdzeniem Pisma Świętego, <str. 159> iż zapłatą za grzech jest śmierć – unicestwienie. Ci, którzy myślą o śmierci jako o życiu w mękach, nie tylko ignorują znaczenie słów śmierć i życie, które są sobie przeciwne, ale także wikłają się w dwie niedorzeczności. Mianowicie absurdem jest przypuszczenie, że Bóg mógłby przedłużać na wieczność istnienie Adama w mękach za jakikolwiek popełniony grzech, a szczególnie za tak stosunkowo małe wykroczenie, jakim było spożycie zakazanego owocu. Poza tym Pan Jezus odkupił ludzkość, umarł w zastępstwie za nas, stał się za nas okupem, znalazł się w stanie śmierci, aby nas od niej uwolnić. Czy w takim razie nie jest oczywiste, że śmierć, którą poniósł za niesprawiedliwych, była taka sama jak ta, na jaką ludzkość została skazana? Czy zatem cierpi On wieczne męki za nasze grzechy? A jeśli nie, to jak pewne jest, że umarł za nasze grzechy, tak karą za nasze grzechy była śmierć, a nie życie w jakimkolwiek sensie czy stanie.

Niektórzy ludzie, przekonawszy się, że teoria o wiecznych mękach jest sprzeczna z oświadczeniem, iż “Pan włożył nań nieprawość nas wszystkich” i że Chrystus “umarł za grzechy nasze”, dochodzą do wniosku, że jedną lub drugą teorię należy konsekwentnie odrzucić. Lecz, co jest bardzo dziwne, są oni tak przywiązani do idei wiecznych mąk i tak ją cenią, jak jakiś smakołyk, i trzymają się jej, nie bacząc na Pismo Święte. Rozmyślnie zaprzeczają oni, że Jezus zapłacił cenę okupu za świat, chociaż tej prawdy naucza każda strona Biblii.

Czy restytucja jest wykonalna?

Niektórzy przypuszczają, że gdyby powstały miliardy zmarłych, nie byłoby dla wszystkich miejsca na ziemi, a nawet gdyby się znalazło miejsce, ziemia nie byłaby w stanie wyżywić tak wielkiej liczby ludności. Panuje nawet przekonanie, że ziemia jest jednym ogromnym cmentarzyskiem i gdyby wszyscy zmarli zostali obudzeni, deptaliby po sobie z braku miejsca. <str. 160>

Jest to ważna sprawa. Dziwnym by było, gdybyśmy twierdzili, że Biblia głosi restytucję dla wszystkich ludzi, a według rzeczywistych obliczeń okazałoby się, że brak dla nich miejsca na ziemi! Sprawdźmy to. Policzmy, a przekonamy się, że jest to nieuzasadniona obawa. Przekonamy się, że miejsca na “restytucję wszystkich rzeczy” jest pod dostatkiem, tak jak “od wieków mówił Bóg przez usta swoich świętych proroków”.

Przypuśćmy, że od stworzenia człowieka upłynęło sześć tysięcy lat i że obecnie1 żyje na ziemi jeden miliard czterysta milionów ludzi. Rozwój ludzkości zaczął się od jednej pary. Spróbujmy jednak dokonać bardzo zawyżonej kalkulacji i załóżmy, że od początku było tylu ludzi, ilu jest teraz, i że nigdy nie było mniej, chociaż w rzeczywistości potop zmniejszył tę liczbę do ośmiu osób. Zawyżmy dalej nasze założenia i przyjmijmy trzy pokolenia na jedno stulecie, czyli trzydzieści trzy lata dla jednej generacji. Jednak według 1 Mojż. rozdz. 5, od Adama do potopu, czyli w okresie liczącym tysiąc sześćset pięćdziesiąt sześć lat, było jedenaście generacji, co daje około stu pięćdziesięciu lat na jedną generację. Podsumujmy to: sześć tysięcy lat stanowi sześćdziesiąt stuleci; trzy generacje przypadające na jedno stulecie dają ich sto osiemdziesiąt od Adama; pomnóżmy jeden miliard czterysta milionów na jedną generację przez sto osiemdziesiąt generacji i otrzymamy dwieście pięćdziesiąt dwa miliardy ludzi (252 000 000 000), którzy żyli od stworzenia do obecnych czasów, według naszego bardzo zawyżonego obliczenia, które prawdopodobnie co najmniej podwaja rzeczywistą liczbę.

1. Pisane w 1886 r.

Gdzie znaleźlibyśmy dosyć miejsca dla takiego mnóstwa? Zmierzmy i popatrzmy. Stan Teksas w Stanach Zjednoczonych, liczy dwieście trzydzieści siedem tysięcy mil kwadratowych (614 327 km2). W jednej mili mieści się dwadzieścia siedem milionów osiemset siedemdziesiąt osiem tysięcy czterysta stóp kwadratowych, a zatem Teksas liczy sześć bilionów sześćset siedem <str. 161> miliardów sto osiemdziesiąt milionów osiemset tysięcy (6 607 180 800 000) stóp kwadratowych. Przeznaczając dziesięć stóp kwadratowych (ok. 0,9 m2) powierzchni dla martwego ciała stwierdzamy, że Teksas jako cmentarz pomieściłby 660 718 080 000 ciał, czyli około trzykrotnie więcej niż wynik naszego przesadzonego obliczenia liczby ludzi, którzy żyli na ziemi.

Osoba stojąca zajmuje powierzchnię około jednej i dwóch trzecich stopy kwadratowej (0,15 m2). Według tego obliczenia obecna liczba ludności świata (jeden miliard czterysta milionów osób) pomieściłaby się na obszarze liczącym osiemdziesiąt sześć mil kwadratowych (223km2) – powierzchni o wiele mniejszej, niż zajmowana przez Londyn lub Filadelfię. Irlandia jako wyspa (obszar liczący około trzydziestu dwóch tysięcy mil kwadratowych [około 83 tys. km2]) mogłaby pomieścić więcej niż dwukrotną liczbę ludzi, którzy do tej pory żyli na ziemi, nawet według naszego wygórowanego obliczenia.

Nie ma więc większych trudności w usunięciu tego zastrzeżenia. Przypomnijmy sobie proroctwo Izajasza (35:1-6), mówiące o tym, że ziemia powiększy swój urodzaj, pustynia weselić się będzie i zakwitnie jak róża, potoki wytrysną na puszczy i wody na pustyniach. Na podstawie tych słów widzimy, że Bóg w swoim planie przewidział i hojnie zabezpieczy wszelkie potrzeby swych stworzeń w sposób bardzo naturalny.

Restytucja a ewolucja

Ktoś mógłby zarzucić, że świadectwo Pisma Świętego, dotyczące przywrócenia człowieka do pierwotnego stanu, nie zgadza się z nauką i filozofią, które swymi pozornie przekonywającymi sposobami rozumowania dowodzą wyższości inteligencji dwudziestego wieku. Ich zwolennicy twierdzą, że najwyraźniej człowiekowi pierwotnemu musiało znacznie brakować inteligencji, która według nich jest wynikiem rozwoju. Z tego <str. 162> punktu widzenia restytucja – przywrócenie człowieka do pierwotnego stanu – byłaby czymś niepożądanym i oczywiście przeciwieństwem błogosławieństwa.

Na pierwszy rzut oka takie rozumowanie wydaje się możliwe do przyjęcia i wielu zdaje się je przyjmować jako prawdę bez starannego zbadania, powtarzając za szanowanym kaznodzieją brooklyńskim: Jeśli Adam w ogóle upadł, to jego upadek był w górę, a im bardziej i szybciej odbiegamy od stanu pierwotnego, tym lepiej dla nas i dla wszystkich, których to dotyczy.

Zatem celem filozofii, głoszonej nawet z kazalnicy, jest odebranie Słowu Bożemu znaczenia, a gdyby to było możliwe, przekonanie nas, że dwunastu apostołów było głupcami oznajmiając, że śmierć i wszelkie utrapienia nastąpiły z powodu nieposłuszeństwa pierwszego człowieka, i że tylko dzięki okupowi mogą być usunięte, a człowiek przywrócony do łaski Bożej i życia (Rzym. 5:10, 12, 17-19, 21; 8:19-22; Dz. Ap. 3:19-21; Obj. 21:3-5). Nie wyciągajmy jednak pośpiesznych wniosków, że ta filozofia jest nie do pokonania. Bowiem jeśli musielibyśmy pozbyć się nauk apostolskich dotyczących pochodzenia grzechu i śmierci oraz przywrócenia pierwotnej doskonałości, to wtedy uczciwie powinniśmy odrzucić wszystkie ich świadectwa na każdy temat jako nie pisane pod natchnieniem, a w konsekwencji – bez szczególnego znaczenia i autorytetu. Zbadajmy więc pokrótce w świetle faktów ten coraz bardziej popularny pogląd, i zobaczmy, na ile głęboka jest ta filozofia.

Pewien obrońca i przedstawiciel tej teorii mówi: “Człowiek na początku znajdował się w stanie, w którym dominowała i niemal zupełnie rządziła nim jego zwierzęca natura. Następnie rozwijał się powoli z jednego stanu w drugi aż do chwili, gdy przeciętny człowiek osiągnął taki poziom, na którym, jak można by sądzić, zaczął nim kierować umysł. Stąd obecny wiek może być nazywany Wiekiem Intelektu i za taki uważany. Intelekt dodaje bodźca wszelkim przedsięwzięciom w dzisiejszych czasach. Intelekt przejmuje władzę. Żywioły ziemi, powietrza i <str. 163> wody są poddawane jego kontroli. Człowiek rozszerza swój wpływ na wszystkie siły fizyczne i powoli, ale pewnie, zyskuje taką władzę nad światem natury, iż daje dowody, że kiedyś zawoła językiem Aleksandra Selkirka: Jestem królem wszystkiego, co badam”.

Fakt, iż na pierwszy rzut oka teoria ta wydaje się logiczna, nie powinien zmuszać nas do pośpiesznego jej przyjmowania ani do wysiłków w kierunku naginania do niej Biblii. Biblię sprawdzaliśmy na tysiąc sposobów i wiemy bez żadnej wątpliwości, że zawiera nadludzką mądrość, która sprawia, iż jej oświadczenia są nieomylne. Pamiętajmy też, że chociaż należy zalecać badania naukowe, a ich wnioski należy rozważać, to jednak w żaden sposób nie są one nieomylne. Nic dziwnego, iż tysiące razy okazywało się, że różne teorie naukowe są błędne. Nie jest to dziwne, jeśli pamięta się, że prawdziwy uczony jest tylko studentem usiłującym wobec wielu niesprzyjających okoliczności, zmagając się trudnościami prawie nie do pokonania, dowiedzieć się czegoś z wielkiej Księgi Natury o historii i przyszłości człowieka oraz jego środowiska.

Nie chcielibyśmy się sprzeciwiać ani przeszkadzać badaniom naukowym, ale słuchając sugestii studentów Księgi Natury, porównajmy starannie ich wnioski – które tak często okazywały się częściowo lub całkowicie błędne – z Księgą Boskiego Objawienia, by potwierdzić nauki uczonych lub im zaprzeczyć “zakonem i świadectwem; a jeśli nie chcą, niechże mówią według słowa tego, w którym nie masz żadnej zorzy” (Izaj. 8:20 BG)2. Dokładna znajomość obu tych ksiąg dowiedzie, że pozostają we wzajemnej harmonii. Zanim jednak taką wiedzę posiądziemy, Boskiemu Objawieniu należy dać pierwszeństwo i musi ono być dla dzieci Bożych miernikiem, według którego mają być oceniane domniemane odkrycia omylnych współbliźnich.

2. Wg KJ: “a jeśli nie będą mówić według tego słowa, to dlatego, że nie ma w nich żadnej zorzy”. AV: “a jeśli nie będą mówić według słowa tego, to dlatego, że nie ma w nich żadnej zorzy”

Ale mimo pozostawania przy tej zasadzie, zastanówmy się, czy nie ma jakiejś innej rozsądnej przyczyny owej wzrastającej <str. 164> wiedzy, biegłości i władzy człowieka niż ta, którą głosi teoria ewolucji, mianowicie że człowiek pierwotnie rozwinięty z bardzo niskiego poziomu istnienia, obecnie osiągnął wyższe stadium – “Wiek Intelektu”. Być może stwierdzimy, że wszelkich wynalazków i wygód, powszechnego wykształcenia i szerszego rozpowszechniania i pomnażania się wiedzy nie można przypisywać większej pojemności mózgu, lecz bardziej sprzyjającym okolicznościom pozwalającym na jego wykorzystanie. Zaprzeczamy opinii, jakoby pojemność mózgu była dzisiaj większa niż w wiekach minionych, ale zupełnie swobodnie przyznajemy, że dzięki bardziej sprzyjającym okolicznościom, ta pojemność mózgu, jaką ludzie dysponują, jest dziś wykorzystywana w większym stopniu niż w jakimkolwiek minionym okresie. Stąd o wiele łatwiej to zauważyć. Czy studenci odbywający studia w zakresie malarstwa i rzeźby w obecnym “Wieku Intelektu” nie cofają się do wielkich mistrzów przeszłości? Czy takim postępowaniem nie przyznają im większych zdolności intelektualnych i oryginalności wzorów czy też zręczności wykonania godnej naśladownictwa? Czy obecny “Wiek Intelektu” nie korzysta obficie z oryginalności pomysłów z dziedziny architektury minionych wieków? Czy mówcy i logicy tego “Wieku Intelektu” nie studiują i nie naśladują metod i rozumowania Platona, Arystotelesa, Demostenesa i innych z przeszłości? Czyż wielu dzisiejszych mówców nie mogłoby pozazdrościć Demostenesowi lub Apollosowi zdolności mówczych, a bardziej jeszcze zdolności jasnego rozumowania apostołowi Pawłowi?

Cofając się jeszcze dalej, moglibyśmy przytoczyć przykłady zdolności retorycznych licznych proroków i wzniosłych poetyckich obrazów zawartych w Psalmach. Odsyłamy jednak owych filozofów “Wieku Intelektu” do mądrości, logiki, a także wzniosłej wrażliwości moralnej Ijoba i jego pocieszycieli. A co powiemy o Mojżeszu, “wyćwiczonym” we wszelkiej mądrości egipskiej? Prawa podane przez niego stały się podstawą praw wszystkich cywilizowanych narodów i dotąd są uznawane za uosobienie wspaniałej mądrości. <str. 165>

Wykopaliska zasypanych starożytnych miast dostarczyły wiadomości o sztuce i wiedzy minionych wieków, która zadziwiła filozofów naszego tak zwanego “Wieku Intelektu”. Starożytne metody balsamowania zmarłych, hartowania miedzi, wytwarzania giętkiego szkła i stali damasceńskiej należą do osiągnięć dalekiej przeszłości, jakich intelekt obecnego wieku z całą swoją przewagą nie jest w stanie ani zrozumieć, ani skopiować.

Gdy cofniemy się o cztery tysiące lat do czasów Abrahama, natrafimy na Wielką Piramidę w Egipcie, obiekt podziwu i zainteresowania najwybitniejszych naukowców obecnej doby. Jej konstrukcja pozostaje w zupełnej zgodzie z najbardziej zaawansowanymi osiągnięciami nauki w zakresie matematyki i astronomii teraźniejszego “Wieku Intelektu”. Uczy ona z wielką pewnością takich prawd, do których dzisiaj można się zaledwie zbliżyć przy użyciu nowoczesnych instrumentów. Tak uderzające i jasne są jej nauki, iż niektórzy wybitni astronomowie świata bez wahania stwierdzili jej Boskie pochodzenie. Jeśliby nawet ewolucjoniści “Wieku Intelektu” przyznali, że piramida ta została zbudowana pod kierunkiem Boga, a mądrość w niej zawarta jest nadludzka, musieliby też przyznać, że została zbudowana przez ludzi. Fakt, że w tamtych dawnych dniach istniała jakaś grupa ludzi dysponująca zdolnością umysłu pozwalającą na zrealizowanie takiego Boskiego przedsięwzięcia, które dziś niewielu byłoby w stanie zrealizować, nawet gdyby mieli model takiej piramidy i wszelkie współczesne naukowe urządzenia, dowodzi, że nasz “Wiek Intelektu” rozwija zarozumiałość nie usprawiedliwioną przez okoliczności i fakty.

