Betania

Już sama nazwa brzmi przyjaźnie, ciepło. Ta Betania w Miechowie jest w mej świadomości od tak dawna. Tyle razy z koleżankami planowałyśmy sobie w niej przyszłość, jak nam tam będzie dobrze, wesoło, co będziemy robić. Trochę taka była pierwotna idea – dom ustawicznej konwencji.

Zmieniły się czasy, potrzeby, coraz mniej nam do śmiechu, kiedy starość zaczyna być taka realna, kiedy odchodzą bliscy, kiedy dla tych żyjących potrzebna jest fachowa opieka, bo wobec choroby, niedołężności jesteśmy bezradni. I dopiero teraz w pełni widzę błogosławieństwo istnienia tego domu.

Kiedy mama w szpitalu, bardzo pobudzona po otrzymaniu krwi wykrzykiwała, że chce iść na zabranie, ale nie ma zeszytu, a za chwilę oświadczała, że na żadne zebranie nie pójdzie, bo nie widzi, nie słyszy, widziałam zdumione oczy koleżanek z sali – o czym ona mówi. Stara partyjniaczka?

Za chwilę śpiewała czysto i ładnie „Czymże Panie się odwdzięczę” i znowu zdumienie, co w chórze kościelnym śpiewała?

I jak dobrze, że jest miejsce, gdzie nie trzeba nikomu takich podstawowych rzeczy tłumaczyć, gdzie rozumieją bez słów, gdzie zapewnią godną, fachową opiekę. Chwała za to Panu.

Elżbieta