Jeśli więc upewniliśmy się, że zdolności umysłowe dzisiaj nie są większe niż w wiekach przeszłych, lecz raczej mniejsze, jak w takim razie mamy rozumieć wzrost poziomu ogólnej wiedzy, ilości nowoczesnych wynalazków, itp? Wierzymy, że będziemy mogli odpowiedzieć na to pytanie w sposób logiczny i zgodny z Pismem Świętym. Wynalazki i odkrycia, które wydają się tak wartościowe i są uważane za dowód “intelektu” tego <str. 166> wieku, nastąpiły bardzo niedawno. Prawie wszystkie zostały dokonane w ostatnim stuleciu, a do najważniejszych należą te z ostatnich sześćdziesięciu lat, na przykład, zastosowanie pary i elektryczności w telegrafie, kolejnictwie, statkach parowych i różnych urządzeniach mechanicznych w przemyśle. O ile są to dowody wzrastających zdolności intelektualnych, to “Wiek Intelektu” zapewne dopiero się zaczął i należałoby się spodziewać, że następne stulecie przyniesie różnego rodzaju cuda. A gdyby tempo rozwoju było takie samo, czym by się wszystko zakończyło?

Zastanówmy się jeszcze raz: Czy wszyscy ludzie są wynalazcami? Jak nieliczni są ci, których wynalazki są istotnie użyteczne i praktyczne, w porównaniu z liczbą tych, którzy je doceniają i z nich korzystają, gdy wejdą w ich posiadanie! Poza tym, nic nie ujmując tym użytecznym i bardzo cenionym w społeczeństwie jednostkom, stwierdzamy, że wielkie zdolności umysłowe cechują mniejszość z nich. Wynalazcami urządzeń mechanicznych nie są najinteligentniejsi ludzie na świecie i najgłębsi myśliciele. Zdarzają się wynalazcy intelektualnie tak leniwi, iż wszyscy naokoło dziwią się, w jaki sposób mogli oni wpaść na pomysł dokonanych odkryć. Wielkie siły (elektryczności, pary itp.), jakie wielu ludzi na przestrzeni wielu lat eksploatuje, stosuje i ciągle ulepsza, zostały odkryte głównie przez zwykły przypadek, bez poszukiwania, bez zaangażowania wielkich zdolności umysłowych.

Z ludzkiego punktu widzenia sprawę wynalazków możemy wytłumaczyć następująco: wynalazek druku w 1440 roku może być uważany za punkt wyjściowy. Równolegle z drukowaniem książek następowało utrwalanie myśli i odkryć myślicieli i obserwatorów, które bez tego wynalazku nigdy nie byłyby znane ich następcom. Książki przyniosły szersze wykształcenie ogólne i ostatecznie powszechnie dostępne szkoły. Szkoły i uczelnie nie podnoszą ludzkich zdolności, ale upowszechniają ćwiczenia umysłowe i dlatego pomagają w rozwijaniu zdolności już posiadanych. <str. 167> W miarę jak wiedza staje się coraz bardziej powszechna, a książki ogólnie dostępne, pokolenia, które z nich korzystają, mają decydującą przewagę względem poprzednich. Na jednego myśliciela w dobie minionej przypada obecnie tysiąc. Wszyscy oni pobudzają wzajemnie swą ciekawość różnymi sugestiami. Mało tego – dzięki książkom każde następne pokolenie łączy doświadczenia przeszłości ze swoimi. Wykształcenie i towarzysząca mu godna pochwały ambicja, inicjatywa oraz pragnienie zdobycia uznania i znajomości rzeczy, wzmocnione przez informacje i opisy wynalazków w codziennej prasie, pobudzają i rozjaśniają władze percepcyjne człowieka. Zwracają uwagę każdego na potrzebę odkrycia lub wynalezienia czegoś, co służyłoby dobru i wygodzie społeczeństwa, o ile to możliwe. Dlatego sugerujemy, iż współczesne wynalazki z czysto ludzkiego punktu widzenia świadczą nie o wzroście pojemności mózgu, lecz o wyostrzeniu percepcji z przyczyn naturalnych.

A teraz zobaczmy, czego Pismo Święte uczy na ten temat. Bowiem, choć wierzymy – jak powyżej przedstawiono – iż wynalazki i wzrost wiedzy pośród ludzi są rezultatem przyczyn naturalnych, to wierzymy też, że te naturalne przyczyny zostały przez Boga Jahwe zaplanowane i zamierzone dawno temu i że nastąpiły we właściwym czasie dzięki Boskiej opatrzności, przez którą Bóg “sprawuje wszystko według zamysłu woli swojej” (Efez. 1:11 NB). Według planu objawionego w swym Słowie, Bóg dozwolił, by zło i cierpienie sprawowały swój zły rząd i uciskały świat przez sześć tysięcy lat. Postanowił On, by w siódmym tysiącleciu wszystkie rzeczy zostały przywrócone do stanu pierwotnej doskonałości, a zło i jego skutki wykorzenione i zniszczone przez Jezusa Chrystusa, którego On do tego dzieła wyznaczył. Kiedy więc dobiegał końca okres sześciu tysięcy lat panowania zła, Bóg pozwolił, by zaistniały okoliczności sprzyjające odkryciom i studiowaniu Jego Księgi Objawienia i Jego Księgi Natury oraz przygotowaniu urządzeń <str. 168> mechanicznych i chemicznych przydatnych w błogosławieniu i podnoszeniu ludzkości w Wieku Tysiąclecia, który wkrótce się rozpocznie. Prorocze oświadczenie jasno wskazuje, że taki był cel Boskiego planu: “Danielu, zamknij te słowa i zapieczętuj księgę aż do czasu końca. Wielu będzie [wtedy] biegać tu i tam i wzrośnie POZNANIE [a nie zdolność]”; “nikt z niezbożnych nie zrozumie, ale mądrzy zrozumieją”; “nastanie czas takiego ucisku, jakiego nie było odkąd istnieją narody, aż do owego czasu” (Dan. 12:1 NB, 4, 10 KJ).

Niektórym może wydawać się dziwne, że Bóg nie ułożył spraw tak, by te wynalazki i błogosławieństwa wcześniej przyniosły człowiekowi ulgę w znoszeniu przekleństwa. Powinno się jednak pamiętać, że Boski plan przewidywał danie wszystkim ludziom możliwości pełnego zrozumienia przekleństwa w tym celu, aby gdy nastanie okres błogosławienia, wszyscy mogli na zawsze przekonać się o bezowocności grzechu. Ponadto Bóg przewidział i przepowiedział to, z czego świat jeszcze nie zdaje sobie sprawy, mianowicie, iż Jego najwspanialsze błogosławieństwa prowadziłyby do większego zła, gdyby zostały udzielone tym, których serca nie pozostają w zgodzie ze sprawiedliwymi prawami wszechświata. Ostatecznie okaże się, że obecne zezwolenie Boga na zwiększanie się błogosławieństw jest praktyczną lekcją w tym względzie, lekcją, która może posłużyć jako ilustracja powyższej prawdy przez całą wieczność – aniołom i odrodzonej ludzkości. Chcemy jedynie zasugerować, na czym ta lekcja polega:

Po pierwsze: dopóki ludzkość znajduje się w obecnym upadłym, czyli zdeprawowanym stanie, bez surowych praw i kar oraz dostatecznie silnego rządu, by je narzucić, samolubne skłonności będą w mniejszym lub większym stopniu wywierać wpływ na wszystkich. A biorąc pod uwagę nierówne osobiste zdolności ludzi, rozumiemy, że nie jest możliwe, by rezultatem wynalezienia urządzeń oszczędzających pracę – po nagłym ożywieniu i stymulacji spowodowanej produkcją maszyn – <str. 169> było coś innego niż to, że bogaci staną się bogatszymi, a biedni biedniejszymi. Oczywista tendencja do tworzenia monopolu i powiększania własnych dóbr daje bezpośrednią przewagę tym, których naturalne zdolności stawiają i tak w najbardziej uprzywilejowanej pozycji.

Po drugie: wprowadzenie prawodawstwa odnośnie podziału obecnego bogactwa i jego dziennego przyrostu równo między wszystkie klasy społeczeństwa jest niemożliwe. Gdyby jednak było to możliwe, to i tak bez ludzkiej doskonałości albo nadprzyrodzonego rządu nie można by regulować spraw ludzkich, a wyniki byłyby bardziej krzywdzące niż obecne warunki. Gdyby zyski wynikające z zastosowania urządzeń mechanicznych oszczędzających pracę ludzką oraz wszystkich nowoczesnych urządzeń były dzielone równo, rezultatem byłoby szybkie zmniejszenie liczby godzin pracy i znaczne powiększenie ilości wolnego czasu. Bezczynność jest dla upadłych istot najbardziej szkodliwą rzeczą. Gdyby nie istniała potrzeba pracy w pocie czoła, upadek naszej rasy byłby o wiele szybszy niż jest. Próżnowanie jest matką występku, a umysłowa, moralna i fizyczna degradacja nastąpiłaby niezawodnie. Widać zatem mądrość i dobroć Bożą w powstrzymywaniu tych błogosławieństw aż do właściwego czasu, gdy wprowadzenie ich stanowić będzie przygotowanie do tysiącletniego panowania i błogosławienia. Pod kontrolą nadnaturalnego rządu Królestwa Bożego wszelkie dobrodziejstwa będą równo rozdzielone między ludzi. Oprócz tego czas wolny będzie tak uporządkowany i kierowany przez ten sam nadnaturalny rząd, iż w efekcie nastąpi rozwój cnót i powszechna tendencja do doskonalenia się pod względem umysłowym, moralnym i fizycznym. Bóg zezwolił w sposób tak naturalny na obecne mnożenie się wynalazków oraz innych błogosławieństw wzrastającej wiedzy tego “dnia przygotowania”, że ludzie pochlebiając sobie mówią, iż rozwój ten to wynik “Wieku Intelektu”. Dlatego Bóg z pewnością zezwoli, <str. 170> że ci mądrzy filozofowie bardzo się rozczarują. To właśnie wzrost tych błogosławieństw niesie z sobą czas ucisku, jakiego nie było, odkąd na ziemi istnieją narody.

Prorok Daniel, jak wskazują powyżej zacytowane wersety, łączy wzrost wiedzy z czasem ucisku. Wiedza powoduje ucisk z powodu deprawacji ludzkości. Wzrastające poznanie nie tylko dało światu wspaniałe urządzenia oszczędzające pracę i sprawiające wygodę, lecz doprowadziło także do wzrostu znaczenia medycyny. Dzięki niej przedłużono życie tysiącom ludzi. Wiedza oświeciła ludzkość do tego stopnia, że ludzka rzeźnia, wojna, staje się mniej popularna. Tym samym i dalsze tysiące zachowały życie, pomnażając rasę, której przyrost w żadnym okresie historii nie był tak szybki jak dzisiaj. Z szybkim wzrostem liczby ludności odpowiednio zmniejsza się zapotrzebowanie na pracę ludzką, a filozofowie “Wieku Intelektu” mają przed sobą problem dostarczenia zatrudnienia i żywności dla tej całej szybko rosnącej klasy, której praca jest prawie zupełnie zastąpiona przez maszyny i można się bez niej obejść. A potrzeby ludzi i ich wymagania nie znają granic. Rozwiązanie tego problemu, co ostatecznie ci filozofowie muszą przyznać, leży poza możliwościami ich zdolności umysłowych.

Samolubstwo będzie nadal kierowało bogatymi, którzy w swych rękach utrzymują władzę i zyski, będzie ono w dalszym ciągu zaślepiać zdrowy rozsądek i poczucie sprawiedliwości. Podobne samolubstwo klas biedniejszych, w połączeniu z instynktem samozachowawczym i wzrastającą wiedzą o ich prawach, ośmieli jednych i rozpali innych z tych klas. I tak, na jakiś czas, wynik błogosławieństw okaże się straszny – będzie czasem ucisku istotnie takiego, jakiego nie było odkąd istnieją narody. Powodem tego jest fakt, że człowiek w stanie deprawacji nie może we właściwy sposób korzystać z tych błogosławieństw bez kierownictwa i kontroli. Człowiek nie wcześniej będzie zdolny w pełni skorzystać z wolności bez krzywdy i <str. 171> niebezpieczeństwa, aż rządy Tysiąclecia ponownie zapiszą Boskie prawo w jego odrodzonym sercu.

Dzień ucisku zakończy się we właściwym czasie – wówczas, gdy Ten, który przemówił do szalejącego Morza Galilejskiego, podobnie, z mocą, rozkaże wzburzonemu morzu ludzkich namiętności, mówiąc: “Umilknij! Ucisz się!” Gdy Książę Pokoju “powstanie” w mocy, nastąpi wielkie uciszenie. Wówczas szalejące i ścierające się z sobą żywioły rozpoznają autorytet “Pomazańca Jahwe”. “I objawi się chwała Pańska i ujrzy to wszelkie ciało pospołu”. I w tak rozpoczętym panowaniu Chrystusa “błogosławione będą wszystkie narody ziemi”.

Wówczas ludzie zrozumieją, że to, co przypisywali ewolucji, czyli naturalnemu rozwojowi i umiejętności “Wieku Intelektu”, było błyskawicami Jahwe oświecającymi ziemię (Ps. 77:19) w owym “dniu Jego przygotowania” do błogosławienia ludzkości. Teraz jednak tylko święci i mądrzy posiadający niebiańską mądrość mogą to zrozumieć, bowiem “Tajemnica Pańska objawiona jest tym, którzy się Go boją, a przymierze swoje oznajmuje im” (Ps. 25:14 BG). Dzięki niech będą Bogu za to, że w czasie powiększania się ogólnej wiedzy zarządził, by Jego dzieci też nie były “bezużytecznymi w poznaniu Pana” i w zrozumieniu Jego planów. Dzięki zrozumieniu Jego Słowa i planów jesteśmy w stanie odróżnić i oprzeć się próżnej filozofii i nierozumnym tradycjom ludzkim, które pozostają w sprzeczności ze Słowem Bożym.

Biblijny opis stworzenia człowieka mówi, iż Bóg stworzył go doskonałego i uczciwego – jako swój ziemski obraz. Jednak człowiek przez różne wymysły zdeprawował się (1 Mojż. 1:27; Rzym. 5:12; Kazn. 7:29). Wszyscy ludzie są grzesznikami i nie mogą sobie nawzajem pomóc. Nikt w żaden sposób nie mógłby odkupić swego brata ani dać Bogu okupu za niego (Ps. 49:8, 16). Bóg pełen współczucia i miłości przedsięwziął w tej sprawie pewien plan: Syn Boży stał się człowiekiem i złożył za człowieka <str. 172> cenę okupu. W nagrodę za tę ofiarę i w celu ukończenia wielkiego dzieła pojednania został bardzo wywyższony, aż do boskiej natury. We właściwym czasie dokona restytucji rodzaju ludzkiego i człowiek odzyska pierwotną doskonałość i wszelkie błogosławieństwa, jakie wówczas posiadał. O tych rzeczach Pismo Święte wyraźnie uczy od początku do końca, pozostając w bezpośredniej opozycji względem teorii ewolucji, bowiem ta “błędna, rzekoma nauka” stoi ze Słowem Bożym w gwałtownej i nieprzejednanej sprzeczności.

 

* * *

Posępnie, na ziemskim niebie gniewne chmury się puszą,

I zemsta Boga ciąży nad ziemi mroczną duszą,

Lecz ona ma powstać, przez Boga oczyszczona,

W strumieniu chwały i piękna ochrzczona.

Tak, ziemio, ty kiedyś powstaniesz, a pomoc Ojca twego,

Uleczy ranę zadaną oczyszczającą dłonią Jego.

I osądzi bezlitosną władzę ciemiężcy dumnego,

I rozerwie pęta, jakie krępują człowieka każdego

Wtedy na twej glebie nieśmiertelna zieleń wyrośnie wokoło,

Odezwijcie się góry, i wy doliny śpiewajcie wesoło.

Nigdy też więcej twej spragnionej skały nie skruszy samotność,

Niedowiarka lekceważący gest ni poganina pogardy przewrotność.

Dziesięciokrotny zysk przyniesie piasek pustyni ognistej,

A nowy Eden pokryje wkrótce pola cierniste,

Wtedy ujrzymy jak oto wiodąc swą rozliczną rotę

Wszechmocny anioł idzie trzymając w ręku berło złote.

Nadchodzącej władzy przyzywa wizje, gdy berło wzniesie,

Mierzy każdą wieżę, imię każdej bramy niesie,

I łamie ciężką pieczęć, która Twego Lwa wstrzymuje,

Lecz oto w swym majestacie Juda, Lew Twój, władzę obejmuje.

Heber <str. 173>

WYKŁAD X

NATURY LUDZKA I DUCHOWA SĄ ODRĘBNE I RÓŻNE

Powszechne błędne zrozumienie – Natura ziemska, czyli ludzka, i niebiańska, czyli duchowa – Ziemska chwała i niebiańska chwała – Świadectwo Biblii o istotach duchowych – Śmiertelność i nieśmiertelność – Czy śmiertelne istoty mogą żyć wiecznie? – Sprawiedliwość w obdarzaniu względami – Zbadanie domniemanej zasady – Różnorodność w doskonałości – Nadrzędne prawa Boskie – Plan Boga dotyczący człowieka w pełni zadowalający – Wybór Ciała Chrystusowego – W jaki sposób dokona się przemiana jego natury?

Z POWODU niezrozumienia Planu Bożego, który przewiduje restytucję całej ludzkości, czyli przywrócenie jej do poprzedniego stanu – ludzkiej doskonałości w Edenie – w którym to planie Kościół chrześcijański stanowi wyjątek, gdyż ma on doznać przemiany z natury ludzkiej do duchowej, większość chrześcijan przypuszcza, że nikt nie będzie zbawiony, z wyjątkiem tych, którzy osiągną naturę duchową. Jednak Pismo Święte, oferując obietnice życia, błogosławieństw i restytucji dla wszystkich narodów ziemi, możliwość przemiany do natury duchowej daje i obiecuje tylko Kościołowi wybranemu w ciągu Wieku Ewangelii. Nie ma w Biblii ani jednego fragmentu, który stwarzałby takie nadzieje dla kogokolwiek innego.

Jeśli rzesze ludzkie mają zostać wybawione ze stanu degradacji, słabości, bólu, nędzy i śmierci będących wynikiem grzechu i przywrócone do stanu ludzkiej doskonałości, jaką człowiek miał przed upadkiem, to ich wybawienie z tego upadku będzie tak samo rzeczywiste i całkowite jak tych, którzy uczestnicząc w “Wysokim Powołaniu” podczas Wieku Ewangelii, stają się “uczestnikami boskiej natury”. <str. 174>

Niemożność właściwego zrozumienia istoty doskonałego człowieczeństwa, błędne zrozumienie słów “śmiertelny” i “nieśmiertelny” oraz niewłaściwe pojęcie o sprawiedliwości wspólnie doprowadziły do tego błędu, okryły tajemnicą liczne wersety, które w innym wypadku byłyby z łatwością zrozumiane. Powszechny pogląd, choć nie poparty ani jednym wersetem biblijnym, utrzymuje, że na ziemi nie było nigdy doskonałego człowieka, że człowiek taki, jakim go widzimy, jest tylko częściowo rozwiniętym człowiekiem, a w celu osiągnięcia doskonałości musi stać się istotą duchową. Ten pogląd powoduje zamieszanie w zrozumieniu Pisma Świętego, zamiast wydobywać z niego harmonię i piękno, które wynikają z “dobrego rozbierania Słowa Prawdy”.

Pismo Święte uczy, że istnieli wyłącznie dwaj doskonali ludzie: Adam i Jezus. Adam został stworzony na obraz Boga, to znaczy z podobnymi władzami umysłowymi: rozumowania, pamięci, sądu i woli oraz z moralnymi zasadami sprawiedliwości, życzliwości, miłości itp. Adam, “z ziemi – ziemski”, był ziemskim obrazem istoty duchowej, posiadał zalety tego samego rodzaju, choć różniące się znacznie pod względem stopnia, zasięgu i kompetencji. Człowiek do tego stopnia jest obrazem Boga, iż Bóg może powiedzieć do upadłego człowieka: “Chodźcie, rozsądźmy” (Izaj. 1:18 NB).

Jak Jahwe jest władcą wszystkich rzeczy, tak człowiek był stworzony władcą wszystkich rzeczy ziemskich – według podobieństwa naszego niech panuje nad rybami morskimi, i nad ptactwem niebieskim, i nad zwierzętami itp. (1 Mojż. 1:26). Mojżesz mówi nam (1 Mojż. 1:31), że Bóg docenił człowieka, którego stworzył – nie zaczął stwarzać, lecz tego, którego skończył tworzyć – i uznał, że jego stworzenie jest “bardzo dobre”, to znaczy doskonałe. Bowiem z Boskiego punktu widzenia żadne niedoskonałe stworzenie nie może być bardzo dobre.

Doskonałość stworzonego człowieka jest opisana w Psalmie 8:6-9 (BG): “Albowiem mało mniejszym uczyniłeś go od aniołów, chwałą i czcią ukoronowałeś go. Dałeś mu opanować sprawy rąk twoich, wszystkoś poddał pod nogi jego. Owce i <str. 175> woły wszystkie, nadto i zwierzęta polne. Ptactwo niebieskie i ryby morskie”. Ktoś, kto chciał Biblię dostosować do teorii ewolucji, podsunął myśl, że wyrażenie “mało co mniejszym” (Hebr. 2:7 BT) znaczy na małą chwilę mniejszym, a nie w niewielkim stopniu niższym od aniołów. Do takiej interpretacji nie ma jednak podstaw źródłowych ani żadnego uzasadnienia. Wyrażenie to jest cytatem z Psalmu 8:6, a krytyczne porównanie tych wersetów w językach greckim i hebrajskim nie pozostawia wątpliwości co do znaczenia. Myśl jest wyrażona jasno; mowa tu o stopniu nieco niższym od aniołów.

Dawid w psalmie mówi o człowieku w jego pierwotnym stanie i proroczo daje do zrozumienia, że Bóg nie zaniechał swego pierwotnego planu, według którego chciał, aby człowiek był Jego obrazem oraz królem ziemi, że będzie On o człowieku pamiętał, odkupi go i przywróci do tej pozycji. Apostoł (Hebr. 2:7) zwraca uwagę na ten sam fakt, że pierwotny cel Boga nie został zaniechany, że Bóg przypomni sobie człowieka, pierwotnie wielkiego, doskonałego króla ziemi, nawiedzi go i przywróci do pierwszego stanu. Dalej apostoł dodaje, że tej obiecanej restytucji jeszcze nie widzimy, ale widzimy pierwszy krok Boga w kierunku jej realizacji. Widzimy Jezusa ukoronowanego tą samą chwałą i czcią doskonałego człowieczeństwa oraz to, że jako odpowiedni okup, czyli zastępca, mógł On z łaski Bożej za każdego człowieka “zakosztować śmierci” i w ten sposób przygotować drogę przywrócenia człowiekowi wszystkiego, co zostało utracone. Rotherham, jeden z najbardziej skrupulatnych tłumaczy, tak oddaje ten fragment:

“Czymże jest człowiek, że wspomnisz nań;

Lub Syn Człowieczy, że go nawiedzasz?

Uczyniłeś go niewiele mniejszym od zwiastunów,

Chwałą i czcią go ukoronowałeś,

I postanowiłeś go nad dziełami swych rąk”.

Nie należy też wnioskować, że trochę niższy stopniem znaczy trochę mniej doskonały. Jakieś stworzenie może być doskonałe, a jednak na niższym poziomie bytu od innego stworzenia. I tak doskonały koń będzie niższym stworzeniem niż doskonały <str. 176> człowiek itd. Istnieją różne natury, ożywione i nieożywione. Aby to zilustrować, przedstawiamy poniższą tabelę:

stopnie

istot niebiańskich

czyli duchowych

stopnie istot

ziemskich, czyli

zwierzęcych

stopnie

w świecie

roślin

stopnie

w świecie

minerałów

boskie

ludzie

drzewa

złoto

zwierzęta

krzewy

srebro

ptaki

trawy

miedź

anielskie

ryby

mchy

żelazo

 

Każdy z wymienionych minerałów może być czysty, złoto jednak zajmuje pierwsze miejsce. Gdyby każdy rodzaj wymienionych roślin był doprowadzony do doskonałości, to i tak różnić się one będą zarówno pod względem natury jak i hierarchii. Podobnie ze zwierzętami: gdyby każdy gatunek został doprowadzony do doskonałości, to nadal wśród nich panowałaby różnorodność. Udoskonalenie natury nie oznacza bowiem zmiany natury.* Stopnie duchowego istnienia, mimo iż doskonałe, też pozostają względem siebie w relacji wyższe – niższe pod względem natury czy rodzaju. Boska natura jest najwyższa i nadrzędna w stosunku do wszystkich duchowych natur. Chrystus w czasie zmartwychwstania stał się o tyle “zacniejszym” niż doskonali aniołowie, o ile boska natura jest wyższa od natury anielskiej (Hebr. 1:3-5 BG).

* Wyraz “natura” bywa czasem używany w znaczeniu przenośnym, na przykład, gdy się mówi, że pies ma dziką naturę, a koń ma łagodną albo złą naturę. Słowo użyte w ten sposób oznacza jedynie usposobienie kogoś opisywanego w porównaniu z innym. Ściśle mówiąc, nie ma ono związku z naturą.

Zwróćmy uwagę, że klasy wyszczególnione w powyższej tabeli są różne i oddzielone od siebie, mimo to można porównać je ze sobą. I tak najwyższy stopień minerału jest podrzędny, czyli trochę niższy, względem najniższego stopnia roślin, ponieważ <str. 177> w roślinach jest życie. Tak samo, najwyższy stopień roślin jest trochę niższy od najniższego stopnia życia istot zwierzęcych, ponieważ organizmy zwierzęce, nawet w najniższej formie, posiadają dostateczną ilość inteligencji, by być świadome swego istnienia. Podobnie człowiek, choć najwyższy spośród istot zwierzęcych, czyli ziemskich, jest “mało mniejszym od aniołów” dlatego, że aniołowie są istotami duchowymi, czyli niebiańskimi.

Zadziwiająca różnica istnieje między człowiekiem w jego obecnym stanie, zdegradowanym przez grzech, a człowiekiem doskonałym, stworzonym przez Boga na Jego obraz. Grzech stopniowo zmieniał fizyczne cechy człowieka i jego charakter. Liczne generacje przez niewiedzę, rozwiązłość i ogólną deprawację tak skalały i zepsuły ludzkość, iż u ogromnej większości rodzaju ludzkiego podobieństwo do Boga zostało prawie zatarte. Zalety moralne i intelektualne skarłowaciały, a instynkty zwierzęce nadmiernie się rozwinęły i nie są już równoważone przez wyższe cechy. Człowiek stracił siłę fizyczną do tego stopnia, że przy całej pomocy wiedzy medycznej przeciętna długość jego wieku wynosi około trzydziestu lat, podczas gdy z początku, pod tym samym wyrokiem, żył dziewięćset trzydzieści lat. Chociaż tak skalany i zdegradowany przez grzech i karę za grzech – śmierć, która ciągle wykonuje w nim swe dzieło – człowiek zostanie przywrócony do pierwotnej doskonałości umysłu i ciała oraz chwały, zaszczytu i panowania podczas tysiącletnich rządów Chrystusa. Rzeczy, które mają być przywrócone przez Chrystusa to te, które zostały utracone przez przestępstwo Adama (Rzym. 5:18, 19). Człowiek nie stracił niebiańskiego, ale ziemski raj. Przez karę śmierci nie utracił duchowej, ale ziemską egzystencję, a to, co utracił, zostało odkupione przez jego Odkupiciela, który oznajmił, że przyszedł po to, by odnaleźć i zbawić to, co zginęło (Łuk. 19:10).

Oprócz tego mamy dowód, że doskonały człowiek nie jest duchową istotą. Wiemy z Biblii, że nasz Pan zanim opuścił chwałę, by stać się człowiekiem, był “w kształcie Bożym”, w duchowym kształcie – był istotą duchową. Lecz aby zostać <str. 178> okupem za ludzkość, musiał stać się człowiekiem, musiał mieć taką samą naturę, jaką miał grzesznik, którego miał zastąpić w śmierci. Zatem zmiana natury była koniecznością. Paweł mówi, że nie przyjął On natury anielskiej o stopień niższej od Swej własnej, ale przyjął naturę o dwa stopnie niższą – naturę ludzką, stał się człowiekiem; “Słowo ciałem się stało” – Hebr. 2:16; Filip. 2:7, 8; Jan 1:14.

Zwróćmy uwagę na wynikającą z tego informację, iż natura anielska nie jest jedynym stopniem istot duchowych, lecz że jest ona niższa od tej, jaką posiadał nasz Pan, zanim stał się człowiekiem. Nie był on wtedy na tak wysokim stopniu duchowego istnienia, na jakim jest teraz, gdyż “Bóg wielce Go wywyższył” za posłuszeństwo i za to, że stał się dobrowolnym okupem za człowieka (Filip. 2:8, 9 NB). Teraz jest na najwyższym poziomie duchowego bytu, jest uczestnikiem natury boskiej (takiej, jaką ma Jahwe).

Znajdujemy tu nie tylko dowód na to, że natury boska, anielska i ludzka są odrębne i różne, lecz także dowód, że doskonały człowiek to nie znaczy anioł, podobnie jak natura anielska nie wskazuje na to, że aniołowie mają boską naturę, na równi z Jahwe. Jezus przyjął bowiem nie naturę anielską, lecz różną od niej naturę człowieka, nie tak niedoskonałą, jak człowiek ma teraz, lecz doskonałą naturę ludzką. Stał się człowiekiem – nie zdegradowaną, niemal umarłą istotą, jak ludzie obecnie, ale człowiekiem pełnym siły płynącej z doskonałości.

Ponadto Jezus musiał być doskonałym człowiekiem, bo inaczej nie mógłby zachować doskonałego prawa, które jest dokładną miarą możliwości doskonałego człowieka. Musiał być doskonałym człowiekiem, w przeciwnym bowiem razie nie mógłby złożyć okupu (równoważnej ceny – 1 Tym. 2:6) za utracone życie doskonałego człowieka Adama. “Bo ponieważ przez człowieka śmierć, przez człowieka też powstanie umarłych” (1 Kor. 15:21 BG). Gdyby był w jakimś stopniu niedoskonały, dowodziłoby to, że był pod potępieniem i dlatego nie <str. 179> mógłby być ofiarą nadającą się do przyjęcia, jak też nie mógłby doskonale zachować prawa Bożego. Doskonały człowiek został wypróbowany, upadł i został potępiony. Jedynie doskonały człowiek, jako odkupiciel, mógł złożyć za niego równoważną cenę.

A teraz to samo pytanie postawmy inaczej, mianowicie: Jeśli Jezus w ciele był doskonałym człowiekiem, o czym wyraźnie uczy Pismo Święte, czy nie dowodzi to, że doskonały człowiek jest istotą ludzką, cielesną, nie aniołem, lecz istotą nieco niższą od aniołów? Logiczny wniosek jest jednoznaczny. Prócz tego znamy natchnione oświadczenie psalmisty (Ps. 8:6-9), do którego nawiązuje Paweł w Liście do Hebrajczyków 2:7-9.

Nie był też Jezus połączeniem dwóch natur, ludzkiej i duchowej. Zmieszanie dwóch natur nie wytwarza ani jednej, ani drugiej natury, ale hybryda, niedoskonałą istotę, która jest obrzydliwością w myśl Boskich ustaleń w tych sprawach. Kiedy Jezus był w ciele, był On doskonałą ludzką istotą. Przedtem był doskonałą duchową istotą. Od swego zmartwychwstania jest doskonałą istotą duchową na najwyższym, czyli boskim poziomie duchowego bytu. Nie wcześniej niż w chwili swego poświęcenia się aż do śmierci otrzymał zadatek swego dziedzictwa, zadatek boskiej natury. Chrzest Jezusa w trzydziestym roku życia symbolizował to poświęcenie aż do śmierci (Jezus według Zakonu osiągnął wówczas wiek męski, a zatem był to właściwy czas, by mógł siebie ofiarować jako człowiek) – Mat. 3:16, 17. Ludzka natura musiała być poświęcona na śmierć, ażeby Jezus mógł otrzymać przynajmniej zadatek boskiej natury. Dopiero gdy to poświęcenie zostało wykonane, i rzeczywiście ofiarował On ludzką naturę aż do śmierci, mógł stać się pełnym uczestnikiem boskiej natury. Kiedy nasz Pan stał się człowiekiem, był posłuszny aż do śmierci i dlatego Bóg wielce Go wywyższył, do boskiej natury (Filip. 2:8, 9). Z wersetu tego należy wywnioskować, że Pan nie został wywyższony, zanim – umierając – rzeczywiście nie ofiarował ludzkiej natury. <str. 180>

A zatem rozumiemy, że w Jezusie nie było dwóch natur zmieszanych ze sobą, lecz że dwukrotnie doznawał On przemiany natury, po raz pierwszy z duchowej na ludzką, po raz drugi z ludzkiej na najwyższą duchową naturę, naturę boską. W obu wypadkach rezygnował z jednej natury na rzecz drugiej.

W tym wzniosłym wzorze doskonałego człowieczeństwa, wzorze, który wytrwał bez skazy aż do chwili ofiarowania się na odkupienie świata, dostrzegamy doskonałość, jaką rodzaj ludzki utracił w Adamie i jaka zostanie przywrócona. Nasz Pan Jezus stawszy się okupem za człowieka, złożył równowartość tego, co człowiek utracił. I dlatego cała ludzkość może ponownie otrzymać przez wiarę w Chrystusa i posłuszeństwo Jego wymaganiom nie duchową, ale chwalebną, doskonałą ludzką naturę – “to, co zginęło”.

Doskonałe zdolności umysłowe oraz możliwości doskonałej ludzkiej istoty mogą się bez ograniczeń przejawiać zainteresowaniem w mnóstwie nowych celów, a wiedza i biegłość może ogromnie wzrastać. Jednak żaden wzrost wiedzy czy możliwości nie spowoduje przemiany natury ani nie sprawi, że stanie się ona bardziej doskonała. Będzie to tylko rozszerzanie, rozwój doskonałych ludzkich uzdolnień. Wzrost poziomu wiedzy i biegłości będzie bez wątpienia błogosławionym przywilejem człowieka przez całą wieczność, chociaż ten pozostanie na zawsze człowiekiem. Człowiek będzie się jedynie uczył lepiej wykorzystywać posiadane już możliwości ludzkiej natury. Nie będzie mógł wzbić się ponad jej szerokie granice ani też nie będzie tego pragnął, bo jego pragnienia ograniczać się będą do zakresu jego możliwości.

Chociaż Jezus jako człowiek był wzorem doskonałej ludzkiej natury, jaka będzie przywrócona rodzajowi ludzkiemu, jednak od swego zmartwychwstania jest On wzorem chwalebnej natury boskiej, jaką po zmartwychwstaniu będzie z nim dzielił zwycięski Kościół.

Obecny wiek jest przeznaczony głównie na rozwój tej klasy, której zaoferowano przemianę natury, a listy apostolskie pisane były dla pouczenia tego “Maluczkiego Stadka”. Nie powinno <str. 181> się z tego wnosić, że wraz ze skompletowaniem tego wybranego grona plany Boga się zakończą. Z drugiej strony, nie powinniśmy wpadać w inną skrajność i sądzić, że szczególne obietnice boskiej natury i duchowych ciał dane tej klasie są celem Boga względem wszystkich ludzi. “Bardzo wielkie i kosztowne obietnice” tej wybranej klasy przewyższają inne kosztowne obietnice, które zostały dane całej ludzkości. Dobrze rozbierając Słowo Prawdy powinniśmy zauważyć, że Pismo Święte uznaje za dwie odrębne sprawy doskonałość boskiej natury “Maluczkiego Stadka” i doskonałość ludzkiej natury w odrodzonym świecie.

Zapytajmy teraz bardziej szczegółowo: jakie są duchowe istoty? Jakie są ich możliwości? Jakimi prawami się rządzą? Wielu, nie rozumiejąc natury istot duchowych, zdaje się mniemać, że są one jedynie postaciami mitycznymi. Dlatego istnieje wiele przesądów na ten temat. Najwyraźniej jednak nie podzielał ich apostoł Paweł. Daje on nam do zrozumienia, że człowiek nie jest w stanie pojąć wyższej, duchowej natury (1 Kor. 2:14), ale oświadcza – jak gdyby w celu zabezpieczenia się przed jakimkolwiek mitycznym lub błędnym wyobrażeniem – że jest ciało duchowe i jest ciało ludzkie, niebiańskie i ziemskie, ziemska chwała i niebiańska chwała. Chwała ziemska, jak zauważyliśmy, została utracona przez grzech pierwszego Adama, a zostanie przywrócona ludzkości przez Pana Jezusa i Jego Oblubienicę (przez CHRYSTUSA, Głowę i Ciało) w okresie rządów Tysiąclecia. Chwała niebiańska nie jest jeszcze widoczna, wyjątek stanowi objawienie jej oczom wiary przez ducha, za pośrednictwem Słowa. Oba te rodzaje chwały są różne i odrębne (1 Kor. 15:38-49). Do pewnego stopnia rozumiemy, jakie jest ziemskie ciało, bo takie ciała teraz mamy, lecz chwałę ludzkiej doskonałości możemy zrozumieć tylko w przybliżeniu. Człowiek składa się z ciała, krwi i kości, gdyż “co się narodziło z ciała, ciałem jest”. Skoro więc istnieją dwa rodzaje ciał, wiemy, że duchowe ciało, czymkolwiek by było, nie składa się z ciała, krwi i kości; ono jest niebiańskie, duchowe – “co się <str. 182> narodziło z ducha, duchem jest”. Ale jakie jest ciało duchowe, nie wiemy, ponieważ “jeszcze się nie objawiło, czym będziemy, ale (...) będziemy do Niego podobni”, podobni do naszego Pana Jezusa – Jan 3:6; 1 Jana 3:2 NB.

Nie ma żadnego zapisu o jakiejkolwiek istocie duchowej lub ludzkiej, która dostąpiłaby przemiany z jednej natury w drugą, prócz Syna Bożego. Ale wypadek ów był wyjątkiem dla wyjątkowego celu. Kiedy Bóg stworzył aniołów, bez wątpienia zamierzył, aby pozostali na zawsze aniołami. To samo dotyczy i ludzi: jedni i drudzy mieli być doskonali na swoim poziomie istnienia, przynajmniej Pismo Święte nie wspomina o żadnym innym zamiarze. Jak w przyrodzie nieożywionej istnieje zadowalająca i prawie nieskończona różnorodność, tak samo w wypadku żywych i inteligentnych stworzeń możliwa jest taka sama różnorodność w stanie doskonałości. Każde stworzenie w swej doskonałości jest chwalebne, ale jak mówi Paweł, chwała niebiańska jest jednym rodzajem chwały, a chwała ziemska innym, różnym od niej rodzajem chwały.

Kiedy badamy zapisane w Biblii fakty o Panu Jezusie po Jego zmartwychwstaniu i o aniołach, którzy też są duchowymi istotami, kiedy “do duchownych rzeczy duchowne stosujemy” (1 Kor. 2:13 BG), możemy uzyskać pewne ogólne informacje odnoszące się do istot duchowych. Po pierwsze więc, aniołowie mogą być i często są obecni, lecz niewidzialni. “Anioł Pański zakłada obóz wokół tych, którzy się go boją, i ratuje ich”. “Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?” (Ps. 34:8 NB; Hebr. 1:14 BT). Czy usługują oni jako istoty widzialne, czy niewidzialne? Na pewno jako niewidzialne. Kiedy Elizeusz został otoczony przez zastępy asyryjskie, jego sługa przeraził się i Elizeusz modlił się do Boga, ażeby oczy młodzieńca zostały otwarte. I oto zobaczył sługa Elizeusza górę pełną koni i wozów ognistych (podobnych do ognia). Podobnie, gdy Balaam <str. 183> nie dostrzegał niewidzialnego anioła, zobaczyła go oślica, gdyż jej oczy zostały otwarte.

Po drugie, aniołowie mogą przyjmować ludzkie ciała i ukazywać się jako ludzie. Pan i dwaj aniołowie ukazali się w ten sposób Abrahamowi, który kazał przygotować dla nich wieczerzę, a oni ją spożyli. Z początku Abraham sądził, że są to trzej mężowie. Dopiero gdy mieli odejść, spostrzegł, iż jednym z nich jest Pan, a dwaj pozostali to aniołowie, którzy potem udali się do Sodomy aby ocalić Lota (1 Mojż. 18:1, 2). Anioł ukazał się Gedeonowi jako mężczyzna, lecz po chwili dał mu się poznać. Anioł zjawił się u rodziców Samsona, którzy sądzili, że jest to jakiś człowiek. Dopiero gdy w płomieniu z ołtarza wstąpił do nieba, zrozumieli, kim był w istocie (Sędz. 6:11-22; 13:20).

Po trzecie, istoty duchowe są wspaniałe w swym naturalnym stanie i często nazywa się je istotami chwalebnymi i świetlanymi. Oblicze anioła, który odsunął kamień od drzwi grobu było “jako błyskawica”. Daniel widział przez moment duchowe ciało, które opisał tak: “oblicze jego jaśniało jak błyskawica, a oczy jego jak pochodnie płonące, ramiona i nogi jego błyszczały jak miedź wypolerowana, a dźwięk jego głosu był potężny jak wrzawa mnóstwa ludu”. Daniel czuł się przy tej istocie jak martwy (Dan. 10:6, 10, 15, 17 NB). Saulowi z Tarsu też ukazało się przez moment chwalebne ciało Chrystusa, świecące jaśniej niż słońce w południe. Saul padł na ziemię oślepiony.

Okazuje się więc, że istoty duchowe są rzeczywiście wspaniałe, a jednak są one niewidzialne dla ludzi z wyjątkiem sytuacji, gdy oczy ludzkie zostają specjalnie w tym celu otwarte, lub gdy same istoty duchowe ukazują się w ciele jako ludzie. Ten wniosek potwierdzi się dalej, kiedy zbadamy pewne szczegóły przypadków takich objawień. Tylko Saul widział Pana, a towarzyszący mu w podróży ludzie słyszeli głos, nie widząc nikogo (Dz. Ap. 9:7). Mężowie, którzy byli z Danielem, nie widzieli chwalebnej istoty opisanej przez niego, ale odczuli wielki <str. 184> strach, pouciekali i ukryli się. Owa chwalebna istota oświadczyła Danielowi: “Książę królestwa Persów sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni” (Dan. 10:13 BT). Czy Daniel, mąż wielce umiłowany przez Pana, upadł jak martwy przed tą istotą, której książę perski sprzeciwiał się przez dwadzieścia jeden dni? Jak to możliwe? Na pewno istota ta nie ukazała się księciu perskiemu w chwale! Nie, albo była tam obecna w niewidzialnej dla niego formie, albo ukazała mu się jako człowiek.

Pan nasz od swego zmartwychwstania jest istotą duchową, a tym samym powinien On posiadać te same cechy, które dostrzegliśmy u aniołów (istot duchowych). Tak właśnie jest i zobaczymy to pełniej w jednym z następnych rozdziałów.

I tak dochodzimy do wniosku, że Pismo Święte traktuje natury duchową i ludzką jako odrębne i różne, i nic nie wskazuje na to, by jedna miała się przemienić lub rozwinąć w drugą. Przeciwnie, wersety biblijne mówią o tym, że w ogóle niewielu dostąpi przemiany z ludzkiej natury w boską, do której Jezus, ich głowa, jest już wywyższony. Owa znamienna i szczególna cecha planu Jahwe jest realizowana w istotnym i szczególnym celu. Jest nim przygotowanie tych jednostek, jako przedstawicieli Boga, do wielkiego dzieła przywracania wszystkich rzeczy do ich pierwotnego stanu.

Teraz rozważmy znaczenie słów

Śmiertelność i nieśmiertelność.

Okaże się, że prawdziwe znaczenie tych słów pozostaje w zupełnej harmonii z tym, o czym dowiedzieliśmy się porównując oświadczenia Biblii dotyczące ludzkich i duchowych istot oraz ziemskich i niebiańskich obietnic. Tym słowom nadaje się zazwyczaj bardzo nieokreślone znaczenie. Niewłaściwe wyobrażenie o ich znaczeniu jest przyczyną istnienia błędnych poglądów na tematy, z którymi słowa te są powiązane, tak w powszechnym, jak i w biblijnym użyciu. <str. 185>

Śmiertelność” oznacza stan podlegający śmierci. Nie stan śmierci, lecz stan, w którym śmierć jest możliwa.

Nieśmiertelność” oznacza stan nie podlegający śmierci. Nie tylko stan od śmierci wolny, ale stan, w którym śmierć jest niemożliwa.

Powszechny, ale błędny pogląd na temat śmiertelności jest taki, iż jest to stan, w którym śmierć jest nieunikniona. Natomiast powszechne wyobrażenie o nieśmiertelności jest bliższe jej prawdziwego znaczenia.

Słowo nieśmiertelny znaczy, że ktoś nie jest śmiertelny. Sama konstrukcja tego słowa wskazuje na prawdziwe jego znaczenie. Ponieważ panuje błędny pogląd na temat znaczenia słowa śmiertelny, wielu odczuwa zakłopotanie, gdy usiłuje określić, czy Adam był śmiertelny, czy nieśmiertelny, zanim zgrzeszył. Zastanawiają się, że gdyby był nieśmiertelny, Bóg nie powiedziałby “gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz”, gdyż niemożliwe jest, by osoba nieśmiertelna mogła umrzeć. Wniosek taki jest logiczny. Z drugiej strony jednak mówią: Jeśli był śmiertelny, to na czym polegała groźba lub kara w stwierdzeniu “na pewno umrzesz”, skoro jako śmiertelny (według ich błędnego poglądu) i tak nie mógłby uniknąć śmierci?

Trudność, jak zauważymy, leży w niewłaściwym znaczeniu nadanym słowu śmiertelność. Zastosujmy właściwą definicję, a wszystko się wyjaśni. Adam był śmiertelny, to znaczy – żył w stanie, w którym śmierć była możliwa. Posiadał on życie w pełnej i doskonałej mierze, nie było to jednak wrodzone życie. Było ono podtrzymywane przez owoce “z każdego drzewa sadu” prócz drzewa zakazanego. Dopóki byłby posłuszny i pozostawał w harmonii ze swym Stwórcą, jego życie byłoby bezpieczne i nie odmówiono by mu pierwiastków podtrzymujących je. A zatem Adam miał życie i mógł w zupełności uniknąć śmierci, lecz był śmiertelny, żył w stanie, w którym śmierć była możliwa.

W związku z tym nasuwa się pytanie: jeśli Adam był śmiertelny i znajdował się na próbie, to czy jego próba dotyczyła <str. 186> osiągnięcia nieśmiertelności? Powszechną odpowiedzią byłoby: tak. My odpowiadamy: nie. Próba Adama polegała na sprawdzeniu, czy zasługuje on, czy też nie, na przedłużenie życia i błogosławieństw, które już posiadał. Wobec tego, że nie było w ogóle obietnicy mówiącej, że posiądzie nieśmiertelność, jeśli będzie posłuszny, powinniśmy zaniechać takich spekulacji. Bóg obiecał Adamowi ciągłe udzielanie błogosławieństw, jakimi się już cieszył, tak długo, jak długo będzie posłuszny i zagroził, iż spotka go utrata wszystkiego – śmierć – jeśli nie będzie posłuszny. To właśnie błędne wyobrażenie o znaczeniu słowa śmiertelny, prowadzi powszechnie ludzi do wniosku, że wszystkie istoty, które nie umierają, są nieśmiertelne. Dlatego do tej klasy zaliczają naszego Niebiańskiego Ojca, Pana Jezusa, aniołów i wszystkich ludzi. Wspomniany pogląd jest jednak błędny. Wielkie mnóstwo ludzi wybawione z upadku oraz aniołowie w niebie zawsze będą śmiertelni. Pomimo doskonałości i szczęścia ludzie wciąż będą mieli tę śmiertelną naturę, która po popełnieniu przez nich grzechu poniosłaby śmierć jako zapłatę za grzech. Bezpieczeństwo istnienia wszystkich będzie warunkowe, jak w wypadku Adama. Będzie ono zależało od posłuszeństwa wszechmądremu Bogu, którego sprawiedliwość, miłość, mądrość oraz moc (sprawiająca, że wszystkie rzeczy współdziałają dla dobra tych, którzy Go miłują i służą Mu) zostaną w pełni ukazane wszystkim w oparciu o Jego obecny stosunek do grzechu.

Nigdzie w Piśmie Świętym nie ma stwierdzenia, że aniołowie są nieśmiertelni albo że odrodzona ludzkość będzie nieśmiertelna. Przeciwnie, nieśmiertelność jest przypisana tylko naturze boskiej – pierwotnie tylko Jahwe, następnie naszemu Panu Jezusowi w Jego obecnym stanie wielkiego wywyższenia i ostatecznie – przez obietnicę – Kościołowi, Ciału Chrystusowemu, gdy zostanie z Nim uwielbione – 1 Tym. 6:16; Jan 5:26; 2 Piotra 1:4; 1 Kor. 15:53, 54.

Istnieją dowody nie tylko na to, że nieśmiertelność jest właściwością jedynie boskiej natury, lecz także, iż aniołowie są śmiertelni, gdyż Szatan, który był niegdyś wodzem ich zastępów, <str. 187> ma być zniszczony (Hebr. 2:14). Fakt, że może być zniszczony, dowodzi, iż aniołowie jako klasa są śmiertelni.

Wziąwszy zatem to wszystko pod uwagę, rozumiemy, że kiedy niepoprawni grzesznicy zostaną wytraceni, zarówno nieśmiertelne, jak i śmiertelne istoty będą żyły wiecznie w radości, szczęściu i miłości – pierwsza z tych klas będzie miała naturę nie podlegającą śmierci, mając życie wrodzone, życie w samych sobie (Jan 5:26). Druga klasa będzie posiadać naturę dopuszczającą śmierć, jednak z powodu doskonałości i wiedzy o zjawisku zła oraz o “ogromie grzeszności grzechu” nie da powodu do ukarania jej śmiercią. Ciesząc się aprobatą Boskiego prawa, istoty te przez wieczność całą będą zaopatrywane w pierwiastki potrzebne do podtrzymywania ich w doskonałości i nigdy nie umrą.

Właściwe zrozumienie znaczenia słów śmiertelny i nieśmiertelny oraz ich użycie w Piśmie Świętym niweczy całą podstawę doktryny o wiecznych mękach. Doktryna ta oparta jest na niebiblijnej teorii, iż Bóg stworzył nieśmiertelnego człowieka, który nie może przestać istnieć, a On sam nie może go zniszczyć. Stąd argument, że nie dający się naprawić muszą gdzieś i jakoś żyć, oraz wniosek, że ich wieczność, z powodu braku harmonii z Bogiem, musi być nieszczęśliwa. Lecz Słowo Boże zapewnia nas, że Bóg zapobiegł wiecznie trwającemu grzechowi i grzesznikom. Utwierdza nas ono w przekonaniu, że człowiek jest śmiertelny i że karą za dobrowolny grzech przeciwko światłu i wiedzy nie będzie życie w mękach, lecz wtóra śmierć: “Dusza, która grzeszy, ta umrze”.

“Kimże ty jesteś, że wdajesz się w spór z Bogiem?”
Rzym. 9:20 NB

Niektórzy wyznają źle pojęty pogląd i utrzymują, że sprawiedliwość wymaga, by Bóg nie czynił różnicy w darzeniu względami swoich stworzeń. Jeśli więc wynosi jednego na wysokie stanowisko, to w swej sprawiedliwości powinien tak samo traktować wszystkich, chyba że niektórzy jawnie utracili <str. 188> swoje prawa, a jeśli tak, to sprawiedliwie mogą być wyznaczeni na niższe stanowiska.

Gdyby ta zasada była prawdziwa, wskazywałaby, że Bóg nie miał prawa stworzyć Jezusa wyższym od aniołów, a następnie wywyższyć Go do boskiej natury, chyba że miałby zamiar postąpić tak samo wobec wszystkich aniołów i ludzi. A przeniesienie tej zasady jeszcze dalej znaczyłoby, że wywyższenie niektórych ludzi do uczestnictwa w naturze boskiej zobowiązywałoby ostatecznie Boga do wyniesienia wszystkich ludzi do tego samego stanowiska. Dlaczego nie posunąć się do skrajności i nie zastosować tego samego prawa postępowej przemiany do zwierząt i owadów, uzasadniając to tym, że skoro one wszystkie są Bożymi stworzeniami, to muszą ostatecznie osiągnąć najwyższy poziom istnienia – boską naturę? To jest oczywisty absurd, ale tak samo rozsądny, jak każdy inny wywód oparty na przytoczonej zasadzie, jeżeli się ją przyjmuje.

Prawdopodobnie nikt nie posuwałby tych błędnych przypuszczeń tak daleko. Gdyby była to zasada opierająca się na prostej sprawiedliwości, gdzie powinien być jej koniec, by nadal mogła pozostać sprawiedliwa? Gdyby taki był naprawdę plan Boga, gdzie podziałaby się ta dająca radość rozmaitość wszystkich Jego dzieł? Boski plan nie jest jednak taki. Cała przyroda, ożywiona i nieożywiona, daje dowody chwały i różnorodności Boskiej mocy i mądrości. Więc skoro “niebiosa opowiadają chwałę Bożą, a dzieło rąk jego rozpostarcie oznajmuje” w cudownej różnorodności i pięknie, o ileż lepiej ukażą tę niezrównaną chwałę Jego potęgi, poprzez swą różnorodność, stworzenia inteligentne. To jest nasz wniosek oparty na jasnych naukach Słowa Bożego, rozumie i analogiach występujących w naturze.

Posiadanie właściwego pojęcia o sprawiedliwości jest bardzo ważne. Łaski nie powinno się nigdy traktować jako sprawiedliwie zasłużonej zapłaty. Czyn, którym powoduje prosta sprawiedliwość, nie jest powodem do szczególnej wdzięczności ani nie stanowi żadnego dowodu miłości. Lecz Bóg daje wielkie dowody miłości do swoich stworzeń w nieustannym udzielaniu <str. 189> niezasłużonych łask, które w zamian powinny wywoływać miłość i pochwałę dla Niego.

Bóg miał prawo, jeśliby tego chciał, stworzyć nas na krótki przeciąg czasu, nawet gdybyśmy nigdy nie mieli zgrzeszyć. Na takiej zasadzie stworzył On niektóre z niższych stworzeń. Bóg mógł zezwolić nam na korzystanie z Jego błogosławieństw przez pewien okres, a potem nas zniszczyć, co nie byłoby niesprawiedliwością. W rzeczywistości nawet takie krótkie życie byłoby łaską. To, że w ogóle istniejemy, jest łaską Bożą. O ile większą łaską jest odkupienie, by przywrócić do istnienia już raz utraconego przez grzech! Prócz tego, dzięki łasce Bożej jesteśmy ludźmi, a nie zwierzętami. Tylko łaska Boża sprawiła, że aniołowie mają naturę trochę wyższą niż ludzie. To właśnie z łaski Bożej Pan Jezus oraz Jego Oblubienica stają się uczestnikami boskiej natury. Zatem wszystkie Jego inteligentne stworzenia powinny z wdzięcznością przyjmować to, czego Bóg im udziela. Każde inne nastawienie słusznie zasługuje na potępienie, a jeśli się w nim trwa, zakończy się poniżeniem i zniszczeniem. Człowiek nie ma prawa do aspiracji, by być aniołem, nigdy nie został zaproszony do tego stanu. Żaden anioł nie ma prawa dążyć do natury boskiej, nigdy mu nie proponowanej.

To właśnie pełne pychy pragnienia Szatana spowodowały jego poniżenie i zakończą się zniszczeniem (Izaj. 14:14). “Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (Łuk. 14:11 NB), chociaż niekoniecznie do najwyższego stanowiska.

Częściowo z powodu błędnych wyobrażeń o sprawiedliwości, częściowo z innych powodów, temat o wyborze, tak jak go naucza Pismo Święte, jest powodem licznych dysput i nieporozumień. Niewielu zaprzeczyłoby, iż Pismo Święte uczy o wyborze, ale zasada, na jakiej ten wybór się opiera, jest sprawą bardzo różnie pojmowaną. Jedni utrzymują, że jest to niczym nieuzasadniony, bezwarunkowy wybór, inni natomiast twierdzą, że jest on warunkowy. Sądzimy, iż w każdym z tych poglądów jest pewna miara prawdy. Ze strony Boga jest to wybór dokonywany dla jakiegoś szczególnego celu, stanowiska czy <str. 190> stanu. Bóg upodobał sobie, by niektóre Jego stworzenia były aniołami, niektóre ludźmi, inne zwierzętami, ptakami, owadami itd., by zaś jeszcze inne posiadały taką samą jak On, boską naturę. I mimo że Bóg dokonuje na pewnych warunkach odpowiedniego wyboru wszystkich tych, którym będzie dana boska natura, nie można powiedzieć, że osoby te bardziej niż inne na nią zasługują. Bowiem wyłącznie łaską jest istnienie jakiejkolwiek istoty na danym poziomie.

“A zatem nie zależy to od woli człowieka ani od jego zabiegów, lecz od zmiłowania Bożego” – życzliwości, czyli łaski (Rzym. 9:16 NB). To nie dlatego, że wybrani byli lepsi od innych, Bóg dał im zaproszenie do boskiej natury, pominął On bowiem aniołów, którzy nie zgrzeszyli, a do boskich zaszczytów powołał niektórych odkupionych grzeszników. Bóg ma prawo czynić ze swoją własnością, co Mu się podoba i postanawia korzystać z tego prawa, by doprowadzić do spełnienia swych planów. Zatem jeśli wszystko, co posiadamy, jest przejawem Jego łaski, to “o człowiecze! Kimże ty jesteś, że wdajesz się w spór z Bogiem? Czy powie twór do twórcy: Czemuś mnie takim uczynił? Albo czy garncarz nie ma władzy nad gliną, żeby z tej samej bryły ulepić jedno naczynie kosztowne, a drugie pospolite?” – czyli ku mniejszej chwale (Rzym. 9:20, 21 NB). Wszyscy zostali stworzeni tą samą Boską mocą, jedni do wyższej natury i większych zaszczytów, drudzy do niższej natury i mniejszych zaszczytów.

“Tak mówi Pan, Święty Izraelski i Twórca jego [człowieka]: O przyszłe rzeczy pytajcie mię, a synów moich, i sprawę rąk moich poruczajcie mi. Jam uczynił ziemię, i człowiekam na niej stworzył. Jam jest, którego ręce rozciągnęły niebiosa, a wszystkiemu wojsku ich rozkazuję”. “Tak mówi Pan, który stworzył niebiosa (ten Bóg, który utworzył ziemię, i uczynił ją! który ją utwierdził, nie na próżno stworzył ją, na mieszkanie dla człowieka utworzył ją): Jam Pan, a niemasz żadnego więcej” (Iz. 45:11, 12, 18 BG). Nikt nie ma prawa niczego dyktować Bogu. Jeśli Bóg stworzył ziemię, jeśli uformował ją nie na <str. 191> próżno, ale przygotował ją do zamieszkania przez odrodzonych, doskonałych ludzi, to kim my jesteśmy, że usiłujemy spierać się z Bogiem, mówiąc, iż niesprawiedliwością jest, że nie wszyscy ludzie doznają przemiany natury i nie będą uczestnikami duchowej natury; że nie będą tacy, jak aniołowie albo jak sam Bóg? O wiele właściwsze byłoby pokorne udanie się do Słowa Bożego i “pytanie” o sprawy dotyczące przyszłości, niż wydawanie Bogu “poleceń” i domaganie się, by spełniał nasze pomysły. Panie, strzeż swoich sług przed grzechami zarozumialstwa, niech nie panują nad nami. Wierzymy, że żadne dziecko Boże świadomie nie dyktowałoby niczego Panu, a jednak z jaką łatwością i prawie bezwiednie wielu popełnia ten błąd.

Rodzaj ludzki to dzieci Boże stworzone przez Niego – dzieło Jego rąk – a plan Boga odnoszący się do nich jest jasno pokazany w Jego Słowie. Paweł powiada, że pierwszy człowiek (który był wzorem tego, czym będzie ludzkość, gdy uzyska doskonałość) był z ziemi, ziemski. Jego potomstwo, z wyjątkiem Kościoła Wieku Ewangelii, gdy zmartwychwstanie, nadal będzie ziemskie, ludzkie, przystosowane do warunków ziemskich (1 Kor. 15:38, 44). Dawid oznajmia, że człowiek był stworzony tylko trochę niższym niż aniołowie, ukoronowany chwałą, czcią i zwierzchnictwem (Ps. 8:5-9). Apostoł Piotr, nasz Pan i wszyscy prorocy od początku świata ogłaszali, że rodzaj ludzki odzyska pierwotną doskonałość i znowu będzie miał zwierzchnictwo nad ziemią, jakie miał jego przedstawiciel Adam (Dz. Ap. 3:19-21).

Taki więc jest dział człowieka, jaki Bóg dla niego wybrał. Jak chwalebny jest ów dział! Zamknij na chwilę oczy na nieszczęście i niedolę, degradację i smutek, jakie jeszcze przeważają z powodu grzechu i wyobraź sobie chwałę doskonałej ziemi: Żadna plama grzechu nie niszczy harmonii i pokoju doskonałego społeczeństwa ani żadna gorzka myśl czy nieżyczliwe spojrzenie lub słowo. Miłość tryska z każdego serca i <str. 192> znajduje odzew w każdym sercu. Każdy czyn nosi znamię życzliwości. Chorób już więcej nie będzie ani bólu, ani cierpienia, ani jakichkolwiek oznak skażenia – nawet obawy przed nimi nie będzie. Pomyśl o znanym Ci uosobieniu względnego zdrowia i piękna ludzkich kształtów i rysów, i wiedz, że urok doskonałych ludzi przekroczy najśmielsze marzenia. Wewnętrzna czystość oraz umysłowa i moralna doskonałość zaznaczą się chwałą na każdym promiennym obliczu. Takie będzie społeczeństwo ziemi. Ustanie płacz, a łzy wszystkich pogrążonych w smutku zostaną otarte, kiedy dzieło zmartwychwstania będzie w pełni urzeczywistnione (Obj. 21:4).

Ta zmiana dotyczyć będzie wyłącznie społeczności ludzkiej. Pamiętajmy, że ziemia, która była stworzona “na mieszkanie” dla tego rodzaju istot, będzie dla nich odpowiednim i przyjemnym miejscem, co było zobrazowane w rajskim ogrodzie Eden, w którym przebywał pierwszy przedstawiciel ludzkości. Raj zostanie przywrócony. Ziemia nie będzie już więcej rodzić cierni i ostów – nie będzie wymagać pracy w pocie czoła, w celu zdobycia chleba – lecz “wyda ziemia [z łatwością i w sposób naturalny] urodzaj swój”. “Pustynia zakwitnie jak róża”. Niższe stworzenia zwierzęce będą doskonałymi, chętnymi i posłusznymi sługami. Natura w całej swej sympatycznej różnorodności będzie z każdej strony pobudzać człowieka do poszukiwania i poznawania chwały, mocy i miłości Boga, a umysł i serce odnajdą w Nim radość. Powszechne dzisiaj, niespokojne pragnienie czegoś nowego jest nienaturalne, nienormalne, spowodowane niedoskonałością oraz niezadowalającym otoczeniem. Niespokojne pożądanie czegoś nowego nie jest cechą podobieństwa do Boga. Dla Boga przeważnie wszystko jest stare i cieszy się On najbardziej z tych rzeczy, które są stare i doskonałe. Tak też będzie z człowiekiem, gdy stanie się znów obrazem Boga. Doskonały człowiek nie będzie znał ani w pełni oceniał, a tym samym nie będzie <str. 193> pragnął, chwały duchowych istot, z powodu różnicy natur, tak jak ryby i ptaki z tych samych względów są zadowolone ze swoich natur i warunków, w jakich żyją. Człowiek tak będzie pochłonięty i oczarowany otaczającą go chwałą ziemskiego bytu, że nie będzie pragnął ani przedkładał innej natury czy warunków ponad posiadane. Obecne doświadczenia Kościoła są tego dobrą ilustracją. “Jak trudno” będzie wejść do Królestwa Bożego tym, którzy posiadają wiele dóbr tego świata. Te nieliczne dobra, jakie ludzie posiadają w obecnych czasach panowania zła i śmierci, tak zniewalają ludzką naturę, iż potrzebna jest nam szczególna pomoc od Boga, aby wzrok i cel opierać niewzruszenie na duchowych obietnicach.

Kościół chrześcijański, Ciało Chrystusa, jest wyjątkiem w ogólnym planie Boga dotyczącym ludzkości. Wynika to z oświadczenia, iż jego wybór był postanowiony w Boskim planie przed założeniem świata (Efez. 1:4, 5). Bóg nie tylko przewidział wówczas, że ludzkość popadnie w grzech, ale zaplanował też usprawiedliwienie, uświęcenie i uwielbienie Kościoła. Jego członkowie podczas Wieku Ewangelii zostali powołani ze świata, aby upodobnić się do obrazu Syna Bożego i aby w Królestwie Tysiąclecia, jako uczestnicy boskiej natury i współdziedzice Jezusa Chrystusa, działać na rzecz ustanowienia powszechnej sprawiedliwości i pokoju (Rzym. 8:28-31).

Wynika z tego, że wybór Kościoła był z góry postanowiony przez Boga. Zwróćmy jednak uwagę, że nie jest to bezwarunkowy wybór indywidualnych członków Kościoła. Przed założeniem świata Bóg zadecydował, że takie grono zostanie wyselekcjonowane w takim celu i w określonym czasie – Wieku Ewangelii. Nie wątpimy, iż Bóg mógł przewidzieć działanie każdego członka Kościoła. Mógł przewidzieć, kto będzie godny tego stanowiska, i ustalić poszczególnych członków Maluczkiego Stadka”. Ale Boskie Słowo nie przedstawia w ten sposób nauki o wyborze. Apostoł nie usiłuje nam wszczepić myśli o <str. 194> przeznaczeniu jednostek, ale klasy. Klasa bowiem miała spełnić cel Boga zajmując zaszczytne stanowisko. Jej wybór miał zależeć od spełnienia warunków polegających na znoszeniu surowych prób wiary, posłuszeństwie i ofiarowaniu ziemskich przywilejów aż do śmierci. Zatem jednostki owej uprzednio określonej klasy są wybierane, czyli przyjmowane do udziału we wszystkich błogosławieństwach i korzyściach przeznaczonych przez Boga dla tej klasy w wyniku indywidualnej próby, osobistego “zwyciężania”.

Wyraz “uwielbił” z Rzym. 8:30 jest tłumaczeniem greckiego słowa doksazo i znaczy zaszczycił. Kościół jest wybierany do zajęcia bardzo zaszczytnego stanowiska. Żaden człowiek nie mógłby pomyśleć o dążeniu do tak wielkiego zaszczytu. Sam Pan Jezus został najpierw zaproszony, zanim zaczął ubiegać się o ten zaszczyt, jak czytamy: “Tak i Chrystus nie sam sobie tej czci [doksazo – zaszczytu] przywłaszczył, aby się stał najwyższym kapłanem, ale ten, który mu rzekł: Syn mój jesteś ty, jam cię dziś spłodził”. W taki sposób Ojciec Niebiański zaszczycił naszego Pana Jezusa. Wszyscy członkowie wybranego Ciała, którzy mają być współdziedzicami z Jezusem, w taki sam sposób zostaną zaszczyceni łaską Jahwe. Członkowie Kościoła, podobnie jak ich Głowa, doznają początku tego zaszczytu, gdy zostają spłodzeni przez Boga do duchowej natury przez Słowo Prawdy (Jak. 1:18). Do tego zaszczytnego stanowiska będą w pełni doprowadzeni wtedy, kiedy narodzą się z ducha jako duchowe istoty – w podobieństwie zaszczyconej Głowy. Ci, których Bóg w ten sposób zaszczyci, muszą być doskonali i czyści. A ponieważ my przez dziedziczenie byliśmy grzesznikami, Bóg nie tylko nas powołał, czyli zaprosił do tego zaszczytu, lecz również przygotował usprawiedliwienie z grzechu przez śmierć swego Syna, aby umożliwić nam otrzymanie tego zaszczytu, do którego nas powołuje. <str. 195>

Wybierając Maluczkie Stadko Bóg przeprowadza ogólne powołanie – “wielu jest powołanych”. Nie wszyscy są powołani. Powołanie w czasie misji naszego Pana ograniczało się do Izraela według ciała, ale obecnie słudzy Boży mają nakłaniać, namawiać (ale nie zmuszać) wszystkich spotykanych ludzi (Łuk. 14:23) do wzięcia udziału w tej szczególnej uczcie łaski. Jednak nie wszyscy z tych, którzy usłyszą zaproszenie i przychodzą, są godni. Zostały przygotowane szaty weselne (przypisana sprawiedliwość Chrystusa), ale niektórzy nie chcą ich założyć, muszą więc być odrzuceni. I nawet spomiędzy tych, którzy zakładają szaty usprawiedliwienia, dostępują zaszczytu spłodzenia do duchowej natury, nie wszyscy uczynią swe powołanie i wybranie pewnym przez wierne trwanie w przymierzu. O tych, którzy okazali się godni pojawienia się z Barankiem w chwale mówi Księga Objawienia: “powołani i wybrani, i wierni” (14:1; 17:14 BG).

To powołanie jest prawdziwe. Decyzja Boga w sprawie wyboru i wywyższenia Kościoła jest niezmienna, lecz przynależność do tej wybranej klasy jest warunkowa. Wszyscy, którzy chcieliby uczestniczyć w przeznaczonych zaszczytach, muszą spełnić warunki powołania. “Tak długo, jak jeszcze obietnica wejścia do spoczynku jego trwa, żyjmy w bojaźni, aby nikt z was nie okazał się opieszały” (Hebr. 4:1 NTK). Wielka łaska nie zależy od tego, kto chce ani od tego, kto się ubiega, ale jest dla tego, kto chce i dla tego, kto się ubiega, gdy zostaje powołany.

Wierzymy, iż jasno dowiedliśmy Bożego absolutnego prawa i zamiaru czynienia ze swoją własnością tego, co zechce. Zwracamy uwagę na fakt, że zasada, według której Bóg obdarza swoimi łaskami, to zasada powszechnego dobra wszystkich.

Natury ludzka i duchowa są odrębne i różne; połączenie dwóch natur nie jest zamierzone przez Boga, gdyż stanowiłoby niedoskonałość; przemiana z jednej natury w drugą nie jest zasadą, ale wyjątkiem jedynie w wypadku CHRYSTUSA. Gdy uznamy te rzeczy za fakty dowiedzione w oparciu o autorytet Pisma <str. 196> Świętego, to staje się sprawą bardzo interesującą, jak ta przemiana się dokonuje, na jakich warunkach może być osiągnięta i w jaki sposób będzie zakończona.

Warunki, na mocy których Kościół może być wywyższony ze swym Panem do boskiej natury (2 Piotra 1:4), są dokładnie takie same jak te, na podstawie których otrzymał ją Pan. To oznacza chodzenie Jego śladami (1 Piotra 2:21), stawianie siebie żywą ofiarą, jak On to czynił, a następnie wierne wypełnianie ślubu poświęcenia aż do zakończenia się ofiary w śmierci. Przemiana natury z ludzkiej na duchową stanowi nagrodę dla tych, którzy w Wieku Ewangelii, tak jak Pan, ofiarowują aż do śmierci ludzką naturę ze wszystkimi jej korzyściami, nadziejami i celami, obecnymi i przyszłymi. Przy zmartwychwstaniu nie będą oni mieli udziału wraz z całą ludzkością w błogosławionym powrocie do ludzkiej doskonałości i we wszystkich towarzyszących temu błogosławieństwach, ale obudzą się, aby uczestniczyć w podobieństwie, chwale i radości Pana jako uczestnicy boskiej natury razem z Nim (Rzym. 8:17; 2 Tym. 2:12).

Zapoczątkowanie i rozwój nowej natury są przyrównane do początku i rozwoju ludzkiego życia. Tak w jednym, jak i w drugim wypadku, najpierw następuje spłodzenie, a potem narodzenie. O świętych jest powiedziane, że Bóg spłodził ich przez Słowo Prawdy (1 Piotra 1:3; 1 Jana 5:18; Jak. 1:18). Pierwszy impuls duchowego życia otrzymują zatem od Boga przez Jego Słowo. Będąc usprawiedliwieni darmo przez wiarę w okup, słyszą wezwanie “stawiajcie ciała wasze ofiarą żywą, świętą [odkupione i usprawiedliwione i dlatego ofiarą], przyjemną Bogu, to jest, rozumną służbę waszą” (Rzym. 12:1 BG). Kiedy posłuszni temu wezwaniu zupełnie poświęcają Bogu swoją usprawiedliwioną ludzką naturę jako żywą ofiarę, w ścisłym związku z ofiarą Jezusa, ich ofiara zostaje przyjęta przez Boga. I tym właśnie aktem rozpoczyna się ich duchowe życie. Takie osoby myślą i działają natychmiast zgodnie z nakazem nowego [przemienionego] <str. 197> umysłu, skore nawet do ukrzyżowania swych wszystkich ludzkich pragnień. Od chwili poświęcenia są uznawani przez Boga za “Nowe Stworzenia”.

Dla tych “Nowych Stworzeń” w stadium zarodkowym stare rzeczy [ludzkie pragnienia, nadzieje, plany, itp.] przemijają, a wszystkie rzeczy stają się nowymi. Te zarodki “Nowych Stworzeń” kontynuują wzrost i rozwój w miarę jak stara ludzka natura z jej nadziejami, dążeniami i pragnieniami jest krzyżowana. Obydwa procesy przebiegają jednocześnie, począwszy od czasu poświęcenia się, a skończywszy na chwili śmierci natury ludzkiej, a narodzenia się duchowej. W miarę jak duch Boży przez Słowo Boże odkrywa coraz bardziej Boży plan, Bóg ożywia nawet nasze śmiertelne ciała (Rzym. 8:11) i czyni je zdolnymi do służenia Bogu. Lecz we właściwym czasie będziemy mieli nowe ciała, duchowe, niebiańskie, przystosowane pod każdym względem do nowego, boskiego umysłu.

Narodzenie “Nowego Stworzenia” następuje z chwilą zmartwychwstania (Kol. 1:18), a zmartwychwstanie tej klasy jest określone jako pierwsze (najlepsze) zmartwychwstanie (Obj. 20:6). Powinno się pamiętać, że do czasu zmartwychwstania nie jesteśmy rzeczywistymi duchowymi istotami, chociaż od chwili otrzymania ducha przysposobienia synowskiego jesteśmy za takowe uważani (Rzym. 8:23-25; Efez. 1:13; Rzym. 6:10, 11). Kiedy już rzeczywiście staniemy się duchowymi istotami, to znaczy gdy się narodzimy z ducha, nie będziemy już dłużej istotami cielesnymi, bo “co się narodziło z ducha, duchem jest”.

Narodziny do duchowej natury w chwili zmartwychwstania muszą być poprzedzone spłodzeniem z ducha, które następuje w momencie poświęcenia się, tak jak narodziny z ciała są, rzecz jasna, poprzedzone spłodzeniem z ciała. Wszyscy, którzy rodzą się z ciała na podobieństwo pierwszego Adama, ziemskiego, najpierw byli spłodzeni z ciała. Niektórzy zostali ponownie spłodzeni, ale z ducha Bożego, poprzez Słowo Prawdy, aby we właściwym czasie mogli narodzić się z ducha na podobieństwo <str. 198> niebiańskich istot, w pierwszym zmartwychwstaniu: “Przeto jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak będziemy [Kościół] też nosili obraz niebieskiego” – jeśli nie odpadniemy – 1 Kor. 15:49 NB; Hebr. 6:6.

Przyjęcie niebiańskiego wezwania i posłuszne poświęcenie się temu wezwaniu następuje w jednej szczególnej chwili. Jednak doprowadzenie każdej myśli do harmonii z umysłem Boga jest pracą stopniową, stopniowym przybliżaniem do nieba tego, co w sposób naturalny skłania się ku ziemi. Apostoł nazywa ten proces dziełem przemiany, mówiąc tak: “A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie [do niebieskiej natury] przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe” – Rzym. 12:2 NB.

Zauważmy, że te słowa apostoła nie są skierowane do niewierzącego świata, ale do tych, których uznaje on za braci, na co wskazuje poprzedni werset: “Proszę was tedy, bracia (...), abyście stawiali ciała wasze ofiarą żywą, świętą, przyjemną Bogu”(BG).

Panuje powszechne mniemanie, że gdy jakiś człowiek nawróci się, czyli odwróci się od grzechu do sprawiedliwości i ze stanu niewiary oraz opozycji wobec Boga do polegania na Nim, to dokonuje się owa przemiana, o której mówi Paweł. Rzeczywiście, jest to wielka zmiana, pewna przemiana, lecz nie ta przemiana, o której mówi tutaj Paweł. Jest to przemiana charakteru, podczas gdy Paweł mówi o przemianie natury obiecanej na pewnych warunkach wierzącym Wieku Ewangelii. Zachęca on tu wierzących do wypełniania tych warunków. Gdyby wspomniana przemiana charakteru już nie nastąpiła u tych, do których się zwracał, nie mógłby nazwać ich braćmi; braćmi którzy mieli do złożenia w ofierze coś “świętego i przyjemnego Bogu”. Tylko bowiem ci, którzy są usprawiedliwieni przez wiarę w okup, są uważani za świętych i przyjemnych <str. 199> przed obliczem Bożym. Przemiana natury jest dla tych, którzy w Wieku Ewangelii składają swoje usprawiedliwione człowieczeństwo jako ofiarę żywą, tak jak to uczynił Jezus, ofiarowując swoje doskonałe człowieczeństwo i rezygnując z wszelkich praw oraz roszczeń do przyszłej ludzkiej egzystencji, jak również ignorując obecne ludzkie korzyści, przywileje, prawa itd. Pierwszą rzeczą, jaką należy ofiarować jest ludzka wola. Od tego czasu nie możemy kierować się własną wolą ani wolą innego człowieka, lecz tylko Boską. Boska wola staje się naszą wolą, a ludzką wolę, która ma być zlekceważona i ofiarowana, uważamy nie za naszą, ale za wolę kogoś innego. Gdy Boska wola staje się naszą wolą, zaczynamy myśleć, rozumować i osądzać rzeczy z Boskiego punktu widzenia. Plan Boży staje się naszym planem i Boskie sposoby postępowania stają się naszymi sposobami postępowania. Nikt, kto w dobrej wierze nie ofiarował samego siebie i w konsekwencji nie doznał przemiany, nie może w pełni zrozumieć jej procesu. Pierwotnie mogliśmy korzystać ze wszystkiego, co nie było faktycznie grzeszne, bowiem świat i jego wszystkie dobre rzeczy zostały stworzone dla przyjemności człowieka. Jedyną trudność stanowiło ujarzmienie grzesznych skłonności. Poświęceni, czyli przeobrażeni, prócz wysiłku podejmowanego w celu ujarzmienia grzechu, muszą ofiarować obecne dobre rzeczy i poświęcić swoją energię na służbę Bogu. Te osoby wierne w służbie i ofiarowaniu będą każdego dnia rzeczywiście zdawały sobie sprawę z faktu, że ten świat nie jest miejscem ich odpoczynku oraz że nie mają tutaj “miasta trwałego”, a ich serca i nadzieje będą się zwracać do “odpocznienia, jakie pozostaje dla ludu Bożego”. Ta błogosławiona nadzieja ożywi ich i natchnie do trwania w ofierze.

W ten sposób umysł jest odnawiany, czyli przemieniany przez poświęcenie, a pragnienia, nadzieje i dążenia zaczynają wznosić się w kierunku obiecanych, duchowych i niewidzialnych <str. 200> rzeczy, podczas gdy ludzkie nadzieje umierają. Ci, którzy w taki sposób są przemieniani, przechodząc ten proces zmian, są uważani za “Nowe Stworzenia” spłodzone przez Boga i proporcjonalnie do tych zmian – za uczestników boskiej natury. Zauważmy dobrze różnicę między tymi “Nowymi Stworzeniami” a wierzącymi nazywanymi “braćmi”, którzy są tylko usprawiedliwieni. Należący do ostatniej klasy są nadal z ziemi, ziemscy, i prócz grzesznych pragnień ich nadzieje, ambicje i dążenia są takie, jakie mają być w pełni zaspokojone w okresie obiecanej restytucji wszystkich rzeczy. Natomiast ci pierwsi nie należą do tego świata, tak jak Chrystus nie jest z tego świata, a ich nadzieje koncentrują się na rzeczach niewidzialnych, gdzie Chrystus siedzi po prawicy Boga. Perspektywa ziemskiej chwały bardzo zachwyca człowieka, ale nie będzie dłużej zadowalać spłodzonych do tej niebiańskiej nadziei, tych, którzy rozumieją chwałę niebiańskich obietnic i którzy doceniają tę część, jaka została im wyznaczona w Bożym planie. Ów nowy boski umysł jest zadatkiem naszego dziedzictwa, zupełnej duchowej natury – umysłu i ciała. Niektórzy mogą być nieco zaskoczeni wyrażeniem: boskie ciało, ale wiemy, że Jezus jest teraz wiernym obrazem swego Ojca i że zwycięzcy będą podobni do Niego: “będziemy do niego podobni, gdyż ujrzymy go takim, jakim jest”(1 Jana 3:2 NB). “Jest ciało cielesne [ludzkie], jest też ciało duchowe” (1 Kor. 15:44). Nie możemy wyobrazić sobie ani naszego Niebiańskiego Ojca, ani naszego Pana Jezusa wyłącznie jako wielkie umysły bez ciała. Posiadają oni chwalebne duchowe ciała, chociaż dotąd nie zostało objawione, jak wielka jest ta chwała, i nie będzie objawione, dopóki nie staniemy się uczestnikami boskiej natury.

Mimo że przemiana umysłu ludzkiego w duchowy jest pracą stopniową, przemiana ciała z ludzkiego w duchowe nie będzie stopniowa, lecz natychmiastowa (1 Kor. 15:52). Teraz, jak mówi Paweł, mamy ten skarb (umysł właściwy dla boskiej natury) w naczyniach glinianych, ale w czasie właściwym ów skarb <str. 201> znajdzie się w chwalebnym naczyniu, stosownym dla niego – w ciele duchowym.

Zrozumieliśmy, że ludzka natura jest podobieństwem duchowej (1 Mojż. 5:1). Na przykład Bóg ma wolę, mają ją też ludzie i aniołowie. Bóg posiada zdolność rozumowania i zapamiętywania, to samo posiadają Jego inteligentne stworzenia – aniołowie i ludzie. Charakter procesów umysłowych u wszystkich jest ten sam. Dysponując tymi samymi informacjami do rozważenia w podobnych warunkach, te różne natury są w stanie dojść do tych samych wniosków. Chociaż zdolności umysłowe natury boskiej, anielskiej i ludzkiej są podobne, wiemy jednak, że natury duchowe posiadają władze przekraczające ludzkie; władze, które, jak sądzimy, nie wynikają z różnych zdolności, ale z szerszego zasięgu tych samych zdolności i różnych okoliczności, w jakich działają. Ludzka natura jest doskonałym ziemskim obrazem duchowej. Posiada takie same, lecz ograniczone do ziemskiej sfery władze, z możliwościami i zdolnościami dostrzegania poza własną sferą tylko tego, co Bóg uzna za słuszne objawić dla dobra i szczęścia człowieka.

Najwyższą duchową naturą jest natura boska. Jak niezmierzona jest odległość pomiędzy Bogiem i Jego stworzeniami! Możemy mieć zaledwie słabe wyobrażenie chwały Boskiej mądrości, mocy i dobroci, które, przesuwając się przed nami jak w kalejdoskopie, pozwalają nam dostrzec niektóre z Jego potężnych dzieł. Możemy jednak ocenić i pojąć chwałę doskonałej ludzkiej natury.

Rozumiejąc jasno te rzeczy, jesteśmy w stanie pojąć, w jaki sposób przebiega przemiana z natury ludzkiej w duchową, mianowicie staje się to przez przeniesienie tych samych władz umysłowych do wyższego stanu. Gdy zostaniemy przyobleczeni w niebiańskie ciała, otrzymamy odpowiednie dla tej natury duchowe zdolności; otrzymamy właściwy dla niej zasięg myśli i mocy. <str. 202>

Przemiana, czyli przekształcenie umysłu z ziemskiego w niebiański, jakiej poświęceni doświadczają tutaj, jest początkiem przemiany natury. Nie jest to przemiana mózgu ani cud powodujący jego odmienne działanie. Zmienia się wola i skłonność umysłu. Nasza wola i uczucia określają naszą indywidualność. Zatem, doznajemy przemiany i jesteśmy uważani za faktycznie należących do niebiańskiej natury, gdy nasza wola i uczucia doznają takiej przemiany. Można by rzec, iż początek jest nieznaczny, ale spłodzenie, z definicji, jest zawsze tylko nieznacznym początkiem. Stanowi ono jednak zadatek, zapewnienie, że dzieło będzie ukończone – Efez. 1:13, 14.

Niektórzy pytają, czy poznamy siebie, gdy będziemy przemienieni? Skąd będziemy wiedzieli, że jesteśmy tymi samymi istotami, które żyły, cierpiały i poświęcały się po to, by zostać uczestnikami tej chwały? Czy my będziemy tymi samymi, świadomymi wszystkiego istotami? Z całą pewnością tak. Jeśli umarliśmy z Chrystusem, z Nim też będziemy żyli (Rzym. 6:8). Przemiana, jaka codziennie dokonuje się w naszych ziemskich ciałach, nie powoduje zapomnienia przez nas przeszłości lub utraty tożsamości*.

* Nasze ludzkie ciała stale doznają przemiany. Nauka dowodzi, że co siedem lat atomy, z których składa się nasze ciało, ulegają zupełnej wymianie. Tak więc obiecana przemiana z ludzkich w duchowe ciała nie zniszczy ani naszej pamięci, ani tożsamości, ale zwiększy ich zdolności i zakres. Ten sam boski umysł, który obecnie rozwija się w nas, ta sama pamięć, te same zdolności rozumowania itd., wówczas rozszerzą się do niezmierzonych wysokości i głębokości w harmonii z ich nowymi duchowymi ciałami. Pamięć będzie zdolna pójść śladem naszej przeszłości od wczesnego dzieciństwa, a my będziemy w stanie przez kontrast w pełni zdać sobie sprawę z chwalebnej nagrody za naszą ofiarę. To jednak nie mogłoby nastąpić, gdyby natura ludzka nie była obrazem duchowej.

Te rozważania mogą też pomóc nam w zrozumieniu, w jaki sposób Syn – gdy zamienił duchowe warunki na ludzkie, przyjął ludzką naturę i ziemskie ograniczenia – mógł być człowiekiem. Mimo iż był On tą samą istotą w obu wypadkach, to w pierwszych warunkach był istotą duchową, a w drugich ludzką. <str. 203> Obie wspomniane natury są odrębne i różne, a jednak jest między nimi podobieństwo. Dlatego, że te same zdolności umysłowe (pamięć itp.) są wspólne dla obu natur, Jezus mógł zdawać sobie sprawę ze swej wcześniejszej chwały, zanim stał się człowiekiem, z chwały której nie miał jako człowiek. Potwierdzają to słowa: “A teraz ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał” (Jan 17:5 NB) – chwałą duchowej natury. Obecne wywyższenie do najwyższej z duchowych natur, natury boskiej, jest więcej niż odpowiedzią na tę modlitwę.

Nawiązując ponownie do słów apostoła Pawła, zauważamy, że nie powiedział on: nie upodabniajcie samych siebie do tego świata, ale przemieńcie samych siebie na Boskie podobieństwo, lecz powiedział: “Nie bądźcie przypodobywani (...) ale bądźcie przemienieni”1. Takie wyrażenie jest poprawne, bo my ani się nie przystosowujemy, ani nie przemieniamy sami. Natomiast poddajemy się upodobniającemu działaniu światowych wpływów i ducha tego świata, albo poddajemy się woli Bożej, owej świętej woli, czyli duchowi, który przemienia nas przez niebiański wpływ wywierany za pośrednictwem Słowa Bożego. Wy, którzy jesteście poświęceni, jakim wpływom jesteście poddani? Owe przemieniające wpływy prowadzą do złożenia ofiary i cierpienia, lecz koniec jest chwalebny. Jeżeli rozwijacie się pod tymi przekształcającymi wpływami, poznajecie każdego dnia, jaka jest dobra, przyjemna i doskonała wola Boża.

1. Wg. angielskiej Biblii KJ.

Niech więc ci, którzy wszystko położyli na ołtarzu ofiary, ciągle pamiętają, że chociaż Słowo Boże zawiera zarówno ziemskie jak i niebieskie obietnice, do nas należą tylko te ostatnie. Nasz skarb jest w niebie. Niech i nasze serca będą tam zawsze. Powołanie nas znaczy powołanie nie tylko do natury duchowej, ale do najwyższej z duchowych, natury boskiej, “zacniejszej nad anioły” (1 Piotra 1:4; Hebr. 1:4 BG). Niebiańskie powołanie jest ograniczone do Wieku Ewangelii. Nigdy przedtem nie istniało, a ustanie wraz z jego końcem. Ziemskie powołanie, choć niedostatecznie zrozumiane, istniało przed niebiańskim i mamy informacje, że będzie kontynuowane po <str. 204> Wieku Ewangelii. Życie [dla odrodzonych istot ludzkich] i nieśmiertelność [nagroda, po którą biegną członkowie Ciała Chrystusowego] zostały “wywiedzione na jaśnię” w obecnym wieku (2 Tym. 1:10). Obie natury, zarówno ludzka, jak i duchowa, będą chwalebne w swej doskonałości, a jednak różne i odrębne. Wspaniała różnorodność stanowić będzie znamienną cechę chwały dokończonego dzieła Bożego. Zapanuje cudowna harmonia wszystkich rzeczy, ożywionych i nieożywionych, harmonia jednych z drugimi i z Bogiem.

 

Kościół Boży

Powstań Syjonie, w pieśniach ogłaszaj

Wieczystą, pełną radość swą.

Bóg bowiem niszczy wrogów naszych,

Więc chwal wiecznego Boga wciąż.

Kościele Boży, zbudź się! zbudź!

Na niebie jasny promień błyska;

I ziemski proch ze szat swych zrzuć,

Nadejście twojej chwały blisko.

By cię nad ziemski padół wznieść,

Swej mocy Bóg użyje wszystkiej,

Zamieni smutek w jasny śmiech,

A w radość zmieni łzy rzęsiste.

Gdy w strój światłości się ubierzesz,

Na którym lśni twa czystość wieczna,

Król twój ci drogę sam wybierze,

Co święta, pewna i bezpieczna. <str. 205>

WYKŁAD XI

TRZY DROGI: SZEROKA, WĄSKA, GOŚCINIEC

Szeroka droga do zagłady – Wąska droga do życia – Co to jest życie? – Boska natura – Związek między naturą boską a ludzką – Nagroda na końcu wąskiej drogi – Wysokie powołanie ograniczone do Wieku Ewangelii – Trudy i niebezpieczeństwa wąskiej drogi – Gościniec świątobliwości

“PRZESTRONNA jest brama zatracenia i szeroka droga, która na nie wiedzie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże wąska jest droga żywota! Jak trudna jest droga, która doń prowadzi! I jak niewielu jest tych, którzy ją znajdują” – Mat. 7:13, 14 Emphatic Diaglott.

“I będzie tam droga bita, nazwana Drogą Świętą. Nie będzie nią chodził nieczysty; będzie ona tylko dla jego pielgrzymów. Nawet głupi na niej nie zbłądzi. Nie będzie tam lwa i zwierz drapieżny nie będzie po niej chodził, tam się go nie spotka. Lecz pójdą nią wybawieni” – Izaj. 35:8, 9 NB.

W taki sposób Pismo Święte zwraca naszą uwagę na trzy drogi: “szeroką drogę”, “wąską drogę”, i “bitą świętą drogę1”.

1. W Izaj. 35:8, słowo przetłumaczone w NB na “droga bita” ma znaczenie drogi publicznej, drogi powszechnego użytku, gościńca. Dlatego w tym rozdziale “droga bita, święta” będzie nazywana “gościńcem świątobliwości”, zgodnie z terminologią autora i angielską Biblią KJ.

Szeroka droga prowadząca na zatracenie

Droga ta została tak nazwana, ponieważ jest najłatwiejsza dla zdegenerowanej ludzkości. Sześć tysięcy lat temu Adam, jako grzesznik (i cały ludzki ród reprezentowany w nim), został skazany na zniszczenie. Wszedł na tę drogę i po dziewięćset trzydziestu latach osiągnął jej koniec – zniszczenie. Z upływem lat i stuleci ten szlak skierowany w dół stawał się coraz bardziej gładki, a ludzkość coraz szybciej podążała nim ku zniszczeniu. Droga ta, pokryta grzechem, codziennie staje się coraz bardziej <str. 206> szklista, gładka i śliska. Nie dość, że staje się coraz bardziej śliska, to ludzkość z każdym dniem traci coraz bardziej umiejętność utrzymywania się na niej; i tak przeciętna długość ludzkiego życia wynosi dzisiaj około trzydziestu pięciu lat. Ludzie osiągają koniec tej drogi, czyli zniszczenie, o dziewięćset lat prędzej niż pierwszy człowiek.

Przez sześć tysięcy lat ród ludzki stale szedł szeroką, pochyłą drogą. Stosunkowo niewielu usiłowało zmienić swoje postępowanie i zawrócić z tej drogi. W rzeczywistości zawrócenie do punktu wyjścia i osiągnięcie pierwotnej doskonałości jest niemożliwe, mimo że wysiłki niektórych w tym kierunku były godne pochwały i nie pozostawały bez korzystnych rezultatów. Przez sześć tysięcy lat grzech i śmierć bezlitośnie panowały nad ludzkością popychając ją na tę szeroką drogę prowadzącą do zniszczenia. Dopiero w Wieku Ewangelii została wywiedziona na jaśnię droga ucieczki. W latach poprzedzających ten wiek promienie nadziei były niewyraźne, dostrzegalne w figurach i w cieniach. Tylko jednostki przyjęły je z radością i postępowały zgodnie z tą nadzieją. Życie i nieśmiertelność zostały wywiedzione na jaśnię dopiero wtedy, gdy pojawił się nasz Pan i Zbawca, Jezus Chrystus i gdy apostołowie ogłosili radosną nowinę o zmartwychwstaniu z zagłady (2 Tym. 1:10), jakie jest możliwe przez odkupienie i odpuszczenie grzechów. Nauki Jezusa i apostołów wywodzą na jaśnię życie – restytucję, czyli powrót całej ludzkości do pierwotnego stanu życia – życia opartego na zasłudze i ofierze Odkupiciela. Ukazywali oni, że właśnie te rzeczy stanowiły główne znaczenie licznych symbolów Starego Testamentu. Wywiedli też na światło nieśmiertelność jako nagrodę wysokiego powołania Kościoła Wieku Ewangelii.

Mimo, że sposób ucieczki z szerokiej drogi zatracenia został wywiedziony na jaśnię przez Ewangelię, ogromne rzesze ludzkiej społeczności, z powodu zaślepienia przez Przeciwnika i deprawacji spowodowanej grzechem, nie zwracają uwagi na radosną nowinę. Natomiast tym, którzy teraz z wdzięcznością przyjmują obietnicę życia, przywrócenia ludzkiej egzystencji do <str. 207> pierwotnego stanu przez Chrystusa, wskazana jest nowa droga. Została ona otwarta, i poświęceni wierzący mogą podążać nią poza ludzką naturę i doznać przemiany do natury wyższej, duchowej. Tę nową drogę, “którą nam poświęcił” jako królewskiemu kapłaństwu (Hebr. 10:20 BG) nasz Pan nazwał

“Wąską drogą, która prowadzi do żywota”.

Nasz Mistrz powiada, że właśnie z powodu wąskości tej drogi wielu woli pozostać na szerokiej drodze wiodącej do zniszczenia. “A ciasna [trudna] jest brama, i wąska droga, która prowadzi do żywota; a mało jest tych, którzy ją znajdują”.

Zanim zastanowimy się nad tą drogą oraz jej niebezpieczeństwami i trudnościami, spójrzmy na koniec, do którego prowadzi – życie. Dowiedzieliśmy się już, że życiem można się cieszyć na różnych poziomach bytu, wyższych oraz niższych od ludzkiego. Słowo “życie” jest terminem o szerokim znaczeniu, ale nasz Pan użył go tu w odniesieniu do najwyższej formy życia, do boskiej natury, nieśmiertelności i zaprasza nas do biegu po tę nagrodę. Czym jest życie? Zdajemy sobie sprawę nie tylko z jego istnienia w nas, lecz dostrzegamy je też w niższych zwierzętach, a nawet w roślinności. Wiemy o istnieniu życia w wyższych formach – anielskiej i boskiej. Jak zdefiniujemy to pojęcie o tak rozległym znaczeniu?

Choć być może, nie będziemy w stanie odkryć tajemniczych źródeł życia, możemy bezpiecznie przyjąć, że Boska Istota, Jahwe, jest wielkim źródłem wszelkiego życia, z którego są zaopatrywane wszystkie inne źródła. Wszystko, co żyje pochodzi od Boga i od Niego zależy. Życie bądź w Bogu, bądź w Jego stworzeniach, jest takie samo: jest to ożywiająca siła, a nie substancja. Jest to energia będąca częścią natury Boga, która w odniesieniu do Jego stworzeń istnieje jako skutek ustanowionych przez Boga przyczyn i z tego powodu jest On przyczyną, autorem albo źródłem życia. Zatem stworzenie w żadnym sensie nie jest częścią istoty ani natury Stwórcy, ani jego potomkiem, jak to sobie niektórzy wyobrażają, ale jest dziełem Jego rąk, w które to dzieło Bóg tchnął życie. <str. 208>

Uznając fakt, że właściwością wyłącznie boskiej natury jest życie niezależne, nieograniczone i niewyczerpane, życie nigdy nie przerwane, nie wytworzone, ani nie uwarunkowane przez okoliczności, rozumiemy, iż Jahwe z konieczności stoi ponad fizycznymi prawami i środkami, które przygotował w celu podtrzymywania egzystencji swoich stworzeń. Ta właśnie cecha należy jedynie do boskiej natury i jest określona słowem nieśmiertelność. Poprzedni rozdział wyjaśniał, że nieśmiertelny znaczy odporny na śmierć, a tym samym na choroby i bóle. Właściwie słowo nieśmiertelność może być używane jako synonim słowa boskość. Z boskiego, nieśmiertelnego źródła pochodzi wszelkie życie i błogosławieństwo, każdy dobry i doskonały dar, tak jak Ziemia czerpie światło i energię ze Słońca.

Słońce jest wielkim źródłem światła dla Ziemi, źródłem oświetlającym wszystkie rzeczy, powołującym do istnienia różnorodność kolorów i cienie odpowiednio do rodzaju przedmiotów, które oświetla. To samo światło słoneczne, padając na diament, cegłę i różne rodzaje szkła daje zadziwiająco odmienne efekty. Światło jest to samo, ale obiekty, na które pada różnią się zdolnościami pochłaniania i przepuszczania go. Tak jest z życiem. Wypływa ono z jednego niewyczerpanego źródła. Ostryga ma życie, ale jej organizm jest tak stworzony, że nie może przejawiać wielkiej żywotności, tak jak cegła nie może odbijać w większym stopniu słonecznego światła. To samo odnosi się do wyższych form życia – zwierząt, ryb i ptaków. Jak różnią się rodzaje szkła pozostające pod wpływem promieni słonecznych, tak owe różnorodne stworzenia wykazują różne właściwości organiczne, gdy życie ożywia ich organizmy.

Oszlifowany diament jest w takim stopniu przystosowany do odbioru światła, że wygląda, jak gdyby posiadał je w sobie i był miniaturą słońca. Tak jest z człowiekiem, jednym z arcydzieł stworzenia Bożego, uczynionym tylko “mało mniejszym od aniołów”. Był on tak wspaniale ukształtowany, że mógł przyjąć i utrzymać życie i nigdy nie przestać jaśnieć, ciągle <str. 209> korzystając z tych środków, które zapewnił Bóg. Taki był Adam zanim upadł – wspanialszy od wszystkich innych ziemskich stworzeń, nie z powodu zaszczepienia mu innego rodzaju energii życiowej, lecz z powodu wspanialszego organizmu. Pamiętajmy jednak, że diament może tylko wtedy odbijać światło, gdy świeci na niego słońce. To samo dotyczy człowieka. Może on cieszyć się życiem tylko wtedy, kiedy to życie w nim jest podtrzymywane. Człowiek nie ma życia wrodzonego. Nie jest źródłem życia, jak diament nie jest źródłem światła. Jednym z najsilniejszych dowodów, że nie jesteśmy niewyczerpanym źródłem życia samego w sobie, czyli że nie jesteśmy nieśmiertelni, jest fakt, że od chwili zaistnienia grzechu, śmierć przeszła na całą naszą rasę.

Bóg tak ułożył sprawy, by człowiek w Edenie miał dostęp do podtrzymujących życie drzew, a raj, w którym został umieszczony, był obficie zaopatrzony w każdy rodzaj drzewa “przyjemnego do oglądania i dobrego do jedzenia” (1 Mojż. 2:9, 16, 17 NB). Pomiędzy drzewami, których owoce były dobre do jedzenia, znajdowało się jedno zakazane. Chociaż nie wolno było Adamowi spożywać owoców z drzewa poznania, mógł do woli karmić się owocami z innych drzew doskonale podtrzymujących życie. Od tych drzew został odsunięty dopiero po swym przestępstwie, aby mogła zostać wykonana kara – 1 Mojż. 3:22.

Z tego wynika, że chwała i piękno człowieka zależy od ciągłego zaopatrywania go w życie, tak jak piękno diamentu zależy od ciągłego dostarczania światła słonecznego. Kiedy grzech pozbawił człowieka prawa do życia i to zaopatrywanie zostało wstrzymane, klejnot natychmiast zaczął tracić swój blask i piękno, i ostatecznie – w grobie – zostaje pozbawiony nawet ich śladów. Jego piękno jest jakby toczone przez mole (Ps. 39:12). Jak diament traci piękno i blask, gdy światło przestaje nań świecić, tak człowiek traci życie, gdy Bóg wstrzymuje dostarczanie swej posilającej energii. “gdy człowiek wyzionie ducha, gdzie jest potem?” (Job 14:10 NB). “Jego dzieci zdobywają <str. 210> szacunek – lecz on o tym nie wie; gdy żyją w poniżeniu, on na to nie zważa” (w. 21). “Albowiem nie masz żadnej pracy, ani myśli, ani umiejętności, ani mądrości w grobie, do którego ty idziesz” (Kazn. 9:10 BG). Ale dlatego, że znalazł się okup, a Odkupiciel poniósł karę śmierci za Adama, klejnot ponownie odzyska swoje piękno i ponownie będzie doskonale odbijał obraz Stwórcy, gdy wzejdzie Słońce Sprawiedliwości, “a zdrowie będzie na skrzydłach jego” (Mal. 4:2 BG). To dzięki ofierze za grzech, ofierze Chrystusa, “wszyscy, co są w grobach” wyjdą z nich. Nastąpi restytucja, przywrócenie wszystkich rzeczy do pierwotnego stanu – najpierw będzie to sposobność, oferta restytucji dla wszystkich, a ostatecznie osiągnięcie ludzkiej doskonałości przez tych, którzy będą posłuszni Odkupicielowi.

Nie jest to jednak owa nagroda, o której mówi Jezus jako o końcu wąskiej drogi. Z innych wersetów biblijnych dowiadujemy się, że wspomnianą nagrodą obiecaną tym, którzy podążają wąską drogą jest “boska natura”, życie w samym sobie, życie na najwyższym poziomie, takie, jakie tylko boska natura może posiadać – nieśmiertelność. Jakaż to wspaniała nadzieja! Czy ośmielamy się pragnąć osiągnięcia tak wielkiej chwały? Na pewno nie, bez stanowczego i wyraźnego zaproszenia nikt nie miałby prawa do takiego pragnienia.

Dowiadujemy się z 1 Tym. 6:14-16, że nieśmiertelność, czyli boską naturę, pierwotnie posiadał tylko Bóg. Czytamy (BG): “on [Jezus] czasów swoich [w Wieku Tysiąclecia] okaże...” kto jest “sam możny król królujących i Pan panujących; który sam ma nieśmiertelność, i mieszka w światłości nieprzystępnej, którego nie widział żaden z ludzi, ani widzieć nie może”. Wszelkie inne istoty, takie jak aniołowie, ludzie, zwierzęta, ptaki, ryby itp, są tylko naczyniami, w których mieszczą się ich miary życia. Wszystkie one są różne pod względem charakterów, zdolności i właściwości zależnie od organizmu, jakiego Stwórca udzielił każdemu według swego upodobania. <str. 211>

Dowiadujemy się też, że Jahwe, który pierwotnie sam posiadał nieśmiertelność, wielce wywyższył swego Syna, naszego Pana Jezusa do tej samej nieśmiertelnej natury. Dlatego jest On teraz dokładnym obrazem osoby swego Ojca (Hebr. 1:3). I ponownie czytamy: “Jak bowiem Ojciec ma ŻYWOT SAM W SOBIE [Jest to Boska definicja “nieśmiertelności” – życia w samym sobie – życia nie czerpanego z innych źródeł ani zależnego od okoliczności, lecz niezależnego, wrodzonego], tak dał i Synowi, by miał ŻYWOT SAM W SOBIE” (Jan 5:26 NB). A zatem od zmartwychwstania Pana Jezusa dwie istoty są nieśmiertelne. Taka sama propozycja została uczyniona Oblubienicy Baranka wybieranej w Wieku Ewangelii – jak wielce zdumiewająca to łaska. Jednak nie wszyscy z tego licznego grona, które z imienia należy do Kościoła, zyskają tę wielką nagrodę. Otrzyma ją jedynie “Maluczkie Stadko” zwycięzców, biegnących tak, by ją otrzymać, i postępujących ściśle śladami Mistrza. Będą to ci, którzy, jak On, chodzą wąską drogą ofiary aż do śmierci. Gdy się narodzą w zmartwychwstaniu, będą mieli boską naturę i kształt. Ta nieśmiertelność, czyli niezależna, istniejąca sama przez się boska natura, jest owym życiem, do którego wiedzie wąska droga.

Członkowie tej klasy nie powstaną z grobów jako istoty ludzkie. Apostoł bowiem zapewnia nas, że chociaż do grobów były “wsiane” ich naturalne ciała, powstaną w ciałach duchowych. Wszyscy będą “przemienieni” i choć kiedyś byli obrazem ziemskiej, ludzkiej natury, po zmartwychwstaniu będą obrazem niebiańskiej natury, “ale się jeszcze nie objawiło czym będziemy” – jakie jest duchowe ciało, “lecz wiemy, iż gdy się on objawi, będziemy do niego podobni” i będziemy uczestniczyć w chwale, “która się ma objawić” – 1 Jana 3:2 NB; Kol. 1:27; 2 Kor. 4:17; Jan 17:22; 1 Piotra 5:10; 2 Tes. 2:14.

Wysokie Powołanie do zmiany natury jest ograniczone wyłącznie do Wieku Ewangelii, jest ono też jedynym powołaniem oferowanym w tym wieku. A zatem, w myśl słów Pana zacytowanych <str. 212> na początku rozdziału, na szerokiej drodze wiodącej ku zniszczeniu są wszyscy ci, którzy nie znajdują się na drodze do jedynej nagrody, jaka jest oferowana w obecnym czasie. Wszyscy inni znajdują się jeszcze na szerokiej drodze, a do tej pory tylko ci, którzy weszli na wąską drogę uszli potępienia, które ciąży nad światem. Niewielu chce chodzić po tej jedynej, teraz otwartej drodze życia z powodu trudności z nią związanych. Rzesze ludzkie w swej słabości wolą szeroką, łatwą drogę zaspokajania swoich pragnień.

Choć wąska droga kończy się życiem, nieśmiertelnością, to może się również nazywać drogą śmierci, ponieważ nagrodę zyskuje się przez ofiarowanie ludzkiej natury aż do śmierci. Jest to wąska droga prowadząca od śmierci do życia. Poświęceni idący tą drogą, uznani są za wolnych od winy Adamowej oraz kary śmierci i dobrowolnie wyrzekają się przyznanych im ludzkich praw, czyli składają je w ofierze. Prawa te, teraz im przypisane, mogliby rzeczywiście otrzymać we właściwym czasie razem ze światem. Ci, którzy tak jak “człowiek Chrystus Jezus” położyli albo ofiarowali swoje życie za świat, stają się Jego współofiarnikami. Nie znaczy to, że ofiara Jezusa była niewystarczająca i że potrzebne były jeszcze inne ofiary, ale mimo iż Jego ofiara była zupełnie wystarczająca, pozwolono im służyć i cierpieć z Nim w tym celu, by stali się Jego Oblubienicą i współdziedzicami. Zatem świat znajduje się pod potępieniem śmierci i umiera w Adamie. Natomiast o “Maluczkim Stadku” mówi się, że umiera z Chrystusem, składając ofiarę, która jest przyjmowana dzięki usprawiedliwieniu z wiary. Członkowie “Maluczkiego Stadka” ofiarowują się i umierają z Chrystusem jako ludzkie istoty w tym celu, by mogli stać się z Nim uczestnikami boskiej natury i chwały. Wierzymy bowiem, że jeśli z Nim umieramy, z Nim też będziemy żyli. Jeśli z Nim cierpimy, razem z Panem będziemy uwielbieni – Rzym. 8:17 i 2 Tym. 2:11, 12.

Na początku Wieku Tysiąclecia ci, którzy teraz kroczą wąską drogą, już będą w posiadaniu tej wspaniałej nagrody, po którą biegli – nieśmiertelności. Obleczeni w boską naturę i <str. 213> moc, będą przygotowani do wykonania wielkiego dzieła przywracania świata do pierwotnego stanu i błogosławienia go podczas tego wieku. Wraz z zakończeniem Wieku Ewangelii dobiegnie końca wąska droga do nieśmiertelności, ponieważ wybrane “Maluczkie Stadko”, które na niej miało być doświadczone i wypróbowane, będzie skompletowane. “Oto teraz czas przyjemny” [greckie słowo dektos, możliwy do przyjęcia] – czas, w którym ofiarnicy przychodzą okryci zasługą Jezusa i stają się z Nim umarłymi; czas, w którym nadają się do przyjęcia przez Boga, będąc ofiarą o przyjemnej woni. Śmierć jako kara Adamowa nie będzie dozwolona na zawsze, zostanie zniesiona w Tysiącleciu; natomiast jako ofiara, będzie przyjemna Bogu i nagrodzona tylko w Wieku Ewangelii.

Święci tego wieku tylko jako “Nowe Stworzenia” znajdują się na drodze prowadzącej do życia i tylko jako ludzkie istoty są poświęceni na zniszczenie jako ofiara. Jeśli jako ludzkie istoty umieramy z Chrystusem, to jako nowe duchowe istoty będziemy z Nim żyli (Rzym. 6:8). Umysł Boży w nas, nasz przekształcony umysł, jest zarodkiem nowej natury.

Nowe życie może być z łatwością stłumione. Paweł zapewnia, że jeśli zostaliśmy spł